Odwrócona perspektywa - 3. Nie patrz
Gęsta zabudowa blokowiska na obrzeżach przypominała więzienne mury – wysokie, szare bryły, które zdawały się zacieśniać wokół każdego, kto ośmielił się tu wjechać. To miejsce miało swoje zasady; było nieprzyjazne dla wszystkich, którzy nie nauczyli się sztuki przetrwania na osiedlach tego typu. Klara zatrzasnęła drzwi samochodu, wyrzucając do pobliskiego kosza kubek po kawie. Napój, który miał postawić ją na nogi, był tylko papierowym parawanem, za którym bezskutecznie próbowała ukryć zmęczenie.
Zapukała do drzwi mieszkania Laury Czarneckiej – jej szwagierka na pewno od dawna była już na nogach, pomimo że zegary nie wskazywały jeszcze siódmej rano. Od wejścia uderzył ją zapach kwaśnego mleka, wilgotnych ubranek i tej specyficznej, dusznej beznadziei, która towarzyszy wielomiesięcznemu niewyspaniu. Laura wyglądała gorzej niż zwykle – w ubrudzonym kaszką, wyciągniętym dresie i z włosami w nieładzie, niechlujnie spiętymi plastikową klamrą. Przypominała cień samej siebie. Zosia, rozpalona i marudna, nie schodziła jej z rąk, kwiląc cicho przy każdym gwałtowniejszym dźwięku. A dźwięków było sporo.
W kuchni Igor właśnie kończył swoją poranną tyradę, trzaskając drzwiczkami szafek z siłą, która groziła ich zerwaniem z zawiasów. Przemek, zgarbiony nad blatem, na ostatnią chwilę powtarzał materiał przed sprawdzianem z matematyki, podczas gdy Laura rozpuszczała się w ich codziennym chaosie, bezskutecznie próbując utrzymać pion.
— No i gdzie te klucze?! — wrzasnął Igor, nie patrząc na Klarę, która właśnie stanęła w progu. — Matka, mówiłem ci wczoraj, że mam na siódmą trzydzieści! Serio, ogarnij się trochę, bo znowu przez ciebie zaliczę spóźnienie!
— Igor, proszę cię, Zosia całą noc gorączkowała — zaczęła cicho Laura, pokornie spuszczając wzrok, jakby właśnie przepraszała za to, że w ogóle śmie oddychać tym samym powietrzem.
— Wiecznie coś. Młoda ciągle ryczy, a ty latasz wokół niej jak poparzona — uciął chłopak, z zaskoczenia wyrywając bratu z ręki niedojedzoną kanapkę. — Ruchy, nie mamy całego dnia!
Przemek odpowiedział mu ostrzegawczym wzrokiem, po czym wrócił do swoich notatek. Igor spojrzał na ciotkę z tą samą butą, którą Klara pamiętała z twarzy Roberta, swojego starszego brata. W oczach bratanka nie było wdzięczności za to, że przyjechała im pomóc w trudnym momencie. Było tam tylko niecierpliwe żądanie, by świat kręcił się wokół niego. Był jak młodsza, niewygładzona wersja własnego ojca.
W drodze do szkoły i przychodni atmosfera w samochodzie była gęsta i duszna, pomimo włączonego nawiewu. Z tyłu Laura usiłowała uspokoić płaczącą Zosię, a Przemek, skulony przy drzwiach, wpatrywał się w przesuwające się za oknem bloki z tą swoją cichą, melancholijną rezygnacją.
Jednak to Igor, siedzący z przodu na fotelu pasażera, dyktował warunki. Rozparty, z nogami wyciągniętymi niemal pod deskę rozdzielczą, bębnił palcami w szybę, manifestując każdą sekundę straconego czasu.
— Możesz trochę docisnąć? — rzucił do Klary, nawet na nią nie patrząc. — Zaraz zamkną mi wejście do szkoły i znowu będę musiał słuchać kazania starej prukwy od matmy.
Klara zacisnęła dłonie na kierownicy tak mocno, że kłykcie pobielały. Spojrzała w lusterko wsteczne. Laura, zamiast skarcić syna, całkowicie skupiła się na Zosi, udając, że nie słyszy jego aroganckich odzywek. Bierność szwagierki drażniła Klarę nie mniej niż bezczelność dzieciaka. Nie mogła pozbyć się wyobrażenia, w którym łapie go za włosy i z rozmachem uderza jego twarzą o szybę. Niestety kusząca fantazja musiała pozostać wyłącznie w sferze marzeń.
— Igor, ciocia i tak nam pomaga, daj spokój— odezwał się nieśmiało Przemek.
— Stul się, nikt cię nie pytał o zdanie — uciął brat, nie zmieniając pozycji.
Klara gwałtownie zahamowała przed czerwonym światłem, sprawiając, że Igor poleciał lekko do przodu. Odwróciła głowę w jego stronę. W półmroku poranka dostrzegła w jego oczach cień strachu, który mignął i zgasł, zanim zdążył go zamaskować.
— Jeszcze jedno słowo o tym, jak mam prowadzić, a wysiądziesz tutaj — powiedziała, ściszając głos do niebezpiecznego rejestru. — W najlepszym wypadku dotrzesz do szkoły na drugą lekcję.
Chłopak prychnął, ale przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć.
— Ty zawsze musisz robić dramę — mruknął pod nosem, wyciągając telefon. — Jesteś taka sama jak ojciec.
Klara poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Zdanie rzucone przez nastolatka uderzyło w nią mocniej niż poranny chłód. W jej uszach znów zadudnił dźwięk metalowej szuflady i głuche uderzenie segregatora o dywan.
— Igor, przestań! — Laura w końcu odważyła się podnieść głos, ale brzmiało to raczej jak błaganie niż rozkaz. — Klara, przepraszam za niego. Sama wiesz jak jest…
Kobieta nie odpowiedziała. Ruszyła gwałtownie, gdy tylko zapaliło się zielone. Miała dość używania rodzinnych traum jako tarczy, która miała rozgrzeszać jego apodyktyczną naturę. Igor doskonale orientował się, że w tym świecie agresja i brak skrupułów stanowią najkrótszą drogę do celu.
Metaliczny trzask drzwi samochodu odbił się echem od betonowych ścian parkingu przychodni. Klara nie czekała, aż on podejdzie. Pewnym krokiem ruszyła w stronę czarnego sedana, który zaparkował dwa rzędy dalej, dokładnie tam, gdzie mu kazała. Oskar stał oparty o maskę, paląc papierosa. Na jej widok nie drgnął, jedynie wypuścił gęsty kłąb dymu, który natychmiast rozmył się w wilgotnym powietrzu.
— Jesteś punktualny — mruknęła zalotnie. — To dobrze, nie mamy dużo czasu. Zanim zdążył odpowiedzieć, obeszła maskę i zajęła miejsce pasażera, bezwstydnie naruszając jego przestrzeń.
Oskar uniósł brwi, zaskoczony jej bezpośredniością. Rzucił niedopałek na ziemię, gasząc go na mokrej posadzce czubkiem buta i wsiadł za kierownicę, niezwłocznie odpalając silnik.
Gdy tylko drzwi hotelowego pokoju się za nimi zatrzasnęły, Klara wbiła paznokcie w jego kark, całując go tak, jakby chciała mu wydrzeć powietrze z płuc. Jego usta smakowały kawą, tytoniem i adrenaliną, która parzyła jej język, skutecznie wymazując z pamięci duszny zapach mieszkania Laury. Szorstkość jego policzka, zapach jego skóry – wszystko to miało zagłuszyć senne mary ostatnich nocy i brutalne słowa Igora, które wciąż dzwoniły jej w uszach.
Kiedy Oskar odsunął się na milimetry, by zaczerpnąć tchu, Klara poczuła uderzenie zimnego powietrza. Mimowolnie przeniosła się w inne miejsce, o innym czasie. Rzeczywistość pękła, rzucając ją w mrok, przed którym uciekała całe życie.
Z powrotem w szafie. Pięcioletnia, skulona, z kolanami pod brodą i dłońmi zaciśniętymi na oczach. Ciemność, w której metaliczny zapach mieszał się z duszącą wonią siarki i te tępe odgłosy zza cienkich drzwi. Potem szarpnięcie. Pojawił się Robert. Nastoletni, już wtedy zbyt silny na swój wiek. „Nie patrz”, powtarzał. Jego uścisk był twardy, a ona czuła bicie jego serca. Starszy brat niósł ją na rękach przez pokój, potem korytarz, w światło, które rozjaśniało… na zewnątrz. Klara trzymała oczy mocno zamknięte, ale czuła. Zapach krwi; mdły i słodki. Grali w grę, w której nie mogła zobaczyć. Ale czuła. Słyszała. Wiedziała. I nigdy nie zapomniała.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania