Poprzednie częściOjciec

Ojciec

Kiedy stawał przy mównicy,

głos miał twardy jak kamień.

Przeklinał kolory tęczy,

a duma wystawała

spod zapiętego kołnierza.

Potem lekarz powiedział

jedno słowo — dystrofia.

Dom ucichł.

Zamknął drzwi terapii,

jakby za nimi

można było zamknąć ból.

Pierwszą sukienkę syna

podniósł z krzesła.

Przez chwilę trzymał ją

w zaciśniętej dłoni.

Potem rzucił na podłogę.

Podeptał.

Miał przecież prawo.

Był ojcem.

Nocami klękał w ciszy,

prosząc Boga,

żeby nikt nie zobaczył

jego wstydu.

Nie modlił się o cud.

Tylko o to,

żeby nikt

nie zajrzał pod jego kołnierz.

W dniu pogrzebu

padał deszcz.

Jakby niebo

nie znalazło innych słów.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Absens godzinę temu

    Chyba nie tylko niebo nie może znaleźć słów.
    ;)

  • Roma

    Zazwyczaj za dużo sobie dopowiadam i uciekam w w wiersz jakim chciałabym go czytać. Teraz spróbuję inaczej.
    Także... ksiądz, ten który często tylko powołuje się
    lub
    ktoś na kształt ojca grupy ludzi, bo wybrał, że ma prawo.
    I pije go pod kołnierzem nie tyle duma, co pycha. I może, ale to tylko chciałabym, poczucie odpowiedzialności, prawda, że to na co niewygodnie mu patrzeć, dzieje się i przez niego.

    A gdyby jednak nie inaczej, to tak samo. Ale z tym, że i ksiądz, i ten ojciec ludu jest poprostu człowiekiem.

    A i szczerze mówiąc, to nie napisałabym tego komentarza, gdybyś nie napisał, że jesteś jego ciekaw. Bo nie umiem pisać tak jakbym chciała o takich tekstach, zatem nawet jeśli to co moje jest nie tym, to doceń starania xD

  • Absens

    Dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania