Widzę żeś ty niezły antytalet. A ja w kuchni cuda robię, niekoniecznie takie nieprzyjemne. Dziś na śniadanie ravioli z płynnym żółtkiem :D oj to z mikserem mogło być niebezpiecznie, rozpiprzyć ci rękę delikatnie mówiąc. Co tam kubek w kwiatuszki, szkoda kawy .-.
Abstrahuje od samego gotowania, bo jak akurat zdarzy mi się nic nie potłuc i nie spalić, to czasem też zjemy coś dobrego. :) Ale wiesz, chaotyczna osobowość, ostatnio miałam wenę, pisałam coś i zamiast lekko podgrzać zupę, zagotowałam ją, ale wiadomo - wena rzecz święta :>
Przepraszam, że tak wcięło mnie, bo ty się postarałaś, a ja wcale... A twgl. to może z twojej strony jest już skrzywienie zawodowe, takie urzędnicze, hę. Z tymi pyzami, to w podkarpackim chyba bardziej kartacze, cepeliny, kołduny, czy jakieś tam klinki, kluchy itd. To nie jest tak, że nie masz zdolności kulinarnych, bardziej coś z organizacyjnych ci umyka. Faceci, to też lipa, że tacy "miszcze kuchni" - raczej mają więcej umiejętności kierowniczych, albo lepiej udają, że je mają. Nie wiem, czy czytałaś coś H. Mankela... jeśli nie, to polecam ci "Włoskie buty", naprawdę warto i to nie jest kryminał. I dzięki za tekściorek. Pzdr.
Martwiłam się, że się obraziłeś albo coś O_o
Ale jak jesteś to dobrze :) Skrzywienie urzędnicze?
W podkarpackim mówimy pyzy :) Tak, zdolności kulinarne to jedno, ale organizacja na poziomie minus dziesięć, nieogarnięcie, chaos, masakra! 'Włoskie buty"? Zapamiętam :)
Najbardziej uroczy tekst opisujący przygody kulinarne, jak iw życiu widziałem :D Tak świetnie to opisałaś, że banan ani razu nie zniknął mi z ryja. A mikser napierdala :D
Komentarze (13)
Widzę żeś ty niezły antytalet. A ja w kuchni cuda robię, niekoniecznie takie nieprzyjemne. Dziś na śniadanie ravioli z płynnym żółtkiem :D oj to z mikserem mogło być niebezpiecznie, rozpiprzyć ci rękę delikatnie mówiąc. Co tam kubek w kwiatuszki, szkoda kawy .-.
Abstrahuje od samego gotowania, bo jak akurat zdarzy mi się nic nie potłuc i nie spalić, to czasem też zjemy coś dobrego. :) Ale wiesz, chaotyczna osobowość, ostatnio miałam wenę, pisałam coś i zamiast lekko podgrzać zupę, zagotowałam ją, ale wiadomo - wena rzecz święta :>
Widzę, że jesteś z tych, co sernik na zimno potrafią przypalić. ;) 5
Jeszcze mi się nie zdarzyło, ale wszystko przede mną :D
Wyczuwam tu jakiegoś anonimka, niuch, niuch...
U mnie też mówi się durszlak. Bardzo fajny tekst, 5.
U mnie się mówi dRuszlak, ale piszę dUrszlak, bo tak jest chyba poprawnie. Dzięki:)))
E, Ty! Ustawa podatkowa to cos dla mnie!
5 :3
Jasne jasne xD
Thx :*
Przepraszam, że tak wcięło mnie, bo ty się postarałaś, a ja wcale... A twgl. to może z twojej strony jest już skrzywienie zawodowe, takie urzędnicze, hę. Z tymi pyzami, to w podkarpackim chyba bardziej kartacze, cepeliny, kołduny, czy jakieś tam klinki, kluchy itd. To nie jest tak, że nie masz zdolności kulinarnych, bardziej coś z organizacyjnych ci umyka. Faceci, to też lipa, że tacy "miszcze kuchni" - raczej mają więcej umiejętności kierowniczych, albo lepiej udają, że je mają. Nie wiem, czy czytałaś coś H. Mankela... jeśli nie, to polecam ci "Włoskie buty", naprawdę warto i to nie jest kryminał. I dzięki za tekściorek. Pzdr.
Martwiłam się, że się obraziłeś albo coś O_o
Ale jak jesteś to dobrze :) Skrzywienie urzędnicze?
W podkarpackim mówimy pyzy :) Tak, zdolności kulinarne to jedno, ale organizacja na poziomie minus dziesięć, nieogarnięcie, chaos, masakra! 'Włoskie buty"? Zapamiętam :)
Najbardziej uroczy tekst opisujący przygody kulinarne, jak iw życiu widziałem :D Tak świetnie to opisałaś, że banan ani razu nie zniknął mi z ryja. A mikser napierdala :D
Ojej, miło mi to czytać :) Cieszę się, że się podobało :D I bezczelnie zapraszam do innych moich tekstów xD
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania