Operacja część druga z planowanych trzech
Widzę, że dziś nastał dzień dedykacji, więc i ja chciałem zadedykować. No więc, dedykuję tą część Neurotykowi, bez którego zapewne by nie powstała... i chyba tyle... Twoje zdrowie bracie, jeśli to czytasz!
Miłej lektury (to już nie tylko do Neurotyka :D)!
Kawa była świetna. Miód też. Złożyło się to w perfekcyjną całość, którą koiłem swoje podniebienie przez jakiś kwadrans. Pielęgniarka w tym czasie krzątała się po całej kuchni. Tutaj coś przełożyła, tam poprawiła, zdecydowanie zdawała się czuć nieswojo ze mną, siedzącym przy stole i żłopiącym powoli parujący obficie napar.
Szczerze powiedziawszy, gdy to robiła, zdała mi się jeszcze bardziej pociągająca niż wcześniej na korytarzu. Lekka fajtłapowatość jej ruchów i ogólny chaos, którym się odznaczały, mogły wskazywać na to, że raczej nie była przyzwyczajona do przebywania w kuchni. Jako pielęgniarka pewnie całe dnie spędzała w gabinecie lekarskim, zajmując się chorymi.
Gdy ostatnie krople ożywiającego, boskiego nektaru znalazły się w moich ustach, wstałem i podszedłem do umywalki, żeby odłożyć kubek. Pielęgniarka niby przypadkiem odwróciła się tyłem do mnie, porwała ścierkę i szybkim krokiem poszła zetrzeć stół.
Odłożyłem kubek i podszedłem do niej, po czym kładąc rękę na ramieniu, powiedziałem, nie za głośno i nie za cicho:
- Przepraszam bardzo, ale chyba się sobie nie przedstawiliśmy. Jestem Józef S. – ukłoniłem się lekko.
- Leni – odpowiedziała krótko, po czym ucięła. – Mi też jest bardzo miło – dodała po chwili, jakby przypomniała sobie drugą część formułki, po czym wyprostowała się i obróciła w moim kierunku. Staliśmy bardzo blisko siebie. Zdecydowanie zbyt blisko jak na niecałą godzinę znajomości.
- Piękne imię – rzekłem prawie szeptem. – Pasuje do tak pięknej kobiety – zaryzykowałem. Uśmiechnęła się, spuszczając wzrok na podłogę i nerwowo liznęła wargę. Na jej bladej twarzy pojawiły się delikatne wypieki.
Chwyciłem ją za rękę, lekko przyciągnąłem do siebie i pocałowałem, muskając delikatnie wargi. Odsunęła głowę, ale nie siebie, po czym powiedziała cichym, drżącym głosem:
- Nie powinien pan… doktor…
- Doktor może zaczekać – przerwałem jej w połowie zdania i pocałowałem ponownie, tym razem śmielej. Wyprostowała się i odpowiedziała na moje poczynania przejeżdżając językiem po moich ustach. Objąłem ją rękami w talii i przyciągnąłem do siebie. Naprawdę mnie pociągała. Nie trwało to długo, aż rozluźniła się całkowicie i oddała pocałunkom, nie myśląc zapewne o doktorze, który chwilę później zawołał z korytarza:
- Józef S. proszony jest do gabinetu! – Wszystko zepsuł, Leni podskoczyła ze strachu i odsunęła się ode mnie szybkim, zdecydowanym ruchem. Nie utrudniałem jej tego i zwolniłem uścisk.
- Proszę już iść – powiedziała, nie patrząc mi w oczy.
- Może umówimy się jak skończę zabieg? – Nie odpowiedziała, zahaczając co chwilę językiem o dolną wargę. – Poszukam cię, jak skończę – dodałem jeszcze tylko i wyszedłem z kuchni. Drzwi na końcu korytarza prowadzącego w lewo były otwarte i to tam się skierowałem.
Moje serce dalej biło mocniej, a ręce delikatnie się trzęsły. Jedynie mój krok pozostał tak pewny, jakim był wcześniej. Wystrój korytarza także pozostawał taki sam, jaki był wcześniej, tylko… morze na suficie było jakby bardziej wzburzone.
Uchylone na końcu korytarza drzwi były drewniane, pomalowane kilkoma warstwami lakieru i błyszczące. Zapukałem w nie delikatnie, kiedy usłyszałem ciepły głos:
- Proszę wejść, proszę. Martwiłem się, że zgubił się pan w tej plątaninie uliczek i chciałem wysyłać już Leni, żeby pana poszukała. – Słowa te wypowiedział mężczyzna w lekarskiej masce, którego oczy skryte były za grubymi szkłami okularów.
- Nie, wszystko w porządku. Na moim skierowaniu nie podano po prostu godziny, dlatego tyle to trwało.
- Rozumiem, przepraszam za to niedopatrzenie… No, ale teraz najważniejsze jest to, że wreszcie pan dotarł. Proszę ściągnąć marynarkę i usiąść. Za chwilkę przyniosę pańskie akta i wyniki badań.
- Badań? Jestem tutaj pierwszy raz… nie pamiętam, żebym miał robione badania…
- W naszej przychodni prowadzimy badania wszystkich ludzi przez całe życie. Proszę się niczego nie bać, wszystko jest w najlepszym porządku.
Po tych słowach wyszedł. Był wyjątkowo wysoki i chudy. Lekarski fartuch wisiał na nim jak moja marynarka na wieszaku. Krok doktora był sztywny i toporny, jak u niektórych starych ludzi. Był także lekko przygarbiony, jednak nie bardziej niż większość osób w jego wieku.
Rozejrzałem się po całym gabinecie. Centralną jego część zajmowało wielkie biurko, zrobione z drewna, którego nie potrafiłem rozpoznać. Ściany były ciemnobrązowe, nie białe jak w większości gabinetów lekarskich. To samo tyczyło się ciężkich, starych zasłon, wiszących w oknach.
Za biurkiem znajdował się obity skórą fotel, na którym rezydował sam doktor, a pod jedną ze ścian znajdowała się niewysoka kozetka. Poza tym pomieszczenie było puste – żadnych modeli szkieletów, mózgów w formalinie czy książek. A przynajmniej nic więcej nie zobaczyłem, myśląc cały czas o Leni i czując dotyk jej języka na swoich ustach.
Po chwili, która mogła trwać zarówno kwadrans, jak i godzinę, doktor wrócił.
- Przepraszam, że tyle to trwało, ale mamy dokumentację trzech różnych Józefów S. i musiałem sprawdzać szczegóły, żeby nie zaszła żadna pomyłka. Całe szczęście, że pomagała mi Leni, złota dziewczyna, nieprawdaż? – zapytał, kładąc na blat biurka plik dokumentów i siadając w fotelu.
- Tak, istotnie – odparłem, uśmiechając się lekko.
Komentarze (125)
-"Szczerze powiedziawszy, gdy to robiła zdała mi się jeszcze bardziej pociągająca niż wcześniej[bez przecinka] na korytarzu."
-" Lekka fajtłapowatość jej ruchów i ogólny chaos, którym się odznaczały[tutaj chyba przecinek] mogły wskazywać na to, że raczej nie była przyzwyczajona do przebywania w kuchni."
-"Gdy ostatnie krople ożywiającego, boskiego nektaru znalazły się w moich ustach[przecinek] wstałem i podszedłem do umywalki, żeby odłożyć kubek."
-"Zdecydowanie zbyt blisko[tutaj chyba bez przecinka] jak na niecałą godzinę znajomości."
-"Uśmiechnęła się i spuszczając wzrok na podłogę i nerwowo liznęła wargę." - za dużo "i"
-"Wyprostowała się i odpowiedziała na moje poczynania[przecinek] przejeżdżając językiem po moich ustach."
-"Drzwi na końcu korytarza[przecinek] prowadzącego w lewo były otwarte i to tam się skierowałem."
-"Centralną jego część zajmowało wielkie biurko[bez przecinka] zrobione z drewna, którego nie potrafiłem rozpoznać."
-"Za biurkiem znajdował się obity skórą fotel, na którym rezydował sam doktor, a pod jedną ze ścian znajdowała się niewysoka kozetka."
-"żadnych modeli szkieletów, mózgów w formalinie[przecinek] czy książek."
Widzę, że Neurotyk już prawie doczekał się spełnienia swoich marzeń i to zapewne dlatego planowana ilość części się zmieniła:D A co do całego tekstu, to chyba nie muszę mówić, że jak zwykle mi się podobał. Mam wrażenie, jakbym czytała Proces, którego akcja ma miejsce w innym nieco wymiarze i takim trochę bardziej onirycznym stylu. Oczywiście znowu Cię znudzę z nadzieją, że jednak nasz chwalebny Jedynkodawca przybędzie i prezent Ci wręczy, tak więc ode mnie 5:D
Ah, dziękuję bardzo :) Też mam taką nadzieję :D
Bardzo dobrze, że masz takie ,,procesowe wrażenie", bo takież miał ten tekst wywoływać :D
w przedostatnim zdaniu sama wpisałam, a nie zaznaczyłam, że przed "na którym" ma być przecinek
Dzięki, aczkolwiek musisz mi wybaczyć, że za poprawki wezmę się dopiero za chwilę :)
Szymon Szczechowicz no jakoś to może przeboleję .. ;)
O! I widzę, że anonimek się już zjawił
Morelia Ninja ;)
Karo ale oceny są trzy, a ty też dałeś 5, a patrz na średnią
Chyba się pomylił i dał 4, bo średnia za mało zleciała w dół :D
Szymon Szczechowicz Ja jestem nieomylny - dałem 5 - i nie chcę byście na mnie obrzucali nagłymi oskarżeniami
Szymon Szczechowicz nie, dał 3 (matematyyykaa)
Karo, ale my nie o Tobie, tylko o anonimku
Karo spokojnie, nikt nikogo nie oskarża :D Wiemy, co dałeś, mówię tylko, że to nie jest anonimowa 1 tym razem, a 4 :)
Karo Kur co ja piszę?! Idę spać! Ktoś dał Ci 3, a nie 4 ;) Jako ninja znajdę go i wyciągnę konsekwencje!
Morelio, moja percepcja jest zaburzona dzisiaj... to przez francuski...
Szymon Szczechowicz a co ja mam o swojej powiedzieć?
Morelia no nie wiem, Ty mi powiedz :D
Szymon Szczechowicz to Twoje zarazki!
Morelia też je mam! I do tego miałem francuski! I matmę! I całą resztę! :D
Szymon Szczechowicz ale moje są w apogeum swej egzystencji!
Morelia bo trzeba je zapijać od razu kawą z miodem! Wtedy przenoszą się na innego żywiciela! "D
Szymon Szczechowicz ale ja tylko zwykłą, czarną, niczym nie słodzoną pijam :( Na tę Twoją zarazę to tylko woda z miodem i cytrynką albo herbata
Morelia to jak taką tylko pijasz, to rozpieszczasz moje zarazki! :D
Szymon Szczechowicz jak się trochę lepiej poczuje po miodzie, to po prostu dam im porządnego kopa i porządnie odkażę ;)
Morelia w porządku, powiedz im, że ja mówię, że mają odejść! :D
Szymon Szczechowicz, ale one nawet Ciebie nie słuchają. O mam pomysł na kontynuację powieści, którą Ci poprzednio zaproponowałam - "Jak wytresować zarazki" :D
Morelia najpierw napiszę pierwszą część :D Ale będę miał na względzie :D
Szymon Szczechowicz cieszę się ;)
Witaj! Teraz pobawię się w ninje i wstawię Ci anonimową (już nie) piąteczkę, a że jestem cholernie niewyspany i pisałbym same bzdury (jak teraz), to recenzję - trochę bardziej rozbudowaną - napiszę Ci jutro ;)
W porządku Karo, będę więc na nią czekał :D
Cieszę się, że tak szybko wstawiłeś drugą część, choć poprzednio była z tego, co pamiętam, część pierwsza z dwóch, teraz druga z trzech:) Ale w każdym razie dobrze mi zrobiło przeczytanie tego tekstu, nie sądziłam, że to powiem, ale zaczynam mieć dość matmy. Wracając jednak do tekstu, hmm... znowu nie za wiele mogę mieć do powiedzenia. Zaskakujące było to, co wydarzyło się pomiędzy pielęgniarką i Józefem, takie nagłe i niespodziewane w sumie, a jednak wyszło naturalnie. Z jakiegoś powodu coraz dziwniejsza wydaje mi się ta klinika, ten lekarz. Zwłaszcza dziwne były te słowa o tym, że robią badania wszystkim ludziom przez całe życie... to dość zastanawiające. Aż ciekawa jestem, co wydarzy się dalej.
,,gdy to robiła (przecinek) zdała mi się jeszcze bardziej pociągająca";
,,Lekka fajtłapowatość jej ruchów i ogólny chaos, którym się odznaczały (przecinek) mogły wskazywać na to" - tu w środek wtrąciłeś zdanie podrzędne;
,,podszedłem do niej, po czym kładąc rękę na ramieniu powiedziałem" - to: ,,kładąc rękę na ramieniu" pasowałoby na dopowiedzenie (wtrącenie);
,,Zdecydowanie zbyt blisko, jak na niecałą godzinę znajomości" - bez przecinka, bo jest to porównanie integralne - wchodzące w skład zasadniczej części zdania;
,,rzekłem, prawie szeptem" - bez przecinka;
,,Uśmiechnęła się i spuszczając wzrok na podłogę i nerwowo liznęła wargę" - zamiast tego drugiego ,,i" powinien być chyba przecinek (zakładam, że to przez nieuwagę);
,,W naszej przychodni prowadzimy badania wszystkich ludzi, przez całe życie" - ten przecinek jest niepotrzebny, tu sytuacja jest podobna jak w innym tekście, gdzie jeśli fragment oddzielony przecinkiem był tylko dodatkiem, takim niepotrzebnym (nie wnoszącym nic) dopowiedzeniem, to przecinek był słuszny. W tym wypadku bym go nie stawiała;
,,Lekarski fartuch wisiał na nim, jak moja marynarka na wieszaku" - bez przecinka (porównanie integralne);
,,Ściany były ciemnobrązowe, nie białe, jak w większości gabinetów lekarskich" - bez drugiego przecinka;
,,złota dziewczyna (przecinek) nieprawdaż?"
To, co wypisała Morelia pomijałam, aczkolwiek tutaj:
,,Drzwi na końcu korytarza[przecinek] prowadzącego w lewo były otwarte" - ten przecinek jest uzasadniony, jeśli przecinek będzie również przed ,,były", bo ta część zdana dotyczy drzwi, powstałoby wtedy wtrącenie, ale ja nie stawiałabym żadnego z tych przecinków, a więc pozostawiłabym tak, jak jest;
i tu: "żadnych modeli szkieletów, mózgów w formalinie[przecinek] czy książek." - bez przecinka przed ,,czy" (a więc tak jak jest) w tym znaczeniu tego słowa. Zostawiam oczywiście 5:)
Haha może jako dyslektyk już zostawie w spokoju to poprawianie haha Masz Tu fanów, którym to lepiej wychodzi :P
Morelia każde poprawianie przyjmuję z otwartymi rękami! Gorzej tylko, jak się wykluczają... :D No ale to bywa też zabawne czasem, czyż nie? :D
Dziękuję Ci, droga Lucindo za błędy i kolejny długi komentarz, opatrzony Twą opinią :) Zaraz zajmę się poprawianiem :)
Szymon Szczechowicz, nie ma sprawy:)
To tak:
"Centralną jego część zajmowało wielkie biurko, zrobione z drewna, którego nie potrafiłem rozpoznać. Ściany były ciemnobrązowe, nie białe, jak w większości gabinetów lekarskich. To samo tyczyło się ciężkich, starych zasłon, wiszących w oknach.
Za biurkiem znajdował się obity skórą fotel na którym rezydował sam doktor, a pod jedną ze ścian znajdowała się niewysoka kozetka"
– widzę, że pokoik doktorka jest urządzony trochę jak burdel: ciemnobrązowe ściany nie wiedzieć czemu kojarzą mi się z bordowymi, a nawet czerwonymi...; ciężkie, stare zasłony... takie kotary; skóra na fotelu...ajć... kozetka pod ścianą – ciekawe do czego? Czy Leni już ją WYPRÓBOWAŁA???
– co do zbieżności z duszną atmosferą Precesu Kafki to zgadzam się. Opary egzystencjalnej paranoi przyćmiewają umysł czytając to...
Daję 5 liczę, że będzie ostro w TRÓJCE:D
Mój drogi Neurotyku, dziękuję Ci wielce za opinię! :D
Obawiam się, że ostrość trzeciej części nie jest tą, którą masz na myśli ale... zresztą sam się przekonasz :D
Szymon Szczechowicz, ostrość Kawkowska ma być, bracie mój:D
Neurotyk Będzie, będzie! :)
No cóż, tyle razy już te błędy wypisano, że dzisiaj czuję się wykluczona i niepotrzebna :(
Wydłużać serię tylko po to, żeby dobierać się do kobiety... toż to tylko facet potrafi :) No cóż, czyta się przyjemnie, więc zostawiam piąteczkę. A no i nie mogę się oprzeć.
"Nie odpowiedziała, zahaczając co chwilę językiem o dolną wargę." - powtarzasz o tym lizaniu wargi tak często, że to zdanie odebrałam już tak, jakby kobieta była nieustannie oblizującym się psem :D Przepraszam ;_;
W każdym razie czekam na kolejną (może ostatnią) część :)
Bo to ma być karykaturalne przerysowanie postaci! :D
Albo fetysz, do którego Szymon nie chce się przyznać
Szymon Szczechowicz, ale zrobiłeś z niej przez to lizanie warki psycholke:D
Nie Morelio, fetysz to to nie jest. Lubię, jak kobieta trzyma swój organ smaku na miejscu i nie rzuca nim na lewo i prawo :D
Rasia, "W każdym razie czekam na kolejną (może ostatnią) część... dlaczego "może ostatnią"??? :)
Neurotyku tak ma być! Wszystko jest na miejscu, także to wyolbrzymienie jej tiku!
No niech Ci będzie... A z tym obrazowym na lewo i prawo to aż mi się coś przypomniało i ryknęłam śmiechem xD
Morelia mam nadzieję, że tym ryknięciem nie oplułaś wszystkiego dookoła... albo, co gorsze, nie wyplułaś alkoholu! :D
Szymon Szczechowicz przez Twoje zarazki nawet na alkohol nie mam siły! Po za tym, żeby wypluć to musiałoby to być chyba tylko chińskie piwo
Morelia nie mów już ani słowa o chińskim piwie... ani słowa...
Dobrze, że szybko wróciłam i zdążyłam odpisać xD No nic. Neurotyk, bo może znowu zainspirujesz Szymona do wydłużenia opowiadania, kto wie :)
Rasia, przy nich nie da się szybko odpisac, zabiorą całe miejsce:D
Neurotyk oj no zabiorą zabiorą! Bo miast czekać spokojnie na część trzecią, w której (mam nadzieję) wszystko się wyjaśni (także z tą wargą!) to Wy już swoje zaczynacie porównywanie do psów, psychopatów i fetyszów! :D
Szymon Szczechowicz to nie było porównanie tylko stwierdzenie. A co do pisania... przecież naprawdę wolno.. jeszcze w naszym stanie :P
Szymon Szczechowicz, jaki autor, takie porownania:D
I jak zwykle to ja zaczęłam... :)
Morelia błędne stwierdzenie :D A co do pisania... poczekajcie aż wyzdrowiejemy! :D
Rasia no taka aura haha Ale w sumie.. widzisz wszystko przez Ciebie! ;D
Rasia i to nie pod zapałkami! No wiesz?! Przeniosłaś działania wojenne na mój teren?! :D
To już się całkiem bezczelna zrobiła...
Tak, jestem równocześnie agresorem i kozłem ofiarnym xD
Morelia dokładnie! Zero poszanowania... a zobacz jaka przebiegła!
I jeszcze niewiniątko zgrywa
Morelia no mówię, że przebiegła! Nigdy bym jej o to nie posądzał!
Najwidoczniej jeszcze mnie nie znasz :>
Cicha woda brzegi rwie...
I nawet cytujesz ostatnie słowa Jeffa :D
Rasia i dalej brniesz w to, że z Ciebie taki kozioł ofiarny?;D
I znów prowokuje! Tym razem ,,argumentum ad Jeffum"! Niemożliwa jest!
Nie wiem, co sugerujesz ^^
Rasia nie wiesz kto co sugeruje?!
Szymon, teraz będzie greka zgrywać ;P
Morelia racja. I chce nas skłócić ze sobą! Co za tupet!
Was to chyba nic nie jest w stanie na dobre skłócić xD
Rasia chodzi o to, że my to wiecznie jesteśmy skłóceni!
I musieliśmy się z tym pogodzić. Jedyne w czym się zgadzamy, to w kwestii alkoholu
I tego, że Rasia nas prowokuje!
To prawie jak początek pięknej przyjaźni... xD
Znów to zrobiła! Znów! Argh!!
To ja chyba sobie idę :(
Rasia jak u Ciebie tak ta definicja wygląda, to aż strach się bać, co będzie w następnych częściach Zapałek
Dzięki xDD
Morelia wiesz co na pewno tam będzie?! My tam będziemy! :D
Szymon Szczechowicz to z pewnością, tym razem nie tacy potulni haha
No cóż, mnie to cieszy :D
A jak nie potulni to... :(
Rasia przygotujemy dla Ciebie coś specjalnego pod następną część... bardzo specjalnego... :D
Rasia no Tobie wiecznie coś nie pasi!;)
No to teraz zabolało mnie serduszko :(
Morelia no i zobacz, co zrobiłaś! :D
Rasia aj i próbujesz we mnie jeszcze poczucie winy wzbudzić.. no ciesz się! Na następne Zapałki czeka Cię coś specjalnego, skacz z radości!:D
Rasia jak możesz wzbudzać w niej poczucie winy?! Ona choruje, bardzo ciężko, a Ty jeszcze coś takiego... szkoda słów! :D
Szymon, no mea culpa.. a teraz Rasia niech się cieszy!;)
Czuję kryjący się tutaj sarkazm... :(
Rasia Sarkazm? Morelio, co to jest sarkazm? :D
Rasia w czym dokładnie?
Szymon Szczechowicz no właśnie nie wiem, pewnie jakiś neologizm Rasi
Morelia też tak właśnie sądzę! Jakieś słowotwórstwo, jak leśmianizmy, tylko że rasizmy (yyy... to nie miało tak zabrzmieć!) :D
Szymon, nie szkodzi - kiedyś mój nauczyciel z niemieckiego nie umiał rozczytać się z dziennika i przeczytał mnie jako "Rozpacz", tak więc teraz nic mnie już nie zaskoczy xD
Rasia nauczyciele z niemieckiego tak już mają :D Wszędzie widzą tylko rozpacz, śmierć, cierpienie i zniszczenie :D
Rasia miałam to skomentować, ale chyba by Ci już na pewno serduszko wybuchło.. Tak więc, chociaż teraz doceń moje miłosierdzie
A Szymon ma racje , nauczyciel niemieckiego=weltschmerz
Cóż, doceniam w takim razie xD
Rasia no wreszczcie!^^ Teraz to może sobie przynajmniej zasłużysz na tą niespodziankę nie tylko Zapałkami
Rasia swoją drogą, kiedy planujesz dodać kolejną część? To nam ułatwi zadanie :D
I to bardzo
Przerażacie mnie odrobinę. A co do następnej części to nie wiem, szczerze mówiąc. Trudno mi teraz wydziergać jakoś dużo czasu, bo większość weekendu mnie nie będzie + zajmuję się teraz kilkoma pracami na konkurs. No ale postaram się coś pomimo wszystko sobota/niedziela wstawić ;)
A więc mamy jeszcze nie co czasu :D
मैं आप बुद्धि के साथ छोड़ दें। बस डर नहीं है।
Ciał
O! Nie wiedziałam, że z Ciebie taki poliglota.. a po jakiemu to?
Neurotyku nigdy bym Cię nie posądzał o znajomość hindi! Kolejna cicha woda! :D
Morelia , zgadnicje, to coś znaczy, wujek google:D
Neurotyk no ale chociaż język
hindi?
Morelia zostawił nas z mądrością i kazał się nie bać :D Czy jakoś tak :D
Szymon Szczechowicz wiem właśnie sprawdziłam... Teraz wyobrażam sobie go jako takiego szurniętego dziadziusia
Morelia takiego dziadziusia? :D
Pamiętajcie, drogie dziatki,
Nie żartować z ojca, matki,
Bo paraliż postępowy
Najzacniejsze trafia głowy.
- Boy Żeleński
Szymon Szczechowicz myślisz, że ten sam rocznik, a te lata w profilu to tylko taka podpucha?
Morelia, sory, nie 26:/
Neurotyk tak tak... oczywiście;)
Nie podejrzewałam Józefa o tak szybkie nawiązywanie kontaktów damsko-męskich :) Zostawiam 5 i czekam na ciąg dalszy :)
Dziękuję bardzo :)
Dorzucam 5 do kompletu : )
Dziękuję! :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania