Opowiadanie o Annie
Był to mężczyzna o kontrowersyjnej urodzie; to jedną, to drugą ręką wymachiwał mi przed nosem każąc patrzeć i podziwiać, jak młynkując sobą, przesuwa się od drzwi, aż po zlew.
W antraktach pomiędzy kunsztownymi ewolucjami, pozwalał sobie na dyskretne zipanie w kułak, co wyglądało, jakby wyłaniały się z niego kaskady baletowych podfrunięć i piruetów zwieńczonych stójką i frymuśną przewrotką z wymachami rąk.
- Ecce homo, najnowszej generacji krzyk mody, wersja z antykorozyjnym polepszaczem, dożywotnią gwarancją na pół roku, katalizatorem na sprężarkę i certyfikatem na wszelki wypadek – zatrajkotał.
- Będzie ją pan mieć na zawsze, zrobi wszystko, co pan jej każe, w jej nazwie też ma pan wolną rękę - kusił, poklepując maszynę po krągłych tranzystorach.
- Chciałem z początku, by była moja, no ale czy z taką mordą dałbym radę być jej amantem? Nie, a z panem będzie pławić się w rozkoszach -
Roześmiał się i zniknął tak, jak się pojawił: zostawił za sobą pożegnalną smugę życzeń wszelkiej pomyślności, a na do widzenia, rzucił we mnie „owocnym powrotem do zdrowia”.
*
W pierwszej chwili nie wiedziałem, co z nią począć. Nazwałem ją Anna. Miała bladą twarz i zimne ciało, ale była to albo kwestia termostatu, albo przepuszczającej uszczelki. Od tego dnia na pytanie o stan cywilny odpowiadałem, że mam siodło.
*
Kiedy nadeszła wiosna, jej ciepłota osiadła w miejscu i pozwolono mi na krótkie wyjazdy. Ofiarnie pchała mój wózek i docieraliśmy do parku. Był rozświergotany, i, mój ty Boże, ile miałem jej wtedy do powiedzenia!
Wydawało mi się, że skoro przez te wszystkie miesiące zachowywałem milczenie, teraz, gdy wróciła mi chęć do życia, powinienem nadgonić utracone chwile, a zwłaszcza, dać jej do zrozumienia, że bez płaczliwych emocji mogę z nią gawędzić o rzeczach ważnych lub mało istotnych, o sprawach, które wtrącały nas w śmiech, zmuszały do oglądania się za wyjściem z domu, w orzeźwiający nów, w przycupnięcia na ławce, gdzie, ukryci, schronieni pod opadającym bzem, obejmowaliśmy się, nie wiedząc o sobie nic.
Anna śmiała się wtedy, jak dawniej, jak przedtem. Trzymałem ją w ramionach i wydawało mi się, że odzyskałem z nią kontakt, że znowu zaczynamy się dostrzegać. Było mi dobrze, a w najstarszej, zaniedbanej i dlatego romantycznej części parku, ktoś biegł po mokrej alejce, a jego stopy rytmicznie uderzały o rosę asfaltu, mieszały się z odgłosami ścigających go, refrenowych nawoływań, należących do kobiety; moja miłość jak wiatr, jak jej oddech, była tu.
*
Zabawialiśmy się w nieskomplikowaną grę „w sumienie”. Obowiązywała w niej zasada, że wszystkie chwyty są dozwolone. Wtedy mogłem, bez wyjaśnień, podchodów, umizgów, przestroić ją na szybsze, lub wolniejsze kapowanie, na większą lub mniejszą przenikliwość.
Czułem się w mocy manewrować jej wnętrzem:; bez przeszkód mogłem chować ją do szafy, gdy mnie zeźliła, do lodówki, gdy za dokładnie zajmowała się prześwietlaniem moich wspomnień.
Zależnie od nastroju, robiłem pokrętłem zręczne fiku-miku, by porzuciła jeden zestaw zachowań i weszła w podchodzący mi bardziej.
*
Porównywałem obecną z jej pierwowzorem i nie znajdowałem w sobie ani krzty tęsknoty za poprzednią; wolałem być z obecną, gdyż uświadomiłem sobie, że wkrótce odejdziemy z jawy w mrok.
Komentarze (2)
Kazimierz Pułaski (bohater wojny nienaszej i naszej) był interpłciowy: skandal! obciach jak z Konopnicką a to dopiero początek skandali dezgrzesznych historycznie 🌈
*tez lub bez do woli
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania