Opowieści z trzewi - kichnięcie
Wyszumiałe wiechecie kołysały się łagodnie różową rzęsą
w rytm mocarnych tchnień zadysznych. Wilgotnawa ciepłoć
ukoiła nerwne polipy i pokryła lepką rosą śluzu nabłonkowego.
Było spokojno, tylko od czasu do czasu zamrazgolił nienackiem
kończysty dendrol.
...
Wtem nagle iskrą siną przeleciał sygnał z ciał migdałowatych.
Napiętą torsją pobudził polipy uśpione. Zafalowały gwałtownie
produkując śluzy gęste, nieprzebraną falą zalewając zatoki.
Skurcz gwałtowny porwał glutem ciało obce, nieopatrznie
wpadnięte w spokojne, dyszne rewiry i odstrzelił salwą mnogą
a gromką w inne obce przestrzenie.
Jeszcze rozlegały się rytmiczne wystrzały, periodem niespokojnym
ale słabnącym, aż ucichło wszystko ukojone pod spływającymi
z wolna falami śluzu potoczystego...

Komentarze (2)
Hmm, jakby to skomentować. Sam nie wiem. Mogę Ci za to pogratulować, iż zajebiście to opisujesz. Niby to jest zwykłe kichnięcie, ale ty przedstawiasz to od tej drugiej strony, od środka czyli od strony na którą nikt nie patrzy, jest nie ważna, ale czy napewno? Mi się podoba, daje 4. Zaczne częściej rzucać okiem na twoje opowiadania. :)
Kichanie, niby taka zwyczajna sprawa : D 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania