Osówka, zmiany planów i puk-PUK... kto tam? - 1/2
lato 2025, początek września
Właściwie Podziemne Miasto Osówka (Góry Sowie na Dolnym Śląsku) było głównym powodem, dlaczego pojechałam na urlop właśnie w te okolice.
Zwiedzałam je podczas wycieczki grupowej jako dziecko i pamiętam, że zrobiło na mnie wrażenie, uznałam zatem że trasę historyczno-turystyczną mam zaliczoną i zapiszę się na trasę ekstremalną.
Ostatecznie bardziej ekstremalne było wszystkie okoliczności poboczne…
Jeśli czytając ciąg dalszy pomyślicie „jak można być tak nieogarniętym?” – można. Mój pierwszy wyjazd w życiu, kiedy byłam w 100% odpowiedzialna za wszystko. Zabierając się za to miałam takie wrażenie przytłoczenia, że zostawiłam dopracowywanie pewnych rzeczy na ostatnią chwilę, bo inaczej nigdzie bym w ogóle nie pojechała. Dzięki, mózgu.
Tak oto siedzę rano w dzień na który zarezerwowałam bilet (wejście było gdzieś koło siedemnastej? Tak, na tę trasę tylko raz dziennie) w pokoju w Kudowie-Zdroju i sprawdzam dojazd… wychowana gdzieś, gdzie coś jeździ rzadko jak przyjeżdża raz na godzinę… uroczo zapominając, że w okolicy gdzie dominują pola i małe miejscowości, wygląda to inaczej…
A więc, jedyny pociąg, który pozwoli mi komfortowo dotrzeć na czas, żeby nie przepadła mi rezerwacja, będzie WKRÓTCE. Muszę wyjść JUŻ. SZYBKO.
Zdążyłam. Wysiadłam na stacji w Głuszycy, z komfortowym zapasem czasu – nawet biorąc pod uwagę, że miałam do przejścia półtorej godziny, częściowo przez las. Więc siedząc na ławce sprawdziłam, jak wrócę wieczorem.
Nie wrócę. Po prostu nie ma opcji.
Dobra, znaleźć szybko zastępczy nocleg jak najbliżej Osówki i zadzwonić do ośrodka w którym obecnie stacjonuję, że nie wrócę na noc.
*jedną konwersację z chatGPT, chwilę w Internecie i dwie rozmowy telefoniczne później*
Zrobione.
Chwila.
Ja się totalnie nie przygotowałam na nocleg w innym miejscu. Nawet ładowarki nie mam!
Idąc przez Głuszycę, odbiłam na chwilę w bok do Dino (jedyna opcja) i zaopatrzyłam się w więcej jedzenia i rzeczy typu szczoteczka do zębów, ale ładowarek tam nie było. Dobra, naładowałam go wcześniej do pełna, a ma bardzo dobrą baterię. Byle wytrzymał do nocy, najwyżej poproszę o pożyczenie jakiejś ładowarki tam, gdzie właśnie zarezerwowałam pokój.
Po drodze minęłam dziurę w ziemi, wokół której latało PEŁNO OS. Czy osy budują gniazda w ziemi??? Tak się składa, że potwornie się ich boję, a zorientowałam się gdy byłam tuż obok. Odeszłam tak szybko, jak się dało bez zrywania się do biegu…
Kolejna przeszkoda spotkała mnie dopiero w lesie. Nie, nie zgubiłam się, droga była szeroka i prosta. Za to w pewnym momencie zobaczyłam ludzi w roboczych ubraniach, pnie drzew leżące jedne na drugich i jakąś maszynę, a przed tym wszystkim napis WYCINKA DRZEW; ZAKAZ WSTĘPU. Mapy Google nie pokazywały innej drogi. Musiałabym na ślepo skręcić w którąś z bocznych ścieżek i liczyć, że się nie zgubię i nadal dotrę na czas. Jeden z drwali, widząc mnie i moje wahanie (właściwie już się odwracałam, żeby spróbować to jakoś obejść) zamachał i zawołał „Można przejść!”. UFFF.
Jestem na miejscu. Super! Zdążyłam nawet na spokojnie zjeść obiad (była tam restauracja), wykupiłam mój bilet i tak dalej. Telefon ma z 80% baterii. Jeszcze lepiej.
I tu zrobiłam coś teoretycznie przezornego, ale tak naprawdę głupiego.
Przed zejściem pod ziemię… wyłączyłam go.
Zapominając, że po włączeniu żąda PIN-u.
Nie byłam pewna, czy pamiętam PIN.
Uwaga spoiler, nie pamiętałam. Wbiłam trzy razy źle i telefon zażądał kodu PUK.
*
Podsumowując. Jestem sama w obcym miejscu. Późne popołudnie (między 19 a 20), niby lato, ale kiedyś w końcu zacznie robić się ciemno. Jeśli chodzi o miejsce docelowe, wiem tylko, jak się nazywa i że jest w Sierpnicy jakieś pół godziny drogi stąd. A mój telefon, będący zarazem mapą i źródłem informacji oraz narzędziem do zakupu biletów i takich tam kluczowych rzeczy pozwala obecnie jedynie wezwać służby ratunkowe. Znaczy, sto razy bardziej wolę mieć taką możliwość niż nie, ale to nie jest [póki co] sprawa dla służb ratunkowych.
*ciąg dalszy nastąpi
1. Mapy Google w wersji offline są super, gdy ściągniesz je sobie wcześniej i pozaznaczasz miejsca, które cię interesują. No i pod warunkiem, że nie zablokujesz sobie telefonu…
2. Ta Osówka trochę mocno w tym zaginęła – bardzo polecam jako trochę mniej „typową” atrakcję turystyczną. I zwiedzanie ma warianty! Trasę ekstremalną też polecam, chociaż w moim subiektywnym odczuciu brzmi poważniej niż jest faktycznie. Ale mogę tak uważać dlatego, że moje życie samo w sobie bywa trochę ekstremalne.
Komentarze (4)
Dzięki~
5
Druga część miała być wcześniej, ale będzie na dniach
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania