Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Ostatni Nefilim
PROLOG
Zaczęło się od zimna. Takiego, co przechodzi całego człowieka na wskroś. Takiego, gdzie oddech zamarza, zanim człowiek go wypuści. Burza trwała. Niebo wyglądało jak napięty materiał, niekiedy wyglądało, jakby coś od środka próbowało je rozerwać.
Błyskawice przecinały noc jedna po drugiej. Grzmoty niosły się daleko od pól aż po koniec lasu. Wiatr szarpał powietrze wokół starego domu stojącego na skraju pola.
I nagle… nastała ogromna cisza, zdawała się być martwa. Dom stał tam od wielu lat. Wydawało się, że czas go omijał. W środku siedział starzec. Od dawna mieszkał sam. Na stole stał kubek zimnej herbaty. Nie zdążył jej dopić. Deszcze, wiatry i burze były częścią tego miejsca. Naprzeciwko leżał pies. Stary przyjaciel. Jedyna istota, która została. Nagle zwierzę znieruchomiało, a jego uszy uniosły się wysoko. Najpierw pojawiło się ostrzeżenie, jego spięte mięśnie i zjeżona sierść zdradzały napięcie. Chwilę później przyszedł strach.
Starzec od razu to zauważył. Pies nigdy nie reagował bez powodu.
— Co jest, stary…? — mruknął.
Głos zadrżał. Nie przez burzową noc, lecz przez zachowanie psa.
Dom zatrzeszczał. Nie od zwykłego podmuchu wiatru. Wydawało się, że coś przesuwało się po jego ścianie. Gdyby jakaś niewidzialna dłoń dotknęła starego drewna.
Zwierzę zerwało się i wybiegło. Starzec chwycił latarkę i ruszył za nim. Na zewnątrz powietrze było ciężkie i duszne. Pies zatrzymał się na skraju pola. W świetle latarki starzec zobaczył coś, czego nie powinno tam być. Dziecko. Tak małe, że nie powinno przetrwać tej nocy. Leżało w lodowatym błocie.
— Czy ono… żyje? — wyszeptał.
Pies podszedł pierwszy. Nie zawahał się. Położył się obok dziecka, otaczając je własnym ciałem. Nie odszedł. Chronił je przed czymś niewidzialnym, przed zimnem.Starzec przykucnął. Błoto oblepiło jego sfatygowane i stare buty.Wtedy zauważył ślady stóp. Były jakieś dziwne, zbyt długie i zbyt wąskie, takie nieludzkie. Ktoś tu jeszcze chwilę temu stał.
Starzec powoli uniósł głowę i spojrzał w mrok, szukając jakiegokolwiek cienia. Po chwili, spoglądając na dziecko, wyszeptał:
— Czym ty jesteś…?
Nie odpowiedział mu żaden głos, a cisza, która trwała w tym momencie, była nie do zniesienia. Dziecko drgnęło. Otworzyło oczy. I świat się zatrzymał. Nawałnica ucichła, lecz nie odeszła i nie przeszła dalej. Wyglądało, jakby ktoś jednym ruchem odciął granicę między tym miejscem a resztą świata. Starzec spojrzał ponownie na dziecko. W jego oczach nie było dziecięcego strachu, niczego się nie obawiało. Było jeszcze coś, czego nie potrafił nazwać. Coś starego. Coś potężnego. Pies zawył krótko i przywarł do ziemi. Jakiś niewidzialny ciężar przygniótł go do podłoża. Nie patrzył na dziecko. Wpatrywał się obok. Tam, gdzie przed chwilą ktoś stał.
Starzec cofnął się. Dłoń mocniej zacisnęła się na latarce. Przez chwilę nie był w stanie się poruszyć. Nie wiedział, co zrobić.
Ale zrozumiał jedno. To nie oni znaleźli dziecko. Ono pozwoliło się znaleźć. Chciało być znalezione.
ROZDZIAŁ 1
Nina obudziła się gwałtownie.
— Cholera…
Oddychała szybko, spazmatycznie. Jej ciało łapało powietrze, jakby biegła w maratonie, którego nigdy nie rozpoczęła. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest. Ręka odruchowo powędrowała w bok. W poszukiwaniu prętów. Zimnych, metalowych, szorstkich szczebli, które za bardzo znała. Zamiast stali poczuła miękką kołdrę i poduszkę.
Tak... To jej własne łóżko.
Dłoń się zatrzymała, chwyciła mocno i ścisnęła materiał tak mocno, że aż palce ją zabolały. Obawiała się, że jeśli puści… znów tam wróci. Wzięła dwa głębokie oddechy, puściła kołdrę, po czym odgarnęła włosy nerwowym ruchem. Wzrok powoli zaczął się przyzwyczajać. Zaczęła zauważać szafę, drzwi, okno, znajomy sufit. Była u siebie, w jej azylu. Gardło miała suche. A w głowie wciąż odbijały się resztki koszmaru — krzyki, które zawsze się pojawiały. Przez chwilę wydawało jej się też, że czuje zapach stęchlizny. Nie pamiętała tamtego miejsca ani ludzi, którzy się w nim pojawili. Wiedziała tylko, że kiedyś naprawdę tam była — znała tę historię — ale z dawnych lat zostały tylko urywki… I te przeklęte sny, i uczucie uwięzienia. Serce, które waliło w piersi i próbowało się wyrwać, wyraźnie zaczęło się uspokajać. W pokoju panowała cisza. A potem usłyszała dźwięk zegara i jego spokojne tykanie, równo, rytmicznie. Nina zamknęła oczy, by słuchać. To ją uspokajało. Każde kolejne uderzenie wahadła odbierało jej lęk i strach. Oddech całkowicie zwolnił. Mięśnie napięte i sztywne powoli odpuszczały.
— To tylko sen… — wyszeptała do siebie.
Kurcze, że też muszę mieć takie jazdy. Pomyślała. Sen, koszmar — nieważne, co to było. Najważniejsze, by odeszło. Chciała uwierzyć, że już będzie miała spokój i nigdy jej się to nie przydarzy ponownie. Naprawdę.
I wtedy usłyszała coś, czego nie umiała sobie wytłumaczyć. To coś nie było obok ani za ścianą, ani w jej głowie.
— Śpij.
Coś jej rozkazywało. Powoli zamykała oczy. W sumie czemu nie. Ninie wydawało się, że jednak śni.
— Jeszcze trochę… — usłyszała teraz wyraźniej.
Tego było dosyć. Otworzyła oczy ponownie, ale pokój był pusty.
Popatrzyła półprzytomnym wzrokiem. Czekała, aż coś się poruszy, aż ktoś coś powie.
Halo, jest tu ktoś?
Cisza. Żadnego dźwięku.
— Niech to szlag… — wyszeptała i przetarła twarz dłońmi, jakby chciała odgonić sen.
Jej niepokój nie zniknął. Ponownie dał znać o sobie. Ale czuła, że coś się zmieniło. To nie była już zwykła mara senna, to było coś więcej. Nie zamierzała leżeć i czekać, aż ten głos powróci. Odrzuciła kołdrę jednym ruchem i usiadła na łóżku. Czuła, jak jej ciało ważyło tonę, ale zimna podłoga ocuciła ją natychmiast. Spojrzała na ścianę. Na obraz, który sama kiedyś namalowała. Ciemny las, nieopodal jezioro, pole, na którym słaniały się źdźbła zbóż, oraz czarne chmury, które zapowiadały nadciągającą burzę. Patrzyła na płótno przez moment. Coś ją przyciągało do tego miejsca.
— Hmmm… — mruknęła.
— Przynajmniej ty się nie zmieniasz.
Oderwała wzrok od obrazu i chwyciła wymięte ubrania, rzucone poprzedniego dnia z krzesła. Wciągała dżinsy w pośpiechu, walcząc z grawitacją i własnym ciałem. Nadal była trochę nieprzytomna, chociaż nie była jakąś wykwintną akrobatką. Tak w sumie była ciapowata. I wtedy przez nieuwagę uderzyła palcem o drewnianą nogę mebla.
— Kurde…
Zasyczała z bólu i zacisnęła zęby. Na palcu pojawiła się cienka smuga krwi. Cudownie zaczyna się dzień. Pomyślała, ale co zrobić. Ona po prostu taka była.
Komentarze (2)
Bardzo intrygujący początek historii. Fajnie budujesz napięcie, ta historia z dzieckiem naprawdę mnie zaciekawiła. Pierwsza scena wygrywa atmosferą!
Na pewno są tu rzeczy, nad którymi można by popracować: na przykład te ciągi prostych i krótkich zdań, które momentami brzmią dość nieatrakcyjnie, o tutaj na przykład: "W środku siedział starzec. Od dawna mieszkał sam. Na stole stał kubek zimnej herbaty. Nie zdążył jej dopić. Deszcze, wiatry i burze były częścią tego miejsca. Naprzeciwko leżał pies. Stary przyjaciel. " - ale w sumie to są kwestie kosmetyczne, rzeczy które można dopracować na późniejszym etapie pracy nad tekstem. Jak masz pomysł na historię, to pisz! Ja tam jestem zaciekawiona :)
I przy okazji zapraszam do zabawy: https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-8-zaproszenie-w1966/
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania