Pani, pani i nietakt
Lekarz rodzinny powiedział Jolce, że "z guzkami piersi najpierw trzeba do ginekologa". Beata zaproponowała, że pojedzie z nią. Jolka wiedziała, że Beata będzie chciała jej towarzyszyć, bo samarytanizm ma wpisany w geny.
– Dobra, jedziemy razem! Po wizycie kawka w naszej kafejce i szaleństwo zakupowe!
W poczekalni kilka osób przed nimi. Miały więc czas na babską paplaninę. Rozmowa coraz bardziej schodziła na wesołe tory, co w przypadku Jolki i Beaty, było normą. Wszyscy kolejkowicze spoglądali na nie z ciekawością, albo kiepsko zawoalowaną przyganą. Wcale to dziewczynom nie przeszkadzało i zaczęły brnąć w nieuniknioną głupawkę.
– Beata, słuchaj, kawał wymyśliłam!
– Dawaj!
– Przychodzi baba do onkologa: Co pani jest? Guza szukam!
W kolejce przed nimi już tylko dwie kobiety i... jeden facet. Zaczęły głośno komentować:
– Szybko pójdzie, już tylko pani i pani... Bo przecież pan do ginekologa raczej nie czeka... – zawyrokowała Jolka i podeszła do drzwi gabinetu. Dopiero teraz odczytała tabliczkę:
Dr Jacek Z......
Specjalista ginekolog/seksuolog
Drzwi otworzyły się i milczący, poważny mężczyzna z kolejki wszedł do środka. Beata zaś wysyczała do ucha Jolki: – Ja z tobą to już nigdy wiecej nigdzie nie pojadę!
Komentarze (13)
Pierwsze pytanie - Czemu to są dwie kobiety?
By czytelnik stawiał sobie pytania.
Fajne, pogodne, bo temat trudny w odniesieniu, więc taka forma wporzo teges 😁
Ps. A ten facet – bo może on tylko wyglądał na faceta a tranzycja była w trakcie...
Kto wie? W każdym razie nietakty tak, czy owak, zdarzają się;)
Dzięki
Podwójne życie Ameryki.
bo ten pan i ta pani
są niezdiagnozowani
Hę, jeszcze w kolejce po zdrowie;)
Pozdro
Przepraszam Którẹdy na Giewont?
to nie monopolowy
Przez Morze Martwe
TseCylia
Haha 😄
Dawno temu. Niedzielne popołudnie. Przesiadłem się z pociągu na tramwaj. Przystanek miałem tuż obok osiedla bloków z wielkiej płyty. Winda zabrała mnie na ostatnie piętro. W mieszkaniu miało miejsce coś czego nie chciałem być świadkiem. W kuchni panie obradowały o kwestiach zdrowotnych. Współlokatorka występowała w szlafroku. Znajoma pielęgniarka tłumaczyła jej szczegóły rytuałów uzdrawiających jakie odprawiła. Na stole leżały gumowe wlewniki oraz gruszki. W głowie utkwiło mi zdanie “Krysiu, ta końcówka jest do dziurki z falbankami, a ta do dziurki okopconej”.
Tobie utkwiło, a ja w tym języku nie kaman.
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania