Mogłaby żebrać na Białostockim dworcu, na pewno zarobiłaby więcej niż z pensjonatu. Te wszystkie regulacje prawne, sanepidy, podatki, opłacanie lokalnej mafii, której się pobiera interesy. Lepiej żebrać
Dzięki, Mar, ale we wszystkich myślach narracja jest taka sama, poza tym przytacza myśli do nieistotnych wątków. Ale zawsze to jakieś początek, trzeba tylko ćwiczyć. Przecinek stoi, gdzie stoi, więc pomyśl, co tu napisałaś: "Rynek nie był zbyt dużych rozmiarów na środku, znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda". Nie był dużych rozmiarów na środku, za to na brzegach był ogromny. 😄
ZielonoMi Rynek nie był niewielkich rozmiarów, na środku znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda. Wszystko do dookoła było z kamienia, od domów po ulice.
ale nie wiem, czy lepiej?
Margerita Przecinek dobrze, ale po co znowu zmienione słowo? Nie był niewielkich rozmiarów? 😱Zamiast wstawić dobrze przecinek, to kombinujesz, i potem wychodzi taki cyrk.
Margerita Bywało gorzej, ale.dalej są te niepotrzebne do niczego wątki. "Po śniadaniu poszła do wsi, po dotarciu na miejsce zrobiła zakupy". No chyba wiadomo, że w połowie drogi tych zakupów nie zrobiła. Skupiasz się na głupotach, zamiast zastanowić się nad czymś fajnym, co zaciekawi czytelnika. Przysiąść, pomyśleć nad jakimś BUM w fabule. To jest całkiem fajne: Podchodząc koło stołu, przejechała po nim dłonią. „Niedługo tu przy nim będą jadły moje ofiary,” pomyślała - jest myśl, która ma jakiekolwiek znaczenie w opowiadaniu, nie o srających gołębiach.🤣🤣
Mar, mam pomysł. Niech bohaterką zrobi z kurzych łapek, oczu żeby i śliny nietoperza serum prawdy i posłuszeństwa. Potem będzie karmić tym gości, którzy na fazie po tym specyfiku będą jej posłuszni. Beda pieluch grządki, sprzątać, chodzić po zakupy do wsi, itepe, itede. A jak już się Kazimierze znudzi, to ich w łeb i do piachu. Na koniec odwiedzi ja taki Zajebisty przystojniak, Kazia się zakocha i będzie chciała z nim tuturutu, ale on przejrzy, że z niej niecna baba i ucieknie, gdzie pieprz rośnie. A Kazimiera, gdy już wszystkim ofiarom wyczyści konta bankowe, ucieknie na Wyspy Kanaryjskie i tam będzie sobie balować.
Cześć Marge. Opowiadanie ma świetny klimat. Kazimiera budzi grozę.
Poprawiłem to i owo...
Siedzę dzisiaj w pracy i zaraz Ci machnę pozostałe części.
Na Podlaskiej wsi, na skraju pradawnej puszczy stał drewniany dworek, w którym mieszkała Kazimiera. Kobieta uwielbiała przesiadywać w lesie, wsłuchując się w ptasi śpiew. Przyroda jest piękna - myślała.
Ponieważ z czegoś musiała żyć, postanowiła, że otworzy. „Pensjonat u Kazimiery”, który tak będzie się nazywał. Roześmiała się, a echo niosło jej śmiech daleko, daleko po całej wsi.
Wstała ze starego pnia i ruszyła w drogę powrotną. Zanim weszła do środka przyszłego pensjonatu, przysiadła na ganku i pomyślała, że przydałoby się posprzątać trochę dom.
Kazimiera wysprzątała pokoje i poszła spać.
Okno sypialni wychodziło prosto na las. Ptaki ukryte wysoko w gałęziach, śpiewem budziły okolicę. Kobieta, ziewając, pomaszerowała do kuchni, która była urządzona skromnie. Przechodząc obok stołu, przejechała po nim dłonią. Niedługo przy nim, będą jadły moje ofiary - pomyślała.
Po rozpaleniu w piecu ugotowała owsiankę, po czym poszła do wsi.
Rynek był niewielkich rozmiarów. Na środku znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda. Usiadła na ławce i przyglądała się starszej kobiecie, karmiącej gołębie.
Przez takie baby, to cholerne ptactwo wszędzie sra - złościła się w myślach.
Mając dość siedzenia, udała się do budynku gazety, który był cały z kamienia. Weszła do środka i podeszła do biurka. Siedział przy nim mężczyzna w okularach.
— Dzień dobry.
— Dzień dobry. W czym mogę pomóc? — zapytał facet w okularach..
— Chciałabym zamieścić ogłoszenie.
— Dobrze, a jakiej treści?
— Już mówię. Pensjonat u Kazimiery zaprasza.
— Czy to wszystko?
— Nie.
— A co jeszcze?
— Proszę dopisać, że zatrudnię pokojówkę.
— Czy chciałaby pani, coś jeszcze dodać?
— Nie. Myślę, że to wystarczy. Kiedy się ukaże?
— Jutro.
— Świetnie.
Kobieta opuściła budynek gazety i ruszyła w drogę powrotną. Po dotarciu do domu, postawiła zakupy na stole. Następnie poszła na strych, będący jej sekretnym pomieszczeniem. W jednym ze strychowych zakamarków stała skrzynia, którą otworzyła i wyjęła pościel. Pościeliła łóżko, a w oknie zawiesiła firankę.
To będzie pokój mojego niewolnika - pomyślała.
Wymiotła kurz z kątów i pajęczyny. Po przygotowaniu pokoju na poddaszu, wyszła przed dom i usiadła w bujanym fotelu. Pięć minut później dreptała wąską ścieżką do lasu, gdzie nazbierała trujących jagód i grzybków. Chodząc po lesie, tak sobie podśpiewywała:
"Poszła Kazimiera do laseczka
mimo podeszłego już wieku
niezła była z niej dzieweczka
tak, tak zazdrosny człeku."
Kobieta zadowolona ze zbiorów wróciła do domu. Po zostawieniu ich w kuchni, zeszła do piwnicy.
Komentarze (54)
Mogłaby żebrać na Białostockim dworcu, na pewno zarobiłaby więcej niż z pensjonatu. Te wszystkie regulacje prawne, sanepidy, podatki, opłacanie lokalnej mafii, której się pobiera interesy. Lepiej żebrać
Pewnie tak
I teraz od nowa będziesz wstawiała stare teksty?
nie musisz czytać
Jeden
Grafomanka w dupę sobie wsadź tę jedynkę
Wolę tobie postawić...
Myślałam, że będzie tu jakaś sielanka, a szykuje się horror. Fajnie.
dziękuję i cieszę się, że się podoba
Horror z przedszkola...
ha ha ha to dopiero początek, ale jak będziesz podskakiwać to staniesz się bohaterką.
Margerita, mam to w czterech literach.
Ja nie Zielona, żeby tego się bać...
Grafomanka 🤣🤣
Grafomanka Mar myśli, że rzuca uroki w ten sposób. To takie jej wiejskie vodoo 😂
Dzięki, Mar, ale we wszystkich myślach narracja jest taka sama, poza tym przytacza myśli do nieistotnych wątków. Ale zawsze to jakieś początek, trzeba tylko ćwiczyć. Przecinek stoi, gdzie stoi, więc pomyśl, co tu napisałaś: "Rynek nie był zbyt dużych rozmiarów na środku, znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda". Nie był dużych rozmiarów na środku, za to na brzegach był ogromny. 😄
Przytaczasz*
ZielonoMi Rynek nie był niewielkich rozmiarów, na środku znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda. Wszystko do dookoła było z kamienia, od domów po ulice.
ale nie wiem, czy lepiej?
Margerita Przecinek dobrze, ale po co znowu zmienione słowo? Nie był niewielkich rozmiarów? 😱Zamiast wstawić dobrze przecinek, to kombinujesz, i potem wychodzi taki cyrk.
ZielonoMi Rynek był niewielkich rozmiarów, na środku znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda.
ZielonoMi ale się cieszę, że udało mi się wstawić dobrze przecinek, a inne przecinki starałam się poprawiać dobrze, ale nie wiem, co mi z tego wyszło.
Margerita Nie wyszło zbyt dobrze.
ZielonoMi eh, ale chyba tragedii też nie ma?
Margerita Bywało gorzej, ale.dalej są te niepotrzebne do niczego wątki. "Po śniadaniu poszła do wsi, po dotarciu na miejsce zrobiła zakupy". No chyba wiadomo, że w połowie drogi tych zakupów nie zrobiła. Skupiasz się na głupotach, zamiast zastanowić się nad czymś fajnym, co zaciekawi czytelnika. Przysiąść, pomyśleć nad jakimś BUM w fabule. To jest całkiem fajne: Podchodząc koło stołu, przejechała po nim dłonią. „Niedługo tu przy nim będą jadły moje ofiary,” pomyślała - jest myśl, która ma jakiekolwiek znaczenie w opowiadaniu, nie o srających gołębiach.🤣🤣
ZielonoMi no wiem, wiem, ale znając siebie na pewno jeszcze za jakiś czas rzucę okiem na początek
"Ponieważ z czegoś musiała żyć, więc postanowiła, że otworzy. „Pensjonat u Kazimiery”, który tak będzie się nazywał."
Ponieważ z czegoś musiała żyć, postanowiła, że otworzy pensjonat, który nazwie "Pensjonat u Kazimiery".
już poprawione
Margerita
Wstała ze starego pnia i ruszyła w drogę powrotną. Po dotarciu przed dworek usiadła na ganku, po czym weszła do środka.
Wstała ze starego pnia i ruszyła w drogę powrotną.
Zanim weszła do środka, przysiadła na ganku.
Mar staraj się nie używać. "po czym" "więc" "po dotarciu" itp.
Zenza nr 2?
Nic tylko "po czym rusza w drogę i po do tarciu" — ona nic innego nie robi, poza docieraniem, po czym wracaniem
o nim pseud 🤣Właśnie o tym mówię.
ZielonoMi 🤣
Grafomanka Dziękuję
Nie wytrzymałes napięcia... Szkoda
o nim pseud Ok
Margerita gdzie niby poprawione? 😁 Po co piszesz, że poprawione, jak w tekście dalej stoi tak samo?
Mar, mam pomysł. Niech bohaterką zrobi z kurzych łapek, oczu żeby i śliny nietoperza serum prawdy i posłuszeństwa. Potem będzie karmić tym gości, którzy na fazie po tym specyfiku będą jej posłuszni. Beda pieluch grządki, sprzątać, chodzić po zakupy do wsi, itepe, itede. A jak już się Kazimierze znudzi, to ich w łeb i do piachu. Na koniec odwiedzi ja taki Zajebisty przystojniak, Kazia się zakocha i będzie chciała z nim tuturutu, ale on przejrzy, że z niej niecna baba i ucieknie, gdzie pieprz rośnie. A Kazimiera, gdy już wszystkim ofiarom wyczyści konta bankowe, ucieknie na Wyspy Kanaryjskie i tam będzie sobie balować.
Fajny pomysł
Zielona, przyjdź na pitolenie. Jest sprawa ważna do omówienia!
Czekam!
Niezmiennie grafomania. Na dodatek odgrzewana.
Nikt ci nie każe czytać a teraz wypad
Uuuuu... ktoś tu bardzo źle traktuje czytających.
Zenza się zapłacze, że potwora wychował...
On taki wrażliwy...🤣🤣🤣
To chyba czytelnik czyli swank song źle traktuje autora Bo ciągle słyszę grafomania widzę że mnie zaszufladkował
Margerita Oceniam tekst, nie autora.
Margerita Wypad to do swojej starej gadaj, purchawko.
Grafomanka, "Zenza się zapłacze, że potwora wychował..."
Myślę, że Zenza chciał mieć takiego potwora, ukręcił na nas bicz.
wikindzy... A tak nas kochał...
SwanSong Sam jesteś purchawką a do tego zbutwiałą
Margerita, prawdę ci pisze. Nie ma za co się jeżyć... naprawdę
Grafomanka ja nie jestem purchawką
Margerita, racja, nie jesteś purchawka, jesteś sknerusem
Wieś ma ulice i rynek i redakcję gazety?
Cześć Marge. Opowiadanie ma świetny klimat. Kazimiera budzi grozę.
Poprawiłem to i owo...
Siedzę dzisiaj w pracy i zaraz Ci machnę pozostałe części.
Na Podlaskiej wsi, na skraju pradawnej puszczy stał drewniany dworek, w którym mieszkała Kazimiera. Kobieta uwielbiała przesiadywać w lesie, wsłuchując się w ptasi śpiew. Przyroda jest piękna - myślała.
Ponieważ z czegoś musiała żyć, postanowiła, że otworzy. „Pensjonat u Kazimiery”, który tak będzie się nazywał. Roześmiała się, a echo niosło jej śmiech daleko, daleko po całej wsi.
Wstała ze starego pnia i ruszyła w drogę powrotną. Zanim weszła do środka przyszłego pensjonatu, przysiadła na ganku i pomyślała, że przydałoby się posprzątać trochę dom.
Kazimiera wysprzątała pokoje i poszła spać.
Okno sypialni wychodziło prosto na las. Ptaki ukryte wysoko w gałęziach, śpiewem budziły okolicę. Kobieta, ziewając, pomaszerowała do kuchni, która była urządzona skromnie. Przechodząc obok stołu, przejechała po nim dłonią. Niedługo przy nim, będą jadły moje ofiary - pomyślała.
Po rozpaleniu w piecu ugotowała owsiankę, po czym poszła do wsi.
Rynek był niewielkich rozmiarów. Na środku znajdowała się kamienna fontanna z aniołkiem, któremu z dzbanka wypływała woda. Usiadła na ławce i przyglądała się starszej kobiecie, karmiącej gołębie.
Przez takie baby, to cholerne ptactwo wszędzie sra - złościła się w myślach.
Mając dość siedzenia, udała się do budynku gazety, który był cały z kamienia. Weszła do środka i podeszła do biurka. Siedział przy nim mężczyzna w okularach.
— Dzień dobry.
— Dzień dobry. W czym mogę pomóc? — zapytał facet w okularach..
— Chciałabym zamieścić ogłoszenie.
— Dobrze, a jakiej treści?
— Już mówię. Pensjonat u Kazimiery zaprasza.
— Czy to wszystko?
— Nie.
— A co jeszcze?
— Proszę dopisać, że zatrudnię pokojówkę.
— Czy chciałaby pani, coś jeszcze dodać?
— Nie. Myślę, że to wystarczy. Kiedy się ukaże?
— Jutro.
— Świetnie.
Kobieta opuściła budynek gazety i ruszyła w drogę powrotną. Po dotarciu do domu, postawiła zakupy na stole. Następnie poszła na strych, będący jej sekretnym pomieszczeniem. W jednym ze strychowych zakamarków stała skrzynia, którą otworzyła i wyjęła pościel. Pościeliła łóżko, a w oknie zawiesiła firankę.
To będzie pokój mojego niewolnika - pomyślała.
Wymiotła kurz z kątów i pajęczyny. Po przygotowaniu pokoju na poddaszu, wyszła przed dom i usiadła w bujanym fotelu. Pięć minut później dreptała wąską ścieżką do lasu, gdzie nazbierała trujących jagód i grzybków. Chodząc po lesie, tak sobie podśpiewywała:
"Poszła Kazimiera do laseczka
mimo podeszłego już wieku
niezła była z niej dzieweczka
tak, tak zazdrosny człeku."
Kobieta zadowolona ze zbiorów wróciła do domu. Po zostawieniu ich w kuchni, zeszła do piwnicy.
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania