...

Pięćset mil do domu — Część XXIII — (ostatnia)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (57)

  • Felicjanna 04.03.2018
    Te, które przechodziły, obdzierały go życia. - go [z] życia.
    Kiedy olbrzymi bucior wgniótł mu jabłko Adama, zamykając furtkę do oddychania, jedno z oczu ciągle się wpatrywało. - w co wpatrywało? To zdanie niezbyt zakończone. Może - ciągle jeszcze patrzyło - zdawało się wpatrywać w napastnika? Sama nie wiem, ale rozważ obadanie tego zakończenia.
    Kiedy patrzył, oczy mieniły mu tęczą srebra, - mu [się]
    Trochę zagmatwane miejscami, ale jak zna się postacie, do ogarnięcia.
    Powiem tak. Zaskoczyłeś i nie. Tzn. można było się spodziewać podobnego rozwiązania, ale wyszło zgrabnie i w sumie optymistycznie, a bez cukierkowatości. Dobrnąłeś i zakończyłeś więc "Przedrurę" i teraz czekam [ i pewnie nie tylko ja] na "Postrurę" w Europie i nie tylko.
    Miło było gościć.
    Pozdrówka
  • Canulas 04.03.2018
    Dziękuję, miss Fel. Taaaaa, koniec. Fakt, że może bez wielkich zaskoczeń, ale grunt, że nie cukierkowo.
    Dziękuję Ci serdecznie za całą wspólną podróż.
    Pozdro.
  • Ritha 04.03.2018
    Noooo. Alleluja.
    Obadam jak sie dobudze:)
  • Canulas 04.03.2018
    Dobudzanie jest cudne. Się od 7;30 - do 11 dobudzałem
  • pasja 04.03.2018
    Bordowy krawat kojarzył się Polipowi z językiem zajechanego od pogoni psa... świetne, prawie w agonii, a jakie jeszcze ma przed oczami porównania.
    I właśnie wtedy Polip pokonał wszelkie bariery, jakie sporządził Bóg, a podstemplował Szatan. Wstał i ruszył po nóż... w takiej chwili człowiek bierze siły niewiadomo skąd.

    Najpierw muszę podrosnąć i nabrać sił. Zmężnieć. Trafić w złe miejsca i się przypatrzyć złym rzeczom. Najpierw je poznam. Potem będę je robił... czyżby ustatkowanie. Nie wierzę, bo kto ma wiatr we włosach ten zawsze będzie biegł.
    Koniec pełen bólu i śmierci. Objawienie mądrości życiowej - co się w życiu liczy. Pokrojony tekst na części tak jak pokrojone życie bohaterów.
    Pięćset mil tylko, albo aż tylko do świata?

    Wszyscy muszą być trup — ponownie wycharczał leżący i mały Kanati zrozumiał, że to najświętsza prawda. Przygody, pościgi, życie. Momenty dobre, momenty niezwykłe złe. Że taki właśnie jest świat. Na końcu każdy jeden „musi trup”... to zakończenie mi pasuje tutaj.

    Miłej niedzieli.
  • Canulas 04.03.2018
    Wszyscy musz być trup, taaa. Rónież Tobie Pasjo (Pasju, - już mówiłem, żelubię se to odmienić) dzięki za cała wycieczkę. Nie lubię ostatnich część z racji tych takich, ekh... pół-pożegnań.
    Pozdro. Również miłej niedzieli życzę.
    Zakupy zrób póki można
  • Okropny 04.03.2018
    Poprawiał się wtedy na fotelu, robił mądrą minę i próbował jakąś enigmatyczną z dupy odpowiedzią trafić w punkt.

    Jakie to do kogoś podobne.

    Ok, dopieszczone. Nie mam się do czego przysrać, przeczytałem całe i zrozumiałem niewiele. Wierzenia i fantazje indiańskie plus synowie anarchii w wersji gore okraszone senną, klimatyczną konwencją apokalipsy, która nadeszła i rozwiązała wszystko w godzinę... Takie coś. Dobra końcówka. Nie ma niedosytu.
    So far, so good.
  • Canulas 04.03.2018
    Początek komentarza, jakby mię kto w ryj dał, ale se myślę - Czizass - jam Ci przecie taki domorosły mundralowiec. W punkt.
    Pięknie, żeś dopłynął i dobrze, że bez większych rozczarowaniań. Tyś z rodziny: Nosem kręcących roszczeniowców, więc Ja mię nie nawyzywałeś od tych i owych, to je git.
    Część trochę za długo leżakowała, więc również dzięki za kopa w podpiździe, cobym skończym.
    Pozdro.
  • Okropny 04.03.2018
    Canulas moje nosem kręcenie wynika z samoświadomości, która jednak czasem mogłaby wyluzować i/lub spierdalać
  • Agnieszka Gu 04.03.2018
    Witam,
    Melodyję żeś dobrał przednią do tej części. Albo inaczej: melidyja cię przednio nastroiła do napisania takiego zakończenia.
    Ehhh no takie życie, chciało by się rzec. Ładnieś choć smutnawo zakończył tą opowieść.
    Pozdrowionka
  • Canulas 04.03.2018
    Nic nie jest zakończone, A.Gu.
    Dej no mię dychnąć
  • Agnieszka Gu 04.03.2018
    Canulas Aaa to zwracam honor ;) Dychaj Waść ile wlezie ;)
  • Canulas 04.03.2018
    Agnieszka Gu, dycham, dycham
  • Ritha 04.03.2018
    Jedziemy, panie Canie.
    (Lepiej, żeby tu Karawan nie wdepnął, bo nie mam zamiaru się ograniczać :D)

    Muza fajna. Fenomen pisania pod muzę u większości ludków jest zadziwiający. Ja tylko w ciszy. A najlepiej takiej, żeby nawet mucha nie bzyczała.

    "Utnę ci nogi i przyszyję od tego umarłego pojebańca" - uśmiechnęłam się zadowolona, Ty i Ketchum robicie mi coś dziwnego z mózgiem
    "elektrownie pozaklinane w jego żyłach przestaną wytwarzać furię za jakiś czas" - ciekawie ujęte, furiaci, skrajności, lubię
    "zwanemu przez (w większości już martwych) kumpli Polipem" :)

    "Niewprawnie postawiona zasłona z pokrwawionych rąk przepuszczała dwa kopnięcia na trzy. (...) Kiedy olbrzymi bucior wgniótł mu jabłko Adama, zamykając furtkę do oddychania, jedno z oczu ciągle jeszcze patrzyło" - cały ten fragment - podoba mi się jak po pierwsze beznamiętnie, z perspektywy bezstronnego narratora, a zarazem szczegółowo, nie szczędzisz czytelnikowi opisów takich scen. To już część Canulasowego stylu, bardzo git

    "Akt był niezwykle wyrazisty. Pieczętujący zdarzenie"- ładne. I to jest moment przełomowy według mnie, bo przed tym zdaniem czułam, że pchasz siłowo (we wsparciu poniżej sugestie), a po nim od razu wyczuwam flow:
    "Zakrwawiony, zapłakany (...) Głowa nienaturalnie odchylona" - od razu inaczej się czyta

    "Wszystko było jak w górach. Ciemność nie kryła tajemnic. Przeciwnie. Zapraszała go. A skoro zapraszała, to do niej podszedł. Podszedł i się nachylił. Przysłuchał. Serce zrozumiało dużo szybciej niż mózg.
    Rozszlochał się, nim jeszcze zrozumiał czemu" - tu jest już zajebiście

    "Zbyt wiele rzeczy wydarzyło się naraz, by móc je uszeregować. Przynajmniej tak to wyglądało z pozycji leżącego motocyklisty" - tu jest przezajebiście

    "Mała zjawa była blada nawet jak na pośmiertne standardy" :D

    "Jego usta utkały w pół nieme: „jak?”, ale w płucach nie miał dość pary, żeby to obkuć słowem" - fajne, szczegółowe, niestandardowe

    "— Wszyscy muszą być trup" - haha, taa. Cela. jesteś w niej teraz. Lubię takie cykliczne, powtarzające się myśli przewodnie.

    "Gdzieś niezbyt daleko (choć do końca nie sposób było mieć pewność) otchłanie magazynowe przyniosły echo wystrzału. Nie przestraszyło to jednak Bixa. Nie wzdrygnął się na ten dźwięk. Przeciwnie. Wszystko wydawało się na miejscu. Puentujące" - jestem świrem, teraz to widzę, ale musiałam skopić, bo to "puentujące" na końcu mnie zmusiło, bene

    "— Odpierdol się od niej — wydyszał na raty, zapluwając połamane dłonie plwocinami krwi. — Odpierdol się od dziewczynki" - to jest słodkie :>

    "Chyba na chwilę ktoś w nim wyłączył światło. Choć chwilą w tym stanie mogła być i godzina albo trzy. Kiedy ponownie się ocknął, gość w garniturze unosił mu głowę za włosy" - obrazowo, z łatwością można się wczuć

    "Tamten puścił i głowa motocyklisty przydzwoniła z głuchym dźwiękiem o ziemię. On sam, wpół martwo leżąc na boku, poświęcał oddechowe resztki, na jedno, ciągle to samo, pytanie. Groził, szydził i prosił" - i to

    "— Daj mi... daj mi półtorej minuty. Półtorej... mi daj" - niezgrabność wypowiedzi idealnie użyta w tej sytuacji

    "Leżący nóż. Świetlny metr odległości. Zero szans" - a to już Ź, wiadomo

    "— Mam tylko ją — wyznał już znad krawędzi.(...)Ty żyjesz, ona nie żyje, Alexandrze. To zakańcza historię" - wzruszające, jam wrażliwa, chłonę

    "Kiedy wyszedł na zewnątrz, poraziło go słoneczne światło, onieśmieliła biel i zdruzgotała samotność" - i to, już nawet nie tylko, że potrójne i dlatego ach, po prostu kilka jednocześnie uderzających czynników

    "Odjadę i spróbuję gdzieś dorosnąć" - 11/10

    "Dla potencjalnego obserwatora widok byłby pewnie przekomiczny, ale potencjalni obserwatorzy nie istnieli" - tu powtórzenie w punkt

    " Wiedziała o tym i dała mu kilka sekund.
    Wykorzystał je" - rzemiosło Twe rodzi produkty markowe

    I teraz fragment:
    "Tak wjechali do miasta.
    (...)
    Zależy od punktu widzenia" - poszedłeś na całość, wooow, zdanie/dwa zdania dialogowe, wstawka, naprzemiennie, haha, osz Ty! Pięknie zaszalałeś, wyszło!

    "Kolejny krok. Charknięcie krwawą flegmą i następny. Oczy mówiące: Dziś zaśnij Panie Jezu i odpocznij. Dziś będę bronił się sam" - modlitewne, zdeterminowane, no Panieee

    "— Niczego — wycyzelował przesadnie, Kawowy Garnitur. — Niszczy się w imię wiary, miłości albo żądzy władzy. Ja niszczę, żeby niszczyć.
    — A ja, beżowa pizdo, idę, żeby iść" :D

    "Ból brzucha nie do zniesienia, zniesiony jednak i obleczony w cień" - kolejne idealne powtórzenie

    No kurwa, początek nie zapowiadał takiego majstersztyku, umiesz wybrnąć z fajerwerkami, i tera przed oczami jak za odchodzącymi Banderasem i Hayek spektakularnie wybucha bomba.
    Nie skopiowałam każdego smaczka, bo nie chcę wyjść na wariatkę :D Ale tyle czekałam na tą ostatnią, że grzech w tym nie dziobać.




    Wsparcie (większość dot. pierwszych akapitów, potem szło jak burza) :

    "Próbował złapać dech, ale kolejne kopnięcia go tego przywileju pozbawiły" - gryzie mi się "go tego", zamieniłabym na "ale kolejne kopnięcia tego przywileju go pozbawiły", albo tak jak było, ino "kolejne kopnięcia go takiego przywileju pozbawiły", chociaż "go takiego" też mi zgrzyta. Obadaj swym wprawnym okiem, możliwe, że marudzę :)


    "Z pękniętego łuku brwiowego krew zalewała oko, a drugim widział jedynie poprzez mgłę, ale gigant wyglądał na wkurwionego" - obadaj jakby tak wywalić "a" przed "drugim", a "ale" zamienić na kreseczkę, czyli:
    "Z pękniętego łuku brwiowego krew zalewała oko, drugim widział jedynie poprzez mgłę - gigant wyglądał na wkurwionego", albo "a" zostawić, a tylko "ale" wyrzucić - obadaj jedynie, bo sprawa jest taka, że zdanie niżej mamy: "— Nie wiem, czego się tak pizdo szczerzysz, ale zaraz przestaniesz" - znowu jest "ale", ju noł.

    "Najwyżej dwie minuty, by to trwało, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny" - to "by to trwało" jest drewniane, zaburza dynamikę, może "Trwałoby (Trwało by(?)) to najwyżej dwie minuty, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny"

    "W zalaniu krwią najgorsza była jej lepkość. Sklejała ona palce do tego stopnia" - po pierwsze zacne pierwsze zdanie, po drugie wywal "ona". Hm... dalej mamy "Sklejała ona palce do tego stopnia, że gdy próbował przełożyć narzędzie do drugiej, te z początku nie chciało" - sklejała palce... gdy próbował przełożyć (...) do drugiej, czyli ręki, a tam masz palce, hm, gryzie mi się i to "z początku nie chciało", może "z początku nie było to takie proste", albo kurde coś. Szczerze, miedzy nami i w tajemnicy - to zdanie jest jakieś połamane, Maestro ;)

    "w którym ciężki rewolwer poleciał jej z hukiem z ręki" - może "wyleciał"?

    "Ponownie otarł łzy, rozmazując ich ciepłem przysychającą krew" - brakuje kropeczki

    "Ból go rozrywał i szarpał, a przetaczające się przez żołądek torsje nie obradzały już niczym więcej, niż śliną" - obadaj wywalenie "go"

    "wodząc wokół nieprzytomnymi oczyma i dając dowód na to, że nawet zjawy mogą być nieprzytomne" - nie wiem czy powtórzenie z "nieprzytomnymi" celowe, ale chyba lekko przeszkadza, może "nieobecnymi oczami" (?)

    "— Mam tylko ją. — powtórzył" - bez kropki


    Reasumując.
    Podoba mi się żonglerka krótkimi scenami, różne punkty widzenia, dynamika, bardzo dużo fragmentów z wyczuwalnym flow, od jednej trzeciej prawie cały czas. Klimat Pincet zachowany, podrasowany wręcz, kupuje cały, klimat Canulasowy z maltretowaniem czytelnika krwawymi scenami z pogranicza "bycia umarlakiem" także. Zakończenie z nadgarstkiem - tak, takie powinno być. Cieszę się, że skończyłeś, bo niezakończone sprawy ciążą i zaburzają przepływ energii. Nie cieszę się, że skończyłeś, bo nie będzie już czytusiania Pincet. :p Podobało się, pisz chłopie więcej!
  • Canulas 04.03.2018
    Noo, Tita, faktycznie. Koment cudo.

    Zgadzam się, że start surowy. Znasz mnie bardzo dobrze, więc sama wiesz i widzisz. Z drugiej strony, tekst za długo leżał, co również nie powinno mieć miejsca.

    Za cały wór ciepłych myśli serdecznie Ci Tita dziękuję. Za to, za zagrzewanie do boju i całą pomoc. Wolę się jednak skupić na wątpliwościach.

    No ok. Co jeszcze tu mamy?

    ""Próbował złapać dech, ale kolejne kopnięcia go tego przywileju pozbawiły" - gryzie mi się "go tego", zamieniłabym na "ale kolejne kopnięcia tego przywileju go pozbawiły", albo tak jak było, ino "kolejne kopnięcia go takiego przywileju pozbawiły", chociaż "go takiego" też mi zgrzyta. Obadaj swym wprawnym okiem, możliwe, że marudzę :)" - ni siusiak. Tak mi się widzi, tak będzie.

    ""Z pękniętego łuku brwiowego krew zalewała oko, a drugim widział jedynie poprzez mgłę, ale gigant wyglądał na wkurwionego" - obadaj jakby tak wywalić "a" przed "drugim", a "ale" zamienić na kreseczkę, czyli:
    "Z pękniętego łuku brwiowego krew zalewała oko, drugim widział jedynie poprzez mgłę - gigant wyglądał na wkurwionego", albo "a" zostawić, a tylko "ale" wyrzucić - obadaj jedynie, bo sprawa jest taka, że zdanie niżej mamy: "— Nie wiem, czego się tak pizdo szczerzysz, ale zaraz przestaniesz" - znowu jest "ale", ju noł." - racja. "a" w piździec.

    ""Najwyżej dwie minuty, by to trwało, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny" - to "by to trwało" jest drewniane, zaburza dynamikę, może "Trwałoby (Trwało by(?)) to najwyżej dwie minuty, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny"" - się zastanowić muszę. Moja wersja może nie najsłodsza w mieście, ale i Twoja nieco sucha. Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

    "W zalaniu krwią najgorsza była jej lepkość. Sklejała ona palce do tego stopnia" - po pierwsze zacne pierwsze zdanie, po drugie wywal "ona". Hm... dalej mamy "Sklejała ona palce do tego stopnia, że gdy próbował przełożyć narzędzie do drugiej, te z początku nie chciało" - sklejała palce... gdy próbował przełożyć (...) do drugiej, czyli ręki, a tam masz palce, hm, gryzie mi się i to "z początku nie chciało", może "z początku nie było to takie proste", albo kurde coś. Szczerze, miedzy nami i w tajemnicy - to zdanie jest jakieś połamane, Maestro ;)" - wywalę "ona" - dodam słowo "ręki" - masz rację.


    "w którym ciężki rewolwer poleciał jej z hukiem z ręki" - może "wyleciał"? - mooożliwe

    "Ponownie otarł łzy, rozmazując ich ciepłem przysychającą krew" - brakuje kropeczki"
    "— Mam tylko ją. — powtórzył" - bez kropki" - taaa

    "Ból go rozrywał i szarpał, a przetaczające się przez żołądek torsje nie obradzały już niczym więcej, niż śliną" - obadaj wywalenie "go"" - wywalam "go"

    "wodząc wokół nieprzytomnymi oczyma i dając dowód na to, że nawet zjawy mogą być nieprzytomne" - nie wiem czy powtórzenie z "nieprzytomnymi" celowe, ale chyba lekko przeszkadza, może "nieobecnymi oczami" (?)" - tu po prostu nie zauważyłem. Zgadzam się.

    Ok. Wiem, że część nie jest idealna. Dużo sznurków, dużo kwestii. Mam świadomosć, że przedostatnia ją wciąga.
    Udało się jednak skończyć.
    Cieszę się.

    Wielkie dzięki raz jeszcze.
  • Ritha 04.03.2018
    Nie wiem czy przedostatnia ją wciaga, nieee, chyba nie. Ta jest bardzo dobra. Sugestie byly pod obadanie, git, żeś obadał. Dziękować nie ma za co, syćko szczerze. Pozdro:)
  • Canulas 04.03.2018
    Ritha, wiem, że szczere.
    Pozdro, Łita
  • Blanka 04.03.2018
    Jak zwykle nie wiem co napisać... To może tak: Ja wiem, że jak byk pisze, że część ostatnia, ale"wrażenia" końca brak. Klimatycznie, smutno, przygnębiająco, czyli bardzo fajnie. Wątek dziewczynki i Polipa najlepszy.
    Dobra robota, cała seria świetna. Te cztery zdania wrzucam, bo mogę i chcę:) więc:
    "Przez chwilę uwierzył w cuda ludzkiego serca, czy czym by ten palant nie był. "
    "Nie wiesz, że wyjście w próżnię bez skafandra, to bezradność."
    "Czy to nie ostatnie wierzgania obumierającego mózgu, zrodzone jedynie z pragnień imaginacje?"
    "Dziś zaśnij Panie Jezu i odpocznij. Dziś będę bronił się sam."
    - no, pogratulować. Zresztą, co by nie pisać, Ty wiesz, że potrafisz. Pzdr:)
  • Canulas 04.03.2018
    Hej, miss Blanka. Dzięki za odwiedziny. Radym.
    WIesz, cały ten świat się jeszcze nie wyczerpał. Wzorce we łbie są, ale chwilowo uderzę w kilka innych. Niech temat odleży, okrzepnie.
    Jeszcze się wróci.
    Dzięki wielkie za każdą z przebytych mil ;)
  • KarolaKorman 04.03.2018
    ,,Mimo tego nadludzkim wysiłkiem niepohamowanej woli zdołał tego dokonać. '' - zdołał takowego dokonać - pozbędziesz się 2x tego
    ,,zapluwając połamane dłonie plwocinami krwi.''- kolorując, malując, śliniąc, obśliniając, by pozbyć się masła maślanego
    Polip chyba pokochał Thelmę jak ja :) Poryczałam się, czytając ostatnie zdanie, kurde, wzruszyłeś mnie. Nie spodziewałam się, że tak to się zakończy, że poświęci własne życie dla tej małej istotki. Wiem, że była u jego boku w najtrudniejszych chwilach i że szanse na dotarcie do domu było nikłe, ale jakoś to tak realnie odebrałam, ach. Zrobiłeś to świetnie. Trzymałeś w napięciu do samego końca. To dla tego te po mistrzowsku wplecione słowa do Jezusa. Dopiero teraz nabiera wszystko sensu i dociera do mnie.
    Kawał świetnej roboty :) I nie tylko mówię tu o tej części, ale o całości :) Warto było czekać na takie zakończenie. Choć smutne, kapitalnie dopracowane.
    Rozmowa z babcią - cudo - musiałam o tym wspomnieć :)
    Szkoda, że tak marnie skończyli, ale czas spędzony na czytaniu, nie był straconym.
    Perełki już wypisali poprzednicy, to ja tylko pokłonię się nisko i do następnego długometrażowca :)
    Ocenę wstawiam z bólem, że nie można wyższej. Serdecznie pozdrawiam :)
  • Canulas 05.03.2018
    Hej, miss K.K. Wielkie dzięki za każdą z mil. Cieszę się, że aż tak polubiłaś Thelmę, choć jej fenomen nie jest dla mnie do końca jasny.
    Zobaczymy, co z tym dalej będzie. Chwilowo zmienię scenerię.
    Pozdrawiam ;)
  • Elorence 05.04.2018
    Najpierw: muzyka.
    Pasuje, bo przed oczami przewijały mi się sceny jak z filmu i potrafiłam bardziej wczuć się w sytuację.

    A teraz: kurwa, to są jakieś żarty?!

    Can, tak gwałtownie wstałam z krzesła, że kot dostał zawału. Tyle przekleństw padło, że dobrze, że moje dziecko śpi i nie słyszy, jak mama złorzeczy. Chodziłam po pokoju i próbowałam się uspokoić. Jestem wyprowadzona z równowagi. Nie podoba mi się kompletnie, że ich wszystkich pozabijałeś (takie miałam wrażenie).

    Polip niby przeżył. Dziękować Delmie, która dość szybko nauczyła się sztuczek ducha. Uratowała mu tyłek. Kurczę, przywiązali się do siebie - w sensie, ona do niego na pewno.

    "— Wszyscy muszą być trup — ponownie wycharczał leżący i mały Kanati zrozumiał, że to najświętsza prawda. Przygody, pościgi, życie. Momenty dobre, momenty niezwykłe złe. Że taki właśnie jest świat. Na końcu każdy jeden „musi trup”." - prawda.
    Śmierć Saracena.
    To był jego przyjaciel. Jedyny. Jakie to cholernie smutne.

    No i się popłakałam. Element żniwiarza z Delmą, no i Polipem. Boskie to było.

    "— Mam tylko ją — wyznał już znad krawędzi. Nie było się czego złapać i on się nie chciał już łapać. — Mam tylko ją — powtórzył." - rwie serce.

    "Oczy mówiące: Dziś zaśnij Panie Jezu i odpocznij. Dziś będę bronił się sam."

    No i znowu płaczę. Jasny gwint, ale mi zaserwowałeś zakończenie.

    Nie wiem, czy w tym opowiadaniu wybrałeś sobie jednego, głównego bohatera, ale w moim odczuciu, był nim Polip. Stracił wszystko, bo żonę i dziecko. Ruszył w świat, aby zapomnieć. Zajął się maszynami. I kiedy zyskał już kompana - małą, wredną, nieumarłą Delmę - znowu ktoś próbuje mu odebrać wszystko co ma. Znowu musi przejść przez to samo piekło.
    Człowiek jest słaby. A cierpienie wcale nie uszlachetnia.
    Nie dziwię się, że Polip postanowił dołączyć do Delmy. Rozumiem go. Nie mógł sobie pozwolić, aby znowu śmierć odebrała mu wszystko. Wolał przestać walczyć.

    W tej części, Wiwat i Rose stali się dla mnie bardzo mglistym tłem. U nich było zabawnie, podczas, gdy kilkaset mil dalej, inni walczyli o swój sens życia.

    Isobel i Eskimos. Brzmiało to jak początek jakiejś nowej przygody.

    Can, podobało mi się. Bardzo.
    Więcej rzeczy zawrę w swoich notatkach. Na dniach powinnam Ci wysłać maila ze swoimi przemyśleniami i ewentualnymi czepialskimi uwagami.
    Dzięki Ci za te teksty.
    Pozdrawiam! :))

    PS: W ten komentarz wkradł się chaos, ale emocje wzięły górę - wybacz :)
  • Canulas 05.04.2018
    Odkomentuję jakoś niebawem, ale wow
  • Canulas 05.04.2018
    No a tu, to już nie wiem :)
    Jest to jednak (w sumie 23) dobre miejsce, by Ci podziękować za całą wyprawę. Emocjonalność wylewająca się z Twym komentarzy, to naprawdę...
    Życzyłbym każdemu tak zajebiście oddanych czytelników.
    Pozdrawiam raz jeszcze serdecznie, Elołapki.
    Się napłakałaś :)
  • Elorence 05.04.2018
    Co za komplement!
    Jestem dobrym czytelnikiem :D
    Dzięki :)
  • Canulas 05.04.2018
    Elo, jesteś przewykurwistą czytelniczką. Sam top. Dlatego, że emocje oddajesz. Dziękuję przeserdecznie za wszystko.
  • Elorence 05.04.2018
    O ja Cieee! Ale super!

    Nie ma za co, Can :)
  • Justyska 25.04.2018
    Ale jak to? Jakieś jaja ten koniec? Polip się zabił? czyli, że jak? W nowej serii jest duchem? O matko nic nie kumam...
    I dzieci... jak dorosłe. Dobra muszę to przetrawić.

    A jeśli chodzi o wrażenia ogólne... hmm, Gadające głowy i żywe trupy to nie moja bajka, ale tu było tyle różnych historii, emocji, dramatów i humoru. Dla każdego coś dobrego. Czytałam z przyjemnością. Ogólnie podziwiam wszystkich autorów serii, za wytrwałość i organizację (nie wiem czy bym potrafiła). Tu pocięte i poprzeplatane sceny to naprawdę dobra robota. No i Twój humor i te wszystkie porównania. Bardzo dobre.

    " Nie wiesz, że wyjście w próżnię bez skafandra, to bezradność." to mój faworyt ostatniej części.

    pozdrawiam serdecznie i dziękuje za gościnę:)
  • Justyska 25.04.2018
    Ach no i muzyka piękna, kocham północ:)
  • Canulas 25.04.2018
    Ja Ci bardzo, bardzo serdecznie dziekuję za wizyty i cenne uwagi, Justyska. Czy się zabił? Nooo, nowa seria to rozkoduje, ale skoro gadają z nim żywi ludzie to ten... ;)
  • Justyska 25.04.2018
    Canulas no właśnie, ale widzę, że po Tobie można się wszystkiego spodziewać, więc już zwątpiłam:)
  • Justyska 25.04.2018
    Canulas no właśnie, ale widzę, że po Tobie można się wszystkiego spodziewać, więc już zwątpiłam:)
  • Canulas 25.04.2018
    Tak dodam, nie pamiętam czy byłaś, być może - że krótki jednostrzałowiec z tego świata, to Wilczy Bilet ;) - ooo. No i jeszcze raz dzięki wielkie.
  • Justyska 25.04.2018
    Nie byłam, będę ale już nie dziś:)
    Miłej nocki:)
  • Canulas 25.04.2018
    Justyska - dzięki - wzajemnie Justyska
  • Margerita 15.05.2018
    Biedny mój Polipek co za cham go tak torturuje przed śmiercią. Biedna Thelma moja kochana pupilka z niezwykłym darem musi na to patrzeć chyba za chwilę będę razem z nią szlochała. NIE! Ta ostatnia część była tak emocjonująca, że aż oczy mi się załzawiły. Pięć
  • Canulas 15.05.2018
    Woww, dzięki Marg. Witam na końcu ;)
  • Enchanteuse 03.09.2018
    Dotarłam. Wreszcie ;)
    No i smutno mi trochę, że to już koniec.

    "Najwyżej dwie minuty, by to trwało, bo nikt nie jest do kurwy nędzy nieśmiertelny. "
    Bez pierwszego przecinka.

    To wszystko i Pan Saracen leżący na ziemi w kącie. Ręce związane z tyłu. Kolana podciągnięte pod samą brodę. Głowa nienaturalnie odchylona.

    "Wszystko było jak w górach. Ciemność nie kryła tajemnic. Przeciwnie. Zapraszała go. A skoro zapraszała, to do niej podszedł. Podszedł i się nachylił. Przysłuchał. Serce zrozumiało dużo szybciej niż mózg.

    Rozszlochał się, nim jeszcze zrozumiał czemu."

    Ładnie odmalowane emocje. Bez przesadyzmu.

    "Ojcowie założyciele dziewięciu band, wszyscy martwi. Kiedyś, gdy już okrzepniesz, nie jeden kufel wychylisz za opowiedzenie takiej barwnej historii."

    "nie jeden" winno być razem w tym kontekście. "Nie jeden" osobno głównie w przypadkach, gdy zestawiasz: "nie jeden, a dwa". (przykładowo).

    "I właśnie wtedy Polip pokonał wszelkie bariery, jakie sporządził Bóg, a podstemplował Szatan."

    Trochę ekwilibrystyczne zdanie. Ale ładne dzięki temu.

    "Odpowiedział jej i chwilę później ruszyli. Mijając stygnący przed nadejściem nocy, lecz ciągle gorący krajobraz, stwierdziła, że ksywa Eskimos, wcale do niego nie pasuje."

    Bez ostatniego przecinka.

    "— Niczego — wycyzelował przesadnie, Kawowy Garnitur. — Niszczy się w imię wiary, miłości albo żądzy władzy. Ja niszczę, żeby niszczyć."

    bez pierwszego przecinka.

    "W filmie, by pewnie wstał. "

    Bez również.

    Ooo, rety. To mi nie do końca wygląda na zakończenie serii, choć pewne wątki się kończą. Większość, mówiąc brzydko "powyrzynana", i jeszcze jeden sam się siebie pozbył, by ratować dziewczynkę...
    Wzruszające.
    Dzięki za te wszystkie godziny, które spędziłam na czytaniu, było naprawdę cudownie.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Canulas 03.09.2018
    No dobra. Dotarłaś do końca (niezupełnie, ale o tym dalej). Seria była długa, dość różnorodna technicznie i naszpikowana bardzo brzydkimi słowami. Z tego tutaj krzesełka (siedzę w pracy) chcę Ci bardzo, bardzo za całą drogę podziękować. Raz wolniej, raz szybciej, ale uparcie szłaś.
    Pięknie Ci Ench dziękuję za całą drogą i nieprawdopodobną pomoc.


    Rura w ziemi jest powiązana (pisana przed Pięćset), ale,,, - "Kiepskie Karty, złe wybory drug" , powiązane są bardziej. W zasadzie to poniekąd kontynuacja. Więc wiesz, jakby coś ;)
    Pozdrawiam Ench
  • Enchanteuse 03.09.2018
    "Seria była długa, dość różnorodna technicznie i naszpikowana bardzo brzydkimi słowami"

    To "naszpikowanie" raczej nie przeszkadza, bo bardzo pasuje do postaci. I dodaje wigoru. W ogóle nie miałam z tym problemu.

    Są powiązane? Zatem muszę kiedyś uderzyć.
    Zastanawia mnie tylko jeszcze źródłosłów tych imion: Kanati, Selu.
    Brzmią niesamowicie, jakby przyprawione popiołem z indiańskiego ogniska. Skąd pomysł na nie?
  • Canulas 03.09.2018
    Enchanteuse z mitologii wierzeń indiańskich. Rura w ziemi nieco objaśnia... gdzieś tam w drugiej części ;)
  • Enchanteuse 03.09.2018
    Canulas dzięki za podpowiedź ;)
    Mitologia indiańska w ogóle jest niesamowita.
  • Canulas 03.09.2018
    Enchanteuse, a się tutaj zgodzę.
  • Adelajda 06.12.2018
    "Dziś zaśnij Panie Jezu i odpocznij. Dziś będę bronił się sam." - to zdanie wyciągnęłam sobie na koniec. Dla mnie dosadna puenta tego opowiadania, choć Ty pewnie rzekniesz, że ot zdanie.
    Spodziewałam się, że opowiadanie zakończysz swoistą masakrą, ale nie pomyślałam, że z taką dawką smutku. Podobało mi się to, że postać Polipa została zarazem przedstawiona jako bestia bez hamulców (chodzi o zabijanie ludzi), jak i również obdarzony został człowieczeństwem; samotnością, którą przeganiała Thelma. Dla mnie Polipczuk odegrał największą rolę w końcowej scenie.
    Wiwat gdzieś mi się w tych plecionkach rozmył i uciekł.
    No i jeszcze Bix. Myślę, że wymierzając śmierć po raz drugi, pożegnał raz na zawsze chłopca i swoje dzieciństwo. Nigdy już nie będzie taki sam. W końcu to z jego ręki została wymierzona śmierć, żeby niejako ulżyć przyjacielowi, z którym było mu dane przeżyć coś osobistego.
    W końcowym akcie pojawia się również postać Isobel, która tym samym zrodziła w mojej głowie wiele pytań.
    Opowiadanie jest jakże dziwne, nęcące i trochę obrzydliwe. Jednak okraszone piękną scenerią, którą gdzieś tam sobie wyobrażałam dzięki tym pięknym opisom.
    Jednak zostawiłeś również wiadro pytań, w którym gdzieś utopiła się moja nadzieja na odpowiedzi. Ale pamiętam również, że to czasami niedopowiedzenia ciągną czytelnika za dłoń i tak to było w tym przypadku. Zupełnie oczywiste jest to, że nie wszystko musi być jasne i do końca dopowiedziane.
    Miło było towarzyszyć Twoim bohaterom aż przez 23 części. (przeczytałam 22 część, ale poszłam trochę dalej, żeby już tu zostawić komentarz)
    I chyba w zasadzie to tyle ode mnie. Może niewiele. Jak już wcześniej napisałam posiadasz piękną lotność umysłu i potrafisz przekształcić to, co Ci się umyśli w słowa.
    Pozdrawiam z lekkim smutkiem wywołanym przez Polipa :)
    Miłego dnia.
  • Canulas 06.12.2018
    Wow.
    No to, ten... taaaa.
    Na początku edit do komentarza. Często (albo może rzadko, ale na pewno niekiedy) jeśli mnie coś tam urzeknie (jak akurat komentarz Twój) mam tendencję do chowania rumiańców za filarami tandetnej, szczeniackiej buty. Jeśli więc komentzra czymś takim wybrzmi, będzie to oznaczało, że w ukrywaniu zdenerwowania jestem równie chujowy, co i w interpunkcji.
    Na pewno dziękuję za podróż. Odgrzebać trupa i z nim tańcować do końca, to w dzisiejszym - szybko, szybciej, najszybciej - świecie, rzecz średnio spotykana.
    Tak więc dziękuję za podróż. To na pewno.
    Jeśli którykolwiek bohaterer Ci podpasował, lub nawet odwrotnie, kogoś znienawidziłaś, to jest to dla mnie wysokich lotów komplement. Wszystko spoza zbioru: "obojętność" jest git.

    Co do Isobel i Bix'a to występują oni trochę w "rurze w ziemi". Jeśli czytałaś wstęp, wiesz, że 500 jest trochę taką poboczną, "odnożną" historią, która jednak współne aspekty ma.
    I nie, nie. Broń Boże. Nie namawiam czy coś.

    Natomiast po napisaniu 500mil i chwilowym odpoczynku, zastanawiałem się co dalej z tym. A co dalej "z tym", znajduje się w oszyldowanej serii "Kiepskie karty, złe wybory dróg". Ciagle to piszę i nie wiem, gdzie mnie tozawiedzie, ale być może Ci, co przeżyi tutaj, żyją także i tam.
    Takie -ćwierć-polecenie. Wiem, że choina, święta, bombki i martwe muchy z parapetu trzeba zebrać.
    Rozumiem.
    Jeszcze raz pięknie Ci dziękuję
    Pozdrox
  • Adelajda 06.12.2018
    Canulas zauważyłam, że masz taką manierę odpychania od siebie chwalby, jeśli chodzi o Twoje opowiadania. Czasami jakbyś chciał powiedzieć "No już, już wystarczy. Idź dalej. Dziękuję". Ale jakoś się do tego przyzwyczaiłam i mnie to nie zraża.
    Jeżeli opowiadanie potoczyło się dalej z bohaterami, którzy zdołali przetrwać, to raczej "Pięćset mil do domu" nie można nazywać trupem.
    Zobaczę, może zajrzę później do następnej serii, ale tak jak napisałeś zbliża się trochę napięty czas, więc nic nie obiecuję :)
  • Canulas 06.12.2018
    Adelajda, nie zawsze tak mam, choć faktycznie czasami. Wiadomix, że teraz święta i nic na siłę. Jakbyś jednak miała zamiast, to pomiędzy seriami jest taki - jednostrzalow ze świata - się Wilczy Bilet zowie.
    O, i tyle.
    Pozdro i dzięki jeszcze raz.
  • Ritha 06.12.2018
    (i Wyobraźnia....)
  • Ritha 06.12.2018
    (aaa ze swiata Pincet, to nie, sorks, pokaralo mnie za wtrącanie)
  • Canulas 06.12.2018
    Ritha, Wyobraźnia to... Wyobraźnia.
    Teraz nie pamiętam, ale na samym początku miała inny tytuł. Ech nieważne.
  • Zaciekawiony dwa lata temu
    Wiesz, po tym jak w zeszłym roku w parę godzin obadałem twoją Rurę, uznałem że ten prequel też sobie zostawię na jakiś taki moment, gdy już wszystkie odcinki będą wrzucone. Naszło mnie akurat wczoraj, gdy byłem znużony po weekendzie spędzonym na leżeniu w łóżku i zwalczaniu przeziębienia (co się udało). Po dziesiątym odcinku przestałem szukać możliwych błędów (bo to zupełnie inny tryb czytania) i w godzinę przeczytałem resztę. No i jest dobrze, choć czasem na krawędzi zawieszenia niewiary. Paradoksalnie w opowieści, gdzie mamy poczwary, wyglądające jak brekcja potrąconych zwierząt i przechodniów, opętane demonami trupy, jakiś element nadnaturalnej opieki nad dziećmi i indiańskiego boga śmierci jeżdżącego białą ciężarówką; najwięcej zastanowienia budzi ilość obrażeń, które przetrwał Polip przez tych parę dni.

    Jak sobie to jeszcze przemyślę, to wrzucę bardziej ogólną opinię.
  • Canulas dwa lata temu
    Haha, piękne clou, ale coś w tym jest. Ja jednak skowronieje od "No i jest dobrze". Z Polipem faktycznie, nooo, niezłomność jak Arni w Comando. Bardziej sądziłem, że uderzysz w przewartościowanie lub nawet niedookreślenie głównego bohatera czy cuś. Wszystkie błedy typu literówkowego sumiennie wykarczowane.
    Dzięki za ten - w sumie niespodziewany - najazd.
  • Zaciekawiony dwa lata temu
    No dobrze, to teraz coś o charakterze bardziej ogólnym.

    Jak mi się czytało? Bardzo dobrze. Po ustaleniu sobie pewnego stylu płyniesz nim równo, widać to tu, i w Rurze i w tych noirowych kawałkach, choć są to nieco różne style narracji. Choć tworzysz w narracji czy dialogach wiele podpicowanych określeń i powiedzonek, czasem dokładasz wyrażenia bardziej metaforyczne, wykazując też dość naturalne korzystanie z przekleństw - to myślę, że paradoksalnie cechą twojego stylu jest umiejętne skracanie. Starasz się unikać nadmiarowości, czasem pominiesz w zdaniu jakiś podmiot, licząc na domyślność czytelnika; czasem pominiesz jakieś wydarzenie, poprzestając na opisaniu jego efektów (choć lepiej nie stosować tego chwytu za często, bo będzie to wyglądać na unikanie jakichś elementów, które mogłyby ci źle pójść), stosujesz przeskoki czasowe.

    Kryje się jednak w tej swobodzie i frykaśności stylu niebezpieczeństwo, bo słowa potrafią zwodzić i przy braku kontroli dojdzie do sytuacji jak z tej piosenki Turnaua o tym, że zdania okrągłe donikąd nie doprowadzają bo na prawdę nie dzieje się nic. Sam zresztą wiesz, że z pierwszymi odcinkami jest nieco problemów, bo każdy bohater wpada w tryb dochodzenia do sedna naokoło. Po szóstej części myślałem tylko o tym, żeby wpadło tam jakieś drugie zombie, aby w końcu zaczęli robić coś poza staniem w słońcu, lub pod daszkiem, i ustalaniem wartości, bo niby mamy jakieś zagrożenie i atmosferę napięcia, ale nagle wszystko to stopuje, bo koguty muszą nastroszyć pióra. Może to też efekt kompozycji - w zasadzie nie zdążyliśmy poznać bohaterów, naszkicowanych bardzo luźno, a od razu dostajemy konflikt pełną gębą.
    Na dodatek ta sekcja dialogów, dialogów i dialogów nie jest za bardzo urozmaicona akcją. Potyczki z Demonicznym Młotkarzem nie widzimy; zanim do niej dochodzimy, obserwujemy, jak bohater sadzi trzylinijkowe wypowiedzi, z anegdotą z życia i różnymi porównaniami, do kogoś kto ledwie potrafi kilka słów na krzyż powiedzieć (wszystko w konwencji: próbujemy mu przemówić do rozumu, zanim zaczniemy strzelać, może uda się go zagadać na śmierć, Saracen z chłopcem niech stoi z tyłu za nim i nie próbuje się oddalić).

    Podczas czytania przyszło mi też do głowy, że może za dużo jest tutaj podkreślania zdumienia bohaterów tym, że trup po śmierci się rusza, ale z drugiej strony jeśli potraktować to realistycznie, to w sumie sam nie wiem jakie powinno być w takiej sytuacji normalne zachowanie ludzi. Więc może jednak właśnie takie, bo to ludzie o pewnym ugruntowanym światopoglądzie, w ramach którego w głowie te wszystkie rzeczy się nie mieszczą.

    Natomiast na plus jest urozmaicenie języka wypowiedzi postaci. Przy Rurze pisałem ci w którymś komentarzu, że w twoim uniwersum tym samym śmieszkowym, gawędziarskim stylem, gada główny bohater, pierwszy lepszy zbir z gangu i bezdomna z chatki przy autostradzie. Ogółem nadawanie odrębnej specyfiki wypowiedzi bohaterom jest trudne, bo autor musi się przestawić z tego jak płynęły mu myśli, wielu autorów nie zauważa nawet, że coś jest nie tak w tym, że wszyscy mówią tak samo (swoją drogą to by był temat na artykuł). Tutaj starałeś się odróżnić postaci językiem.

    Jeśli chodzi o logikę fabuły, to jest tu trochę zamieszania z wątkiem dzieci. Nie jest on za bardzo wyjaśniany. Domyślam się, że sprawdzenie postaci w mitologii mogłoby coś więcej podpowiedzieć, ale nie po to się pisze jakąś opowieść, żeby w kwestii wyjaśnienia odsyłać do Wikipedii. No więc mamy takie domysły: Demoniczny Młotkarz uwziął się na te dzieci, chce je zabić z jakiegoś powodu, przez nakazy jakichś sił (oraz innych w zasięgu młotka przy tej okazji). Zna ich imiona, których używała tylko prababka, a ta została gdzieś daleko na autostradzie, więc chyba raczej od początku chodziło o nie, a nie, że uwziął się bo mu jako jedyne uciekły spod młotka.
    Ale zaraz - w trakcie jego ataku przybywają inne maszkarony i porywają dziewczynkę do podziemnej groty. Chłopca nie, bo nie. Oni z tej samej bajki, czy może mają przeciwstawne motywacje? Z drugiej strony tamci podziemi nie są dzieciom specjalnie życzliwi, dziewczynka jest ponoć torturowana (choć nie wiadomo właściwie aby cokolwiek się jej fizycznego stało), stąd cała ta akcja z ratowaniem. Ale gdyby chodziło o to samo zagrożenie, to dziewczynka powinna w zasadzie od razu zginąć.
    Po akcji ratunkowej przybywa szef gangów, który wydaje się być zorientowany w paranormalnych wątkach, wykorzystał opętanego aby doprowadził go do jaskini z resztą bohaterów, ale skąd wiedział, że tam będą, skoro nie miał jak się dowiedzieć co zaszło na stacji? (zamordowana obsługa oraz zmartwychwstali motocykliści nie byli chyba za bardzo rozmowni). Następnie w ramach działań związanych z zastraszeniem innych gangów i odzyskaniem pieniędzy, porywa dziewczynkę (ponownie, nie chłopca). Po co? Nie wiadomo, właściwie nic jej nie robi. Zabiera innych ożywionych, choć właściwie raczej nie może ich z zemsty bardziej już zabić, a że nie są za bardzo rozmowni, chyba powinien się już orientować.
    Jeśli zaś - inna możliwość - jakoś się dogadał z Tamtymi Podziemnymi, to czemu rodzeństwo zostało pozostawione przy życiu? Bo w sumie wychodzi na to, że dzieciom realnie nikt nie groził, stają się one tylko okazją do ruszenia się w inne miejsce. Odwołanie do Rury za wiele nie wyjaśnia, bo tam dzieją się już zupełnie inne rzeczy. Isobel i Bix są już dorośli, więc przynajmniej z dziesięć lat przetrwali bez uszczerbku, nikomu z nadnaturalnych na nich nie zależy, tamte wątki nie mają kontynuacji. Tak w ogóle, gdybyś kiedyś chciał coś z tego cyklu wydać (co by mnie wcale nie zmartwiło) to największą męczarnią będzie uzgodnienie szczegółów między częściami.

    No i kwestia, o której już wspominałem, czyli nadzwyczajna wytrzymałość bohaterów. To kto tam jest zombie - motocyklista ględzący o Kanatim, czy inny motocyklista, który dostał młotkiem w głowę, z rozwaloną szczęką, która potem nie przeszkadza mu wcale w mówieniu, który dostał nożem w bok, wyjął go sobie i nie opatrzył rany, wyczerpany upływem krwi ma wypadek na motocyklu, idzie cały dzień na pustyni, po wypiciu manierki z wodą jedzie po wertepach, następnego dnia rusza na straceńczą misję, podczas której zostaje ranny, ale wstaje, następnie dostaje zaatakowany, na koniec ma jeszcze siły żeby wstać i przeprowadzić dialog z bogiem śmierci. I na prawdę nie stało się tam nic nadnaturalnego z tym człowiekiem? Bo wygląda na to, że mocno pojechałeś pewnym schematem samotnego bohatera, który musi znosić ciężkie przeciwności losu, coś jak ten traper ze Zjawy.
  • Canulas dwa lata temu
    Helloł, zacny wywód. Sporo uchwycone, sporo dostrzeżone, sporo obnażone. Się jakoś później odniosę, muszę pomyśleć.
    Pozdrox i... do artykułów faktycznie mógłbyś wrócić.
  • Canulas dwa lata temu
    No dobrze. Tekst chwilowo wypadł. Trza go przejrzeć, może wróci, może nie.

    "Choć tworzysz w narracji czy dialogach wiele podpicowanych określeń i powiedzonek, czasem dokładasz wyrażenia bardziej metaforyczne" - ech, no, racja.

    " czasem pominiesz jakieś wydarzenie, poprzestając na opisaniu jego efektów (choć lepiej nie stosować tego chwytu za często, bo będzie to wyglądać na unikanie jakichś elementów, które mogłyby ci źle pójść), stosujesz przeskoki czasowe." - tak, cholera, dokłądnie tak robię. Nie zawsze, ale nazwyt często. To jest naprawde do poprawy.

    "Kryje się jednak w tej swobodzie i frykaśności stylu niebezpieczeństwo, bo słowa potrafią zwodzić i przy braku kontroli dojdzie do sytuacji jak z tej piosenki Turnaua o tym, że zdania okrągłe donikąd nie doprowadzają bo na prawdę nie dzieje się nic. Sam zresztą wiesz, że z pierwszymi odcinkami jest nieco problemów, bo każdy bohater wpada w tryb dochodzenia do sedna naokoło" - tak, mądrzyłem się aż tylko. Za dużo. Nie pierwszy zarzut, ale tak jest.

    "Natomiast na plus jest urozmaicenie języka wypowiedzi postaci. Przy Rurze pisałem ci w którymś komentarzu, że w twoim uniwersum tym samym śmieszkowym, gawędziarskim stylem, gada główny bohater, pierwszy lepszy zbir z gangu i bezdomna z chatki przy autostradzie." - tak było. Cieszę się , że tu jest z tym lepiej, ale też sam wiem, że przesadziłem. Niektórzy przechodzą zbyt śmiałe metamorfozy rozwojowe w zbyt rótkim czasie. Jest lepiej, ale nie jest dobrze.


    Co do nadmiernej wytrzymałości bohaterów: wiem, że trochę podpicowałem pro-hollywoodzko, ale starałem się jakiś umiar trzymać. Fakt, że Polip ciężki do ubicia, ale no, nie panowałem nad nim. Porwały mnie być może oczekiwania tłumów, być może się zagrzałem.

    Najcelniej żeś trafił (wyłapał prędzej) z tymi niepokończonymi wątkami. Wprawne oko (a Twoje stety, niestety takie niewątpliwie jest) wyłapie, że pewne rzeczy z zakresu absoluty priorytet - rozmywają się lub są niekończone.
    Opko mi żyło, plan był tylko w głowie ipozwalałem, by pisało się samo. Czy to grzech? - pewnie tak, ale raczej nie do końca śmiertelny.
    Parę rzeczy się nie wyjaśniło i wiem, że z pozycji rozczeniowego czytelnika (w dodatku takiego, który pokłada we mnie wiarę, oddając swój cenny czas, to chujowo, ale no. Mam kredki, jakie mam.

    Tak więc dzięki jeszcze raz pięknie za expresową wędrówkę.
    Kiepskie karty, złe wybory dróg - są kontynuacją "Pięćset", ale chwilowo też w warsztacie stoi.
    Dzięki.
    (Dawaj poradniki)
  • Zaciekawiony dwa lata temu
    Pisanie na żyjącej opowieści, która rozwija się jak chce, nie jest złe, tak może wyglądać pisanie na natchnieniu (na krótką metę bo długo nie trzyma), wielu pisarzy tak robiło, tylko potem trzeba mieć twarde serce i to popoprawiać. Twoja proza w tej opowieści jest dość gęsta, bardzo skupiona na bohaterach, mniej na łączeniach poszczególnych zdarzeń czy okolicznościach. Potęguje to wrażenie szybkości wydarzeń, co jest ogółem dobre, tylko czasem opowieść potrzebuje oddechu. Trochę podobnie to wygląda w Wyspie Kukułek Arysto, momenty w których wydarzenia pędzą na łeb, na szyję, przedzielone niedookreślonymi, ogólnikowo opisanymi przejściami, co tworzy wrażenie, jakbyśmy czytali skrót. Może to skutek pisania odcinkami, nie wiem.
  • Canulas dwa lata temu
    Zaciekawiony, jak we wszystkim, tak pewnie i tu najlepiej to uśrednić. Bez spinki, ale z myślą przewodnią gdzieś na horyzoncie. Możliwe, że pewne rzeczy przytłoczyły inne i straciłem balans. No ale cóż... nauka, nauka, nauka. Raz jeszcze dzięki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania