POBORCA – Rozdział II : Zmiany

[Na końcu daję zapowiedź kolejnego rozdziału, gdyż nie wiem, kiedy on się dokładnie pojawi. Ostatnio jakoś mam mało czasu na pisanie przez pracę, stąd ta długość rozdziałów. Anyway, mam nadzieję, że się wam spodoba!]

 

POŁOŻONE na południu Wielkiej Brytanii portowe miasto Plymouth od zarania dziejów znane było jako idealne miejsce spotkań.

To właśnie w tutejszych knajpach ukojenie znajdowali strudzeni żeglugą majtkowie, przybrzeżni rybacy, rozgadani sklepikarze, czy nawet okładające się po twarzach moczymordy. Wszystko przy beztroskim akompaniamencie grajków oraz cieple płomyków nagiego ognia. Biesiadowanie mogło trwać całą noc, toteż gospodarz zawczasu musiał myśleć o sprowadzeniu świeżej kiełbasy, otwieraniu godziwej beczułki z piwem i powołaniu ludzi do pracy. Płacono za każdą przepracowaną godzinę, a skoro w tych czasach trudno było o zarobienie choć pensa, żadna robota, nawet ta najbardziej męcząca, nie hańbiła.

Po ogromnym wysiłku wyczerpana kobieta odetchnęła z ulgą. Jej nogi pomału zaczęły się pod nią uginać, lecz na twarzy mimo wszystko malował się blady uśmiech. Zgadza się, nie była entuzjastką ciężkiej pracy. Z drugiej strony praktycznie zarobiła wystarczająco dużo pieniędzy, by pozwolić sobie na porcję dobrego jedzenia oraz zakwaterowanie w jednej z pobliskich noclegowni.

Każdy jej dzień wyglądał właściwie tak samo: wstawała wraz ze słońcem, kupowała świeżo złowione ryby w pobliżu miejskich doków, natomiast wieczorem rozpoczynała prace. Zazwyczaj zaczynało się od przygotowywania najczęściej zamawianych dań, potem szykowano trunki, za to na sam koniec zajmowano się obsługą zgromadzonych gości. Zbliżał się właśnie zwiastujący koniec pracy poranek i wszystko zapowiadało się dobrze, gdy…

– W ogóle tego nie pojmuję. – rzuciła posępnie kobieta. – Ani trochę. Pracuję w tej norze nie od dziś; widziałam naprawdę wiele i zniosłam jeszcze więcej, zatem nie mogę się ot tak z tym pogodzić!

– Posłuchaj… – powiedział niemalże błagalnie gospodarz. – Zakładałem tę knajpę w bardzo niepewnych czasach i, prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, iż zajdzie ona tak daleko. Jak widzisz, sporo się od tamtego czasu pozmieniało, a co za tym idzie, zmieniły się także upodobania ludzi. Ludzi ciągnie młodość, chcą zapomnieć o trudach życia, a twoja…obecność wyprawia ich wyobrażenie z równowagi. Trudno mi to robić, ale obawiam się, że nie mam wyboru.

– Zawsze jest wybór. – parsknęła.

– …

– Więc to tyle? Wiedziałeś przecież…to miejsce było moim jedynym źródłem dochodów. Clive…proszę.

Przez chwilę rozmówca spoglądał z poczuciem winy na drogę, po czym powiódł powoli wzrokiem po swojej rozmówczyni.

– Pracowałaś dla mnie naprawdę dobrze. – odpowiedział. – Dziękuję…Lonnie.

***

Poranek był ciemny i mroźny, a towarzyszące mu bębnienie deszczu zerwało młodego Timothy’ego ze snu. Po całej posiadłości rozeszło się osobliwe krzyknięcie.

– Czy wszystko w porządku, panie Riggs? – zawołała strapiona pokojówka, niosąc mu śniadanie do łóżka. – Zwykle nie miewa pan koszmarów…

– To nic, Sam. – odparł, przecierając oczy. – Po prostu ostatnio mam sporo spraw na głowie.

Tim od zawsze kochał słodkości, więc przykryte grubym kloszem ciasto niemalże natychmiast pobudziło jego apetyt. Samantha normalnie widziała unoszące się nad mężczyzną skowronki.

– Proszę się nie przemęczać. – powiedziała, nakładając łopatką kawałek ciasta.

Ciasto składało się z trzech warstw i po każdym kęsie w żołądku dominowało pozorne poczucie sytości. „Pozorne”, ponieważ jedzenie owego ciasta na pojedynczym kęsie skończyć się nie mogło, a wszystko przez wypełniający je krem.

– Być może to będzie moja ostatnia taka uczta…

– Czy coś się stało? – spytała.

– Cóż. – otarł wybrudzoną kremem twarz. – Chciałbym powiedzieć nie, ale sieć banków mojego ojca przeżywa w tej chwili prawdziwy kryzys finansowy. Okazuje się, iż ktoś po kryjomu wypłacał niewielkie sumy z naszych kont, jednak bardziej martwi mnie zachowanie mojego ojca…

– …?

– Wiesz, jego zdaniem zbytnio się martwię, jednakże pojawiły się pogłoski o wprowadzeniu zupełnie nieznanej dotąd waluty, a wiecznie spadający kapitał banków ojca doprowadzi nas do ruiny. Może trzeba będzie nawet sprzedać dom…

– Ale wtedy…

Zostałabym bez niczego, pomyślała.

 

***

Chcąc szybko dostać się do noclegowni „Shire”, obrać można było dwie drogi. Pierwsza z nich prowadziła przez zwilżoną deszczem połać traw, natomiast druga droga była nieco dłuższa i wiodła wokół starego kamieniołomu.

Lonnie była zarówno zmęczona, jak i wściekła, zatem drobny mróz i wilgoć nie robiły nań wielkiego wrażenia. Kobieta zdjęła gruby płaszcz i trzymając go wysoko nad głową, wbiegła wprost w gęstwinę mokrej trawy i po paru minutach nieustannego marszu zobaczyła drewniany szyld z nazwą noclegowni. Weszła do środka, zapłaciła pół szylinga za noc i poszła prosto do pokoju.

– Niezbyt wiele mi już tu zostało. – zawołała, siadając na łóżku. – Drugiej pracy raczej w Plymouth nie znajdę, zostało mi niewiele pieniędzy. Tak. Wszystko przesądzone. Opuszczam tę pełną szczurów norę i wracam do Londynu! W pierwszej kolejności…

 

[A] Udam się do sierocińca

[B] Spotkam się z poborcą

 

***

Pukając do drzwi podejrzanego, Marelove czuł narastający w jego ciele niepokój. Najchętniej pozostałby w biurze, kontynuując pracę papierkową, jednak teraz było za późno, by się poddać.

Drzwi się otworzyły.

– Czy to jest właśnie poborca? – spytał.

[W następnym rozdziale]

*

– Uważam, że wie pan o czym mówię. – zaczął cicho. – Działałeś w tym od lat, a poza tym jesteś jedną z niewielu osób, które mają dostęp do kont bankowych, prawda?

 

*

– Zapasy żywności przyjeżdżają w każdą sobotę o dziewiątej wieczorem. – rzucił Edward. – Nie będzie okazji lepszej, niż ta!

 

*

– Mogę odwrócić uwagę personelu, podczas gdy ty się wymkniesz.

– Jesteś pewna?

 

*

– Susan! Złaź, ale już!

– Jeszcze krok, a skoczę!

 

[ROZDZIAŁ III : W potrzasku]

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Przeczytałam już wszystko. :) Jak mówiłam, krótko, możesz dodać jakiś opis tu i ówdzie. Nie wiem co sądzić o zapowiedzi na koniec, to trochę... Zdradzanie końca chyba? Osobiście bym tego nie robiła, ale zrobisz jak uważasz.

    Wracając do długości, co motywuje Lonnie do podróży do poborcy, a co do sierocińca? I czy w ogóle może odwiedzać dzieci w sierocińcu? Będzie mogła je zabrać bez papierologii?
  • DEMONul1234 pół roku temu
    Nie zdradzam nic, a nic! To seria epizodyczna z krótkimi rozdziałami i (w większości) dzieje się w Londynie i okolicach. Celowo nie podaję żadnych nazw ulic, ani prawdziwych sklepów, gdyż najważniejsze są postacie. Co do Lonnie...chyba musisz poczekać ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania