Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pod tym samym niebem. W tym samym piekle. Cz 7

Silnik Maybacha pracował na wolnych obrotach, nieznacznie ogrzewając wnętrze piątego w kolumnie pojazdu. Załoga stała teraz, skupiona wokół Obersturmführera Kurtza, przekazującego rozkaz uzyskany bezpośrednio od dowódcy kompanii.

– Ruszamy o 2:00, celem jest miejscowość Procharowka. – przekazywał instrukcje Kurtz – Zgodnie z planem marszu, jedziemy wraz z całą kolumną aż do dworca w Kosmolcu.

– Czy naprawdę nie mógł tego przeczytać już w środku? – z irytacją pomyślał Scharführer Zimmermann. W lipcu noce na ukraińskim stepie potrafiły być chłodne, na pewno ta konkretna noc była chłodna dla Zimmermanna, masywnie zbudowanego blondyna, celowniczego Tygrysa, członka załogi Kurtza jeszcze z czasów walk w Polsce. I choć Scharführer wiedział, że odprawa przed wymarszem jest niezbędna oraz szanował swojego dowódcę, jego najsilniejszym pragnieniem w chwili obecnej było znaleźć się już w ciepłym wnętrzu pojazdu.

– Obowiązuje ścisła dyscyplina radiowa. Rozkazy przekazywane będą świetlnie lub przez gońców. Pytania? – dokończył odprawę Kurtz.

– Brak! – załoga odparła jednogłośnie.

– Do wozu! – po tej komendzie załoga sprawnie zajęła stanowiska wewnątrz ciężkiej maszyny.

– Bahn, wsteczny już działa? – Zimmermann nie szczędził złośliwości do kierowcy od pierwszego dnia bitwy. Bahn zignorował zaczepkę. Co miał odpowiedzieć? Cała załoga była na niego cięta.

– Szybko zostaniesz ojcem, jeśli nadal będziesz się wahać, zanim wyjdziesz. – kontynuował celowniczy. – Cisza! Wolne obroty, naprzód! – rozkazał Kurtz, następnie otworzył właz i wychylił głowę. Kurtz wiedział, że kierowca zasłużył sobie na docinki. Sam mu nie ufał. Nie mógł jednak pozwolić, by pod presją szczeniak popełnił kolejny błąd. Wyjrzał przez właz. Ogromna kolumna ruszyła niemal jednocześnie – zgodnie z harmonogramem, punktualnie o drugiej nad ranem. Zepchnął myśli o morale załogi na później. Teraz jego zadaniem było wypatrywać sygnały świetlne pojazdu przed nim, pilnować, by Zimmermann i Schütz obserwowali swoje sektory oraz bacznie przyglądać się wskazaniom żyrokompasu. Pierwszy postój zaplanowany był po pięciu kilometrach trasy.

****

Przemarsz przebiegał nad wyraz sprawnie, kompania zwiadowcza tylko raz zmieniła trasę przejazdu, a kolumna jak do tej pory ani razu nie zwinęła się w harmonijkę. Przy skrzyżowaniu minęli żołnierza kompanii zwiadowczej, wskazującego dalszą drogę kolumny. Bahn, zgodnie z gestami przewodnika skręcił we wskazanym kierunku. Całą drogę milczał, próba rozmowy i tak skończyłaby się szyderstwem reszty załogi. Myśl, że nie był traktowany jak pełnoprawny członek załogi, przybijała go, naprawdę chciał się wykazać… zostać zaakceptowany. – Może powinniście drukować gazetkę frontową a nie pchać się do czołgu? – W głowie ciągle wybrzmiewały mu słowa Kurtza, wypowiedziane zaraz po pierwszym dniu walk. Wypowiedziane? Właściwie został wtedy zbesztany całkowicie. Czuł, że dowódca stał się dla niego od tamtego dnia całkowicie chłodny.

Kierowcę z zamyślenia wyrwał błysk czerwonego światła z pojazdu przed nimi. – W lewo i stać! – mechanicznie zaakomendował Kurtz. Przejechali kolejne piętnaście kilometrów, niezbędny więc był postój w celu sprawdzenia stanu silnika i przekładni pojazdu. – No, Bahn, rozprostuj kości! – Z szyderczym uśmiechem zwrócił się do niego Zimmermann, zadowolony, że to nie jego obowiązkiem jest wyjście na zewnątrz w celu sprawdzenia stanu pojazdu.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania