POD WŁASNYM IMIENIEM

W lustrze widziałam

zaledwie brzeg tego,

co pękło we mnie.

Odbicie nie sięgało tam,

gdzie rozchodziłam się w szwach,

próbując pomieścić

pamięć czułości

i odruch zasłaniania się

przed tymi samymi dłońmi.

Najgłębsze pęknięcia

pozostały poza lustrem —

tam,

gdzie wcześniej

opuszczałam gardę.

Mój anioł

miewał ciężkie skrzydła.

Zdarzało się,

że zamiast osłaniać,

strącały mnie niżej,

niż potrafiłam potem

sama po siebie zejść.

Z ust,

którym powierzałam imię,

wypadało słowo,

zostawiające ze mnie

coś do wytarcia podłogi.

A później

wracało ciepło.

Znajomy gest.

Troska o drobiazg.

Miejsce przy ramieniu,

do którego ciało

pamiętało drogę

mimo lęku.

I znów uchylałam drzwi.

Bo dobro też miało pamięć.

Nie umiałam przekreślić chwil,

w których otulało mnie ciepło

i choć na moment

wszystko ważyło mniej.

Widziałam,

jak po wszystkim

opadały skrzydła.

Jak trudno było spojrzeć

na to,

co zostało pod nimi.

W czyimś żalu

rozpoznawałam człowieczeństwo —

ciepło,

którego tak długo

szukałam pod chłodem.

Chciałam wierzyć,

że dłonie, które błądzą,

potrafią nauczyć się

nie gubić tego,

co chciały ocalić.

Próbowałam zrozumieć

każdy przypływ mroku,

aż zabrakło mi światła,

by zobaczyć,

co dzieje się ze mną.

Bo nawet kiedy

po drugiej stronie

cichła burza,

ja wciąż szukałam kawałków,

których nie przywracała

sama łagodność głosu.

W ciągu kilku dni

dom tyle razy zmieniał znaczenie,

że klucz w dłoni

przestał odpowiadać

na pytanie,

dokąd wrócić.

Nosiłam przy sobie

niedokończone jutro

i kilka zwyczajnych potrzeb,

które nagle

nie miały gdzie usiąść.

Ktoś zrobił dla mnie miejsce.

Przez chwilę mogłam

odłożyć ciężar,

nie tłumacząc,

dlaczego znów

nie uniosłam go sama.

A pod tym wszystkim

biła tęsknota

o trzech imionach.

Najmocniej odzywała się

w zwyczajnych godzinach,

kiedy ramiona

nie miały kogo objąć,

a drobne słowa

zostawały bez adresu.

Nosiłam w sobie

niewypowiedziane „dobranoc”,

pytania o miniony dzień

i miłość,

której nie potrafiłam

przełożyć przez odległość.

Pamięć przechowywała

brzmienie każdego śmiechu,

jakby od tego zależało,

czy w pustym pokoju

zostanie choć trochę życia.

Bliskość mieściła się w chwilach.

Czekanie

zajmowało resztę.

Ale nie chcę,

żeby zostały nam

wyłącznie wspomnienia.

Będę szukać przejścia,

choćby trzeba było

sięgnąć po siłę

dalej,

niż potrafię dziś.

Pukać.

Podnosić to, co upadło.

Uczyć się stawiać ściany,

które nie więżą,

a dają oparcie.

Żeby małe dłonie

mogły zajmować się światem,

zamiast podtrzymywać

ciężar dorosłych.

Żeby było miejsce

na beztroski hałas,

marzenia zmieniane co rano,

na błędy,

po których nadal

czeka otwarte ramię.

Należy im się dzieciństwo,

z którego kiedyś

będą wyjmować ciepło

pełnymi garściami.

I zrobię w swoim życiu

tyle miejsca,

ile trzeba,

żeby mogło w nim rosnąć

ich szczęście.

A przecież trzeba było

nadal układać dzień,

szukać dla dłoni

zwyczajnego zajęcia,

dla stóp —

czegoś pewniejszego

niż kolejna obietnica.

Więc zbierałam drobiazgi,

z których można

zacząć jeszcze raz,

choć żaden

nie przypominał początku.

Nieraz krążę we mgle,

z dłonią wysuniętą przed siebie,

jak dziecko,

które wciąż wierzy,

że ktoś ujmie ją łagodnie.

Bywa, że własne ślady

biorę za drogę do domu,

a znajomy głos

za obietnicę ciepła.

Coraz ostrożniej jednak

stawiam kroki

tam,

gdzie już kiedyś

zapadła się pode mną ziemia.

Chcę jeszcze wierzyć w anioły.

W skrzydła,

pod którymi można zasnąć

bez nasłuchiwania.

W czułość,

która potrafi przyjść,

zanim będzie miała

za co przepraszać.

I w miejsce dla siebie,

którego nie trzeba

codziennie odzyskiwać.

Choć mgła

wciąż zaciera drogę,

po omacku szukam

choćby skrawka poranka.

Pod słowami,

którymi próbowano mnie nazwać,

odnajduję własne imię.

I pod nim —

nadal trwam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Ten wiersz powstał z kilku dni, w których trudno było znaleźć pewny grunt — także w miejscach, które miały dawać oparcie. Z rozdźwięku między pamięcią czułości a tym, przed czym trzeba było się chronić. Z kolejnej szansy, zawiedzionego zaufania i próby zrozumienia tak wiele, że coraz mniej miejsca zostawało na własny ból.
    Powstał też z ulgi, kiedy znalazło się miejsce, by na chwilę odłożyć ciężar, i z tęsknoty za dziećmi, obecnej pod wszystkim, co się działo. Z miłości, która chce być obecna w ich codzienności, oraz determinacji, by dać im dzieciństwo, do którego kiedyś będą wracać z ciepłem.
    Nie opisuję wydarzeń krok po kroku. Zapisuję to, co po nich zostało we mnie. „Pod własnym imieniem” jest próbą odnalezienia siebie pod cudzymi słowami — i świadectwem, że nawet gdy nie widzę jeszcze drogi, nadal trwam.

  • najmniejsza wczoraj o 9:22

    Trwaj ,wytrwaj do końca .Piękny tekst ,bardzo osobisty i głęboki.
    Dziękuję.

  • najmniejsza wczoraj o 9:14

    Jest tylko Jedno Imię pod niebem i Jest Nim Jezus Chrystus ,ja Go widziałam ,widziałam razem z córką ,w jednej sekundzie wspólnie wyrwał się okrzyk ,, Jezus"! choć córka nie wiedziała że ja chwilę wcześniej poprosiłam o Znak 🌿🔥🙂♥️

  • Twoje słowa naprawdę mnie poruszyły 🙏 Czuję, że nie napisałaś tego przypadkiem właśnie pod tym wierszem - że może w którymś z tych wersów rozpoznałaś coś z własnej drogi. Ten moment z córką, ten wspólny okrzyk w jednej sekundzie, zanim zdążyłaś jej powiedzieć o swojej prośbie - to musiała być chwila, która zostaje w człowieku na zawsze. Dziękuję, że pozwoliłaś mi choć na chwilę zajrzeć w to, co przeżyłaś.

    Cieszę się też, że nie tylko poczułaś ten wiersz, ale naprawdę go zrozumiałaś - że dotarłaś do tego, co chciałam w nim przekazać, a nie tylko do samych słów. To dla mnie ogromnie ważne, bo pisząc coś tak osobistego, zawsze boję się, czy dotrze do drugiego człowieka tak, jak było pomyślane. Twoja odpowiedź pokazała mi, że tak - że dotarło. Dziękuję Ci za to z całego serca ❤️

  • najmniejsza wczoraj o 9:56

    Sylwia_Krzyczałam_po_cichu to ja Dziękuję ♥️

  • najmniejsza wczoraj o 10:03

    Sylwia_Krzyczałam_po_cichu
    ps.zupeknie niedawno usłyszałam też przez KS.Roberta Skrzypczaka wspomnienie ,słów Papieża JPII którymi powiedział :,,Bóg zostawia Znaki dla tych którzy wierzą"
    Nie wiedziałam o tych słowach, nie słyszałam o tym wcześniej ,że Papież tak powiedział ...chyba mówił to w wąskim gronie.
    Cały czas o tym myślę 🙏

  • najmniejsza wczoraj o 9:21

    https://youtu.be/kUAezjSxSvo?is=UBZIy2UQ-PVUSMih

  • Lumi wczoraj o 10:09

    Piękne:) Dobrego Dnia ☀️

  • andrew24 wczoraj o 12:14

    ...
    jesteś

    bo życie
    wciąż kroczy

    i mimo ..

    nie raz jeszcze
    zauroczy
    ...
    Pozdrawiam serdecznie
    Miłego dnia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania