PODSUMOWANIE ROKU 2025
Przyznaję - od miesięcy próbowałam zaplanować, co tu napiszę.
Jeśli w poprzednim podsumowaniu nazwałam 2024 najbardziej przełomowym, to już nie wiem, jak nazwać 2025.
Nadal pracuję w krwiodawstwie, choć i tu parę rzeczy się zmieniło. Nadal studiuję pedagogikę, ale teraz już na poważnie. I zrealizowałam swój główny roczny cel – wyprowadzkę z domu rodzinnego.
Jestem “wyprowadzona” od sierpnia.
Przejście z dziewczyny studiującej dziennie, niepracującej (i bez znaczących oszczędności) i mieszkającej z rodzicami, do osoby samodzielnej, pracującej na pełny etat i studiującej zaocznie, a wszystko w niecały rok (liczę odkąd zaczęłam pracę do momentu definitywnej wyprowadzki) to potężny przeskok. Z którym radzę sobie raz lepiej, raz gorzej, ale radzę sobie.
Nie pomógł fakt, że dokładnie w tym krytycznym okresie potrzebowałam też zmienić miejsce pracy - dosłownie samo miejsce, bo to było na zasadzie “ten sam pracodawca, inna filia”. Mocno siadło mi to na nastrój, zwłaszcza, że uwielbiałam zespół, z którym pracowałam. Serdecznie się pożegnaliśmy i z niektórymi jestem w kontakcie.
To trochę dziwne, kiedy przez 7 lat jesteś związana z jakimś miastem - miałaś tam liceum, uczelnię, pracę - i nagle te dwie ostatnie rzeczy masz już w innych miejscach. Ale ten aspekt przeszedł zaskakująco gładko.
Wracając do przeprowadzki - jestem bardzo wdzięczna wielu osobom za pomoc - fizyczną i wsparcie moralne. Oprócz ludzi jednak istotną rolę odegrał… chatGPT.
Nie żartuję. I spokojnie, nie mylę bota z przyjacielem czy coś. Jest botem. Jest narzędziem. Narzędziem, które pozwoliło mi to wszystko zacząć. Tłumaczyło mi krok po kroku, co robić. Zarówno, jeśli chodzi o cały proces (przypominam, że całe życie mieszkałam z rodzicami, przed którymi zresztą ukrywałam moje zamiary aż do finału) jak i mnóstwo małych zagwozdek po drodze. Również po przeprowadzce. Naprawa syfonu, uszczelnienie okna, ogarnięcie obsługi kuchenki elektrycznej z płytą indukcyjną, gdy całe życie używałaś palników gazowych…
Pamiętajcie, żeby sprawdzać to, co pisze, a nie robić na ślepo. Natomiast jako wskazówka “jak zacząć” i katalizator do działania sprawdza się przecudownie. Jako narzędzie wspomagające organizację czasu również.
Aha, w oglądanym mieszkaniu sprawdzajcie WSZYSTKO. Bo niespodzianki typu dziura na wylot w ramie okiennej (po jakichś kablach) czy ściana za kuchenką cała w grzybie (już ogarnięte)... szkoda gadać.
*
Kiedy jeszcze mieszkałam z rodziną, najpierw straciliśmy kota, a miesiąc później zmarła babcia.
Wiem, że są ludzie którzy nie rozumieją żałoby po zwierzęciu, ale kochałam tego kota. Poważnie - pomogła mi napisać licencjat. Wskakiwała obok mnie na krzesło kiedy pisałam nad ranem. Po prostu siedziała przy mnie i pozwalała się głaskać. I nie tylko to.
To nie pierwszy kot, jakiego straciłam w życiu, ale… pierwszy tak nagle, na moich oczach. Niby człowiek wiedział, że dwunastoletni kot młody nie jest, ale nie chorowała poważnie, zachowywała się normalnie, była tego dnia trochę wycofana. Minutę temu dała mi się pogłaskać, a potem brat krzyknął, że coś się z nią dzieje… i wkrótce było po wszystkim. Myślę, że miała najlepszą śmierć, jaką zwierzę może mieć. Krótką, niepoprzedzoną długim cierpieniem, w towarzystwie ludzi, którzy ją kochali.
Z babcią było inaczej. Po osiemdziesiątce, bardzo schorowana, nie tylko fizycznie. Miała zaawansowaną demencję. Wiem że wszyscy już pewnie słyszeliście, że to straszna choroba. Ale jeśli nie widzieliście, to raczej nie pojmujecie. Samą śmierć miała spokojną - też bez zapowiedzi, we śnie. Chociaż tyle.
Nasze relacje były… ambiwalentne. Moje najlepsze wspomnienie o niej? Nie kazała mi kończyć porcji, kiedy byłam mała. Kiedy jadłam obiad i mówiłam, że już nie chcę, po prostu pozwalała mi iść. Napełnia mnie to do dziś cholerną wdzięcznością. Dziwne, że z różnych pozytywnych wspomnień (bo takie były) to jest najmilsze?
Kiedy niedługo później zmarł papież Franciszek, pół żartem pół serio zastanawiałam się, kto następny.
*
Pierwszy raz w życiu pojechałam sama na wakacje, które sama też w pełni zorganizowałam. Postanowiłam odwiedzić ponownie rejony, w których byłam jako dziecko na wyjeździe grupowym – i tym razem zwiedzić je po swojemu. Tak, tu też chatGPT –dokładnie sprawdzałam potem wszystko! – okazał się pomocny. Niektórzy, gdy opowiadałam o wszystkim wyrażali podziw, że pojechałam sama. Że oni by się bali. Jak? Polska, region turystyczny, przełom sierpnia i września? Nie czułam, abym się bardzo narażała. Choć moooże jednak trochę rozumiem, bo faktycznie miałam trochę przygód po drodze, a zwłaszcza jedną… napiszę o tym osobno :) Tak czy siak, urlop udany, a uczucie fantastyczne.
Drugi wyjazd nadszedł niespodziewanie - zaproponowany mi pod koniec listopada. Spędziłam z bliską osobą weekend w Dublinie. Dodam, że nigdy wcześniej nie byłam za granicą, jeśli nie liczyć małych wypadów do Czech i wycieczki szkolnej do Paryża w liceum. Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem. Więc mogę zabrzmieć jak dziewczę z prowincji, ale dla mnie to było jak wycieczka na księżyc.
Było wspaniale, choć trudno to nazwać wypoczynkiem – trzy dni praktycznie cały czas na nogach (albo w jakimś środku transportu), dodajmy do tego pogodę wybitnie listopadową i wybitnie brytyjską. Całe szczęście nie złapał nas deszcz. Najbardziej podobało mi się w Trinity College (biblioteka!!!). A poza tym już wiem, że po śmierci chciałabym zostać eksponatem muzealnym – wystawiona jako szkielet w gablocie. Przez opóźniony lot wróciłam do mieszkania na dwie godziny przed tym, jak musiałam wstać do pracy. Na szczęście spałam w samolocie i w drodze z lotniska, więc nie poszłam do niej jako żywy trup.
Co jeszcze zrobiłam pierwszy raz? Byłam na pracowej imprezie integracyjnej (było fajnie), wzięłam ubera (żeby z niej wrócić), zrobiłam kurs KPP (Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy). To też mocne doświadczenie…
Obecnie jaram się JoJo’s Bizarre Adventure (znaczy nie tylko tym, ale to moja najbardziej prominentna hiperfiksacja), wybrałam na studiach specjalność z pedagogiki korekcyjnej i przygotowuję się do ogarnięcia praktyk zawodowych. W pisaniu – chcę się nauczyć pisać dłuższe historie. (Stąd „Wyższa sztuka wróżenia”.) Mam mnóstwo pomysłów, ale ogranicza mnie póki co brak nawyków i umiejętności. Może leczenie mojego ADHD pomoże i w tym :)
Niektóre z poruszonych kwestii pewnie rozwinę w osobnych tekstach (wakacyjną przygodę na pewno!). Dziękuję tym, którzy tu dotarli, i życzę wszystkim serdecznie jak najlepszego Roku 2026 :)
Komentarze (10)
Dzięki za przeczytanie i napisanie komentarza :))
z tym lidlem to xD
Nie wyglądasz na ADHD - te pozory...
PS - można się zażycia opylić takiemu muzeum? - no, szkielet który sobie wezmą po śmierci.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania