Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Podwodny mężczyzna cz 1

Karolina Black była trzydziestoletnią kobietą mieszkającą na warszawskiej Pradze,

dzielnicy która nie cieszyła się najlepszą opinią. Pracowała na kierowniczym stanowisku.

Pewnego dnia została dłużej w pracy, bo musiała napisać ważnego maila. Gdy w końcu opuściła budynek, wsiadła do auta i ruszyła do domu.

Po dotarciu pod kamienicę wysiadła z samochodu i skierowała się w stronę wejścia. Kiedy była już na klatce schodowej…

Wchodząc na swoje piętro, niespodziewanie zobaczyła, jak otwierają się drzwi, a z mieszkania wychyla się Zdzisław. Miał na sobie jedynie bokserki i uśmiechnął się rubasznie.

— Tak piękna kobieta, jak pani nie powinna wracać sama do domu — odparł.

— Więcej to się nie powtórzy.

— Bo szkoda by było, gdyby ktoś panią napadł i zrobił krzywdę.

Mężczyzna, mówiąc to, otworzył drzwi jeszcze szerzej i zrobił krok w jej stronę. Karolina, czując narastający niepokój, szybko wbiegła po schodach na swoje piętro i wpadła do mieszkania. Po znalezieniu się w sypialni rozebrała się i poszła do łazienki, gdzie wzięła prysznic.

Po kąpieli poszła spać zupełnie nago, bo dla niej to była właśnie „ekologiczna koszula” — najzdrowsza i najwygodniejsza.

Rano obudziła się w świetnym humorze, przeciągnęła leniwie, usiadła po turecku na łóżku i postawiła przed sobą laptopa.

Wyszukiwarce wystukała „pensjonat nad mazurskim jeziorem”, a gdy go znalazła zadzwoniła i zarezerwowała dwuosobowy pokój.

Ubrana w białą bluzkę i spodnie wyszła z domu. Schodząc po schodach, spotkała Zdzisława, który właśnie wracał do swojego mieszkania, po czym zniknął za drzwiami

W drzwiach wejściowych Karolina wpadła na panią Irenę.

— Dzień dobry.

— A dzień dobry, moje dziecko.

Starsza pani, obładowana ciężkimi zakupami, ruszyła na górę. Dziewczyna zaś wybiegła na dwór, po czym wsiadła do srebrnego Mercedesa i odjechała.

Czterdzieści minut później zajechała przed budynek firmy, który mieścił się przy ulicy Różanej.

Spojrzała w lusterko i poprawiła sobie makijaż, po czym wysiadła. Następnie ruszyła w stronę budynku. Na chodniku stał jej zastępca, Piotr. Mężczyzna ją zauważył i się do niej uśmiechnął

— Cześć, Karolina.

— Cześć, kiedyś te papierosy cię zabiją.

— Na coś trzeba umrzeć – zażartował.

Kobieta, kręcąc tyłkiem, weszła do środka i podeszła do sekretarki.

— Dzień dobry, pani Beato.

— Dzień dobry, pani kierownik.

— Czy jest do mnie jakaś przesyłka?

— Nie.

Piotr przywitał się z sekretarką, a kierowniczkę klepnął w tyłek.

— Ej nie pozwalaj sobie zbytnio.

— Hi, hi — zaśmiała się sekretarka.

— A panią, co tak bawi? — zapytała Karolina.

— Nic.

— Proszę nie łączyć do mnie żadnych telefonów, gdyż będę zajęta. I proszę mi w tym czasie nie przeszkadzać.

— Dobrze, proszę pani.

— A z tobą, Piotrze, ja sobie w biurze porozmawiam. Za godzinę u mnie, czy to jasne!

Kobieta windą wjechała na dziewiąte piętro, gdzie mieściło się biuro, a mężczyzna postanowił, że pójdzie pieszo. Jako pierwsza dotarła na górę.

Korytarzem przeszła do końca, po czym zatrzymała się przed drzwiami. Z kieszeni wyciągnęła klucze i weszła do środka.

Usiadła w skórzanym fotelu, łokcie oparła o poręcz, palce splotła i tak przez chwilę siedziała.

Nagle do środka wszedł Piotr, jej zastępca. Kobieta podniosła na niego wzrok.

— Pani kierownik chciała ze mną rozmawiać?

— Tak, siadaj — rozkazała.

Kobieta wskazała mężczyźnie krzesło, a ten usiadł na brzegu.

— Co byś powiedział na wspólny wyjazd na Mazury?

— Z taką piękną kobietą jak pani, to choćbym na koniec świata pojechał.

— Takie odpowiedzi lubię najbardziej. Masz dziś wolne, możesz pojechać do domu, żeby się spakować. Jutro o ósmej jest wyjazd, chyba że chcesz u mnie przenocować w fotelu?

Kobieta odprowadziła go do drzwi, ale zanim wyszedł, złapała go za krawat i przyciągnęła do siebie, namiętnie całując.

Mężczyzna aż się spocił z podniecenia, a gdy złapał oddech, odwzajemnił pocałunek.

— Albo wiesz co, wyjdziemy razem, pojedziemy do mnie, gdzie się spakuję i jeszcze dziś wyruszymy w podróż.

Po opuszczeniu gabinetu windą zjechali na dół. Przechodząc koło sekretarki, kobieta wydała ostatnią dyspozycję i opuścili budynek.

Po podejściu do auta Karoliny od razu wsiedli.

Piotr położył jej rękę na kolanie, a ona nie protestowała, tylko się uśmiechnęła.

Po dojechaniu na miejsce kobieta zatrzymała się przed budynkiem, w którym mieszkała, wyłączyła silnik i wysiadła, zostawiając mężczyznę w aucie.

Następnie, jak strzała, wbiegła na górę. Po chwili stanęła przed drzwiami, szukając w torebce klucza. Usłyszała hałasy dobiegające z jej mieszkania.

Wystraszona zbiegła na dół, wybiegając na dwór. Piotr, widząc przerażenie na twarzy szefowej, wysiadł i pospieszył na pomoc.

— Co się stało? Dlaczego jesteś taka zdenerwowana?

— W moim mieszkaniu był chyba złodziej! — krzyczała.

— Zostań tu, ja pójdę to sprawdzić.

— Bądź ostrożny — poprosiła.

— Będę — obiecał.

Piotr wziął od niej klucz i ruszył w stronę budynku. Po chwili znalazł się w jej mieszkaniu, ale nikogo tam nie było.

Mężczyzna po sprawdzeniu całego mieszkania, podszedł do okna i da znać kobiecie, że jest czysto. Karolina z bijącym sercem weszła do środka.

— Jesteś pewny, że nikogo nie ma?

— Tak.

Kobieta weszła do łazienki, gdzie spakowała kosmetyki do kosmetyczki.

W pewnym momencie szminka wypadła jej z rąk na podłogę. Schyliła się, aby ją podnieść, ale znalazła coś zupełnie innego.

Pod umywalką dostrzegła maleńką kamerę, której obiektyw skierowano na rejon znajdujący się tuż pod prysznicem.

Kobieta złapała urządzenie i jednym szarpnięciem je odczepiła i wróciła do sypialni.

— Ten zboczeniec mnie podglądał, jak się kąpałam.

— Ale kto taki?

— Administrator budynku, pan Zdzisław.

— Powinnaś zgłosić całą sprawę na policję.

— Tak zrobię, ale najpierw sama z nim się rozmówię.

— Chcesz, żebym poszedł z tobą?

— Nie.

Karolina po wyjściu na korytarz zeszła piętro niżej i zatrzymała się przed drzwiami administratora. Waląc pięściami w drzwi, krzyczała:

— Otwieraj, pierdolony zboczeńcu! Wiem, że tam jesteś! Zgłaszam całą sprawę na policję!

Po powrocie do mieszkania spakowała walizkę i w towarzystwie Piotra opuściła je. Po znalezieniu się w aucie przez chwilę siedzieli w milczeniu. Widząc, że Karolina cała się trzęsie, przesunął się bliżej i objął ją ramieniem

— Pięknie pachniesz, najchętniej bym cię schrupał.

— Hi, hi, będziesz musiał jeszcze wytrzymać

Kobieta wyprostowała się, następnie odpaliła silnik i ruszyli. Kiedy opuścili stolicę było już ciemno, bo na komisariacie spędzili wiele godzin.

Po przejechaniu kilkunastu kilometrów postanowiła zatrzymać się w niewielkim motelu, który na szyldzie miał napis „Pensjonat pod Różą”.

Karolina z mężczyzną wysiedli z auta i ruszyli w kierunku motelu. Po wejściu do środka podeszli do recepcji, za którą siedziała młoda dziewczyna.

— Dobry wieczór, chcielibyśmy wynająć pokój na jedną noc.

Recepcjonistka wręczyła im klucz.

— Rafał! — krzyknęła dziewczyna.

Ze swojej stróżówki wyszedł młody mężczyzna w stroju boya i podszedł do nich.

— No i czego się tak drzesz?

— Odprowadź państwa do ich pokoju.

— Proszę za mną.

Windą wjechali na drugie piętro. Zatrzymali się przed pokojem trzysta dziewięć. Boy postawił bagaż na ziemi i otworzył drzwi, po czym wręczył klucz.

— Życzę miłego pobytu.

— Dziękuję.

— Czy życzą sobie państwo coś jeszcze?

— Nie.

Wychodząc, zamknął za sobą drzwi, a kobieta przekręciła klucz.

— Ja idę się wykąpać.

Karolina zrzuciła z siebie ubranie, po czym udała się do łazienki.

Mężczyzna, nie mogąc się doczekać kobiety, postanowił do niej dołączyć pod prysznicem i szybko się rozebrał. Nie słyszała, kiedy podszedł i objął ją ramionami.

Ta odwróciła się do niego, zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała.

— Jesteś wreszcie, co tak długo to trwało?

— Czekałaś?

— Tak.

Piotr delikatnie pieścił jej ciało, a dłonie powoli zsuwały się coraz niżej.

Karolina stanęła przed mężczyzną, rozłożyła ręce na boki i zaczęła tańczyć. Na początku falowała ramionami, jakby miała odlecieć, co chwilę potrząsając biustem i tyłkiem.

Na koniec położyła się na ziemi, nogi uniosła do góry i zaczęła pedałować.

Piotr wziął Karolinę na ręce i zaniósł do sypialni, gdzie położył na łóżku, po czym sam zajął miejsce obok niej. Przez chwilę leżeli w milczeniu.

— Karolinko, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię mam.

— Ja też.

— Naprawdę?

— Tak.

Zajęła miejsce naprzeciwko niego. Wodząc wzrokiem z góry na dół, zauważyła, że jego przyjaciel stał niczym maczuga Herkulesa.

— Widzę, że ktoś się podniecił.

— Tak.

— Więc trzeba będzie temu zaradzić.

— No ja myślę.

Karolina swoją delikatnymi niczym jedwab dłonią robiła to tak dobrze, że Piotrowi było jak w niebie.

— Mam nadzieję, że się podobało?

— Bardzo.

— Dobranoc.

— Dobranoc moja piękna.

Piotr objął ją ramieniem, a kobieta przerzuciła mu swoja nogę między jego uda i wtulona słodko zasnęła.

Rano, kiedy Piotr jeszcze spał, ostrożnie wstała i poszła do łazienki, gdzie wzięła prysznic. Potem zrobiła sobie makijaż. Następnie ubrała czerwoną sukienkę i wyszła. W drzwiach minęła mężczyznę, którego klepnęła w tyłek.

—:Tylko nie kąp się za długo.

Kobieta usiadła na brzegu łóżka i czekała czterdzieści minut, aż przyszedł w samym ręczniku.

— Seksownie wyglądasz w tym stroju, ale następnym razem musisz się bardziej postarać, żeby zadowolić swoją kotkę.

Karolina ruszyła w stronę drzwi, ale mężczyzna ją zatrzymał i przyciągnął do siebie. Palce poniżej pośladków splótł w coś w rodzaju siedzenia.  

Karolina ruszyła w stronę drzwi, ale mężczyzna ją zatrzymał i przyciągnął do siebie. Palce splecione poniżej pośladków utworzyły coś w rodzaju siedzenia.

— Widzę, że nie masz na sobie majtek.

      — Stanika też nie — dodała.  

Podszedł do łóżka i ją na nie rzucił tak mocno, że aż podskoczyła na materacu.

      — Piotr, ja cię nie znałam od tej strony.  

      — Zdejmuj bluzkę — rozkazał.

      — Nie mamy na to czasu.

      — Ciii.  

Kobieta wykonała jego polecenie i leżała z gołymi piersiami.  Następnie odwiązał ręcznik, który opadł na ziemię.

      — Zegnij nogi w kolanach, a stopy oprzyj o brzeg materaca.

     — Czy tak dobrze?

      — Doskonale.

Już miał zacząć się z nią kochać, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.

     „Nawet w takim momencie człowiek nie ma spokoju”, pomyślał.  

— Jeszcze będziesz miał okazję to nadrobić.  

Pośpiesznie się ubrali i opuścili pokój. Windą zjechali na dół, gdzie oddali klucz.

— Do widzenia

— Do widzenia, państwu życzę miłej podróży.

— Dziękujemy — odkrzyknął Piotr.

Parkingiem ruszyli w stronę Mercedesa, do którego wsiedli. Kobieta przekręciła kluczyk w stacyjce i z piskiem opon odjechała.  

Po wielu godzinach spędzonych za kółkiem dojechali na miejsce. Była

zmęczona i marzyła, tylko o ciepłej kąpieli i pójściu spać.  

Piotr miał względem w niej inne plany, gdyż zamierzał dokończyć to, co mu rano przerwano. Położył dłoń na kobiety kolanie i zaczął głaskać, przesuwając w górę, aż znalazła się po wewnętrznej stronie uda.

— Piotr, masz natychmiast przestać!

— Nie, bo ty, kwiatuszku, działasz na mnie tak podniecająco, że najchętniej zdarłbym z ciebie ten ubraniowy pancerz, żeby uwolnić twoje piękne ciało.

— A tobie tylko jedno w głowie, ale to mi nie przeszkadza.

— Teraz się cieszę, że ciebie zabrałam ze sobą.

— Ja też bardzo się cieszę.

— Przez ten czas będziemy mieli okazję bliżej się poznać.

— Na to liczę.

— Ja też.

Wyłączyła silnik, schowała kluczyki do torebki, po czym wysiadła. Z bagażnika wyjęła walizkę.

Mężczyzna zrobił to samo i ruszyli w stronę hotelu, mieszczącego się w zabytkowym dworku

Po wejściu do środka podeszli do recepcji, gdzie za ladą stał około czterdziestoletni mężczyzna o czarującym uśmiechu.

— Witam, nazywam się Bartek i jestem właścicielem tego hotelu. Na jak długo państwa przyjechali?

— Jeszcze nie wiemy.

— Rozumiem.

— Wszystko będzie zależało od tego, czy nam się tu spodoba — dodała.

Właściciel wręczył im klucz. Następnie wyszedł zza lady, wziął bagaż i poprowadził gości do ich pokoju, który znajdował się na końcu korytarza. Zatrzymał się przed drzwiami, po czym je otworzył.

Karolina jako pierwsza weszła do pokoju i zapaliła światło, a Piotr z walizką zaraz za nią i zamknął za sobą drzwi.

Karolina jako pierwsza wyszła i zapaliła światło, a Piotr, niosąc walizkę, zaraz za nią wszedł i zamknął drzwi.

Mężczyzna wszedł dalej i położył bagaż na wielkim, starym łóżku z baldachimem, które miało rzeźbione filary. W oknie wisiały białe firanki, a po bokach ciężkie kotary.

„Ale tu jest przytulnie”, pomyślała.

— Z której strony będziesz chciała spać? — zapytał Piotr.

— Oczywiście od strony okna.

Kobieta podeszła do okna wychodzącego prosto na jezioro. Stała nieruchomo i patrzyła przed siebie.

Piotr, widząc, że kobieta o czymś wyraźnie myśli, po cichutku zbliżył się do niej, objął ją ramionami, po czym zaczął całować w szyję. Karolina odwróciła się do niego twarzą.

— Idę się wykąpać, ale tym razem chcę to zrobić sama. Nie mam ochoty na igraszki, ponieważ jestem zmęczona.

Po wejściu pod prysznic oblała ciało wodą i nasmarowała je żelem. Po skończonej kąpieli wyszła owinięta ręcznikiem.

W przedpokoju czekał na nią Piotr. Chciała go wyminąć, ale na to nie pozwolił, zagradzając jej drogę.

Swoim ciałem przycisnął ją do ściany, tak że nie mogła się ruszyć. Dłonie Karoliny uniósł nad głowę i skrzyżował je, przytrzymując jedną ręką. Drugą ręką ściągnął ręcznik, odsłaniając idealnie wymodelowane ciało.

Kobieta oddychała ciężko, przez co jej biust unosił się szybko w górę i w dół. Wyraźnie się temu przyglądał.

— Nie daje mi jedna rzecz spokoju.

— Jaka to rzecz zaprząta twoją poczochraną główkę? Dlaczego do tej pory nie zwracałaś na mnie uwagi, pomimo że pracujemy ze sobą tyle lat? Aż nagle proponujesz mi wspólny wyjazd, z którego się cieszę.

— Piotruś zrobiłam to, bo chcę ci wynagrodzić swoje zachowanie.

— Ciii.

Złapał ją za rękę i zaprowadził do sypialni. Następnie usiadł na brzegu łóżka.

— Chodź do mnie na kolana, zaraz ci popieszczę twoje piersi.

Karolina wykonała jego polecenie i usiadła mu na kolanach. Mężczyzna zaczął delikatnie głaskać ją po plecach i po pupie. Kobietą wstrząsnął dreszcz podniecenia. Piotrowi bardzo się to spodobało.

Postanowił jeszcze bardziej ją podniecić. Dłonie podłożył pod piersi, zaczął je unosić, bawiąc się nimi.

— Karolina, kochana, stań do mnie plecami — poprosił.

Kobieta wstała z jego kolan i stanęła plecami do niego. Mężczyzna dłonią przejechał wzdłuż kręgosłupa i zatrzymał się na wysokości pośladków.

— Masz takie aksamitne ciało.

— Dziękuję.

— Skarbie, złap się za boki — poprosił.

— Czy tak może być? — zapytała.

— Tak.

Piotr wstał i rozebrał się, po czym przytulił się do jej pleców, obejmując ją w pasie.

— Masz w sobie taki wielki ogień, że nie wiem, czy będę w stanie go ugasić.

Kobieta odwróciła się do mężczyzny twarzą i położyła mu na palec ustach.

— Połóż się na brzuchu — poprosiła.

Mężczyzna położył się na brzuchu.

— Grzeczny chłopiec.

Uklękła na jedno kolano, a drugą nogę przełożyła przez niego i usiadła na pośladkach Piotra.

Najpierw wymasowała mu plecy wzdłuż kręgosłupa, falując palcami, szczypiąc je lub uderzając bokiem dłoni

— Tak mi cudownie... kochanie, rób tak dalej.

— Cieszę się, że ci się podoba.

— Podoba mi się tak bardzo, że czuję się jak w niebie.

— Miło mi to słyszeć.

— No masować to ty umiesz, trzeba ci to zostawić. Mogłabyś być zawodową masażystką.

— Bez przesady.

— Mówię poważnie. Mogę odwrócić się na plecy?

— Jasne.

— Ale musisz zejść, bo jak na mnie siedzisz to ja się nie mogę ruszyć.

— Oj przepraszam.

Karolina położyła się na plecy i rzucała tęskne spojrzenia w stronę Piotra, jednak nie doczekała się żadnej reakcji ze strony kochanka.

Wstała, zarzuciła na siebie płaszcz i wyszła z pokoju. Schodami zeszła na dół, przeszła koło recepcji i wyszła na dwór. Księżyc wysoko na niebie jasno świecił.

Szła wzdłuż jeziora, podziwiając piękne nocne widoki. Dotarła na jego południową stronę, po czym usiadła na trawie.

  Na chwilę zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, zobaczyła stojącego do kolan w wodzie gołego mężczyznę.

     Głowę miał uniesioną ku górze i wpatrywał się w księżyc.

Na jego umięśnione, atletyczne ciało padał cień drzewa rosnącego nad brzegiem. Kobieta zauważyła to i aż z wrażenia oblał ją gorący pot.    

            „Szkoda, że Piotr nie jest takim mężczyzną, jak on”, pomyślała.

Nieznajomy nagle odwrócił się. Nim zdała sobie z tego sprawę, stał już tuż przy niej i swoimi trupio lodowatymi dłońmi objął ją w pasie, przyciągając do siebie.

Topielec zdarł z niej płaszcz, po czym padli na ziemię. Palce wczepiła w jego wilgotne od wody włosy.

Mężczyzna językiem badał jej pępek, schodząc coraz niżej i mrucząc przy tym niczym kot.

Niespodziewanie wstał, wyciągając do niej dłoń, by podała mu swoją, co też uczyniła.

Razem ruszyli w stronę wody, lecz kobieta przy brzegu się zatrzymała.

            — Wybacz, ale nie mogę — wyszeptała.

Tajemniczy kochanek wszedł do wody, znikając pod jej warstwą.

Karolina wróciła do pensjonatu o świecie i była cała obolała — nigdy wcześniej nie kochała się na twardej ziemi.

Było warto, bo kochanek był pierwszej klasy i znał się na rzeczy.

Ciekawe, kim on jest – zastanawiała się.

     Przechodząc koło recepcji, podeszła do siedzącego tam Bartka, właściciela.

— Dzień dobry.      

Mężczyzna podniósł głowę znad książki i badawczo się jej przyjrzał.

— Dzień dobry. Widzę, że wczoraj gdzieś porządnie zabalowała pani, bo nie wygląda najlepiej. Dużo pewnie się wypiło, co?

— Nie, i tak by pan nie uwierzył, jakbym powiedziała prawdę.

— Może dałaby się pani zaprosić na obiad?

— Jasne.

— Czy godzina dwunasta pani pasuje?

— Tak.

— To jesteśmy umówieni.

Kobieta po powrocie do pokoju ostrożnie zamknęła drzwi i udała się do łazienki, gdzie wzięła prysznic, po którym założyła czerwoną sukienkę

Następnie usiadła przy stole i zrobiła sobie makijaż.

— Gdzie byłaś?

Karolina, na dźwięk Piotra głosu, aż podskoczyła na krześle.

— Kochanie, ale mnie wystraszyłeś, myślałam, że śpisz.

— Czekałem na ciebie całą noc. Odpowiesz mi w końcu, gdzie byłaś?

— A co cię to obchodzi? Nie jesteś moim mężem. Mogę chodzić, gdzie chcę, i spotykać się, z kim chcę. I skończ z tą sceną zazdrości, bo jesteś śmieszny.

— Myślisz, że nie wiem, że lecisz na tego właściciela? Widziałem, gdy przyjechaliśmy, jak się śliniłaś na jego widok.

— Słuchaj, jeśli ci się coś nie podoba, możesz zawsze wrócić do Warszawy. Nikt cię tu nie zatrzymuje, droga wolna, ale beze mnie.

— Naprawdę tego chcesz?

— Tak.

Mężczyzna poderwał się z łóżka i pośpiesznie spakował walizkę. Wychodząc, trzasnął drzwiami. Kobieta wybiegła za nim.

— I więcej nie pokazuj mi się w pracy!

— Masz to jak w banku!

Właściciel hotelu był świadkiem całej tej sceny. Karolina ze wstydu zrobiła się czerwona.

— Bardzo pana przepraszam.

— Ależ nic się nie stało. Zapraszam do mojego apartamentu, tam na spokojnie sobie porozmawiamy.

— Sama nie wiem.

— Proszę nie dać się prosić.

— No dobrze.

Karolina wzięła go pod pachę i schodami zeszli na dół. Następnie mężczyzna otworzył drzwi pokoju, który znajdował się obok recepcji.

— Pani przodem.

— Dziękuję.

Kobieta weszła do środka, a mężczyzna zamknął za nią drzwi. Pomieszczenie było urządzone z wielką klasą.

„Podoba mi się tu", pomyślała.

— Proszę, niech pani usiądzie.

Karolina nieśmiało przysiadła na brzegu kanapy.

— Czego się pani napoje?

— Martini.

Bartek bez słowa przygotował drinki i usiadł obok niej.

— Dziękuję.

Wzięła kieliszek od niego, ich palce się spotkały. Zakłopotana, upiła łyk, po czym odstawiła.

Niespodziewanie mężczyzna przysunął się bliżej. Dłonią zaczął głaskać jej kolanie, przesuwając coraz wyżej. Kobieta odsunęła się na koniec kanapy.

— Co pan robi? Proszę natychmiast przestać!

— Wiem, że pani tego pragnie.

— Bardzo się pan myśli.

Kobieta odepchnęła go i rzuciła się do drzwi, ale okazały się być zamknięte.

— Wypuść mnie!— krzyczała.

— Nie.

W panice rozglądała się po pokoju, a w pewnym momencie zauważyła pogrzebacz wiszący na haczyku przy drzwiach.

Chwyciła go i jednym uderzeniem rozwaliła zamek, po czym wybiegła z pokoju na korytarz. Pędem rzuciła się do drzwi wejściowe, ale Bartek był szybszy i ją wyprzedził, zagradzając jej drogę.

Mężczyzna złapał ją za gardło i zaczął dusić, ale ona kopnęła go w krocze, co sprawiło, że z bólu ją puścił.

Wybiegła na dwór i biegła przed siebie, co chwilę oglądając się za siebie. Właściciel wyleciał za nią i ją gonił aż nad samo jezioro.

Po dotarciu na brzeg Karolina nie miała dokąd uciec. Bartek podszedł do niej i przewrócił ją na ziemię.

Zdarł z kobiety sukienkę, ale ta nie zamierzała tak łatwo dać się zgwałcić. Chwyciła leżący obok kamień i uderzyła go w głowę.

Ten atak mężczyznę rozwścieczył, a w jego oczach dostrzegła szał. Położył się na niej i zaczął się z nią kochać.

— Wiem, że ci się to podoba, bo wszystkie jesteście takie same.

— Błagam, niech pan mnie puści — prosiła.

— Nie!

Po zaspokojeniu swojej chorej potrzeby, której pożądał od chwili, gdy ją zobaczył, ubrał się i wrócił do pensjonatu, zostawiając Karolinę na wpół żywą na dworze.

Wszystkiemu z ukrycia przyglądał się podwodny mężczyzna, z którym zeszłej nocy się namiętnie kochała.

Po zostaniu samej rozpłakała się, bo do tej pory kochała się z Piotrem za jej zgodą, a ten mężczyzna posiadł ją wbrew jej woli. Nagle przy niej znalazł się topielec i wyciągnął rękę.

— Chodź ze mną, tam będzie ci lepiej – mówił do niej w myślach.

Kobieta spojrzała w jego błyszczące oczy, po czym podała mu dłoń. On pomógł jej wstać i przyciągnął do siebie, obejmując swoim silnym ramieniem niczym angielskim skrzydłem.

Karolina czuła się przy nim bezpieczna i ruszyła w stronę jeziora. Będąc po kolana we wodzie usłyszała głos Piotra.

— Karolina, co ty wyprawiasz?! Nie wygłupiaj się i wyjdź z wody.

Kobieta przystanęła i wyrwała dłoń podwodnemu mężczyźnie. Potem spojrzała na topielca i powiedziała:

— Odejdź ode mnie, potworna maro!

— Ha, ha, ha — roześmiał się topielec.

Karolina aż się przeraziła na widok szpiczastych zębów. Zaczęła iść w stronę przegu, ale poczuła, że coś złapało ją za kostkę i pociągnęło pod wodę, że na chwilę zniknęła pod nią.

Karolina aż przeraziła się na widok szpiczastych zębów. Zaczęła iść w stronę brzegu, ale nagle coś złapało ją za kostkę i pociągnęło pod wodę, tak że na chwilę zniknęła pod powierzchnią.

Piotr zrozpaczony, że stracił kobietę, którą kochał upadł na kolana i zalał się łzami.

Po dłuższej chwili wynurzyła się, po czym resztkami sił wyszła na brzeg. Mężczyzna podbiegł do niej, zdjął marynarkę i ją okrył.

Bez słowa wstali i udali się do pensjonatu. Po wejściu do pokoju od razu poszła do łazienki, gdzie wzięła prysznic.

 

.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • il cuore 2 miesiące temu
    Na Pradze wszystko jest możliwe, nawet podwodny mężczyzna.
  • Namietny dotyk 2 miesiące temu
    Dokładnie tak

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania