PoG2dS - Cztery pory domu

Miałem cudaczny sen, więc muszę go adnotować. Śniło mi się, że miałem dom. Kiedy się obudziłem, ulotny jak egzemplifikacja majaków mogących scalać noc z dniem, poczułem się szczęśliwy. To dzięki snom rzeczywistość przestaje mnie krępować. Porzucam codzienność i kaczkowaty chód, przestaję drobić, zaczynam szosować. Choćby po domu. Z pokoju do pokoju, od ściany do ściany, od słowa do słowa...

 

Mój arkadyjski, wyśniony dom. Ma wiele niedoskonałości, ale nie będę z niego kpinkować.

Co z tego, że nie ma podłogi? Koniecznie drewnianej i skrzypiącej, znającej każdy krok i jego historię. Podłogi, które nie skrzypią, nie znają żadnych opowieści. Nie mają czego wspominać — najlepiej przy szklaneczce whisky, gdy obok leży perski kot, a pod nogami perski dywan.

Zamiast podłogi dach, schronienie jaskółek, latem przynosi chłód jezior, a zimą promienieje ciepłem. Trzcinowy, spiczasty dach, monstrancja przechowująca dogasające słońce września.

Podmurówkę wyśniłem z polnych kamieni, milczących przyjaciół jaszczurek.

 

Sen o domu ma schody do nieba.

Latem będą nas budzić ptaki. A kiedy jesień zachmurzy borowikami, konstelacjami gwiazd tuż u powały, po kątach rozsiądą się jabłka. Będziemy dryblować z wiatrem i przydeptywać liście w sieni. Stukanie okiennic i wycie w kominie — oboje z domem bardzo lubimy.

Zimą, gdy moje wspomnienia zamiast czarnego kiru, okryje biały welon, odwiedzi mnie córka. Nigdy jej nie poznałem, a jednak za nią każdego dnia tęsknię najbardziej.

Wiosną, najlepiej na ganku, będą wygrzewać się koty — mnóstwo kotów. Otoczą nas koty zbyt magiczne, by można je nazwać mruczusiami. Będą tu koci mędrcy, koty pustelnicy i koci seryjni mordercy.

 

Widziałem ludzi i to, jak los obraca ich w palcach. Widziałem tych, którzy nie potrafią sfolgować. Szukają szczęścia w medytacyjnych salach, w przygodach serialowych postaci, we łzach, w zapomnieniu i krótkich chwilach, dla których podobno warto żyć. W świątyniach i pod sklepami z alkoholem. W miłości i nienawiści. W zgubieniu i odnalezieniu samotności, w drugim człowieku.

Mój odczyn nie jest kwaśny ani zasadowy. Nie robię tych wszystkich rzeczy, tak samo jak nie wiem, co znaczy barytować. Nie należę do żadnej z odgrywanych postaci. Jestem tylko dla siebie, jak dom, który zapomniano zamieszkać.

 

Kiedyś opuszczę mój dom. Popłynę łodzią w stronę światła. Cisza uniesie mnie ponad wodą. Nad powalonymi pniami, które obrosły bluszczem i mchem. Popłynę przez zatoki, by dotrzeć do serca jeziora. Ukryty w tataraku zasnę. W lipcowym słońcu śnić będę dom i schody do nieba.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • najmniejsza 2 godz. temu
    Dlaczego nigdy nie poznałeś córki?
  • Beloniusz godzinę temu
    Dlatego, że się nie urodziła.
  • najmniejsza godzinę temu
    Beloniusz jeszcze nie urodziła czy już się nie urodzi?
  • Beloniusz godzinę temu
    najmniejsza nie urodziła i nie urodzi - przeszłość i przyszłość splecione w jednym zdaniu.
  • najmniejsza godzinę temu
    Beloniusz rozumiem.Wiem jak to boli.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania