(PoG2dS) O dwóch takich co im się coś pomyliło
Plan był prosty jak budowa cepa i równie skuteczny: napaść na bibliotekę uniwersytecką, ukraść wiedzę i sprzedać ją na czarnym rynku ludziom, którzy też nie wiedzą, po kiego chuja im ona. Całość miała tymczasowość świeżej sraczki — niby przejdzie, ale obecność jej zostanie, poszywając smrodem atmosferę dookoła. Mirek i Zdzichu, dwaj samozwańczy geniusze z ambicją bycia groźnymi, dreptali w stronę wejścia, gotowi na intelektualny rozbój stulecia.
– Dobra, wchodzimy – warknął Mirek, poprawiając tweedowy płaszcz, który miał mu dodawać powagi, a wyglądał jak obszczany obrus. – Pamiętaj, mamy korespondować z planem: strach, agresja, dominacja. Jesteśmy jak pierdolony endemizm — rzadcy, dziwni i nikt nas nie chce.
– Spoko, stary. Jak coś, to mam w kieszeni nitroglicerynę.
– To był krem na hemoroidy, debilu.
– Aha. To pewnie przez cholesterol, mi się wszystko myli.
Wpadli do środka, rozpieprzając drzwi z takim rozmachem, że portier aż zaczął pogwizdywać ze stresu i uciekł między regały z gracją napierdolonego wujka na weselu.
– Gdzie jest ten zasrany rektor?! – ryknął Mirek. – Wyłazić, bo wam tu spuchniętą baterię od siemensa zdeponuję!
– Ty, tu śmierdzi tak nieswojsko, że aż chce mi się wyrzygiwać – mruknął Zdzichu, kopiąc w stojak z atlasami. – Jakby ktoś próbował cyceronować, ale mu wyszło pierdolenie bez sensu.
– Skup się, idioto. To jest jednostkowy skok. Patrz, tu jakaś miniaturka — rycerz, kropkowany pancerz, ostrze miecza mu się chce rozkloszować. To na pewno symbol tajnej wiedzy.
– Albo reklama miniaturek Dagostini za 4 koła.
– Stul. Wszystko tu wije się jak jelita po tanim kebabie, ale coś musi być gdzieś, kurwa. Cokolwiek.
Zdzichu pociągnął za przypadkową książkę. Regał zaskrzypiał, coś jebnęło, kurz poszedł w powietrze.
– O kurwa, chyba alarm!
– Naaah, spokojnie. Jak wpadnie ochrona, powiemy, że to performance artystyczny o upadku edukacji.
– Ty, a jak nas złapią, to co?
– To im powiem, że ich wiedza jest gówno warta i że przyszliśmy po lepszą. I że jak nie oddadzą, to im całą bibliotekę przerobię na skup makulatury.
– Groźnie.
– No ma być groźnie, baranie. I to żadne epidydymisie.
W tym momencie zza regału wychylił się przerażony rektor.
– Panowie, proszę o spok—
– Spokój to se możesz wsadzić w indeks! – wrzasnął Mirek. – Dawaj tu wiedzę, bo inaczej zrobię z ciebie przypis dolny!
Rektor zemdlał.
– Ty, Mirek… my chyba naprawdę jesteśmy groźni.
– Nie, to nie bycie groźnym. To bycie mondrym. – stwierdził Mirek z powagą i dumą w głosie – A teraz, spierdalamy, bierz to i to. I dzida.
I tak, wśród kurzu, przekleństw i kompletnie bezsensownej agresji, dokonali najbardziej żałosnego napadu na bibliotekę w historii miasta, wynosząc trzy książki z serii "poczytaj mi Mamo", stary podręcznik do fizyki i coś o hodowli gołębi, bo „brzmiało mądrze”.
Komentarze (35)
Dialogi faktycznie robią robotę!
Sztos ;)
Ona nie mondry...
powiedz mi, jakim cudem te jedno, małe "w" ustrzeliłaś xD?
Ej, tam miało być "O ja nie mondry..." XD
Fajnie wyszedł ten napad na wiedzę, tylko efekt końcowy bardzo ubogi w łupy.
Poleciałeś.
Miłego
Lubię taki humor. :)
A dziękuję 💪🏼
Poradziłeś sobie znakomicie :)
Miała się tu głupota na każdym kroku przelewać, no i wyszło chyba xD dzięki 🫡
teraz czas na mini recenzję, bo na dłuższą tegoż brak.
Super tekst. Chwytliwa trawestacja tytułu z księżycem wzmacnia przesłanie. A jego temat prześmiewczo rozpisany w kolejnych akapitach. Język... no właśnie, celnie różnicuje postaci, bo pięknie zaznaczona w nim przepaść między obytym Mirkiem (riposta dla rektora, cudo!) a średnio kumatym Zdzichem, no i ta zdystansowana wyższość mądrości narratorskiej.
Zostaję z dylematem: czy wiedzę ta się ukraść i spieniężyć? Starodruki, białe kruki chodzę po aukcjach za mega przyzwoite kwoty. Pisząc prace licencjackie,, magisterskie, prace naukowe i artykuły przeróżne,niestety złodzieje wykorzystują czyjąś wiedzę jako swoją, jeśli nie umieszczą jej w przypisach. Na szczęście technologia od paru lat "złodziejaszków" już skutecznie wykrywa.
Twoja scenka sugeruje, że to nieopłacalne. Dopowiem, że wiedza jest kolektywna, trzeba, chcąc ją zdobyć, ogarnąć ogrom materiału i empirii. A coś własnego, oryginalnego, nieprzelanego na żaden publiczny nośnik, ukraść nikt nie może, bo z głowy nam nie wyjmie xd Dzielimy się nią na potęgę, dlaczego? Dla kasy?
Nie tylko.
Brawa za tę scenkę, Mistrzu!
============
"– Ty, Mirek… my chyba naprawdę jesteśmy groźni.
– Nie, to nie bycie groźnym. To bycie mondrym. – stwierdził Zdzichu z powagą i dumą w głosie – A teraz, spierdalamy, bierz to i to. I dzida."
Coś tu nie tak xd
Czy da się? Hm... myślę że wszystko da się ukraść, cel to pozyskać niezgodnie z prawem coś, czego się nie ma. A gdy ukradnie wiedzę, to już ją na gagatek. Definicja chyba spełniona 🤔
Końcówka... Zarówno bandziorom, jak i autorowi (😏) zaczęło się niemiłosiernie spieszyć, stąd taka ucieczka.
Dzięki za komentarz. I to jest komentarz. Pełną Garścią, że tak to ujmę 🫡
A w końcówce, znaczy w ostatniej wymianie zdań Mirka i Zdzicha, jest zagwozdka. Wychodzi, że Zdzichu jest autorem 1. i 2. wypowiedzi.
super, z humorem i na poważnie, w końcu o wielką wiedzę walka :D
bardzo na tak
Dzięki, zauważyłem że teksty o które mam obawy, jakoś mają dobry odbiór. Chyba się nie znam xD
— a tu, to już w ogóle:
''Jakby ktoś próbował cyceronować, ale mu wyszło pierdolenie bez sensu.''
Fajny projekt z tymi słowami, wygenerowanymi tworzy iście ciekawą całość.
I chyba się zaraziłem -:)) Bo uważam, że to w sam raz dla mnie — HAHAHA.
Cieszy mnie Twoja radość 🙂 Noto, to bierz słowa i pisz 🫡
W roli głównej będą: rektor Simens, Notopech, Pudzian, niewidzialny płaszcz —wyprodukowany specjalnie na reklamę w programie TED — i robot, specjalnie wyprodukowany we współpracy z Chińczykami -:)
Hm... Okej. Brzmi nieźle, zobaczymy jak skończysz 🫡
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania