Poprzednie części:  Pokażę wam wszystkim . 1

Pokażę wam wszystkim 2

Po dwóch tygodniach pracy Tomek poprosił szefa o wypłatę, ale tylko za jeden tydzień. Chciał w sobotę pojechać z Piotrkiem do Centrum, żeby się trochę zabawić. Warszawy nie znał, a Piotrek też był chętny.

Wychodząc już z domu, zauważyli taksówkę, z której wysiadły dwie młodziutkie jeszcze dziewczyny. Tomek patrzył na nie z zachwytem, a one uśmiechały się do niego.

– Ej, cyganku – jedna z nich podeszła bliżej do niego. – Jaki ty ładny jesteś. Polak? – zapytała.

– Zgadnij – błysnął rzędem równych, białych zębów, a w oczach pokazały się te jego ogniste kurwiki.

– Piotrek – dziewczyna zwróciła się do kolegi – skąd on się tu wziął? Nigdy go tu nie widziałam.

– Z nieba spadł – Piotrek zaczął się śmiać.

– Fajny jesteś, a szef u siebie?

– Chyba tak. Chodź, Tomek, bo zaraz będzie autobus.

Poszli, śmiejąc się głośno.

– Fajna ta dupcia – odezwał się. – Oj, brałbym, brał.

– Ej, kolego, a ty w ogóle byłeś już z dziewczyną? – zapytał go Piotrek.

– No pewnie, z niejedną – skłamał, bo w rzeczywistości to jeszcze żadnej dziewczyny nie miał. „Nadrobię” – obiecał sam sobie.

Wysiedli w samym centrum Warszawy, trochę się pokręcili i poszli w stronę Powiśla.

– Piotrek, może na jakąś dyskotekę pójdziemy?

– Dobra myśl. Na Powiślu, w poczekalni po dworcu jest lokal, tam się zabawimy i może coś poderwiemy?

Minęła ich grupka dziewcząt, które wyraźnie kierowały się w stronę kawiarni. Tomek podbiegł do nich.

– Cześć dziewczyny, idziecie potańczyć? – zagadał. – Z kolegą jesteśmy samotni, możemy się do was przyłączyć?

Dziewczyny, a było ich cztery, spojrzały po sobie i jedna z nich, blondynka, odpowiedziała:

– W sumie czemu nie, przyda się męskie towarzystwo. Skąd przyjechaliście?

– Z Sadyby – odpowiedział jej Piotrek. – To co? Idziemy?

Dwie z dziewczyn jednak zrezygnowały. Została z nimi tylko blondynka i jej koleżanka, rudowłosa, delikatna Ada – tak im się przedstawiła. Druga miała na imię Ewelina.

Weszli do lokalu. Chłopcy zamówili po drinku dla siebie i dziewczyn. Ewelina cały czas rzucała spojrzenia na Tomka i głośno się śmiała z każdego jego dowcipu, chociaż nie były najwyższego lotu. A on czarował ją uśmiechem i zalotnym spojrzeniem

Zagrała muzyka, chłopcy porwali dziewczyny do tańca. Obaj byli bardzo zwinni i widać było, że taniec to ich żywioł.

Bawili się do późnych godzin nocnych. Po opuszczeniu lokalu poszli jeszcze pospacerować na bulwary nadwiślańskie. Tomek obejmował mocno Ewelinę, całował i szeptał jej do ucha sprośne słówka.

Piotrek natomiast spokojnie sobie szedł obok Ady, trzymając ją za rękę.

Spacerowali aż do świtu. Chcieli odprowadzić dziewczyny do domów, ale one nie zgodziły się na to. Ewelina podała Tomkowi swój numer telefonu i poprosiła, żeby zadzwonił, jak będzie miał ochotę. On od razu do niej zadzwonił i tym samym zapisała w swoim telefonie jego numer.

Siedząc już w autobusie na Sadybę, rozmawiali o dziewczynach.

– Fajna ta Ewelina – mówił Tomek. – Całować się dała i tak wiesz... Jak się spotkamy następnym razem, to chyba da się przelecieć. A ta Ada? Jak?

– W porządku, tylko jakaś małomówna – odpowiedział Piotrek

Całą niedzielę przespali, zmęczeni całonocnym chodzeniem po bulwarach, o tańcach w dyskotece nie wspominając. Wieczorem dopiero wstali po to, żeby się umyć i zjeść jakąś kolację. Późnym wieczorem Tomek odebrał telefon od Eweliny.

– No witaj, co tam? – zapytał.

– Jutro? Ale to dopiero gdzieś około osiemnastej, pasuje ci? Fajnie, to jesteśmy umówieni. Ok, weź ze sobą Adę, ja namówię Piotrka. Tak, ok. Buziak duży dla ciebie. Pa.

Rozłączył się, a Piotrek spojrzał na niego.

– Do czego mnie namówisz?

– Stary, idziemy na randkę! – roześmiał się.

– Jak idziemy? Ty idziesz – odpowiedział. – Nie wiem, czy mi się będzie chciało po robocie tym autobusem wlec.

– A kto powiedział, że autobusem? – śmiał się Tomek. – Stary, przyszpanujemy.

– Jak? Czym? – Piotrek patrzył na niego jak na wariata.

– Moja w tym głowa. O rany, muszę wyjść na chwilę, zaraz wrócę.

Nie mówiąc, po co musi wyjść, wyszedł. Skierował się w stronę domu pracodawcy. Na podjeździe stały dwa samochody.

Podszedł do jednego z nich – do tego, którym szef zwykle rano gdzieś wyjeżdżał. W sobie tylko wiadomy sposób otworzył maskę i coś tam pod nią pogrzebał.

„Teraz szef nie ruszy” – śmiał się w duchu. – „Ja mu to szybko naprawię, a szef w podziękowaniu jakiś samochód pożyczy po robocie”.

Kiedy wrócił do pokoju, Piotrek już znów spał. Tomek, zadowolony z siebie, też się położył.

Rano rzeczywiście samochód nie chciał odpalić. Szef się wściekał, bo miał jechać na giełdę, a tu nic. Nie wiadomo skąd stanął przy nim Tomek.

– Coś się stało, szefie? – zapytał jakby nigdy nic.

– No stało się, nie wiem co, do kurwy nędzy, a mój mechanik dzisiaj akurat ma wolne – klął zdenerwowany szef.

– Mogę zobaczyć? – Tomek stanął przy masce.

– A co ty, chłopaku, zobaczysz? Chyba tak samo się znasz na tym, jak i ja. Ale jak chcesz, to patrz.

Poprosił, żeby szef otworzył maskę, a sam usiadł za kierownicą. Tomek zajrzał i niby coś tam wypatrywał pod tą maską, a po chwili połączył rozłączone przez siebie przewody, wyprostował się i zawołał:

– Niech szef włączy silnik!

Zadziałało.

– Tomek – szef klepnął go po ramieniu – kurwa, jak ty to zrobiłeś?

– Szefie, a od czego ma się główkę na karku? – roześmiał się.

– Zapłacę ci dodatkowo za tę naprawę.

– Nie, szefie, to drobnostka. Ale wieczorem mamy randkę, mógłby szef pożyczyć samochód?

– Obaj z Piotrkiem idziecie na tę randkę? Dobrze, weźcie ten, którym Piotrek po ciebie pojechał

– Dzięki, szefie, to ja uciekam do roboty.

– Chłopie, to ja tobie dziękuję.

Wpadł do szklarni jak szalony, śmiał się i podskakiwał.

– Piotrek, mamy samochód na wieczór! – zawołał.

– Jak to mamy? Pojebało cię czy co?

– Trochę tak, ale samochód, ten, którym ty jeździsz, jak trzeba, możemy pożyczyć.

Nie zdradził koledze, jak to zrobił, a jak Piotrek łaził za nim i prosił, żeby powiedział, to śmiał się tylko i szczerzył te swoje białe zęby.

Po siedemnastej, wymyci i pachnący, ubrani w modne ciuchy, wsiedli do pożyczonego BMW i pojechali na randkę. Dziewczyny już czekały. Tomek wyskoczył z miejsca pasażera, zaprosił Adę do środka – miała usiąść na jego miejscu, przy Piotrku, a on z Eweliną zajęli tylne siedzenie.

– To gdzie jedziemy, drogie panie? – czarował uśmiechem.

– Może za miasto? – roześmiała się Ewelina.

– Ok, jedziemy w stronę Raszyna, przy lotnisku i dalej – zgodził się Piotr.

Włączył silnik i pojechali. Zerkał w lusterko i lekko się uśmiechał, widząc, jak Tomek obściskuje Ewelinę, a ona niby udaje, że się broni.

A Tomek już miał w głowie ułożony plan działania – gdzieś w lesie chciał się zgubić z dziewczyną, tylko po to, żeby ją przelecieć.

Jego dłoń wędrowała po jej kolanie, po udzie i bezwstydnie sięgała wyżej. Widział, że jej się to podoba, a on w końcu bardzo chciał przestać być prawiczkiem.

Zatrzymali się przy jakiejś leśnej drodze. Nie wiedzieli, gdzie są, ale wiedzieli, po co do tego lasu przyjechali. Tomek złapał Ewelinę za rękę i pobiegli gdzieś w las, w którym było już prawie ciemno.

Zatrzymali się przy jakimś drzewie. Ona oparła się o nie i ciężko dyszała ze zmęczenia – miał dobrą okazję do wykonania zaplanowanego działania. Objął ją i całował, jednocześnie wkładając rękę pod kusą spódniczkę. Nie opierała się, kiedy jego dłoń wsunęła się pod majtki. Był podniecony do nieprzytomności.

– Jak my to tu zrobimy? Bo chcesz, żebym cię pompował, prawda? – zapytał.

– Chcę, bardzo chcę – roześmiała się.

W końcu się udało. Tomeczek stracił swoją męską cnotę i był szczęśliwy, że to zrobił.

Wrócili do samochodu, ale kiedy chcieli wsiąść, zauważyli, że na tylnym siedzeniu Piotrek kocha się z Adą.

Poczekali, aż skończą, i wtedy Tomek powiedział, że teraz sam poprowadzi, a Ewelina siądzie przy nim. Prawo jazdy posiadał od dwóch lat i za kierownicą czuł się jak ryba w wodzie.

Odwieźli dziewczyny, ale znów powiedziały, że chcą tylko do Centrum, dalej już sobie pójdą pieszo. Wracając na Sadybę, śmiali się, że spuścili z krzyża. Tomek spojrzał na Piotrka i zapytał:

– Dobrze ci zrobiła? A taka niby cnotka.

– Człowieku, cnotka, ale wiesz co? Zachowała się jak dama z burdelu, to profesjonalistka. A twoja Ewelina?

– Też. Pompowałem ją, a ona tylko wzdychała. Wiesz, tak myślę, czy one naprawdę nie są z jakiejś agencji towarzyskiej.

– Nie, no chyba nie, nie chciały od nas kasy.

– Bo miały wolne i mogły dać dupy za darmo – Tomek nazywał rzeczy po imieniu. – A dlaczego nie chciały, żebyśmy zawieźli je do domu?

– A wiesz, że teraz to możesz mieć rację – zastanowił się Piotrek. – Ada miała prezerwatywy przy sobie i chciała, żebym założył, a twoja?

– Ja pompowałem bez gumki. Nie miała albo chciała tak naturalnie.

Dojechali do domu, odstawili auto i poszli do szefa powiedzieć mu, że już są, i podziękować za samochód.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria godzinę temu

    Witaj , dzieje się na *****

  • Grażyna godzinę temu

    Witam, dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania