Poleciałem
Wybiła godzina zerowa i zero kontaktu. Wpadałem w panikę i traciłem kontrolę. A co, jeśli stanę się warzywem? Pamiętałem wejście do kabiny i głos Franka Sinatry – „Zabierz mnie na księżyc”.
Za dużo whisky i musiało się tak skończyć. Przypominałem sobie moment schylenia, by podnieść butelkę z żelem... i trafiłem w pustkę.
Jak lot na księżyc; kiedy zderzają się ze sobą dwa silne magnesy i napotykają opór. Ślizgają się jak ryby przed wypatroszeniem; jak trwanie w wiecznym poślizgu – taka kolej magnetyczna.
Jestem pieprzonym dupkiem. Nie oparłem się mocno. Leciałem bez dotykania czegokolwiek. Ja pierdolę! Spadałem po linii prostej. Pewnie wiele kości uległo złamaniu. Powstały czarne dziury. Mnóstwo kilogramów runęło w przepaść w jednakowym czasie. Mgnienie oka jak utrata dziewictwa. Trafiłem o posadzkę i ryknąłem z bólu. Leżałem na plecach, a strumień wody uderzał o moje łydki. Penis wskazywał kwadrans po drugiej.
Żuchwę wypełnił bełkot niezrozumiałych słów... pozostał już na resztę życia razem z chichotem losu.
Komentarze (27)
Za dużo, Grzesiu spadasz, za dużo! :)
hihihi
Grzechu zajumałeś ze stylu i wstawiłeś sobie. Lubisz mieć wszystko koło siebie
Też myślałem tak zrobić, coby ewentualne teksty wchodzily z automatu ha, ha, ha
Pasją ty na mnie się zasadziłaś? Moje to jest.
Akwadar no dawaj ten pikny tekst poetycki
Gdzieś już podobny tekst widziałem ;)
Krótki, ale interesujący opis "spadania" :)
Masz dobrą pamięć. To tekst z Niepowtarzalnego stylu. Przeniosłem dla zwiększenia, aby nie czekać na edycję.hihihi
Grzegory Haha, taktycznie ;)
Grzegory jeszcze jeden tekst machniesz i będą wchodzić z automatu ;)
Shogun ano machnę jak wytrzeźwieję hihihi
Grzegory haha, to trzeba wytrzeźwieć na chwilkę, ale potem szybko znowu się znietrzeźwić dwa zdrowia i spokoju ducha ;)
Shogun wszystko winna ruda hihihi
Grzegory winna winna, ale dobra ;)
Dobre. Alkohol szkodzi zdrowiu ? Wiadomo przeca, że po spożyciu należy się niezwłocznie położyć na dywanie i w razie czego trzymać, żeby nie spaść na podłogę, a nie brać prysznic. Nawet rozbieranie się nie jest wskazane, lepiej pozostać w gotowości i wstać rano ubranym.
Sagowcu alkohol jest dobry, ale trzeba trzymać fason. Dobra sprawa z tym dywanem hihihi
Również ja wcześniej na Opowi widziałem podobny tekst. Dobry, mocny tragikomizm i taki jakby pastisz. 5, pozdrawiam :-)
A ocenę swoją wstawiłem kilka godzin wcześniej :-)
Może ci się dwoiło Piotrusiu hihihi. Mogleś widzieć na Stylówce.
Trafiłem o posadzkę - uderzyłem o posadzkę albo trafiłem w
Ciekawe. Kiedyś trzeba dolecieć, ile by nie trwało spadanie. Tylko w koszmarach spada się bez końca.
Spadaaaaam... Powoli spadaaaam... Znasz?
CiJam wszystko dobrze. Trafiłem o posadzkę - to taki mój deal. Oj tak spadanie jest bardzo okrutne i nie ma końca hihihi
Nawet nie wiedziałam, że tak potrafisz, bardzo fajne to. Przeczytałam z przyjemnością.
Pozdrawiam.
Angela ja duuużo jeszcze potrafię. Sam nawet nie wiem Pani jak to mój przyjaciel mówi hihihi
Tekst ociera się o prozę poetycką, dzięki dobrym metaforom. Z ciekawością i przyjemnością chłonęłam literki.
Na końcu ''chichot losu'' zepsuł trochę odbiór, ale to szczegół.
Laura, a nie zachłysnęłaś się tym pochłanianiem. Jednakowoż cieszę się z twojego podobania. Chichot losu zostaje i mym zdaniem jest git hihihi
Interesujące
Panie Bucz ja tak w ogóle jestem interesującym człowiekiem hihihi
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania