Pokalane poczęcie.
Wisiałem pod sufitem, oczy mi świeciły, jak małe lampki. Nagi, w krzesełku z uprzęży,
robiłem tę kupę cały spotniały.
Kapało ze mnie, zrobiła się już kałuża z wydzielin. W końcu, z ostatnim jękiem, wyślizgnęło
się to ze mnie, mały kadłubek bez rączek. Plasnęło z rozbryzgiem. Ulga.
"Trochę lipa, że bez rączek" - cytat z klasyka.
K. moja żona dopominała się o resztę. Jaką resztę, kobieto? No, rączki, gdzie rączki?
Nie będzie rączek, nic nie będzie.
No to wiś sobie dalej, aż wysrasz wszystko, razem z flakami.
No to wisiałem, jak ochłap mięsa i srałem. I faktycznie, najpierw wypadł odbyt, a zanim cała
reszta. Dziwnie tak było patrzeć na kupkę parujących jelit, ale rączek nie było.
Posmutniałem.
Na frasunek - modlitwa, to jedyny ratunek.
Poleciały ojczenasze, zdrowaśki, reszty nie znałem.
Pacierze klepiesz? Trzeba klęczeć, a nie wisieć. To mój krzyż, kobieto.
Komentarze (10)
Tekst niecodzienny, ale dobry : ) 5.
Bo tylko to przyszło mi do głowy po przeczytaniu..
Pięć!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania