Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

PORTET CZŁOWIEKA LICZĄCEGO OWIEC NIEKOŃCZĄCE SIĘ STADA

poranek wpełza do pokoju

jak nieproszony gość

łóżko ujada skrzypiąc

jakby miało dosyć

mojego ciała i oddechu

tego całego wczoraj

które dalej wytrwale

lepi się do skóry

 

mieszanka potu, resztek słów

których nikt nie dopowiedział

i obietnic, które dawno wygasły

wisi tak trwale w powietrzu

 

zmęczenie siedzi na piersi

ciężko i powolnie mrucząc

jak tłusty nażarty kot

który nigdy nie schodzi

gdy go o to prosisz

 

patrzysz w sufit

jakby to właśnie tam

kryła się cała tajemnica

on jednak stanowczo

nie daje żadnych znaków

milczy jak wszystko

tak naprawdę, ta noc

się jeszcze nie skończyła

tylko przebrała się

podstępnie, po cichu

w blade światło poranka

w popiół po papierosie

który tlił się za długo

i powoli dogorywa zmęczony

w oparciu o krawędź

szklanej popielniczki

 

(odpalasz kolejnego

dym kreśli ruchome kształty

kawa czarna, bez mleka i gorzka

pali przełyk, wykręca usta

gdy udajesz, że stawia cię do pionu

choć ciało wciąż domaga się snu

którego sobie znowu odmówiłeś

brak snu stał się twoją religią

pierdolonym kościołem 'nie zbawienia'

modlisz się podkrążonymi oczyma

do monitora, do butelki, do czegokolwiek

co wydaje Ci się, że jeszcze odpowiada

Twoje wyczerpanie jest bliskie

jak najlepszy przyjaciel

siada obok zawsze tak blisko

i nigdy nie pyta o zgodę

ale w tym dygocie rąk

w tym bólu powiek

jest coś niebezpiecznie

wciąż żywego)

 

kiedy tak siedzisz

pół trup, pół zwierz

z sercem na zewnątrz

które dalej zapierdala

jakby miało w tym

swój żywotny interes

czujesz intuicyjnie

że wszystko wokół

mimo całego syfu

mimo tego, że boli

gryzie i drapie do krwi

ma smak absolutnie

nie słodki, nie wykwintny

ale jest prawdziwe

jak ten pierwszy łyk kawy

każdego poranka

po kolejnych nocach

udawanego snu

 

ciągle myślisz sobie:

jeszcze jedną rundę

jeszcze jeden poranek

kolejny papieros

kubek gorzkiej kawy

by tylko sprawdzić

czy cholerne życie

ma dziś ochotę

coś Ci zrobić

czy Ty zdążysz

zrobić coś jemu

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Beloniusz 3 miesiące temu
    Dostrzegam wiele trafnych obserwacji, podanych w smakowity sposób. Zarówno tytuł, jak i wiersz jest świetny. Poczułem dawne zmęczenie i nie, nie chcę już liczyć owiec. Wolę się stać jedną z nich.
  • AlexHalley 3 miesiące temu
    Dzięki za komentarz 👍🏻
  • il cuore 3 miesiące temu
    /brak snu stał się twoją religią
    pierdolonym kościołem 'nie zbawienia/

    /Słowo na niedzielę/? 🫣🐑
  • AlexHalley 3 miesiące temu
    ...i na każdy inny dzień tygodnia 😛
  • Dusza_boli 3 miesiące temu
    Ten tekst jest szorstki, prawdziwy do bólu. Czuć w nim ciało, oddech, zmęczenie...
    Jest mi bardzo bliski.
  • AlexHalley 3 miesiące temu
    Bardzo mnie to cieszy, że go poczułaś...🌹
  • NinjaC 3 miesiące temu
    Mocne i prawdziwe. Najlepiej gra poranek po nocy i ciężar zmęczenia na klatce. Środek w nawiasie dla mnie za długi - rozmydla uderzenie. Skróć go, a końcówka wejdzie jak młotek. 4
  • AlexHalley 3 miesiące temu
    Próbowałem się zmierzyć z usunięciem tego fragmentu w nawiasie... niestety poległem. Niemniej bardzo dziękuję za cenny komentarz.
  • Asteria 3 miesiące temu
    Tytuł przyciąga
    mówią "każdy kowalem własnego losu", ale nie wszystko się nadaje pod młotek
  • AlexHalley 3 miesiące temu
    Dziękuję za Twoją wizytę
  • Maroszek 3 miesiące temu
    Ciężkie, ale ciekawie opisane. 4,5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania