Pośród zgliszczy
„Pośród zgliszczy”
Pamiętam jeszcze ostatnie słowa,
które miały być odpowiedzią,
a stały się wyrokiem.
Przyszłam jedynie z potrzebą bliskości,
której brakowało mi przez całe życie.
Z sercem zmęczonym ciągłą walką.
Nie chciałam wojny.
Nie przyszłam z pretensjami.
Chciałam jedynie rozmowy.
Odrobiny ciepła.
Poczucia,
że mimo wszystko jeszcze gdzieś należę.
Lecz drzwi pozostały zamknięte.
A ja stałam po drugiej stronie
jak ktoś,
kto dawno przestał należeć do własnego świata.
Najbardziej boli jednak świadomość,
że nawet korzenie, z których wyrosłam,
zaczęły wstydzić się mojego istnienia.
Jakbym była pęknięciem na idealnym obrazie.
Cieniem, którego obecność odbiera spokój.
Błędem, o którym najlepiej byłoby zapomnieć.
Jakby sam fakt,
że nadal stąpam po ziemi,
odbierał komuś możliwość pełnego szczęścia.
I chyba właśnie wtedy
coś we mnie ostatecznie upadło.
Nie z hukiem.
Nie gwałtownie.
Powoli.
Bez siły, by jeszcze próbować się ratować.
Osunęłam się we własny mrok
jak człowiek,
który po latach walki
przestał wierzyć,
że gdziekolwiek istnieje dla niego bezpieczne miejsce.
Bo walka o normalne życie
okazała się zbyt ciężka.
Zbyt brutalna.
Zbyt bezlitosna.
Zostawiła po sobie jedynie ruiny.
I mnie pośrodku nich.
Zbłąkaną.
Porzuconą.
Milczącą coraz bardziej z każdym dniem.
Nie proszę już o kolejną szansę.
Nie pytam,
czy można jeszcze naprawić to,
co zostało we mnie złamane.
Są ludzie,
których skreśla się tak dokładnie,
jakby nigdy naprawdę nie istnieli.
Usuwa ze wspomnień.
Ze zdjęć.
Z rozmów.
Z miejsc przy stole.
A później patrzy spokojnie,
jak stoją samotnie pośród własnych zgliszczy.
Obdarta z godności.
Obdarta z życia.
Z marzeń.
Z resztek nadziei.
I tylko ciemność nadal mnie rozpoznaje.
Jak ostatni dom,
który jeszcze pamięta moje imię.
Komentarze (1)
Świetna analiza opuszczonego przez najbliższych człowieka ekspresyjnie ukazana.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania