Powrót - Część 1

W rażącym słońcu czerwone, dziecięce trzewiki leżały na ulicy, która tak jak one, była poplamiona krwią. Po dziewczynce ani śladu. Policja zaczęła poszukiwania, przepytywała każdą możliwą osobę. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Podejrzewano, że dziecko zostało śmiertelnie potrącone, a sprawca w obawie przed wymiarem sprawiedliwości ukrył ciało. Owiana tajemnicą historia nie dawała spokoju mieszkańcom, jednak czas pozwolił im przyzwyczaić się do myśli, że dziewczynka nie zostanie już nigdy odnaleziona. W miejsce odnalezienia bucików, ludzie zaczęli przynosić znicze. Małych, przydrożnych światełek z czasem było coraz mniej, aż w końcu zgasły na zawsze jak wspomnienia o małej Oli.

***

Skulona pod oknem dziewczynka patrzyła na spływające po szybie krople deszczu. Nie chciała iść do przedszkola. Nie dzisiaj. O wczesnej, porannej godzinie przypominał chłód w pokoju i widoczna na dworze mgła, spacerująca beztrosko po ulicy. Co jakiś czas przejeżdżały samochody, mknące zapewne do pracy, a spod ich opon tryskała woda. Poprawiła spadający kocyk i znów skupiła uwagę na widokach za oknem. Obok niej stygła nietknięta jajecznica i kakao.

— Ścisz to! Ogłuchnąć można! — Z pokoju obok słychać było przedzierający się głos matki przez dudniącą muzykę, puszczaną przez starszego brata.

Trzask drzwi.

Po chwili w wejściu do pomieszczenia pojawiły się dwie osoby.

— Ty jeszcze nie zebrana? — zdziwiła się kobieta, a Patryk zaczął ubierać kurtkę.

— Nie chcę mi się iść dzisiaj do przedszkola. Mamo, proszę. Mogę zostać? — Dziewczynka błagalnym wzrokiem patrzyła na mamę i położyła głowę na kolanach.

Chłopak podnosząc plecak, krzywo się na nią spojrzał.

— Jeszcze zatęsknisz za przedszkolem, jak pójdziesz do tego pierdolnika, co ja.

— Patryk! — Kobieta zmierziła go wzrokiem. — Nie mów tak przy siostrze. A ty młoda damo... — spojrzała na Kasię. — zbieraj się i do przedszkola. Już.

Dziewczynka z widoczną niechęcią wstała i podeszła do swojego różowego plecaczka.

***

Hałas śmiejących się dzieci wypełniał pomieszczenie. Dziewczynka siedziała samotnie przy stoliku i rysowała. Była inna niż jej rówieśnicy. Zawsze wolała coś tworzyć niż bawić się z przyjaciółmi. Starannie wybierała kolory. Park na kartce powoli wypełniał się jesiennymi barwami.

— Oddaj mi to! To moja zabawka! — krzyknął z tyłu chłopak, po czym popchnął innego. Przedszkolanka zaczęła rozdzielać skłóconych kolegów. Kasia odwróciła się w ich stronę, przewróciła oczami, po czym wróciła do kolorowania. Krzyki w końcu ustały i zastąpiły je ponowne śmiechy dzieciaków. Za oknem wciąż było szaro i ponuro, jednak deszcz przestał już padać. Ciemność na zewnątrz kontrastowała z jasnym pomieszczeniem, w którym się znajdowała. Teraz zaczęła rysować jej jedynego przyjaciela. Chciała, żeby rysunek wyszedł jak najlepiej. Dopracowywała każdy szczegół, nie żałowała kolorów na jego uśmiechniętej twarzy i ubraniach. Gdy skończyła, podniosła kartkę i oznajmiła, że idzie do toalety, która znajdowała się w drugiej salce. Gdy przedszkolanka nie patrzyła, wzięła kurtkę i szybkim krokiem weszła do pomieszczenia. Było tam pusto i chłodno. Ominęła drzwi do toalety i pokierowała się w stronę okna. Wzięła krzesło i stanęła na parapecie, po czym je otworzyła i wyskoczyła na zewnątrz.

 

***

Na dworze było niesamowicie chłodno. Tak bardzo, że jej ręce zaczęły się trząść. Obok drogi na polance leżały liście, które niedawno spadły z drzewa. Jesień powoli wkraczała w miasto. Idąc, miała nadzieję, że nie wyszła zbyt późno z przedszkola. Wiedziała, że nie powinna tak uciekać, ale nie miała innego wyjścia. Mijała kałuże i ciągle poprawiała zwisający z szyi długi szalik, który rozwiewał wiatr. Nie wiedziała jak długo ma jeszcze iść.

— My jesteśmy krasnoludki... — Dziewczynka zaczęła nucić po cichu wesołą piosenkę, którą usłyszała w przedszkolu. Bujała się przy tym na prawo i lewo. Mimo chłodu na jej twarzy pojawił się uśmiech.

— Hopsa sa, hopsa sa. Pod grzybkami nasze butki!

Nagle przestała śpiewać i stanęła w miejscu. W oddali zobaczyła kontur postaci, która powoli się do niej zbliżała. Była pewna, że to on. Zaczęła biec w jego stronę, śpiewając dalszy tekst piosenki.

— Jemy mrówki, żabie łapki, oj tak tak, oj tak tak!

W końcu ujrzała go całego. Uśmiechał się, a ona wciąż śpiewała.

— A na głowach krasne czapki, to nasz znak, to nasz znak!

— A kto to tak ładnie śpiewa? — Mężczyzna podał rękę dziewczynce. Cieszę się, że dotarłaś. Chodź pokażę ci ładne miejsce. Na pewno ci się spodoba.

 

Uważajcie dzieciaczki. Zły pan powrócił.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Ale to się dobrze czytało. Czekam na ciąg dalszy. Przepraszam ale wcisnęła mi się jedna gwiazda zamiast pięciu- a pięć dlatego, że z przyjemnością przeczytam ciąg dalszy no i że ciekawie jest generalnie. Pozdrawiam
  • Dziękuję ślicznie, pozdrawiam :)
  • Onyx rok temu
    Intrygująco. Zaciekawiłaś to częścią.
    Jednak fragment, kiedy dziewczynka wyskoczyła z okna, jest jakoś słabo opisany, nie wywołał we mnie żadnych uczuć.
    Mimo tego zostawiam piątkę i idę czytać dalej :D
  • Dziękuję. Wiem właśnie, że muszę poprawić tą część i niektóre momenty lepiej opisać :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania