Poprzednie częściPowrót - Część 1

Powrót - Część 2

Grupka nastolatków tańczyła i śmiała się wniebogłosy. Twarze pokryte były licznymi światłami, a w pomieszczeniu rozchodził się gęsty dym, który puszczono dla spotęgowania klimatu. Alkohol wypełniał co chwilę nowe szklanki, a noc mijała niesamowicie szybko.

— Idę... — Patryk usłyszał jak jego kolega zaczął coś mamrotać. — Idę... — powtórzył.

— Dok...ąd? — zapytał z trudem, czując jak jego dykcja powoli siada.

— Rzyygać...

— Ahaaa...

Mateusz oddalił się od przyjaciół w stronę toalety. Po drodze zrzucił wazon, wpadł na jakiegoś grubego kolesia, kopnął niechcący kota i przewrócił się na progu. Ale tak poza tym to dobrze sobie poradził.

Patryk nie spuszczał wzroku z Zośki. Zataczając się, patrzył na jej długie, lokowane, brązowe włosy. Dobrze się trzymała, bo zawsze trwoniła od alkoholu i piła tylko trochę. Koniec szybkiej piosenki.

Po chwili ciszy, zagłuszonej przez przewracającą się dziewczynę, ktoś puścił "The night we met". Idealna, wolna piosenka do patrzenia w gwiazdy. Idealna do nostalgicznych wieczorów. Idealna do chwili, kiedy byli tu razem. Światła zwolniły. Dziewczyna zaczęła zmysłowo tańczyć.

— Zosiaa... — zaczął niepewnie, a dziewczyna skierowała na niego wzrok. — Mogę cię...

Wtedy wrócił Mateusz i objął dwójkę swoich przyjaciół, śmiejąc się i zakłócając przy tym nastrój.

— Co chciałeś? — zapytała Patryka.

— Już nic.

Noc powoli wkraczała we wczesny poranek.

 

***

 

Promienie słoneczne weszły łagodnie do mieszkania i połaskotały Patryka po twarzy. Otworzył oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu. Porozrzucane butelki, szkło i wciąż włączone ledy. Na kolejnych łóżkach leżeli Zośka i Mateusz. Dziewczyna miała rozczochrane włosy, a chłopak leżał w nienaturalnej, wręcz komicznej pozycji. Zrobił zgodnie z tradycją im zdjęcie i wstał. Zaczął poszukiwania swojego telefonu, który zawsze musiał ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach po imprezach.

Przestawiał wszystkie rzeczy na podłodze, szukał pod kołdrą i na półkach, ale nie mógł go znaleźć. W końcu podszedł do Mateusza i mocno nim potrząsnął.

—Ej, stary! Widziałeś mój telefon?

W odpowiedzi usłyszał jedynie ciche jęczenie porannego, skacowanego gościa.

— Wstawaj! — krzyknął po czym potrząsnął nim jeszcze bardziej.

Mateusz z wielkim trudem usiadł na łóżku i ziewnął. Wpatrując się w przód, ciągle przecierał oczy.

— Widziałeś mój telefon? — powtórzył Patryk, czując, że do kolegi nie dotarło jeszcze pytanie.

Ten jedynie spojrzał się na niego i w myślach zaczął analizować poprzednią noc. W końcu szeroko otworzył oczy, jakby go olśniło.

— A tak! Twoja stara dzwoniła chyba z dwadzieścia razy. I... odebrałem. Chyba.

— Chyba?

— No, stary nie wiem. Ale chyba tak.

— Boże... I co jej powiedziałeś?

— Gdybym ja tylko to wiedział.

Zirytowany Patryk głęboko odetchnął, a Mateusz sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niego telefon.

— Matka mnie zabije... — powiedział, patrząc na dwadzieścia nieodebranych połączeń.

Postanowił do niej zadzwonić. Chwilę ciszy wypełniały jedynie sygnały dzwoniącej komórki.

— No, mamo ja już idę do... — Nie dokończył, bo przerwał mu głos płaczącej matki.

***

 

Gdy wszedł do domu na kanapie siedziała już jego matka, a obok na krzesłach siedziało dwóch policjantów. Coś pisali, gdy ona patrzyła się załzawionymi oczami przed siebie. Patryk odłożył plecak i nic nie mówiąc usiadł koło mamy, przytulając ją.

— Patryk... — Jeden z policjantów skierował na niego wzrok. — Twoja siostra wspominała coś, że ma się z kimś spotkać, zachowywała się w ostatnich dniach jakoś dziwnie? Nie wiem, cokolwiek zwróciło uwagę w jej zachowaniu?

Szlochanie matki. Pustka obezwładniająca pomieszczenie. Szok i niedowierzanie. Jego siostra zaginęła. Jego kochanej siostrzyczki nie było już od wczoraj, kiedy on bawił się na imprezie.

— Ja... Nie... Ja nic nie zauważyłem.

Na stole w kubkach stygły herbaty policjantów, a obok nich leżało zdjęcie Kasi. Mała, uśmiechnięta blondyneczka. Pomimo ciepła w pomieszczeniu, czuł dreszcze. Chłód i niepokój. Serce biło szybciej niż zwykle, a łzy powoli cisnęły się do oczu.

— Każda informacja, każdy najmniejszy szczegół jest ważny — Słowa policjantów słyszał jakby w oddali.

Spojrzał na mamę. Nie odwracała wzroku od podłogi. Nie przestawała płakać.

— A może... A może poszła gdzieś do koleżanki? — zapytał z nadzieją w głosie.

— Przedzwoniliśmy do wszystkich przyjaciół dziewczynki. U nikogo się nie zjawiła. Po prostu wyszła z przedszkola. Rozpoczniemy poszukiwania już dzisiaj. Możliwe, że uruchomimy Child Alert. Proszę jednak być dobrej myśli.

— Znajdziecie ją? — Pani Iwona w końcu zabrał głos i spojrzała załzawionymi oczami na policjantów.

— Zrobimy wszystko, co w naszej mocy.

Ale nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Chciała usłyszeć, że ją znajdą. Całą i zdrową. Że zaraz Kasia wróci do domu i będzie mogła ją przytulić. Zamiast tego poczuła mocniejszy uścisk syna.

***

Jaskinię wypełniały złote i czerwone światełka. Dziewczynka siedziała na ziemi i rysowała, jednak w trakcie odłożyła kredki.

— Coś się stało? — zapytał siedzący obok niej mężczyzna.

— Nie... Tylko, że... mama będzie się martwić. Chciałabym wrócić już do domu.

— Źle ci tutaj?

Mężczyzna wstał i spojrzał na Kasię. W półmroku dało się zauważyć jego postawną sylwetkę i wrogie spojrzenie, którym lekko ją przeraził.

— Spotkajmy się kiedy indziej. Ale teraz chcę wrócić.

Chwila ciszy.

— Ten rysunek, co dla mnie narysowałaś jest naprawdę śliczny — Uśmiechnął się.

— Dziękuję, zrobiłam go specjalnie dla ciebie. W przedszkolu.

Mężczyzna wpatrywał się w siedzącą dziewczynkę. Światełka oświetlały jej długie włosy i małe, delikatne rączki. Zamknął oczy i głęboko odetchnął.

Dziewczynka podniosła niedokończony rysunek i wstała.

— Proszę. Jest niedokończony, ale jak znowu się spotkamy to dokończę go przy tobie.

Mężczyzna oblizał się delikatnie i spojrzał na dziewczynkę.

— A zaśpiewasz mi coś? Tak ładnie śpiewasz.

— No dobrze, ale... potem mogę iść do domu?

Nie odpowiedział.

—No dobrze... To może... Jadą, jadą misie, tra la la la la! Śmieją im się pysie, cha cha cha cha cha!

Patrzył na nią i szeroko się uśmiechał. Dziewczynka zaczęła lekko się kołysać.

— Przyjechały do lasu, narobiły hałasu, przyjechały do boru, narobiły rumoru!

Mężczyzna stanął do niej plecami, wciąż słysząc z tyłu delikatny, uroczy śpiew dziecka. Zamknął oczy, spojrzał na małe lusterko naprzeciw niego i uśmiechnął się, wpatrując się w swoje oblicze.

—Jadą, jadą misie, tra la la la la!

Z kieszeni wyciągnął nóż.

***

Za oknem miasto powoli budziło się do życia. Pierwsze samochody działały jak budzik. Spojrzał na śpiącą obok żonę i pogładził ją po włosach. Na stole obok wciąż leżały puste szklanki po winie z poprzedniego wieczoru. Była taka łagodna, jak spała. Taka niewinna. Lubił na nią patrzeć. Wstał i poszedł do toalety. Gdy wrócił - Sabina już nie spała.

— Cześć, kochanie — Podszedł i pocałował ją w usta.

— Która godzina?

— Po siódmej.

Mężczyzna usiadł obok kobiety.

— Co chcesz na śniadanie?

Nim kobieta zdążyła cokolwiek powiedzieć, zadzwonił telefon. Dzwonił jego szef, a to prawdopodobnie oznaczało, że nici z jego wolnego i planów z żoną.

— Dzień dobry, szefie. Co jest?

— Rezygnuj teraz ze wszystkiego co planowałeś. Szybkie siusiu, bułka z masłem na drogę i przyjedź pod adres, który ci zaraz wyślę. Mamy morderstwo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Onyx rok temu
    Doooobre. Jest klimat, akcja świetnie, realistycznie opisana. Pomysł sam w sobie jest ciekawy i dość mroczny. Chce się czytać dalej ;)
  • Dziękuję ślicznie:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania