Poprzednie częściPowrót do Kwitnących Krain

Powrót Wymiataki 2: Kosmicznie Odlotowa Podróż

"Powrót Wymiataki 2: Kosmicznie Odlotowa Podróż"

 

gatunek: sny/czas wolny/fantastyka/podróże

 

Ponadczasowe Wielowszechświatowe Miasto. Lata 2011-2013. Słoneczne popołudnie.

 

Po chodniku, biegnącym wzdłuż ulicy, graniczącej z tajemniczymi, fantazyjnymi kamienicami oraz z niewielkim parkiem, w którym znajdowała się elegancka fontanna, przechadzało się sześć trzydziestokilkuletnich, człekokształtnych istot, pochodzących z różnych światów. Nagle, na tle parku, napotkały cztery postacie z Fantastyczno-Naukowego Wszechświata.

 

Poszły dalej. Minęły luksusowy zamek oraz plac pełny światła, koloru i różnych, wesoło biesiadujących stworzeń. Zaszły jeszcze dalej, a wtedy nagle napotkały kolejne cztery istoty, tym razem pochodzące z Fantazyjnego Wszechświata. Kiedy je ujrzały, to szybko pobiegły w pobliże Pałacu Wizjotwórczego, nieopodal którego zastała je Magiczna Noc. Gdy spojrzały na niebo, to ujrzały radośnie migoczące i tańczące gwiazdy, planety oraz satelity. Postacie ogarnęła euforia.

 

Niespodziewanie, zza niezwykłych, srebrzystych, świecących chmur, powoli przesuwających się daleko nad horyzontem, nadleciał płaski, kanciasty, opływowy statek kosmiczny wielkości mikrobusu, który od zewnątrz miał kolor kremowy, a od wewnątrz wydawał się pomarańczowy. Był to wehikuł czasoprzestrzenny "Wymiataka Poczwórnie Luksusowa". Mógł pomieścić do ośmiu osób, w tym kierowcę. Wszystkie sześć istot wsiadło do pojazdu, który następnie wykonał kilka okrążeń na tle czterech tajemniczych, barwnych tarcz kosmicznych, zajmujących dwadzieścia kilka procent nieboskłonu, po czym odleciał w stronę Słonecznej Krainy Luzackich Dżungli.

 

Podróż trwała całą noc, a inspirujące widoki przedstawiały lasy, łąki, pola, sady, przebojowe miasta, zrelaksowane wsie i mnóstwo fantazyjnej, zadziwiającej, inspirującej fauny. Około godziny dziesiątej rano, wehikuł wylądował na sielankowych przedmieściach niedużego miasta o nazwie Starożytno-Nowoczesna Dżunglo-Plaża, umiejscowionego pośród słonecznych, wilgotnych wzgórz. Wszyscy oprócz kierowcy wysiedli i weszli do ogrodu, przed jeden z wolnostojących domów jednorodzinnych. Na widok gości, na powitanie wyszło dwóch kolegów i dwie koleżanki, a każde miało po trzydzieści kilka lat. Wtedy miejscowi wraz z przyjezdnymi przeszli się dookoła centrum oraz fragmentu przedmieść miejscowości, pełnej niewielkich starożytnych ruin i wielu soczyście zielonych parków ze stawami oraz niedużymi fontannami.

 

— Często mam sny o zaskakująco bardzo podobnie wyglądających, pięknych miastach — wyznał jeden z gości podczas wchodzenia do domu po skończonym spacerze.

 

Kiedy Wymiataka odjechała i była już dwa skrzyżowania dalej, to wzbiła się w powietrze, a wtedy pofrunęła do innego miasta, znajdującego się tysiąc kilkaset kilometrów dalej. Kilka dni później, około godziny jedenastej rano, wylądowała w nostalgicznym strychu dwukondygnacyjnego domu, znajdującego się na przedmieściach. Nagle uległa awarii. Kierowca wyszedł z pojazdu. Na miejsce przyszła jego koleżanka. Oboje mieli po trzydzieści kilka lat. Naprawili wehikuł, którym następnie odlecieli na dalekie przedmieścia.

 

Wylądowali na podjeździe, w przedniej części rozległego ogrodu, otaczającego nie za duży, parterowy, wolnostojący dom jednorodzinny o płaskim dachu. Wyszli na zewnątrz. Przed budynkiem odpoczywało czworo kolejnych dobrych znajomych, mających po trzydzieści kilka lat, a dokładniej dwóch kolegów i dwie koleżanki. Miejscowi wesoło przywitali się z przyjezdnymi. W ogrodzie, obok rozległego trawnika, rosło tajemnicze, piękne drzewo liściaste. Miało kwiaty w kilku różnych kolorach: białym, beżowym, żółtym, pomarańczowym.

 

— jak nazywa się ta roślina? — spytał kierowca.

— To hibiskuso-lilak dreamworldiofoniowizyjny. Ta odmiana nazywa się Wymiataka — odpowiedziała jedna z mieszkanek tej okolicy.

 

Wtedy, niespodziewanie, do ogrodu wbiegła łaciata, bardzo jaskrawo ubarwiona krowa. Gdy zniszczyła płot i bramę, to jej rogi nagle odłączyły się od reszty ciała, a wtedy zabawnie pofrunęły do kilku niewielkich chmur, powoli przelatujących właśnie nad miastem. Zwierzę, które okazało się magiczne, zostało tym zdarzeniem rozdrażnione, i wtedy zaczęło gonić mężczyznę dookoła tego drzewa ozdobnego... Obudziłem się, a w myślach ciągle słyszałem przebojową, imprezową piosenkę, nazywającą się może "Breakdance", a może "Street Dance". Nie pamiętam. Tak czy inaczej, dodawała ona jeszcze więcej specyficznego, nostalgiczno-surrealnego klimatu.

 

Koniec.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania