Pozdrowienia zza grobu
Chłodny, styczniowy wieczór. Padający śnieg przykrył całą powierzchnię miasta, niebo było zachmurzone, jednym słowem piękna polska zima. Starsza kobieta odpalała właśnie znicz na grobie swojego męża, jak to zwykła robić w rocznicę jego śmierci. Wokół panował spokój, jedynie z pobliskiego parku, który dzięki swojemu urokowi nawet zimą tętnił życiem, słychać było kroki stawiane na śniegu oraz dzieci, które się bawiły. Starsza pani nie przeczuwała niebezpieczeństwa, które nad nią wisiało.
- Przepraszam, czy pani Rachwalska? - usłyszała głos zza pleców i przerażona obróciła się natychmiast.
Stał przed nią młody, liczący nie więcej niż dwadzieścia kilka lat, mierzący sto osiemdziesiąt centymetrów, mężczyzna. Z tego, co zauważyła miał długie jasne włosy i maksymalnie dwudniowy zarost. Odziany był w czarny płaszcz, ciemne buty oraz spodnie. Po głębszym zastanowieniu uznała, że kiedyś już gdzieś go widziała, lecz nie mogła sobie przypomnieć gdzie.
- Tak, a o co chodzi? - odparła kobieta, nie tracąc kontaktu wzrokowego.
- W takim razie, pozdrowienia od mojego ojca zza grobu – powiedział mężczyzna, po czym wyjął
spod płaszcza pistolet i strzelił jej w serce. Kobieta natychmiast upadła na ziemię, a podłożę zalała czerwona plama z krwi. Pospiesznie zabrał łuskę i wyciągnął nóż, którym zaczął wycinać znak krzyża na jej czole. Po zakończonej czynności bardzo szybko oddalił się do wyjścia z cmentarza.
***
W cmentarnej bramie stanął młody komisarz, policji kryminalnej, Artur Rawicz. Średniego wzrostu policjant, mający sto siedemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu, dobrze zbudowany. Przez swój elegancki ubiór od razu zwrócił uwagę gapiów. Ubrany był w ciemny płaszcz, pod którym włożony miał ciemnogranatowy garnitur. Odziany był również w spodnie w tym samym kolorze, śnieżnobiałą koszulę oraz czarne lakierki. Miał na sobie okulary, które ubierał zawsze, gdy miał sprawę zabójstwa. Uważał bowiem, że w soczewkach mógłby coś przeoczyć. Przez swój nienaganny styl ubierania się dostał pseudonim „elegant”, który nosił już od szkoły oficerskiej. Spoglądnął na miejsce zbrodni, dostrzegł techników badających ślady, patologa oraz dziennikarzy próbujących zrobić jak najwięcej zdjęć. Pewnym krokiem ruszył w tamtym kierunku i już po chwili był na miejscu.
- Co mamy? - zapytał spokojnie Rawicz.
- Kobieta, sześćdziesiąt dziewięć lat. Nazywała się Stanisława Rachwalska, miała jedną córkę, Julitę Zduńską. Mieszkała w centrum, prawdopodobnie była tutaj, ponieważ wczoraj była rocznica śmierci jej męża Ryszarda. Zgon nastąpił jakieś dwanaście lub trzynaście godzin temu, bezpośrednią przyczyną był postrzał w serce, kula może pochodzić z broni kaliber dziewięć. Po jej śmierci ktoś wyciął krzyż na jej czole. Więcej szczegółów podam po sekcji – odparł patolog.
- W porządku, a kto znalazł ciało i czy są jakieś ślady? - powiedział, odwracając się w stronę swojego partnera aspiranta Konarskiego, Artur.
- Oprócz łuski, która rzeczywiście pochodzi z dziewiątki, to nie. Zbyt dużo śladów butów, aby ocenić, który należał do sprawców. - odparł policjant, zwrócił się w stronę gapiów, wskazał dwójkę starszego małżeństwa i dodał – A tamci państwo znaleźli denatkę jakąś godzinę temu. Pytałem ich, lecz nic nie wiedzą. Znali zmarłą z kółka różańcowego.
- Dobrze – rzekł komisarz – Udam się teraz, przekazać smutną wiadomość rodzinie, może oni coś będą wiedzieć. Gdzie mieszka córka?
- Mieszka w starej kamienicy przy ulicy Waryńskiego siedem. - odpowiedział partner i komisarz udał się do wyjścia z cmentarza.
***
Dwadzieścia minut później młody policjant przybył na miejsce. Jego oczom ukazała się przedwojenna kamienica. Był to budynek robiący wrażenie, odremontowany i ocieplony.
„To tutaj” pomyślał i udał się do mieszkania, gdzie drzwi mu otworzyła córka zamordowanej.
- Dzień dobry, komisarz Artur Rawicz, czy pani Julia Zduńska? – powiedział.
- Dzień dobry, Tak to ja. – odparła kobieta – Co się stało?
- Ktoś zamordował pani matkę.
Komisarz zauważył łzy w niebieskich oczach Zduńskiej i zapytał, czy może wejść. Kobieta natychmiast wpuściła komisarza do środka.
- Jak to się stało? - spytała kobieta.
- Ktoś strzelił jej prosto w serce. – odpowiedział. – Czy pani mama miała może jakichś wrogów lub, czy ktoś jej groził?
- Nie, nic mi na ten temat nie wiadomo, to była spokojna i bezkonfliktowa kobieta. Dlaczego ktoś to zrobił? - powiedziała zrozpaczona Julia.
- Na razie trwa śledztwo i nic pani na to odpowiedzieć nie mogę. - odrzekł Rawicz.
Komisarz rozmawiał jeszcze piętnaście minut ze zrozpaczoną kobietą. Po czym się pożegnał i wrócił na komendę, gdzie razem z Konarskim myśleli, co mogło być przyczyną ataku oraz przeglądali akta spraw, starając się znaleźć jakieś powiązanie z tym zajściem.
***
O godzinie dwudziestej pierwszej, do drzwi Józefa Lutera, zadzwonił dzwonek. Emeryt Poszedł otworzyć drzwi i spoglądnął przez wizjer, przed drzwiami stał młody, dwudziestokilkuletni mężczyzna.
- Kim pan jest? - zapytał Luter.
- Znał pan mego ojca przed laty. - odparł młodzieniec – nazywał się...
Ciąg dalszy nastąpi.
Komentarze (5)
opisywać ubiorów postaci, czytelnicy czasem miewają wyobrażnie : ) 5
,,partnera aspiranta Konarskiego, Artur.'' - to Artur na koniec jest niepotrzebne
Piszesz ,, Pospiesznie zabrał łuskę ,, i dalej ,,- Oprócz łuski, która rzeczywiście pochodzi z dziewiątki, to nie. '' - musisz zwracać uwagę na takie szczegóły
,,wskazał dwójkę starszego małżeństwa'' - tu lepiej brzmiałoby - wskazał starsze małżeństwo
Zaciekawiłeś mnie tą historią :) Zostawiam 5 na dobry początek :)
,,Starsza kobieta odpalała właśnie znicz" - gdy pierwszy raz przeczytałam to zdanie, to określenie wydało mi się zabawne:) ,,odpalać znicz", ja bym raczej napisała ,,zapalać znicz";
,,Kobieta natychmiast upadła na ziemię, a podłożę zalała czerwona plama z krwi." - ,,podłoże" i znowu dziwnie brzmi, żeby ,,coś" zalała plama, nie sądzisz?;
,,W cmentarnej bramie stanął młody komisarz, policji kryminalnej, Artur Rawicz" - bez pierwszego przecinka;
,,Spoglądnął na miejsce zbrodni" - osobiście nie lubię słowa ,,spoglądnął", zawsze wydawało mi się takie nienaturalne, napisałabym ,,poparzył" albo ,,spojrzał", ale to tylko moje zdanie;
,,W porządku, a kto znalazł ciało i czy są jakieś ślady? - powiedział, odwracając się w stronę swojego partnera aspiranta Konarskiego, Artur." - po pierwsze skoro wypowiedź przyjmuje formę pytania, lepiej by brzmiało ,,spytał" lub ,,zapytał" i to ,,Artur" na końcu byłoby uzasadnione, gdyby bohater zwracał się do niego, a w takim wypadku brakuje odpowiedniej interpunkcji;
,,Udam się teraz, przekazać smutną wiadomość rodzinie" - bez przecinka, w tym wypadku ,,przekazać" nie pełni roli orzeczenia, a odnosi się do czasownika w formie osobowej;
,,Dzień dobry, Tak to ja." - po przecinka ,,tak" powinno być z małej litery;
,,Czy pani mama miała może jakichś wrogów lub, czy ktoś jej groził?" - tu trochę nie bardzo pasuje mi interpunkcja, oczywiście jeśli ,,czy" się powtarza, to stawia się przecinek, ale tu wychodzi pauza przed tym słowem ,,zawieszając" wypowiedź na ,,lub" co nie występuje w mowie, a o jest sprzeczne z założeniem. Łatwiej było by napisać np. ,,Czy pani mama miała jakichś wrogów, może ktoś jej groził?";
,,Emeryt Poszedł otworzyć drzwi i spoglądnął przez wizjer" - ,,poszedł".
Trochę się rozpisałam, ale to u mnie normalne:) Dam 5 choć tak naprawdę to takie 4,5, przed tobą sporo pracy, ale na to potrzeba czasu:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania