Pragnieniem duszy
Pytasz, czy mi zależy,
spełnię zachcianki życia,
młodzieńczych ptaków
w wiosenny poranek,
tak sielankowy,
taki cudowny,
tak fantazyjny.
Lecz ja nie mogę,
choć walka trudna ze samą sobą,
ciężko na duszy,
do której się wkradłeś niepostrzeżenie,
choć może dałam ci do niej kluczyk.
Tak przez przypadek,
całkiem niechcący, przecież mam siebie
do rozumienia, kochania,
szacunek mając.
Po co więc żądam twego spokoju,
szczęścia, sympatii do mojej duszy.
Nie ciała! Bo ono zgubą,
kłamliwą skorupą kuszącą grzesznych.
Pragnę wszystkiego, co wyższe, cenniejsze,
trwalsze od wiatru w letni poranek...
Lecz mówisz, że ważne...
Że do poglądów nikogo nie zmusisz
i wyznawania bóstw swych wartości
to co mi rajem, tobie jest niczym,
nie wartą chwilą zastanowienia.
Oczy odwracam,
nie wiem, co robić.
Bezradność, siła? One są niczym.
Człowiek zostaje marną skorupą
pragnień, uprzedzeń, swoich narracji.
Ale próbuję zrozumieć siebie,
ciebie, nas, szanse na przyszłość,
czas jest nie mój, ja się zamykam,
boję, ukrywam, z niechęcią idę.
I nie wiem, czy będę na tyle sobą,
tą sobą, którą tobą widzę.
Zmiany istotne, zmiany możliwe,
lecz warte bycia w niepewnym świecie?
Komentarze (10)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania