Praktyczne zastosowania systemu magicznego w czasie walki i eksploracji

Największa sala Gildii była wypełniona po brzegi.

Na stu pięćdziesięciu krzesłach zasiadało równo stu pięćdziesięciu słuchaczy, a jeszcze pomiędzy nimi, przy ścianach, z tyłu pomieszczenia stało następne kilkadziesiąt osób. Niektórzy z nich przybyli tutaj na zaproszenie, inni widzieli ogłoszenia wywieszone w mieście, a jeszcze pozostali albo trafili tu z przypadku albo zostali zaciągnięci przez znajomych. Jedno jednak wszyscy mieli wspólne – chęć wysłuchania wykładu i zdobycia nowej wiedzy.

Póki co każdy zajmował się sobą. Rozmawiano, przechodzono z miejsca na miejsce, jedzono, pito, a to wszystko w atmosferze zgiełku i zniecierpliwienia. Prowadzący – kapitan Gildii Faustine de Arroy – delikatnie ujmując spóźniał się. Zegary wskazywały piątą dwadzieścia dwa – wykład miał się rozpocząć dwadzieścia minut wcześniej. Jedynymi, którzy w spokoju czekali była para niedoświadczonych awanturników – innoświatowiec Laurent oraz wywodząca się z dobrego rodu Ariyoshi. Być może było to drobne uogólnienie – ciemnowłosy chłopak już dawno by czmychnął rozmawiać z kimś o skillach, questach i tym podobnych albo zabawiać jakieś panny drętwym żartem, lecz był tu dziś ze swoją towarzyszką – to właśnie ona przez cały ten czas utrzymywała go w ryzach. Choć trzeba przyznać, że trochę mniej silnej woli i już by go puściła, byle tylko nie znosić więcej jego marudzenia.

— Kurczę, Ari, weź… — jęczał trzymany za rękaw. — O, widzisz? Tam stoi Buffel – ten, co ci pożyczył piątaka tydzień temu i ten, jak mu tam… Vingo – on, pewnie ci nie mówiłem, pokazał mi, gdzie tu w okolicy mają, hehe, wiesz, „dom rozkoszy”. Ari, weź mnie puść, bo nie wytrzymię. Muszę z nimi pogadać.

— Nie ma mowy — odrzekła stanowczo, przyciągając go do siebie. — Lada moment rozpocznie się wykład, a ty będziesz zajęty czym innym. Skup się jeszcze trochę. To nie boli.

— Ale, ale… — Laurent jąkał się, szukając kontrargumentu. — A niech ci będzie! — Puściła jego rękaw. — Z nimi to bym się czegoś ciekawego dowiedział, a tak… Godzina w dupę i tyle.

— Ej, ej – szacunku trochę — Ariyoshi spojrzała groźnym wzrokiem. — Kapitan poświęca dla nas swój cenny czas, więc doceń to i spróbuj się czegoś nauczyć, głupku.

— Ta? A czego ja mam się uczyć? Wszystko już umiem, widzisz? — Podsunął jej pod nos prawą dłoń z błyszczącym zielonym blaskiem klejnotem osadzonym na srebrnym sygnecie. — MASYS mam w małym palcu. Znaczy we wskazującym… Wiesz, o co chodzi. Świetnie sobie radzę. Wojownik ze mnie jak talala!

— A mi się wydaje, że jeszcze wczoraj nie potrafiłeś choćby jednego skilla użyć… — Mina Laurenta momentalnie zrzedła na te słowa. — To część twojego szkolenia, Laurent. Przyda ci się, szczególnie, że twój glif nie jest jeszcze w pełni aktywny.

— Wiedziałem, że kupno na raty to zły pomysł… — Chłopak zupełnie zmarkotniał.

— No, no. — Towarzyszka klepnęła go w plecy. — Według mnie to dobra opcja. Oswajasz się z mocą stopniowo, masz większe pole do nauki, błędy mniej kosztują. Gdybym wiedziała, to też bym właśnie tak wdrażała się do korzystania z systemu.

— Mów, co chcesz — odrzekł Laurent już nieco pogodniejszy. — Mnie to zwyczajnie irytuje. Głupia pensja. Jakbym nie mógł po prostu wziąć pożyczki i potem się martwić.

— Oj, nie chciałbyś brać pożyczki — Ariyoshi aż się wzdrygnęła. — Opowiadałam ci kiedyś jak mojego kuzyna ścięto za długi? Co prawda to był inny kraj, ale bank ten sam. W Trelem nie bierze się pożyczek i tyle. Każdy o tym wie.

— To w moim świecie chyba lepiej to działało…

Zapadła nieco niezręczna cisza.

Tymczasem na wcześniej przygotowaną podwyższoną scenę wszedł długo wyczekiwany kapitan de Arroy. Przywitał się z dwoma stojącymi obok kobietami – pracownicami Gildii – i przeszedł na środek drewnianego parkietu. Pogłaskał swoją długą brązową brodę, zlustrował pobieżnie w większości niezainteresowany jego przybyciem tłum i w końcu dał znak jednemu z siedzących wśród słuchaczy współpracowników, by zadbał o należytą ciszę przed rozpoczęciem wykładu.

— Proszę powrócić na miejsca i zamilknąć. Wykład zaraz się rozpocznie.

Doniosły głos rozniósł się po całej sali, momentalnie przywołując wszystkich zebranych do porządku. Taką głośność uzyskano dzięki pozornie bezużytecznemu i bardzo rzadkiemu skillowi – Wzmocnieniu Dźwięku. Niewielu go w ogóle znało, więc moc komunikatu wywarła niemałe wrażenie.

— Zobaczmy, co będzie miał do powiedzenia — odezwał się Laurent, rozsiadając się na drewnianym krześle.

— Ekhm — Kapitan zaczął mówić. — Witam serdecznie wszystkich zebranych. Jak zapewne dobrze wiecie tematem dzisiejszego wykładu będzie „Praktyczne zastosowanie systemu magicznego, zwanego skrótowo MASYS, w czasie walki i eksploracji”. Nie będę was zanudzał, drodzy bracia i siostry w zawodzie, podstawowymi terminami, które jak mniemam wszyscy doskonale znacie. Dziś nie będę mówił wiele – zaraz oddam głos członkom gildyjnej grupy badawczej, która znajduje się właśnie w Lesie Deverskim. W jaki sposób, spytacie? Otóż, jak widać, na ścianie za mną rozwieszone jest białe płótno. Nie jest to jednak zwykły materiał, a materiał magioczuły, który jednocześnie jest przekaźnikiem. Mój chowaniec – zacny ptak obserwacji Fionto – towarzyszy wspomnianej już grupie badawczej i za pomocą swej niezwykłej umiejętności prześle do nas widziany przez siebie obraz i dźwięk. Zatem rozsiądźcie się wygodnie, gdyż czeka was żywy seans przedstawianych w książkach definicji i wzorców zachowań. Drodzy państwo – oddaję głos gildyjnej grupie badawczej pod dowództwem mojej zacnej koleżanki Fiearys Kalette.

Okna sali zostały zasłonięte, światła wnet pogasły, a wielkie płótno zajmujące niemalże całą przednią ścianę rozbłysło niebieskim blaskiem. Po chwili pojawił się obraz, a widzom ukazali się dwaj żarliwie dyskutujący mężczyźni pośrodku dziczy.

— Trzymać się scenariusza? Co to w ogóle znaczy? — mówił pierwszy z nich, ekspresyjnie artykułując rękoma.

— A ja wiem. Ta głupia elfka najpierw nic nie chciała mówić, a teraz poszła bez słowa odlać się w krzaki. Obraziła się na nas czy co? — Z pretensją w głosie odpowiadał drugi.

— To pewnie twoja wina, Fergus. Wczoraj, ten, jak byliśmy w knajpie to zjadłeś jej ciastko, co nie?

— No prawda, jak poszła się odlać.

— Właśnie to. Niby nic nie mówiła, ale wzrok taki miała… Wiedziała, że to ty. Pewnie użyła tego swojego skilla – eee, Dalekowzroczność czy coś takiego. Z toalety widziała, jak wcinasz jej ciastko.

— Bez jaj — odrzekł Fergus, rozkładając ręce. — Co to za skill w ogóle? Ona tak zawsze podgląda, co ludzie robią, gdy jej nie ma?

— Tak. Zawsze.

Z krzaków za nimi wyłoniła się emanująca złą energią sylwetka. Elfka, o której mówili, czyli Fiearys bez pardonu wskoczyła między dwójkę mężczyzn i szybkim ruchem powaliła ich obydwu na ziemię.

— P-pani Fiearys… Ja… — mówił Fergus, zasłaniając twarz.

— Milcz. Zaraz rozpocznie się transmisja, a wy… Jeszcze zdążę przetrzebić wam skórę zanim ten stary dziad połączy nas z Gildią.

— Fiearys… — powiedział cicho drugi z nich. — Spójrz na ptaszora. Oczy mu się świecą, co nie? To chyba znaczy, że jesteśmy na żywo…

Elfka zwróciła swój gniewny wzrok w „obiektyw kamery”.

Oblała się rumieńcem, gdzieś szybko zanurkowała poza spojrzenia widzów i wnet wynurzyła się tym razem z uśmiechem na ustach i dziwnie drgającą powieką.

— Gorąco witam naszych drogich widzów — zaczęła łamiącym się z zakłopotania głosem. — Musicie nam wybaczyć drobne niedogodności. — Spojrzała na powoli wstających z ziemi towarzyszy. — Wiecie jak to bywa w drużynie… Niesnaski, kłótnie, jestem pewna, że każde z was to zna, hahaha…

Na sali zapadła martwa cisza.

— Kontynuując – chciałabym was zaprosić do swego rodzaju pokazu na żywo, w którym razem z moimi kochanymi kolegami – Fergusem i Lewrenem – zaprezentujemy wam praktyczne użycie MASYS podczas eksploracji i walki z napotkanymi potworami. Gwoli formalności – znajdujemy się właśnie w Lesie Deverskim, sektorze drugim. Ja jestem szermierką siedemnastego poziomu, mój glif to woda, Fergus to barbarzyńca na piętnastym levelu, jego żywioł to ziemia, zaś szanowny Lewren jest magiem bojowym poziomu osiemnastego o glifie mrozu. Pytań nie przewiduję, bo i tak nie macie jak ich zadać, hahaha, a więc bez zbędnego przedłużania rozpoczynamy pokaz. Miłego seansu!

Początek transmisji wywołał wśród zebranych istnie mieszane odczucia. Jedni wybuchli śmiechem, inni byli zażenowani, wielu było po prostu znudzonych, a jeszcze co niektórym po prostu opadła szczena z wrażenia. Ogólnie nikt czegoś takiego się nie spodziewał, szczególnie, że Fiearys była znana wielu członkom Gildii jako osoba odpowiedzialna, poważna i niezwykle opanowana. Jej towarzysze swoją drogą, ale i tak… Szok był duży.

— Ale jaja… — podsumował to Laurent, obserwując dalszą część transmisji.

— Muszę przyznać – to było wyjątkowo obcesowa scena — odrzekła Ariyoshi. — Na jej miejscu chyba bym zapadła się pod ziemię, choć z drugiej strony – ja, spadkobierczyni rodu Arazawa-Mourte – nigdy bym się tak nie zachowała.

— Yhm — potwierdził bez przekonania chłopak, obserwując dalszą część transmisji.

Gildyjna grupa badawcza właśnie poruszała się naprzód, pokonując sięgające do połowy tułowia zarośla. Elfka szła na czele, siekając przeszkody rapierem, zaś jej towarzysze osłaniali tyły. Po chwili wyszli na otwartą przestrzeń i wtedy Fiearys zwróciła się w stronę „kamery”.

— W tym miejscu zaprezentujemy państwu jedną z podstawowych umiejętności każdego poszukiwacza przygód, czyli tak zwane skanowanie. Lewrenie! — zwróciła się do ubranego w granatowy płaszcz mężczyzny.

— Wedle życzenia. — Odwrócił się i ukłonił w stronę widzów. — Magical System: raven! — Klejnot osadzony w górnej części jego kostura rozbłysnął bladoniebieskim blaskiem. — Skanuj!

— Widzicie, a raczej nie widzicie, bo ta umiejętność nie ma wizualnego efektu, poprawnie wywołane zaklęcie skanowania. Obszar wokół Lewrena jest obecnie dokładnie analizowany i wszelkie podejrzane rzeczy w zasięgu są od razu identyfikowane, a dokładne dane o ich położeniu są przesyłane wprost do głowy użytkownika. Zaklęcie jest aktywne do momentu dezaktywacji, a więc jeżeli posiadacie dużą ilość many możecie je podtrzymywać bardzo, bardzo długo, by na bieżąco mieć świadomość potencjalnych zagrożeń lub, być może, skarbów.

— Skanowanie też — wciął się Fergus — obejmuje rzeczy niewidzialne i ukryte. Jeśli boicie się duchów, to od razu je znajdziecie.

— Coś znalazłeś Lewrenie? — po chwili zapytała Fiearys.

— Nic — Zaprzeczył ruchem głowy. — Kończę zaklęcie. Skanuj: over!

— Widzicie, tym razem mamy szczęście. Obszar jest czysty, ruszamy dalej. W drogę, chłopcy!

Fiearys machnęła ręką i po chwili drużyna znów zatopiła się w gęstwinie.

Na sali rozpoczęły się dyskusje. Widzowie albo się nudzili albo dzięki tej krótkiej prezentacji odkryli nowe funkcje pozornie prostej umiejętności.

— Nudy… — zaczął Laurent, opierając głowę na podpartej ręce.

— Nie marudź. Dopiero zaczyna robić się ciekawie. Zresztą ja już się czegoś dowiedziałam – wcześniej nie słyszałam o tym wykrywaniu rzeczy ukrytych.

— I ty niby jesteś skrytobójcą? — Uśmiechnął się ironicznie.

— Cicho — Ariyoshi szturchnęła go w ramię.

Grupa badawcza natrafiła na dziwny kamień. Blokował drogę, na oko miał prawie trzy metry wysokości.

— Nie da rady — westchnął Fergus. — Trzeba obejść.

— Panowie! — Fiearys zatrzymała towarzyszy ruchem dłoni. — To dobra okazja, by zaprezentować widzom polecenie identyfikacji. Lewrenie, będziesz łaskaw?

— Ależ oczywiście, proszę pani. — Zbliżył się do niej, przyłożył kostur do skały. — Identyfikacja! — Kryształ ponownie rozbłysnął, kamień zaś pokryło niebieskie pole światła. Chwilę tak trwało, aż w końcu zniknęło, a mężczyzna zrobił krok do tyłu. — To zwykły głaz narzutowy.

— Ach, głaz narzutowy… — powtórzyła Fiearys. — Widzicie widzowie… Nie zawsze enigmatycznie wyglądający obiekt jest czymś niezwykłym. Ale jest plus – powiększyliśmy zasób naszej wiedzy. Bo ja na ten przykład nie wiedziałam, że ten konkretny głaz jest głazem narzutowym. A dzięki identyfikacji to wiem. Same zalety. Wiem więcej, moja przygoda jest pełniejsza i bezpieczniejsza.

— Identyfikować też można ludzi — ponownie wtrącił się Fergus. — Jakby któreś z państwa zeskanowało szanowną koleżankę Fiearys to wyszedłby taki wynik – dwudziestokilkuletnia samotna elfka, szuka męża.

— Fergus!

Barczysty mężczyzna dostał porządnego kuksańca w prawe ramię. Lewren zaśmiał się pod nosem, lecz gdy tylko wzrok elfki skierował się na niego, zrobił kamienną twarz. Po chwili ruszyli dalej. Tym razem to barbarzyńca szedł na przedzie – dalej mówili szeptem, ale widzowie wychwycili, że mówiła coś o wyłapywaniu pajęczyn.

— A jakbym ciebie zeskanował to jaki byłby wynik? — Zagadał Laurent.

— Magical System: kitsune — naszyjnik Ariyoshi rozbłysnął.

— Hej, czekaj!

— Identyfikuj! — Na chwilę przymknęła oczy. — Ohoho… Bardzo ciekawe informacje.

— Ej, to nie fair. Co za informacje? Powiedz… Ej, powiedz no… — zaczął szarpać ją za ramię.

— „Innoświatowiec. Lubi czekoladowe muffiny i kobiety o wielkich piersiach”. Wiem przynajmniej, że ci się nie podobam — Uśmiechnęła się ironicznie.

— Ta, też mi informacje. Bardzo wybiórczy ten system. I niedokładny. — Zaczerwienił się lekko.

Poszukiwacze przygód wreszcie natrafili na okazję, by zaprezentować swoje umiejętności bojowe. Kilka metrów przed nimi skubał trawę ogromny ślimak o fioletowej skorupie i niezwykle oślizgłym ciele tego samego koloru. Zdawał się kompletnie ich ignorować i nie wyglądał na specjalnie mocnego przeciwnika. Fiearys wykorzystała okazję i odwróciła się plecami do potwora, a twarzą do widzów.

— Oto, mili państwo, nasz pierwszy oponent. Jest to, jak wskazuje identyfikacja Fergusa, dobrze wam znany, powszechnie występujący na tych terenach, Wielki Fioletowy Ślimak. W Królestwie Dordian jest on narodowym przysmakiem, u nas zaś jest groźnym dla upraw szkodnikiem. Ten konkretny osobnik ma level dwunasty, a więc nie będzie wyzwaniem dla naszej drużyny.

— Fiearys…

— Trudnością w walce ze ślimakiem jest niezwykle twarda skorupa, której nie przebijecie żadnym orężem oraz niezwykle oślizgłe, potrafiące się rozciągać i chwytać ofiary niczym macka ciało. Musicie być bardzo ostrożni, gdyż taki ślimak może was zaskoczyć i szybko pochwycić i przywalić swoim ciężkim cielskiem. W takim wypadku jesteście praktycznie bez szans – w pięć, do dziesięciu minut potwór was strawi i nie zostaną nawet kości.

— Fiearys…!

— Nie teraz, Fergus! — skarciła towarzysza. — Nie widzisz, że mówię do widzów? Na bogów, co za ludzie… Najpierw ten incydent na początku, a teraz jeszcze mi przeszkadza. Naprawdę – ciągle mi życie uprzykrzacie wy… — Fiearys spojrzała w dół. Fioletowe cielsko oplatało jej nogę. — Panowie…

Potwór wykorzystał moment. Pociągnął elfkę, a ta, nie mogąc w porę zareagować, szybko została wciągnięta pod nogę ślimaka.

— Fiearys!

— Na Miautatesa, co za baba! Było trzeba słuchać, a nie…! Lewren – rzucaj błyskawicę! Jesteśmy na wizji, popisz się jakimś kozackim czarem.

— Weź przestań, Fergus. Usmażę ją!

— Daj spokój. Śluz nie przewodzi prądu. Biologii nie znasz? Nic jej nie będzie.

— Niech będzie — Lewren ciężko westchnął. — Na twoją odpowiedzialność.

— Dajesz. Będę w pogotowiu.

— Skill: thunderbolt!

Z kostura wystrzeliła wiązka energii, która z wielką mocą uderzyła w skorupę i spowodowała jej wybuch. Obraz zasłonił sekundowy rozbłysk i chwilę później ze ślimaka zostały tylko zwęglone kawałki rozrzucone na wszystkie strony. Obolała i pozbawiona większości garderoby elfka powoli zbierała się z ziemi.

Tak się złożyło, że chowaniec-kamera, niezwykle mądry Fionto, zbliżył się do Fiearys, by uchwycić dramatyczny moment. Widok, przynajmniej dla męskiej części widowni, był wyśmienity.

— Myślałem, że ma mniejsze cycki — Spostrzeżeniu Laurenta szybko zawtórowało soczyste plasknięcie w policzek w wykonaniu Ariyoshi.

Elfka, gdy tylko zorientowała się, że ptak jest niebezpiecznie blisko, zasłoniła piersi ręką i skuliła się na ziemi, wyraźnie się czerwieniąc. Na całe szczęście szybko podbiegli do niej jej towarzysze. Fergus zasłonił „obiektyw kamery”, a Lewren okrył Fiearys swoim płaszczem. Pa parunastu sekundach ciemności obraz wrócił. Fergus, starając się nie oglądać za siebie, zaczął przemawiać do widzów.

— Jak widzicie – śluz Fioletowego Ślimaka jest bardzo żrący. W pierwszej kolejności rozpuszcza wasze ubrania i broń, potem skórę, kości… No, widzieliście panie i przede wszystkim panowie — puścił oczko do widzów — jak to wygląda. Ten tego… Obawiam się, że na dzisiaj to koniec. Nasza droga towarzyszka jest pozbawiona dumy i odzienia, a z tego, co rozumiem, zaliczyliśmy już wszystkie punkty programu, a więc możemy kończyć. Fionto – widok na Fiearys i Lewrena. No, pożegnajcie się z widzami, towarzysze.

— Do widzenia — mruknął mag, podtrzymując ledwie stojącą elfkę.

— Żegnajcie, wi-widzowie… — wymamrotała. — I uważajcie na siebie. Błyskawice, śli-ślimaki… Groźne to-to.

— Odpłynęła — stwierdził Lewren, delikatnie kładąc na ziemi nieprzytomną kobietę.

— Podsumowując: przygoda nawet w pobliskim lesie to nie przelewki. Uczcie się, bądźcie czujni i wracajcie do domów bezpieczni. Nie wiem, czy ktoś tam na was czeka, ale nie umierajcie w lasach. Jest milion bardziej chwalebnych śmierci niż być strawionym przez ślimaka. To ten – pozdrawiamy serdecznie. Głos dla pana, panie kapitanie.

Ekran zgasł, okna zostały odsłonięte, światła ponownie zapalono.

Kapitan de Arroy niepewnie wyszedł na środek sceny i ze zmieszaną miną szybko przemówił do tłumu.

— Koniec wykładu. Rozejść się.

Wszyscy wstali ze swoich miejsc. Rozniósł się szmer rozmów, śmiechu, przesuwanych krzeseł i kaszlu. Sala powoli się opróżniała. Ariyoshi i Laurent wychodzili jako jedni z ostatnich. Gdy już znaleźli się na zewnątrz, to jest na szerokim korytarzu, usiedli na jednej z ławek rozstawionych pod ścianą.

— No, to było niezłe.

— Nawet nie muszę zgadywać, który fragment podobał ci się najbardziej — westchnęła Ariyoshi.

— Świetna była ta błyskawica. Muszę się tego nauczyć.

— O, czyli jednak trochę się skupiłeś.

— Oczywiście — odrzekł z zadowoleniem. — I jeszcze ten śluz… Jakby upolować parę ślimaków, zebrać to i wykorzystać jako broń. Wyobrażasz to sobie? Oblewam takim kwasem i nagle „Aaaaa… Nie patrz! Zboczeniec!”. I wtedy mam wygraną w kieszeni.

— Głupek.

Laurent oberwał w tył głowy. Roześmiał się po tym, a po chwili dołączyła do niego Ariyoshi. W dobrych nastrojach opuścili Gildię i udali się w stronę rynku. Wykład był dużo intensywniejszy niż się spodziewali, więc wspólnie uznali, że potrzebują trochę relaksu. A najłatwiej zrelaksować się w dobrym towarzystwie i przy dobrym jedzeniu. Na przygody przyjdzie czas później – w gruncie rzeczy obydwoje byli początkującymi, a o chleb martwić się nie musieli.

Zresztą – i on i ona byli zdecydowanie zbyt beztroscy, by biegać po lesie tak jak tamta nieszczęsna trójka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Shogun 2 miesiące temu
    Heh :) Fragment jakby dosłownie wyrwany z klasycznego isekai-a z "klasycznymi" jeśli mogę je tak nazwać, scenami :)
    Proste, niezobowiązujące ale przyjemne w czytaniu :)

    Pozdrawiam :)
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Dzięki za komentarz. Pozdrawiam również :)
  • Onyx miesiąc temu
    Haha, fajne to. Bardzo przyjemnie się czyta
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Dzięki
  • Mroźny Ryś 2 dni temu
    Wciągnęło! :) Chętnie czytałabym dalej. Bardzo fajny humor.
  • Pan Buczybór 2 dni temu
    Dziękuję za komentarz :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania