Przyjacielu
Zginęliśmy w tamtym pożarze,
Było nas w środku wielu.
Czerwień pożarła wszystko,
Zginąłeś wraz z mną,
Przyjacielu.
Parzył mnie żar potworny,
Trawił wszystkie wnętrzności.
Chciałam, byś podał mi dłoń
I uciekł daleko
Stąd.
Lecz Ty się bałeś mej dłoni
Całej pokrytej bąblami,
krwawy wyciekał z nich płyn
Nie chciałeś się złączyć
z nim.
Ktoś do drzwi zapukał,
Tych dawno pożartych
przez płomienie trawiące
Życia osób
Martwych.
Istnienia, czerwień
I w końcu popiół.
Zdmuchnąć chcę go,
zdmuchnąć.
Odejdź, weź mnie,
odejdź.
Zamiast łez płynie krew,
Wysycha, piecze, topnieje.
Po co ja jeszcze
istnieję?
Nagrobki i tabliczki,
imiona już zapomniane.
Czy którekolwiek z nich
było naprawdę
Znane?
Odszedłeś mój przyjacielu,
Widzę, że dobrze się czujesz.
Chociaż nie... oprócz bólu
Już nigdy nic nie
Poczujesz.
Komentarze (18)
Znów, czytając komentarze, widzę, że miałam zupełnie inne skojarzenie z "pożarem". No, może nie całkiem, bo w końcu też pomyślałam o śmierci, jednakowoż raczej o tej związanej z krematoriami. Zwłaszcza ta pierwsza strofa naprowadziła mnie na ten szlak. Zapewne nie to miałaś na myśli, ale spodobało mi się, że moja interpretacja się w to wpasowała. Wiersz bardzo poruszający, zostawiam 5.
Zamiast łez płynie krew,
Wysycha, piecze, topnieje.
Po co ja jeszcze
istnieję? - Ujął mnie ten fragment; 5:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania