Punkt widzenia część 14

[Wrzucam bez poprawek i korekty, gdyż pisałem po nocy, a nie chcę, aby tekst się zdezaktualizował. Liczę więc na wyrozumiałość odnośnie błędów. Poprawię je później ;D Miłej lektury ;)]

 

*

 

To jest nie do uwierzenia, naprawdę nie do uwierzenia. Jeszcze kilka dni temu narzekałem na brak klientów w "Płynnej wenie", żaliłem się, mojej jedynej w swoim rodzaju Barmance rzecz jasna, jak to pójdziemy z torbami przez te pustki. Lecz pewnego wieczora odebrałem od niej telefon:

- Shogun, ty wariacie! - krzyknęła na całe gardło. Musiałem oddalić telefon od mojego biednego narządu słuchu. Cóż, taki miała temperament, ale to dlatego ją zatrudniłem. Pełna energii, żywa i radosna. Tego ten bar potrzebował. - Ten twój pomysł z otwarciem baru w aktualnym momencie, to był strzał w dziesiątkę - mówi entuzjastycznie.

- Jak to? - pytam.

- Ech, no co jak to? Głupi głupek z ciebie, czy co? Po prostu teraz przez tego koronaświrusa grasującego w powietrzu, nasz lokal jako jedyny jest otwarty. Ściągają do niego prawdziwe tłumy najróżniejszego ludu.

- Naprawdę?

- Tak, jak nie wierzysz, to bierz dupę w troki i zasuwaj do baru, a nie się szlajasz po mieście bez celu i pożytku. Co ty jakiś filozof grecki jesteś, czy co?

- Może?

- Oj, nie piernicz mi tu, tylko zapylaj pod "Płynną wenę". Jest sporo klientów, więc jesteś potrzebny.

- Dobra, zaraz będę, do zobaczenia.

- No ja myślę - powiedziała wymownie. - Do zobaczenia.

 

*

 

Nie mogłem w to uwierzyć, ale leciałem na łeb na szyję i wyrżnąłem jak długi przez człowieka. Tak, przez człowieka. Zapytałby kto, jakim cudem. Ano takim, że po prostu leżał na ziemi jak wór kartofli.

- Panie, co pan tu tak leżysz? To już nie ma gdzie spać, tylko na środku chodnika?

- Coooo? Panie, ja z randki wracam - powiedział. Lekko się zdziwiłem, bo gdy mówił, to słyszałem jak mu szczęka strzela.

- Jak z randki? Co ty pieprzysz, jak na ziemi leżysz?

- Ano, bo pobili mnie tacy jedni.

- Co, pewnie wyrwałeś nie te sztukę, co trzeba?

- Tak, skąd wiedziałeś?

- Przeczucie, ale mniejsza o to. Jak pan ma na imię?

- Anton jestem.

- Shogun jestem, miło mi, a teraz wskakuj na plecy i nie zadawaj pytań, bo śpieszy mi się.

Uklęknąłem i chłopina powoli się na nie wgramolił.

- Lecimy do baru, którego akurat jestem właścicielem. Łyczek czegoś mocniejszego postawi cię na nogi.

- Toż z ciebie Shogun-sama - powiedział Anton.

- Może być Shogun-sama albo i inna dama. Nieważne, czas goni. Trzym się chłopie.

 

Dzięki temu, iż byłem doskonale wytrenowanym Shogunem, nie miałem problemu, aby biec, z ciężarem na plecach. Na szczęście nie byliśmy zbyt daleko od celu naszej podróży, więc po jakiś dwudziestu minutach dotarliśmy na miejsce.

Wparowałem do lokalu na pełnej prędkości. Barmanka, aż podskoczyła, a wszyscy klienci popatrzyli się w naszą stronę. Kobitka, której szpileczki z kokardką przed chwilą oderwały się od ziemi, zaczęła się na mnie drzeć, cóż powód miała, nie powiem.

- A ty co tu tak wjeżdżasz, jak do obory jakiejś? Myślisz, że jak jesteś szefuńciem, to ci wszystko wolno? Niedoczekanie... - nie dokończyła, bo wszedłem jej w słowo.

- Dobra, później mnie opieprzysz, ok? Ale teraz poratuj tego biedaka czymś mocniejszym - wskazałem na Antona no moich plecach. Chłop mówi, że go pobili, a to ja przez niego prawie straciłem zęby na krawężniku.

- Nie ma problemu, posadź go w fotelu, żeby nam się nie stoczył na podłogę.

Przecisnąłem się więc przez o dziwo tłumy i posadziłem Antona w dużym miękkim fotelu.

- Dzięki ci Shogun-dama, pfu, Shogun-sama.

- Nie ma problemu stary.

Barmanka, w sumie również podawała trunki, gdyż lubiła rozmawiać z ludźmi, a poza tym jej wdzięki robiły furorę. Przyniosła więc Antonowi kieliszek i połówkę czystej.

- Chluśnij sobie chłopie, to od razu siły odzyskasz.

- Już odzyskałem - powiedział i spojrzał drapieżnym wzrokiem w dekolt barmanki.

- Oj Anton ostrzegam. O ile z bójki z tamtymi typkami wyszedłeś jako tako, to po konfrontacji z Nią bez szpitala się nie obejdzie. Mówię po przyjacielsku, jak przyłoży, nie ma co zbierać.

- A ty skąd wiesz - spytał ciekawie.

- A ty myślisz, że po co ja tę pełną zbroję noszę? To nie ozdoba. Jak mi raz przyłożyła, a akurat hełmu na głowie nie miałem, to obudziłem się po kilku godzinach z głową na jej kolanach. Niebezpieczne, ale i czułe oraz delikatne to stworzonko.

- Dzięki, będę uważał - rzekł i roześmiał się.

Gdy Anton zajął się już flaszką, rozejrzałem się dookoła i dopiero teraz dotarło do mnie jaka różnorodność ludzi się tu znajdowała. Z zamyślenia wyrwała mnie Barmanka.

- Shogun, nie stój jak słup soli, tylko pochodź po sali i pozbieraj zamówienia. To przyspiesz robotę.

- Spoko oko, robi się.

Podszedłem do pierwszego stolika. Siedziała przy nim prawdopodobnie kobieta. Nie mogłem tego stwierdzić dokładnie, gdyż miała na sobie strój lwa, czy innej lwicy. Naprawdę, normalnie cały, od góry do dołu. Jakieś kigurumi, czy co - pomyślałem. Maska ukazywała uśmiechniętą mordkę. Co jeszcze zwróciło moją uwagę, to znajdujący się na smyczy rudy bokser. Nie gapiąc się już dłużej, spytałem:

- Co podać Pani...?

- Koci jestem.

- Shogun, miło mi. Tak więc co podać?

- Czerwone jak krew winko, najlepsze, jakie masz - powiedziała zdecydowanie.

- Robi się - powiedziałem i ukłoniłem się szarmancko.

Ciekawa osoba - pomyślałem. No nic, trzeba lecieć do następnego stolika.

Podszedłem więc do następnego. Siedział przy nim tajemniczy jegomość. Wyglądał na takiego, co to potrafi wszystko wyczaić w tak zwanym „Darknecie”, czy innych nielegalnych ruskich targach. Jednak moja intuicja mnie nie zwiodła, bo gdy tylko chciałem się odezwać, zaczął:

- Kierowniku, nie potrzebuje Pan może nerki po taniości, albo i wątroby? W takim miejscu przyda się.

- Nie dziękuję Panie...

- Akwa, pseudonim „wodniak”. Drugiego takiego nie ma.

- Zapewne nie, co podać panie Akwa?

- Co to za głupie pytanie kierowniku? Rudej, rudej, dobrej rudej, a później się za blondynę weźmiemy - powiedział i zaczął się śmiać.

Po chwili dosiadł się do niego facet wyglądający jak włoski mafiozo. Kapelusz miał normalnie ala Al Capone. Trochę się przestraszyłem, bo tu koleś od darknetu, a tu jeszcze jakiś boss mafii. Co tu się wyprawia? - spytałem sam siebie, ale nie znalazłem odpowiedzi. W końcu zebrałem się na odwagę i spytałem tego drugiego:

- A dla Pana co podać?

- To samo co dla mego Wodniaka, kompana od szklanicy! - wykrzyknął zadowolony

- Nie ma problemu, będzie raz dwa.

 

Kolejni specyficzni goście. Dobra, nie czas na przemyślenia. Następne stoliki czekają. Zauważyłem, że przy jednym jest ochroniarz lokalu, którego ostatnio zatrudniłem. Męczył się z jakimś klientem, wiec postanowiłem podejść i pomóc.

- Co tu się wyrabia? - spytałem.

- O, Shogun, dobrze, że jesteś. Co mam z nim zrobić?

- No, a co z nim takiego?

- A no nic, bredzi tylko o jakimś piekle, innych piekielnych rzeczach i „Czarnej niewieście”

- Fochnęła się, fochnęła, czarna dama. Będę się smażył, smażył się będę! - wydarł się na cały głos.

- Ciszej rycz, bo szkło popęka - powiedział ochroniarz.

- Pewnie się za dużo ożłopał. Weź go do łóżka na piętrze i niech tam trzeźwiej. Tylko się pośpiesz, bo możliwe, że będzie potrzeba kolejnej interwencji.

- Się robi.

Byk był z niego potężny, to i spokojnie sobie poradził z „poległym” klientem. Po chwili wrócił i pilnował, czy nic się nie dzieje.

 

Widząc, że wszystko jest pod kontrolą, powędrowałem do następnego stolika. Siedział przy nim młody chłopak i pisał coś na kartce. Z tego, co się dowiedziałem, pisał scenariusz do filmu jakiegoś Vegi, czy innej Vegety. Obok niego siedział drugi facet. Porozmawiałem z nim trochę. Powiedział, że pomaga chłopakowi w pisaniu innych scenariuszy do Symetrii, czy Geometrii. Nie wiem, nigdy nie byłem dobry z matmy. Pisali też chyba o jakimś dobermanie, czy innymi psie. Dziwnym było dla mnie, że wymyślali wszystko z głowy, jak przecież w barze była kobieta z ładnym bokserem. Nie dopytywałem się szczegółów. Zamówili po piwie i powiedzieli, aby im nie przeszkadzać w procesie twórczym.

 

Zaraz przy stoliku obok siedział facet i również skrobał coś na kartce.

- Co Pan tak pisze? - zagadnąłem.

- Wiersz, ku chwale ojczyzny - rzekł dumnie.

- A po co?

- Aby pokazać, że Polska jest Polską.

- Ach, rozumiem - powiedziałem.

Przytaknąłem, ale tak naprawdę nic nie ogarniałem. Nie wiem, może to te sławne podejście typu „Polska mistrzem Polski” czy coś. Trochę się zamyśliłem, ale otrząsnąłem w porę i spytałem już właściwie:

- Co Panu podać?

- Czerwone wino i kufel piwa z sokiem.

- Już się robi. Tymczasem, życzę owocnej pracy nad tekstem.

- Dziękuję - odrzekł facet.

Tymczasem ja się oddaliłem. Ciekawiło mnie czy gość znajdzie tę Polskę w Polsce, a może inny kraj. Kto wie. Długo jednak nad tym nie myślałem, gdyż robota czekała.

 

Przy następnym stoliku trafiłem na równie interesującego jegomościa. Facet wyglądał jak szlachcic żywcem wyciągnięty z epoki średniowiecza. Nie rozmawiałem z nim zbyt długo, gdyż pałaszował różową jajecznicę, specjał Barmanki. Sekretem potrawy było po prostu dodanie buraków, które nadawały właśnie ten kolor. Proste, a genialne i nietypowe. Mężczyzna powiedział, że niczego mu nie trzeba i podziękował za fatygę. Ja z kolei, życzyłem smacznego i oddaliłem się.

 

Myślałem, że to już wszystkie zamówienia. Chciałem iść do barmanki zanieść jej listę, ale kątem oka, zauważyłem jeszcze jedną damę, siedzącą po cichutku w kąciku, gdzie nikt jej nie widział, za to ona miała doskonały widok na wszystko. Tak sobie była, jednocześnie nie będąc - pomyślałem.

Podszedłem więc do niej, aby porozmawiać i spytać o zamówienie.

- Witam Panią. Dlaczego siedzi tu pani sama, tak na uboczu?

- A wie Pan, lubię obserwować ludzi z ukrycia - powiedziała i uśmiechnęła się.

- Cóż, chyba również mogę to zaliczyć do moich hobby.

- W takim razie coś nas łączy.

- Ano tak, ale czy nie chciałby Pani mimo wszystko, dołączyć do reszty.

- Chyba nie za bardzo. Niech Pan posłucha. Nie wchodząc z ludźmi w interakcje, a tylko obserwując ich z boku, można zobaczyć, jacy są naprawdę.

- Hmm, coś w tym może być. Choć ja tu widzę, że ludzie mimo wszystko potrafią w trudnych chwilach się zjednoczyć.

- Masz rację, teraz przez tego koronaświrusa mamy trudną sytuacją, a mimo to, tak wielu różnych ludzi, siedzi tu i biesiaduje.

- I to się właśnie nazywa solidarność, co prawda solidarność przy kielichu, ale zawsze - rzekłem.

- Dokładnie, alkohol zbliża ludzi.

- Swoją drogą, gdzie ma Pani buty - spytałem zaskoczony ich brakiem.

- Ano miałam takie ładne szpileczki, ale niejaki Anton mi je podpierniczył - powiedziała lekko wzburzona, ale i troszeczkę rozbawiona.

 

Tak oto powstał nowy trend, gdyż wieczorem następnego dnia wszyscy mieli na nogach szpilki.

 

Nawet faceci.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (44)

  • Szpilka dwa lata temu
    "- Panie, co pan tu tak leżysz? To już nie ma gdzie spać, tylko na środku chodnika?"

    Hahahahaha, to zapytanie, Shogun Ty zbytniku ? Bardzo fajna satyrka, piątak się należy ?
  • Shogun dwa lata temu
    Dziękuję Szpilko. Ano, jest ze mnie czasem taki dowcipniś, co poradzić ?
  • bogumil1 dwa lata temu
    Za ten tekst mogą się obrazić jedynie Ci, którzy nie są w nim wymienieni.
  • Shogun dwa lata temu
    Coś w tym może być ? Niestety nie udało mi się wymienić wszystkich, bo i godzina nie ta, i już sił tyle nie było.
    Mimo wszystko mam nadzieję, że Ci, których w tekście nie ma, się nie pogniewają ?
  • Keraj dwa lata temu
    Fajnie napisane
  • Shogun dwa lata temu
    Dziękuję bardzo :)
  • Johnny2x4 dwa lata temu
    Zacne, Shogunie, zacne
  • Shogun dwa lata temu
    Dziękuję Johnny ;)
  • Kocwiaczek dwa lata temu
    Jest trochę literówek ale czytałam z uśmiechem na kociej mordce:)
  • Shogun dwa lata temu
    Miło mi to słyszeć Kocwiaczku. Uśmiech na mordce, bardzo ważna rzecz ;)
    Wiem właśnie, że są błędy, ale jak pisałem, zero korekty. Nic, można powiedzieć tekst pierwotny ?. Ale spokojnie, w wolnej chwili go poprawię i zkoryguję ;D
  • Akwadar dwa lata temu
    Interesujące spojrzenie na "gości", trafna ocena i jak na "po szybkości" udany zapis, choć wiele do poprawy.
    Tylko te: "... kontem oka" - popraw, bo gryzie nielitościwie :)
  • Shogun dwa lata temu
    Dzięki :) Ano jak mi wskazałeś tak teraz te "kontem oka" to mnie również, aż oczy zabolały ?. Będzie co poprawiać :)
  • kigja dwa lata temu
    Bardzo łagodny i wesoły klimat, dlatego ogromnie mi się podoba.
    Pozdrawiam
  • Shogun dwa lata temu
    Miło mi, że ci się podoba :)
    Pozdrawiam ;)
  • Grzegory dwa lata temu
    No, mój Ojcze chrzestny lecisz jak burza. hi, hi, hi
  • Shogun dwa lata temu
    A jak :) Jak płynnej weny dostałem, to i poleciałem haha
  • Bożena Joanna dwa lata temu
    Dziękuję za fajną zabawę!
  • Shogun dwa lata temu
    Pani Bożeno, naprawdę mi miło, że zabawa się podoba :)
    Jeśli miałaby Pani pomysł, aby dodać coś od siebie, to bardzo serdecznie zapraszam :D
    Każdy może się przyłączyć :)
  • A. Hope.S dwa lata temu
    :)
  • Shogun dwa lata temu
    :D
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shogun zmierzyłam sobie cukier po tym tekście... zdecydowanie za wysoki. :P
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S oj tam, słodkości nigdy dość ;P
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shogun Na legendarnego władcę Jimmu! Zadek mi rozerwie od tych kalorii XDDD
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S jeszcze nie cesarz, ale generał ;), a co do kalorii, to można spożywać ile się, byleby później poruszać się i spalić, tym samym robiąc miejsce na kolejne ;D
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shogun śmignę ci zaraz XD
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S ale za co? jak ja grzeczny chłopina jestem :P
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shogun Bardzo. XD
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S coś czuję, że gdy napiszesz swój tekst, to nie będzie on dla mnie zbyt pochlebny XD haha
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shogun skąd wiedziałeś?
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S szósty zmysł haha
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shu - kulde, tearz musze być brutalniejszą niż miałam zamiar.
  • A. Hope.S dwa lata temu
    teraz*
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S jeszcze brutalniejsza, niż miałaś zamiar? Ale przecież już wcześniej mówiłaś mi, że powinienem się bać. Teraz to chyba muszę się w jakimś bunkrze schować XD haha
  • A. Hope.S dwa lata temu
    Shogun XD głupi głupek jesteś XD
  • Shogun dwa lata temu
    A. Hope.S bardzo możliwe, ale co zrobić? haha
  • Dekaos Dondi dwa lata temu
    Shogunie→Bardzo żwawo i wesoło po płynnej wenie napisane.
    Nic dziwnego. Goście znamienici, a i specjały niektóre szczególne.
    Taki ogólny przegląd sytuacji, w różnych odmianach barowej egzystencji:))
    Pozdrawiam:)→5
  • Shogun dwa lata temu
    Dekaos Dondi - a jakże, goście zacni, to i jadła znamienitego nie mogło zabraknąć :)
    Doskonale to ująłeś i cieszy mnie to, bo właśnie to chciałem osiągnąć.
    Również pozdrawiam ;)
  • Angela dwa lata temu
    Czytałam wcześniej, jednak skomentować nie było kiedy. Powiem Ci, Panie Autor, że wyszedł miodek z dżemyrem : )))
    Świetne te nawiązania do wcześniejszych tekstów i to niesienie nieszczęśnika na plecach (takie typowo Azjatyckie).
    Bardzo mi się podobało.
  • Shogun dwa lata temu
    Dziękuję za tak smakowite połączenie, miodek z dżemyrem dobry jest :D
    Właśnie o to mi chodziło, aby połączyć wszystkie testy w jeden, aby powstało takie jakby podsumowanie dotychczasowego dorobku ;)
    A to, akurat prawda haha, ale musiałem Antonowi pomóc, taki już ze mnie dobry chłop ;D
    Miło mi, że Ci się podobało ;D
  • Antoni Grycuk dwa lata temu
    Bardzo fajne wstawki z innych tekstów. Czuć, że to żyje.

    Tylko:
    Dziwnym było dla mnie, że wymyślali wszystko z głowy, jak przecież w barze była kobieta z ładnym bokserem
    Ja zwykle widzę ładną kobietę z jakimś bokserem ;)

    Pozdro!
  • Shogun dwa lata temu
    Dzięki Antoni, o to mi właśnie chodziło ;)
    Pozdrawiam! ;D
  • Antoni Grycuk dwa lata temu
    Shogun
    ok, to nie mam do siebie pretensji, że sie uśmiałem ;)
  • pasja dwa lata temu
    Po trosze zorientowałam się o co chodzi. Bardzo zacna zabawa i gratuluję pomysłu. Bar Płynna wena ciekaw nazwa. Akcja super i goście też. Znakomita satyra o ludziach zza monitora. Fajna charakterystyka.

    Pozdrawiam
  • Shogun dwa lata temu
    Dziękuję, a tak mi jakoś przyszło do głowy i jest :D
    Cóż, chciałem połączyć wszystkie teksty jakie wtedy były i cieszę się, iż się udało i że się podoba.
    Dziękuję jeszcze raz za tak pozytywny odbiór i również pozdrawiam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania