Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Randka w szambie
Od autora: miało być pisane na konkurs na jednym z portali (hasło takie jak tytuł). Ogólnie chodziło o tekst "dziwny". Na ile wyszedł i na ile jest strawny, nie wiem. Wrzucam dla potomności.
Jestem niezależną, mocną kobietą, ale nadal do końca nie wiem, co o tym myśleć albo jak moja historia pokrywa się z tym, co mówią wszyscy porwani przez kosmitów.
Problem w tym, że nikomu o tym jeszcze nie wspominałam. Bardzo się tego wstydzę i cały czas czuję mocne zażenowanie, tym bardziej, że całość wygląda trochę jak z taniego pornosa. Właśnie dlatego koniecznie potrzebuję specjalnej terapii, tu i teraz. Muszę się tym wszystkim podzielić i wyrzucić to z siebie, zanim wyjdę za najlepszego i najcudowniejszego faceta na świecie. I nic więcej.
Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że zachowuję się jak typowa blondynka, ale to nie tak. Nie jestem tylko głupią gąską z wiochy zabitej dechami, kolejną Dżesiką czy Marianną, która szuka wyłącznie atencji i taniego poklasku.
Zacznijmy jednak od początku.
Akt I
Mój pierwszy raz miał miejsce, kiedy mieszkałam jeszcze w Grabowie.
Bardzo dobrze wspominam tamten okres i czas. Wszędzie na świecie trwały konflikty i wojny, podczas gdy u nas było jakby spokojnie, jak mawiała stryjeczna ciotka szwagra ojca żony. Wszystko regulowały pory roku i matka natura, a diabeł zawsze mówił dobranoc. Od lat nie przeszło tu żadne porządne wojsko. Nikt nie wyzwalał nas od tych czy tamtych ruskich i nie szukał na siłę ropy, talibów, sedesów, zlewów, kranów czy pralek. Ludzie cały czas się bogacili, chociaż zupełnie inaczej niż na szklanym ekranie. Bo telewizja kłamała, a my robiliśmy swoje. Każdy mógł się u nas wyżywić i odłożyć na czarną godzinę, i to bez żadnych dopłat i drogich dotacji. Życie toczyło się swoim rytmem i bez większych strat. Czasem jakaś lokalna gwiazda czy obszczymurek dostali oklep i wpierdol, tyle, że od dawna nikt nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. Jedyną prawdziwą sensacją, omawianą wzdłuż i wszerz, pozostawało to, jak ktoś nie oddał sklepowej na zeszyt. I to chyba naprawdę wszystko, no może z wyjątkiem słynnej mszy na Boże Ciało, gdzie stara Maciejowa złapała się z Mroczkowską i nawyzywała ją od dziwek i kurew. Zaczęło się bardzo niewinnie, od tego, kto ma stać pierwszy w kolejce do komunii świętej, a skończyło na tym, że ta druga podobno miała zrobić coś ze Stachem Maciejowym, świeć mu panie nad jego duszą, dekadę czy dwie temu, dokładnie wtedy, gdy jego żona udała się do wód w Ciechocinku.
Tak właśnie wyglądała nasza mała ojczyzna, raj, który nigdy nie wpadł w łapy miastowych.
Był wieczór, bo ja wiem, szósta, a może siódma. Wracałam właśnie z uczelni. Pekaes dawno nie chodził, ale to akurat nie dziwne, bo odkąd Grzelak wziął go w ajencję, to ilość kursów spadła na łeb na szyję. Powoli szłam czy raczej wlokłam się ledwo widoczną drogą wśród zaśnieżonych pól do gospodarstwa moich rodziców, dwójki cudownych staruszków, Marysi i Zenka, którzy z uwagi na wiek co i rusz zapominali nawet, że mają córkę.
Głodno, chłodno i do domu daleko. Co najmniej dwadzieścia na minusie. Wściekle wiejący wiatr i mocno sypiący mokry śnieg, który uderzał tysiącem lodowych igiełek, co chwila z innej strony, osiadał na ubraniu i od razu zamieniał w twardą, ciężką skorupę.
Owinięta dziesiątkami chust, szmat i szalików skupiałam się tylko na oblodzonej drodze. Byłam spocona i mocno zmęczona. Nie mogłam oddychać. Nie czułam nóg i marzyłam tylko o tym, żeby wziąć gorącą kąpiel czy wypić herbatkę, koniecznie z nalewką babuni albo czymś lepszym, jeszcze ze starych zapasów dziadka, schowanych w tapczanie na dole. Zza chmur co jakiś czas wychylał się księżyc, ale nawet on nie pomagał, i co chwila wpadałam w niewielkie zaspy, a raz czy dwa o mało nie wywinęłam orła. Nic do mnie nie docierało, za to nagle poczułam się słabo. I chyba zemdlałam.
***
Stałam, a właściwie byłam zmuszona, żeby stać. Na całym ciele czułam coś obcisłego, zupełnie jakbym miała drugą skórę. Za bardzo nie mogłam się ruszyć. Nic nie widziałam, do tego na nogach uwierały mnie buty, i to chyba takie na wysokim obcasie.
Oblały mnie zimne poty, gdy zdałam sobie sprawę, że nic nie pamiętam i nie wiem, gdzie się znajduję. Niepewność i cisza wokół były przerażające, coraz bardziej dudniąc w mojej głowie, a serce prawie stanęło, gdy usłyszałam dziwne szumy i trzaski.
Oczami wyobraźni widziałam kolejne filmy, w tym ten o ogromnych pająkach, które zjadają ludzi żywcem. Zaczęłam się szarpać, ale to nic nie dało. Nadal stałam w postawie na baczność. Wszystko mnie swędziało, doprowadzając do szewskiej pasji. Bolały mnie ręce i nogi, najwyraźniej skrępowane czymś, co musiało się teraz mocniej zacisnąć. Chciałam coś mówić i krzyczeć, prosić o pomoc, ale nie mogłam, zakneblowana jakąś szmatą, której nie dało się wypchnąć językiem.
– Nic nie bój. – Nagle zabrzmiało koło mojego ucha, a ja aż podskoczyłam, wystraszona ciepłym, wilgotnym oddechem, przywołującym na myśl dużych, obleśnych Wojtków, sapiących i śliniących się na widok małej Ani lat dziesięć. – Tylko utrudniasz całą sprawę.
Męski głos, o dziwo, nie pasował do tego obrazu i był tak spokojny, taki ojcowski, że aż hipnotyzował. Na mnie nie działał, a on, kimkolwiek był, zrozumiał, że przegrał, bo zaraz coś zrobił. Usłyszałam dziwny syk i od razu zasnęłam.
***
Poczułam ruch. Ktoś niezbyt delikatnie zerwał to, co miałam na twarzy, bo nagle zaczęła piec mnie skóra i zrobiło się dosyć chłodno. Zostałam zaatakowana całym bukietem przeróżnych zapachów. Aromat świeżego gówna nie był delikatnie mówiąc najlepszy, a najgorsze, że zaraz potem doszły do niego świeże truskawki.
Ktoś ścisnął mi nos, włożył jedną z nich do ust i przytrzymał, żebym jej nie wypluła.
– Dobre. Bo słodkie. Jedz powoli.
To była prawda. Czegoś tak pysznego dawno nie miałam w ustach i tak mnie to zaskoczyło, że, jak na złość, przełknęłam w całości pyszny owoc, niemal się dławiąc.
– Spokojnie. I jeszcze jedna.
Niewiele myśląc sama otworzyłam usta, chwilę potem przeżywając kolejną eksplozję smaku. Truskawkę tym razem oblano bitą śmietaną, ale taką prawdziwą, ubitą jak trzeba, a nie z puszki. Po niej przyszły następne, a przy którejś z nich pojawiła się jeszcze mała niespodzianka. Zostałam dotknięta, niemal niezauważalnie, tam na dole. Znieruchomiałam, nie wiedząc, co o tym myśleć.
– Nie chcę, żebyś poczuła się niekomfortowo.
Moja głowa wybuchła natłokiem myśli. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to na pewno jakiś zboczeniec, który na pewno nie cofnie się przed niczym. Zrobiłam to, co należy. Zaczęłam przeraźliwie krzyczeć i piszczeć, nie bacząc na to, że moje krzyki zwielokrotnione są przez echo. Nie wiem, ile to trwało, ale w końcu się zmęczyłam i znowu straciłam przytomność.
***
Moje doświadczenia z mężczyznami nie były dotąd zbyt głębokie. Kilka pocałunków, kizianie-mizianie na potańcówkach w remizie i marzenia o tym, jak pod szkołę podjeżdża przystojny blondyn, najlepiej w audi czy bmw, a od biedy w golfie dwójce, który również powinien podkreślać jego osobowość.
Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem tylko głupią dziewuchą z prowincji, tylko, że to duże uproszczenie. Naprawdę tak myślałam w tamtym okresie, z drugiej strony nie było tak źle, jeśli wziąć pod uwagę to, co mówiły i robiły moje koleżanki.
– Nie chcę, żeby twoi bliscy się martwili. Musimy przyspieszyć.
Usłyszałam odgłos rozpisania zamka błyskawicznego i znowu poczułam dotyk na dole, tym razem na gołym ciele. Zesztywniałam. Chciałam krzyczeć, ale tego nie zrobiłam, wiedziona dziwnym impulsem. To było nawet miłe. Dalej coś śmierdziało, za to moje ciało chciało więcej pieszczot, znajdując w tym jakąś przyjemność i radość, jakby wydobytą z najgłębszych pragnień i marzeń.
Na tym się nie skończyło. Ten sam mężczyzna, bo zakładałam, że to on, zaczął mnie teraz masować. Robił to tak długo i z takim zaangażowaniem, że w końcu mimowolnie jęknęłam, a chwilę potem zrobiłam się tak wilgotna, jak nigdy przedtem, i z ulgą wytrysnęłam, po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu. Dopiero wtedy poczułam się słabo. Zaczęło mną naprawdę trząść, a on, jak na złość, nie przestawał. Zaczęłam krzyczeć na cały głos. Ogarnęła mnie bezgraniczna błogość. Nie liczyło się już nic więcej.
***
– Halo, proszę pani, czy wszystko w porządku?!
Leżałam i chyba śniłam. Pierwsze, co zobaczyłam, były niesamowicie niebieskie oczy i przystojna, ogolona twarz, na którą nałożono przyjemnie pachnące, zapewne drogie perfumy.
– Co się stało?! – krzyknęłam, widząc, że jest dzień. – Która godzina?!
– Szósta rano.
– Jezusie przenajświętszy – wypaliłam bez zastanowienia, przypominając sobie urywki tego, co się ze mną działo.
– Pochlebia mi pani, ale jestem tylko człowiekiem. Paweł. – Blondyn uśmiechnął się, podając mi rękę, a ja szybko coś bąknęłam i chyba spaliłam raka. – Musiała się pani poślizgnąć i stracić przytomność. – Mężczyzna przytrzymał mnie, a ja próbowałam wstać i otrzepać, co na szczęście w końcu się udało.
– Jaki jest dzisiaj dzień?
– Trzynasty. – Mężczyzna zaczął nucić. – Trzynastego... wszystko zdarzyć się może... trzynastego... świat w gównianym kolorze...
Zupełnie otrzeźwiałam. Nie było mi zimno i nie mnie nie bolało. Poczułam strach, pierwotny lęk, że być może moje życie właśnie nieodwracalnie się zmieniło. Trochę się zachwiałam, ale on na szczęście podtrzymał mnie swoim silnym, męskim ramieniem.
– Może zawieźć panią na pogotowie? – zapytał, patrząc mi głęboko w oczy.
– W sumie... – odchrząknęłam. – W sumie to dobry pomysł. Ale ja pana zupełnie nie znam.
– Paweł. Już mówiłem. Mam nadzieję, że nie musimy dodać amnezji do listy objawów. – Znowu podał mi rękę, a jego gorący uśmiech roztopił moje serce.
– Monika.
Przeszliśmy do jego auta, passata trójki, a potem pojechaliśmy do szpitala wojewódzkiego. Rozmowa po drodze za bardzo się nie kleiła. Paweł jak na złość nie chciał odpuścić, podczas gdy ja byłam daleko ze swoimi myślami, odpowiadając zdawkowo. Nic przecież nie wskazywało, że coś się ze mną stało, ale... wracałam przecież w nocy, a teraz był ranek.
Ale jak mnie uśpił? Czemu wypuścił? Jak to możliwe, że nie zamarzłam? I skąd wziął się ten miły chłopak?
Nagle samochód zatrzymał się.
– To ja z panią zostanę. – Mój wybawiciel zaczął się zbierać, gdy tylko stanęliśmy na parkingu.
– Nieee. Nie trzeba. – Chciałam się szybko ewakuować, ale w ostatniej chwili coś mnie powstrzymało, i spojrzałam na niego takim wzrokiem, że zrobił się czerwony. – Dalej pójdę sama.
– To może chociaż spotkajmy się na kawę? – Wyciągnął telefon i podsunął mi pod nos, a ja, jak jakaś głupia krowa, odruchowo wklepałam numer. – Od razu lepiej. Odprowadzić cię?
– Nie.. I tak już dużo zrobiłeś. – Nie zwróciłam uwagi, że przeszedł na ty, i w końcu otworzyłam te przeklęte drzwi, a potem, pełna świeżej energii, ruszyłam na drugie piętro szpitala, gdzie powinien urzędować Jan, znajomy znajomego znajomego.
– Cześć. Co tam? – Mężczyzna uśmiechnął się na mój widok. – Wyglądasz jak kupka nieszczęścia. Co cię sprowadza w nasze skromne progi?
– Muszę sprawdzić podwozie. Na wczoraj.
– Oooo, przeczucie czy pewność?
– Sama nie wiem. – Odruchowo poprawiłam włosy, a on tylko wzruszył ramionami:
– Okay, nie moja sprawa, nie wnikam.
Wizyta u jego kolegi trwała tylko kilka minut i na szczęście nic nie wykazała. Nie było żadnych śladów gwałtu ani spermy, obtarć ani niczego podejrzanego, a ja sama zaczęłam się zastanawiać, że może tylko poślizgnęłam się i to wszystko było tylko snem.
Z gabinetu od razu udałam się do łazienki. Tak dla kobiet była nieczynna, więc zamknęłam się obok, w pomieszczeniu dla inwalidów.
I wtedy mnie chwyciło. Ten zapach. Od razu z całą wyrazistością przypomniały mi się upojne chwile w szambie, bo chyba tam byłam. Głos mężczyzny w mojej pamięci spowodował, że przymknęłam oczy i zaczęłam sobie wyobrażać, jak wygląda i czym ewentualnie mógłby mnie zaskoczyć.
To jakiś karzeł. Albo garbaty. Albo nie ma nic w gaciach.
Coś w mojej głowie próbowało go ośmieszyć, ale natychmiast się skarciłam, myśląc, że tacy nie mają wad, a nawet jeśli, to łobuz kocha najmocniej.
Jego dłonie na pewno są sprawne i długie, a ramiona silne, zdolne mnie podnieść i posadzić na szafce w kuchni i...
– Halo! Zasnęłaś?! – Głos z zewnątrz i szarpanie za klamkę uświadomiły mi, gdzie jestem i co powinnam teraz zrobić.
Szybko umyłam ręce i wyszłam, starannie unikając wzroku jakiejś bździągwy, która akurat miała parcie na szkło.
Akt II
Kolejny raz przeżyłam rok później na wyjeździe z pracy. Wynajęłam wtedy pokój w hotelu. Wróciłam do niego po uroczystej kolacji i miałam wejść do łazienki, gdy złapały mnie czyjeś ręce, przykładając coś do nosa. Zaczęłam się szarpać, ale on był silniejszy. Niemal od razu zaczęłam słabnąć.
***
Leżałam, chyba na łóżku. Byłam rozebrana i unieruchomiona. Nie mogłam nic mówić i nie czułam żadnych zapachów, a na głowie chyba miałam jakaś maskę, bo trudno mi się oddychało.
– Myślałem o tobie. – Wystarczyły trzy słowa, żebym przypomniała sobie tamtą szczególną noc. – Nie mogłem o tobie zapomnieć.
Moje ciało od razu zareagowało. Zrobiłam się wilgotna, a on jakby to wyczuł, bo położył rękę na mojej lewej piersi i zaczął delikatnie ją masować. Próbowałam się rzucać, tymczasem mężczyzna chyba odkręcił jakiś zawór, bo usłyszałam syk i poczułam paskudny zapach, zupełnie jak wtedy. Zesztywniałam, tymczasem mój kochanek delikatnie dotknął mojej muszelki i włożył tam palec, a potem kolejne.
– Chcesz więcej?
Moje serce zabiło mocniej, a głowa przytaknęła, zupełnie jak miała własną wolę i nie słuchała się rozumu. I wtedy poczułam, jak od tyłu pojawia się coś nowego. Mężczyzna bawił się, na przemian wciskając i wyjmując jakiś przedmiot, a ja z każdą chwilą miałam ochotę na coraz więcej. Moja dziurka rosła i w końcu zassała ciało obce, które okazało się wibratorem.
Jęknęłam, ciekawa, co będzie dalej.
To oczywiście nie był koniec. Mężczyzna wszedł od przodu, delikatnie, a równocześnie stanowczo, i zaczął mnie ujeżdżać, równocześnie masując. I robił to tak umiejętnie, aż w końcu eksplodowałam. A potem nie było już nic.
***
Obudziło mnie pukanie, a właściwie walenie do drzwi.
– Halo! Proszę pani! Czy wszystko w porządku? – Męski głos musiał chyba należeć do kogoś z obsługi.
Przez chwilę byłam nieprzytomna, szybko jednak wróciła mi trzeźwość umysłu.
– Chwila! – Sekunda wystarczyła, żebym stwierdziła, że jestem naga, a szlafrok wisi w łazience.
Ubrałam się i otworzyłam drzwi.
– Zamawiała pani budzenie na siódmą, niestety nikt nie odbierał. – Mężczyzna, właściwie młody chłopak, był mocno speszony i unikał kontaktu wzrokowego.
– Nic nie słyszałam. Która godzina?
– Dziewiąta. Śniadanie jest podawane jeszcze godzinę, możemy też przynieść do pokoju.
– Nie trzeba. Dziękuję.
– Życzę miłego dnia.
– Nawzajem. – Zamknęłam drzwi i zaczęłam rozglądać za czymś do ubrania, i dopiero po chwili dotarło do mnie, co mogło się stać,
Z wrażenia aż usiadłam na łóżku. To przecież nie mogło mi się śnić.
Jak wszedł, a właściwie się włamał? Kogo ująć i oskarżyć o gwałt? A może nic nie robić?
Rozmarzyłam się na chwilę, myśląc o tym, jak wymasował mnie w środku. Uznałam, że muszę wszystko przemyśleć, ale wcześniej zebrać i coś zjeść. Ubrałam się szybko i zeszłam na dół. Stołówka była prawie pusta, a ja okropnie głodna. Wzięłam sobie tosty i jajka, do tego bekon. Siedziałam, zastanawiając się, co zrobić dalej, gdy nagle usłyszałam ten głos.
– Szanowni państwo, przygotowania do otwarcia trzeciego hotelu są prawie zakończone. – Mężczyzna na ekranie telewizora na ścianie miał twarz, którą wielokrotnie widziałam na pierwszych stronach gazet. – Właśnie prowadzimy nabór osób pracowniczych na wszystkich stanowiskach.
Staszek Kolasa wygrał rok wcześniej w totka, a ja nie miałam wątpliwości, że to on zajął się mną wcześniej. Był bardzo przystojny i niewątpliwie potrafił się kochać, i w tej konkretnej chwili jawił się w mojej głowie jako ideał prawdziwego mężczyzny.
I wtedy coś mnie uderzyło, niczym obuchem. To był obraz, a potem kolejne. Zastygłam z uniesionym widelcem, co pewnie musiało z boku wyglądać komicznie.
W jednej chwili zrozumiałam, dlaczego szejkowie z Dubaju mają tysiące dziewczyn i nie poprzestają tylko na tym. Tu nie chodziło tylko o seks, ale odpowiednie dopasowanie, takie połączenie mężczyzny i kobiety, żeby rozumieli się bez słów i przynajmniej jedno z nich widziało jasną i klarowną przyszłość.
Właśnie się dowiedziałam, co mam zrobić w najbliższym czasie. Błyszczało to w mojej głowie jak pokaz slajdów, konkretny plan, który przypisano mi wieku temu.
A do tego doszła pewność, że wszystko, co się działo w moim życiu od tamtej nocy w Grabowie, również było wynikiem tego, co zrobił mi ten przedziwny mężczyzna.
Akt III, ostatni
– Dzień dobry. Ja do pana Stanisława. – Stałam odstrojona w recepcji wieżowca nowego milionera, który po wygranej zainwestował wszystko w transport alkoholu.
– W jakiej sprawie? – Tleniona lala uśmiechała się sztucznie, najwyraźniej zła, że przerwałam jej piłowanie pazurków czy inną równie ważną czynność.
– Proszę powiedzieć, że chodzi o nasze ostatnie spotkanie biznesowe. Zgadzam się na ofertę. A pan Kolasa na pewno widział mnie w kamerce. – Mówiąc to pokazałam na niewielką skrzynkę przy suficie.
– Rozumiem – Blondyna nawet nie kryła się ze swoją wyższością, ale sięgnęła po słuchawkę i była chyba zdumiona tym co usłyszała, bo zszokowana zmieniła minę i ton wskazując mi miejsce. – Proszę poczekać.
***
– Wiedziałem, że przyjdziesz. – Kolasa patrzył na mnie drwiąco.
– Musiałam.
– Jasne. Rozumiem, że nie muszę niczego wyjaśniać?
– Tak.
– Tak nie muszę? Czy wprost przeciwnie?
– Domyśl się. – Wzruszyłam ramionami.
– A wiesz, że orgazm nie bez powodu nazywa się małą śmiercią? Większość ludzi nie dostrzega ile wtedy się dzieje.
– Mówisz o rzeczach oczywistych.
– No tak. Ty przecież też to poczułaś. To co teraz? Jaki plan przewidział dla ciebie wszechświat? Wygrasz na jakiejś loterii czy odkryjesz lekarstwo na raka?
– Ale dlaczego ja? I dlaczego szambo?
– Wielkie rzeczy wymagają niespodziewanych środków. Poza tym nie mów, że było ci źle. – Uśmiechnął się szeroko, niemal drapieżnie, a ja wiedziałam, że czeka nas bardzo ciekawe wspólne życie.
– Bla, bla, bla. Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
– I nie mam zamiaru.
Komentarze (1)
/Nie było mi zimno i nie mnie nie bolało./ – i nic mnie
/Tak dla kobiet była nieczynna, więc/ – ta dla kobiet...
/a na głowie chyba miałam jakaś maskę/ – jakąś
/przytaknęła, zupełnie jak miała własną/ – jakby
/– Rozumiem – Blondyna nawet nie/ – kropek
Całkiem wporzo, tytuł zwraca uwagę i nie rozczarowuje.
cul8r
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania