I kolejny rozdział za nami! :D
Po pierwsze... jak mogłeś zrobić ze mnie taką ciotę do bicia... i to jeszcze pobity przez DEMOKRATÓW?! Hańba... Obym się odegrał.
Po drugie, fajnie się rozwijają moje relacje Ony...znaczy z Kirą. Nauczyła się już wymawiać moje imię, hmm? Coś czuję, że to początek co najmniej pięknej przyjaźni. :D
Tekst dobry, choć trochę krótki, ale 5 i tak leci. Pozdrawiam ciepło :)
"powiedział, spluwając na twarz skulonego na ziemi chłopca przywódca bandy – pulchny John Bob McKay." - popracowałabym nad konstrukcją zdania, bo jest trochę zagmatwana. Przykładowo "powiedział przywódca bandy - pulchny John Bob McKay - spluwając na twarz skulonego na ziemi chłopca".
"Drugi raz przeżywał obecnie – w cichą, spokojną noc, kiedy granatowe niebo, przeganiając chmury, pokazało miliardy swych świetlistych kryształów." - Coś mi nie paduje w tym zdaniu. Drugi raz przeżywał obecnie co?
Nooo, coraz ciekawiej XD Ale faktycznie krótko... Nauka Kiry mówienia imienia Roba mnie rozśmieszyła, a opis przyrody był piękny ?
Trochę się dziwię, że akurat przy tej części piszecie, że krótko... Długością ta część nie różni się bardzo mocno od poprzednich rozdziałów. No, ale to może bardziej kwestia tego, że tutaj akcja nie posunęła się bardziej do przodu :)
Dzięki za komentarz.
Dobre, podoba mi się wplątanie wspomnień Roba we śnie, co przybliża nam jego przeszłość i trochę nam o nim mówi.
Mam tylko nadzieję, że z biegiem czasu Rob stłukł na kwaśne jabłko tych pokurczów ?
Nauka wymawiania imienia Roba przez Kirę rzeczywiście dość zabawna, ale najważniejsze, że udana.
Fajnie się czytało.
Czekam na kolejny rozdział.
Komentarze (9)
I kolejny rozdział za nami! :D
Po pierwsze... jak mogłeś zrobić ze mnie taką ciotę do bicia... i to jeszcze pobity przez DEMOKRATÓW?! Hańba... Obym się odegrał.
Po drugie, fajnie się rozwijają moje relacje Ony...znaczy z Kirą. Nauczyła się już wymawiać moje imię, hmm? Coś czuję, że to początek co najmniej pięknej przyjaźni. :D
Tekst dobry, choć trochę krótki, ale 5 i tak leci. Pozdrawiam ciepło :)
A tam - ciota do bicia, ale na szczęście Rob ma już to za sobą :) Dzięki za komentarz i pozdrawiam również.
Świetna część, nauczyłam się wymawiać imię Roba, z czego bardzo się cieszę! Już zaczynam widzieć tu przepiękny romans! Czekam na następną część
Dzięki za komentarz :)
Ale piękny mają ten początek miłości, tak w ogóle na portalu i piszą o nich...
"powiedział, spluwając na twarz skulonego na ziemi chłopca przywódca bandy – pulchny John Bob McKay." - popracowałabym nad konstrukcją zdania, bo jest trochę zagmatwana. Przykładowo "powiedział przywódca bandy - pulchny John Bob McKay - spluwając na twarz skulonego na ziemi chłopca".
"Drugi raz przeżywał obecnie – w cichą, spokojną noc, kiedy granatowe niebo, przeganiając chmury, pokazało miliardy swych świetlistych kryształów." - Coś mi nie paduje w tym zdaniu. Drugi raz przeżywał obecnie co?
Nooo, coraz ciekawiej XD Ale faktycznie krótko... Nauka Kiry mówienia imienia Roba mnie rozśmieszyła, a opis przyrody był piękny ?
Trochę się dziwię, że akurat przy tej części piszecie, że krótko... Długością ta część nie różni się bardzo mocno od poprzednich rozdziałów. No, ale to może bardziej kwestia tego, że tutaj akcja nie posunęła się bardziej do przodu :)
Dzięki za komentarz.
Dobre, podoba mi się wplątanie wspomnień Roba we śnie, co przybliża nam jego przeszłość i trochę nam o nim mówi.
Mam tylko nadzieję, że z biegiem czasu Rob stłukł na kwaśne jabłko tych pokurczów ?
Nauka wymawiania imienia Roba przez Kirę rzeczywiście dość zabawna, ale najważniejsze, że udana.
Fajnie się czytało.
Czekam na kolejny rozdział.
Pozdro :)
Dziękuję za pozytywny komentarz. Pozdrawiam również :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania