Refleksja
Światłem wydobyta z mroku
przestrzeń rzuca nikły cień.
Stoimy pomiędzy.
W zgiełku dnia
unosimy ciała jak lekkie okrycia.
Tkaniny poruszane wiatrem
układają się same,
jakby ktoś chciał nadać im znaczenie.
W środku nas
coś drży cicho —
jak ptak ukryty
w uśpionym czasie.
Na krawędzi
oddech przychodzi i odchodzi,
nie pytając o zgodę.
Światło wyłania się nagle
z miejsca, którego nie widać.
Rozlewa się
i zmienia wszystko.
W powietrzu wiruje
poderwany z ziemi pył.
Opada na dłonie
cieniem.
Chłód przechodzi przez przestrzeń
i zostawia ślad
na powierzchni myśli.
Schylamy się czasem,
jakby coś można było jeszcze odnaleźć.
Światło nie gaśnie.
Porusza.
Z niego wychodzi każdy kształt,
choć żaden go nie zatrzymuje.
I tylko to, co powstaje,
na chwilę
oddziela się od niego.
Trwa bez wysiłku.
A my
stoimy w jego blasku —
między tym, co znika,
a tym, co pozostaje.
Tekst rozwijany był w dialogu z AI jako narzędziem pracy nad słowem.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania