Ritha na dzikim zachodzie
Ritha na dzikim zachodzie
Mężczyzna wstaje, zbliża się do ciała siostry, pochyla się i całuje ją w czoło, po czym wychodzi, zostawiając kowbojkę samą w pokoju. Kowbojka wyciąga z szafy białą sukienkę w niebieskie kwiatki i kładzie ją na brzegu łóżka.
Następnie zdejmuje z niej zaplamioną krwią koszulę i podchodzi do toaletki, gdzie nalewa do ceramicznego naczynia wodę i obmywa ciało szmatką.
Na koniec, z pomocą Rithy, która akurat tędy przechodzi, zakłada Thelmie jej ulubioną sukienkę.
Gdy Karl wraca do domu, jego siostra jest już przygotowana do wiecznego snu. Jako pierwsza podchodzi do niego Margarita.
— Moje najszczersze kondolencje — mówi.
— Dziękuję — odpowiada Karl. — Przeklinam dzień, w którym szeryf zjawił się w naszym domu. To zły człowiek, kobiety ma za nic.
— Zauważyłam to.
— No, ja też. Jak rozmawiałam z nim wtedy w biurze, to nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, a o Luigim wyrażał się lekceważąco.
— A to cham. Jeszcze raz dziękuję, że jesteś i że mnie wspierasz.
Ten dzień bardzo szybko mija. Luigi po kolacji udaje się na spoczynek, Karl też idzie spać. Tylko kowbojki jeszcze nie śpią.
Następnego dnia Margarita wstaje z samego rana. Z szafy wyciąga czarną sukienkę, którą zakłada za parawanem. Potem podchodzi do łóżeczka i wyjmuje z niego małego Billa. Nagle do pokoju wchodzi Laura, ubrana w koszulę nocną.
— Dlaczego ty nie jesteś jeszcze gotowa? — pyta Margarita.
— Ja nie umiem sama się ubierać, bo mamusia zawsze to robiła.
— Czemu Rithy nie poprosisz żeby cię ubrała? — zadaje ponownie pytanie.
— Zrobiłam to, ale odesłała mnie do cioci.
— Dobrze idź teraz do siebie i tam na mnie poczekaj. Jak ubiorę Billusia to do ciebie przyjdę, i ci pomogę się ubrać.
Dziewczynka podbiega do niej i daje na dzień dobry całusa. Po czym jak strzała wybiega. Margerita kończy ubierać synka, następnie opuszcza pokój. Na korytarzu spotyka Luigiego.
— Ślicznie wyglądasz w tej czarnej sukience.
— Dziękuję.
— Dla ciebie wszystko.
— To miłe z twojej strony, ale może dziś postaraj się zachowywać normalnie. — W końcu to jest pogrzeb twojej siostry.
Nagle na schodach pojawia się Karl brata wzrokiem piorunuje. Młody artysta pośpiesznie zbiega na dół.
— Potrzymasz małego? — pyta Margarita.
— Pewnie.
Kowbojka przekazuje synka Bellowi, sama idzie do pokoju Laury która ją ubiera. Gdy jest już gotowa to wychodzą na korytarz. Potem wszyscy- oprócz Rithy- która wykręciła się złym samopoczuciem, jadą do kościoła na pogrzeb Thelmy.
Po nabożeństwie kondukt żałobny udaje się na cmentarz.
Pastor wygłasza taką mowę końcową, że niektórzy mieszkańcy popłakali się ze wzruszenia. Karl Bell zbliża się do księdza.
— Bardzo księdzu dziękuję za tak piękne kazanie.
— Nie ma za co synu. przepraszam ale muszę już iść, bo za chwilę mam następny pogrzeb.
Po powrocie do domu Luigi idzie do swojego pokoju, a Karl zamyka się w gabinecie, gdzie spędza cały dzień. Margerita z dziećmi zostaje na świeżym powietrzu w pewnej chwili Laura dostrzega Rithę wychodzącą z domu z plecakiem, która zmierza w stronę stajni.
Kowbojka wstaje z kamiennej ławki i rusza w stronę domu. Dziewczynka biegnie przodem, a po chwili znika za wejściowymi drzwiami. Margerita przyśpiesza krok i gdy jest już na schodach, niespodziewanie za plecami słyszy rżenie konia. Odwraca się i widzi przyjaciółkę, jak galopuje w stronę miasteczka. Pośpiesznie wchodzi do środka, zostawiając chłopca pod opieką Luigiego, a sama sprawdza przyjaciółki pokój, ale jest pusty. Wkurzona wybiega na dwór i biegnie do miasteczka. Po dotarciu na miejsce zatrzymuje się na chwilę, by złapać powietrze. W pewnym momencie spostrzega Wiedźmina przywiązanego za lejce do drewnianej poręczy naprzeciwko budynku z napisem Saloon.
Margerita przez wahadłowe drzwi wchodzi do środka i wzrokiem rozgląda się po sali, w której znajdują się stoliki, przy których siedzą kowboje. Podchodzi do lady z alkoholami, przy której stoi dziewczyna w kelnerskim stroju.
— Podać coś? — pyta barmanka.
— Tak. Poproszę martini z lodem — odpiera Margarita.
— Już się robi.
Po tych słowach barmanka zabiera się za przygotowywanie drinka i po chwili stawia przed kowbojką.
— Ładnie tutaj macie - mówi.
— Dziękuję. Szefowi bardzo zależało na tym, żeby było przytulnie.
— No i mu się udało. A kto jest właścicielem? - pyta znowu Margarita.
— Karl Bell, ale rzadko tu bywa, prawie wcale. A teraz spotkała go taka tragedia.
— To prawda.
Nagle do Margerity uszu dobiegają jakieś odgłosy, jakby ktoś z kimś się o coś kłócił. Kowbojka razem z barmanką podchodzi do kłócących się. Przy stoliku do pokera siedzi mężczyzna, a naprzeciwko niego kobieta w kowbojskim stroju. Kowboj gwałtownie wstaje, przewracając krzesło i doskakuje do kobiety.
— Myślałaś, że się nie zorientuję, że mnie kantujesz!
— No i czego, rycerzyku, tak się rzucasz; ja nie oszukiwałam, po prostu miałam szczęście.
— Wyzywam cię na pojedynek! Zobaczymy, czy w tym też jesteś taka dobra.
Po tych słowach wychodzi na dwór, a Ritha zaraz za nim, po czym się ustawiają naprzeciwko siebie z rewolwerami w garści. Ale kowbojka jest szybsza od niego i jednym zwinnym strzałem jurnego kowboja pokonuje. Potem wsiada na Wiedźmina i galopuje w siną dal, znikając z życia Margerity na wiele lat.
— Proszę!- woła Karl.
Kobieta naciska klamkę i wchodzi do środka i siada na kanapie.
— Czemu tak przystojny mężczyzna, jak ty nigdy się nie ożenił? - pyta Margarita.
— Bo do tej pory nie spotkałem tej właściwej, aż do dziś.
Mężczyzna z szuflady, wyciąga czerwone pudełko, pochodzi do Margrrity i przed nią klęka. Ale nie wie, ze Laura wszystko z ukrycia obserwuje.
— Karl, co ty wyprawiasz? Wstań, bo jeszcze ktoś cię zobaczy.
— Margerito, dzielna kowbojko co skradłaś mi serce, czy zostaniesz moją żona? — pyta.
— Tak.
Bell słysząc te słowa szczęśliwy zakłada na jej palec pierścionek zaręczynowy. Kobieta wyciąga dłoń przed siebie i przez chwilę patrzy na palec, na którym spoczywa pierścionek z brylantem.
— Jaki piękny dziękuję.
— Należał do mojej matki.
— Jest śliczny.
Następnie klęka przed nim, ręce zarzuca mu na szyi i namiętnie całuje. Dziewczynka wychodzi ze swojego ukrycia i p9dchodzi do nich.
— Czy to znaczy, że zostaniesz moim tatusiem? - pyta Laura.
— Tak. Ale nie ładnie podsłuchiwać.
— Wcale nie podsłuchiwałam.
Dziewczynka po tych słowach ich przytula później poszli na długi spacer. Miesiąc później odbywa się ich ślub, na który przyszli wszyscy mieszkańcy.
Margerita siedzi w bujanym fotelu na tarasie, trzymając z Billim na kolanach, a dziewczynka biega po ogrodzie.
- Laura bardzo cię proszę nie biegaj tyle, bo się spocisz! - krzyczy Margarita
- Dobrze!
Kobieta jako pani Bell jest szczęśliwa, i uważa, że to jest najmądrzejsza decyzja jaką podjęła. Laura zmęczona podchodzi do niej i siada na schodach. Karl staje w drzwiach pani Bell podchodzi do męża. Mężczyzna wita się z rodziną, po czym rusza w stronę stajni. Dziewczynka biegnie za nowym ojcem, ale niespodziewanie upada na ziemię.
Margerita widząc to chłopca zostawia pod opieką służącej i podbiega do nieprzytomnej Laury.
- Laura obudź się słyszysz! - krzyczy.
Margerita klepie dłonią dziewczynkę po policzku, ale bez skutku Karl bierze dziecko na ręce i zanosi do miasteczka. Kowbojka jako pierwsza dotara przed dom Gilberta, w którym również mieszka zadyszana wpada do środka.
Lekarz widząc żonę przyjaciela tak zdyszana, że aż nie może wydobyć z siebie słowa. Natychmiast do niej podchodzi i sadza na krześle, dając szklankę wody.
- Czy Karlowi coś się stało? - pyta
- Z mężem wszystko w porządku, ale Laura.
- Co z nią? - pyta lekarz.
- Biegała i nagle straciła przytomność.
- Karl ją zaraz przyniesie.
Wtem w drzwiach staje Bell z dziewczynką na rękach lekarz zbliża się do niego i małą odbiera, po czym kładzie na łóżku i dokładnie bada.
- Panie doktorze, co jej jest? - pyta Margarita.
- Mnie to wygląda na tyfus, ale lepiej niech zostanie u mnie na obserwacji.
- Dobry boże tyfus,! Czy mogę z nią zostać? - pyta pani Bell.
- Oczywiście.
- Kochanie, wykluczone. Zaufaj Gilbertowi. On się małą zaopiekuje.
- Zostanę i już!
Kobieta całuje męża na pożegnanie i podchodzi do łóżka, na którym leży Laura, po czym siada na brzegu dłonią głaszcze ją po twarzy.
- Wszystko będzie dobrze kochanie.
Margerita nie odstępuje dziewczynki na krok cały czas czuwa przy jej łóżku. Po trzech dniach Laurze się poprawia i wszyscy myślą, że wróci do zdrowia. A tymczasem jej stan nagle się pogarsza do tego stopnia, że umiera. Tydzień później odbywa się dziewczynki pogrzeb. Kobieta zabiera Billego i wyjeżdża pomimo protestów i błagań Karla.
Od wyjazdu Margarity z synem do Nowego Yorku mija wiele lat. Kobieta otwiera tam pensjonat dla panien, ale z powodu braku chętnych musi go zamknąć. Billi wyrasta na przystojnego młodzieńca, który nie sprawia żadnych kłopotów wychowawczych. Dopóki się nie zakochuje w służącej o imieniu Luiza.
Chłopiec siedzi w swoim pokoju przy biurku i się uczył matematyki. Gdy nagle do środka z przyborami do sprzątania wchodzi Luiza. Dziewczyna ma na sobie długą sukienkę z białym fartuszkiem staje plecami do panicza. Następnie klęka, po czym pochyla się do przodu, wypinając pupę i zaczyna szorować podłogę.
Billi na widok tych kształtów nie może się skupić na nauce, więc zamknął zeszyt. Wstaje z krzesła podchodzi do służącej i daje solidnego klapsa, że ta straci równowagę i się przewraca, rozlewając wodę.
— Ha, ha, ha — śmieje się Billi.
Luiza podrywa się na równe nogi i zła ciska w niego mokrą szmatą. Chłopak, widząc, że ma mokrą marynarkę to wpada w szał. Złapie Luizę za rękę i przyciąga do siebie, po czym pocałuje. Następnie próbuje zedrzeć z niej ubranie, ale dziewczyna z dłoni robi tarczę ochronną i go odpycha i wybiega na korytarz. Billi wylatuje za nią, ale w progu się zatrzymuje, bo matkę spostrzega.
— Witaj matko — mówi.
— Witaj synu, jak idzie ci odrabianie lekcji? — pyta Margerita.
— Słabo.
— To niedobrze, jeśli chcesz się dostać na studia, to musisz dużo się uczyć.
— Nie pójdę na żadne studia! — krzyczy Billi.
— Ależ pójdziesz mój drogi. — Nie! — odkrzykuje syn.
— Tak i koniec dyskusji.
Po tych słowach się oddała, zostawiając syna samego. Chłopak zły na matkę wchodzi do środka podchodzi do biurka i przybory do matematyki oraz zeszyt drze w drobny mak.
Następnie ponownie opuszcza pokój i korytarzem rusza w stronę schodów, po czym schodzi na dół. Gdy jest, już przy drzwiach wejściowych to zauważa, że Luiza wyciera ramę portretową.
Zbliża się do niej i zaczyna obmacywać, po całym ciele. Później wsadza rękę w dekolt i szybkimi ruchami masuje służącej piersi.
— Błagam niech mnie pan puści! — krzyczy.
— Nie!
Po czym pcha na ścianę suknię zadziera do góry i próbuje zgwałcić, ale dziewczyna stanowczo opiera. Bardzo go to rozwściecza łapie Luizę za gardło i zaczyna dusić.
Służącej resztkami sił udaje się uciec na piętro, gdzie młody panicz za nią biegnie. A że nigdzie jej nie znajduje, bo się chowa, więc idzie sobie na miasto.
Luiza odczekuje chwilę, po czym wychodzi z ukrycia i udaje się do swojej pani, której wszystko opowiada.
Margerita jest wstąśnięta tym, co słyszy, bo nie tak wychowała syna. Kiedy zostaje sama to udaje się do swojej wypialni do torby pakuje najpotrzebniejsze rzeczy bagaż stawia przy drzwiach. Potem chodzi do jadalni i siada przy stole po chwili wkracza kucharka z obiadem.
— Smacznego.
— Dziękuję, jak się czuje Luiza?
— Bardzo ją ten poranny incydent z paniczem zdenerwował, że aż chce odejść.
— Co! - wykrzykuje Margerita.
— To co mówiłam próbowałam jej to wyperswadować, ale mnie nie słucha.
— Gdzie ona teraz jest?
— W swoim pokoju i się pakuje.
— Zawołaj ją, gdyż chcę z nią porozmawiać.
— Dobrze.
Kucharka po tych słowach wychodzi i w prostej linii udaje się do pokoju Luizy, który się mieścił na strychu wparowuje tam jak burza. Kobieta łapie dziewczynę za rękę i siłą zaciąga do jadalni, gdzie znajduje się. Margerita na widok dziewczyny przestaje jeść i ręką wskazuje krzesło Luiza usiadła.
— Słyszałam, że chcesz odejść z pracy? - pyta pani domu. Przemyśl to jeszcze.
— Ja podjęłam, już decyzję nie mogę pracować w domu, w którym się czyha na moje życie.
— Rozumiem, a jeślibym ci zaproponowała posadę u mojego przyjaciela lekarza, który mieszka w Bodie, gdzie ja mam dom przyjęłabyś? - pyta ponownie Margerita.
— Tak w takim razie jeszcze dziś do niego zadzwonię.
— Bardzo pani dziękuję.
Luiza po tych słowach opuszcz jadalnię, kiedy Margerita zostaje sama to dokończa obiad. Potem wraca do gabinetu siada przy biurku chwyta za słuchawkę i wykręca numer przyjaciela.
— Gabinet lekarski słucham.
— Witaj Gilbercie.
— Kto mówi?
— To ja Margerita Bell nie pamiętasz, już mnie?
— Jakbym mógł zapomnieć tak piękną kobietę, jaką jesteś ty.
— Mam do ciebie prośbę.
— Jaką?
— Moja służąca Luiza chce odejść z pracy i zaproponowałam jej inną posadę. A mianowicie u ciebie ty jesteś kawalerem ciągle zapracowanym i nie masz czasu na sprzątanie. Więc pomyślałam, że na pewno ci się przyda pomoc domowa.
— Przekonałaś mnie.
— To kiedy może przyjechać?
— Choćby zaraz.
— Bardzo się cieszę nie pożałujesz jest z niej pracowita dziewczyna.
— To dobrze.
— W takim razie jeszcze dziś ją przyślę.
Po tych słowach się rozłącza i idzi przekazać tę dobrą wiadomość Luzie. Dziewczyna dokończa pakowanie, po czym opuszcz dom i jedzie do nowej pracy.
Nowy Yorku jest pogrążony w głębokim śnie. Tylko Margerita nie śpi, bo czeka w syna pokoju, na jego powrót. Chłopak wraca do domu o północy i jest tak pijany, że nie ma siły się rozebrać i kładzie się w ubraniu.
Kobieta wstaje z krzesła i podchodzi do kontaktu i zapaliła światło.
- Mamo zgaś światło, bo chcę spać - mówi Billi. A tak w ogóle to co robisz w moim pokoju? - pyta.
- Czekam na ciebie.
- Czemu, czy stało się coś? - pyta ponownie.
- Myślałeś, że się nie dowiem o tym, że dziś rano próbowałeś zabić Luizę.
- Gdyby się nie próbowała bronić to, by do niczego takiego nie doszło.
- Rozczarowałeś mnie, i to bardzo.
Margerita po tych słowach wychodzi z pokoju. Billi, gdy zostaje sam odrzuca kołdrę na bok. Opuszcza spodnie od piżamy i zaczyna się bawić swoim małym robi to tak długo dopóki w powietrze nie wystrzeli biała fontanna.
Następnego dnia budzi się w doskonałym humorze, ale nie wie, że to jest ostatnia noc spędzona w jego pokoju. Po ubraniu się schodzi do jadalni na śniadanie przy stole siedzi, już Billego matka.
- Dzień dobry, mamo.
- Dzień dobry. Po śniadaniu masz się spakować.
- Ale dlaczego? - pyta.
- Ponieważ wracamy do Bodię i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów.
- Dobrze.
- Będę czekać na ciebie w stajni.
Pani domu wstaje od stołu i opuszcza jadalnię. W kuchni gospodyni wydaje stosowne polecenia, po czym bierze walizkę do ręki i wychodzi z domu.
Następnie wąską ścieżką rusza w stronę drewnianej stajni, po znalezieniu się w środku podchodzi do stajennego, który tam akurat pracuje.
- Proszę mojego Tornada zaprząc do bryczki.
- Dobrze proszę pani.
Chłopak zostawia grabie ściąga z powozu narzutę i pucuje pojazd. Następnie z boksu wyprowadza konia i zakłada mu uprząż z dyszlami potem nakłada pętlę pasów pociągowych i przypina do bryczki. Margerita siada na koźle lejce bierze w garść i wyjeżdża ze stajni.
Powoli bryczką rusza w stronę domu, po czym się zatrzymuje i Billi, który tam czeka zajmuje miejsce obok matki i wyruszają w podróż.
- Mamo naprawdę muszę z tobą jechać do tego zabitego deskami miasteczka, jakim jest Bodie? - pyta.
- Tak ponieważ po tym, jak próbowałeś zabić Luizę to nie zostawię cię samego w domu.
- Co ja tam będę robił? - pyta ponownie chłopak.
- Nie martw się mamusia ci znajdzie jakieś zajęcie.
- Kiedy dojedziemy na miejsce, bo jestem bardzo głodny.
- Dobrze zrobimy małą przerwę.
Margerita zatrzymuje bryczkę, po czym z niej wysiada Billi robi to samo i podchodzi do matki. Z dłoni robi daszek i spogląda w niebo, wyobrażając sobie, że teraz leży w swoim pokoju nagi. A piękne niczym anielice kobiety mu dogadzają.
-Billi!
- Co? - pyta.
- Synku nie patrz w słońce, bo oślepniesz – mówi matka.
Kobieta podaje chłopakowi puszkę konserwową, którą w milczeniu spożyli. Potem wracają do powozu i ruszają w dalszą drogę do Bodie dotarli głęboko w nocy. Po przejechaniu przez miasteczko pięć minut później zatrzymują się przed domem.
Margerita zsiada z bryczki bagaże stawia na ziemi, po czym z kieszeni wyciąga pęk kluczy. Podchodzi do drzwi, które otwiera Billi wniósł walizki do środka i chce wyjść, żeby konia zaprowadzić do stajni.
- Ja to zrobię – odpiera Margerita.
- Dlaczego? - pyta syn.
- Bo Tornado nie lubi obcych.
Po tych słowach wychodzi z domu, zostawiając syna samego.
Chłopak zapaia światło i jego oczom ukazuje się holl z marmurową posadzką. Na ścianie wiszą portrety dawnych właścicieli oraz i ich przodków. Billi po skrzypiących schodach wchodzi na piętro zatrzymuje się przed drzwiami, w którym kiedyś mieszkał Luigi Bell. Naciska klamkę, ale okazują się być zamknięte, więc rusza dalej, po chwili przystaje przed drzwiami z sosny.
Następnie je otwiera i wchodzi do środka pokój, w którym się właśnie znajduje jest małych rozmiarów. W oknie wiszą firanka, a na środku stoi łóżko obok znajduje się szafa.
Billi otwie drzwi i chce wyjść, żeby zwiedzić pozostałe pomieszczenia, gdy nagle przed nim staje dziewczynka w białej koszuli nocnej i blond włosach.
- Hej, jak ci na imię? - pyta.
- Laura.
Po tych słowach znika chłopak stoi jak sparaliżowany i gapi się przed siebie. Margerita, która właśnie wróciła do domu po wejściu na piętro zauważa syna.
- Billi, co się stało?
- Mamo ten dom jest chyba nawiedzony.
- Synku przestań wygadywać głupoty jesteś, już dużym chłopcem i nie powinieneś wierzyć w takie rzeczy.
- Ale ja mówię poważnie widziałem dziewczynkę w białej koszuli i powiedziała, że ma na imię Laura.
- Więcej nie chcę słyszeć takich bzdur! A teraz marsz spać!
Chłopak posłusznie wchodzi do pokoju, który kiedyś należał do Laury, którą spotkał, ale jeszcze tego nie wie zamyka drzwi i kładzie się spać. Ale całej nocy niestety nie jest mu dane przespać spokojnie, bo co chwilę coś go budziło. Z samego rana wstaje wciąga spodnie podchodzi do toaletki do ceramicznej miski wlewa wody i przmywa twarz.
Następnie się prostuje spogląda w lustro i widzi za sobą tą samą postać, którą widział wczoraj. Dziewczynka podchodzi do szafy i ręką na nią wskazuje, po czym się rozpływa w powietrzu. Zbliża się do tego miejsca i otwiera drzwi jego oczom ukazuje się sukienki poszarzałe ze starości.
- Weź je i zniszcz – szepcze mu do ucha duch Laury.
- Dlaczego akurat ja mam to zrobić?
- Ponieważ ty Billi, kiedy ja umarłam byłeś malutki i mnie nie pamiętasz.
Chłopak wylatuje na korytarz jak strzała, przebiegając koło matki gabinetu zatrzymuje się, po czym wchodzi do środka, gdzie zastaje matkę stojącą przy oknie.
- Mamo chciałbym z tobą porozmawiać to jest bardzo ważne.
- O czym chcesz ze mną porozmawiać.
- O remoncie skoro mamy tu mieszkać to przydałoby się doprowadzić dom do dawnej świetności.
- Nie wiem co Billi kombinujesz, ale nie zgadzam się na remont! - Choć od śmierci twojego ojca, a mojego męża Karla minęło wiele lat i dom stał niezamieszkany. To uważam, że zachował lata swojej świetności i nie wymaga napraw.
- Czyli nie pozwolisz mi na drobne zmiany w moim nowym pokoju?
- Nie.
- Czemu?
- Ponieważ, kiedyś należał on do Laury, za którą bardzo tęsknię. Była naszym promyczkiem wniosła do tego domu wiele radości. Ale okrutna śmierć nam ją przedwcześnie zabrała.
- Więc wpadłaś razem z tatą na pomysł, że jak zostawisz jej ubrania to ona zostanie z wami na zawsze. - Swoim zachowaniem doprowadziliście do tego, że Laury dusza błąka się, po ziemi.
Kobieta na te słowa robi się blada, po czym z płaczem wybiega, zostawiając syna samego w gabinecie. Chłopak siada, za biurkiem wyciągnął kartkę i pisze oświadczenie, w którym poinformuje, że od teraz on będzie podejmował wszystkie decyzje zażąda też przekazania mu wszystkich dokumentów dotyczących saloonu, którego Margarita Bell była właścicielką. Gdy kończy pisać to wstał od biurka kartkę zwija w rulon i wychodzi z domu.
Ścieżką rusza w stronę miasteczka po dotarciu na miejsce najpierw udaje się na cmentarz. W oddali spostrzegł matkę klęczącą nad grobem Laury robi mu się jej żal, ale emocje bierze na bok i szybkim krokiem do niej podchodzi
- Mamo na litość boską nie możesz żyć między domem, a cmentarzem, bo się wykończysz! Dlatego chcę abyś to podpisała.
Po tych słowach matce wręcza kartkę Margerita czyta ją, a potem zgniota i ciska w syna.
- Nigdy tego nie podpiszę!
- Ale to dla twojego dobra.
- Powiedziałam nie.
Kobieta zdenerwowana poderywa się z ziemi i rusza w stronę rezydencji, która stoi na wzgórzu. Przez całą drogę do domu się kłócą, że ani się oglądają, jak stoją przed domem.
- Rozmowę uważam za skończoną!
- Aha czyli nie wyrzucisz Laury sukienek?
- Oczywiście, że nie.
- W takim razie ja to zrobię!
Chłopak mija matkę i wbiega po schodach i jak burza wpada do swojego pokoju. Otwiera szafę i wyrzuca wszystkie sukienki, które należały do dziewczynki. Następnie zbiera rzeczy i wybiega z nimi ponownie na korytarz. Przebiegając obok matki nie zwraca na nią uwagi, gdy znajduje się na dworze to układa w kupkę oblewa spirytusem i podpala i poczeka, aż doszczętnie się spalą.
Potem wróca do pokoju i kładzke się spać, ale nie wiedział, że całą scenę z okna swojego gabinetu obserwowała jego matka, której z rozpaczy pękło serce.
Rano schodząc po schodach zauważa, że drzwi od gabinetu są uchylone, więc zajrzał do środka i widzi matkę leżącą na ziemi bez ruchu.
Epilog
Margarita Bell jest kobietą w kwiecie wieku, lecz siwizna na jej skroniach jest ceną, jaką płaci za zmartwienia przysparzane przez syna.
Gdy umiera, ma zaledwie pięćdziesiąt lat. Pogrzeb odbywa się w kościele, w którym brała ślub z Karlem. Po mszy kondukt żałobny udaje się na cmentarz, gdzie trumna zostaje złożona do grobu. Gilbert wygłasza przepiękną mowę pożegnalną, po nim przemawia Luiza.
— Pani Bell była świetną chlebodawczynią. Nigdy o pani nie zapomnę — odparła.
Bill bierze grudkę ziemi i rzuca ją na trumnę, po czym odchodzi od grobu. Po powrocie do domu udaje się do gabinetu matki, który teraz należy do niego. Siada za biurkiem i przez chwilę patrzy
Następnie zabiera się za przeszukiwanie pokoju. Na początek otwiera szufladę, która znajduje się na środku, tuż przed nim. Dłonią dokładnie ją bada, ale nic nie znajduje. Biurko okazuje się puste, więc wstaje i podchodzi do obrazu, który ostrożnie zdejmuje, a jego oczom ukazuje się sejf z małą klawiaturą pośrodku. Wystukuje swoją datę urodzenia i drzwiczki się otwierają. We wnętrzu sejfu nic nie ma, leży tylko rewolwer Colt 4,5 z czarną rękojeścią, złotym bębenkiem i srebrną lufą. Obok znajduje się skórzany pas i pudełko z nabojami.
Bill wszystko bierze ze sobą i zchodzi do kuchni, gdzie kładzie broń na stole. Wyjmuje z szuflady pastę do butów, siada i bardzo dokładnie poleruje broń. Potem w magazynku umieszcza pięć naboi, zakłada pas, a rewolwer wkłada do kabury. Następnie udaje się do pokoju Luigiego, ale drzwi są zamknięte, więc kopnięciem je wywarza i wchodzi do środka.
W pomieszczeniu nic się nie zmienia — tak jak młody artysta zostawił, tak jest teraz. Wszędzie walają się szkice i farby, a na środku stoją sztalugi z płótnem, na którym znajduje się niedokończony obraz kobiety. Bill przez chwilę w niego wpatruje się.
Z podłogi zbiera szkice i przybory malarskie, którymi kiedyś posługiwał się Luigi. Portret tajemniczej kowbojki bierze ze sobą i wychodzi z pokoju. Na dworze kładzie wszystko w to samo miejsce, gdzie wcześniej spalił rzeczy należące do Laury, i podpala je. Z jadalni i holu zdejmuje portrety dawnych właścicieli i również rzuca je w ogień. Po zniszczeniu wszystkich pamiątek zamyka dom na klucz.
Następnie udaje się do stajni i siodła konia Tornada i dosiada go. Pogalopowuje do miasteczka. Zatrzymuje się przed domem lekarza, zsiada i puka do drzwi. Po długiej chwili staje w nich Gilbert w szlafroku.
— Przepraszam, że o tak późnej porze, ale wyjeżdżam z miasteczka i chciałem panu zostawić klucz od willi oraz Saloonu.
— Myślałem, że zostaniesz i przejmiesz rodzinny interes?
— Na początku chciałem, ale jest tu za dużo wspomnień związanych z mamą.
Po tych słowach wyciąga z kieszeni pęk kluczy i wręcza Gilbertowi. Następnie wraca na konia i rusza przed siebie. Nikt więcej o Billu nie słyszy.
W taki oto sposób posiadłość Bellów przechodzi w ręce ich przyjaciela lekarza, który wraz z żoną Luizą zamieszkuje ją, gdzie żyją długo i szczęśliwie.
Komentarze (8)
5, pozdrawiam 😃
Do tego dochodzi mieszanie perspektywy: raz historia jest opowiadana jako ja, a za chwilę jakby z boku.
Często też pojawiają się złe formy czasowników, czynność już się wydarzyła, a jest opisana tak, jakby właśnie trwała. Dialogi są nie najgorsze, ale opisy po nich nie trzymają się jednego czasu.
Są też drobne literówki i skróty myślowe, które dodatkowo mieszają sens.
Trzymaj się jednej opcji, ja + czas przeszły od początku do końca. To by ogarnęło większość problemów bez grzebania w fabule.
Aaa, i muszę bo się uduszę... Ten indianin, co się zorientował że Ritha coś kombinuje (w momencie gdy Marg krzyczy by mu Ritha dokopała) to niezły bystrzacha jest.
Masz jeszcze trochę roboty z tym, ale myślę że warto posiedzieć nad tym.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania