Ritha na dzikim zachodzie

Ritha na dzikim zachodzie

 

Margarita nie odstępuje dziewczynki na krok cały czas czuwa przy jej łóżku. Laura otwiera oczy i widzi Margaritę trzymającą ją za rękę.

Po trzech dniach małej się poprawia i wszyscy są szczęśliwi, że wraca do zdrowia.

— Mamo.

— Tak, kochanie?

— Gdzie ja jestem?

Lekarz podchodzi do Margarity, uśmiechając się do dziewczynki odpowiada.

— U mnie w przychodni.

— A co ja tutaj robię?

— Zemdlalaś i przynieśliśmy cię do doktora Gilberta.

Lekarz po zbadaniu dziewczynki.

— Pani Bell chciałbym z panią porozmawiać.

Margarita wstała i odeszli na bok.

— Czy z Laurą wszystko w porządku?

 

Tydzień później odbywa się dziewczynki pogrzeb. Kobieta zabiera Billego i wyjeżdża pomimo protestów i błagań Karla.

Od wyjazdu Margarity z synem do Nowego Yorku mija wiele lat. Kobieta otwiera tam pensjonat dla panien, ale z powodu braku chętnych musi go zamknąć. Billi wyrasta na przystojnego młodzieńca, który nie sprawia żadnych kłopotów wychowawczych. Dopóki się nie zakochuje w służącej o imieniu Luiza.

Chłopiec siedzi w swoim pokoju przy biurku i się uczył matematyki. Gdy nagle do środka z przyborami do sprzątania wchodzi Luiza. Dziewczyna ma na sobie długą sukienkę z białym fartuszkiem staje plecami do panicza. Następnie klęka, po czym pochyla się do przodu, wypinając pupę i zaczyna szorować podłogę.

Billi na widok tych kształtów nie może się skupić na nauce, więc zamknął zeszyt. Wstaje z krzesła podchodzi do służącej i daje solidnego klapsa, że ta straci równowagę i się przewraca, rozlewając wodę.

— Ha, ha, ha — śmieje się Billi.

Luiza podrywa się na równe nogi i zła ciska w niego mokrą szmatą. Chłopak, widząc, że ma mokrą marynarkę to wpada w szał. Złapie Luizę za rękę i przyciąga do siebie, po czym pocałuje. Następnie próbuje zedrzeć z niej ubranie, ale dziewczyna z dłoni robi tarczę ochronną i go odpycha i wybiega na korytarz. Billi wylatuje za nią, ale w progu się zatrzymuje, bo matkę spostrzega.

— Witaj matko — mówi.

— Witaj synu, jak idzie ci odrabianie lekcji? — pyta Margerita.

— Słabo.

— To niedobrze, jeśli chcesz się dostać na studia, to musisz dużo się uczyć.

— Nie pójdę na żadne studia! — krzyczy Billi.

— Ależ pójdziesz mój drogi. — Nie! — odkrzykuje syn.

— Tak i koniec dyskusji.

Po tych słowach się oddała, zostawiając syna samego. Chłopak zły na matkę wchodzi do środka podchodzi do biurka i przybory do matematyki oraz zeszyt drze w drobny mak.

Następnie ponownie opuszcza pokój i korytarzem rusza w stronę schodów, po czym schodzi na dół. Gdy jest, już przy drzwiach wejściowych to zauważa, że Luiza wyciera ramę portretową.

Zbliża się do niej i zaczyna obmacywać, po całym ciele. Później wsadza rękę w dekolt i szybkimi ruchami masuje służącej piersi.

— Błagam niech mnie pan puści! — krzyczy.

— Nie!

Po czym pcha na ścianę suknię zadziera do góry i próbuje zgwałcić, ale dziewczyna stanowczo opiera. Bardzo go to rozwściecza łapie Luizę za gardło i zaczyna dusić.

Służącej resztkami sił udaje się uciec na piętro, gdzie młody panicz za nią biegnie. A że nigdzie jej nie znajduje, bo się chowa, więc idzie sobie na miasto.

Luiza odczekuje chwilę, po czym wychodzi z ukrycia i udaje się do swojej pani, której wszystko opowiada.

Margerita jest wstąśnięta tym, co słyszy, bo nie tak wychowała syna. Kiedy zostaje sama to udaje się do swojej wypialni do torby pakuje najpotrzebniejsze rzeczy bagaż stawia przy drzwiach. Potem chodzi do jadalni i siada przy stole po chwili wkracza kucharka z obiadem.

— Smacznego.

— Dziękuję, jak się czuje Luiza?

— Bardzo ją ten poranny incydent z paniczem zdenerwował, że aż chce odejść.

— Co! - wykrzykuje Margerita.

— To co mówiłam próbowałam jej to wyperswadować, ale mnie nie słucha.

— Gdzie ona teraz jest?

— W swoim pokoju i się pakuje.

— Zawołaj ją, gdyż chcę z nią porozmawiać.

— Dobrze.

Kucharka po tych słowach wychodzi i w prostej linii udaje się do pokoju Luizy, który się mieścił na strychu wparowuje tam jak burza. Kobieta łapie dziewczynę za rękę i siłą zaciąga do jadalni, gdzie znajduje się. Margerita na widok dziewczyny przestaje jeść i ręką wskazuje krzesło Luiza usiadła.

— Słyszałam, że chcesz odejść z pracy? - pyta pani domu. Przemyśl to jeszcze.

— Ja podjęłam, już decyzję nie mogę pracować w domu, w którym się czyha na moje życie.

— Rozumiem, a jeślibym ci zaproponowała posadę u mojego przyjaciela lekarza, który mieszka w Bodie, gdzie ja mam dom przyjęłabyś? - pyta ponownie Margerita.

— Tak w takim razie jeszcze dziś do niego zadzwonię.

— Bardzo pani dziękuję.

Luiza po tych słowach opuszcz jadalnię, kiedy Margerita zostaje sama to dokończa obiad. Potem wraca do gabinetu siada przy biurku chwyta za słuchawkę i wykręca numer przyjaciela.

— Gabinet lekarski słucham.

— Witaj Gilbercie.

— Kto mówi?

— To ja Margerita Bell nie pamiętasz, już mnie?

— Jakbym mógł zapomnieć tak piękną kobietę, jaką jesteś ty.

— Mam do ciebie prośbę.

— Jaką?

— Moja służąca Luiza chce odejść z pracy i zaproponowałam jej inną posadę. A mianowicie u ciebie ty jesteś kawalerem ciągle zapracowanym i nie masz czasu na sprzątanie. Więc pomyślałam, że na pewno ci się przyda pomoc domowa.

— Przekonałaś mnie.

— To kiedy może przyjechać?

— Choćby zaraz.

— Bardzo się cieszę nie pożałujesz jest z niej pracowita dziewczyna.

— To dobrze.

— W takim razie jeszcze dziś ją przyślę.

Po tych słowach się rozłącza i idzi przekazać tę dobrą wiadomość Luzie. Dziewczyna dokończa pakowanie, po czym opuszcz dom i jedzie do nowej pracy.

Nowy Yorku jest pogrążony w głębokim śnie. Tylko Margerita nie śpi, bo czeka w syna pokoju, na jego powrót. Chłopak wraca do domu o północy i jest tak pijany, że nie ma siły się rozebrać i kładzie się w ubraniu.

Kobieta wstaje z krzesła i podchodzi do kontaktu i zapaliła światło.

- Mamo zgaś światło, bo chcę spać - mówi Billi. A tak w ogóle to co robisz w moim pokoju? - pyta.

- Czekam na ciebie.

- Czemu, czy stało się coś? - pyta ponownie.

- Myślałeś, że się nie dowiem o tym, że dziś rano próbowałeś zabić Luizę.

- Gdyby się nie próbowała bronić to, by do niczego takiego nie doszło.

- Rozczarowałeś mnie, i to bardzo.

Margerita po tych słowach wychodzi z pokoju. Billi, gdy zostaje sam odrzuca kołdrę na bok. Opuszcza spodnie od piżamy i zaczyna się bawić swoim małym robi to tak długo dopóki w powietrze nie wystrzeli biała fontanna.

Następnego dnia budzi się w doskonałym humorze, ale nie wie, że to jest ostatnia noc spędzona w jego pokoju. Po ubraniu się schodzi do jadalni na śniadanie przy stole siedzi, już Billego matka.

- Dzień dobry, mamo.

- Dzień dobry. Po śniadaniu masz się spakować.

- Ale dlaczego? - pyta.

- Ponieważ wracamy do Bodię i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów.

- Dobrze.

- Będę czekać na ciebie w stajni.

Pani domu wstaje od stołu i opuszcza jadalnię. W kuchni gospodyni wydaje stosowne polecenia, po czym bierze walizkę do ręki i wychodzi z domu.

Następnie wąską ścieżką rusza w stronę drewnianej stajni, po znalezieniu się w środku podchodzi do stajennego, który tam akurat pracuje.

- Proszę mojego Tornada zaprząc do bryczki.

- Dobrze proszę pani.

Chłopak zostawia grabie ściąga z powozu narzutę i pucuje pojazd. Następnie z boksu wyprowadza konia i zakłada mu uprząż z dyszlami potem nakłada pętlę pasów pociągowych i przypina do bryczki. Margerita siada na koźle lejce bierze w garść i wyjeżdża ze stajni.

Powoli bryczką rusza w stronę domu, po czym się zatrzymuje i Billi, który tam czeka zajmuje miejsce obok matki i wyruszają w podróż.

- Mamo naprawdę muszę z tobą jechać do tego zabitego deskami miasteczka, jakim jest Bodie? - pyta.

- Tak ponieważ po tym, jak próbowałeś zabić Luizę to nie zostawię cię samego w domu.

- Co ja tam będę robił? - pyta ponownie chłopak.

- Nie martw się mamusia ci znajdzie jakieś zajęcie.

- Kiedy dojedziemy na miejsce, bo jestem bardzo głodny.

- Dobrze zrobimy małą przerwę.

Margerita zatrzymuje bryczkę, po czym z niej wysiada Billi robi to samo i podchodzi do matki. Z dłoni robi daszek i spogląda w niebo, wyobrażając sobie, że teraz leży w swoim pokoju nagi. A piękne niczym anielice kobiety mu dogadzają.

-Billi!

- Co? - pyta.

- Synku nie patrz w słońce, bo oślepniesz – mówi matka.

Kobieta podaje chłopakowi puszkę konserwową, którą w milczeniu spożyli. Potem wracają do powozu i ruszają w dalszą drogę do Bodie dotarli głęboko w nocy. Po przejechaniu przez miasteczko pięć minut później zatrzymują się przed domem.

Margerita zsiada z bryczki bagaże stawia na ziemi, po czym z kieszeni wyciąga pęk kluczy. Podchodzi do drzwi, które otwiera Billi wniósł walizki do środka i chce wyjść, żeby konia zaprowadzić do stajni.

- Ja to zrobię – odpiera Margerita.

- Dlaczego? - pyta syn.

- Bo Tornado nie lubi obcych.

Po tych słowach wychodzi z domu, zostawiając syna samego.

Chłopak zapaia światło i jego oczom ukazuje się holl z marmurową posadzką. Na ścianie wiszą portrety dawnych właścicieli oraz i ich przodków. Billi po skrzypiących schodach wchodzi na piętro zatrzymuje się przed drzwiami, w którym kiedyś mieszkał Luigi Bell. Naciska klamkę, ale okazują się być zamknięte, więc rusza dalej, po chwili przystaje przed drzwiami z sosny.

Następnie je otwiera i wchodzi do środka pokój, w którym się właśnie znajduje jest małych rozmiarów. W oknie wiszą firanka, a na środku stoi łóżko obok znajduje się szafa.

Billi otwie drzwi i chce wyjść, żeby zwiedzić pozostałe pomieszczenia, gdy nagle przed nim staje dziewczynka w białej koszuli nocnej i blond włosach.

- Hej, jak ci na imię? - pyta.

- Laura.

Po tych słowach znika chłopak stoi jak sparaliżowany i gapi się przed siebie. Margerita, która właśnie wróciła do domu po wejściu na piętro zauważa syna.

- Billi, co się stało?

- Mamo ten dom jest chyba nawiedzony.

- Synku przestań wygadywać głupoty jesteś, już dużym chłopcem i nie powinieneś wierzyć w takie rzeczy.

- Ale ja mówię poważnie widziałem dziewczynkę w białej koszuli i powiedziała, że ma na imię Laura.

- Więcej nie chcę słyszeć takich bzdur! A teraz marsz spać!

Chłopak posłusznie wchodzi do pokoju, który kiedyś należał do Laury, którą spotkał, ale jeszcze tego nie wie zamyka drzwi i kładzie się spać. Ale całej nocy niestety nie jest mu dane przespać spokojnie, bo co chwilę coś go budziło. Z samego rana wstaje wciąga spodnie podchodzi do toaletki do ceramicznej miski wlewa wody i przmywa twarz.

Następnie się prostuje spogląda w lustro i widzi za sobą tą samą postać, którą widział wczoraj. Dziewczynka podchodzi do szafy i ręką na nią wskazuje, po czym się rozpływa w powietrzu. Zbliża się do tego miejsca i otwiera drzwi jego oczom ukazuje się sukienki poszarzałe ze starości.

- Weź je i zniszcz – szepcze mu do ucha duch Laury.

- Dlaczego akurat ja mam to zrobić?

- Ponieważ ty Billi, kiedy ja umarłam byłeś malutki i mnie nie pamiętasz.

Chłopak wylatuje na korytarz jak strzała, przebiegając koło matki gabinetu zatrzymuje się, po czym wchodzi do środka, gdzie zastaje matkę stojącą przy oknie.

- Mamo chciałbym z tobą porozmawiać to jest bardzo ważne.

- O czym chcesz ze mną porozmawiać.

- O remoncie skoro mamy tu mieszkać to przydałoby się doprowadzić dom do dawnej świetności.

- Nie wiem co Billi kombinujesz, ale nie zgadzam się na remont! - Choć od śmierci twojego ojca, a mojego męża Karla minęło wiele lat i dom stał niezamieszkany. To uważam, że zachował lata swojej świetności i nie wymaga napraw.

- Czyli nie pozwolisz mi na drobne zmiany w moim nowym pokoju?

- Nie.

- Czemu?

- Ponieważ, kiedyś należał on do Laury, za którą bardzo tęsknię. Była naszym promyczkiem wniosła do tego domu wiele radości. Ale okrutna śmierć nam ją przedwcześnie zabrała.

- Więc wpadłaś razem z tatą na pomysł, że jak zostawisz jej ubrania to ona zostanie z wami na zawsze. - Swoim zachowaniem doprowadziliście do tego, że Laury dusza błąka się, po ziemi.

Kobieta na te słowa robi się blada, po czym z płaczem wybiega, zostawiając syna samego w gabinecie. Chłopak siada, za biurkiem wyciągnął kartkę i pisze oświadczenie, w którym poinformuje, że od teraz on będzie podejmował wszystkie decyzje zażąda też przekazania mu wszystkich dokumentów dotyczących saloonu, którego Margarita Bell była właścicielką. Gdy kończy pisać to wstał od biurka kartkę zwija w rulon i wychodzi z domu.

Ścieżką rusza w stronę miasteczka po dotarciu na miejsce najpierw udaje się na cmentarz. W oddali spostrzegł matkę klęczącą nad grobem Laury robi mu się jej żal, ale emocje bierze na bok i szybkim krokiem do niej podchodzi

- Mamo na litość boską nie możesz żyć między domem, a cmentarzem, bo się wykończysz! Dlatego chcę abyś to podpisała.

Po tych słowach matce wręcza kartkę Margerita czyta ją, a potem zgniota i ciska w syna.

- Nigdy tego nie podpiszę!

- Ale to dla twojego dobra.

- Powiedziałam nie.

Kobieta zdenerwowana poderywa się z ziemi i rusza w stronę rezydencji, która stoi na wzgórzu. Przez całą drogę do domu się kłócą, że ani się oglądają, jak stoją przed domem.

- Rozmowę uważam za skończoną!

- Aha czyli nie wyrzucisz Laury sukienek?

- Oczywiście, że nie.

- W takim razie ja to zrobię!

Chłopak mija matkę i wbiega po schodach i jak burza wpada do swojego pokoju. Otwiera szafę i wyrzuca wszystkie sukienki, które należały do dziewczynki. Następnie zbiera rzeczy i wybiega z nimi ponownie na korytarz. Przebiegając obok matki nie zwraca na nią uwagi, gdy znajduje się na dworze to układa w kupkę oblewa spirytusem i podpala i poczeka, aż doszczętnie się spalą.

Potem wróca do pokoju i kładzke się spać, ale nie wiedział, że całą scenę z okna swojego gabinetu obserwowała jego matka, której z rozpaczy pękło serce.

Rano schodząc po schodach zauważa, że drzwi od gabinetu są uchylone, więc zajrzał do środka i widzi matkę leżącą na ziemi bez ruchu.

 

Epilog

 

Margarita Bell jest kobietą w kwiecie wieku, lecz siwizna na jej skroniach jest ceną, jaką płaci za zmartwienia przysparzane przez syna.

Gdy umiera, ma zaledwie pięćdziesiąt lat. Pogrzeb odbywa się w kościele, w którym brała ślub z Karlem. Po mszy kondukt żałobny udaje się na cmentarz, gdzie trumna zostaje złożona do grobu. Gilbert wygłasza przepiękną mowę pożegnalną, po nim przemawia Luiza.

— Pani Bell była świetną chlebodawczynią. Nigdy o pani nie zapomnę — odparła.

Bill bierze grudkę ziemi i rzuca ją na trumnę, po czym odchodzi od grobu. Po powrocie do domu udaje się do gabinetu matki, który teraz należy do niego. Siada za biurkiem i przez chwilę patrzy

Następnie zabiera się za przeszukiwanie pokoju. Na początek otwiera szufladę, która znajduje się na środku, tuż przed nim. Dłonią dokładnie ją bada, ale nic nie znajduje. Biurko okazuje się puste, więc wstaje i podchodzi do obrazu, który ostrożnie zdejmuje, a jego oczom ukazuje się sejf z małą klawiaturą pośrodku. Wystukuje swoją datę urodzenia i drzwiczki się otwierają. We wnętrzu sejfu nic nie ma, leży tylko rewolwer Colt 4,5 z czarną rękojeścią, złotym bębenkiem i srebrną lufą. Obok znajduje się skórzany pas i pudełko z nabojami.

Bill wszystko bierze ze sobą i zchodzi do kuchni, gdzie kładzie broń na stole. Wyjmuje z szuflady pastę do butów, siada i bardzo dokładnie poleruje broń. Potem w magazynku umieszcza pięć naboi, zakłada pas, a rewolwer wkłada do kabury. Następnie udaje się do pokoju Luigiego, ale drzwi są zamknięte, więc kopnięciem je wywarza i wchodzi do środka.

W pomieszczeniu nic się nie zmienia — tak jak młody artysta zostawił, tak jest teraz. Wszędzie walają się szkice i farby, a na środku stoją sztalugi z płótnem, na którym znajduje się niedokończony obraz kobiety. Bill przez chwilę w niego wpatruje się.

Z podłogi zbiera szkice i przybory malarskie, którymi kiedyś posługiwał się Luigi. Portret tajemniczej kowbojki bierze ze sobą i wychodzi z pokoju. Na dworze kładzie wszystko w to samo miejsce, gdzie wcześniej spalił rzeczy należące do Laury, i podpala je. Z jadalni i holu zdejmuje portrety dawnych właścicieli i również rzuca je w ogień. Po zniszczeniu wszystkich pamiątek zamyka dom na klucz.

Następnie udaje się do stajni i siodła konia Tornada i dosiada go. Pogalopowuje do miasteczka. Zatrzymuje się przed domem lekarza, zsiada i puka do drzwi. Po długiej chwili staje w nich Gilbert w szlafroku.

— Przepraszam, że o tak późnej porze, ale wyjeżdżam z miasteczka i chciałem panu zostawić klucz od willi oraz Saloonu.

— Myślałem, że zostaniesz i przejmiesz rodzinny interes?

— Na początku chciałem, ale jest tu za dużo wspomnień związanych z mamą.

Po tych słowach wyciąga z kieszeni pęk kluczy i wręcza Gilbertowi. Następnie wraca na konia i rusza przed siebie. Nikt więcej o Billu nie słyszy.

W taki oto sposób posiadłość Bellów przechodzi w ręce ich przyjaciela lekarza, który wraz z żoną Luizą zamieszkuje ją, gdzie żyją długo i szczęśliwie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Na razie przeczytałem tylko kilka fragmentów, ale każdy z nich bardzo się mi spodobał 🙂

    5, pozdrawiam 😃
  • Namietny dotyk 4 miesiące temu
    Miło mi to słyszeć i bardzo mnie to cieszy
  • JagVetInte 4 miesiące temu
    Ogromnym problemem jest bałagan z czasami. Zaczyna się w czasie przeszłym, a potem co chwilę sama z siebie przeskakuje w teraźniejszy, czasem nawet w jednym zdaniu. To wybija z czytania.

    Do tego dochodzi mieszanie perspektywy: raz historia jest opowiadana jako ja, a za chwilę jakby z boku.

    Często też pojawiają się złe formy czasowników, czynność już się wydarzyła, a jest opisana tak, jakby właśnie trwała. Dialogi są nie najgorsze, ale opisy po nich nie trzymają się jednego czasu.
    Są też drobne literówki i skróty myślowe, które dodatkowo mieszają sens.

    Trzymaj się jednej opcji, ja + czas przeszły od początku do końca. To by ogarnęło większość problemów bez grzebania w fabule.

    Aaa, i muszę bo się uduszę... Ten indianin, co się zorientował że Ritha coś kombinuje (w momencie gdy Marg krzyczy by mu Ritha dokopała) to niezły bystrzacha jest.

    Masz jeszcze trochę roboty z tym, ale myślę że warto posiedzieć nad tym.
  • Namietny dotyk 4 miesiące temu
    Gotowe
  • JagVetInte 4 miesiące temu
    Namietny dotyk no niezbyt
  • Namietny dotyk 3 miesiące temu
    JagVetInte A co jeszcze jest niezbyt bo czasy Mam już w całym zdaniu dobre
  • il cuore 4 miesiące temu
    A co tam się dzieje u Rithy, czemu tak na nią co niektórzy złorzeczą?
  • Namietny dotyk 4 miesiące temu
    U Rithy wszystko dobrze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania