Poprzednie częściRozdział 1, Prolog.

Rozdział 2.

Rozdział 2, Ulica kwadratowa.

 

---------------

 

~Emma~

 

~Wstałam o godzinie siódmej obudzona przez jednego z moich opiekunów. Całą swoją silną wolą zmusiłam jęk irytacji. O tej godzinie nie powinno budzić się ludzi. Czemu nikt za to nie został ukarany? To karanie ludzi, a dzisiaj nie zdążyłam nikomu nic zrobić. Takie postępowanie jest niesprawiedliwe. Kurwa muszę to zgłosić! Wstawanie o takich godzinach jest nienormalne. Sen to przecież coś tak dobrego. Normalnie mniej bym narzekała, ale dzisiaj miałam odwiedzić magiczny świat, i nie mogłam spać całą noc. Słuchałam muzyki albo liczyłam jebane barany, ale to nie pomagało. Kto by mógł tak po prostu spać gdyby wiedział, że rano odwiedzi magiczne miejsce? Prawdziwy świat magii. Pozna czarodziejów oraz inne bajery. Zawsze widziałam takie rzeczy w telewizji, a teraz sama miałam tego doświadczyć. Czułam się, jak jebany Harry Potter! Tylko, że chłopak, który prawdopodobnie mnie oprowadzi nie wygląda, jak Hagrid. Ciekawa jestem, czy będzie tak magicznie, jak w mojej głowie. Oby!

Udałam się do łazienki. Była to prosta łazienka, więc nie będę zanudzać was opisem. Pewnie wszyscy wiecie, jak wygląda łazienka, nie? Wzięłam szybki prysznic na obudzenie się. Można powiedzieć, że nawet pomogło. Jednak sen byłby lepszy. Zrobiłam makijaż, i ubrałam się. Gotowa wyszłam z łazienki.

Myślę, że powinnam wam trochę opowiedzieć o sobie. Tak będzie fair. Przecież nawet nie wiecie kim jestem. A więc tak.

Jestem Emma Vesp, choć to już pewnie wiecie. Mam siedemnaście lat, i mieszkam w Manchesterze. Moim opiekunem jest Rurik Stone oraz jego mąż Otis Nash. Nie poznałam nigdy swoich rodziców, zginęli gdy byłam mała. Trafiłam po ich śmierci do sierocińca, ale później pojawił się Rurik, który adoptował mnie. Jestem wampirem. Krew zawsze pojawia się w moim pokoju razem z lekiem, który uspokaja moją wampirzą naturę. Nie wiem od kogo, to wszystko jest. To jedna wielka zagadka, i chciałbym ją rozwiązać. Jednak cieszę się z tego. Przynajmniej nie musiałam szukać krwi. Byłoby to trudne.

Dzisiaj miałam poznać trochę magicznego świata. Byłam podekscytowana, przerażona, niepewna oraz szczęśliwa jednocześnie. Nie można czuć tego wszystkiego razem, jednak ja udowodnię, że do normalnych ludzi nie można mnie zaliczyć. Dajcie mi kilka dni. Żartuje godzinę. Nie wiem czego mam się spodziewać. Świat magii widziałam w telewizji oraz czytałam o nim w książkach. Tylko to były tylko bajki dla dzieci, chociaż nadal je uwielbiam. Jednak to będzie naprawdę. Będę mogła czarować oraz używać jakiś magicznych rzeczy. Nawet nie wiem czego, jednak to brzmi fantastycznie.

Westchnęłam ciężko, i wyszłam z pokoju. Miałam poznać magiczny świat, więc najpierw trzeba coś zjeść. Muszę nabrać siły. Nie chciałam zemdleć albo zrobić czegoś głupiego. Chcę pokazać się z jak najlepszej strony. W kuchni byli już Rurik oraz Otis. Uśmiechnęli się do mnie szeroko.~

 

- Jak minęła noc? - zapytał Otis z uśmiechem, nalewając jej kawy do kubka.

 

- Nie mogłam zasnąć. Ciągle myślałam o tym, co wydarzy się dzisiaj. - przyznała szczerze. - Wydaję mi się, że to był jakiś bardzo realny sen, jednak na końcu okaże się tylko snem.

 

- Byłem tam, i zapewniam, że to było prawdziwe, Emmo. - odparł Rurik, kładąc talerz ze śniadaniem przed dziewczyną. Był to rogalik z dżemem. - Wiem, że nie zjesz wiele, ale coś musisz, dobrze?

 

- Tak, wiem. - zgodziła się Emma, spoglądając na Otis'a. Był to młody mężczyzna, z serdecznym uśmiechem. Ma jasne, stylowo ułożone włosy, i nosi okulary z cienką, metalową oprawką, za którymi mieszczą się jasnobrązowe oczy, w których iskrzy dobroć. Otis zawsze dbał o Emmę, i starał się zapewnić jej z partnerem, jak najlepsze życie oraz dzieciństwo. Pokazywał świat dziewczynie, i uczył nowych pasji. Rurik często musiał zostawiać w pracy, i to właśnie Otis opiekował się nią. Był architektem, który miał swoją firmę. Dlatego zdarzało mu się pracować w domu albo zabierać dziewczynę na krótkie wycieczki. - Macie plany na dzisiaj? - spytała dziewczyna, przenosząc wzrok na drugiego mężczyznę. Mężczyzna ma ciemne, gęste, starannie uczesane włosy, i intensywne spojrzenie, z jasnymi oczami i zarysowanymi policzkami. Jest ubrany w klasyczny, profesjonalny strój składający się z ciemnego płaszcza z jasnoszarą koszulą i ciemnym krawatem. Rurik miał odmienny charakter od swojego męża. Był również ciepłym oraz dobrym opiekunem, ale często stawiał granicę. Był profesorem uniwersytetu, więc jego podejście do wychowania różniło się od Otis'a, który stawiał na większą swobodę. Jednak Emma wiedziała, że wychowali ją na dobrą osobę, i ich sposób wychowawczy sprawdził się.

 

- Tak, razem z Otis'em wybieramy się na wystawę prac naszego kolegi. - odparł Rurik. - Nie wiem ile czasu spędzisz na zakupach, ale napisz gdy będziesz wracać, abym nie martwił się.

 

- Dobrze, napiszę... To ta osoba? Która zabiera mnie na zakupy? - zapytała Emma, gdy usłyszała pukanie do drzwi.

 

- Zaraz zobaczymy. - powiedział Otis, i z uśmiechem otworzył drzwi. - Witam, jestem Otis.

 

- Miło Cię poznać. Otis. Ładne imię. - powiedział spokojny, chłopięcy głos. Emma była w kuchni, ale mogła słyszeć ich rozmowę. - Czy zastałem Emmę Vesp?

 

- Tak, czeka w kuchni. Zaprowadzę Cię. - odparł mężczyzna, i już po chwili Emmę mogła spojrzeć na chłopaka w jej wieku.

 

- John Pleon. - przedstawił się, ściskając dłoń dziewczyny.

 

- Emma Vesp. - powiedziała, przyglądając się chłopakowi z uwagą. Młodzieńca cechował średni wzrost i proporcjonalna sylwetka, co nadawało mu zrównoważony wygląd. Jego krótkie, starannie ułożone włosy lśniły w jasnym odcieniu blondu, przyciągając wzrok. Przyjazne i spokojne stalowe oczy emanowały ciepłem, tworząc wrażenie otwartości. Skóra chłopaka, lekko opalona, kontrastowała z jasną karnacją, a subtelny róż na policzkach dodawał mu młodzieńczej świeżości. Pełne, malinowe usta podkreślały jego urok, a kolczyk w uchu dodawał nuty oryginalności. Ubrany w szaro-czarną koszulę oraz eleganckie spodnie, emanował stylem, który łączył klasykę z młodzieńczym zacięciem.

 

- Rurik Stone. - mruknął surowo, pojawiając się obok nich. - Ile potrwają zakupy, młodzieńcze?

 

- Ciężko mi określić, panie Stone. Kilka godzin na pewno.

 

- Dobrze, więc w takim razie, do zobaczenia za kilka godzin albo nie wiem za ile, Emmo. - mruknął ironicznie mężczyzna, a Otis oraz Emma zmrozili go chłodnym wzrokiem.

 

- Masz ochotę napić się czegoś albo coś zjeść?

 

- Nie, dziękuję. - odparł młodzieniec, patrzą z obrzydzeniem na jedzenie na stole. Dziewczyna również przeniosła tam swój wzrok, ale nie widziała tam niczego, co mogłoby odtrącić chłopaka. Typowe śniadanie. Płatki, gofry, różnego rodzaju placki bądź kanapki. - Czas się zbierać, Emmo.

 

- Do zobaczenia. - wyszeptał Otis, i wraz z partnerem przytulił do siebie dziewczynę. - Uważaj na siebie.

 

- Będę. - szepnęła dziewczyna, zamykając na chwilę oczy. Zabrała swoją saszetkę, zarzucając ją na ramię, i udała się do wyjścia razem z John'em. - Jak dostaniemy się na ulicę? - zapytała, i zobaczyła uśmiech na twarzy chłopaka.

 

- To coś wspaniałego. - powiedział, wyciągając swoją różdżkę. Machnął nią szybko w górę, a później w prawo. Przez kilka sekund nic się nie działo, i Emma myślała, że chłopak żartuje sobie z niej, jednak nagle z nieba zaczął spadać ich środek transportu. - Pociągbus.

 

- Pociąg... Co? - zapytała zdziwiona, spoglądając na maszynę. Magiczny transport to fenomenalne połączenie pociągu, i autobusu, które sprawia, że podróżowanie staje się niezwykłą przygodą. Ten wyjątkowy pojazd posiada czerpaną z pociągu szybkość i stabilność, jednocześnie oferując wygodę i elastyczność podróżowania charakterystyczną dla autobusu. Zewnętrzny wygląd magicznego transportu jest niezwykle imponujący. Jego elegancka sylwetka łączy w sobie cechy charakterystyczne zarówno dla pociągu, jak i dla autobusu. Posiada aerodynamiczną konstrukcję, która umożliwia mu osiągnięcie wysokich prędkości na torach, a zarazem zapewnia płynne poruszanie się po drogach oraz niebie. Wnętrze magicznego transportu to prawdziwie magiczne doświadczenie. Przestronne i komfortowe wnętrze oferuje wygodne siedzenia, przestronne korytarze oraz liczne udogodnienia dla pasażerów. Można w nim znaleźć wygodne fotele, stoły do pracy, przestronne łóżka oraz sale kinową, a nawet kawiarnię z szerokim wyborem przekąsek i napojów. Pociągbus to transport, który idealnym rozwiązaniem dla podróżujących, którzy pragną połączyć szybkość, wygodę i niezwykłe doznania podczas podróży. - Nie tego się dokładnie spodziewałam, ale to naprawdę wygląda świetnie.

 

- Witam w ... O, hejka John! - przywitał się mężczyzna, wpuszczając nastolatków do środka. Weszli do wagonu pierwszego. Usiedli na fotelach, a Emma rozejrzała się po całym wagonie. Był cały zapełniony w fotele oraz krzesła, jednak w środku byli tylko oni. - Jesteś tu pierwszy raz?

 

- Tak.

 

- Wow, czeka Cię niezła przygoda. - odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. - Garl.

 

- Emma. - odparła dziewczyna, wyglądając za okno.

 

- Pójdę po bilety.

 

- Jasne. - wyszeptała cicho, spoglądając na mijający krajobraz. Nagle spostrzegła, że unoszą się w powietrzu. Patrzyła na Manchester z góry, jakby leciała helikopterem, jednak nikt ich nie dostrzegał. Emma mijała stadion, katedrę, muzeum, czy parki, które tak dobrze znała. Nie mogła uwierzyć, że ma okazję zwiedzić Manchester z powietrza. - Coś wspaniałego.

 

- Tak, prawda. Każdy kto pierwszy raz ma okazję tutaj być, ma podobną reakcję. - wymruczał Garl, spoglądając na miasto. - John raz spędził tu cały dzień tylko siedząc, i podziwiając mijające widoki.

 

- To świetny pomysł. - mruknęła z uśmiechem dziewczyna. - Pracujesz tu od jak dawna? - zapytała, rzucając na niego spojrzeniem. Jest postacią, która wzbudza zaufanie i ciekawość. Jego wzrost jest ponadprzeciętny, a sylwetka atletyczna, co jest wynikiem wielu lat pracy w wymagających warunkach podróży między wymiarowych. Jego twarz zdobią mądre, przenikliwe oczy koloru ciemnego bursztynu, które zdają się widzieć więcej niż zwykły śmiertelnik. Jego ubiór to elegancki, ale funkcjonalny mundur, który łączy w sobie elementy klasycznego stroju konduktora z nowoczesnymi akcentami. Ciemnoniebieski płaszcz z wysokim kołnierzem i złotymi guzikami jest nie tylko odzwierciedleniem jego statusu, ale także zawiera zaklęcia ochronne. Pod płaszczem nosi białą koszulę z czarnym krawatem i kamizelkę wyposażoną w liczne kieszenie, w których przechowuje magiczne artefakty i narzędzia niezbędne w jego pracy. Jego dłonie, zawsze czyste i zadbane, są świadectwem precyzji, z jaką wykonuje swoje obowiązki. Na głowie nosi czapkę z emblematem Pociągobusu, która jest symbolem jego dumy i oddania pracy. Garl porusza się z gracją i spokojem, emanując aurą kompetencji i tajemniczości, która przyciąga wzrok pasażerów.

 

- Pracuję tutaj odkąd skończyłem szkołę. Mój ojciec wcześniej pełnił to stanowisko, ale przeszedł na emeryturę, więc przejąłem po nim pracę.

 

- Tak po prostu Cię zatrudnili?

 

- Jestem spokrewniony z wynalazcom Pociągbus, więc tak. - potwierdził z uśmiechem. - Razem z rodzeństwem mamy darmowe przejazdy oraz możliwość pracy tu, gdy chcemy.

 

- A kto wynalazł Pociągbus?

 

- Pociągbus Magiczny Express został stworzony w epoce, gdy magia oraz technologia zaczęły się przenikać, tworząc nową erę odkryć. - zaczął John, siadając obok dziewczyny. - Jego konstruktor, znany jako Mistrz Erazm, był zarówno wybitnym inżynierem, jak i potężnym czarodziejem. Marzył o stworzeniu środka transportu, który połączyłby w sobie stabilność pociągu z elastycznością autobusu, umożliwiając podróżowanie po niezbadanych zakątkach rzeczywistości. - mówił. - Pragnął dać czarodziejom maszynę, która będzie w stanie przenikać przez wymiary magii, różne światy oraz zabierać czarodziejów, tam gdzie tylko zapragną. Dlatego możesz dostać się na zakupy albo na tajemnicze wyspy.

 

- Prace nad Pociągbusem rozpoczęły się w tajemniczym laboratorium ukrytym w sercu górskiego pasma. - przejął opowieść Garl. - Erazm, wspierany przez grupę utalentowanych uczniów, połączył starożytne zaklęcia z nowoczesną mechaniką, tworząc pojazd zdolny do podróży międzywymiarowych. Pierwsza próba uruchomienia Pociągbusu zakończyła się niepowodzeniem oraz wybuchem, ale nie zniechęciło to Mistrza, który wiedział, że każda porażka przybliża go do upragnionego sukcesu.

 

- Po wielu latach eksperymentów i udoskonaleń, Magiczny Express wyruszył w swój dziewiczy rejs. Przebił się przez tkaninę rzeczywistości, docierając do miejsc, o których istnieniu nikt wcześniej nie śnił. Szybko stał się legendą, a opowieści o jego podróżach rozprzestrzeniły się po całym świecie. Był nazywany pociągbus - marzeń. - powiedział John z uśmiechem. - Jest na tyle popularny, że wiele czarodziejów ma replikę maszyny w domach. Pociągbus oraz Erazm na zawsze zmienili życie czarodziejów.

 

- Z czasem Pociągbus stał się symbolem nieograniczonych możliwości, łączącym różne kultury i cywilizacje. Każdy, kto wsiadał na pokład, mógł być pewien, że czeka go niezapomniana przygoda i spotkanie z nieznanym. Tak oto Pociągbus Magiczny Express przeszedł do historii jako najbardziej niezwykły środek transportu, jaki kiedykolwiek istniał. - zakończył z dumą Garl.

 

- Wow, niesamowite. - przyznała Emma z fascynacją, wypisaną na twarzy. - A dzieją się tu jakieś ciekawe wydarzenia?

 

- Och, mnóstwo. - powiedział z szerokim uśmiechem Garl. - Moim ulubionym jest Festiwal Gwiezdnych Przejść. Raz w roku, gdy Pociągbus przecina orbitę komety Halleya, pasażerowie mogą obserwować spektakularny deszcz meteorytów, który oświetla niebo w niesamowite wzory i kolory. - wyjśnił jej mężczyzna. - To jedno z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń każdego roku. Dzięki magii jesteśmy w stanie podziwiać coś, co mundan nigdy nie będą w stanie zobaczyć.

 

- Moim ulubionym wydarzeń jest Koncert Syrenich Pieśni. - wyjawił John. - W głębinach podwodnego świata, Pociągbus zatrzymuje się, aby pasażerowie mogli posłuchać koncertu syren. Ich hipnotyzujące głosy mają moc uzdrawiania i odnawiania ducha. Przyciąga nie tylko fanów muzyki, ale każdego kto jest zafascynowany magicznymi istotami.

- A do jakich niebezpiecznych albo ciekawych miejsc zabierał pasażerów Pociągbus? - zapytała z ciekawości Emma.

 

- Mnóstwo było takich miejsc, panno Vesp. - zaczął Garl, myśląc intensywnie. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona ponieważ nie mówiła swojego nazwiska. - Pierwszy to Wyspa Latających Wodospadów. Archipelag, gdzie wodospady nie spadają w dół, lecz unoszą się w powietrzu, tworząc niesamowite kaskady i strumienie unoszące się między wyspami. Jest to jedno z najczęściej wybieranych miejsc przez arystokratów. Są tam przepiękne widoki oraz niezwykle drogie miejsca. Biedni podróżujący, tylko podziwiają to miejsc z okien. - powiedział Garl. - Kolejnym jest Las Zegarowych Drzew. Tajemniczy las, w którym drzewa mają zegary zamiast liści, a czas płynie w różnych tempach w zależności od tego, pod którym drzewem się znajdziesz. Bardzo wiele czarodziejów miało problem z opuszczeniem lasu ponieważ wpadali w błędne koło. Tam czas płata figle.

 

- Jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc jest; Kraina Wiecznych Burz - region, gdzie burze nie są zjawiskiem pogodowym, lecz żywymi istotami, które komunikują się za pomocą błyskawic i grzmotów. Bardzo wiele czarodziejów udaję się tam ponieważ wierzą pewnej legendzie.

 

- Jakiej?

 

- Legendzie, że gdy pokona się istoty burzowe to zostanie się panem pogody. - powiedział Garl, unosząc wzrok na John'a. - Najczęściej udawali się tam potomkowie rodu Sang. Ostatnio często bywa tam Alta...

 

- Wystarczy. - powiedział chłodno John. - Jest...

 

- Nie, chcę usłyszeć to. - sprzeciwiła się dziewczyna, spoglądając ze złością na chłopaka. - Kto tam jeździ, i dlaczego?

 

- Altair Sang.

 

- Kto to?

 

- Jest uważany za najsilniejszego czarodzieja w magicznych wymiarach, a jest w naszym wieku, Emmo. - zaczął John, czym przykuł uwagę dziewczyny. - Jest niezwykle uzdolnionym magikiem oraz posiadaczem niezwykłych darów. Altair wierzy w legendę, ale w jego rodzinie opowiada się inną. Wierzą, że gdy pokona się istoty burzowe to czarodziej stanie się władcą umarłych...

 

- Co?

 

- Nie są tam tylko istoty burzowe, ale każda inna istota pogodowa. - wyjawił John. - Altair wyjawił mi, że po pokonaniu burz, przychodzą następne. To Kraina Zjawisk Meteorologicznych.

 

- Altair Sang pokonał istoty burzowe? - zapytał zdziwiony Garl.

 

- Tak.

 

- Dlaczego tak się dziwisz?

 

- Nikt nigdy tego nie dokonał. - odpowiedział mężczyzna ze strachem w oczach. - To wręcz niemożliwe wyjść cały po pokonaniu burz.

 

- Jest ranny, ale cały. - wyszeptał cicho. - Jednak nie wiadomo, czy z kolejnego wyjdzie.

 

- Co jest następne?

 

- Huragan. - powiedział chłopak, zamykając na chwilę oczy. - Moim niezwykłym miejscem, gdzie jeździ Pociągbus jest Biblioteka Nieskończoności. Biblioteka zawierająca księgi z każdego możliwego wszechświata, gdzie każda książka to portal do innego świata. - wyszeptał z uśmiechem, zmieniając kompletnie temat. - Uwielbiam czytać, a te księgi są niezwykłe. Raj...

 

- Jesteśmy na miejscu. - powiedział Garl, otwierając drzwi Pociągbusu. - Mam nadzieję, że pierwsza podróż minęła Ci dobrze, i wrócisz do nas.

 

- Z pewnością. - odparła z lekkim uśmiechem. - Do zobaczenia, Garl.

 

- Uważaj na siebie, panno Vesp. - pożegnał się Garl z uśmiechem, a gdy tylko zamknął drzwi, maszyna zniknęła na niebie.

 

- Gdzie jesteśmy?

 

- To przystanek, gdzie parkuje Pociągbus. Zapraszam na Ulicę Kwadratową. - powiedział John, ręką wskazując w dal.

 

Dziewczyna podeszła do barierki, rozglądając się dookoła. Nie mogła uwierzyć swoim oczom. Znajdowała się na magicznej ulicy, gdzie pełno było czarodziejów. Jej policzki pokrył róż, a oczy napełniły się łzami. Nie docierało to do niej. Myślała całą noc o tym, i teraz uwierzyła, że to nie był sen. Jest częścią magicznego świata. Jest czarodziejką. Na twarzy Emmy zagościł szeroki uśmiech. Uwierzyła w to.

Wszystkie sklepy były w kształcie koła. To zdziwiło ją najbardziej ponieważ nazwa mówiła co innego, jednak nie miała czasu o tym myśleć, gdyż ulica, na której teraz była, oczarowała ją całkowicie. Nigdy nie widziała czegoś tak niesamowitego. Nie mogła skupić się na jednej rzeczy. Jej oczy skakały od czarodziejów, po sklepy, czy magiczne przedmioty, wystawione w witrynach. Emma patrzyła na to wszystko z szeroko otwartymi oczami, i ustami. Nie mrugała, tylko rzucała spojrzeniem na coraz to nowy magiczny przedmiot, jakie kupowali czarodzieje. Chciałaby móc się rozdwoić, aby obserwować każdy ten sklep oraz miejsca z osobna ponieważ były niesamowite albo zatrzymać czas, by móc przyjrzeć się dłużej każdemu miejscu oraz rzeczy. Tutaj wszystko wydawało się być ciekawe oraz interesujące. Każdy sklep, i rzeczy w sklepie. Podobnie jak wszyscy ludzie tutaj. Wyglądali inaczej niż ludzie, których spotykała w Manchesterze. Jednak to byli czarodzieje, musieli się różnić.

Na magicznej ulicy, każdy czarodziej był wyjątkowy i niepowtarzalny. Ich włosy mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, od głębokiego błękitu po ognisty czerwień, często zmieniając barwę w zależności od nastroju właściciela. Ubrania były równie spektakularne, co oni sami – płaszcze z mieniących się tkanin, które zdawały się unosić w powietrzu, szaty z misternymi wzorami, które opowiadały historie dawnych czarów, a nawet buty, które samodzielnie podążały za swoim panem. Na wierzchu często nosili długie, przepasane płaszcze, które były misternie wyszywane magicznymi symbolami. Te symbole mogły być wykonane z delikatnego złota, srebra lub innych metalicznych nici, które dodawały im subtelnego blasku. Zdobienia te były często skomplikowane i tworzyły wzory runiczne, które miały swoje własne znaczenie i moce ochronne. Na ich ramionach siedziały fantastyczne stworzenia – miniaturowe smoki dyszące kolorowym ogniem, sowy o mądrych oczach, które zdawały się widzieć więcej niż zwykłe stworzenia, a nawet feniksy, których łagodne światło otulało ich opiekunów ciepłem i bezpieczeństwem. W powietrzu unosił się zapach magicznych ziół, pysznych potraw, i eliksirów, a dźwięki zaklęć i czarów tworzyły melodyjną symfonię, która sprawiała, że serce bohaterki biło coraz szybciej. To był świat, w którym wszystko było możliwe, a magia była tak namacalna, że można było ją niemal dotknąć.

Na ulicy można było spotkać wiele bardzo sławnych czarodziejów, którzy wyróżniali się na tle innych, bohaterka z zaciekawieniem obserwuje trzech różnych czarodziejów, którzy przemierzają ulicę w swoich niezwykłych strojach, przyciągając wzrok innych. Pierwszy z nich to czarodziej o imieniu Maxius. Jego długie, kręcone włosy mają intensywny odcień rubinowej czerwieni, która świeci się delikatnie na słońcu. Maxius ubrany jest w elegancki płaszcz ze złotymi haftami, który faluje wraz z każdym jego krokiem. Na ramieniu ma swojego wiernego towarzysza - małego smoka, który delikatnie dmucha ogniem, tworząc kolorowe iskry. Czarodziej był znanym poszukiwaczem istot. Zajmował się ochroną czarodziejów przed niebezpiecznymi stworzeniami. Był jednym z najlepszych w swoim zawodzie. Kolejnym na którego zwróciła uwagę była czarodziejka o imieniu Amara. Jej włosy są długie i gładkie, przypominające spokojną, niebieską falę. Amara ubrana jest w szmaragdową pelerynę, która zdobi jej postać. W jednej ręce trzyma magiczną laskę, a na ramieniu ma małego jednorożca o błyszczącym srebrnym futrze. Z każdym krokiem, wydaje z siebie delikatny dźwięk dzwonka, który rozbrzmiewa w powietrzu. Amara była wynalazcą magicznych przedmiotów. Sama stworzyła laske, która zastępowała jej różdżkę. Amara również stworzyła przedmiot, który pozwalał jej na utrzymywanie jej młodego wyglądu. Trzeci czarodziej, znany jako Czarodziej Perły, to mężczyzna o imieniu Eryk. Jego krótkie, białe włosy przypominają perłową poświatę, która odbija światło w niezwykły sposób. Eryk ubrany jest w jedwabistą, srebrną tunikę, która migocze wraz z każdym jego ruchem. Na ramieniu ma małpę o złotym futrze, która skacze z gałęzi na gałąź, wydając radosne okrzyki. Eryk był kowalem, który tworzył jedne z najsilniejszych oraz piękniejszych broni w magicznym świecie. Czekało się kilka miesięcy w kolejce na zamówioną broń ponieważ czarodzieje tak bardzo cenili jego umiejętności. Eryk do każdego swojego dzieła wkładał cały swój wysiłek oraz czas, co sprawiało szacunek wśród świat czarodziejów.

Jej twarz zdobił uśmiech, kiedy oglądała ulicę. Czuła się tu, jak małe dziecko, które weszło do raju. Raju magicznego. Z każdą sekundą spędzoną w tym miejscu, zaczynała wierzyć w te słowa. Była to ulica wyobraźni, gdzie niemożliwe nie istniało. Twórca udowodnił, że do stworzenia czegoś fantastycznego potrzeba jest wyobraźnia oraz wiara.

Nad niebem latały magiczne stworzenia albo czarodzieje na różnych dziwnych przedmiotach. Bohaterka zauważyła, że czarodzieje używają najróżniejszych środków transportu: od latających dywanów, przez unoszące się kryształowe kule, aż po zwinne miotły wyścigowe, które śmigały między budynkami z niesamowitą prędkością. Były również deski albo skrzydła, gdy rzuciło się odpowiednie zaklęcie. Spostrzegła nawet małe statki kosmiczne albo łódki, które pływały po niebie. Niektórzy czarodzieje preferowali bardziej ekstrawaganckie środki, takie jak gigantyczne strączki fasoli, które wyrastały w mgnieniu oka i wynosiły ich wysoko w chmury, czy też latające księgi, które rozkładały swoje strony niczym skrzydła ptaka. Był również czarodziej, który podróżował na chmurze albo latał dzięki latającym butom.

Na niebie zaś można było dostrzec całą menażerię fantastycznych stworzeń. Gryfy o złotych piórach elegancko szybowały z gracją, wydając z siebie donośne krzyki. Smoki o łuskach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy, wypluwały kłęby dymu, tworząc na niebie zawiłe wzory oraz obrazy. Feniksy, otoczone płomieniami, rysowały na błękitnym płótnie nieba ścieżki iskrzącego światła, jakby chciały zaprowadzić czarodzieja do skarbów. A wśród nich wszystkich, najbardziej niezwykłe były lewitujące jednorożce, które, otoczone aurą czystej magii, przemierzały przestworza z magiczną poświatą, pozostawiając za sobą ślad błyszczącego pyłu oraz nadziei. Emma spojrzała na morze, które znajdowało się na końcu ulicy. Wiele tam było statków albo łodzi, ale też magiczne stworzenia. Jednymi z najbardziej urzekających były; Lśniące Wodniki - te stworzenia są jak żywe kryształy wody. Ich ciała są przezroczyste i mienią się wszystkimi odcieniami błękitu i zieleni. Lśniące Wodniki potrafią kontrolować strumienie wody, tworząc z nich malownicze fontanny lub delikatne bańki, które unoszą się nad powierzchnią wody. Kolejnym były; Wodne Gryfy - majestatyczne stworzenia z głowami orłów i ciałami ryb, które są strażnikami morza. Ich skrzydła są zbudowane z wodnych roślin i alg, a ich pióra to kaskady pereł i muszelek. Wodne Gryfy są bardzo szybkie i zwinne w wodzie, a ich śpiew przypomina melodię fali. Pracownicy odradzają podchodzenia do stworzenia albo próby ataku ponieważ bywają niezwykle agresywne oraz bezwzględne.

Patrząc na całą ulicę dziewczyna poczuła, że twórca przeniósł swoje myśli oraz plany w realne, pełne magii miejsce. W tej chwili poczuła się częścią tego świata. Jednak bała się, że zostanie to jej odebrane. Że pojawi się jakiś czarodziej, który zabroni jest przebywanie na ulicy. Pragnęła zachować widok ulicy w swojej pamięci oraz sercu na zawsze. Poczuł się tutaj dobrze. Uwierzyła, że ulica tak pełna kolorów oraz magii, nie może zostać zaatakowana. Chciała poznać te wszystkie dziwnie wyglądające dla niej miejsca, stworzenia oraz rzeczy. Wszystkie te stworzenia, które latały nad jej głową. Porozmawiać z drugim czarodziejem albo zwierzęciem. Jeśli to świat magii, to czy zwierzęta potrafią tutaj mówić? Emma liczyła, że potrafią.

 

- Wow. Tu jest pięknie! - szepnęła cicho szatynka. John zaśmiał się cicho z jej reakcji. Sam gdy pierwszy raz tu przyszedł miał podobną reakcję. Ta ulica jest niesamowita. Nie można tutaj przyjść, i wyjść bez zachwytu. To jest po prostu niemożliwe. Ta ulica zachwyci każdego. Nie zmieni się to nigdy. Z każdą wizytą tutaj poznaje się ją na nowo, a to jest w niej najpiękniejsze.

 

- Tak, jest całkowicie niesamowita. - potwierdził blondyn z uśmiechem. - Chodźmy najpierw do Banku Skorek. - poinformował chłopak, i wyprowadził ją z przystanku. Było to miejsce zaraz na końcu ulicy obok morza. Zeszli po schodach, i zaczęli kierować się, zatłoczonymi uliczkami do banku. - Bank obsługują skorki. Są to specyficzne istoty ponieważ są niezwykle mądre, dziwne, sprytne oraz zamknięte w sobie. Lubią wszystkich ze swojego gatunku, ale innych już nie. - opowiadał po drodze. Emma skupiała się na jego słowach. Teraz miała okazję poznać ten świat. Choć nie wiedziała, że będzie to poznawanie jakiś dziwacznych istot. Jednak od czegoś trzeba zacząć. - Jest to bardzo bezpieczne miejsce w naszym świecie. Jedno z najbardziej bezpiecznych w całej magicznej Anglii oraz świecie. Można tam przechowywać cenne rzeczy, bez strachu o kradzież ponieważ nigdy nie było kradzieży w banku. To jedno z najbardziej strzeżonych miejsc w naszym świecie. - podkreślił. - Skorki bardzo dbają o swoich klientów. Pieniądze są przechowywane w skrytkach bankowych. Niektóre z nich bronią magiczne zwierzęta oraz zabezpieczenia skorków, dlatego jeszcze nigdy go nie okradziono.

 

- Dlaczego nie lubią innych istot? - spytała zainteresowana szatynka.

 

- Była kiedyś wojna między nimi. Gobliny zaatakowały skorki, i rozpętała się wielka wojna. Król skorków oczekiwał, że inne istoty przybędą, aby pomóc im, ale oni zostawili ich samym sobie, wiedząc że nie będą w stanie wygrać. - zaczął blondyn wyjaśniać. - Nie skończyło się to dobrze dla nich ponieważ przed wojną było ich ponad dziesięć milionów, a po wojnie zostało tysiąc...

 

- Tysiąc? - powtórzyła za nim zaskoczona oraz przerażona Emma. Nie była pewna, czy dobrze usłyszała ponieważ na ulicy panował gwar.

 

- Tak. - potwierdził cicho. - Gobliny miały wsparcie innych podobnych do siebie, więc przewaga była znacząca. Skorki niewiele mogły w tamtej chwili zrobić ponieważ było ich niewiele. Nie mieli żadnego wsparcia, a goblinów było o wiele więcej niż skorków. - wyjaśnił chłopak. - Mottem banku jest „Securitatis per fortitudinem”.

 

- Że co, kurwa? Mów do mnie po ludzku, John. - mruknęła szatynka, i przewróciła oczami. Nie znała się na łacinie ponieważ w szkołach uczy się o nieistotnych rzeczach, a potrzebne rzeczy omija się szerokim łukiem. - Co to znaczy...

 

- O to tutaj. - przerwał jej, i głową wskazał na ładny budynek.

 

- Aha. - powiedziała cicho. Cały bank był w kształcie perfekcyjnego, okrągłego koła. Cały budynek jest niezwykle masywny oraz wręcz niemożliwy do zdobycia ponieważ budynek zbudowano pod ogniem, który co kilka sekund unosi się w górę. Bank został zbudowany z magicznego kamienia, który chroni bank przed różnymi niebezpieczeństwami, takimi jak ogień, czy zawalenie. Kamienie mają kolory zieleni, czerni oraz złota. Posiada również cztery wieże, które wydają się sięgać nieba, są miejscem obserwacji zagrożenia z zewnątrz. Bank posiada kominy, z których bucha zielony dym oraz co kilka sekund wylatują przeróżne magiczne stworzenia, które znikają na błękitnym niebie. Bank nie posiada żadnych okien, aby utrudnić drogę ucieczki złodzieją. Drogę do wejścia prowadzi najpierw przez piękną kamienną drogę, w której każdy kamień ma inny kolor oraz inny wzór runiczny. Następnie trzeba przejść przez most, pod którym pływa żywy ogień. Dziewczyna teraz spostrzegła, że pełno było w nich stworzeń. Byli oni strażnikami banku. Niezwykle bezwzględne oraz niebezpieczne. Główne drzwi są wykonane z zaklętego drewna z najstarszego drzewa w Lesie Raju, zdobione skomplikowanymi runami i symbolami, które zapewniają dodatkową ochronę. Na drzwiach zauważyła jeszcze wygrawerowany napis; „Rozgość się czarodzieju, i nie zabieraj, co nie twoje jest. Jeśli to zrobisz, to los twój marny”. Po przekroczeniu progu, odwiedzający są witani przez przestronne atrium z wysokim sklepieniem, gdzie lśniące gwiazdy są widoczne nawet w ciągu dnia. Wewnątrz banku panuje atmosfera tajemniczości, spokoju, i elegancji. Podłogi są wyłożone lustrzanymi płytkami, które odbijają światło zaklętych żyrandoli, tworząc efekt, jakby się chodziło po powierzchni wody. Pracownicy banku pracują w spokoju, a czarodzieje są niezwykle uprzejmi oraz odnoszą się z szacunkiem do skorek.

 

- Tak, skorki bardzo dbają o bezpieczeństwo swoich klientów. - zaczął John, i również przeczytał napis, który doskonale znał. "salus virtus." - Chodźmy do twojej skrytki. - powiedział chłopak, i zaprowadził ją do prawej części banku. Zaczęli wspinać się po białych, kamiennych schodach. W środku pracowały dziwne stwory, które spodobały się dziewczynie. Podeszli do jednego z nich. Miał ciemną karnację, mądrą twarz oraz przeszywające niebieskie oczy. Posiadał długą, falowaną, jasnozieloną brodę oraz długie palce oraz stopy, które zakończone były wielkimi oraz ostrymi pazurami. Nie nosił on butów, więc mogła zobaczyć jego pomalowane paznokcie. Spostrzegła, że ich skorek miał popielate, długie włosy oraz biały garnitur. – Dzień dobry, panna Vesp chciałaby dostać się do swojej skrytki, tutaj jest klucz, proszę pana. - powiedział to władczym tonem, ale z szacunkiem, a później wyciągnął klucz ze spodni. Emma spojrzała na klucz, który był totalnie magiczny ponieważ w kształcie pióra feniksa. Skorek oderwał się od swojej pracy, i uważnie przyjrzał się małemu, krwistoczerwonemu kluczowi, który miał wygrawerowane nazwisko dziewczyny. Po kilku minutach skinął głową, i zaczął prowadzić ich do odpowiedniej skrytki.

 

- Panienki skrytka znajduję się w bogatszej części banku, dlatego aby do niego się dostać musimy przepłynąć przez rzekę. - zwrócił się skorek do Emmy, i wskazał na małą łódkę, która znajdowała się na brzegu rzeki. Emma skinęła głową, i wsiadła do łódki przy pomocy John’a. Kiedy wszyscy już się na niej znaleźli, łódka ruszyła. Poruszali się za pomocą magii. Dziewczyna spojrzała na piękną, przejrzystą rzekę. Miała bardzo ładny kolor błękitu oraz pachniała życiem. Emma mogłaby tutaj wziąć kąpiel, ale raczej tego by nie zrobiła. ~Z książek oraz filmów wiem, że takie rzeczki skrywają dziwne rzeczy. Nie chciałabym wykąpać się z jakimś dziwnymi stworami, czy umarłymi.~

 

- Jak dostać się do innych skrytek? – zapytała zainteresowana dziewczyna. Chciała przełamać ciszę, która zaczynała już ją dręczyć.

 

- Windą, panno Vesp. - odpowiedział, co zaskoczyło dziewczynę. - Niektóre rody czystej krwi mają wiele pieniędzy, dlatego musimy bardziej zadbać o ich bezpieczeństwo. Nie możemy pozwolić sobie żeby ktoś ich okradł. - wyjaśnił. - Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na taki ruch, aby ich ochronić. Po drodze czeka nas wiele zaklęć ochronnych, które mają odstraszyć złodzieja.

 

- Rozumiem. Dziękuję za to, że bronicie pieniędzy mojej rodziny.

 

- Nie ma problemu. Taka nasza praca. - wyjaśnił zdziwiony skorek, i spojrzał na równie zaskoczonego John’a. Nikt jeszcze nie dziękował im za to ani za nic innego. - Dziękuję, panienko Vesp. To bardzo miłe słowa.

 

- Żaden problem. - odparła Emma z uśmiechem. Dla niej to było coś normalnego. - Jak pan się nazywa?

 

- Jestem Rin Van.

 

- Emma Vesp. - przedstawiła się dziewczyna, i wyciągnęła rękę w jego stronę. Rin zmieszany przyjął jej dłoń. Żaden klient nie witał się z nim, i nie wyciągał ręki na powitanie. Traktowali go zawsze z góry. Dawali mu do zrozumienia, że jest gorszy od czarodziejów. - Długo pan już tutaj pracuje?

 

- Od szesnastego roku życia. - zaczął. - Mój ojciec oraz dziadek, tutaj pracowali, więc i ja tu pracuje. To jedyne dobre miejsce dla nas. Dostajemy dobrą wypłatę.

 

- Ale mniejszą niż inni?

 

- Mniejszą. - potwierdził mężczyzna, i spojrzał w bok, a później na John’a. - Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to jest to ciężki temat w naszym świecie.

 

- Co to znaczy? - zapytała zaskoczona, również patrząc na John’a. - Wynagrodzenia różnią się od siebie?

 

- Większe wynagrodzenia dostają pracownicy Ministerstwa Magii, a nie pracownicy fizyczni albo gobliny czy skorki w naszym świecie. - wyjaśnił John. - To powszechny problem, który dotyka wielu krajów. Magicznego świata również.

 

- Jesteśmy na miejscu. - poinformował Rin, i pomógł dwójce uczniów wyjść z łódki. Emma bała się, że wywróci się do rzeki, ale na całe szczęście stanęła bezpiecznie na piasku. Rin prowadził ich przez piaszczystą plażę, a później zaczęli wspinać się przez małe wzgórza, i podgórza, aby dotrzeć do skrytek czystokrwistych. Każda skrytka była oddalona od siebie, i chroniło ją inne magiczne stworzenie. U Emmy były to kilka pięknych feniksów. Dziewczyna uśmiechnęła się zauroczona do stworzeń, ale ruszyła do Rin’a, który wsunął kluczyk do dziurki, i przekręcił go cztery razy w lewo, a później pięć razy w prawo. Dziewczyna przyjrzała się całemu miejscu. Skrytka ustawiona była na samym środku. Skarby rodu Vesp były zbudowane na wzgórzu, do których prowadziła bardzo niebezpieczna droga. - Proszę naciąć swoją dłoń, i przyłożyć do tego miejsca. - oznajmił skorek, wskazując na ciężkie, kamienne wrota.

 

- Czemu? - zapytała zaskoczona dziewczyna.

 

- Zostały narzucone zaklęcia sprawdzające na pani skrytkę. Tylko ktoś z pani rodu może otworzyć te wrota, i wejść do środka, aby coś wziąć. - wyjaśnił Rin, i podał jej złoty sztylet.

 

- Rozumiem. - zgodziła się, i nacięła swoją prawą rękę, a później przyłożyła do wskazanego przez skorka miejsce. Emma czuła jak jej krew jest zasysana, i sprawdzana. Powodowało to lekki ból, ale przechodziła przez gorsze rzeczy.

 

- Stesan. - wymruczał John, i rana Emmy zniknęła po kilku sekundach.

 

- Dziękuję. - wyszeptała szatynka, przenosząc wzrok na wrota. Usłyszała jak powoli ustępowały wszystkie zaklęcia oraz zabezpieczenia przed złodziejami. Na drzwiach skrytki wyryte są starożytne runy, które są aktywowane tylko przez właściwe zaklęcia. Każda próba sforsowania drzwi bez odpowiedniego zaklęcia powoduje, że runy wybuchają potężną energią, odpychając intruza, to było pierwsze zabezpieczenie. Posągi golemów, które ożywają w przypadku wykrycia zagrożenia. Są one niezwykle silne i odpornie na większość zaklęć, stanowiąc fizyczną barierę przed intruzami. Teraz tylko spojrzał na Emmę, i polowały głową do dziewczyny. Ostatnim zabezpieczeniem było zaklęcie tożsamości, gdy tylko krew dziewczyny dostała się do wrót, została dokładnie sprawdzona przez magię rodu Vesp. Wrota otwierały się bardzo powoli, wpierw wypuszczając ogień, a później kilka nietoperzy, które okrążyły trójkę istot, i zniknęły w czarnym dymie. Gdy ostatnie płomienie i nietoperze zniknęły w mroku, przed trójką istot ukazało się wejście do skrytki. Było to monumentalne, kamienne wykute drzwi, zdobione skomplikowanymi runami i mistycznymi symbolami, które migotały słabym, zielonkawym światłem. Drzwi wydawały się być stworzone z jednego kawałka czarnego marmuru, który połyskiwały, jak nocne niebo bez gwiazd. Nagle, z głębi drzwi rozległ się niski, rezonujący dźwięk, jakby sam kamień zaczął śpiewać starożytną pieśń. Dźwięk ten narastał, a dwójka istot musiała zasłonić swoje uszy, bojąc się utraty słuchu, aż w końcu runy na drzwiach rozbłysły jasnym światłem, oświetlając całą komnatę. Z każdym kolejnym tonem, który wydobywał się z drzwi, kolejne zabezpieczenia magiczne były dezaktywowane, aż w końcu, z donośnym trzaskiem, drzwi powoli się otworzyły, odsłaniając swoje skarby. - Wow! To wszystko jest moje? Te pieniądze oraz...

 

- Tak. - potwierdził John, i wskazał na skrytkę pełną pieniędzy, artefaktów, ksiąg, czy biżuterii. W środku znajdowało się duże, kwadratowe pomieszczenie, w którym znajdowało się niezwykłe skarby oraz skrzynię pełne pieniędzy. Całość skrytki wypchana była dobrobytem oraz tajemniczością. W środku można było znaleźć wiele niebezpiecznych przedmiotów albo jedne z najwspanialszych macicznych przedmiotów. Ściany pokryte były magiczną bronią, od mieczy po laski. Każdy jeden przedmiot skrywał w sobie, więcej tajemnic niż prawdy. John również spostrzegł przedmioty, które czarodzieje uznali za zaginione albo nigdy nie potwierdzono ich prawdziwości. Ród Vesp był niezwykle szlachecki oraz tajemniczy, co potwierdzał ich skarbiec. Były to między innymi; diadem mądrości: starożytny diadem, który podobno zwiększa mądrość i inteligencję osoby, która go nosi. Jest incrustowany drogocennymi kamieniami i ma silne właściwości magiczne, perła mocy: perła, która wzmacnia magiczne zdolności czarodzieja. Jest to lśniąca, biała perła o niezwykłej czystości, kielich nieśmiertelności - starożytny kielich, z którego picie może przywrócić wampirowi pełnię jego mocy i zwiększyć jego zdolności regeneracyjne, miecz krwawego księżyca - miecz kuty podczas zaćmienia Księżyca, który posiada zdolność pochłaniania esencji życiowej pokonanych przeciwników, księga zmierzchu - starożytny, rękopiśmienny tom z zaklęciami, historią i tajemnicami rodu wampirów. Każda strona pełna jest mrocznej magii i zakazanej wiedzy.

 

- To dzisiaj zaszalejemy, John! - krzyknęła Emma, rozglądając się po całym skarbcu, jednak był na tyle duży, że nie dałaby rady przyjrzeć się mu całemu ani każdemu przedmiotowi.

 

- Już się cieszę. - mruknął udając zachwyt. Nie lubił zakupów ani tłumów, a już bardziej ludzi. John lubił książkę, i herbatę. Spokój oraz ciszę. - Chcesz zabrać coś poza pieniędzmi?

 

- Chyba tak. Jakaś biżuterię lub coś magicznego. Co mogłoby mu się przydać albo spodobać jako osobie, która wkracza do magicznego świata? - spytała dziewczyna, spoglądając na skorka oraz John'a.

 

- Ja zabrałbym taki naszyjnik. - powiedział Rin, przywołując magiczny przedmiot. Emma otworzyła czarne pudełko, a jej oczom ukazał się jeden z piękniejszych naszyjników jaki widziała. Biżuteria składa się z czarnego łańcuszka wykonanego z mrocznego metalu, ozdobionego delikatnymi srebrnymi wzorami i kroplami krwi wampira, które błyszczą na blasku księżyca. Wisior jest w kształcie skrzydła nietoperza, wykonany ze srebra i zdobiony czerwonymi kamieniami, które przypominają oczy wampira. Całość prezentuje się zarówno elegancko, jak i tajemniczo, idealnie oddając naturę wampira.

 

- Piękny. - wymruczał John, przyglądając się naszyjnikowi. - Biżuterię stworzył tajemniczy mistrz kowalstwa z dawnych czasów, który był zafascynowany światem wampirów. Jego imię zostało zapomniane, ale mówi się, że był wybitnym alchemikiem i posiadał niezwykłą wiedzę o magii. Przez wiele lat poświęcił się tworzeniu magicznych przedmiotów dla różnych istot nadprzyrodzonych, w tym dla wampirów. - mówił chłopak, gdy tylko przypomniał sobie, że już widział ten naszyjnik w książce. - Jego mistrzowski kunszt i tajemnicza wiedza sprawiły, że biżuteria dla wampira jest prawdziwym arcydziełem.

 

- Ta magiczna biżuteria ma wiele unikalnych właściwości, które służą wampirom. Po pierwsze, chroni wampira przed słońcem. Dodatkowo, biżuteria wzmacnia zdolności wampira, zwiększając jego siłę, szybkość i zwinność. Noszenie jej również zwiększa zdolności regeneracyjne wampira, umożliwiając mu szybsze gojenie ran i powrót do pełnej formy po trudnych walkach. - wyjaśniał skorek, dwójce uczniów. - Biżuteria dla wampira posiada również pewne zdolności magiczne. Może wykrywać obecność innych istot nadprzyrodzonych w pobliżu, ostrzegając wampira przed potencjalnym zagrożeniem. Ponadto, biżuteria pozwala wampirom kontrolować umysły innych istot, umożliwiając im manipulowanie ich myślami i działaniami. Jednakże, używanie tych zdolności wiąże się z pewnym ryzykiem i powinno być stosowane ostrożnie.

 

- Jakim ryzykiem?

 

- Utrata człowieczeństwa oraz uczuć, a także pełna kontrola biżuterii nad naszymi czynami. Jednak samo noszenie go bez wykorzystania jego zdolności nie wpłynie na wampira. - objaśnił Rin. - Ten naszyjnik jest bardzo popularny w twoim rodzie. Nosił go twój ojciec, a później przekazał go twojej matce. Zakładała go na ważne uroczystości.

 

- To... Niesamowite. - wyszeptała cicho, dotykając opuszkiem palca, naszyjnika. John zobaczył łzy w jej oczach. Nie wiedział, że to tak ważne dla dziewczyny. - A twój przedmiot, John?

 

- Ja wziąłbym dwa. Kompas, który wskazuje Ci drogę do miejsca, które zechcesz. Jedyny minus, to że musisz wyobrazić to miejsce. Nie zabierze Cię do miejsca, którego niegdy nie widziałaś, jednak zawsze poprowadzi bezpieczną drogą. - powiedział John, podając jej czarny kompas. - Drugi to sakiewka pełna proszku, utrudniającego widoczność. Może rzucić go wroga, a później uciec.

 

- Okay, super. Poda mi się, dzięki. - odpowiedziała dziewczyna, patrząc na dwójkę istot. Obydwoje uśmiechnęli się do niej bez słowa. Emma zabrała pieniądze, i ruszyli w drogę powrotną. Wymieniła w kantorze trochę monet na funty. Rurik zawsze zostawiał jej kieszonkowe, ale teraz mogła poczuć się samodzielna. Miała swoje pieniądze. - Więc gdzie idziemy teraz? - spytała dziewczyna, jak wychodzili z banku z kieszeniami pełnymi pieniędzy.

 

- Po najważniejszą rzecz jaką posiada każdy czarodziej, czyli różdżkę. - odpowiedział John, spoglądając na uśmiech dziewczyny. - Bez niej czarodziej nie istnieje. Musisz dbać o nią ponieważ to twoja broń, Emmo. - mówił, jak omijali kolejne sklepy oraz przepychali się przez tłumy. - Różdżka, i czarodziej, to najważniejsza rzecz. Musisz traktować ją, jak ludzie telefon. Nie wychodź bez niej nigdzie. Zawsze miej ją przy sobie. Inaczej los twój marny.

 

Dziewczyna skinęła głową z uśmiechem. Ciekawiło ją jaka różdżka ją wybierze. Wiedząc, że wybór różdżki jest kluczowy dla przyszłych przygód w świecie magii, dziewczyna nie mogła się doczekać, aż dowie się, jaka będzie jej towarzyszka. Jej ciekawość tylko się zwiększała, gdy zastanawiała się, jakie zdolności i moce odkryje dzięki tej różdżce. Czy będzie to różdżka wykonana z pięknie grawerowanego drewna, czy może zrobiona z niezwykle niebezpiecznego drewna? A może różdżka będzie miała ukryte symbole czy runy, które będą miały wpływ na jej magiczne zdolności? Dziewczyna nie mogła się już doczekać, by poznać odpowiedź na te pytania i rozpocząć swoją przygodę jako czarodziejka. Czuła dreszcz ekscytacji na myśl o posiadaniu własnej różdżki.

Dwójka młodych ludzi zaczęła przepychać się przez tłum czarodziei. Ulica tak, jak każdego dnia była zapchana przez tłumy czarodziejów, jednak w czasie wakacji było ich najwięcej. Rodzinny wybierały się ze swoimi dziećmi, aby pomóc im w szkolnych zakupach. Dało się usłyszeć gwar, radosnych rozmów, śmiech dzieci, ale również zatroskanych rodziców, wiedzących że będą musieli pożegnać się za kilka tygodni. Emma mijała wiele rodzin albo grup przyjaciół. Czuła lekki ból w sercu ponieważ sama chciałaby teraz tak kupować rzeczy do szkoły. Wraz z rodzicami, ale nie było jej to dane. Nie miała rodziców, a swoich opiekunów nie mogła zabrać. Jednak nie chciała narzekać. Nie miała wpływu na to. Życie piszę każdemu różne scenariusze, i Emma musiała pogodzić się ze swoim. Jednak gdyby miała, to chciałaby być z nimi teraz na zakupach. Chociażby tylko na zakupy szkolne. Wiedziała, że nigdy to się nie stanie, i to powodowało jej smutek. Liczyła na to, że będzie mogła pójść kiedyś tutaj na zakupy z przyjaciółmi poznanymi w szkole oraz bawić się tak dobrze, jak inni czarodzieje. Śmiać się, żartować, bawić się oraz cieszyć się z życia. Tak jak oni. Nie było to zbyt wygórowane marzenie. Chciała po prostu mieć kogoś, dla kogo będzie ważna.

Dziewczyna odrzuciła złe myśli od siebie, wiedziała, że to mogło skończyć się płaczem. Nie chciała żeby John oraz cała ulica czarodziejów widziała, jak płacze i nie potrafi się opanować. Czasami miała ataki paniki oraz wpadała w histerię, którą ciężko było opanować. Nie rozumiała tego. Targały nią różne fale emocji oraz uczuć. Otis raz żartobliwie rzucił, że kobiety tak mają. Poprawiło jej to humor, ale wiedziała, że za tym kryję się coś więcej. Jednak teraz nie mogła do tego dopuścić. Chciała odmienić swoje życie na lepsze w tym świecie. Stać się inną, lepszą wersją siebie. Dlatego obiecała sobie, że nie będzie już płakać, i wspominać przeszłości. Chciała mieć ją za sobą, ale nie potrafiła zamknąć tego rozdziału, i zacząć żyć nowym życiem. Bez względu, jak się starała. Tam gdzie mieszkała spotykał ją tylko ból, i nie potrafiła zapomnieć oraz spróbować wymazać tego. Ciągle miała to w głowie. Wracały do niej we śnie albo jak robiła zakupy. Zniszczyli ją całkowicie, i pozostawili rozerwaną psychicznie. Nie było nikogo kto pomógłby jej wstać. Była sama. Stała się zamknięta, i wystraszona. Była kłębkiem nerwów. Krzyczała oraz płakała, ale nikt tego nie widział. Nikt nie słyszał. Była zdana na siebie. Nauczyła się żyć, i radzić sobie samej. Stała się swoim przyjacielem oraz rodziną. Pocieszyła siebie w trudnych chwilach oraz rozśmieszała, wtedy kiedy tego potrzebowała. Jednak chciała poznać, kogoś kto mógł zastąpić ją w tym.

Spojrzała w górę na sklep, do którego zmierzali. Tuż nad wejściem do sklepu wisiał srebrny napis „Sklep Walkerów”. John otworzył drewniane drzwi, i Emma weszła do środka.

Był to duży, okrągły sklep, który emanował tajemniczością oraz magią. Korytarze wiodły krętymi ścieżkami, które po drodze, wprowadzały gości w zagłębia regałów, które uderzały w klasykę. Złote, drewniane regały, zdawały się ciągnąć się w nieskończoność, ukazując na swoich półkach czarne, małe pudełeczka z rzędami różdżek czekających, tylko na swojego właściciela. Mimo, że sklep oferował tak wiele, warstwa kurzu, która pokrywała wszystko, mówiła, że rzadko tutaj sprzątają. W pomieszczeniu pełno było kurzu oraz kurzu. Tak, było tego naprawdę wiele. Niezależnie od tego, czy był to zapach starości czy po prostu odzwierciedlenie długiego czasu, jaki minął od ostatniego sprzątania, sklep wydawał się jakby zapomniany przez czas. W pomieszczeniu panował specyficzny klimat, gdzie światło wpadało przez staromodne, zamglone szyby, tworząc tajemnicze odbicia na powierzchni regałów. Wszystko to sprawiało wrażenie, że sklep jest miejscem, w którym czas zamiera, a magia jest w zasięgu ręki.

Emma zakaszlała cicho. Nie była przyzwyczajona do brudu. Rurik oraz Otis lubili porządek. Zawsze w ich domu było czysto. Dziewczyna potrzebowała trochę czasu, ale przyzwyczaiła się do tego. Wiedziała, że porządek był ważny. Jednak nie zmieniało to faktu, że wiele razy nie chciało jej się sprzątać. Była nastolatką, i miała inne plany niż sprzątanie w wolny dzień.

Nie było w tym sklepie dwóch identycznych różdżek. Niektóre części różdżki były sprowadzane z tropikalnych krajów, niektóre ze słonecznego Los Angeles, a niektóre z deszczowego Londynu. Pod jedną z kanarkowych ścian stało drewniane krzesełko, a po lewej stronie sklepu kamienne, biurko sprzedawcy, a on sam za nim na swoim czarnym fotelu. W sklepie pracowali tylko członkowie rodziny Walkerów. Od zawsze skrywali oni to, jak produkują różdżki oraz dlaczego ich są najbardziej skuteczne na całym świecie. Sklep był międzynarodowy, i posiadali klientów z całego świata. Czarodzieje cenili ich oraz różdżki jakie produkowali. Przez to zyskali spory majątek, ale nadal pozostali skromni i skryci. Sam właściciel mieszkał nad swoim sklepem, aby zawsze być gotowy sprzedać różdżkę czarodziejowi.

 

- O witam ponownie, panie John. Jakiś problem z różdżką? - zapytał starszy dziadek, przeszło przez myśli Emmy, patrząc na mężczyznę. Mitch Walker wydawał się być postacią z innego świata, nawet jak na świat magii. Jego tajemnicza twarz, pokryta długą, srebrzystą brodą, zdradzała, że zawsze długo myślał przed podjęciem jakiejkolwiek, nawet najdrobniejsze decyzji. Zaciśnięte brwi dodawały mu jeszcze więcej powagi, a prostokątna twarz wyglądała, jakby zawsze był zamyślony. Mimo to, jego oczy były przyjazne, wydające delikatny odcień brązowej czekolady. Bez wątpienia jednak, najbardziej charakterystycznym elementem Mitch’a były jego włosy, o kolorze nieba, które falowały na wietrze, sięgając aż do pośladków. Gdy podniósł rękę Emma zobaczyła, że jest w szarym odcieniu, i lekko się trzęsie. Zauważyła, że cała jego skóra jest szarawa.

 

- Nie, panie, Mitch. - zaprzeczył blondyn. - Różdżka działa zawsze idealnie. - odpowiedział, i lekko się ukłonił. - Potrzebuje kupić różdżkę dla tej młodej damy. - powiedział Pleon, i dłonią wskazał na zaskoczoną Emmę. ~Młoda dama? Chcesz mieć całe zęby, John?~ – pomyślała zła dziewczyna, patrząc na John'a.

 

- Dzień dobry, Emma Vesp. - przedstawiła się szatynka z lekkim uśmiechem, i wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny. Wydawał jej się dziwny, ale polubiła go. Jego dziwaczność była dla niej ciekawa. Intrygował ją. Nie zamierzała oceniać go poprzez wygląd.

 

- Mitch Walker. - odpowiedział, i przyjął jej dłoń. Emma wyczuła chłód z jego dłoni. Jakby dotknęła zimnej kostki lodu. Dziewczyna z zaintrygowaniem uniosła głowę, i przyjrzała mu się bliżej. Mężczyzna miał na sobie strój, który mogła śmiało nazwać piżamą. Była to piżama wykonana z miękkiego, pastelowego materiału w kolorze różu oraz fioletu. Na koszulce znajdują się duże, wesołe emotki uśmiechów, a na spodniach kolorowe gwiazdki, i serduszka. Na nogawkach z przodu oraz z tyłu znajdują się napisy „HELLO” i „GOODNIGHT”. Zdziwiła się. Mężczyzna był dziwny, ale miły. Wzbudził w niej zaufanie oraz zainteresowanie. ~Piżama spodobała mi się. Sama mogłabym ją nosić.~ - pomyślała dziewczyna. $piżama marki matki Altair'a. - Pamiętam twojego ojca. Ciekawy człowiek. Oj, tak. - dodał dla potwierdzenia swoich słów, i skinął głową. - Nawet bardzo, szkoda mi go. Całej twojej rodziny. Ciebie również, Emmo. Jesteś bardzo młoda, a już tak wiele przeżyłaś. - stwierdził Mitch, i pokiwał głową, jakby dla potwierdzenia swoich słów.

 

- Znał pan mojego ojca? - spytała zszokowana. Nikt nigdy nie mówił jej o nim. Nie wiedziała kim byli bądź, jak zginęli jej rodzice. Niczego nie wiedziała. Nawet, jak się nazywają. Chciała trochę się o nim dowiedzieć. Liczyła, że znajdzie jakieś informacje dotyczące swojej rodziny w szkole. Bardzo pragnęła poznać historię swojego rodu.

 

- Tak, oczywiście. - potwierdził to tak, jakby słowa dziewczyny go uraziły. - Znam wszystkich, którym sprzedałem różdżki. Pamiętam każdą osobę, jaką spotkałem w swoim życiu. - wyznał staruszek z uśmiechem. - Twoją matkę również pamiętam. Bardzo miła oraz pomocna kobieta. Niesamowicie dobra kobieta. Była jedną z najmilszych dziewczyn, jakie kiedykolwiek spotkałem. Widzę po tobie, że jesteś do niej podobna z charakteru. Z wyglądu za to do dziadka. - rzekł mężczyzna.

 

- Naprawdę?

 

- Tak. - potwierdził Mitch z uśmiechem. - Mam sto osiemdziesiąt lat, ale pamięć do ludzi ogromną. Jestem staruszkiem, ale pamięć mam doskonałą, panno Vesp. - odpowiedział ze śmiechem. John również uśmiechnął się. Każdego to zaskakuje. Jego również, ale teraz nawet nie zwraca na to uwagi. Ma do niego szacunek, ale od zawsze uważał go za szaleńca.

 

- To jaką różdżkę ma John? - zapytała dziewczyna, która nie uwierzyła jego słowom. Nie chciała za bardzo wierzyć w jego słowa. Ma sto osiemdziesiąt lat, i niby ma taką doskonałą pamięć? Dziewczynie jakoś nie chciało się w to wierzyć.

 

- Włos z głowy canlo, drzewo edsh, kamień jubi, elastyczna, i dwanaście cali. - wymienił Walker bez problemów. - Dodatek zdobienia księżyca oraz elementy żywiołu ziemii. Zgadza się?

 

- Słowo w słowo, panie Mitch. - potwierdził John, kłaniając się nisko.

 

- Dobrze, to teraz Cię zmierzymy, i wybierzemy różdżkę. - powiedział staruszek z uśmiechem, patrząc na zszokowaną twarz dziewczyny. Po godzinie, i dziewięciu argsil wyszli z tego zakurzonego miejsca. Emma polubiła tego staruszka. Był mądry, tajemniczy oraz bardzo miły. Opowiedział im kilka bardzo ciekawych historii ze swojej młodości. Emma dowiedziała się, że był bardzo nieśmiałym mężczyzną w młodości oraz to, że nigdy się nie ożenił. Nie założył rodziny, a jedynie w pełni zaangażował się w pracę w sklepie, i tworzeniem, coraz to nowych różdżek, które służyły czarodziejom. Zdradził, że samodzielnie stworzył ich dziesięć milionów. Wyznał też im, że rywalizuje ze swoim bratem, który różdżki sprzedaję oraz tworzy w Pinus, ale to Mitch wygrywa ich walkę. Dziewczyna nie znała się na ich walucie, ale dowiedziała się, że Pinus to miasto czarodziejów.

 

- Opowiesz mi coś o tych rzeczach? - zagadnęła szatynka, jak tylko wyszli ze sklepu. - O tych z twojej różdżki. - dodała szybko.

 

- Pewnie, Emmo. Canlo to połączenie dwóch ras psów. - zaczął wyjaśniać chłopak. - Głowy owczarka kaukaskiego oraz resztą ciała owczarka niemieckiego. Stworzenie to znajduję się w herbie mojego rodu. Wybiera czarodziejów, którzy są odważni, silni magicznie, ambitni, uparci, lojalni oraz inteligentni. Tak w skrócie.

 

- A drzewo?

 

- Drzewo Edsh pochodzi z czarodziejskiej doliny Meco, w mieście Boplar. Szuka osób zamkniętych w sobie, ale z niezwykłą osobowością. - zaczął, opowiadać chłopak. - Drzewo Edsh jest znane ze swojej wyjątkowej energii i magicznego potencjału. Jego gałęzie i liście są bogate w magiczne właściwości, które można wykorzystać do tworzenia potężnych różdżek. Każda różdżka wykonana z drzewa Edsh jest unikalna i posiada własne właściwości i zdolności. Wielu czarodziejów chcę właśnie różdżkę z tego drzewa.

 

- A kamień jubi?

 

- Pochodzi z doliny Jeaw z miasta Boplar. Im księżyc bliżej, tym zaklęcia będą silniejsze. Nadaje się do tworzenia zaklęć oraz pojedynków.

 

- Świat magii faktycznie jest tak niesamowity, jak myślałam na początku. - stwierdziła z uśmiechem Emma, co chłopak odwzajemnił.

 

- Teraz po książki. - zarządził John.

 

We dwójkę zaczęli ponownie przepychać się przez tłumy ludzi, którzy również, jak oni wybrali się dzisiaj na zakupy. Emma po drodze widziała czarodziejów ubranych w bardzo dziwaczne stroje, którym teraz mogła przyjrzeć się z bliska. Szaty, kapelusze, wytworne suknie albo garnitury. Byli również i Ci, którzy praktycznie wszystko odsłaniali. Emma mogła, więc spojrzeć na ich brzuchy, odsłonięte ramiona oraz ciała. Zauważyła, że mieli oni nie tylko różne odcienie włosów, ale i samej skóry. Żółta, różowa, czerwona, i tak o wiele więcej. Nie było dużo takich czarodziejów, ale nie dało się ich przeoczyć w tym tłumie. Stwierdziła, że praktycznie każdy z nich wybierał ciemne kolory. Czarny, granatowy, grafitowy bądź brązowy. Wyczuć można było tutaj strach, mrok. Pomimo tego, jak pełna kolorów była ulica oraz jak bardzo czarodzieje chcieli skupić się na zakupach, to nie mogli zapominać o faktach. Każdego dnia wrogie siły próbowały wkraczać do ich życia, zabijając ich oraz ich bliskich. Kiedy rozmyślała o świecie magii myślała, że będzie tutaj wiele kolorów. Takich jak niebieski, pomarańczowy, czy żółty. Trochę ją to zdziwiło oraz rozczarowało. Świat magii był mrocznym miejscem. Ludzie wyglądali na przestraszonych. Teraz gdy przyjrzała im się bliżej zobaczyła strach. Prawdziwy strach. Nie wiedziała dlaczego, ale było to dziwne. Sama zaczęła bać się. Nie było to, jak z jej marzeń, ale o wiele bardziej realne.

Weszli do ‘’Księga i Książka." Było tam mnóstwo książek, ksiąg, podręczników szkolnych, bajek, aż po sam sufit. Emma nigdy nie widziała tylu książek w jednym pomieszczeniu. W szkolnych bibliotekach raczej nie było takich zbiorów. Jednak, jak spojrzała na tę wszystkie księgi, różnego koloru, wielkości, kształtu, aż zachciało jej się czytać. Stwierdziła, że to bardzo niebezpieczna droga. Przebywała tutaj może z dwie godziny, a już zaczęła się zmieniać. Emma lubiła czytać, ale nigdy nie była wielką fanatyczką książek szkolnych. O wiele ciekawsze były książki, jakie kupowała albo dostawała. O magii, przygodach, romansie. Takie książki Emma mogła czytać.

 

- Oni oszaleli? Na co im tyle książek? - zapytała dziewczyna, aby przestać myśleć o tym, że przed sekundą myślała o tym, że chciała je przeczytać.

 

- Książki są bardzo ważne, Emmo. Poczekaj tutaj, ja zaraz wrócę. - powiedział szybko, i zniknął. Emma wzruszyła ramionami, i spostrzegła, że księgarnia była podzielona na piętra. Na pierwszym piętrze można było kupić potrzebne materiały do szkoły, które zostały podzielone na działy oraz regały dla każdego rocznika. Na drugim piętrze można było zakupić księgi magiczne, które opowiadały o magii, o świecie magicznym, rodach, rodzinach, czy magicznych stworzeniach. Natomiast na trzecim ustawiono księgi o czarach. Dziewczyna zaczęła rozglądać się po księgarni. Nie zamierzała tak stać, i czekać. Taka nie była jej natura. Była to ogromna księgarnia, a wiele książek wyglądało zachęcająco. Całkowicie inaczej niż wszystkie, które kiedykolwiek widziała. Jedna z okładek przedstawia tajemniczy las, gdzie drzewa są zdobione kolorowymi liśćmi, a wokół unosi się iskierka magii. - Ta książka opowiada o przygodach czarownicy, która wyrusza na poszukiwanie zaginionego artefaktu, ukrytego głęboko w lasach. Inna okładka przedstawia magiczny zamek, otoczony mgłą i oświetlony jasnym światłem księżyca. - Książka ta opowiada o młodej czarodziejce, która odkrywa swoje magiczne zdolności i staje przed wyzwaniem uratowania królestwa przed potężnym czarnoksiężnikiem. Jest również okładka z wizerunkiem latającego dywanu, unoszącego się w powietrzu nad egzotycznym miastem. - Ta książka zawiera historie o podróżach w czasie i przestrzeni, odkrywaniu magicznych miejsc i spotkaniu z niezwykłymi stworzeniami. Wiele książek już po samych tytułach wydawały jej się ciekawe oraz zachęcały do przeczytania. ~„Sztuka transmutacji”, „Odkryć tajemnicę magii”, czy „Zasady magicznych pojedynków”~. - czytała dziewczyna, spoglądając na kolejne tytuły na pułkach. Tutaj znajdowały się książki polecane przez pracowników księgarni. Zauważyła ciekawą książkę, która od razu zwróciła jej uwagę. Dziewczyna podeszła bliżej niej, aby lepiej móc się przyjrzeć. Miała białą okładkę, a na niej złoto literowany napis; „Latając z Dragr” autorstwa Herta Vogt. ~Zajrzałam do książki z czystej ciekawości oraz chęci poznania bardziej magii. John'a nie było, więc droga wolna. Było w niej coś, co mnie zaciekawiło. Z książki wynikało, że ojciec John’a jest kapitanem tej drużyny.~ – Miałaś czekać koło wejścia. Czemu jesteś tutaj? Mogłaś się zgubić. Ta księgarnia jest ogromna. Dlaczego mnie nie posłuchałaś? – zapytał spokojnie. W prawej dłoni miał dużą torbę z książkami, a w lewej kolejną, większą oraz cięższą. John uwielbiał książki. To była jego prawdziwa pasja. Kochał jesienne wieczory z książką, i kubkiem herbaty w dłoni. Tak wyglądał jego raj.

 

- Chciałam się trochę rozglądać. Tutaj wszystko wygląda na ciekawe. - odpowiedziała Emma, i posłałam mu uroczy uśmiech. - Każda z książek ma swój unikalny design, który odzwierciedla tematykę i magię zawartą w środku.

 

- Jasne, rozumiem Cię doskonale. - mruknął John, i faktycznie tak było. Kiedy pierwszy raz tutaj się wybrał to rodzice siłą musieli go stąd zabierać siłą. Księgarnia dla takich, jak on to najprawdziwszy raj. Nie chciał jej opuszczać. - Tutaj masz książki potrzebne w szkole. - odparł blondyn, i westchnął cicho, spoglądając na kogoś. Emma odwróciła się szybko, ale nie widziała tam tylko półki sklepowe. Zmniejszył torbę, i podał jej małą paczuszkę. Dziewczyna schowała ją do swojej kieszeni spodni z uśmiechem. Od teraz jeszcze bardziej polubiła ten świat. Nie musiała już nosić tych ciężkich toreb, dzięki magii. - Masz też kilka dodatkowych, przeczytaj je w wolnym czasie. Dowiesz się z nich kilku ważnych oraz niezbędnych rzeczy. - oznajmił John, i spojrzał na nią groźnie.

 

- Jasne, jasne. - potwierdziła, i uśmiechnęła się. John wcale nie wygląda na strasznego. Bardziej to taki niegroźny chłopak, którego nie da się nie lubić. - Ile płacę?

 

- Nic, taki dobry dzień dla Ciebie. - stwierdził, i uśmiechał się przyjacielsko.

 

- Dzięki. - odparła, odwzajemniając uśmiech. - Twój tata jest zawodnikiem? - zapytała, wskazując na książkę.

 

- Tak, jest. - potwierdził John, i przerzucił kilka złotych kartek. - Dragr z Wafr. - zaczął cicho, i westchnął. Zaśmiał się lekko do swoich wspomnień. Dziewczyna wyczuła, że był to wymuszony śmiech. Nie wiedziała dlaczego tak zrobił, jednak chciała się tego dowiedzieć. Ten chłopak skrywa tajemnicę. Teraz miała pewność. - Dwadzieścia siedem razy wygrali puchar ligi. Piętnaście razy wygrali ligę mistrzów. Założona 27 lutego 1645 roku w Wafr przez Tim’a Holt’a. - wymienił blondyn. - Mój ojciec jest pomocnikiem, i od niedawna też jest jej kapitanem. - wyznał blondyn, i spojrzał tęsknie na zdjęcie swojego ojca z szerokim uśmiechem na twarzy. - Chodźmy. - powiedział po chwili. - Teraz szaty. - odparł szeptem, i wyszedł z księgarni.

 

Emma nie wiedziała co ma myśleć o słowach oraz zachowaniu John’a. Wyczuła tajemnice, i strach w jego głosie. Czemu? Nie lubił się z ojcem? Poza tym nie rozumiała, czemu ciągle oglądał się za siebie, uśmiechał do kogoś albo udawał radość. Emma była pewna, że jego uśmiech był fałszywy, gdy mówił o ojcu. Umiała to odróżnić, i zastanawiało ją dlaczego tak robił? Mógł mieć złe relację z ojcem, ale czemu nie cieszył się z jego sukcesu? A może to problem gdzieś indziej. Cieszy go, ale chciałbym widywać się z nim częściej. Jako sportowiec, ciągle podróżuje. Emma nie wiedziała, która teoria bardziej okaże się bliżej prawdy, jednak zamierzała ją poznać.

Przed wejściem do sklepu zauważyła szyld „Madame Bianca – szaty, kapelusze, garnitury, i wiele więcej." Od razu jej się spodobało. Stwierdziła, że jest to sklep z klasą. Ceny również są zawrotne. Jednak miała pełną sakiewkę pieniędzy, i zamierzała ją wydać.

Sklep był przestronny oraz ładnie urządzony. Ściany były wykonane z białego drewna, natomiast podłoga była z marmuru. Pod lewą ścianą ustawione zostały manekiny, a na nich piękne, kolorowe, bogato zdobione szaty, suknie balowe albo garnitury. Pod prawą natomiast różne dodatki lub płaszcze, czy koszulę. Na samym środku stała duża, drewniana lada. Za nią stały kilka ładnie ubranych kasjerek, które z uśmiech obsługiwały klientów. Światło dawały trzy bogato, zdobione żyrandole zwisające z beżowego sufitu. W środku było kilka kobiet. Miały piękne suknię oraz kapelusze na głowie. Wyglądały, jak prawdziwe damy. Emmie spodobały się od razu. Widziała tutaj wiele ubrań, co bardzo ją cieszyło. Chciała kupić coś z świata magicznego. Jednak patrząc na wszystkie piękne suknie albo bogato ubrane damy, nie była pewna czy pasuje tu.

 

- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - rzekła miłym głosem sprzedawczyni. Bianca Herr była tęgą, uśmiechniętą czarownicą. Była bardzo wysoka, i Emma musiała unieś wysoko głowę, aby móc na nią spojrzeć. Kobieta posiadała delikatne rysy twarzy, które sprawiały, że trudno było oderwać od niej wzrok. Miała ona długie do pasa, różowe włosy oraz małe ciemnoniebieskie oczy, które miały pogodne spojrzenie. Emma wiedziała, że mogłaby z nią rozmawiać o wszystkim, i niczym ponieważ kobieta sprawiła wrażenie bardzo przyjaznej osoby. Ubrana była w fiołkowo - różową szatę, która obyszta była różnymi magicznymi znakami albo kwiatami.

 

- Ta młoda dama potrzebuję szat oraz wszystkich dodatków do Mentha. - odpowiedział John, zanim Emma mogłaby otworzyć buzię. Bianca skinęła głową, i zaprowadziła ich do swojej pracowni. Było to ogromne pomieszczenie, w którym pełno było różnego materiału oraz gotowych ubrań. Wiele gotowych projektów fruwało po całej pracowani, podobnie jak materiały z jakich korzystano. Pracownicy pracowali w kompletnej ciszy oraz skupieniu. Obsługiwali bardzo ważnych gości, i nie chcieli niczego zepsuć. Ich kariera byłaby skończona nim się zaczęła. Kobieta pokazała jej podest, i kazała na nim stanąć. Zarzuciła czarną szatę na jej ramiona, i zaczęła machać nad nią różdżką, a czwrwona kreska błądziła po szacie, zaznaczając różne parametry. Zaraz za Emmą, asystentka Biancy zaznaczała wszystko w notatniku.

 

- Co będziemy kupować? - zapytała Emma ponieważ trudno było znieść jej tą ciszę, która panowała w pomieszczeniu. Lubiła ciszę, ale jej ciekawość przewyższa wszystko.

 

- Wcześniej Ciebie tutaj nie widziałam, więc to twój pierwszy rok?

 

- Nie, trzeci, ale wcześniej nie chodziłam do szkoły...

- Miała problemy zdrowotne. - wtrącił się szybko John. - Teraz jej się polepszyło, więc może już pójść do szkoły.

 

- Rozumiem. - mruknęła właścicielka butiku, machając różdżką w powietrzu. - Standardowy pakiet szkolny zawiera czarną, oficjalną szatę Mentha z logiem szkoły, dwie szaty domowe, cztery koszule domowe. - wyliczała kobieta. - ...trzy pary spodni, trzy T-shirty, dwie pary butów, dwie czapki, rękawiczki i szaliki.

 

- A ten niestandardowy?

 

- Dodatkowy dodatek oprócz tego standardowego to kurtka domowa zimowa i jesienna oraz płaszcz, pięć par skarpetek, dwie pary bluz, trzy swetry i trzy łańcuszki oraz trzy bransoletki z logiem twojego domu.

 

- Cena jakoś różni się od siebie?

 

- Bardzo. Wiele osób czystej krwi stawia bardziej na ten szerszy dodatek, tylko po to, aby pochwalić się, że stać ich na taki wydatek. - wyjawiła jej właścicielka.

 

- Czarodzieje tak postępują? - spytała zaskoczona dziewczyna. - Czemu?

 

- Większość z nich tak. - potwierdziła smutno Bianca. - Pieniądze są po to, aby je wydawać, ale duża część z nich robi to na pokaz. Żyją dla rozgłosu, a nie naprawdę. To przykra prawda o naszym świecie, ale niestety prawdziwa. Niewiele jest w stanie powiedzieć to na głos, co jest jeszcze smutniejsze.

 

- Pani jest czystej krwi? - spytała ją, zainteresowana szatynka. Widać było, że Bianca lubi plotkować, więc Emma chciała wykorzystać to. John na niewiele pytań odpowiadał, a jeśli to unikał mówienia całej prawdy. Jednak kobieta nie miała takich zahamowań w mówieniu.

 

- Jestem. - potwierdziła. - Mój ród nie jest jakoś szczególnie znany, ale jesteśmy szanowani przez innych. Dużą rolę odgrywa również to, że prowadzę sklep i projektuje ubrania dla nich. Szanują nas, a ja przynajmniej zarabiam na siebie. Poza tym uwielbiam moją pracę. Jest kreatywna, a moja praca wymaga ode mnie myślenia. Mogę ciągle się rozwijać. Tworzyć nowe projekty. - zakończyła z szerokim uśmiechem kobieta.

 

- Rodzice nie mieli nic przeciwko temu?

 

- Toczyłam z nimi prawdziwą wojnę zaraz na początku. - odparła kobieta, i uśmiechnęła się do swoich wspomnień. - Już od najmłodszych lat lubiłam coś tworzyć. Tworzyłam projekty ubrań, które teraz nosi cały czarodziejski świat. Nawet moi idole, których podziwiałam za młodu, chcą żebym ich ubierała. - wyszeptała z rumieńcem na twarzy kobieta. - Dokonałam naprawdę wielkich rzeczy, jako projektantka. Wyznaczyłam wiele trendów oraz wizji wyglądu czarodziejów. Patrzenie na to sprawia mi radość ponieważ pragnęłam właśnie czegoś takiego.

 

- Marzenia się spełniają. - stwierdziła Emma z lekkim uśmiechem. - Projektuje pani swoje własny projekty oraz pomysły czarodziei?

 

- Tak. - potwierdziła kobieta. - Wiele osób przychodzi do mnie zaraz przed jakimś wydarzeniem z takim zadaniem. Niektórzy przychodzą czasami nawet dwa tygodnie przed taką imprezą, i myślą, że wszystko będzie gotowe za dwa dni. To ciężka praca ponieważ działa tylko podczas weny, a nie zawsze ją mam. - odpowiedziała niebieskooka. - Teraz mamy nawał pracy, i moi ludzie pracują całymi dniami. To czasami naprawdę niewdzięczny zawód.

 

- Dlaczego tyle pracują?

 

- Och, szykuje się bal u Sangów. - wyznała z uśmiechem. Emma od razu spojrzała na kobietę, a później na John'a. - Na pewno słyszałaś o nich.

 

- O jednym...

 

- Och, drogi Boże. Altair Sang. - wyszeptała kobieta, rumieniąc się. Emma spostrzegła, jak wielkie poruszenie wywołało to u pracowników. - Jeden z najwspanialszych istot, jakie kiedykolwiek chodziły po naszej ziemii. Bogowie wykonali fantastyczną pracę.

 

- Projektowała pani coś dla niego?

 

- Och, nie. Nigdy. Jego matka jest projektantką, więc żaden inny projektant nie zrobi tego. - odparła ze smutkiem kobieta. - Szkoda ponieważ mam wiele projektów dla niego.

 

- Łatwo dostać się na bal?

 

- Nie. Trzeba mieć zaproszenie, które sami Sang'owie wysyłają. Niezwykle ciężko jest dostać zaproszenie od nich. - odpowiedziała kobieta. - Który zestaw wybierasz?

 

- Drugi, ale ja jeszcze nie mam...

 

- Jak już będziesz w szkole, to zostaniesz przydzielona do jednego z domów, i wtedy twoje ubrania dostosowują się do Ciebie. - wyjaśniła jej z uśmiechem. - Dobrze, wszystko będzie gotowe za pół godziny. - stwierdziła kobieta, i zaznaczyła coś w notesie, a później dała Emmie kartkę papieru. - Tu masz rachunek. Udaj się z nim do kasy.

 

- Dziękuję.

 

- Dobrze, będziemy za godzinę. - odpowiedział John, i wstał z fotela. - Podobało się? Dziewczyny chyba lubią zakupy, prawda?

 

- Jak najbardziej, John. - potwierdziła dziewczyna, jak stanęli w długiej kolejce. - Może kupię coś jeszcze? Tu tyle jest pięknych rzeczy.

 

- Może kiedy indziej, Emmo. - poprosił chłopak z nadzieją. - Teraz musimy zrobić zakupy do szkoły, a na przyjemność będziesz miała czas w szkole...

 

- Dzień dobry. - przywitała ich z uśmiechem kasjerka. Emma utkwiła w niej przeszywające spojrzenie. Dziewczyna wygląda na bardzo młodą, praktycznie w jej wieku. Posiadała długie, czarne włosy, które związała w koka. Jej twarz była piękna. Od pięknych zielonych oczów, aż po nienaganną cerę. Na samo jej patrzenie Emma narobiła się nowych kompleksów, dlatego odwróciła wzrok, i przesunęła do niej karteczkę. - Rozumiem. To będzie dziewięć mondev.

 

- Proszę. - odpowiedziała Emma, i podała jej dziewięć banknotów. - Do widzenia. - rzekła cicho, i pośpiesznie opuściła sklep. - Nigdy jak żyje nie widziałam tak ładnej kobiety, John. Dziewczyny. Ona jest piękna!

 

- Są tak ładne, aby naciągać ludzi na kupowanie ubrań. - poinformował blondyn z uśmiechem. - Teraz idziemy kupić wszystko, co potrzebne do sporządzania eliksirów. Najpierw kociołek. Tam przyrządza się różne mikstury. Bez tego nie uważysz żadnego eliksiru. Dlatego trzeba kupić tę najlepsze z najlepszego materiału. - powiedział John, i ruszyli w odpowiednią stronę.

 

Musieli cofnąć się na sam tył ulicy ponieważ sklep był ostatnim sklepem, jaki tutaj się znajdował. Jednak Emma zauważyła, że wszystkie potrzebne rzeczy do eliksirów znajdują się obok siebie. Cieszyło ją to ponieważ nie miała siły chodzić raz na przód, a później na tył ulicy. To było dla niej zbyt męczące oraz idiotyczne. Oskarżała o to John’a ponieważ mógł lepiej zaplanować ich zakupy. Ulica była niezwykle rozległa oraz znajdowało się na niej bardzo dużo sklepów oraz bardzo dużo klientów. Temperatura również nie pomagała ponieważ słońce świeciło, dzisiaj nadzwyczajnie mocno.

„Sklep z kociołkami, patelniami oraz garnkami.” - głosił szyld nad sklepem. W sklepie było co nie trudno się domyślić wiele kociołków. Jednak tak piękne oraz oryginale, że przyciągnęły uwagę dziewczyny. Było tam wiele drewnianych półek, na których postawione były różne kociołki, od najmniejszych do największych. Natomiast po prawej stronie ustawiono półkę z garnkami, a po lewej z patelniami. Wszystkie były wykonane z oryginalnego materiału oraz lśniły magią. Nie były to przedmioty, z których można korzystać w kuchni. Podłoga była czarna, a ściany zielone. Wygląd sklepu był niezwykle prosty. Światło dawały lampki zwisające z sufitu. Pomieszczenie było schludne oraz bardzo przejrzyste. Emma spokojnie mogła podejść do regału, i obejrzeć kociołek z każdej strony, aby sprawdzić czy nie jest uszkodzony.

 

- Co kupujemy? - spytała dziewczyna, i spojrzała na John’a, który wyciągnął listę z kieszeni.

 

- Bierzemy kociołek rubinowy, metalowy, szmaragdowy oraz rutenowy. - wyczytał ze swojej kartki, i wkładał kolejne kociołki do wózka sklepowego. Kociołki były ciężkie, więc chłopak postanowił ulżyć dziewczynie dźwiganie.

 

- Z czego są one robione?

 

- Tak jak widzisz. Ten z kamienia szmaragdowego, a tamten z metalu...

 

- Jak oni robią to, że powstaje z nich taki kociołek?

 

- Biorą odpowiedni materiał, i rozpuszczają go, a później przy pomocy zaklęć oraz odpowiedniego sprzętu, tworzą kociołek. - objaśnił chłopak. - Praca wytwórcy kociołków jest bardzo ciężka, ale niezwykle ważna dla nas. Poza tym dobrze płatna.

 

- Kto je tworzy?

 

- To tacy czarodziejscy kowale. Pracują oni również przy tworzeniu garnków oraz innych dodatków, które są niezbędne do sporządzenia eliksiru.

 

- Typu?

 

- Deski, noże, łyżki, chochle, i wszystkie takie zwykłe rzeczy, które używa się w kuchni.

 

- Miski, waga, lejek?

 

- Dokładnie. - potwierdził John. - Wszystko to potrzebne jest w eliksirach, a wszyscy muszą to posiadać ponieważ inaczej to nie ma sensu.

 

- Nie można użyć ludzkich przedmiotów?

 

- Nie, to jest zakazane. Poza tym gdybyś dała taki składnik do mundan miski, to eliksir nie wyjdzie poprawnie. - wyjaśnił. - Prawdopodobnie spali miskę oraz sam składnik.

 

- Eliksir to wie, gdzie trzymam swoje składniki? Czy w czarodziejskiej misce, czy mundan? - spytała zdziwiona. - Ma jakąś kamerkę, i wie to czy jak?

 

- Magia wie to. - mruknął John z lekkim uśmiechem, spoglądając na półki. - Wszystko ma w sobie magię, a jeśli wniesiesz mundan przedmiot do świata magii, to nie będzie on działał. Ktoś raz próbował wnieść pistolet, którym chciał zabić swojego przyjaciela. Bogowie zdenerwowali się, i pistolet zabił mężczyznę. To był jedyny przypadek, gdzie użyto przedmiotu niemagicznego.

 

- Zabito kogo?

 

- Tego, co chciał zabić. - dodał. - Bogowie chcieli pokazać swoją siłę oraz zemścić się na mężczyźnie, który myślał, że może ich oszukać.

 

- Czyli u was nie ma telefonu ani telewizji? - spytała zdziwiona oraz przerażona jednocześnie. Sama lubiła tak spędzać czas, a brak tych rzeczy wydawał się jej tragedią. To będzie terapia szokowa dla niej.

 

- Nie.

 

- Jest dwudziesty pierwszy wiek, John. To nie czasy dinozaurów. - przypomniała mu. - To coś naturalnego dla każdego człowieka. Potrzebne, a czasami niezbędne.

 

- Wiem. Jednak ostatnio wiele mówi się o możliwości wprowadzeniu czegoś takiego do naszego świata. Jednak zanim to zrobią, to minie sporo czasu. - stwierdził blondyn, i wzruszył ramionami.

 

- Lata?

 

- Może, a być może miesiące. Nie zdarzy się to w tym miesiącu ponieważ to zbyt długi proces rozmów oraz działania. Pozostaje nam czekać.

 

- Będziemy kupować patelnie? - zapytała Emma, jak pominęli ten dział.

 

- Nie będą nam potrzebne w tym roku, więc nie ma takiej potrzeby. - poinformował John, i stanął przed garnkami. - Stalowy, mosiężny, srebrny oraz malachitowy. - wyczytał, i włożył odpowiednie produkty do wózka. - Chodźmy do kasy. Mamy wszystko.

 

- Okay. - odparła dziewczyna, kiwając głową. Kiedy szła za John'em do kasy, rozejrzała się bardziej po sklepie. Nie było w nim zbyt wiele klientów. Tylko kilku uczniów oraz czarodziei. Był to pierwszy sklep, w którym było mało klientów oraz panował spokój.

 

- Witam, panie John. - przywitała go Divna Golub, a Emma od razu przeniosła na nią spojrzenie. Kobieta miała długie, ciemne, zakręcone włosy oraz niedbałą grzywkę. Posiadała małe, żółte oraz fiołkowe oczy. Na swojej intensywnie zielonej skórze posiadała wiele czarnych tatuaży albo czarnych znaków, które zainteresowały dziewczynę. - Wszystkie rzeczy dobrze się sprawują?

 

- Jak najbardziej. - potwierdził z uśmiechem, kłaniając się. - Zawsze uważałem, że pani sklep produkuje najlepsze produkty do eliksirów.

 

- A jeśli mowa o produktach. Może pan przekazać panu Altair’owi, że jego zamówione rzeczy są już gotowe. - poinformowała kobieta szeptem. Emma od razu zmarszczyła brwi z zaciekawieniem.

 

- Tak szybko? Altair się zdziwi, ale będzie zadowolony. Długo na to czekał. - oznajmił chłopak cicho.

 

- To honorowy klient, więc trzeba działać szybko, John. - odparła kobieta. - Mamy tutaj wszystko do Mentha, tak? - spytała, i wskazała na wózek.

 

- Tak.

 

- To będzie pięć mondev.

 

- Proszę. - odparła dziewczyna, i położyła banknoty na ladzie. John w tym czasie zmniejszył wszystkie kupione rzeczy, i włożył do torby sklepowej, którą później zmniejszył.

 

- Dziękujemy, i do zobaczenia. - odpowiedział chłopak z uśmiechem, i wyszli ze sklepu na zatłoczoną ulicę. - Podobały się zakupy?

 

- Tak. - potwierdziła Emma, i wzruszyła ramionami. Zakupy były szybkie, i bez kolejki, więc była zadowolona. - Co kupował...

 

- Nie nasz interes, Emmo. - uciął krótko chłopak, chowając torbę. - Poza tym nie wiem, a gdybym wiedział, to nie mógłbym powiedzieć.

 

- Kiedy będę używać patelni? - zmieniła temat dziewczyna. Nie chciało jej się wierzyć w słowa chłopaka. Skoro sprzedawczyni powiedziała to jemu, to znaczy, że musiał coś wiedzieć.

 

- Dopiero w późniejszych latach ponieważ teraz będą przerabiane prostsze eliksiry.

 

- Im dalej tym gorzej.

 

- Można tak powiedzieć. - zgodził się z nią chłopak.

 

- Ten Altair to twój przyjaciel? - spytała ciekawa szatynka, znów próbując dowiedzieć się więcej.

 

- Tak, będziesz miała okazję poznać go w szkole, Emmo. - odpowiedział John, i weszli do kolejnego sklepu, który mieścił się zaraz obok sklepu z kotłami.

 

„Deski, chochle, łyżki oraz miski." – głosił szyld nad sklepem. Emma weszła do niego pełna zaciekawienia. Chciała zobaczyć, jak bardzo różni się od produktów ludzi. Już od samego wejścia dało się usłyszeć mały dzwoneczek, który poinformował o ich przybyciu oraz można było wyczuć ładny zapach w środku pomieszczenia. Emmie przychodziło to na myśl góry. Pachniało tu górami. Sam sklep był bardzo ładny i schludnie urządzony. Po prawej stronie mieścił się regał z deskami, a później kolejne regały z chochlami, łyżkami oraz miskami. Podobnie, jak poprzedni. Schludnie ułożony oraz wszędzie panował porządek. Na końcu sklepu ustawione zostały lady sklepowe, za którymi stali sprzedawcy. Całe pomieszczenie było delikatnie oświetlone, aby czarodzieje mogli zobaczyć wszystkie produkty.

 

- Co będziemy kupować najpierw? - spytała szatynka, chcąc bardziej poznać swój przedmiot szkolny.

 

- Musimy najpierw kupić deski. - stwierdził John, i stanął pod odpowiednią półką.

 

- Wiele tego. - zauważyła Emma, jak zobaczyła całą półkę wypełnioną deskami, różnego kształtu oraz koloru. Były zrobione z kamienia, drewna, krwi anioła albo skrzydeł różnych zwierząt. Miały one wszystkie kolory jakie tylko istniały. Deski były niezwykle kolorowe oraz piękne. - Można dostać bólu głowy od tej ilości desek, John.

 

- To prawda, ale zaraz sobie z tym poradzimy, Emmo. - zakomunikował John, i spojrzał na kartkę z listą zakupów. Na sam początek; czerwona deska, kamień rocr. - wyczytał John, i włożył deskę do koszyka.

 

- Może ja będę czytać, a ty będziesz szukać? Pójdzie nam szybciej, prawda? - zaproponowała dziewczyna. Wiele desek ustawionych było na wysokich półkach, i trudno było jej dosięgnąć je. John korzystał z różdżki, jednak dziewczyna nie umiała rzucać zaklęć ani dosięgnąć do półki.

 

- Świetny pomysł. - zgodził się chłopak, i podał jej kartkę. Dziewczyna zauważyła na niej schludne oraz piękne pismo. Litery były wręcz idealne. Widać było, że osoba pisząca była schludna oraz dbała o perfekcję. *pismo Altair’a.

 

- Zielona deska, czarna pistacja. - wyczytała kolejną pozycję, a chłopak schował piękną zieloną deskę do koszyka. Była w kształcie liścia, drzewa pistacjowego. Każdy detal był tak perfekcyjny, że przez chwilę myślała, że to liść. - Ciemna zieleń, Tale. Bardzo ciekawe macie te nazwy.

 

- To prawda. - przyznał jej rację John, wkładając deskę do koszyka. - Mógłbym opowiedzieć Ci o tym wszystkim, ale w odpowiednim momencie poznasz to wszystko, więc musisz trochę poczekać.

 

- Jakoś damy radę. - wyszeptała, i wiedziała, że czekanie jest ostanie co lubi. - Żółta deska, kamień yeja. Te rzeczy są dosyć drogie. - stwierdziła dziewczyna, jak spojrzała na ceny desek. - Co z uczniami, których na to nie stać?

 

- W szkole istnieje budżet szkolny, który wspiera biedniejszych uczniów. Finansuje ich zakupy oraz mogą starać się o kieszonkowe, aby móc kupić sobie coś w sklepach. Często tacy uczniowie pracują. - powiadomił ją. - Jednak czarodzieje zarabiają wiele, i mają pieniądze na zakupy szkolne, i nie tylko. Ci czystej krwi lubią pokazywać swoje bogactwa.

 

- Łatwo znaleźć pracę?

 

- Zależy gdzie szukasz. Wiele uczniów dorabia sobie w czasie wakacji. Pracują w sklepach, restauracjach albo w podobnych miejscach. - odparł blondyn, wzruszając ramionami. - Ogólnie rzecz ujmując, to świat magii jest bogaty, a ludzie korzystają z tego. Życie tutaj bardzo się poprawiło, więc powstało wiele miejsc, z których bogaci uwielbiają korzystać.

 

- Czyli lubią bogate życie? Restaurację, wakacje w drogim miejscu oraz piękne ubrania?

 

- Tak, lubią. - potwierdził. - Jednak każdy czasami lubi kupić sobie coś ładnego, i drogie, aby poczuć się lepiej. Moja przyjaciółka uwielbia robić zakupy na poprawę humoru. Często wybiera drogie butiki, wydając tam fortunę.

 

- Ja również lubię takie rzeczy. Kupić sobie coś droższego. Jednak pieniądze to nie wszystko, John.

 

- Oczywiście, że nie. - zgodził się chłopak. - Jeśli mam być z tobą szczery to ród Vesp ma wiele pieniędzy, i nie musisz przejmować się tym. Sama widziałaś ile było ich w skrytce. Po zakończeniu szkoły nie musisz pójść do pracy ponieważ twoja rodzina zadbała o majątek.

 

- Ile ich mam?

 

- Nie wiem tego, Emmo. To powiedzą Ci w banku. Ja takich informacji posiadać nie mogę ponieważ to tajne informacje. Tylko dla członków rodu.

 

- Niebieska deska, biała bakalia. - wyczytała z listy szatynka. - Czyli muszę pójść do banku? Gdzie dokładnie mam iść?

 

- Musisz tak, jak my udać się do skorków, i powiedzieć, że chcesz kompletne informacje o dochodach swojej rodziny, domach oraz inwestycjach jakie kupili. - poinformował chłopak szatynkę. - To ważne, a już szczególnie dla Ciebie ponieważ jesteś jedyną spadkobierczynią rodu. Twoim zadaniem jest zadbanie o pieniądze oraz przyszłość rodu.

 

- Będę mogła tam zamieszkać? - spytała dziewczyna zaciekawiona. Lubiła mieszkać z opiekunami, ale chciałby zobaczyć jak mieszkając oraz żyją czarodzieje.

 

- Jesteś jeszcze nieletnią czarownicą, więc nie. Możesz odwiedzić to miejsce, ale nie zostać w nim.

 

- Biała deska, drzewo Capos.

 

- Teraz o czymś sobie przypomniałem. - mruknął John, i zaczął rozglądać się po regale, aby znaleźć deskę. - W czasie wojny wiele czarodziejskich rodów pomagała skorką odzyskać wolność, i oni później odwdzięczyli się im.

 

- Mój ród również?

 

- Tak, dlatego z komina wylatują feniksy. - wyjawił jej chłopak. - Oznaczać to może, że możesz mieć swojego skorka, który będzie zajmował się twoimi wydatkami oraz poinformuje o ciekawych inwestycjach. - objaśnił. - To bardzo pomaga młodym czarodziejom w uporządkowaniu ich wydatków. Skorki są niezwykle lojalne oraz mają dużą wiedzę, i z pewnością Ci pomogą.

 

- Mi to się przyda ponieważ nie znam się na waszych... Wszystkim. - stwierdziła, wzruszającą ramionami. - Nie znam tego świata, a taka pomoc będzie mi bardzo potrzebna. Wręcz niezbędna.

 

- Możesz również zapytać mnie albo moich przyjaciół. - zaoferował John. - Jesteśmy czystej krwi, i znamy się dobrze na tym świecie. Możemy Ci trochę pomóc w zrozumieniu go.

 

- To bardzo mi się przyda, John. - wyznała z wdzięcznością. Emma zobaczyła wtedy, jak pomocny oraz bezinteresowny był chłopak. Nie znał jej, a mimo to chciał pomóc. - Dziękuję Ci.

 

- Nie ma problemu. Nie będę mówił Ci co jest złe oraz dobre ponieważ ty sama musisz to zrozumieć. Wiedzieć po czyjej stronie będziesz. - odparł chłopak, patrząc na nią ze spokojem. - Jednak rozumiem, że taka pomoc będzie Ci potrzebna. Ja również czułbym się lepiej gdyby ktoś mi to wszystko wyjaśnił.

 

- Dokładnie. - zgodziła się dziewczyna, i spojrzała na kartkę. - Czarna deska, kamień ttww.

 

- Masz jakieś plany na resztę wakacji? Wybieracie się gdzieś?

 

- Otis wspominał coś o jakimś wyjeździe przed szkołą. Chcą pożegnać się. Nigdy nie wyjeżdżałam na tak długo. - mruknęła dziewczyna. - Teraz jednak zamierzam przeczytać książki od Ciebie ponieważ jestem zaciekawiona tym światem. Moim światem.

 

- A co robiłaś przez wakacje?

 

- Chodziłam do kina, na imprezy albo też do zoo. Kilka razy wyjeżdżaliśmy do innych miast na kilka dni. - wymieniła dziewczyna. - Jednak spędzałam też trochę czasu na odpoczynek.

 

- Brzmi nawet interesująco. - stwierdził chłopak. - Ja z moim przyjaciółmi często podróżuje po świecie. Mój przyjaciel, Altair praktycznie co chwilę gdzieś jeździ. Lubi podróże, i zwiedził chyba już cały świat. Dlatego pewnie tak dobrze radzi sobie z magią.

 

- Tak, to naprawdę świetne wakacje. Jednak wolałabym gdyby Rurik częściej bywał w domu.

 

- Taka już rola dorosłych, Emmo. Pracują, i nie zawsze mają tyle czasu ile byśmy chcieli. - odparł chłopak, cicho wzdychając. - Coś wiem o tym?

 

- Rzadko widujesz ojca, tak?

 

- Częściej widzę go w gazecie niż na żywo. - odparł John, uśmiechając się lekko. - Nie widziałem go przez całe wakacje ponieważ trenował przed sezonem.

 

- To naprawdę przykre.

 

- Byłoby mi smutno, ale jestem przyzwyczajony do tego. Doskonale wiem, że nie jestem synem jakiego by chciał...

 

- John. - wyszeptała cicho dziewczyna.

 

- On jest sportowcem. Od najmłodszych lat trenował, i jest jednym z lepszych graczy. - mówił chłopak, nie zwracając uwagi na dziewczynę. - Ja natomiast lubię książki. Uwielbiam się uczyć. Jestem jednym z lepszych uczniów w szkole. Nie jestem wymarzonym synem mego ojca.

 

- To głupota nie być dumny z takiego syna. Spędziłam z tobą mało czasu, a naprawdę Cię polubiłam. - wyznała Emma. - Chciałbym móc poznać Cię lepiej ponieważ widzę w tobie naprawdę dobrego człowieka.

 

- Dziękuję. Ja również polubiłem Cię, i chcę poznać Cię, Emmo. - wymruczał z uśmiechem. Dziewczyna poprawiła mu humor. Była niezwykle miła. - Dzięki. To wiele znaczy dla mnie.

 

- Dla mnie też. - odpowiedziała szarynka. - Do kasy?

 

- Jeszcze nie. - zaprzeczył szarooki. - Teraz kupimy dwie chochle. Sama możesz wybrać jaką chcesz.

 

- Wybieram tę. - stwierdziła Emma, i włożyła do wózka szmaragdową chochle oraz miętową. John lekko uśmiechnął się pod nosem. - Piękne. Wyglądają…pięknie.

 

- To teraz łyżki. - poinformował John, i wyjął kolejną kartkę. - Metalowa, drewniana, kamienna oraz porcelanowa.

 

- To ma jakieś znaczenie jakiej łyżki użyje? Eliksir ponownie wie.

 

- Eliksir ponownie wie. - potwierdził. - W wielu eliksirach autorzy przywiązują dużą wagę do takich spraw. „Łyżka łyżce nie równa.” - rzekł John, jak kierowali się do kolejnego działu. - Metalowa przydaje się bardziej do eliksirów prostych, a kamienna do tych gdzie dłużej trzeba mieszać oraz są to trudniejsze mikstury. Porcelanowa jest delikatna, więc należy z nią uważać.

 

- To wszystko muszę wiedzieć?

 

- Jeśli chcesz to tak, ale nie będziesz tworzyć nowych eliksirów, więc nie musisz uczyć się tego ponieważ jest to napisane w przepisie. - powiedział chłopak. - W egzaminach bądź na sprawdzianach, to wszystko zależy od profesorów.

 

- Chociaż tyle. - wyszeptała dziewczyna z ulgą.

 

- Jednak kolor desek musisz pamiętać. To bardzo istotne, Emmo. - poinformował dziewczynę, studzą jej dobry nastrój. - To wydaje się być trudne, ale nie jest takie. Ja nauczyłem się tego, gdy robiłem eliksiry, i zapamiętywałem to. Im częściej coś robisz, to tym szybciej coś zapamiętasz.

 

- Najpierw muszę zacząć coś robić, aby to zapamiętać. - dodała, co chłopak potwierdził. - Jednak sam przedmiot wydaje się być ciekawy. Chcę już uważyć eliksir. - wyjawiła z uśmiechem. - Teraz miski?

 

- Dokładnie. - zgodził się blondyn, i skierowali się do następnego działu. - Tutaj możesz kupić jaką miskę chcesz.

 

- Super! - mruknęła zadowolona, i włożyła do wózka dwie małe metalowe miski, trzy kamienne średnie oraz cztery złote duże. - Nie przeginam? - spytała niepewnie, i wskazała na złotą miskę.

 

- Nie, jest ładna oraz Ci się podoba. Poza tym czasami warto zaszaleć, Emmo. Jeśli ją kupisz, to nikt nie pomyśli o tobie źle.

 

- Masz rację, John. – potwierdziła Emma, i oboje udali się do kasy. Przy niej z lekkim uśmiechem na ustach stał już właściciel sklepu. Bleder Sopi był wysokim mężczyzną o ciemnych, dużych niebieskich oczach. Posiadał on jasną karnację, na której miał kilka tatuaży. Miał on krótkie, białe włosy, jak śnieg. Mężczyzna ubrany był w czarny płaszcz, co podkreślało jego tajemniczą naturę.

 

- Witam. - rzekł mężczyzna z chrypką w głosie. Miał bardzo chłodny głos. - Może pan przekazać panu Altair’owi, że zamówione przez niego rzeczy są już gotowe.

 

- Dobrze, przekaże.

 

- Standardowy zestaw szkolny? - spytał, i wskazał na wózek.

 

- Tak, panie Sopi.

 

- Dziewięć mondev. - oznajmił, a dziewczyna podała mężczyźnie pieniądze. - Dziękujemy za wybranie naszych przedmiotów, i do zobaczenia.

 

- Do zobaczenia. - odpowiedzieli, i wyszli na zewnątrz. Oboje weszli do kolejnego sklepu na ich liście.

 

„Noże, lejek, waga, moździerz.” – informował szyld nad wejściem. Emmie znów przyszło na myśl zima ponieważ tak jak w poprzednim pachniało śniegiem. Nie wiedziała czemu tak jest, ale podobało jej się. Sam sklep był dużym oraz słabo oświetlonym. Tylko kilka lampek zwisało z szarego sufitu. W środku pełno było drewnianych regałów, na których poustawiano różne produkty. Na drugim piętrze sklepu Emma ujrzała fotele, kanapy oraz różnych, czasami i nawet dziwnie wyglądających ludzi. Na pierwszy rzut oka uznała, że to raczej niebezpieczni ludzie, więc odwróciła głowę, i skupiła się na zakupach. Jednak czuła się przez to niezbyt komfortowo.

 

- Najpierw wybierzemy się po noże. - oznajmił chłopak, i podał jej nową listę.

 

- Leśny nóż. - wyczytała dziewczyna. - Opowiesz mi coś więcej o szkole?

 

- A co byś chciała się dowiedzieć?

 

- Jakie osoby tam chodzą? Podobne do mnie?

 

- W Mentha jest wiele uczniów, którzy są magicznymi stworzeniami, ale kryją się z tym. - zaczął chłopak tłumaczyć, rozglądając się za nożem. - Ministerstwo wykorzystuje takie osoby do złych celów...

 

- Co to znaczy?

 

- Niektórzy uważają, że czarodziej powinien być tylko czarodziejem, który nie posiada dodatkowych umiejętności. - powiedział chłopak. - Typu wampir jest szybki, i może uciec w każdej chwili, a zwykły czarodzieje już nie. Jest też odporny na wiele zaklęć oraz jest nieśmiertelny. Każde magiczne stworzenie posiada jakieś dodatkowe umiejętności, dzięki czemu są silniejsi magicznie.

 

- Czyli są zazdrośni?

 

- Są. - zgodził się. - Jednakże to dosyć normalne ponieważ każdy chciałby posiadać dodatkowe moce. Być szybki, regenerować się albo mieć wrodzone umiejętności, których inni czarodzieje muszą się nauczyć. - mówił John. - Nie wszyscy mogą je posiadać, i to ich denerwuje oraz powoduje u nich zazdrość. Uważają, że czarodzieje powinni być równi. Uważają również, że to niesprawiedliwe ponieważ czarodzieje spędzają lata by nauczyć się jakiejś umiejętności, z którą rodzi się magiczne stworzenie.

 

- Kto może to posiadać?

 

- Taka moc wiąże się z trudnościami ponieważ może, i wampir jest nieśmiertelny, ale wciąż można go zabić. Poza tym wiele rzeczy musi unikać, co nie jest proste. - odpowiedział. - Jeśli nie posiadają ochrony, to słońce może ich zabić, jeżeli wilkołak nie będzie ostrożny to może zabić nieświadomie...

 

- A jak wilkołak chroni się przed pełnią?

 

- Większość zamyka się na odludziu. Są również tacy co wolą cele albo wspomagają się pomocą czarodzieja. - mruknął. - Jeżeli jesteś czarodziejem oraz wilkołakiem, to masz trudniej ponieważ jesteś bardziej niebezpieczny dla otoczenia. Często taki wilkołak korzysta z celi krwi magicznej.

 

- Co to za cela?

 

- Tylko czarodziej, który oddał krew oraz rzucił rytuał może Cię uwolnić. - objaśnił. - Żadne zaklęcie ani siła z jaką będziesz chciała rozwalić cale nie uda się. Jest odporna oraz niezwykle silna magicznie.

 

- Testowano ją?

 

- Tak. Wilkołak może tam przechodzić przemianę bez ramienia innych, jednak to trudne dla nich ponieważ wilkołak lubi lasy. W celi nie może biegać ani poczuć się wolny. - wyjaśnił chłopak. - To jedno z stworzeń, które potrzebuje przestrzeni oraz watahy. Przechodzenie to z innym wilkołakiem jest łatwiejsze.

 

- Co oni robią z nimi? - spytała dziewczyna, i zobaczyła jego skrępowanie. - Jak ich złapią?

 

- Chyba sama już się domyślasz. - mruknął cicho, i podrapał się po karku. - Musisz być ostrożna w szkole ponieważ życie w tym świecie nie jest łatwe. Gdy dowiedzą się kim jesteś, będziesz mieć naprawdę ciężko. Ministerstwo najczęściej łapie wampiry.

 

- Ci ludzie o kolorowej skórze są magicznymi stworzeniami?

 

- Są. - potwierdził chłopak, i włożył białe pudełko do koszyka. - Mogliby oni chodzić w „ludzkiej skórze”, ale wolą pokazywać swoją prawdziwą skórę, i tym czym są. Ministerstwo bardziej jednak wolą złapać wampira albo wilkołaka ponieważ są więcej warci. Mają więcej magii oraz mocy magicznych.

 

- Nóż vivi. - oznajmiła dziewczyna, gdy spojrzała na kartkę. - Więcej warci? - zapytała, chcąc dowiedzieć się jeszcze więcej.

 

- Tak. Krew, włosy, kły, łzy. To wszystko używa się nie tylko w eliksirach, ale w bardzo wielu innych dziedzinach magii. - wyjaśniał. - Poza tym mają w sobie wiele magii, która jest naturalna. Czarodzieje chcą korzystać z niej.

 

- Co to oznacza?

 

- Ty rodząc się miałaś już w sobie magię. Inni czarodzieje otrzymali ją od bogów, którzy sami wybierają sobie kto ją otrzyma. Czarodziej rodzi się mundan, a dopiero później staje się czarodziejem. Gdy bogowie tak zdecydują. - objaśnił. - Oznacza to również, że im magię można odebrać, a magicznym stworzeniom już nie ponieważ ona była już w nich kiedy się urodzili. To sprawia, że posiadają czystą magię. Niezwykle potężną.

 

- Kiedyś odebrano magię?

 

- Nie, ale wiele czarodziejów uważa, że jeśli bogowie będą źli na nasze zachowanie, to może tak się zdarzyć. - wyznał jej. - Świat magii bez magii nie może istnieć ponieważ sama nazwa tak wskazuje. Poza tym wiele rzeczy istnieje tu właśnie dzięki magii. Nie chciałbym nawet zastanawiać się, co stałoby się bez magii.

 

- Nóż elfów.

 

- Z tego co się orientuje, to będziesz jedną z nielicznych wampirów w naszej szkole, więc może poznasz innego, aby było Ci łatwiej. - zaproponował blondyn. - Więcej dowiesz się o sobie oraz swoich mocach.

 

- Mogę, ale to chyba zbyt niebezpieczne, co myślisz?

 

- Jest to trochę niebezpieczne ponieważ różni ludzie chodzą do szkoły, ale jest wiele dobrych wampirów, którzy Ci pomogą. Twój ród jest znany wśród wampirów, więc mogą Ci pomóc.

 

- Czemu jest znany?

 

- Jest to jeden z najważniejszych rodów wampirów na całym świecie, dlatego niektórzy będą chcieli Cię poznać oraz robić różne rzeczy. - poinformował ją, szukając odpowiedniego noża.

 

- Jakie rzeczy? - spytała zaciekawiona, i spojrzała na kartkę, gdy John znalazł już nóż elfów. - Ostrze demona.

 

- Jeśli chodzi o ten nóż, to nie musisz go kupować ponieważ jest to dodatkowy nóż, którego nie trzeba posiadać. Jednak jest pomocny w eliksirach.

 

- Czemu?

 

- Jest bardzo drogi, i niewiele osób stać na zakupienie go. - zaczął. - Jednak posiadanie go bardzo ułatwia pracę nad eliksirami. Będzie Ci prościej kroić kamienie, a krojenie ich sprawia wiele problemów. To zależy od Ciebie.

 

- Ile kosztuje?

 

- Pięć mondev.

 

- Wezmę. - stwierdziła po chwili, i wzruszyła ramionami. Nie wiedziała dlaczego tak postępowała, ale chciała pokazać innym, że może pozwolić sobie na takie wydatki. Miała wiele pieniędzy w banku, i po raz pierwszy w życiu pragnę żyć oraz robić to co zapragnie.

 

- Twój ród jest jednym z tych pierwszych wampirów, które były na świecie dlatego wiele czarodziejów będzie chciało żebyś dołączyła do nich. Wampiry w waszym rodzie są niezwykle silne. - mruknął John. - Magiczne stworzenia często żyją w grupach ponieważ tak są bezpieczniejsi.

 

- Będą chcieli jakoś zaprzyjaźnić się ze mną?

 

- Możliwe ponieważ wielu z nich znało twojego ojca oraz dziadka, więc i z tobą będą chcieli się skontaktować. Wiele czarodziejów zastanawiało się gdzie jesteś ponieważ zniknęłaś po śmierci rodziców. Teraz będą zszokowani oraz chętni na poznanie Cię.

 

- Muszę to robić?

 

- Z tymi z ważniejszych rodów tak. Jednak zapewnij sobie bezpieczeństwo. Zrób to w miejscu publicznym albo zabierz kogoś ze sobą.

 

- Ciebie?

 

- Ja akurat nie jestem dobrym kandydatem, ale mój przyjaciel Altair już tak. Pochodzi z bardzo szanowanego rodu, i nikt przy nim nic Ci nie zrobi.

 

- Zgodzi się? Przecież go nie znam?

 

- Zgodzi. Masz moje słowo, Emmo. - obiecał jej blondyn. - Poza tym czarodzieje będą chcieli Cię poznać. Jesteś jedyną reprezentantką swojego rodu, więc musisz pokazywać się światu. Media oraz ludzie będą wymyślać różne kłamstwa na twój temat, więc trzeba wyjść, i powiedzieć prawdę. Również o tym, dlaczego ukrywałaś się tyle lat.

 

- Jednak co ich to obchodzi? To moja prywatna sprawa.

 

- Rozumiem Cię, ale bycie człowiekiem ważnego rodu wiąże się z konsekwencjami oraz obowiązkami.

 

- Co na przykład?

 

- Ja nie pochodzę z tak szanowanego rodu, jak twój. Mój ojciec sprawił, że jesteśmy rozpoznawali, ale jako ród nie jesteśmy znani. - zaczął John. - Jako dziedziczka rodu musisz pokazywać się na ważnych wydarzeniach, uczestniczyć w balach, i sama je organizować. Opowiedzieć się po jakiejś stronie politycznej. Nawiązać przyjaźnie wśród rodów.

 

- Jednak to wszystko jest mi obce.

 

- Będziesz miała czas na poznanie wszystkich reguł oraz zasad. Jednak musisz pamiętać o tym, żeby panować nad sobą oraz swoimi słowami.

 

- Co przez to rozumiesz?

 

- Czarodzieje lubią plotkować, więc uważaj na to z kim rozmawiasz, i z kim się zadajesz. Nie każdy chcę dla Ciebie dobrze. Niektórzy będą chcieli Cię wykorzystać, i jeśli otworzysz się na nich, to przyniesie Ci to ból. - wyjaśnił. - Przyjaźnie tutaj są bardzo kruche. Niektórych można kupić. Jednak możesz spotkać takich przyjaciół, którzy będą prawdziwi. Ciężko mi ocenić na jakich trafisz.

 

- Górskie ostrze. - wypowiedziała do blondyna, jednak nie zwracała uwagi na zakupy. Dziewczyna zrozumiała, że świat magii nie będzie dla niej zabawą. Miała obowiązki, które tak młodą dziewczynę przytłoczyły. - Żaden świat nawet magii niczym nie różni się od siebie. Wszędzie panują podobnie wstrętni ludzie. Myślałam, że tutaj będzie lepiej. To świat magii! Powinno tu być dobro oraz radość.

 

- Niestety, tak nie jest. - poparł ją John. - Jednak jest tutaj też wiele dobrych ludzi oraz miejsc. Kiedy ich poznasz to zobaczysz, że świat z nimi u boku jest lepszy, Emmo. Musisz tylko znaleźć prawdziwych przyjaciół. Nie takich, co chcą coś zyskać.

 

- Ostrze mórz.

 

- Nie bądź zamknięta w sobie, Emmo. Otwórz się na nich. Wykorzystaj to w coś dobrego. Jesteś naprawdę dobrą osobą, i nie da odebrać sobie tego. Nikomu. Otwórz się na świat magii. - wyszeptał chłopak. - Kiedy to zrobisz, to twoje życie nabierze barw. Zobaczysz, że twoje życie dopiero się zaczęło.

 

- Tylko jak mam rozpoznać kto chcę dobrze dla mnie? Jak odróżnić fałszywych przyjaciół?

 

- Ja też miałem wiele wątpliwości, ale otworzyłem się na moich przyjaciół, i teraz jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam ich oraz ich wsparcie. Wiem, że wiele dla mnie zrobią, i pomogą mi zawsze, gdy będę potrzebował. - powiedział z szerokim uśmiechem. - Nie możesz iść przez życie sama. Potrzebni Ci są ludzie. Wsparcie. Ktoś na kim możesz polegać.

 

- Mogę. Mogę być samotna oraz bez przyjaciół. Wampiry są samotnikami.

 

- Możesz, ale to nie ma sensu. Potrzebujesz wsparcia. Kogoś kto zapewni Ci bezpieczeństwo. Zwłaszcza jako wampir. - mruknął cicho. - Gdy jesteś sama to łatwiej Cię dopaść. Jednak przyjaciele zapewnią Ci pomoc oraz ochronę. Ja chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić ponieważ wydajesz się ciekawą osobą, i inni też to zobaczą. Musisz tylko im na to pozwolić.

 

- Mam wiele rzeczy, które pragnę ukryć, i nie chcę żeby oni dowiedzieli się o tym. - zaznaczyła dziewczyna. - Jednak jak będę zadawać się z ludźmi, to zacznie mi zależeć, i wyznam prawdę, która jest dla mnie bolesna. - wyjaśniła szatynka, robiąc z tego grę jej przetrwania. - Jak mam to pogodzić? Jak pokazać siebie, a jednocześnie ukryć to co niewygodne?

 

- Możesz mówić to co sama chcesz. Jeśli jest coś o czym nie chcesz mówić, to nie mów o tym, Emmo. To twój wybór. - poradził. - Musisz sama wydzielić tą granicę, i mówić to o czym ty chcesz. To twoje decyzję, i nie można zmuszać kogoś do czegokolwiek, czego nie chcę.

 

- Ciężko jest to zrobić, John. Przyjaciele oczekują wobec siebie pełnej szczerości. Ja chciałbym, aby moi przyjaciele mówili mi prawdę. Od tego ich mamy. Żeby się radzić oraz pomagać. - stwierdziła dziewczyna. - Jest przecież tyle ludzi, którzy chcą nas tylko wykorzystać dla swoich celów oraz korzystać z nas. Zwłaszcza gdy jesteś wpływowy.

 

- Dla swojego dobra musisz. Nie dasz radę przeżyć w tym świecie bez wsparcia. - odparł chłopak, i włożył białe pudełeczko do koszyka. - Chodźmy teraz kupić lejek oraz resztę.

 

- Jaki lejek?

 

- Mały metalowy oraz duży srebrny. - oznajmił i włożył wszystko do koszyka. - Kupimy małą wagę oraz czarny moździerz.

 

- Te rzeczy mogą być takie jakie chcę?

 

- Tak. Tutaj lejek, wagę oraz moździerz wybierasz według swojego gustu ponieważ nie ma to znaczenia w produkcji eliksirów. - odpowiedział John, i udali się do kasy.

 

- Witam, witam. - wymruczał właściciel sklepu, jak schodził po schodach. - Jak tam sprawdzają się moje produkty?

 

- Bardzo dobrze, panie Sopi. - powiedział John, kłaniając się. - Wszystko jak zwykle wykonane z doskonałą precyzją.

 

- Tak jak uczył mnie mój ojciec, John. Dobrych fach to podstawa. - odpowiedział mężczyzna. Emma miała chwilę, aby spojrzeć na niego z bliska. Był on o wiele wyższy niż jego starszy brat. Posiadał białe, jak śnieg włosy oraz krótką, szarą brodę. Miał on ciemniejszą skórę oraz małe, lodowate oczy. Na ciele podobnie jak brat miał wiele tatuaży oraz posiadał mnóstwo biżuterii, co odróżniało go od Bleder’a. Było o wiele bardziej tajemniczy. - Osiemnaście mondev, panno... mruknął, intensywnie mierząc dziewczynę.

 

- Emma. Vesp. - dodała, a oczy mężczyzny zabłysły blaskiem. - Dziękuję. - wyszeptała, gdy mężczyzna podał jej zmniejszoną torbę.

 

- Dziękujemy, do zobaczenia. - wycedził John. - Teraz pójdziemy kupić pióra, atrament oraz zeszyty, Emmo. - powiedział blondyn, jak wyszli i zaczął prowadzić dziewczynę zatłoczonymi uliczkami.

 

Dzisiaj było bardzo wiele czarodziei na ulicy, co tworzyło głośny gwar rozmów. Ciężko było znaleźć wolne miejsce albo przejść obok czarodziejów. John był podenerwowany ponieważ nie lubił przebywać w takim tłumie ludzi. Z niektórymi witał się ponieważ tego wymagała kultura, co bardzo go denerwowało. Nienawidził być w centrum uwagi. Od razu pomyślał o swoim przyjacielu, Aresie. On czułby się tutaj, jak ryba w wodzie. Uwielbia takie sytuacje. Jest wyśmienitym rozmówcą oraz potrafię zjednać sobie ludzi swoim poczuciem humoru oraz sposobem bycia. Zawsze czuję się znakomicie w centrum uwagi, potrafiąc zjednać sobie czarodziejów. On raczej lubi przebywać wśród znanych sobie ludzi, dlatego czuł się tutaj niekomfortowo. Tłumy ludzi, głośne rozmowy oraz bycie rozpoznanym. Jednak towarzystwo dziewczyny sprawiało, że czuł się trochę lepiej ponieważ rozmowy z nią był całkiem przyjemne dla niego. Od zawsze miał problem z rozmawianiem z nieznajomymi. Nie wiedział od czego zacząć oraz nie chciał zrobić jakieś głupoty. Często milczał albo wsłuchiwał się w rozmówcę. Nie czuł się wtedy dobrze. Nie wiedział o co zapytać ani o czym mówić. Stresował się na samym początku, gdy miał poznać dziewczynę. Nie mógł nawet spać z nerwów. Jednak Emma była całkiem inna niż ludzie jakich poznawał. Nawet jego potrafiła otworzyć. Sprawiła, że poczuł się komfortowo.

„Wszystko do pisania.” – informował czarny napis nad sklepem. Sklep znajdował się tuż obok sklepu zoologicznego, i obok bramy prowadzącej na ulicę Kupną. Można było tam kupić tańsze artykuły szkolne. Sklep był największy z tych wszystkich w jakich była oraz bardzo schludny, i dobrze urządzony. Po prawej były różne rodzaje piór, na środku atrament, a na końcu pergaminy oraz zeszyty. Podłoga była lekko zakurzona, koloru ciemnego brązu, ściany miały kolor fioletu. W środku było tylko kilkoro uczniów, więc było tutaj cicho.

 

- Najpierw wybierzemy się do działu z długopisami oraz piórami. - stwierdził John, i oboje stanęli obok odpowiedniego działu.

 

- Jakie są najciekawsze rzeczy tu? - zapytała ponieważ sama nie wiedziała co wybrać, i gdzie ma patrzeć. Wszędzie były pióra oraz długopisy, które ciekawiły ją. Miały różne kształty, kolory, czy też zastosowania. Chciała kupić wszystkie, ale wiedziała, że to niemożliwe.

 

- Tutaj masz długopis mówiący. - powiedział i wskazał na kamienny długopis. Był on wykonany z białego kamienia, i lśnił z każdym dotknięciem. Był on niewielki oraz zakończony ostrym, złotym szpikulcem. - Wystarczy, że powiesz coś do niego, a on to zapiszę. Często korzystają z niego pisarze ponieważ bardzo pomaga im w swojej pracy bądź uczniom w pisaniu zadań.

 

- Jakie są kolory?

 

- Wszystkie jakie istnieją.

 

- Wezmę czarny oraz zielony. - odparła po chwili, i włożyła do koszyka dwa pudełka. - Co dalej?

 

- Mamy tutaj długopis pamięci. - poinformował John, i podniósł z półki białe pudełko. W środku znajdował się bardzo elegancki długopis wykonany ze stali. Jedyne zdobienia to małe fruwające motyle na jego bokach. - To o czym pomyślisz pojawi się na papierze. Nie da się go oszukać. Jeśli powiesz w głowie „dwa”, to to zostanie napisane.

 

- Wezmę niebieski.

 

- Ten jest jednym z moich ulubionych. - wyznał blondyn, i wskazał na piękny długopis, który został wykonany z zielonego kamienia oraz ozdobiony czarnymi smokami. - Długopis wspomnień. Jeśli złapiesz go, to przypomnisz sobie o wszystkim. Przywraca wspomnienia.

 

- Czyli jeśli o czymś zapomnę, to ten długopis mi to przypomni? Typu o odrobieniu zadania?

 

- Dokładnie. - potwierdził. - Mamy również długopis kolorowy. - mówił John, i wskazał na kolorowe pióro w różnych odcieniach oraz kształtach. - Ma on wszystkie kolory świata, i sama możesz wybrać jaki chcesz.

 

- Coś jeszcze ciekawego?

 

- Pióro uzupełniające. - oznajmił chłopak, i wskazał na białe pióro. - Wystarczy wskazać na dane zdanie, a on sam uzupełni go. Pomaga przy pracach domowych. Są ich bardzo wiele do każdego przedmiotu oraz wszystkie kolory.

 

- Jaki polecasz?

 

- Eliksiry, historia oraz wróżbiarstwo.

 

- Dobra, a dalej?

 

- Pióro poprawy. - mruknął blondyn, i wskazał na pióro wykonane z czarnego kamienia, który lśnił doskonałością. - Poprawia wszystkie błędy w pisowni.

 

- Też wezmę. Zdarza się popełniać błędy.

 

- Teraz wybierzemy atrament, a później zeszyty. - poinformował, i ruszyli do następnego działu. - Który wybierasz?

 

- Wybiorę czarny, niebieski, zielony oraz może granatowy. - stwierdziła po chwili dziewczyna, patrząc na ścianę z tuszami, i schowała wszystko do koszyka. - Jaki macie wybór zeszytów?

 

- Dosyć prosty. Nie są kolorowe, i ozdobione bohaterami z bajek oraz filmów.

 

- Okay, a co mi polecisz?

 

- Mamy tutaj notesy, czy... Emma nie wiem, co polecić ponieważ nigdy...

 

- Dzień dobry, jakieś problemy? - spytał kasjer, podchodząc bliżej nich z uśmiechem. - Chętnie pomogę wybrać odpowiednie zeszyty albo pomogę w inny sposób.

 

- Świetnie. - mruknęła entuzjastycznie dziewczyna z uśmiechem. - Emma.

 

- Blake.

 

- Miło Cię poznać. - wyszeptała dziewczyna z uśmiechem, przyglądając się chłopakowi, który był w podobnym wieku, co ona. Blake jest wysokim chłopakiem, o ciemnobrązowej fryzurze stylizowanej na tzw. „bed head”. Ma szmaragdowe oczy, i lekko rumiane policzki. Ma szczupłą budowę ciała, ale dobrze zbudowane ramiona oraz klatkę piersiową. Miał na sobie obcisły, zielony T-shirty, i jeansy, a na nogach ma buty typu sneakers. Posiadał na szyi łańcuchy z krzyżykami, i bransoletki ze skóry. Posiadał kilka tatuaży na ramionach, rękach, czy szyi, co dodawało mu uroku.

 

- John, gdyby ktoś pytał. - wyszeptał cicho chłopak, opierając się o ścianę.

 

- Polecam na sam początek, ten prosty notes, Emmo. - zaczął, i wskazał na notatnik. Zeszyt ma miękką okładkę w kolorze białym, z ciemnobłękitnymi paskami przecinającymi ją na skos. Na okładce umieszczony jest napis „My Notes” w kolorze fioletowym, które świecą w nocy. W środku zeszyt ma białe kartki z pojedynczą, cienką linią pomiędzy nimi. - Okładka została wykonana z papieru z drzew edsh, natomiast kartki zeszytu zostały wykonane z wysokiej jakości papieru, który jest przyjazny dla drukowania, i pisania.

 

- Okay, wezmę. - mruknęła szatynka, i schowała do koszyka. - Możemy dalej.

 

- Zeszyt natury. - wskazał na bardzo piękny notes. Ma miękką okładkę wykonaną z papieru w kolorze zielonym. Na przodzie zeszytu znajduje się kolorowa grafika przedstawiająca piękny widok z góry na leśną dolinę. W środku zeszytu znajdują się arkusze w kolorze kremowym z delikatnymi zielonymi liniami. - Ten zeszyt został wykonany z papieru ekologicznego, który nadaje mu naturalnego charakteru oraz zapachu lasu.

 

- A coś bardziej magicznego?

 

- Jest, oczywiście. - potwierdził chłopak, i wskazał na notes po drugiej stronie działu. Zeszyt ma kolor głębokiej purpury, a na jego okładce widnieje złożony ręcznie malowany symbol, oznaczający jedność z naturą. Grubość okładki jest nieco większa niż standardowa, i posiada miękkie zaokrąglone krawędzie, ozdobione w małe, kolorowe kwiaty. Krawędzie papieru są złocisto-czarne, a strony są złączone cienką ciemnobrązową nitką. - Okładka tego zeszytu została wykonana z futra leśnego stwora, i jest bardzo odporna na wilgoć. Wewnątrz zeszytu, z kolei, zostało wykorzystane z papieru z łodyg bambusa, dzięki czemu jest on bardziej wytrzymały, i przepuszcza mniej wilgoci niż standardowe papierowe zeszyty.

 

- Dziękujemy, poradzimy już sobie. - wtrącił się John, gdy Blake chciał coś jeszcze dodać. - Więc, masz już wszystko co chciałaś?

 

- Jaka jest szansa na twój numer? - zapytał Blake z uśmiechem.

 

- Zerowa, przykro mi. - odpowiedziała szatynka, a chłopak tylko skinął głową, udając się do kasy.

 

- Nie macie telefonów?

 

- Nie, jednak komunikujemy się na przykład przez magiczne kule. - objaśnił chłopak. - Jednak nie masz go, więc nie masz numeru.

 

- Czemu tak się dzieję? Czemu nie mają zeszytów z superbohaterami?

 

- Czarodzieje mają supermoce, i nie lubią czytać o ludziach, którzy też je mają ponieważ to miejscami jest nudne. Bardziej wolę czytać inne rzeczy. Poza tym mało jest bajek, jako książek.

 

- Dlaczego?

 

- To powinnaś zadać to pytania pisarzom ponieważ ja nie mam pojęcia.

 

- Jeśli będzie okazja. - mruknęła Emma, i włożyła potrzebne notesy do koszyka. Wybrała jeszcze kilka szkolnych zeszytów.

 

- Dzień dobry. - przywitała ich z uśmiechem właścicielka. Była to kobieta o pospolitym wyglądzie. Długie, blond włosy oraz małe niebieskie oczy. To co odróżniało ją z tłumu to granatowa skóra. Emma pomyślała, że spotkała smerfa. - Jak tam zakupy, drogie dziecko? - zwróciła się do Emmy z uśmiechem. - Blake, nie męczył Cię za bardzo? - spytała szeptem, rzucając wzrokiem na chłopaka, który obsługiwał innego klienta.

 

- Bardzo dobrze, proszę pani. Wszystkie sklepy zachęcają do wejścia, i wykupienia wszystkiego, co się w nim znajduję. Bardzo przyjemne miejsce. Magiczne. - odparła z uśmiechem. - A Blake był bardzo miły oraz pomocny.

 

- Każdego ta ulica oczarowuje. Jest to niezwykłe miejsce, w którym pełno jest magii, i zawsze można spotkać kogoś ciekawego. - zgodziła się z nią właścicielka.

 

- To prawda. - przytaknęła jej Emma. - Czarodzieje tutaj wyglądają na bardzo interesujących. Od niektórych, aż bije magią.

 

- Ty przychodzisz tutaj pierwszy raz, ale później ta ulica oraz wszystkie inne rzeczy, będzie robić na tobie mniejsze wrażenie. Teraz to nieznane oraz nowe.

 

- Pomimo lat wciąż to będzie mnie zaskakiwać. Może być pani pewna.

 

- 5 mondev, 5 pecede. - odpowiedziała kobieta. Emma wyciągnęła pieniądze, a John zmniejszył torbę, a później schował jej zakupy do kieszeni. - Dziękuję bardzo, i zapraszam do mnie ponownie.

 

- Do zobaczenia, Emma! - wykrzyknął za nią chłopak, a Emma pomachała mu.

 

- Do widzenia. - odparł chłopak, i wyszli na ciepłe powietrze. - Nie wiem dlaczego dzisiaj musi być, aż tak upalnie.

 

- Nie pamiętam, aby podczas wakacji było tak gorąco. Jednak ja lubię deszcze, ale upałów już nie.

- Mam podobnie. Bardziej wole deszcze ponieważ wtedy jest lepiej. Nie ma słońca ani żadnych upałów. Pogoda jest lepsza.

 

- Dokładnie.

 

- Teraz pójdziemy kupić potrzebne składniki na eliksiry. - poinformował ją. - Jest to bardzo ważny przedmiot. Trudny. Uczy go bardzo wymagający profesor. Jednak bardzo miły, ale jak zadrzesz z nim to będziesz miała problem. - odparł John przed wejściem do sklepu.

 

- O czym jest ten przedmiot?

 

- Jest trochę podobny do mundan chemii. Nauk ścisłych. Waży się tam różne eliksiry. Na choroby, zmieniające wygląd, dodające szczęścia, i energii lub na trucizny, tylko niegroźne, które nie zabijają. To jednak jest szkoła. - wyjaśnił. - Wszystko zależy od wyobraźni twórców. Jest to bardzo trudny przedmiot. Będziesz musiała przyłożyć się do nauki ponieważ zrozumie go jest bardzo trudne. Wymaga całkowitego skupienia się.

 

- Jak trzeba to trzeba. - mruknęła dziewczyna. Niezbyt lubiła się uczyć. W szkole można powiedzieć, że miała dobre oceny. Emma nie potrafiła znaleźć motywacji do nauki. Szybko ją to nudziło. Po prostu nie uczyli się tam rzeczy, które ją interesowały.

 

„Apteka Wipra oraz Rigra." Zdążyła przeczytać złoty napis nim blondyn otworzył drzwi. Emma skinęła głową, wchodząc do środka. Sklep był bardzo duży oraz przestrony. Od drewnianej, ciemnej podłogi, aż po białe ściany ciągnęły się półki z różnymi miksturami, słoikami czy pudełkami. Wokół sklepu unosił się delikatny zapach ziół i magicznych składników, jakie można było zakupić. Na pierwszy rzut oka można było zauważyć szeroki wybór składników, które były niezbędne do przygotowywania eliksirów. Na jednej z półek stały szklane słoiki wypełnione kolorowymi płynami o różnych intensywnościach, kolorach oraz zastosowań. Każdy słoik był starannie oznaczony etykietą, informującą o jego zawartości - od rzadkich ziół po tajemnicze ekstrakty roślinne. W kolejnym dziale znajdowały się drewniane pudełka, w których ukryte były suszone składniki, takie jak skrzydła smoka, łuskowate skórki z potworów czy mroczne korzenie. Cały sklep emanował atmosferą tajemniczości i magii. Klienci przemierzali jego korytarze, starając się znaleźć odpowiednie składniki do swoich eliksirów. Wszędzie panował gwar rozmów i wymiany porad między zakupującymi. Sklep był prawdziwym rajem dla alchemików i czarodziejów, którzy mogli znaleźć tutaj wszystko, czego potrzebowali do tworzenia swoich magicznych mikstur.

Pod oknem znajdowała się kasa, za którą stał wysoki mężczyzna. Miał długie, czarne włosy, i małe, niebieskie oczy. Na jego kwadratowej szczęce znajdowała się długa broda. Na ladzie trzymał wielką księgę oraz zielony kubek. Mężczyzna ubrany był w biały fartuch. Podniósł głowę, gdy usłyszał dzwoneczek informujący o przyjściu nowych klientów. Uśmiechnął się do John’a, i wrócił do lektury.

W środku sklepu było całkiem sporo osób. Koło właściciela sklepu stało czterech kasjerów, którzy mieli ręce pełne roboty. Kolejka zaczęła robić się coraz większa oraz zniecierpliwienie ludzi rosło z każdą minutą. Emmie przypomniało się mugolskie sklepy. Tam kolejki były równie długie, jak tutaj.

John zaczął prowadzić szatynkę po sklepie. Omijali wiele ciekawych słoików, pudełek, czy fiolek o różnych kształtach, bądź kolorach. Dziewczyna chciała zatrzymać się, i pooglądać wszystko, jednak blondyn miał inne plany. Spodobał jej się ten sklep. Przechodząc przez różne regały stwierdziła, że jest tu wiele osób. Pomyślała o kolejce, w której będą musieli stać. Tego najbardziej nie lubiła w zakupach. Czekania w kolejkach.

 

- Pierwszy na liście jest kamień Setutt. - mruknął John, i wsadził wspomniany przedmioty do torby. Dziewczyna zdążyła zauważyć, że kamień był w przeźroczystym słoiku. Sam kamień miał zielony kolor. - Norka europejska, Rumunia. - mówił chłopak, i wsadził pudełko do koszyka.

 

- Całkiem ciekawe tę składniki. - zagadnęła go Emma.

 

- Sok z wiśni. - powiedział, i wsadził do czarnej torby przezroczystą fiolkę z czerwoną cieczą, nie zwracając uwagi na dziewczynę. - Sok z poziomki. Aloes drzewiasty, Półwysep Arabski. - mruczał pod nosem John, i włożył do torby kolejne pudełeczko. Emma westchnęła przeciągle. Myślała, że dowie się czegoś od chłopaka albo porozmawiają dalej o magicznym świecie. - Dobrze znajdź tę składniki z listy, a ja poszukam reszty. - zaproponował chłopak, i podał jej listę wraz z torbą. – To wszystko jest ułożone blisko siebie, więc nie będziesz miała kłopotów.

 

- Jasne. - zgodziła się dziewczyna, i poszła szukać odpowiednich składników. Pierwsze na liście były liście podbiału pospolitego, Maroko. Emma zaczęła rozglądać się po półce, jednak składników było wiele, a ona nie wiedziała nawet jak szukać. Nie były układane alfabetycznie ani wielkościowo. Wtedy wiedziała, że nie powinna rozdzielać się z chłopakiem. To najgorsze, co można zrobić. Postanowiła szukać na dolnych półkach. Od czegoś musiała zacząć. Dziewczyna po kilku chwilach znalazła odpowiednie pudełko, i włożyła do środka koszyka. Irbis śnieżny, serce z Uzbekistanu. Emma westchnęła ciężko, ponownie wracając wzrokiem do półek. ~Wątroby, nerki, palce, paznokcie, serce! Tak! Teraz muszę znaleźć irbisa. Szczerze, to chyba najtrudniejsze zakupy w moim życiu. Nie dość, że muszę szukać składników na niekończącej się półce, a dodatkowo patrzeć na naprawdę paskudne przedmioty. Jednak gorsze jest tylko to, że będę ich później używać w szkole.~ Szatyna znalazła odpowiednią rzecz, i schowała do koszyka. Uszanka japońska, wątroba.

 

- Coś nie tak? - spytał John, podchodząc bliżej dziewczyny. - Radzisz sobie.

 

- Obrzydliwe są tę składniki.

 

- Na razie tylko je obserwujesz, a później będziesz je kroić, czy gotować. - mruknął, pocieszająco. - Do kasy.

 

- Ohydna. - mruknęła dziewczyna z obrzydzeniem, kiedy ruszyli do kasy. John znalazł większość składników, więc Emma mogła odetchnąć z ulgą. Jednak nie gdy zbliżyli się do kas. Musieli poczekać w kolejce. Na całe szczęście nie trwało to długo.

 

- Dzień dobry. - przywitał się John. - Nie ma pana Rigr’a?

 

- Nie ma, panie John. - zaprzeczył właściciel sklepu, kiwając na powitanie. - Jest w naszym drugim sklepie. Dzisiaj chyba połowa Anglii wybrała się na zakupy. Takiego ruchu nie widziałem już od lat, panie John. - mruknął mężczyzna, i wskazał na sklep pełen czarodziejów.

 

- Rozumiem. - mruknął John. - Też byłem zdziwiony, kiedy zobaczyłem takie tłumy. Nie widziałem takich tłumów nigdy. Nawet przy większych spotkań.

 

- Coś dziwnego dzieję się w świecie magii oraz mundan. Czuję to w kościach, panie John. Szykuje się coś. - stwierdził mężczyzna, a chłopak tylko skinął głową. – Andrew Wiper. - przedstawił się, i spojrzał z ciekawością na dziewczynę.

 

- Emma Vesp. - powiedziała cicho, a mężczyzna zmierzył ją jeszcze raz.

 

- Proszę, panie Wiper. - powiedział John, odciągając uwagę mężczyzny od dziewczyny, i podał mu torbę ze składnikami. Andrew skinął głową, i machnął nad nią różdżką. - Chcielibyśmy jeszcze zamówić pozostałe składniki do szkoły.

 

- Która klasa?

 

- Trzecia.

 

- Dostałem informację od panny Rose z listą składników, więc wyślę wszystko na adres szkolny do panny Vesp. - powiadomił ich Andrew.

 

- Dziękuję. - odpowiedziała szatynka.

 

- Pieniądze będą pobrane ze skrytki bankowej, panny Vesp. - dodał brunet.

 

- Nie ma problemu, panie Wiper.

 

- 11 mondev, panno Vesp. - powiedział właściciel. Dziewczyna wyciągnęła swoją sakiewkę, i położyła na ladzie odpowiednią ilość pieniędzy.

 

- Do widzenia, panie Wiper.

 

- Do zobaczenia, i miłego dnia. Pozdrów ode mnie Sangów. - pożegnał się sprzedawca.

 

- Pozdrowię. - zapewnił cicho John z uśmiechem, wyprowadzając dziewczynę. - Teraz kupimy wszystko do wróżenia.

 

- Wróżenia? - powtórzyła zaskoczona szatynka za nim. - Kule, i takie brednie? Naprawdę tego będę się uczyć?

 

- Też nie jestem fanem, ale takie umiejętności są przydatne. - odparł chłopak, i otworzył drzwi sklepu.

 

„Wróżenie od małego.” – informował szyld. Emma nie lubiła takich rzeczy. Uważała, że to głupie, i nie wierzyła w takie przepowiednia bądź czary. Jednak świat magii mógł pokazać jej inną wersję wróżenia, dlatego Emma nie skreśliła jeszcze tego przedmiotu.

Wyobraź sobie, że gdy wchodzisz do tego sklepu, zostajesz otoczony przez intensywny zapach kadzideł, świec i ziół, które wyczuwalne są nawet z ulicy. Wszędzie dookoła widzisz półki wypełnione różnorodnymi przedmiotami, które mają służyć do wróżenia i przepowiadania przyszłości albo oglądanie przeszłości. Na jednej półce znajdują się kryształy o różnych kształtach i kolorach. Są one uważane za nośniki energii i można je używać do odbierania przekazów z innych światów. Obok nich leży tarot, tajemnicze karty z wyobrażeniami i symbolami, które pomagają odczytać przyszłość. W innym miejscu w sklepie znajdziesz magiczne zwoje pergaminu, na których zapisane są starożytne zaklęcia i rytuały. To właśnie dzięki nim można wywoływać mocne siły magiczne i odczytywać znaki z kosmosu. W jednym z kątów sklepu stoi duże lustro, które mówią legendy, ma moc pokazywania przyszłości. Możesz spojrzeć w nie i zobaczyć, co przyniesie Ci nadchodzący czas. Poza tym, sklep oferuje również zioła, olejki eteryczne i amulety, które mają chronić przed złymi duchami i przynosić szczęście. Cały sklep emanuje tajemniczą atmosferą, pełną magii i okultyzmu. Wszystkie te produkty mają za zadanie pomóc czarodziejom zgłębić przyszłość i odkryć ukryte moce w magicznym świecie wróżb.

Zwiedzając sklep Emma poczuła lekkie zainteresowanie wróżeniem. Tutaj podchodzono inaczej do wróżenia niż chociażby w jej szkole. Spodobało jej się, ale odmówiła wróżenia ze swojej dłoni. Nie wiedziała czemu. Chyba wstydziła się John’a. Nie znała go dobrze, i nie chciała, aby dowiedział się już tak szybko czegoś o niej. Nie wiedziała, co pokaże wróżba. Uważała, że coś złego albo zawstydzającego, a tego starała się uniknąć.

 

- Witaj, Bogna. - przywitał się John z właścicielką sklepu. Była to słowiańska dziewczyna. Miała długie, blond włosy oraz jasnoniebieskie oczy. Wyglądała bardzo ładnie.

 

- Dzień dobry, panie Pleon. - mruknęła łamaną angielszczyzną. - Co podać?

 

- Standardowy zestaw dla trzeciego rocznika.

 

- Proszę. - odpowiedziała kobieta z uśmiechem, i postawiła paczkę na ladzie sklepowej. - Dwa pecde, otrok. - Na pewno nie chcesz wróżby, lepa?

 

- Nie, hvala. Proszę. - mruknęła Emma, i położyła pieniądze na ladzie. Schowała paczkę do kieszeni spodni. - Do widzenia, dober dan tebi.

 

- Do widzenia, i zapraszam ponownie, otrok. Poskrbi zase, draga. - pożegnała ich kobieta z uśmiechem.

 

- Teraz gdzie...

 

- Znasz się na słoweńskim? - zapytała zaskoczony John.

 

- Tak, miałam raz koleżankę ze Słowenii, i nauczyłam się kilku zwrotów. Słoweński to bardzo piękny język oraz mają piękne miejsca. - odpowiedziała. - To gdzie idziemy?

 

- Jasne, rozumiem. - mruknął. - Po plecak oraz kufer. Musisz gdzieś trzymać swoje rzeczy, a twoje nie spełniają wymogów. - poinformował John, i weszli do sklepu obok.

 

„Wszystko na podróże długie oraz krótkie”. Emma już od wejścia stwierdziła, że był to jeden z mniejszych sklepów, w jakich dzisiaj była. Podzielony był na sezony. Zimowy, letni, jesienny, wiosenny oraz dział szkolny. Znajdowały się tam kufry, plecaki, torby oraz torebki, potrzebne uczniom Mentha. Był najbardziej zwyczajnym sklepem na tej ulicy. Bez jakiegokolwiek magicznych dodatków w wystroju.

 

- Kupimy jeden duży kufer, który ma podziały na kategorię oraz zabezpieczony przed otworzeniem oraz pogodą? - zaproponował jej chłopak.

 

- Wyjaśnienie.

 

- Podzielony na biżuterię, ubrania itp. Zabezpieczony od zalania, rozwalenia, czy nawet ognia. Może również ustawić hasło, żeby nikt nie mógł go otworzyć. - wyjaśnił chłopak. - Takie najlepiej się opłaca kupić. Są droższe, ale wytrzymalsze oraz mają wiele miejsca.

 

- Okay, chcę ten. - mruknęła Emma, i wskazała na duży, szmaragdowy kufer ze złotymi zdobieniami magicznymi. - Jaki plecak?

 

- Z herbem domu, który będziesz miała?

 

- Tak, świetny pomysł. - mruknęła zachwycona szatynka. - Taki sam kolor, John.

 

- Dobrze. Ma on wiele zabezpieczeń oraz nie poczujesz jego ciężaru.

 

- Idealnie. - odparła dziewczyna z uśmiechem, i stanęła przy kasie. – Dzień dobry.

 

- Dzień dobry. - przywitał się sprzedawca. Emma już po akcencie rozpoznała Hiszpana. Mężczyzna posiadał ciemną, oliwkową, cerę, ciemne, krótkie włosy oraz małe, czarne, oczy. Na wstępie obdarzył dziewczynę szerokim uśmiechem. Emma poczuła się zawstydzona. Był naprawdę ładny, a jego dołeczki na policzkach nie pomagały jej wcale skupić się. - Dodać nazwisko na plecaku oraz kufrze, señorita bonita? - zapytał uprzejmie.

 

- Yyyy... Tak? Tak. Tak! - mruknęła zawstydzona szatynka, i spojrzała na John’a. - Dodać?

 

- Co? Tak, tak, tak. - potwierdził równie zaskoczony chłopak.

 

- A więc?

 

- Tak?

 

- Potrzebuję...

 

- Aaa! Przepraszam. - mruknęła z rumieńcem na policzkach, które ukrył makijaż. - Vesp.

 

- Dobrze, señorita, Vesp. - odpowiedział mężczyzna, i machnął różdżką nad jej kufrem oraz plecakiem. Zaklęcie wyczarowało małą, i złotą tabliczkę z jej nazwiskiem. - To będzie 4 mondev.

 

- Tak, już. - wyszeptała, wyciągając portfel z torebki, i kładąc pieniądze na blacie. - Proszę.

 

- Dziękuję, i zapraszam ponownie, señorita Vesp oraz Señor, panie John. - pożegnał ich z uśmiechem sprzedawca.

 

- Z pewnością.

 

– Teraz czas na coś słodkiego. - powiedział z tajemniczym uśmiechem John, jak wyszli na zewnątrz.

 

- Słodszy niż ten... Co?! Nie! Tego nie było, i tyle, okay? - spytała bardziej zażenowana Emma.

 

- Pewnie, jasne, bez problemu. - potwierdził blondyn z uśmiechem. Najpierw udali się po szatę dla dziewczyny, a później ruszyli w kierunku lodziarni.

 

Stanęli przed „Lodziarnia Tom’a Wleker’a." Chłopak otworzył drzwi, i razem weszli do środka. Podłoga była wykonana z czarnego drewna, i lśniła z każdym krokiem. Ściany natomiast miały kolor kamiennej zieleni. Z sufitu zwisały kilka lamp w kształcie ciasteczek. W całej kawiarni można było zobaczyć srebrne pufy oraz grafitowe kanapy. Były również stoliczki z drewnianymi krzesłami. Wszędzie unosiły się pyszny zapach ciasteczek oraz kawy.

W środku było wiele osób, głównie młodzieży. Zamówili wężowe cappuccino, lody truskawkowo-czekoladowe dla Emmy, a dla John’a malinowy raj oraz waniliowe lody.

 

- Co to za kawa? - spytała dziewczyna, gdy zajęli miejsce pod oknem z dala od gapiów.

 

- Wężowe cappuccino to kawa zrobiona z zielonych ziaren kawy oraz z kilkoma kroplami whisky. Jest to mrożona kawa. Jeden jej łyk spowoduje zamrożenie całego ciała. - wyjaśnił. - Jednak nie trwa to długo, a mała ilość alkoholu jest niewyczuwalny.

 

- A twoja?

 

- Malinowe, zimne espresso. Jest to magiczne sposób parzenia kawy, którą zamrażają. Trzyma się filiżankę przez dziesięć sekund w specjalnym zamrażalniku. - wyjaśnił. - Lody są bez żadnych dodatków ponieważ to lody, i nie potrzebują tego.

 

- Opowiesz mi coś o tym świecie? - spytała, upijając łyk kawy. Była słodko - gorzka przez dodatek alkoholu. Emma pierwsze, co poczuła to zamrożenie jej gardła oraz twarzy, jednak po sekundzie minęło.

 

- Świat czarodziejów dzieli się na czarodziejów czystej krwi, półkrwi oraz mundan, czyli ludzi, którzy nie są obdarzeni magicznymi mocami. - zaczął spokojnym głosem. Widać było, że lubi dzielić się wiedzą, a co najważniejsze nie wywyższa się. - Ci pierwsi w dłużej grupie potępiają mundan oraz nie-magów. Uważają ich za słabych oraz są zdania, że czarodzieje powinni przejąć ich świat. - wyjawił chłopak. - Wcześniej większy nacisk był ze strony rodzin czystej krwi na małżeństwa czarodziei z rodami czystej krwi. Uważano, że rody tak szanowane oraz stare powinny żenić się tylko z kimś, podobnego do ich statusu, ale teraz powoli się od tego odchodzi. - mówił. - Odeszło się głównie po wojnie, dlatego że czarodzieje ponieśli bardzo dużą stratę, i musieli ponownie odbudować swój kraj. Potrzebowali również, żeby rodziły się dzieci, więc nie zwracali większej uwagi na to z kim żenili się czarodzieje. Liczyło się potomstwo. - tłumaczył jej John. - Jednak czarodziej czystej krwi, którzy mają władzę oraz pochodzą z szanowanych rodów nie zgadzali się z taką polityką władzy. Uważali, że czarodziej nie powinien mieć dziecka z mundan oraz dopuszczać ich do świata magicznego. Uwczesny Minister uważał, że powinniśmy współpracować z mundan, a nie próbować przejąć ich świat. Duża grupa czarodziejów zgodziła się ponieważ nie chcieli kolejne wojny. Odpuszczono takim rodzinom, jednak nie wszyscy. Nadal pomimo lat figri w szkole nie jest łatwo. - zakończył John, i napił się swojej kawy.

 

- Nie-mag? Figri?

 

- Nie-mag jest to osoba urodzona w rodzinie czarodziejów pozbawiona zdolności magicznych. Może żyć w świecie magii, jednak nie potrafi rzucać zaklęć. - objaśnił. - Figri to określenie na czarodzieja, który ma pochodzenie od ludzi. Czyli jeśli, któryś z jego rodziców jest człowiekiem. Jeden mundan, a drugi czarodziej.

 

- Mundan?

 

- To określenie na kogoś, kto pochodzi ze świata ludzi. Nie posiada żadnych zdolności magicznych. Człowiek.

 

- A ja kim jestem? Jakiej krwi?

 

- Ty jesteś czystej krwi. - wyszeptał. - Magiczną istotą. Wampirem.

 

- Okay. - powiedziała cicho Emma. ~Jestem też, i wampirem, więc jestem magiczną postacią. Pochodzę od czarodziejów.~

- Jakie są zasady życia w szkole? - zadała pierwsze pytanie Emma, zaczynając przesłuchanie.

 

- Większość uczniów trzyma się w grupach. Takich z jakiego domu pochodzą. Spędzamy dużo czasu ze sobą, więc jest to relacja jakiej trudno zdobyć mundan. Dla czarodziejów przyjaźnie bardzo wiele znaczą. Nauka w szkole też ponieważ chodziło do niej bardzo znani oraz wpływowi magicy, którzy osiągali wielkie rzeczy. To jest coś, co pragnie wielu uczniów Mentha. - zaczął chłopak. - W szkole bywa niebezpiecznie ponieważ magia jest niebezpieczną sztuką. Uczymy się często niebezpiecznych zaklęć albo spotykamy niebezpieczne stworzenia, jednak w szkole to wszystko jest pod kontrolą nauczycieli oraz samych założycieli szkoły. Jednak nie musisz się bać, to jest raczej bezpieczna szkoła.

 

- Raczej? - spytała z lekkim szokiem Emma, widząc jego niepewną minę. - John, czy tam jest bezpiecznie?

 

- Tak. - potwierdził po chwili ciszy. - To jest bezpieczne miejsce. Możesz tam pójść, i czuć się dobrze. Zapewnimy Ci bezpieczeństwo. Szkołę chronią najwięksi magowie oraz zaklęcia ochronne.

 

- Jakie są kary za złamanie zasad szkoły?

 

- Odbiór punktów, szlabany, brak możliwości udziału w wydarzeniach sportowych, zawieszenie możliwości wyjścia do miasta. - wymieniał. - Ale nie stosuje się kar przy użyciu zaklęć, czyli tortur. To jest zabronione.

 

- Wiele. - stwierdziła. - Jakie są najważniejsze zasady dotyczące korzystania z magii poza szkołą? Można czarować?

 

- Można używać magii, tylko w magicznych miejscach, takich jak szkoła bądź miasta czarodziejów. - wyjaśniał. - Jeśli chodzi o pełnoletnich to mogą, ale nie jest to dobrze widziane w obecności ludzi. Mogą zostać ukarani za to. Jeśli był to atak na mundan, to mogą zostać zamknięci w więzieniu.

 

- Czy szkoła wymaga specjalnych umiejętności magicznych, aby zostać przyjętym?

 

- Trzeba być czarodziejem. Jeśli chodzi o wybór uczniów, to tu nie ma żadnych limitów. Mogą do Mentha uczęszczać uczniowie z Chin, czy też z Niemiec. - wyjawił. - Jest to największa szkoła magii międzynarodowa. Są do niej przyjmowani czarodzieje z różnych stron świata.

 

- A jak wygląda rekrutacja?

 

- Uczniowie czystej krwi są od razu przyjęci, i wpisywani na listę. Jeśli chodzi o resztę, to wszystko zależy od ich umiejętności magicznych. Są również inne szkoły magiczne, więc każdy czarodziej ma wybór. Jednak bardzo dużo ilość chcę właśnie iść do Mentha. - mruknął. - Jeżeli założyciele nie są pewni, to przeprowadzane są wtedy specjalne testy magiczne, aby sprawdzić co oni potrafią.

 

- Czy można zapisać się do szkoły w każdym wieku?

 

- W skrajnych przypadkach można zacząć później, tak jak ty.

 

- A oni wiedzą, kim jestem? W szkole?

 

- Tylko zaufana grupa, dlatego nie musisz się niczego obawiać. - wyszeptał. - Bycie "tobą" wiąże się z poważnymi konsekwencjami, więc zadbano by zostało to ukryte oraz strzeżone.

 

- Jakie są wymagania dotyczące ubioru w szkole magii? Zawsze trzeba nosić mundurki szkolne, czy tylko na zajęciach?

 

- Mundurki możesz nie nosić w dni wolne od zajęć, takich jak weekend. Jeśli chodzi o czas po zajęciach, to na posiłki, warto mieć ponieważ niektórzy dostali minusowe punkty za nieodpowiedni ubiór. - odparł John. - Często szkołę odwiedzają wybitni absolwenci albo znani czarodzieje, więc wymagany jest odpowiedni strój.

 

- Czy są procedury, co do ubrań?

 

- Musisz mieć zasłonięte różne części ciała, jak biust oraz pośladki. Nie możesz ubraniem namawiać do zbrodni, czegoś złego, popierania jakiś idei, czy też koszulki obrażające innych czarodziejów. Jest to surowo karane. – objaśnił jej John. – To jednak dosyć powszechne w szkołach.

 

- Jakie są najtrudniejsze przedmioty w szkole magii?

 

- Transmutacja, eliksiry, pojedynki oraz magia lecznicza. - wymienił. - Wymagający jest również magia bojowa.

 

- W jakim języku są prowadzone lekcje w szkole magii?

 

- Angielskim ponieważ jest zbudowany na terenach Wielkiej Brytanii. Jednak uczniowie, którzy potrzebują tłumacza, otrzymują specjalny eliksir, dzięki czemu rozumieją angielski.

 

- Czy istnieją specjalizacje w magii, które mogę wybrać?

 

- Tak, możesz rozwijać się w jakieś specjalizacji, ale dopiero pod koniec szkoły. Teraz będziesz uczyć się ogólnie magii.

 

- Jakie są konsekwencje nieodpowiedniego użycia magii? - spytała szatynka, coraz bardziej zaciekawiona światem magii.

 

- Konsekwencje prawne, magia możecie Cię przerosnąć oraz pochłonąć. Jednak najstraszniejszym, i najboleśniejszym jest gdy twoja magia pochłonie Cię. - wyznał John. - Magia otacza Cię, całe twoje ciało, umysł. Wszystko. Pali Cię od środka, co powoduje że z twojego ciała znika magia. Nie masz już magicznych mocy.

 

- Kiedy tak się dzieje?

 

- Gdy rzucisz zaklęcie nad którym nie panujesz albo gdy ktoś odbierze Ci magię. - wyszeptał. - Działo się tak podczas wojny. Królowa wyssała magię z czarodzieja na oczach wszystkich. Ponad miliona czarodziejów.

 

- Dlaczego nikt nie przeszkodził jej? Nie pomógł?

 

- Jest to niemożliwe, Emmo. Gdy dotkniesz wtedy kogoś, to czar przenosi się również na Ciebie.

 

- To straszne. - wyszeptała cicho dziewczyna z przerażeniem. - Często tak robiono?

 

- Nie. Tylko cztery razy użyto tego zaklęcia, a trzy razy podczas wojny. Jest to jedno z najbardziej zakazanych zaklęć oraz karny śmiercią. - wyszeptał chłopak. - To coś gorsze od zabicia zaklęciem ponieważ pozbawiasz kogoś całej magii oraz umiejętności. Nie można zwrócić później magii.

 

- Jesteś nie-magiem?

 

- Tak. Dla czarodzieja to niewyobrażalny ból. Również dlatego, że nie może przebywać w świecie magii. - mruknął cicho. - Jest niemagiczny, więc nie widzi magii. Musisz zamieszkać w świecie mundan. Wiąże się, to z opuszczeniem świata magicznego na zawsze.

 

- To naprawdę potworne. - wyszeptała dziewczyna, przerażona jego słowami. Nie spodziewała się, że ten świat tak ją wystraszy. Bała się, co może ją spotkać. Widziała teraz, że to nie będzie zabawa w czarowanie. - Opowiesz coś o tym sporcie? Tym, w którym gra twój ojciec? - zadała kolejne pytanie Emma, kończąc temat szkoły. Chciała poznać świat, którego będzie częścią. Jakieś milsze części.

 

- Fouboa. - zaczął, i zaśmiał się lekko. Emma po raz kolejny usłyszała, że to był wymuszony śmiech. Bardzo chciała dowiedzieć się dlaczego. Wiedziała, że kryło się za tym coś więcej. - Jest to sport, który uważa się za jeden z najbardziej widowiskowych oraz brutalny jednocześnie, a zawodnicy poruszają się na latających butach. - zaczął wyjaśniać blondyn, coraz bardziej zaciekawionej szatynce. - Historycy mówią, że sięga IV wieku. Ogólnie chodzi o to, aby zdobyć więcej punktów niż przeciwnik, jak chyba w każdym sporcie zespołowym. Każda drużyna składa się z siedmiu graczy. 5 graczy na polu, 1 miotacza i 1 bramkarza. Boisko jest prostokątne, z dwoma bramkami na końcach, ale z czterema bazami rozmieszczonymi w różnych miejscach boiska. - opisywał John. - Jednym z najlepszych graczy jest Lukas Pates. Jest niezwykle utalentowanym zawodnikiem. Ma zaledwie dziewiętnaście lat, a już chcą go największe drużyny na świecie. Chłopak ma wrodzony talent, który szlifuje bardzo ciężkimi treningami. - opisywał chłopak z fascynacją oraz podziwem, wypisanym na twarzy. - Jego najsłynniejsze zagranie to "Skrzydlaty Wir", polegające na szybkim obrocie w powietrzu, co dezorientuje przeciwników, i pozwala na niespodziewane strzały. Jest rekordzistą ligi pod względem liczby zdobytych punktów w jednym meczu... - mówił John, ale Emma przestała go już słuchać. ~Naprawdę nie rozumiałam jego zachwytu. Jest jakimś idolem dla niego? Mówił o nim z taką pasją, jakby nie chodziło tylko o sport. Nie rozumiem jeszcze John'a.~ Emma swoją uwagę przeniosła na klientów. Większość mówiła o zbliżającym się roku szkolnym, polityce albo zwykłych rodzinnych sprawach. Kilka stolików dalej kłócili się dwóch mężczyzn. Postanowiła ich podsłuchać.

 

- On wrócił. Znów atakuje. - rzekł blondyn ze strachem w głosie. - Lord Ciemności zaatakował. Jego ludzie są łagodni, nie zabili wielu. Jednak to tylko cisza przed burzą. Zaraz zaczną ponownie zabijać.

 

- Przestań bredzić. - warknął szatyn. - On szykuje się na coś więcej. To taka rozgrzewka. Chce uśpić naszą czujność. Lord ciemność nie jest głupim czarodziejem. Nie będzie atakować teraz, tylko poczeka na odpowiedni moment. - dodał mężczyzna, i wrócił do czytania gazety. Po jego słowach blondyn bardziej się spiął. Bał się.

 

- Kim jest Lord Ciemności? - spytała John’a. Nagle cały się spiął, i zaczął oglądać się na boki.

 

- Czemu pytasz? - szepnął ledwo słyszalne, ale jako wampir miała dobry słuch. - Skąd o nim wiesz?

 

- Usłyszałam jak jacyś faceci gadali o nim. Bardzo się bali. - odpowiedziała ciszej, i spojrzała na niego podejrzliwie. - Więc kim on jest?

 

- Lord Ciemności to syn Mrocznego Księcia, Pana Ciemności. - zaczął, a dziewczyna spojrzała na niego, jak na szaleńca.

 

- John, jestem tu nowa. - przypomniała mu. - Nic nie wiem o nich.

 

- Tak, wiem. - mruknął cicho. - Mroczny Książę. Jeden z najgorszych czarodziejów na świecie, Emmo. - zaczął szeptem. - Chciał on przejąć całkowitą kontrolę nad światem, i wszystkimi ludźmi, zwierzętami oraz istotami. Wszystkimi, którzy żyją. - powtórzył raz jeszcze chłopak, głosem pełnym emocji. - Zabijał on, i jego ludzie, masę niewinnych ofiar. To była, jak rzeź. Miejsce pełne krwi oraz martwych ciał albo to co z nich pozostało. Torturował, zabijał, gwałcił oraz robił okropne rzeczy. Działał wtedy, kiedy była jeszcze Królowa Strachu. Świat magii nigdy nie otrząsnął się od tych zbrodni. Trudno opisać słowami, to co robili. Ginęli niewinni. Miliony ofiar. Na całym świecie. Magicznym oraz mundan.

 

- Działali razem?

 

- Nie, każdy z nich osobno. Powodowało to, że więcej czarodziei ginęło z ich rozkazu. - powiedział chłopak. - Żaden kraj nie potrafił ich powstrzymać. Byli zbyt potężni.

 

- Kiedy to się skończyło?

 

- Kilkanaście lat temu. On oraz ona przyszli do mojego przyjaciela, jak miał on roczek ponieważ istniała legenda, że narodziło się dziecko, które będzie posiadało wielkie umiejętności. Będzie czyniło dobro, ale również zło. Połączenie anioła oraz demona, obdarzone boską mocą oraz boskim błogosławieństwem. - opisywał John. - Usłyszeli, że ma wielką moc, i chcieli zgarnąć ją dla siebie ponieważ można zabrać moc danego czarodzieja, gdy się go zabiję, samodzielnie. Oboje tego chcieli ponieważ według legendy ma moc rządzenia światem albo zniszczenia go. - wyjaśnił. - Wiedzieli, że gdyby zabrali mu moc, to wygraliby wojnę. Posiadali by moc, z którą żaden czarodziej nie byłby w stanie sobie poradzić. Jednak najpierw musieli pokonać drugiego, aby móc zabić chłopca. Pojedynek był jednym z najbardziej potężniejszych w świecie magii. - wyszeptał. - Królowa oraz Książę walczyli, używając najsilniejszych zaklęć, jakie były im znane, jednak nie potrafili pokonać drugiego. W tej samej chwili rzucili zaklęcie uśmiercające na chłopca, Jednak według legendy bogowie obronili go, i obdarzyli swoją opieką. Był chłopcem, który zakończył wojnę, ale mógłby rozpocząć własną. Posiadał moce, które nie miał żaden czarodziej. Uważany za niezniszczalnego. - mruknął.

 

- Bogowie?

 

- Tak. Alt...

 

- To ten chłopak, który zamówił te składniki? Ten, który pokonał istoty burzowe? - spytała szybko Emma. - Altair Sang?

 

- Tak. - potwierdził niechętnie. - Nawet on nie wie, co tam się stało. On nie pamięta niczego z tamtej nocy. Nic. Jednak ja wierzę, że bogowie obronili go, i obdarzyli mocą. Może, i nawet boską mocą. - odparł John. - Wiadomo, że przeżył, i ktoś musiał go obronić. Był dzieckiem.

 

- Myślisz, że jest bogiem?

 

- Tak podejrzewam, Emmo. - zgodził się z szatynką blondyn. - Jednak nie wiem tego. Nikt tego nie wiem. Tylko oni na górze, i na dole. Jednak legenda była prawdą. Altair posiada moce, które czynią go niepokonanym.

 

- Co rozumiesz przez to, że przyszli do niego? Weszli tak sobie do jego pokoju, chcąc go zabić? A jego rodzina?

 

- To była pierwsza wojna czarodziejów. Wojna, która przyniosła wielkiej straty. - zaczął. - Książę oraz Królowa zgodnie zgodzili się zakończyć wojnę, jeśli oddadzą chłopca. Ten, który wygra pojedynek przejmie moc chłopca oraz władze nad światem magii.

 

- Oddadzą chłopca? - zapytała oburzona. - To było dziecko? Co się wtedy stało? Oddali go?

 

- Ród Sang jest niezwykle potężny oraz szanowny. Są obdarzeni wielkimi mocami, a rodzina jest dla nich niezwykle ważna, więc nie wyrazili na to zgody, dlatego Królowa oraz Książę zaczęli przeprowadzać ataki. Przerażające ataki. - wyszeptał John. - Jednak Sang'owie nie zmienili zdania. To było ich dziecko. Syn, brat, wnuk. Woleli dalej walczyć o wolność czarodziejów niż oddać władze tym, którzy chcieli zniszczyć świat magii. Byli w stanie poświęcić wszystko, aby uratować swojego chłopca. Każdy Sang był w stanie ponieść konsekwencje. Chcieli tylko bezpieczeństwa swojej rodziny. - odparł blondyn. - Ówczesny Król nakazał przyprowadzenia chłopca, i skończenia wojny. Wolał, aby któreś z nich przejęło władze, i zabili niewinnego chłopca niż walczyć. Król był tchórzem. Doskonale zdawał sobie sprawę, co przejęcie władzy przez Królową albo Księcia oznaczało. Oni nie chcieli pokoju ani zjednoczenia. Chcieli zniszczyć świat magii oraz przejąć władzę nad światem mundan. Król wolał spisać każdego na śmierć oraz cierpienie niż stanąć do walki, bronić kraju. Świata magii. - powiedział John, głosem pełnym nienawiści do Króla. - Świat magii był podzielony. Byli Ci, co chcieli oddać chłopca albo Ci, którzy pragnęli go chronić. Jednak Sang'owie doskonale znali się na magii. Był chroniony wieloma zaklęciami, aby nie można było go zabrać ani wiedzieć gdzie przebywa. Tylko zawsze w takich historiach pojawia się zdrajca. Rzucano wiele zaklęć, które nic nie dawały, jednak przyjaciel Sangów zdradził ich, porywając chłopaka. Zaniósł go na miejsc pojedynku, bez żadnego wahania.

 

- Co? Oddał go na pewną śmierć?

 

- Był zdrajcą. Ojciec Altair'a powierzył mu wartę. Wierzył w niego. Uważano go za przyjaciela Sangów. Jednak on wydał chłopca. - powiedział John ze smutkiem.

 

- Co się z nimi stało? Królową oraz Księciem?

 

- Bardzo wiele czarodziejów mówi, że bogowie wysłali ich do innego wymiaru. - wyjawił. - Mają szansę na przebaczenie.

 

- Przebaczenie?

 

- Bogowie uważają, że każdy popełnia błędy oraz, że każdemu można wybaczyć. - odpowiedział, biorąc ciężki wdech. - Jednak ród Sang jest innego zdania. Zabili tych, którzy chcieli śmierci ich syna. Próbowali znaleźć zdrajcę, jednak on zniknął bez śladu. Sang'owie nigdy nie wybaczyli tego, jak ich zdradzono oraz chciano zabić ich syna. Ród Sang z całych swoich sił walczył w wojnie. Pomagali w walce, leczyli ranych, tworzyli zaklęcia bądź eliksiry. Wszystko, aby wygrać wojnę, a czarodzieje zapomnieli o tym wszystkim w sekundę. Sang'owie przysięgli zemstę.

 

- On wrócił? Lord Ciemności?

 

- Niedawno powrócił, i ludzie znów się boją. Niektórzy zamykają się w domach ponieważ nie chcą spotkać sługa ciemności. To idiotyczne. Jest mi wstyd, że jestem czarodziejem. – stwierdził John, i przewrócił oczami. - Jesteśmy czarodziejami, każdego można znaleźć. Są zaklęcia, można zniszczyć dom jednym zaklęciem. - zakończył chłopak. Cały czas rozgląda się na boki podczas rozmowy, i wyglądał na bardzo zdenerwowanego. ~O co mu wogóle chodzi?~

 

- Lord Ciemności jest synem Księcia?

 

- Tak. Po wojnie chłopiec zniknął. Szukano go na całym świecie, jednak niczego nie znaleziono. Niektórzy uznali, że zabito go albo to była tylko legenda. - wyjawił. - Jednak on wrócił. Chcę pomścić swojego ojca oraz znów przywrócić wojnę.

 

- Opowiedz coś więcej o nim...

 

- Może kiedyś się dowiesz. Zbierajmy się. Robi się już późno. - odpowiedział wymijająco. Emma skinęła głową, jednak jej zawiedziona mina mówiła wiele. John zaprowadził ją do miejsca, gdzie czarodzieje mogli teleportować się albo wybrać wir. - Wir jest lepszy dla nowych czarodziejów. Mniej bolesny. Wchodzisz do środka, i musisz tylko pomyśleć, gdzie chcesz się udać. Wejdziemy razem, dla bezpieczeństwa.

 

- Dobrze. - zgodziła się od razu Emma. Nie była pewna, czy skupi się na tyle, aby wrócić do domu. Jej myśli często szaleją, i ciężko było jej uspokoić swoje myśli. Dziewczyna weszła do środka, ciemnego wiru, który od razu owinął się wokół jej ciała. Poczuła ciepłą dłoń John'a, a po sekundzie wylądowali niedaleko jej domu. - Nie było tak źle.

 

- To bardzo łagodny sposób transportu. - odparł krótko John.

 

- Nie chciałam Cię zdenerwować tym pytaniem. Byłam po prostu ciekawa. - powiedziała by przerwać ciszę. John był milczący od wyjścia z lodziarni. Nie wiedziała czemu.

 

- Nie jestem zły. - odpowiedział szybko, i lekko uśmiechnął potwierdzając swoje słowa. Wyszedł mu bardziej grymas, ale liczą się chęci. - W Mentha oraz w całym magicznym świecie każdy zna tę historię. Niektórzy wymyślają swoje wersję, i opowiadają dzieciom na dobranoc. - wyjaśnił blondyn. - Tylko teraz to bardzo drażliwy temat. Lord Ciemności wrócił szukając zemsty. Czarodzieje znów się boją. Nie chcą wojny. - odparł, i podrapał się po głowie, jakby nad czymś rozmyślał. - Musisz zrozumieć, że to nie jest łatwy temat dla mnie. Boję się o niego. Jeżeli Lord Ciemności szuka zemsty, to może chcieć zabić Altair'a.

 

- Jednak sam mówiłeś, że jest niepokonany...

 

- Tak, tylko to trudne...

 

- Czuję krew. - wyszeptała, gdy stanęła pod drzwiami domu. - Dużo krwi.

 

- Cofnij się. - mruknął John, wyjmując różdżkę. Chłopak otworzył drzwi, wchodząc powoli do środka z uniesioną różdżką. Emma wyczuwała z każdą sekundą większą ilość krwi, i błagała aby Rurik oraz Otis byli w drodze.

 

- Nie!! Rurik!! Otis!!! - wykrzyknęła przerażona, widząc ich martwe ciała, pełne krwi w salonie. - Nie....

 

- Emma!

 

- Vott! - wykrzyknął mężczyzna, a promień trawił dziewczynę. Emma upadła na podłogę, chwytając się za krwawiący brzuch. - Sert!

 

- Okti!! - wykrzyknął John, odbijając czar. - Esti!

 

- John, zabierz dziewczynę! - wykrzyknął zamaskowany mężczyzna, wbiegając do środka. Emma zauważyła tylko jak zaczynają walczyć, a dziesięciu ludzi zasłaniają ją oraz chłopaka. - John!! Zabierz ją!! Wykrawi się! Weź ją do niego.

 

- Kryj nas! Teraz!! - krzyknął, rzucając ostatnie zaklęcie. Upadł obok dziewczyny, przerażony. Złapał ją za rękę, i pojawili się w bogato zdobionym salonie.

 

- John... Matko!! - wykrzyknęła kobieta, upadając na kolana przed nastolatkami. - Co się stało?

 

- Zaatakowano jej dom! - wykrzyknął John, przerażony. - Ludzie Lorda! Lord Ciemności! Zabili jej opiekunów. Zranili Emmę...

 

- Jestem właśnie na ważnym spotkaniu. - usłyszeli, zimny głos na korytarzu. - Oby to było coś ważnego, jeżeli nie to przysięgam, Ariel... Vesp. Vesp!! - wykrzyknął Altair, upadając obok dziewczyny. - Co się stało?

 

- Lord. Jego. Ludzie!!! - krzyknął przez łzy John. - Ja. Ja... Przepraszam....

 

- Zamknij się. - wywarczał Altair. - Przygotujcie pokój. Trzeba ją operować. Już!! - wykrzyknął, gdy nikt się nie ruszył. - Aria, zwołaj najlepszych medyków jakich znamy. Już!

 

- Podaj jej lek. - wyszeptała kobieta, znikając w powietrzu. Altair przywołał swoją torbę, wyjmując z niej fiolkę ze złotą zawartością.

 

- Pij, Vesp. Musisz pić. - wyszeptał cicho, wlewając jej do ust napój. - Uratuje Cię, Vesp. Zawsze. Jesteś bezpieczna ze mną. - mruknął szeptem, całując jej policzek.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania