Rozdział 3.
Rozdział 3. Być nikim.
~myśli, perspektywa bohaterów~
----------
Młody, przystojny chłopak szedł wzdłuż Ulicy Kwadratowej. Ubrany był w szarą, koszulę w zieloną kartę oraz czarne spodnie, ozdobione zielonymi smokami. Na swoje ramiona narzucił czarny płaszcz z podniesionym, złotym kołnierzykiem. Buty białe na koturnie, chociaż to nie było potrzebne ponieważ, i tak był wysoki. Swoją szyję ozdobił pięknym szalikiem. Jego włosy powiewały w rytm wiatru.
Odróżniało go od innych wiele rzeczy. Jego postawa była dumna, pewna siebie i zimna. Nie był zgarbiony ani wystraszony. Wiedział, że każdy patrzył na niego. Mówili o nim. Słyszał ich doskonale. Wyczuwało się od niego chłód oraz władze. Chłopak patrzył wysoko w górę, i nie łapał kontaktu wzrokowego z innymi czarodziejami, mimo iż oni witali się z nim, i próbowali zachęcić do rozmowy. On odpowiadał półsłówkami nie zwracając na nich zbyt wiele uwagi. Nie interesowali go, i oni wiedzieli o tym. Mimo iż byli starsi, to byli niżej postawieni niż on. Dlatego chłopak przechodził przez ulicę, tak jakby należała ona do niego. Gdyby chciał mógłby przejąć ulicę. Miał taką możliwość, jednak jego cele zawsze były wyższe. On brał to co chciał, i nie patrzył na innych. Ulica kwadratowa była niczym, a on pragnął tego co wielkie.
Altair Sang. Nie można pomylić go z nikim innym. Jego imię, nazwisko oraz twarz znają wszyscy w świecie magii. Każdy znał jego historię. Myśleli, że wiedzą o nim wszystko, ale doskonale było wiadomo, że tak nie jest. Chłopak tylko udawał, że pozwala im poznawać prawdę o sobie, jednak nie pozwalał. Udzielał wywiadów. Często o nim pisano, i rozmawiano w mediach. Był celebrytą czarodziejów, jednak sam nigdy nie chciał takiej roli. Wolał być zdala od mediów. Nie chciał być pokazem w zoo, którego oni odwiedzają, i chcą show. Jednak popularność daje władzę, a on właśnie lubił władze. Nie interesowali go czarodzieje oraz to co mają do powiedzenia. Byli nudni oraz natarczywi. Chcieli być blisko niego ponieważ jest znany, bogaty, przystojny oraz inteligentny. Niektórzy nawet na siłę chcieli wciskać mu ich dzieci. Pragnęli ożenić go ze swoimi dziećmi albo zmusić do przyjaźni. Gdyby znali go to wiedzieliby, że Altair Sang gardzi zdrajcami. Gardził również czarodziejami. Jednak nie można się mu dziwić. Gdy miał roczek, pragnęli wydać go na śmierć. Altair nauczył się odróżniać przyjaciół od zdrajców. Stał się nieufny wobec obcych. Uczyli go zimnym na uczucia. Na cierpienie.
Chłopak wiedział, że w świecie czarodziejów dzieję się bardzo źle, i nie wiedział, jak ma temu zapobiec. Czy to przez wojny, a może dlatego, że czarodzieje stali się bardziej pazerni? Każdy z nich chciał tylko więcej. Więcej zarabiać, więcej wiedzieć, mieć większą moc, i być sławnym. Marzyli o tym, by zaistnieć w świecie, ale nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo on jest zepsuty, pusty oraz brutalny. Aby o nim mówiono. Czemu czarodzieje stali się idiotami? Nie znał odpowiedzi. Jednak wiedział, że Lord Ciemności to nowy wróg, którego trzeba zniszczyć raz na zawsze. Altair zdawał sobie sprawę, że nie stanowi takiego zagrożenia jak jego ojciec, ale wciąż był silny oraz miał wielu różnych popleczników. Niektórzy nawet od strony Księcia Ciemności. To stanowiło zagrożenie dla świata magicznego oraz mundan. Mogli atakować podobnymi metodami, co Książę.
Czasami chciał być taki, jak oni. Być nikim. Być kimś kogo nikt nie zna. Mógłby wtedy wyjść na zakupy, i nikt nie zaczepiał by go. Nie pytał o nic. Nie pytał czy ma dziewczynę. Nie pytał co myśli o bieżących wydarzeniach. Nie pytał o nic. Byłby niewidzialny. Mógłby wyjść na kolację z dziewczyną, i nikt nie zrobiłby mu zdjęcia oraz nie napisałby następnego dnia artykułu o tym. Mógłby wyjść do klubu, i nie musiałby ukrywać się pod zaklęciami ochronnymi. Mógłby robić wszystko, co chcę bez poczucie bycia ocenianym. Mógłby poczuć się, jak nastolatek. Pójść z przyjaciółmi do klubu, i bawić się z nimi. Mógłby prowadzić życie bez mediów, które chcą wiedzieć o nim wszystko. Wszystko. Co robi, z kim rozmawia, jak wygląda jego życie, gdzie chodzi, z kim się spotyka, z kim się pieprzy, kogo lubi, a kogo nienawidzi. Jaką stronę polityczną popiera. Mógłby żyć swoim życiem. Mógłby nie być ciągle głównym tematem rozmów czarodziejów. Nie istniałby. Byłby zwyczajny, i prowadziłby zwyczajne życie, tak jak reszta zwyczajnych ludzi. To było bardzo odległa prośba. Poczuć się człowiekiem. Poczuć, że twoje życie może skończyć się w każdym momencie. Nie masz magii oraz jesteś śmiertelny. Zobaczyć, jak to jest żyć życiem człowieka.
Altair wiedział, że jako czarodziej mógł osiągnąć wszystko oraz mieć wszystko. Cokolwiek zapragnie. Jednak bardzo często, chłopak który miał to wszystko, marzył o czymś tak przyziemny. Dostępnym dla każdego, ale nie dla niego. Jednak wiedział, że był kimś więcej. Był wyjątkowy, i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego nie zamieniłby się z kimś na życia. Może na dzień. Jednak nie na zawsze. Jego było wyjątkowe, a ich było zwykłe. Przeciętne. Nie było tam nic, co go ciekawiło, czy interesowało. Otaczał się ludźmi, którzy mają głos, którzy coś znaczą, którzy są wyjątkowi. Lubił poczucie, że ma władzę. Że jego głos jest ważny. Przyjaciele widzieli w nim lidera. Kogoś o dużej wiedzy oraz wizji na świat, który oni podzielali. Czuli, że to nie była jeszcze pora na zmianę świata magicznego. Musieli wyczekać na swój moment. "Władze zdobywa się powoli, gdy zrobisz to szybko, poniesiesz porażkę." Tak chłopakowi powtarzał jego pradziadek.
Wszedł do ‘’Księga, i Książka”. Nie oglądał się na znajdujących się tutaj czarodziejów ani na nic innego, ale od razu ruszył do odpowiedniego działu. Czarodzieje, jak zwykle szeptali za jego plecami, ale dzisiaj nie zamierzał się tym przejmować. ~Przecież was słyszę.~ Chciał jedynie w spokoju zrobić zakupy. Zaczął szukać książek na swój trzeci rok w Mentha. Westchnął. Tęsknił za szkołą. Tęsknił za imprezami ze znajomymi ze szkoły. Tęsknił za tym, co tam przeżywał. Zawsze coś się tam działu. Zawsze miał ręce pełne roboty. Mógłby narzekać, ale podobało mu się to. Szkoła bez niego nie byłaby już taka sama. Wiedział to. Nie zawsze działy się tam dobre rzeczy, ale mimo to chciał tam już być. Nie tęsknił za wszystkimi przyjaciółmi ponieważ spotykał się z nimi praktycznie każdego dnia, ale to było miejsce, do którego zawsze wracał chętnie. Jego drugi dom. Miejsce, w którym odpoczywał, i poznawał magię. Uczył się czegoś, co było interesujące. Potrząsnął głową, wyrzucając napływające wspomnienia. Tę dobre, jak i tę złe. Jednak każdy z uczniów chętnie wracał do Mentha. Była to wspaniała szkoła, w której nikt nie mógł się nudzić. Ich dom. Poza tym Altair oraz jego przyjaciele zawsze wymyślali jakieś rozrywki, i szkoła nigdy nie zasypiała.
Pod jednym z regałów zauważył dziewczynę. Próbowała dosięgnąć książkę, która była wysoko na półce. Miała ona długie, czarne, włosy oraz małe, zielone oczy. Była szczupła, i bardzo niska. Posiadała owalną twarz, a na niej delikatny makijaż. Podszedł do niej, śmiejąc się w duchu.
- Pomóc w czymś, panienko? - zapytał gdy był blisko niej. Odwróciła się, i spojrzała na niego swoim przeszywającym spojrzeniem. - Ange.
- Altair! - krzyknęła szczęśliwa, i rzuciła mu się na szyję. Kilka gapiów spojrzało na nich ciekawsko, i zaczęło szeptać z podnieceniem. - Tak bardzo tęskniłam.
- Już wystarczy. - powiedział spokojnie, i odsunął lekko dziewczynę od siebie. - Trzymaj, mały skrzacie. - powiedział brunet, i podał jej książkę, której ona nie mogła dosięgnąć. Była to książka do transmutacji. „Podstawy transmutacji 3”, autorstwa Ante Kor.
- Dzięki, Altair. - podziękowała z uśmiechem na twarzy. - Myślałam, że już wcześniej zrobiłeś zakupy szkolne. Zawsze robisz je bardzo szybko.
- Nie miałem czasu. Dużo się działo w tę wakacje, więc...
- Zbyt wiele imprez z Arit’em? - prychnęła, kiedy wspomniała o ich przyjacielu. - Byłeś, aż tak najebany?
- Nie, prawie wcale. - odparł cicho, i schował do torby książkę od zaklęć. „Poznając magię, i zaklęcia, stopień 3”, autorstwa Boris Boban.
- Prawie czy wcale? - drążyła temat, i spojrzała na niego poważnie. - To jest właśnie różnica.
- Moja matka, siostra oraz ciotka się mnie czepiają, więc może ty sobie odpuść? - spytał zły. - Dziś chcę zrobić tylko zakupy.
- Tylko dzisiaj. - zgodziła się. Nicole nie zamierzała się z nim dzisiaj kłócić. Nie widzieli się całe wakacje, więc chciała nadrobić zaległości. - A jak już zacząłeś temat. Jak tam Lucy? - zapytała ciekawa, i schowała podręcznik do obrony magicznej. „Broniąc się przed ciemnością, 3”, autorstwa Nives Babic.
- Bez żadnych zmian. - odpowiedział zielonooki krótko, i schował podręcznik do zielarstwa. „Magiczne rośliny oraz kwiaty 3”, autorstwa Draga Toft. Jego relację z matką zawsze były napięte. Lucy trochę lepsze relacje miała z jego bratem, Ribes’em, ale najlepsze z Dalią. Ich młodszą siostrą. Altair nigdy nie znalazł z matką wspólnego języka.
- Nie chcesz tego naprawić? Masz już praktycznie siedemnaście lat, Altair.
- Wiem, Ange. - mruknął chłopak, i przewrócił oczami. - Masz. - zwrócił się do niej, podając jej książkę do historii magii czarodziejskiej. „Badając historię, 3”, autorstwa Asel Gega. - To powinno iść chyba w dwie strony...
- Jednak ona ma w wielu kwestiach rację. - zaczęła brunetka spokojnie, i uniosła rękę, kiedy chciał zaprzeczyć. - Jesteś uzależniony od alkoholu, ciągle jesteś na imprezach, nie traktujesz związków poważnie...
- Już? - spytał zirytowany, i ruszył do kasy. Nicole westchnęła ciężko, i poszła za chłopakiem. - Dzień dobry. To będzie standardowy zestaw szkolny na trzeci rok. - mruknął do kasjerki chłopak, i wskazał na torbę dziewczyny.
- 11 aurgu. - powiedziała dziewczyna, i posłała zalotne spojrzenie do bruneta.
- Proszę. - powiedziała rozbawiona Nicole, i podała kasjerce banknoty. Zabrała swoją torbę, i przewróciła oczami, gdy zobaczyła jak kasjerka podrywa chłopaka.
- Osiem mondev, dzisiaj pan zaszalał panie Sang...
- Do widzenia. - warknął chłodno, kiedy rzucił banknoty na ladę. - Zawsze to samo...
- Nigdy to Ci nie przeszkadzało. - mruknęła rozbawiona, i po raz ostatni rzuciła spojrzeniem na zawiedzioną kasjerkę. - Coś się zmieniło, Altair? Dorosłeś? A może nie chcesz ją przelecieć?
- Gdybym chciał to bym ją poderwał. Jednak mam gdzieś ją...
- Nie była w twoim typie?
- Była. Lubię blondynki. - mruknął i puścił oczko do jednej z dziewczyn, która przechodziła obok nich. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego z rumieńcami na policzkach. - Jak widzisz czasami mogę nie mieć ochoty na podryw...
- Masz kogoś na oku?
- Nie. Jednak nie lubię nachalnych dziewczyn. Ona była nachalna...
- Aaa! Jesteś zdobywcą. – wyszeptała ze śmiechem Nicole. - Samiec alfa. Zdobywasz, a nie jesteś zdobywany, co? Nie lubisz, gdy dziewczyna sama narzuca tempo?
- Po części tak. To ja wychodzę z pierwszym krokiem, jeśli kogoś lubię. Jeśli robi to ona, to wtedy tracę zainteresowanie nią. - wyjaśnił. - Poza tym nie lubię dziewczyn, które od razu chcą iść do łóżka...
- Błagam, Altair. - prychnęła Nicole. - Dostałeś jakieś choroby, czy co?
- Taka dziewczyna jest do łóżka, a później zapominasz. Gdy spotykam się z dziewczyną, to chcę ją poznać. - mruknął. - Po części, żeby ją zdobyć, jednak lubi robić to powoli. Nie ma sensu się spieszyć. Jestem typem chłopaka idealnego. Wiem, jakiego chłopaka chcą, i takim jestem.
- To głupie. - stwierdziła brunetka. - Czasami podrywam chłopaków, ale czy coś w tym złego? Mam stać, i czekać na jego ruch? Jest dwudziesty pierwszy wiek, Altair. Kobiety są bardzo pewne siebie oraz niezależne.
- Nie, ale jeśli jesteś nachalna, to wtedy zostaniesz źle odebrana. - poinformował ją brunet. - Tak samo jakbym chciał Ci coś sprzedać. Im bardziej będę nachalny, tym mniej będziesz zainteresowana moją ofertą.
- W sumie to trochę racji masz. - stwierdziła po chwili.
- Poza tym nie każda jest pewna siebie. Niektóre są zbyt nieśmiałe na pierwszy krok. - mruknął, a jego oczy pociemniały. - Jednak to sprawia, że stają się bardziej piękne.
- Co... Czyli poznałeś jakąś dziewczynę?
- Nie jakąś. - zaznaczył brunet, otwierając dla niej drzwi. - Jak minęły wakacje? - zapytał Altair, kiedy weszli do „Wszystko do opieki nad zwierzętami." Nicole nie chciała drążyć tematu. Wiedziała, że gdy będzie chciał to jej powie. Sklep był duży, i podzielony na dwa piętra. Na parterze mieściły się klatki ze zwierzętami, a na górze jedzenie, zabawki oraz wszystko co potrzebne było do opieki nad nimi.
- Były super! - krzyknęła trochę za głośno. Zwierzęta przestraszyły się jej krzyku, i zrobiło się lekkie zamieszanie w środku. - Były cudowne. - zaczęła ciszej. - Najpierw odwiedziłam moją rodzinę we Francji, a potem na dwa tygodnie pojechałam do Hiszpanii. - odparła z uśmiechem. - Poza tym moja skóra, dzięki temu wyjazdowi jest wreszcie opalona oraz cudna. Spójrz tylko sam. - wyszeptała Nicole, i podłożyła mu swoją rękę pod twarz. - Tak jak zawsze chcę. Opalona, jednak bez przesady.
- Twoja opalenizna jest ładna, ale trochę już jej nie widać...
- Niestety. - mruknęła smutna, jak wspinali się po drewnianych schodach na piętro. - Na samym początku wyglądała bardzo ładnie, ale teraz już jej nie widać.
- Nie chcesz gdzieś pojechać, aby ją odzyskać? Do Akarag albo do Kubbez?
- Zrobię tak kilka dni przed powrotem do szkoły, aby zaprezentować się w Mentha, jak prawdziwa dama, którą jestem.
- Chyba faktycznie za mocno Ci przygrzało, Nicole. - stwierdził brunet, i otrzymał uderzenie od dziewczyny. - Za prawdę mnie bijesz?
- Za kłamstwa. - wyjaśniła. - W Mentha pełno jest uczniów, którzy biorą ze mnie przykład. Dobrze wiesz, że potrafię się ubrać oraz umalować w perfekcyjny sposób.
- Wiem. - zgodził się chłopak, i włożył do koszyka pudełko z niebieskimi myszami.
- Nawet nie chcę wspominać ile razy tobie wybierałam ubrania. W sumie ja to ciągle robię. Ten płaszcz ja wybrałam.
- Masz wyczucie stylu, Ange. - potwierdził chłopak, a dziewczyna skinęła głową. - Potrafisz dopasować kolory do cery. Nigdy nie powiedziałem, że tego nie potrafisz. Robisz to dobrze.
- Ful znów ma pierdolca na punkcie liści? - spytała z uśmiechem na twarzy, jak chłopak włożył do koszyka słoik z kwiatami tulipanu.
- Jeszcze gorszy niż poprzedni. Nie rozumiem dlaczego. - wyszeptał, i Nicole usłyszała zmartwienie w jego głosie. Altair dbał o swoje zwierzęta najlepiej jak potrafił. Traktował je lepiej niż ludzi. - Inni jedzą mięso, a on tylko rośliny albo warzywa.
- Masz węża roślinożercę. - stwierdziła dziewczyna, i zaśmiała się z niego. - To po prostu tak nie podobne do Ciebie. Ty ciągle jesz mięso.
- Powinien chociaż w małych ilościach jeść mięso, a on tylko rośliny. - wymruczał chłopak. - Może pójdę z nim do lekarza?
- Jeśli nadal nie będzie chciał jeść mięsa, to chyba tak. - potwierdziła. Kiedy pierwszy raz zobaczyła węża była totalnie przerażona, ale teraz lubi go. Nawet kilka razy spała z nim albo bawili się razem. Wąż był bardzo przyjazny. Wiedziała, że to niebezpieczny gatunek, ale przestała się bać, jak zaczęła go poznawać. Lubiła jego zwierzęta. - To może być dla niego niebezpieczne? - spytała zmartwiona, i wpakowała do koszyka chrupki dla swojego kota.
- Tak, ale nie jestem pewien. To magiczny wąż, i lepiej pójść to zbadać niż obwiniać się za to.
- Masz rację. - zgodziła się z nim, i razem udali się do kasy. - Kiedy tam pójdziesz?
- Jak znajdę trochę czasu wolnego, Ange. - odparł chłopak. - Dzień dobry, pani Drokster. Jak życie? Dużo ruchu? - zapytał chłopak właścicielkę sklepu. Kobieta była starszą panią, która pomimo upływu lat, wciąż trzymała się doskonale. Zawdzięczała to eliksirom, które piła na polepszenie swojej skóry oraz zdrowia. Drokster wyglądała na kobietę w wieku około trzydziestu lat chociaż miała ich już ponad sto dwadzieścia. Miała długie, srebrne włosy oraz małe błękitne oczy, które obdarzały każdego pogodnym spojrzeniem.
- Witaj, Altair! - mruknęła z szerokim uśmiechem na twarzy. - Dzisiaj trochę mniej ruchu, ale to dopiero wczesna pora. Moje zdrowie? Spójrz na mnie chłopcze! Trzymam się świetnie, i tak właśnie się czuję.
- To bardzo dobre wieści, pani Drokster. - zgodził się z nią brunet. - Gdzie mąż, i dzieci?
- Dzieci w pracy, a mąż pojechał po nowe produkty do sklepu. Nowy rok daje nam nowych uczniów, którzy chcą zwierzątek.
- Żeby tylko o nie dbali. - mruknął chłopak, i postawił koszyk na ladzie.
- Trzy pecde, pani Rimet oraz sześć pecde, Altairze.
- Życzę wielu klientów oraz dobrego zdrowia dla rodziny. - powiedział chłopak, i zostawił na blacie dwanaście banknotów.
- Panie Altairze. - wyszeptała kobieta do zamkniętych drzwi, i pokręciła głową. - Zawsze to samo. Cudowny chłopak.
- Teraz gdzie? - spytała Nicole, jak wyszli na zewnątrz.
- Słodycze. - odpowiedział chłopak. - Rodzice byli z tobą? - zadał kolejne pytanie nawiązując do jej wakacji. Spodziewał się odpowiedzi, ale wolał mieć pewność.
- Nie, pracowali. - odpowiedziała krótko, i słychać było smutek w jej głosie. Axel Rimet był Szefem Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów we Francji. Prisca Rieul Rimet pracowała jako uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych. Nicole, i Altair poznali się przez ojca dziewczyny, a chłopaka. Dlatego chodzi do Mentha, a nie do Francuskiej szkoły magii. Poznali się jako dzieci, i bardzo się polubili. Nie chcieli się rozdzielać, więc rodzice pozwoli jej pójść do Mentha. Nicole jest dla niego, jak siostra, a on dla niej jak brat. - A jak u Ciebie? - zapytała by nie myśleć o rodzicach pracoholikach. Smucił ją fakt, że rodzice nie mogli wziąć nawet kilku dni urlopu, aby spędzić trochę czasu z własną córką. Może i mogli, ale woleli pracować.
- Spędziłem pierwszy miesiąc na prywatnej wyspie wuja, a później spotkania rodzinne, i takie rzeczy. Pracowałem. - odparł wymijająco. Dziewczyna wiedziała, że nie chciał o tym mówić, więc nie drążyła tematu.
Otworzył drzwi, i weszli do środka sklepu „Z czekoladą.” – ogłaszał szyld nad sklepem. Był to niezwykle elegancki sklep, w którym unosił się zapach różnych słodkości oraz wypieków. Na twarzy dziewczyny od razu pojawił się uśmiech szczęścia. Chłopak również to by zrobił, ale jego twarz oraz postawa pozostała obojętna. Sam sklep urządzony został z wyczuciem stylu. Na kamiennych regałach ustawione zostały opakowania z różnymi pysznościami. Natomiast na drugim piętrze mieściły się kanapy, pufy, fotele oraz stoliczki, gdzie można było usiąść, i zjeść zakupione słodycze albo dokupić pysznie wyglądające ciasta, które mieściły się za ladą. W sklepie grała cicha muzyka, która umilała jedzenie oraz zakupy. W środku było wiele czarodziejów, głównie małych dzieci.
- Zawsze robię się głodna, kiedy przekraczam próg tego sklepu. - wyznała brunetka, której głowa obracała się w każdą możliwą stronę. Była tutaj wiele razy, a i tak wciąż zachwycał ją ten sklep. - To jest cudowne miejsce! Tyle słodkości!!
- Nie rozpraszaj się, tylko bierz koszyk, i go zapełnij, Nicole. - odpowiedział chłopak, i ruszył przed siebie, pakując różne słodkości do koszyka.
- Nie byłam tutaj trochę czasu, i tęsknie za tym smakiem. Za słodyczami.
- A co jadłaś na wakacjach? - zagadnął przyjaciółkę Altair.
- W Hiszpanii typową hiszpańską kuchnię, podobnie jak we Francji. Teraz chcę zjeść nasze słodycze, i czarodziejskie jedzenie Wielkiej Brytanii. Tęskniłam za tym. - wyjawiła brunetka. - Jest tutaj tak wiele pyszności. Nie mogę się oprzeć, a powinnam trzymać dietę.
- Pochodzisz z Francji, i tam się urodziłaś czyli jesteś francuską, Nicole. - przypomniał jej brunet. - Poza tym we Francji jest bardzo wiele dobrych cukierni. Francja słynie z dobrej kuchni.
- Wiesz o co mi chodzi przecież, więc nie marudź, a pakuj. - odparła szybko, i zaczęła wrzucać wszystko po kolei do koszyka. Wpadały do niego; czekoladowe: węże, smoki, różdżki, czy też kocie uszy, mleczne rogi renifera oraz różnorodne ciasteczka czekoladowe. Chłopak wrzucał do swojej torby o wiele więcej niż dziewczyna. - Jak ja kocham magię, i słodycze!!
- Mają nawet ogony jednorożca. Super. - mruknął zadowolony chłopak, i wpakował lody do swojego koszyka. - Najlepsze są różane.
- Pochodzisz z rodu, w którym jest róża, więc już możesz skończyć z tym?
- Nie. - wzruszył obojętnie ramionami. - Jestem dumny z mego rodu.
- Nie mogę jeść tyle słodyczy, Altair. - stwierdziła dziewczyna, i wpakowała kolejne ciastka do koszyka. - Co ja robię?
- Czemu? - spytał zaskoczony. Włożył do swojego koszyka żelki jagodowe oraz żaby o smaku gumy truskawkowej. - Przecież to słodycze, Nicole. Należy je jeść.
- Nie chcę później spędzać godziny na siłowni, aby to zrzucić. Muszę przystopować z ich jedzeniem. Jednak są takie délicieux. - wyznała cicho, i wpakowała do koszyka cukierki z musem jabłkowym oraz waniliowym. - O rany Maksanty! Mają nawet cukierki tęczowe! - krzyknęła zachwycona, i wpakowała pudełka do koszyka. Były to cukierki w kolorach tęczy, każdy z nich o innym smaku odpowiednim do swojego koloru. - Le paradis en bouche!! - wykrzyknęła zachwycona.
- Są nawet cukierki z whisky oraz z alkoholem. Enfin, Ange. - oznajmił zadowolony, i wkładał różne pudełka do koszyka.
- Musisz? - spytała zirytowana dziewczyna.
- Gdybym nie musiałbym, to bym nie robił tego.
- Je suis sérieux.
- Przecież to tylko cukierki, Nicole. Nie przesadzaj. Nic innego. - mruknął cicho. Altair wiedział, że Nicole używa francuskiego gdy jest zła albo zachwycona. Można się domyślić, jaki teraz miała nastrój.
- Wiesz, że nie lubię kiedy tak robisz. Nie możesz kupić czegoś innego? Sklep ma tak duży asortyment, Altair.
- To moje pieniądze, skrzacie i nie mów co mam kupować. - wypowiedział zły chłopak, i przewrócił na nią oczami. - Co Ci do tego?
- Nie mogę się martwić? Jesteś moim przyjacielem. Wiesz, jak bardzo zależy mi na tobie.
- Możesz, jeśli nie będziesz przesadzać z tym zamartwieniem się. To mój wybór, Nicole, a nie wasz. - wymruczał. - To jest moje życie. Moje decyzję oraz moje błędy.
- Jak chcesz. - warknęła zła, i zaczęła kierować się do kasy. Chłopak przewrócił oczami na nią oraz jej zachowanie, i spokojnie dokończył swoje zakupy.
- Witam, panie Sang. - przywitał się sprzedawca z lekkim uśmiechem, i skinieniem głowy. - Jak pańskie zakupy, panie Sang? Nowe słodkości przypadły do gustu, panie Sang?
- Dobrze. - odparł krótko, i podał mu swój koszyk. Agis Rizos. Mężczyzna wyglądał, jak prawdziwy grecki bóg. Miał piękną, świetlistą śniadą cerę oraz trójkątną twarz. Posiadał on krótkie czarne włosy, których chciało się dotknąć oraz równie czarne, małe oczy, w których można by zatonąć. *Mężczyzna może być u Surm'a. Informować o tym co dzieje się na ulicy oraz o czarodziejach.
- Sześć aurgu, panie Sang. - powiedział sprzedawca, i zaczął pakować produkty do zielonej torby. Altair wręczył mu pieniądze, i wyszedł. - Do zobaczenia, panie Sang!! - krzyknął za nim mężczyzna.
- O witam, panie Sang! - przywitał go Cervus Pugmal, wyciągając do niego dłoń.
- Dobry, Pugmal. - wymruczał cicho, ściskając jego dłoń. - Zakupy z synem?
- Tak, Drake przesiaduję w księgarni. Wykupi chyba więcej niż powinien. - powiedział mężczyzna, i machnął ręką. - Moja żona natomiast wykupuję wszystkie butiki na ulicy. Nie ożeń się za szybko, Altair.
- Nie zamierzam.
- Izar będzie na najbliższym procesie?
- Nie. Ma konferencje w Akarag. - odparł brunet z chłodem w głosie. – Muszę iść. Do widzenia, Pugmal.
- Do zobaczenia, panie Sang. - powiedział mężczyzna, uśmiechając się do chłopaka.
- Już? - wyszeptała z uśmiechem Nicole, kiedy stanęła obok niego. - Czego chciał?
- Wypytać o proces.
- Czyj?
- Elbert Lawso. - wyszeptał cicho Altair. Zapadła chwilowa cisza między nimi. Był to znany przestępca. Zabił oraz krzywdził bardzo wiele czarodziejów, czy też ludzi. Został złapany kilka dni temu. O tym procesie mówił cały świat magii.
- Jak myślisz odwiedziny Fewada w tym roku szkolnym? - zapytała Nicole, gdy spacerowali po ulicy. Fewada to wyspa, stworzona z myślą o rozrywce oraz odpoczynku. Można tam imprezować, pójść do parku rozrywki, zobaczyć koncert, odwiedzić zamek strachu albo tajemnic. Wyspa jest pełna zabaw dla czarodziejów. Uczniowie mają okazję udać się tam raz w miesiącu oraz spędzić tam jeden weekend w maju. Jest to najbardziej wyczekiwane wyjście przez uczniów.
- Tak. Wyspa generuje bardzo dobre dochody, a Minister Magii nie zamierza zrezygnować z pieniędzy. - odparł. Wyspę zaraz na początku lata, zaatakowali kilku zwolenników Lorda Ciemności. Zniszczyli kilka sklepów, zabili dziesięciu czarodziejów, a później uciekli. Ministerstwo szuka ich nadal. - Minister przecież tak bardzo uwielbia zarabiać bez względu na konsekwencje.
- Pewnie masz rację. - zgodziła się. - Mam nadzieję, że zmienią w końcu tego zjeba, który zwie się Ministrem Magii. - rzuciła zła. - Nie rozumiem, jak można było go wybrać. To idiota.
- Minister się boi, więc prędzej czy później zrezygnuje. Od zawsze był strachliwym człowiekiem, który bał się własnego cienia. Nie wytrzyma presji. Jest słaby. - wymruczał Altair. - Wie, że Lord Ciemności będzie atakował, a on nie ma plany jak go powstrzymać.
- Oby tak było. - dodała Nicole z nadzieją. - Mam ochotę coś zjeść. Wejdziemy gdzieś?
- Tak, chodźmy. - zgodził się od razu Altair.
Chłopak zaprowadził dziewczynę do jego ulubionej kawiarni na ulicy. Często podczas zakupów udawał się tam z przyjaciółmi. Podawali tam pyszne jedzenia, a w kawiarni zawsze był spokój oraz cisza, co chłopak bardzo sobie cenił. Altair lubił spędzać czas w eleganckich kawiarniach albo restauracjach. Miejscach. Był wychowany na arystokratek, i przywykł do wysokiej jakości życia. Nie oznaczało to, że nie bywał w pubach bądź jadł tylko drogie jedzenie. Lubił zjeść nie tylko owoce morza, ale również burgera bądź pizzę z przyjaciółmi oglądając mecz. Altair starał się pogodzić życie arystokraty, osoby publicznej z życiem nastolatka. Był czystej krwi, więc wymagało się od niego więcej. Pochodził z bardzo szanowanego rodu, więc musiał coś udowodnić. Altair od zawsze chciał pokazać, że nazwisko oraz sława, to nie wszystko co ma. Chciał pokazać swoją wartość. Udało mu się to z wielkim sukcesem. Prowadził wiele własnych biznesów, nie będąc nawet pełnoletnim. Bardzo wiele czarodziejów brało z niego przykład. Altair był odważny. Jednak nie dzięki temu osiągnął sukces. Altair wierzył w siebie. W swoje plany, marzenia oraz cele, jakie sobie wyznaczał. To czyniło go lepszym. Dlatego potrafił osiągnąć sukces w tak młodym wieku. Wiarą w siebie.
"The Crown & Rose", uosobienia brytyjskiej elegancji, kawiarni schowanej za budynkami sklepu jubilerskiego oraz sklep ze sprzętem sportowym. Okolica była bardzo malownicza ponieważ niedaleko kawiarni znajdował się mały ogród. Ta kawiarnia, zlokalizowana w zabytkowym budynku z czerwonej cegły, zachwyca swoim tradycyjnym angielskim stylem. We wnętrzu dominuje ciepła paleta barw, z głębokimi odcieniami burgundu i morskiej zieleni, które komponują się z ciemnymi drewnianymi boazeriami i lśniącymi mosiężnymi akcentami. Wchodząc do środka od razu wyczuwalny jest zapach kaw oraz herbat, ale również słodkości. Goście mogą usiąść na wygodnych, skórzanych foteli i kanap, ustawionych przy oknach wychodzących na ogród. Ściany zdobią obrazy przedstawiające angielskie pejzaże, a na półkach widać starannie wyselekcjonowane książki, które dodają wnętrzu domowego ciepła. Eleganckie, marmurowe stoliki są ozdobione świeżymi kwiatami, a nad nimi zawieszone są kryształowe żyrandole, rzucające delikatne światło na całe miejsce. W tle słychać ciche dźwięki fortepianu, które dopełniają atmosferę relaksu i spokoju.
- Wow, jakie piękne miejsce. - wyszeptała Nicole z aprobatą. - Idealnie pasuje do Ciebie, smoczku.
- Miałaś tak nie mówić. - wywarczał zły Altair, odsuwając jej krzesło. - Chcę spędzić miły czas, więc nie prowokuj mnie.
- Dobrze, dobrze. - wyszeptała z uśmiechem dziewczyna. - Opowiesz mi...
- Dzień dobry, Altair. Witam, panienko Rimet. - przywitał się kelner z uśmiechem. - Co podać?
- Stars Hollow Blend oraz ciasto Central Perk. Dziękuję bardzo... Andoni. - powiedziała Nicole, uśmiechając się do chłopaka.
- La La Land Latte oraz Serce Oceanu. - odparł Altair, przekładając menu. - Będą ciastka Władca Pierścieni oraz Disney.
- Dobrze, zaraz przyniosę. - powiedział kelner, odchodząc od ich stolika.
- Joli. - wyszeptała Nicole, patrząc na kelnera. - To może okazać się moja przyszła randka...
- Nicole, uspokój się. - wymruczał zdegustowany chłopak. - Pracuje dla moje przyjaciela. Zostaw go.
- Wiem, ale on jest taki beau. - wyszeptała dziewczyna, wracając wzrokiem do kelnera. Mężczyzna ma ciemne, gęste włosy, lekko potargane, jednak to dodaje mu tylko uroku. Skóra jest gładka, opalona o równomiernym kolorycie. Jego malachitowe oczy są duże i wyraziste, z długimi rzęsami. Brwi są mocno zarysowane i gęste. Usta pełne, o naturalnym, różowym odcieniu. Ma także lekki zarost, dodający mu męskości. - Dlaczego znalezienie odpowiedniego chłopaka jest takie trudne?
- Zawsze szukasz tego nieodpowiedniego, Nicole. Nie szukasz tego co da Ci szczęście oraz będzie Cię wspierał, ale tych mauvais garçon. - odpowiedział Altair, kiwając do kelnera, który położył ich zamówione dania. - To twój główny problem w wyborze partnera.
- Może tak, jednak chcę się bawić. Jestem młoda, i chcę korzystać z życia.
- Pamiętaj, że twoi rodzice mogą znaleźć Ci męża, więc dobrze mieć kogoś na oku.
- Wiem. - wymruczała cicho, upijając łyk swojej orzeźwiającej herbaty. - Myślisz, że będą chcieli nas połączyć?
- Media wiedzą, że przyjaźnimy się od lat, i nie kupią tego. Pomyślą, że coś ukrywamy. - powiedział, przewracając stronę gazety. - Poza tym mamy jeszcze innych przyjaciół...
- Błagam, ślub z wami to będzie ostatnia rzecz jakiej pragnę. - mruknęła z uśmiechem. - Dobrze, więc opowiedz o tych istotach burzowych. Jak bardzo niebezpiecznie było?
- Byłem przygotowany. - zaznaczył. - Nie udało mi się przy pierwszym razie, więc długo ćwiczyłem. Musiałem spróbować raz jeszcze. Nicole, nie zważałem na konsekwencje.
- Dlaczego? Czemu to tak ważne?
- Mój pradziadek stworzył to co bronią istoty.
- Altair. - wyszeptała ze łzami w oczach. - Wiem, jak ważny był dla Ciebie. Rozumiem to, jednak nie oczekuj ode mnie, że nie będę się martwić. Naprawdę uważaj na siebie.
- Wiem. - powiedział cicho, kiwając głową. Altair nie był uczuciowy. Wiedział, że jest jego przyjaciółka, i wiele dla niego znaczyła, jednak okazywanie emocji nie było dla niego normą. Nie potrafił tego robić. Jego przyjaciele wiedzieli, że zawsze mogą liczyć na niego oraz jego sarkastyczne uwagi.
- Ataki Lorda będą się powtarzać? Będą bardziej brutalniejsze?
- Będą. - potwierdził szeptem. - Chcę pomścić swojego ojca, więc będzie atakował z całą mocą. Nie cofnie się przed niczym, dlatego musimy być przygotowani.
- Będzie chciał zaatakować któregoś z uczniów?
- Szkoła ma dobre zabezpieczenie, ale jego zwolennicy mogą być w Mentha. Uczniowie albo pracownicy. - wyjawił chłopak. - Dlatego musimy uważać. Lord musi coś planować. Pokazać swoją siłę oraz bezsilność Ministerstwa.
- Będzie chciał rozpocząć wojnę?
- Jest na to za słaby. Nie szuka wojny, a jedynie zemsty. - mruknął brunet. - To jego główny cel. Nic innego go nie interesuje.
- Słyszałeś o planach Ministrów na nowe zmiany w Kodeksie Czarodziejów?
- Tak, słyszałem. - potwierdził brunet, przewracając oczami. - Władze planują wprowadzić bardziej restrykcyjne zasady dotyczące wykorzystywania magii w miejscach publicznych. - powiedział chłopak z obrzydzeniem. - Co o tym sądzisz?
- Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia na ten temat. - zaczęła. - Z jednej strony rozumiem, dlaczego takie zasady są potrzebne. Niektórzy magowie nadużywają swoich mocy, i powodują chaos w społeczeństwie. Jednak to brzmi dla mnie, jak chęć większej kontroli czarodziejów.
- Masz rację, Nicole. - mruknął. - Wiele czarodziejów korzysta ze swoich mocy w nieodpowiedni sposób, jednak nie powinno się kontrolować w taki sposób. W miejscach magicznych, gdzie są czarodzieje magia powinna być wolna. Ograniczenia powinny być w świecie mundan.
- Może warto rozważyć wprowadzenie lepszych systemów monitorowania, i kontroli magii. Na przykład, można by stworzyć specjalne jednostki, które byłyby odpowiedzialne za nadzór nad korzystaniem z magii w miejscach publicznych. To mogłoby pomóc w identyfikowaniu i karaniu tych, którzy nadużywają swoich mocy w nieodpowiedni sposób. - powiedziała dziewczyna. - Ministerstwo nie może nas w taki sposób chcieć kontrolować.
- To brzmi sensownie, Nicole. - poparł ją chłopak, myśląc intensywnie. - Takie rozwiązanie mogłoby zapewnić większe poczucie bezpieczeństwa dla społeczeństwa, jednocześnie umożliwiając magom, którzy są odpowiedzialni, swobodne korzystanie z magii. Jeżeli jestem w magicznym miejscu, to nie powinienem mieć ograniczonej możliwości.
- Dokładnie, Altair. - zgodzili się przyjaciele. - Ważne jest, aby znaleźć kompromis między ochroną społeczeństwa a poszanowaniem wolności magów. Mam nadzieję, że władze będą otwarte na takie rozwiązania, i uwzględnią nasze sugestie. Wiem, że Minister nie chcę protestów, a wiele czarodziejów zapowiedziało, że takie będą.
- Jednak główny cel, to ograniczenie działalności Lorda Ciemności. Ministerstwo będzie mogło szybciej zareagować, i to wielu czarodziejów przekonuje. - wymruczał. - Jednak to tylko sprytny sposób, aby móc mieć kontrolę nad nami.
- Altair, Ministerstwo nie zamierza Ciebie kontrolować. Wiesz jak tego unikać. - powiedziała kobieta z uśmiechem.
- Alani. - powiedział Altair, obejmując kobietę w pasie. - Jak podróż? Bez komplikacji?
- Och, wiesz jakie są Chiny, i ich głupota na punkcie bezpieczeństwa. - wyszeptała kobieta, machając ręką. - Byłabym o wiele szybciej, jednak wciąż mam dużo czasu do przyjęcia.
- Witam, Alani. - przywitała się Nicole, przytulając kobietę. - To prawie południe, więc sklepy wciąż otwarte.
- Właśnie to uwielbiam tu! - powiedziała ze śmiechem kobieta, upijając łyk kawy. - Tak bardzo tęsknię, gdy wyjeżdżam. Jednak cóż zrobić taka praca.
- Zgodziłaś się. - przypomniał jej Altair. - Jak Chińczycy reagują na Lorda Ciemności oraz jego ataki?
- Och, od razu interesy. Wyluzuj, giovane! - mruknęła z uśmiechem. - Nie są zbyt zainteresowani tym. Uważają, że to bardziej problem Ministerstwa Wielkiej Brytanii niż Chińskiego. Poza tym wielu twierdzi, że Lord Ciemności jest zbyt słaby, aby zdobyć władzę.
- Jasne, rozumiem. - wymruczał chłopak, przyglądając się kobiecie. Czarodziejka ma długie, gęste włosy o ciemnym kolorze, które pięknie falują. Jej włosy są tak czarne jak noc i lśnią delikatnymi refleksami. Często ozdabia je w kolorowe wstążki lub misternie wykonane upięcia. Jej skóra jest jasna i promienna, o subtelnym złocistym odcieniu. Ma delikatne rysy twarzy, piękne, wyraziste brwi oraz długie, gęste rzęsy, które dodają jej tajemniczości. Jej oczy są głęboko brązowe, pełne mądrości, dobroci i magii. Jej nos jest delikatnie zagięty, a usta mają naturalny różowy kolor, bardzo często podkreśla je delikatnym błyszczykiem. Czarodziejka ma szczupłą, smukłą sylwetkę i eleganckie, zmysłowe ruchy. ~Alani była wieloletnią przyjaciółką mojej matki. Znam ją od małego, i często traktowała mnie jak młodszego brata. Dla mnie była bardzo ważna. Pracuję jako Ambasador Chin. Ma sporą wiedzę o świecie magii oraz duże umiejętności magiczne. Jest wieloletnią przyjaciółką mojej matki, więc często zajmowała się mną oraz rodzeństwem. Była jedną z takich osób, z którymi chcesz spędzać czas.~ - Wiecie, że Ministerstwo planuje wprowadzić zmiany w procedurach handlu magicznymi artefaktami. Co o tym myślicie? - zagadnął dziewczyny, aby nie mówiły o ubraniach ani o niczym związanym z balem.
- Chodzi o zapobieganie nielegalnej sprzedaży, i wykorzystywaniu artefaktów w złych celach. Jestem za tej zmianie. - odparła Nicole. - To dobre dla czarodziejów. Mniej niebezpiecznych artefaktów w sprzedaży.
- Ja natomiast myślę, że trzeba zakazać sprzedaży tych najbardziej niebezpiecznych. Dobrze wiemy, że zawsze znajdzie się wyjście, aby ominąć nakazy oraz restrykcje. - mruknęła Alani. - Trzeba pomyśleć też o młodych czarodziejach, którzy mogą nieświadomie kupić coś niebezpiecznego, i o tych, którzy mogą zostać skrzywdzeni albo skrzywdzić kogoś innego.
- To prawda, ale edukacja i świadomość są kluczowe, a nie zakazy i restrykcje. Ludzie powinni wiedzieć, jak bezpiecznie obchodzić się z magią.
- Altair, rozumiem twój punkt widzenia. - zaczęła Alani. - Jednak pamiętaj, jak wiele jest nieświadomych czarodziejów. Nie każdy zna się na takich przedmiotach. Poza tym nie bez przyczyny są niebezpieczne. Rodzice się boją. - wyszeptała cicho, rozglądając się na boki. - Lord atakuje, i zaczynają panikować. Pytają, czy w szkole będzie bezpiecznie oraz czy Lord zacznie wojnę. Ministerstwo nie wie, co robić ani jak reagować.
- Jak zawsze. - prychnął brunet, przewracając oczami. - Oni nigdy nie wiedzą co robić oraz jak reagować. Za to bardzo dobrze idzie im wydawanie pieniędzy podatników.
- Żaden kraj nie ma idealnej polityki ani idealnego przywódcy. Każdy z nas jest inny, i każda z nas ma swoje zdanie, i każde jest równie ważne.
- Dobrze wiesz, że nie, Alani.
- Gdy masz odwagę powiedzieć, co Ci się nie podoba, to twój głos jest ważny. Nie zmienisz świata milcząc. - powiedziała Alani z uśmiechem. - Jednak to już wiesz, prawda?
- Tak, wiem.
- Okay, dzieciaki zamierzacie zrobić jakąś imprezę przed szkołą? - zapytała, zmieniając temat Alani z szerokim uśmiechem. - Taką jak, co roku czy może coś innego?
- Ja myślałam o imprezie na wyspie, jednak teraz odpuszczę. To niezbyt pewne miejsce. - mruknął Nicole. - Dobrze by było znaleźć miejsce, gdzie zaprosimy więcej ludzi ze szkoły. Nie tylko dla wtajemniczonych.
- Jednak to impreza dla wtajemniczonych, Nicole. Dlatego to robimy. - sprzeciwił się chłopak. - To jest nasza tradycja.
- Tak, jednak możemy trochę ją zmienić. Poza tym dobrze byłoby zaprosić nowych.
- Skąd to wiesz? - spytał zły Altair.
- Dowiedziałam się, że pierwszy to Olivier Wilson. Nieźle nie?
- Skąd to wiesz? - powtórzył wściekły. - Nicole.
- Mam swoich ludzi. - odparła z uśmiechem na twarzy. - Nie tylko ty ich masz, Altair. Ja również, i nie próbuj mi tu ściemniać.
- Plotki. Nicole to plotki. - mruknął chłopak.
- Czyli nie dołączy do nas?
- Będzie w szkole, ale nie rób afery z tego. To tylko kolejni uczniowie. - potwierdził brunet.
- Damien to łapacz. Irene to uzdrowicielka. Zakażenia magiczne. - mówiła, nie zwracając uwagi na słowa chłopaka. - Zapewne będzie mądry ponieważ pochodzi z bogatego oraz znanego rodu, i być może przystojny. - szeptała. - Ciekawe czy zna się na czarnej magii.
- Mówisz to tylko dlatego, że chodził do takiej, a nie innej szkoły?
- Nie. - zaprzeczyła od razu. - Oczywiście, że nie, ale tam na lekcjach uczą czarnej magii, więc chłopak na pewno musi potrafić coś z niej. W końcu tam normalnie mogą uczyć się jej na lekcjach.
- Jednak dbają, a raczej starają się dbać o to, aby uczniowie używali tego na lekcji oraz pilnują, żeby się nie uzależnili. Jednak sama dobrze wiesz jak jest. - odparł Altair, i spojrzał na nią jednoznacznie.
- Znasz tego drugiego?
- To dziewczyna.
- Ciekawe, czy jest ładna? - spytała Nicole, i szturchnęła jego ramię. - Jeśli tak to zapewne będzie miała ciekawie w szkole ponieważ wiele chłopaków będą próbowali ją poderwać.
- Nie kombinuj. Nic Ci nie powiem. - prychnął zimno, i spojrzał na nią cwano. - Zobaczysz kto to jest dopiero w szkole, Nicole.
- Jakiej jest krwi?
- Przecież tak nie zwracasz na to uwagi, więc po co Ci ta wiedza?
- Wiem, ale dzięki temu dowiem się więcej o jej rodzinie oraz niej samej. - wyjaśniła dziewczyna, i utkwiła w nim swoje ciekawskie oczy. - Więc?
- Czysta, ale i tak Ci to nic nie da.
- Czemu? - spytała zdziwiona. - Każdego można znaleźć, Altair.
- Nigdy nie chodziła do żadnej czarodziejskiej szkoły.
- Dlaczego?
- Chorowała. Nie radzę Ci jej przepytywać. To będzie dla niej duży szok. Nowi ludzie, zaklęcia oraz miejsca. Daj jej lepiej spokój. - powiadomił zimno, i spojrzał na nią poważnie. - Jesteś w stanie to wykonać?
- Przecież mogę pokazać jej szkołę. Zapoznać z zasadami oraz całą resztą. - zaproponowała od razu Nicole. - Jestem miła, towarzyska oraz przyjazna. Znam tą szkołę, jak własną kieszeń. Chętnie ją oprowadzę.
- Nie. Zrobią to prefekci.
- Niech będzie. Tylko z dziewczyną lepiej by się poczuła.
- Czemu? - spytał zdziwiony. - Tutaj chodzi o pokazanie szkoły, Nicole.
- Jaki ty jesteś czasami głupi, Zeus. - stwierdziła, i przewróciła oczami. - Jest dziewczyną, a statystycznie każdej dziewczynie podobasz się. Jeśli ty będziesz ją oprowadzać możesz ją spłoszyć bądź wystraszyć.
- Czemu?
- Jesteś przystojny. Może się stresować. Jesteś tym Altair’em Sang’iem. Nie dość, że przystojny to jeszcze z dobrego rodu oraz piekielnie bogaty. Partia dla każdej. - wyszeptała. - Poza tym jesteś niezwykle utalentowany magicznie oraz popularny w szkole. Dla kogoś nowego będzie, to niezwykle stresujące.
- Ona nie wie, co to mój ród oraz ja ponieważ nigdy tutaj nie była. - wyjaśnił Altair, czym zszokował dziewczynę. - Ona nie ma żadnej wiedzy o tym świecie, Nicole. Nie wiedziała nawet, że on istnieje, dlatego to będzie dla niej podwójny stres oraz szok. Dlatego zostaw ją w spokoju. - wyjaśnił, i obserwował jej zaskoczoną minę.
- Wow, dziewczyna musi dowiedzieć się wszystkiego o świecie magii. - stwierdziła. - Ma straszne zaległości w szkole oraz wiedzy. Dodatkowo jest czystej krwi, co jest jeszcze bardziej stresujące. Nie będzie jej łatwo.
- Dlatego nie utrudniaj tego.
- Z kim nadrobi zaległości?
- Nicole, to nie twój interes. - wymruczał chłopak, przenosząc wzrok na Alani. - Będziemy już się zbierać. Mamy przed sobą jeszcze sporo sklepów.
- Okay, ty idź pierwszy ja muszę jeszcze porozmawiać o czymś z Alani. - mruknęła Nicole.
- Jasne, do zobaczenia.
- Jasne, do zobaczenia na przyjęciu. - pożegnała się kobieta z Altair'em. - A więc...
- Hej, Andoni. Mogę rachunek?
- Spica przekazuj pozdrowienia oraz kazał powiedzieć, że nie będziesz płacił w jego lokalach, Altair. - mruknął z uśmiechem. - Również mam przekazać, żebyś wziął paczkę na dzisiejsze przyjęcie.
- To nie przejęcie. Tylko niezwykła kolacja z moją rodziną. - wymruczał, pomniejszając paczkę. - Jest jeszcze jedno. Nicole chciała twój numer, jednak nie chcę aby było dziwnie przez to później.
- Jasne, rozumiem. Jest bardzo ładna, i też nie chciałbym później dziwnie się czuć przy was.
- Dzięki, do zobaczenia. - pożegnał się, wychodząc na zewnątrz. ~Wiedziałem, że Nicole jeszcze nie skończyła. Ciekawi mnie o co jej chodzi. Bardzo dziwnie się zachowuje. Jakby coś ukrywała, a to mi się nie podoba. Przyjaźnimy się za długo, abym nie wiedział co się dzieje. Usłyszałem hałas, dobiegający za sklepem. Wyciągnąłem różdżkę, i udałem się tam po cicho. Nie wiedziałem, czy to ludzie Lorda, jednak nie mogłem tak tego zostawić. Wyjrzałem za rogu sklepu, i spostrzegłem, że to tylko banda dzieciaków, którzy zamierzają pobić jakiegoś młodszego dzieciaka.~ - Co tu robicie? Nie macie lepszych rzeczy do robienia? - zapytał Altair, celując w nich różdżką. - Co to ma być?
- Nic... My tylko...
- Wypad. - wywarczał Altair, a chłopaki szybko uciekli nie oglądając się za siebie. Brunet uklęknął obok dzieciaka oglądając jego twarz. - Czemu to zrobili?
- Pewnie przez moje pochodzenie. Urodziłem się w mundan. - wyszeptał ze łzami w oczach. - Zaczęli mnie wyzywać oraz kopać. Naprawdę chcieli mnie skrzywdzić...
- Już, spokojnie. Jesteś już bezpieczny. - mruknął chłopak, pomagając mu wstać. - Z kim tu jesteś?
- Rehan, ryś.
- To idiota. - warknął wściekły. - Gdzie on jest?
- Powiedział, że idzie coś zjeść, a ja mam dokończyć zakupy sam...
- Ej, gdzie ty znów łazisz? - warknął Rehan. - Miałeś robić zakupy, idioto...
- Jeszcze słowo, a pożałujesz, Duke. - wyszeptał Altair, przykładając mu różdżkę do gardła. - Masz go pilnować, nie spuszczać z niego wzroku. Takie było twoje zadanie, Duke.
- Miał kupić...
- Masz go pilnować, Duke. - wywarczał, przyciskając go do ściany. - Znikasz na chwilę, i od razu atakują go rysie? Aż tak nisko upadłeś, Duke? Nie musisz odpowiadać...
- Zostaw mnie, Sang...
- Jeszcze nie zacząłeś szkoły, a już masz miesięczny szlaban. Nieźle, Duke.
- Nie możesz...
- Mogę wszystko. - wymruczał, dociskając różdżkę na jego gardle. - Dzieciak nie jest już pod twoją opieką. Możesz pożegnać się z stanowiskiem prefekta, Duke.
- Nie masz prawa...
- Chodź, mały. - powiedział Altair, odchodząc z dzieciakiem. Nie zamierzał rozmawiać z chłopakiem ani na niego patrzeć, teraz chciał jedynie pomóc chłopcu. Zaprowadził go do restauracji. - Andoni, zadzwoń po Teofil'a. Ma przyjść natychmiast...
- Co się stało?! - wykrzyknęła Nicole ze strachem, kucając obok chłopca na zapleczu. - Kto to zrobił?
- Rysie. - wymruczał Altair. - Alani, zajmujesz się nim?
- Tak, chodź mały. - wyszeptała kobieta, wyciągając do chłopca rękę.
- Coś się stało?
- Banda Ruiz'a napadła go, gdy Duke zostawił dzieciaka. Zaplanowali to. - wymruczał wściekły Altair. - Pobili dzieciaka tylko ze względu na jego pochodzenie. Co za podli...
- Altair. - wyszeptała Nicole. - Teraz jest bezpieczny. Nie martw się, dobrze...
- Andoni, daj mu coś do zjedzenia. Pewnie jest głodny. - mruknął. - Jak przyjdzie Albu, to przekaż mu aby wziął go na dalsze zakupy, a później niech zabierze go do kawiarni albo na lody, i dopilnował by bezpiecznie dotarł do domu.
- Jasne, oczywiście. - odpowiedział Andoni, wracając na salę.
- Altair to jest straszne. Jak mogli to zrobić? Zaplanować...
- Chodźmy na ulicę prostokątną. - zarządził chłopak, wychodząc z restauracji. Nicole nie skomentowała jego zachowania. Wiedziała, że był zbyt wściekły, i również że naprawdę chciałby coś zrobić. Cieszyła się, że powstrzymał się, i zabrał chłopca w bezpieczne miejsce.
Oboje zaczęli kierować się na sam początek ulicy kwadratowej, a później przeszli przez aleję odzieżową, aby zacząć kierować się ciemnymi, wąskimi uliczkami, gdzie ściany urodzone były krwią, a w powietrzu czuć było bardzo nieprzyjemny zapach. Nicole zasłoniła twarz z obrzydzeniem. Niewiele tutaj było świateł albo lampek, dlatego chłopak wyciągnął różdżkę, i zapalił ją. Dzięki temu łatwiej było im przejść przez wąską oraz niebezpieczną uliczkę. Po niespełna kilkudziesięciu minutach dotarli do swojego celu. Teraz weszli na długi, kamienny most. Nicole musiała chwycić za rękę Altair’a ponieważ schody ciągle poruszały się w górę oraz dół, a dziewczyna bała się, że nie złapię równowagi, i przewróci się na zimny most albo spadnie z niego. Nie chciała tego dla siebie oraz swojego ubrania. Po kilku minutach morderczej dla dziewczyny przechadzki dotarli do długiej, wysokiej oraz czarnej bramy, nad którą złotymi literami wisiała nazwa ulicy.
„Ulica prostokątna." Dziewczyna zawsze czuła się źle oraz niekomfortowo, kiedy tutaj przychodziła. Nigdy nie poszłaby tam sama, za bardzo się bała. Ulica była niebezpieczna, i za nic w świecie nie wybrałaby tego miejsca na szkolne zakupy. Za bardzo przerażała ją sama ulica, i jej mrok oraz nieciekawi czarodzieje, którzy tutaj się kręcili. Pójście samemu, i to jeszcze w jej wieku na tą ulicę, to czyste samobójstwo. Dlatego Nicole wybierała się tutaj zawsze z wsparciem. Dziś był nim Altair.
Ulica prostokątna była mroczna, ciemna oraz zimna. Dziewczyna czuła się tak jakby odwiedziła Piursn ponieważ tam również ciągle było zimno. Panował tutaj przerażający chłód, który zawsze powodował dreszcze na jej ciele. Nicole żałowała, że nie zabrała ze sobą ciepłej bluzy lub kurtki. Nie było tutaj lampek ani promienie słońca nie docierały do ulicy, więc było tutaj bardzo ciemno, jakby ciągle był chłodny, ciemny zimowy wieczór. Większość czarodziei korzystało z zapalonych różdżek, tak jak oni teraz. Sama droga była wykonana z czerwonego kamienia, i ciągle błyszczała nowością, tak jakby nikt wcześniej nigdy po niej nie chodził, a było to kłamstwo ponieważ codziennie, tysiące czarodziejów z całego świata odwiedzało to miejsce. Można było tutaj dostać wiele cennych przedmiotów, ale również często te zakazane albo trudne do zdobycia. W niektórych krajach nawet karane więzieniem. Nie było tu kwiatów, drzew ani ciepłych kolorów, a smród, chłód oraz ciemne budynki. Jednak czarodziejów to nie odstraszało, i tego dziewczyna nie potrafiła zrozumieć. Przychodzili tutaj liczną grupką, i bawili się w najlepsze. Na tej ulicy wiele było klubów nocnych, gdzie czarodzieje imprezowali do rana. Kiedy wracali do domu, to brali eliksiry, i byli gotowi na kolejny dzień w pracy.
Ulica prostokątna była ogromną ulicą, o wiele większą niż ulica kwadratowa ponieważ wszędzie znajdowały się skręty, które prowadziły do coraz to nowego oraz większego sklepu. Nicole raz spytała Altair’a ile dokładnie jest tutaj sklepów, ale nawet on nie znał na to odpowiedzi ponieważ ciągle otwierały się tutaj nowe sklepy albo budowane były budynki mieszkalne, hotele bądź restaurację. Można było dostać tu wszystko czego się zapragnęło. Od eliksirów, magiczne przedmioty po trucizny oraz miecze. Wszystko czego czarodziej potrzebował. Wszystko było podzielone na domki oraz oddzielone od siebie na kilkadziesiąt cali, dlatego można było swobodnie poruszać się między sklepami. Nicole mimo tego, że nigdy nie przyszłaby tu sama ponieważ bała się tej ulicy, to i tak lubiła tutaj przychodzić na zakupy. Z wsparciem. Można było kupić tutaj nie tylko niebezpieczne rzeczy, ale i te niezwykle potrzebne, wykonane z wysokiej jakości materiałów oraz trudno dostępne. Można było kupić tutaj wszystko. Nicole nie wierzyła, czy faktycznie tak było, ale nie chciało jej się tego sprawdzać. Wolała poświęcić swój czas na coś zupełnie innego. Jednak ulica od zawsze ją ciekawiła, i chciała odwiedzić każdy z tych sklepów oraz obejrzeć wszystko, co mają oni do sprzedania. Uwielbiała zakupy, nawet w takim miejscu.
- Pójdziemy do owocowego smoka? - spytała dziewczyna, a chłopak skinął głową. Udali się na sam środek ulicy, gdzie mieścił się duży bar z różnymi koktajlami oraz drinkami. Sam bar był urządzony z wielką klasą. Zaraz po przekroczeniu czarnych, ciężkich drzwi wchodziło się do dużego, prostokątnego pomieszczenia. Na całym pierwszym piętrze mieściły się stoliki wraz z krzesłami dla klientów baru, a po lewej stronie ustawiony był bar z krzesłami. Natomiast na drugim piętrze zbudowany były regały, na których ustawiono różne szklane butelki z alkoholem. Wielu czarodziejów uznawało ten bar za najlepszy bar w magicznym świecie. - Dużo dziś klientów.
- Co chcesz?
- WWS. - odpowiedziała dziewczyna, i obserwowała jak chłopak udaje się do baru. Nie patrzyła nigdzie indziej, a tylko na niego. Pijani czarodzieje byli bardzo niebezpieczni, a ona nie chciała z nimi zadzierać. Jednak wiedziała, że przy chłopaku może czuć się bezpiecznie.
- Dzień dobry, panie Sang. - przywitał się właściciel sklepu, kiedy wyszedł ze swojego biura, i skłonił się nisko. - Jak pan się czuję, panie Sang?
- Dobrze. - odparł chłopak, i wzruszył ramionami obojętnie. - Dwa razy WWS.
- Dobrze, oczywiście, panie Sang. Mark rób dwa razy WWS, dla pana Sang’a. - mruknął mężczyzna do barmana. Altair uniósł głowę, i spojrzał na właściciela baru. Mężczyzna posiadał ciemnozłotą skórę, na której dumnie prezentował swoje tatuaże. Jego małe oczy miały żółty odcień, a długie włosy były ciemnobrązowe oraz falowały na końcach. Ubrany był w czarną, długą, szatę oraz posiadał miecz, który trzymał na plecach. - Jak pańskie zakupy, panie Sang? Wszystko jak należy?
- Dobrze. - odpowiedział krótko, i obserwował jak Mark wlewa do szklanek whisky, wódkę, i sok z malin oraz lipy. - Dużo klientów?
- Większość czarodziejów zamawia sobie alkohol do domu, a tutaj na miejscu przeważnie tłumy zaczynają się już wieczorami, panie Sang.
- Czyli wiele osób korzysta z takich udogodnień?
- Bardzo wiele. - potwierdził mężczyzna. - Na samym początku uznałem to za szalony pomysł, ale teraz coraz bardziej mi się on podoba. Czarodzieje przekonali się do tego, panie Sang.
- To jednak ułatwia im życie. - odparł Altair, i położył dwie pecde na barze. - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, panie Sang!!
- Znów dużo mówił? - spytała brunetka, jak stanął obok niej, i podał jej kubek z alkoholem.
- Jak zwykle. - mruknął chłopak obojętnie. Nicole poprawiła swoją różową bluzkę, i spojrzała na niego uważnie.
- Rozmawiałeś może z Diodor’em? - zapytała niby od niechcenia. Jego szczęka zacisnęła się mocno.
- Nie. - odparł chłodno.
- Kiedyś będziesz musiał z nim porozmawiać, Altair.
Chłopak nie odpowiedział na jej słowa ponieważ nie miał na to ochoty, a otworzył drzwi do kolejnego sklepu.
„Pod rumiankiem.” – informował zielony szyld nad sklepem. Wnętrze apteki pogrążone było w chłodzie oraz ciepłych lampek, które ustawione były pod samym dachem. Natomiast w całym pomieszczeniu unosił się piękny zapach rumianku, który roznosił się wszędzie. Sklep został podzielony na piętra. Na parterze można było zrobić zakupy, a na pierwszym piętrze siedzieli różni podejrzani czarodzieje, którzy grali w gry karciane na pieniądze albo pili alkohol, natomiast na drugim piętrze budynku mieściły się pokoje dla pracowników.
- Dzień dobry, panie Sang. - przywitali się ludzie z górnego piętra. - Miłego dnia, panienko!
- Witam. - odparł Altair, i zaczął prowadzić dziewczynę po pomieszczeniu. Włożył do swojej torby dwie fiolki soku wężowego, i ruszył wzdłuż regału.
- Co będziesz chciał zrobić z tych składników?
- Eliksir. - odpowiedział krótko, i spojrzał na nią jednoznacznie. - A co myślałaś?
- Wiem, Altair! - syknęła zła Nicole, i przewróciła oczami. - Chodziło mi o to jaki dokładnie chcesz zrobić eliksir z tych składników?
- Jeszcze nie zastanawiałem się nad tym, Nicole.
- Więc po co to kupujesz?
- Mam braki w swojej skrytce, więc muszę ją uzupełnić. - wymruczał. - W wolnej chwili pomyśle nad tym, co będę z nich przyrządzał. Poza tym zawsze dobrze, je mieć przy sobie ponieważ bywają potrzebne.
- Jednak niektóre są niebezpieczne, a posiadanie niektórych z nich jest zabronione, Altair. - rzekła brunetka cicho, i owinęła bardziej swoje zmarznięte ramiona. - Nie boisz się tego. A co jeśli napiszą o tym?
- I co z tego, Ange? Jeśli chcesz możesz na mnie donieść. Mam to gdzieś, Nicole. Poza tym media rzadko tu wchodzą. Przepędzają ich.
- To z tego, że ktoś może je znaleźć, i zrobić sobie krzywdę.
- Dostęp do nich mam tylko ja, więc to jest niemożliwe, Nicole. Wyluzuj. - powiedział chłopak znudzonym głosem, i włożył do torby opakowania z jajami Flob’a.
- Flob to jedno z najbardziej obrzydliwych oraz niebezpiecznych stworzeń jakich znam, i na samą myśl mam dreszcze. - odparła dziewczyna, i poczuła dreszcz na myśl o stu osiemnastu calowym pająku.
- Są o wiele bardziej groźniejsze stworzenia niż on, Nicole.
- Jednak ten jest obrzydliwy oraz ohydny. - mruknęła, trzęsąc się z obrzydzenia. - Dégoûtant.
- Sama często jesz jego jajka, więc wtedy to nie jest obrzydliwe?
- Jem ponieważ są zdrowe oraz dobre. Jem je niezbyt często ponieważ częściej wolę jeść sałatki albo zdrowe koktajle. - wyjaśniła. - Poza tym kupuję je albo zjadam już gotowe, i nie muszę patrzeć na to obrzydliwe stworzenie.
- Jesz też niezdrowe przekąski albo jedzenie. Słodycze. Kogo oszukujesz mnie, czy swojego francuza? - zakpił chłopak.
- Nie jest mój.
- A może być twój, tylko wtedy jak weźmiesz się za to.
- Nie chcę tego robić. Wole bardziej poczekać na jego ruch. - wymamrotała dziewczyna, i obserwowała różne przedmioty. - Idziemy już?
- Nie, mam jeszcze wiele rzeczy do kupienia.
- Nie możesz dokończyć sam tych zakupów?
- Czemu?
- Zimno mi.
- Nie. - zaprzeczył zirytowany, i włożył do torby opakowanie z grzybami Grsan.
- To obrzydliwy grzyb. Jak można jeść coś, co jest gorzkie?
- Sam grzyb jest gorzki, ale w sałatkach tego nie czuć.
- Jednak gdy zjesz samego grzyba, to już nie jest tak wesoło, Altair. Bardziej wole zjeść grasan niż tego gorzkiego grzyba. - odrzekła Nicole, i spojrzała krytycznie na opakowanie. - Co teraz kupisz? Może dla odmiany coś mniej obrzydliwego?
- Muma. Nie jest obrzydliwa, a całkiem ładna.
- To prawda. - zgodziła się z nim, i spojrzała na kwiat. Miał bardzo ładny odcień niebieskiego. Była bardzo piękna oraz bardzo mała. Trzeba było dobrze się jej przejrzeć, aby ją zobaczyć w całość. Jednak to Nicole lubiła w niej najbardziej. - To, i spadamy?
- Niech Ci będzie. Mam już dosyć twojego gadania. Czemu tak trudno jest Ci tu wysiedzieć?
- Zimno tu. - powtórzyła zła.
- Nie przesadzaj. - skwitował chłopak zirytowany, i podeszli do kasy. Czarnowłosy nacisnął dzwonek, wyczekując kasjera. Po chwili z zaplecza wyszedł mężczyzna. Był wysoki, szczupły oraz słabo zbudowany. Miał długie, tłuste, brązowe włosy oraz ciemne oczy. Na widok Altair’a uśmiechnął się. Miał żółte zęby, a Nicole wyczuła nieprzyjemny zapach z jego ust. Przeszły ją dreszcze. - Dzień dobry.
- Och, cóż za gość!! Wiedziałem, że Pan wróci, panie Sang. - powiadomił, gdy stanął bliżej nich. Altair jedynie skinął głową, i podał mu torbę. Czarodziej machnął nad nią różdżką. - To będzie 8 arbuzów, panie Sang. - odparł. Kiedy chłopak wyciągał pieniądze mężczyzna przeniósł wzrok na dziewczynę. Miała na sobie różowy top, czarne, obcisłe spodnie oraz białe adidasy. Uśmiechnął się, i puścił jej oczko. Dziewczyna skrzywiła się. ~Co za oblech!~ Altair położył pieniądze na blat. ~Dłużej się nie dało!~ Zabrał torbę, i wyprowadził ją szybko ze sklepu.
- Co za bezczelny, obleśny typ! - krzyknęła wściekła, jak drzwi się za nimi zamknęły.
- Nie przejmuj się. Pierwszy raz od dawna zobaczył dziewczynę to mu odbiło. - odparł spokojnym głosem, chowając pomniejszoną torbę do kieszeni.
- I co z tego?! - warknęła zła.
- Nie krzycz. - upomniał ją, i zaczął iść przed siebie.
- O co Ci teraz chodzi, Altair?! - krzyknęła za nim zła dziewczyna. - Co to miało być? "Dawno nie widział dziewczyny." To twoje wytłumaczenie?!
- Nicole! - warknął wściekły, i chwycił ją za rękę. Zaprowadził za ścianę jednego ze sklepów. - Nie mogę reagować agresją ani w inny sposób. Robię interesy z nim. Nie podoba mi się to, ale on zawsze tak się zachowuje. Gdybym mógł, to bym coś zrobił. Jednak w sklepie byli czarodzieje, a ja nie mogę pozwolić sobie na rozgłos, i awanturę.
- Wiem, jednak nie traktuje tego w taki sposób. To naprawdę mnie zabolało.
- Wiem, i naprawdę nie czuje się dobrze, że nie zareagowałem. Jednak gdyby to było inne miejsce oraz osoba, to postąpił bym inaczej. - wymamrotał, przytulając ją. - Media są wszędzie, i zawsze szukają sensacji. Muszę uważać...
- Zamierzasz ją przelecieć tam, smoku? - zapytała dziewczyna z chamskim uśmieszkiem na twarzy, podchodząc bliżej. - Jeżeli starczy Ci sił, to jestem następna.
- Ani je ani Ciebie, Leora. - mruknął chłopak, odwracając się w jej stronę. - Dobrze Cię widzieć.
- Was też. - odparła dziewczyna, przytulając się do nich. - O co chodziło?
- Jakiś oblech próbował mnie poderwać.
- Ten z rumianku?
- Tak! Znasz go?
- Tak, podrywa każdą dziewczynę jaką zobaczy. Nie zwracaj na to uwagi. On już taki jest. - odparła dziewczyna, machając ręką. - Co tu robicie?
- Matka wysłała mi listę zakupów na rodzinny obiad.
- Ooo. - wymruczała, wykrzywiając usta. - Teraz jesteś perfekcyjnym synem mamusi?
- Przestań natychmiast. - wywarczał wściekły, odchodząc od nich. - A ty co tu robisz?
- Nie miałam innych planów, więc postanowiłam zobaczyć do robią żałosne dzieciaki oraz czarodzieje bez ambicji.
- Wow, z każdym dniem się rozwijasz. - skomentował Altair, a dziewczyna skłoniła się z uśmiechem. - Więc idziesz z nami? Na obiad też jak chcesz.
- Chętnie, i skusze się. Na twojego wujka, jeśli się pojawi.
- Przestań, Leora. - mruknął z obrzydzeniem Altair, przewracając oczami.
- Nie boisz się tu chodzić? Jest tu niebezpiecznie oraz groźnie. - wyszeptała Nicole, spoglądając na dziewczynę. Leora Hark emanowała niezwykłą urodą, która przyciągała uwagę wszystkich dookoła. Jej długie, gęste włosy, jak czarna mgiełka, opadały w delikatnych falach na jej plecy, dodając jej tajemniczości i elegancji. Jej twarz miała idealne proporcje, jakby stworzona przez samego artystę. Wydatne kości policzkowe nadawały jej wyrazistości, a gładkie czoło i delikatny nos dodawały jej subtelności oraz kobiecości. Jej usta, pełne i zmysłowe, malowały się w głębokim odcieniu czerwieni, przyciągając spojrzenia, i marzenia. Jej skóra miała piękną, oliwkową tonację, która delikatnie podkreślała jej kształty i dawała jej subtelną opaleniznę w okolicach brzucha i ramion. Jej oczy, o intensywnym, jasnozielonym kolorze, były jak dwie iskry, które emanowały energią i życiem. Jej szczupła, wysportowana sylwetka i wysoka postura dodawały jej pewności siebie i elegancji.
- Nie, ja uderzam pierwsza. - wymruczała, śmiejąc się dźwięcznie. - Jednak przyszłam zrobić sobie tatuaż.
- Kolejny? - zapytała Nicole ze zdziwieniem, przyglądając się przyjaciółce. Dziewczyna posiadała krótką, zwiewną, koronkową koszulkę z nadrukiem czarnych kwiatów na ramiączkach. Dobrała do tego skórzaną, czarną kurtkę z wizerunkiem kruka na plecach. Całość dopełniały ciemny, obcisłe legginsy oraz czerwone szpilki. Leora dodała jeszcze naszyjnik z pereł oraz bransoletki, i pierścionki na palcach.
- Tak, na ramieniu. - wymruczała, odsłaniając lewę ramię. Znajdował się tam piękny tatuaż księżyca z kwiatami. - Ładny, nie?
- Ładny. - potwierdził chłopak. - Poza wydawaniem pieniędzy na tatuaż robiłaś coś interesującego?
- Och, wyluzuj. - machnęła ręką. - Bardzo wiele mówi się o ostatnim ataku Lorda oraz tym, czy będziesz brał udział w pojedynku na przyjęciu.
- Dlaczego miałby? - zapytała zdziwiona dziewczyna, spoglądając na przyjaciela. - To przyjęcie, a nie klub pojedynków.
- Tak, jednak to pokazałoby siłę oraz umiejętności Altair'a. Wiele czarodziejów uważa, że może dojść do pojedynku między nimi.
- Jednak on nigdy nie pokazał się podczas żadnego swojego ataku, więc jak mogą porównać ich umiejętności?
- Jednak uważają, że to możliwe. Książę zginął próbując zabić Altair'a, i prawdopodobnie Lord chcę zemścić się na tobie - wyszeptała w jego kierunku Leora. - Tak, jak zabijał członków swojego ojca, którzy wyrzekli się go w sądzie albo opowiadali co robił, by uniknąć więzienia.
- Jednak on próbował zabić dziecko. Altair tutaj nie jest winny. - sprzeciwiła się, wściekłe Nicole. - To nie jest okaz w zoo. To człowiek. Dziecko, które czarodzieje chcieli wydać na śmierć.
- Nicole, ciszej. - mruknął Altair. - Co jeszcze mówią o Lordzie?
- Raczej nic wielkiego. Większość nie uważa go za jakieś większe zagrożenie.
- Skąd on się wogóle wziął? - zapytała Nicole. - Nie słyszałam wcześniej aby książę miał syna. Gdzie on się chował?
- Uczył się w Rosji. Nie został nigdy zaproszony do Mentha. - zaczął Altair. - Był dobrym uczniem, nigdy nie wychylał się przed szereg. Nikt nie wiedział, że jego ojcem jest Książę. Został wychowany przez kobietę, która była u Księcia. - mruknął szeptem chłopak. - Po szkole podróżował po świecie, szukając czarodziejów o podobnym myśleniu, co on.
- Dlaczego nie poszedł dalej się uczyć?
- Ma takie zdanie, jak jego ojciec. Uważa, że tylko czarodzieje czystej krwi powinni mieć dostęp do nauki. - odparł. - Wiadomo, że tak nie jest w szkołach magii ani uniwersytetach, dlatego zrezygnował. Raz słyszałem, że jest zdania, że nauczyć magii można się również podczas podróży.
- A czemu nie chcieli go przyjąć do Mentha? - spytała Leora, kiedy spacerowali po jednym z parków ulicy prostokątnej. Mimo że jest dzień, światło słonecznie zdaje się być tu jakby przyćmione, a promienie przebijają się przez gęste korony drzew, tworząc na ziemi wzory niczym z innego świata. Wędrując ścieżkami, mijają Staw Mglistych Marzeń, gdzie woda błyszczy jak lustra, odbijając ich ciekawe twarze. Nicole rzuca monetą, a woda na moment mieni się tajemniczymi barwami. - Przecież jest niezwykle utalentowany oraz ma wysokie umiejętności magiczne, czyli tak jak Mentha lubi.
- Tak, jednak spytałem o to raz założycieli szkoły z czystej ciekawości. - wyjawił, zatrzymując się obok pięknych, czarnych róż o płatkach jak aksamit, a niedaleko rosły świecące nocne lilie, które rozświetlają ścieżki, i zaraz obok fioletowych orchidei, które wydzielają hipnotyzujący zapach. - To bardzo mnie ciekawiło, w końcu Książę chodził do Mentha. Założyciele wyjawili, że w aurze chłopaka zobaczyli coś, co ich zaniepokoiło. Nie mogli pozwolić chodzić mu do ich szkoły.
- Jednak czemu nic z tym nie zrobili?
- To nie takie proste, Nicole. Aura czarodzieja zmienia się na przestrzeni lat. To nasze decyzje oraz zaklęcia jakich używamy oraz magię jaką praktykujemy kształtuje naszą aurę. - wyjaśnił im chłopak, przyglądając się kwiatom. - Można mieć ciemniejszą aurę od urodzenia, i nie jest to nic złego. Demony mają od urodzenia ciemniejszą aurę, i nie świadczy to o niczym złym.
- Okay, ale dlaczego jego ojciec należał do Mentha? Przecież on był jednym z najgorszych czarodziejów naszych czasów.
- Tak, był. - zgodził się chłopak. - Jednak Książę na początku nie miał tak ciemnej barwy, jak jego syn. Był wychowany przez czarodziejów, i znał wszystkie zasady oraz etyki. Jego rodzice byli bardzo szanowni w świecie magii, i chcieli wpoić synowi pewne zasady. "To czarodzieje są lepsi niż mundan."
- To bardzo popularny cytat w tamtych czasach, Altair. - zauważyła Leora. - Co to ma wspólnego?
- Jego rodzice nigdy nie sądzili, że ze zwykłej ideologi oraz poglądów ich syn zapragnie zabijać oraz zechcę przejąć magiczny świat. - odpowiedział brunet. - To miało znaczenie. Również to jak traktował mundan w szkole. Jego rodzina narzuciła mu to, a on tylko popadł przez to w obłęd.
- Czyli to wina rodziców?
- To pokazuje, że to bardzo ważne, co mówimy oraz komu mówimy. Gdyby czarodzieje nauczyli się akceptować mundan, to nigdy wojna by się nie wydarzyła. - mruknął. - To była wojna naszych wierzeń oraz tego, co jest dla nas najważniejsze. Dlatego tak wiele czarodziejów popierało ideologię Księcia.
- Zanim zaczął mordować niewinnych. - dodała Nicole. - Zawsze zastanawiało mnie dlaczego Książę należał do domu sowy. Jego charakter oraz zachowanie nie było zbyt podobne do tego domu, prawda?
- A jakie są cechy domu sowy?
- Wyobraźnia, tolerancja, upór, własna droga, wolność, ekscentryczność, wielka inteligencja,
indywidualizm, kreatywność. - wymieniała dziewczyna. - To dalej nie pasuje mi do mordercy oraz Księcia. - wymruczała, a Leora zaśmiała się.
- Książę miał wyobraźnie, posiadał własną drogę, którą zmierzał, chciał wolności dla świata magii, był inteligentny oraz kreatywny. - opisał chłopak. - Nie każda cecha musi nas opisywać, aby należeć do danego domu. Liczy się czasami jedna, która ma wielką moc.
- Okay, a czemu dom powietrza? Ogień nie byłby bardziej w jego sposobie działania?
- Ogień jest potężnym żywiołem, ale można z nim walczyć oraz powstrzymać. Woda, gaśnica. Da się z nim walczyć. - wyjaśniał. - Natomiast nie dasz rady walczyć z tsunami albo silnymi wiatrami. To żywioł, którego nie opanujesz. Tsunami albo tornado pojawia się, i znika. Tak działał Książę podczas wojny. Pojawiał się, niszczył oraz znikał.
- Ma to jakiś sens. - zgodziła się Nicole. - To teraz gdzie? - spytała, jak już opuścili czarny park.
- Chodźcie. - wyszeptała Leora z uśmiechem.
- Nie podoba mi się to.
- Chodź, Nicole!! - wykrzyknęła z uśmiechem dziewczyna, prowadząc ich z radosnym nastrojem.
Nastolatkowie ponownie zaczęli spacerować głównymi alejkami, prowadzeni przez dziewczynę. Altair domyślał się już do jego sklepu zaprowadzi ich Leora. Był w wielu miejscach tutaj, i poznał dobrze tą ulicę. Oferowała dobrej jakości produkty oraz było tutaj mniej czarodziejów, którzy nie zaczepiali go. Witali się, jednak pozwalali mu zrobić spokojnie zakupy. Nastolatkowie nie musieli przepychać się, żeby znaleźć wolne miejsce ponieważ nie było tutaj praktycznie żadnych ludzi, dlatego mogli swobodnie poruszać się i rozmawiać. Jednak ani Nicole ani Leora nie rozpoczynały tematu. Pierwsza rozglądała się na boki, chcąc wiedzieć gdzie się udają, a druga była zbyt pochłonięta nabijaniem się z niej, aby rozmawiać. Altair żałował teraz, że nie zabrał ze sobą któregoś z przyjaciół. Przynajmniej maiłby o czym rozmawiać. Jednak wolał milczenie niż rozmowy o makijażu albo w co się ubiorą. Najbardziej nienawidził, gdy jego siostra zmuszała go do spotkań z jej przyjaciółkami, i musiał wysłuchiwać takich rozmów. Niezbyt lubił jej przyjaciółki, ale tolerował je ze względu na swoją siostrę.
„Bom bom and bang bang." – głosił szyld nad sklepem. Nicole weszła do niego z pewnym zaciekawieniem ponieważ bardzo zaciekawiła ją jego nazwa. Już od samego wejścia do środka spostrzegła, że spędzą tutaj wiele czasu ponieważ wszędzie poustawiane były różne magiczne przedmioty, które kusiły ich do kupienia wszystkich.
- I jak zadowolona? - zapytał Altair, rozglądając się po sklepie.
- Tak, nawet bardzo. Sklep ma wiele bardzo ciekawych przedmiotów. - odpowiedziała Nicole z uśmiechem, przyglądając się puszce niespodziance.
- Chcesz to kupić? - zapytał Altair, nie kryjąc zażenowania jej wyborem. - Ile ty masz lat?
- Bawiłeś się tym z Lotar'em jak mieliście jedenaście lat...
- Jedenaście, a nie siedemnaście.
- Jednak to ciekawy przedmiot. - wymruczała Nicole, oglądając kolejne przedmioty. - Wow, kryształowy jednorożec. Zawsze chciałam to mieć.
- Co to właściwie jest? - spytała Leora, spoglądając na jednorożca. Wyobraź sobie figurkę jednorożca, wykonaną z czystego, przezroczystego kryształu, który łapie światło i rozprasza je na tęczowe barwy. Ma około 30 centymetrów wysokości, a jego postawa jest dostojna i pełna gracji. Jego róg, spiralnie skręcony, wydaje się pulsować delikatnym światłem, symbolizującym moc magiczną, którą ten artefakt posiada. Każdy kontur jest idealnie wygładzony, a całość sprawia wrażenie, jakby została wykuta z jednego kawałka kryształu. W świetle dnia, Kryształowy Jednorożec mieni się wszystkimi barwami tęczy, natomiast w półmroku, wydaje się gromadzić światło wokół siebie, tworząc delikatną aurę magiczną. - Nigdy nie słyszałam o czymś takim.
- Kryształowy Jednorożec posiada zdolność do wzmacniania magii użytkownika, a także ochrony przed negatywnymi zaklęciami. Jego obecność może zwiększać skuteczność eliksirów i potęgować moc zaklęć. - mówił Altair. - W niektórych opowieściach wspomina się, że Kryształowy Jednorożec ma zdolność przyspieszania procesu leczenia, zarówno fizycznego, jak i magicznego.
- Okay, super magiczne naładowany jednorożec, rozumiem to. - mruknęła Leora. - Jednak zobacz cenę, nie za drogo?
- Wiem, jednak posiadanie takie przedmiotu bardzo jest pomocne...
- Nicole, proszę Cię. Ani nie tworzysz zaklęć ani nie tworzysz eliksirów. Niczego nie tworzysz.
- Może dzięki temu zacznę. - odpowiedziała Nicole z fascynacją, spoglądając na jednorożec. - To może mnie jakoś zainspirować.
- Ja tworzę eliksiry, i tworzę zaklęcia. - powiedział Altair, podchodząc do jednorożca. - Może to ja powinien kupić go?
- Tak, ale miałeś ograniczać kupowanie magicznych przedmiotów. Mówiłeś, że masz ich za dużo.
- Tak, jednak ten jest wyjątkowy oraz pomoże mi w mojej pracy, Leora. - wymruczał, nie spuszczając wzroku z przedmiotu. - Biorę.
- Dobrze, a teraz znajdziemy coś dla mnie?
- Tak, chodźmy Nicole. - wymruczał chłopak, chowając jednorożca do torby. - O, patrz błyszczyk!
- Bardzo, bardzo zabawne... O takiego jeszcze nie widziałam! - wykrzyknęła Nicole, podbiegając do półki. - Żartuje! Dalia pokazała mi to ostatnio. Teraz serio idziemy szukać czegoś dla mnie.
- A czego właściwie szukamy? - zapytała Leora, kiedy rozglądali się po sklepie. - Masz jakieś specjalne wymaganie, czy to co wpadnie Ci w oko?
- Myślałam nad biżuterią na przyjęcie. Dobrze by było pokazać się w czymś nowym.
- Kryształ Harmonii. - powiedział Altair, ręką wskazując na przedmiot. Był to mały, błyszczący kryształ, który wisiał na złotym łańcuszku. Kryształ emanował pozytywnymi wybracjami, i błyszczał w jasnych kolorach tęczy. - Przezroczysty kryształ, który wibruje delikatnymi dźwiękami. Użytkownik, trzymając go w dłoniach podczas medytacji, może głębiej połączyć się ze swoją wewnętrzną energią, i oczyścić aurę z negatywnych wpływów. - powiedział chłopak, podając jej pudełko. - Bierz, przyda Ci się w medytacji oraz odpręży Cię, a poza tym będzie świetnie wyglądał podczas przyjęcia.
- Nie wiesz co założę.
- Kryształ jest ładny, Nicole i będzie pasował.
- Okay, masz rację. - wymruczała z uśmiechem, biorąc od niego pudełko. - Dobrze, to teraz coś innego. Może przedmiot związany z moją pasją albo jakiś który pozwoli mi poznać nowe?
- Masz wymagania. - zaśmiała się Leora, prowadząc dziewczynę w głąb sklepu. - Pędzel Przeznaczenia...
- Nie mówisz poważnie?
- Dlaczego nie, Altair? To świetny pomysł.
- Co? Co to jest?
- Ten pędzel pozwala malarzowi tworzyć obrazy, które mogą wpływać na przyszłość. - zaczęła wyjaśniać Leora. - Jeśli na przykład namalujesz kogoś z uśmiechem, ta osoba doświadczy nieoczekiwanej radości.
- Tak, jednak to nie jest pewne. A czarodzieje spierają się o prawdziwość tego przedmiotu ponieważ nie zawsze się sprawdza. - mruknął Altair, krytycznie przyglądając się przedmiotowi. - To raczej coś, co kupisz, i możesz użyć gdy będzie Ci się nudziło.
- Czasem mi się nudzi. - odparła z uśmiechem Nicole, chwytając pędzel. Nie wyróżniał się niczym. Był zwykłym pędzlem, jakich dziewczyna widziała już wiele. - To może być pomysł na nudę. Będziemy się jeszcze dobrze bawić, zobaczysz.
- Z pewnością. - mruknął zdegustowany chłopak, przewracając oczami. - Chodźmy na dział...
- O, zobaczcie!! - wykrzyknęła Leora. - Pierścień Krwi.
- Nie, naprawdę to kupisz?
- Nicole, wiesz kim jestem a ten pierścień pomoże mi w polowaniu...
- Mówiłaś, że nie żywisz się na ludziach. - wyszeptała Nicole, a Leora machnęła ręką. - Nie możesz tak robić, a jeśli Cię złapią?
- Kto? Poza tym jestem ostrożna. Nie robię tego publicznie, a w domu. - mruknęła dziewczyna z uśmiechem, biorąc pierścień z rubinem do ręki. - Jest naprawdę ładny, i bardzo przydatny.
- Nie chcę nawet tego widzieć. - wymruczała oburzona Nicole, oddalając się od nich.
- Chodź, pokaże coś Ci. - wymruczała z tajemniczym uśmiechem Leora. - Kielich władzy.
- Możesz wyjaśnić mi po co mi ten kielich?
- Ten kielich pozwala wampirowi wzmocnić swoje moce poprzez picie krwi z kielicha podczas pełni księżyca. - wyjaśniła Leora. - Możesz dać to Vesp. Jest niezbyt doświadczona, a to powinno jej pomóc.
- Mam to kupić? Dlaczego?
- Wiem o tym, że wasze rodziny miały różne interesy, więc to może być kolejnym. - mruknęła. - Poza tym jej ród od wieków korzysta z takich przedmiotów, a ona powinna je znać jako wiesz kto.
- Dobrze. - zgodził się, chowając kielich do swojej torby. - Powiedz mi...
- Czarodzieje zaczynają coś szeptać o jej powrocie. Pojawia się wiele pytań oraz wciąż brak odpowiedzi. Myślę, że to będzie jeden z ważniejszych tematów w najbliższym czasie. - odparła szeptem. - Wiele czarodziejów zastanawia się, czy będzie na waszym przyjęciu. To ważna uroczystość, a ona jest z bardzo szanowanego rodu.
- Dobrze wiesz, że nie. Ona nie zna żadnych zasad ani świata magii. - wyszeptał. - Jeśli poszłaby to tylko przyniesie wstyd swojemu rodowi. Pójdzie na jakiś bal, ale później. Najpierw musi się dowiedzieć więcej o wszystkim.
- Sądzisz, że to bezpieczne pozwalając jej tak po prostu żyć bez ochrony? - spytała Leora. - Wiesz kim był jej ojciec, dziadek oraz znasz historię ich rodu. Dziewczyna może być w niebezpieczeństwie, i to również od strony wampirów.
- Wiem, ma ochronę...
- Bycie w mundan mieście to niebezpieczne dla niej oraz jej rodziny. Każdy może ich zaatakować...
- Leora, uspokój się. - mruknął zły Altair. - Nikt nie zaatakuje jej. Doskonale wiesz, że oni tak nie działają.
- Wiem, jednak lubią zadawać ból oraz cierpienie. Chronisz dziewczynę, ale co z jej rodziną albo przyjaciółmi?
- Wiem, będą bezpieczni. - odpowiedział chłopak, wzrokiem szukając Nicole. - Znalazłaś coś ciekawego, Nicole?
- Pierścień Uriela. - powiedziała dziewczyna, i całą trójką spojrzeli na pierścień. Pierścień został wykonany z czystego srebra, i ozdobiony mistycznymi symbolami. Jego wygląd był prosty, ale elegancki. Na środku pierścienia znajdował się mały, błyszczący kamień, który symbolizował mądrość Uriela. - To bardzo przydatny przedmiot, jednak nie wiem, czy jestem gotowa na to.
- Co? Czemu?
- Co wiesz o pierścieniu?
- Po założeniu jest się mądrzejszym...
- Magiczne moce pierścienia były niezwykłe, lecz również niebezpieczne. - zaczął Altair. - Pierścień umożliwiał noszącemu odkrywanie głębszych prawd, zdobywanie wiedzy na temat świata, i rozwijanie umysłu, może też pomagać w zaklęciach umysłu albo iluzji. - mówił chłopak. - Dzięki niemu noszący mógł zdobyć odpowiedzi na najtrudniejsze pytania albo rozwiązywać problemy z niezwykłą łatwością. - mruknął. - Przeciętny umysł nie był w stanie przetworzyć takiej ilości wiedzy i mądrości, co mogło prowadzić do szaleństwa lub utraty tożsamości. Dlatego twórca pierścienia, Aramis zalecał ostrożne korzystanie z pierścienia i przypominał, że prawdziwa mądrość wymaga równowagi i umiaru.
- Okay, brzmi nieźle. - uśmiechnęła się Leora. - To jest pierścień, który stworzono, aby korzystać. Jest rozważna, Nicole i korzystaj.
- Jednak zaklęcia uśmiercające też stworzono, i nie oznacza, to że trzeba zabijać.
- Wiesz, zdania są podzielone...
- Nicole, może kupisz go za rok? - zaproponował Altair, odchodząc od biżuteri. - Gdy już będziesz gotowa oraz pewna.
- Tak, masz rację. - zgodziła się z nim Nicole.
- Jesteście nudni, ale niech będzie. - powiedziała Leora, kiedy weszli do działu gier. - Co byś chciał zrobić przez jeden dzień, gdybyś mógł zrobić cokolwiek?
- Widzę, że spodobały Ci się pytania oraz odpowiedzi. - mruknął chłopak, i wskazał na talię kart w jej dłoni, które wzięła z półki.
- Tak! - potwierdziła z entuzjazmem. - Ostatnio to z wami grałam, i bardzo mi się podobało, a więc co odpowiesz, panie Sang?
- Chciałabym spędzić jeden dzień w mojej pracowni ponieważ kupiłem właśnie nowe składniki, i chciałbym coś stworzyć samemu albo coś zrobić z przepisu innych twórców, panno Hark. - odpowiedział chłopak, rozglądając się po dziale.
- Przecież to takie typowe dla Ciebie. - mruknęła cicho Nicole, i czule poklepała go po policzku.
- Miałaś tak nie robić. - syknął wściekły, i rozejrzał się na boki.
- I tak nikogo tu nie ma.
- Twoja odpowiedź?
- Chciałabym pójść gdzieś z wami na jakiś wypad. Tylko nasza paczka, i wielka zabawa. Tak jak robiliśmy to dawniej, bez zmartwień oraz trosk.
- Nie jesteśmy, i już nie będziemy dziećmi, Nicole. Dorośnij wreszcie. - wymruczał cicho.
- Wiem, ale tęsknie za dawnymi nami. Kiedy byliśmy dziećmi, i nie mieliśmy żadnych problemów. Byliśmy razem, i nic nas nie obchodziło. Teraz jest dziwnie, inaczej.
- Nie cofniemy się w czasie, aby pozostać dziećmi ponieważ musimy dorastać, Nicole. - rzekł chłopak zimno. Nicole westchnęła ciężko. Wiedziała to, ale to ją właśnie smuciło. - A ty, Leora?
- Odwiedziłabym Paryż, by znowu poczuć zapach świeżych croissantów, skoczyłabym do Tokio, by zobaczyć kwitnące wiśnie, a na koniec dnia, zasiadłabym na dachu w Nowym Jorku, obserwując zachód słońca nad miastem, które nigdy nie śpi. Wolność i możliwość odkrywania - to byłyby moje priorytety, nudziarze. - odpowiedziała z uśmiechem Leora. Chłopak wyjął z półki pudełko, i otworzył go z zaciekawieniem.
- Co takiego tam masz?
- Okulary sokoła. Pozwalają widzieć w śniegu, lecie, kiedy świeci ostre słońce, deszczu, wietrze oraz wichurze, Nicole. - odpowiedział chłopak, przyglądając się zwykłym okularom.
- Jakie bierzesz?
- Czarne.
- Masz tyle możliwość, a i tak bierzesz czarne? Zawsze bierzesz wszystko czarne. - spytała z niedowierzaniem, i wskazała na pełną półkę okularów w różnych kolorach.
- Tak, biorę czarne. - zgodził się brunet, i włożył pudełko do torby. - Następne pytanie.
- Gdybyś mógł cofnąć czas, to do którego roku chciałbyś się udać?
- Gdzieś gdzie były wystawne bale albo wtedy, kiedy powstał pierwszy czarodziejski eliksir. Tu ciężko jest mi zdecydować. - stwierdził chłopak, i schował trójkątny zegarek do torby. - A wy?
- Gdzieś do średniowiecznej Europy ponieważ słyszałam, że była wtedy bardzo piękna oraz odbywały się tutaj wiele ciekawych rzeczy.
- A ja do czasu gdzie wampiry nie musiały się ukrywać, i mogły żyć swobodnie.
- Leora, to było bardzo dawno temu, i poza tym macie miasto wampirów, więc tam możesz jeść kogo zechcesz.
- Tak, ale tu wampiry nie mają żadnych praw. To powinno się zmienić.
- Zmieni się. - zapewnił chłopak. - A jeśli chcesz dowiedzieć się, jak wyglądały miasta to musisz poczytać książki historyczne czarodziejów, i pooglądać zdjęcia dawnej Europy mundan oraz naszych miast, i to jak się zmieniały. - zwrócił się do drugiej dziewczyny. - Widać dokładnie jak zmieniały się poszczególne miejsca, budynki, a nawet moda.
- Jest coś takiego?
- Każde miasto ma swoje muzeum historii, w którym pełno jest zdjęć oraz pamiątek po dawnych czasach. To niezwykle piękne oraz ważne miejsca na mapie każdego turysty, Nicole. - odparł chłopak, i spojrzał załamany w jej kierunku. - Jestem rozczarowany, ale nie zdziwiony twoją ignorancją.
- Znasz mnie tyle lat, i to Cię nie dziwi, Altair.
- Nie dziwi, ale wciąż zastanawiam się dlaczego tak postępujesz. - odpowiedział chłopak, i wzruszył ramionami. - Następne.
- Jakie dodatkowe supermoce chciałbyś posiadać?
- Chciałabym być niewidzialna, aby móc z zaskoczenia gryźć ludzi. - mruknęła zielonooka z szerokim uśmiechem. - Ugryziono mnie? Nie widziałem napastnika! - mruknęła ze śmiechem dziewczyna. - Tak byłby ubaw!!
- Zwiększona wytrzymałość na ból, brak senność oraz zmęczenia.
- Ja za to żeby moja skóra nigdy się nie starzała oraz miałabym moc ratowania ludzkich żyć.
- Głupie. - stwierdził Altair, i przewrócił oczami. - Choć Leora miała lepszy pomysł. Dalej.
- W jakiej pracy byłbyś beznadziejny?
- W pracy opiekuna osób starszych lub schorowanych ponieważ nie lubię opiekować się innymi ludźmi.
- Jakżeby Altair Sang miałby opiekować się innymi bezinteresownie? - spytała z powagą. - Przecież to by była tragedia, największa jaką widział świat.
- Dokładnie, Nicole. - przytaknął chłopak. - A co z wami?
- Nie chciałabym pracować w biurze ani w podobnych miejscach ponieważ zbyt szybko, to by mnie znudziło. Ja potrzebuję adrenaliny, i ciągle chcę robić coś nowego.
- Pasujesz do pracy w gazetach plotkarskich.
- Mówisz tak tylko dlatego, że czasami plotkuje?
- Nie czasami, a zawsze i tak właśnie sądzę. Lubisz plotki, Nicole. - oznajmił brunet chłodno, i schował soczewkę ciemność do torby sklepowej. - Lubisz plotki i często tak właśnie spędzasz czas, Nicole.
- Wiem, ale gazet plotkarskich nie lubię. To obraźliwe dla mnie.
- Czytasz je...
- Nie lubisz ich ponieważ piszą kłamstwa, ale dzięki tobie mogłyby zacząć pisać prawdę. Mogłabyś zmienić myślenie dziennikarzy, i zamiast podawania fałszywych informacji, to ty będziesz postępować słusznie oraz mówić prawdę.
- To ma sens, ale nie widzę siebie w takiej pracy, Altair. - wyszeptała cicho. - Co zajmuje Ci wiele czasu, ale daje Ci radość?
- Hej, a ja? - warknęła zła Leora. - Ja nie nadaje się do pracy w szpitalu. Wypiłabym całą krew...
- Wiedziałam, że to powiesz. - wyszeptała Nicole.
- Przyrządzanie eliksirów ponieważ to czasochłonny proces, ale później efekty są dla mnie dobre. - odparł chłopak, nie zwracając uwagi na dziewczyny. - To jeden z lepszych pomysłów na czas wolny. Dzień w pracowni.
- Mi robienie makijażu ponieważ też zajmuje wiele czasu, ale jestem szczęśliwsza jak mam go na sobie niż jak go nie mam.
- Co w tym takiego „szczęśliwego”? - spytał z niedowierzaniem. - Najlepsze co może być w człowieku to jego naturalność, a nie brudzenie swojej twarzy jakąś chemią oraz robienie zbędnych rzeczy, które tylko pogarszają wygląd.
- Doskonale wiesz, że czarodzieje mają swoje produkty, które używają do makijażu, a one nie niszczą skóry, i są całkowicie bezpieczne.
- Teraz masz na sobie produkty mundan, które niszczą skórę. - mówił brunet, i wskazał na jej makijaż. - To ma być niby te twoje bezpieczeństwo?
- Nie przeginaj, Altair. - warknęła zła. - To moja sprawa jaki makijaż noszę, a nie twoja. Czemu tak bardzo się tym interesujesz?
- Słyszałaś o przypadkach kobiet, które zachorowały, i zniszczyły sobie skórę ponieważ używały kosmetyków mundan?
- To tylko kilka przypadków.
- Jednak wciąż aktualnych...
- Uważasz, że mnie spotka taki sam los?
- One też nie sądziły, że będą zmagać się z takimi problemami, ale teraz cierpią z własnej głupoty oraz naiwność. - zaczął spokojnym tonem. - Chcę tylko żebyś wzięła moje słowa do przemyślenia, i zrozumiała, że to co mówię może uratować Ci życie.
- Wiem, że chcesz dobrze dla mnie, i doceniam to, ale jestem bezpieczna.
- Do czasu. Nigdy nie wiadomo, kiedy może stać Ci się coś złego.
- Nie przeginaj. Na świecie żyje tysiące morderców, a ty myślisz, że zabije mnie makijaż? - spytała z drwiną. - Nie pogrążaj się, Altair. W każdej chwili ktoś może mnie zaatakować, ale mnie zabiję mój makijaż, tak?
- Tobie nic mądrego nie można powiedzieć. Jesteś zbyt dziecina na mądrości. - mruknął zirytowany, i wywrócił na nią oczami.
- Widzieliście kiedyś lakier magiczny? - spytała Leora, aby szybko zmienić temat, i zakończyć kłótnie między przyjaciółmi.
- Nie. Jak to działa?
- Lakier udogodnień. Magiczny lakier, który dostosowuje się do ubioru czarodzieja albo jego myśli. Wystarczy tylko w odpowiedni sposób przekręcić kwadrat. - wyjaśnił chłopak. - Przyda Ci się ponieważ zaoszczędzisz sobie czas rano, Nicole.
- A ten lakier udogodnień deluxe, czym się różni? - spytała Nicole, patrząc na półkę z lakierami. Ma przejrzysty, i błyszczący wygląd, który odzwierciedla kamienie szlachetne. Lakier ten zawiera drobinki, które odbijają światło, tworząc efekt kryształowego świecenia. Dostępny jest w różnych kolorach, takich jak róż, jasny niebieski, srebrny oraz złoty.
- Podobnie co pierwszy tylko może malować dodatki na paznokciach.
- Biorę. - stwierdziła dziewczyna, i wsadziła dwa opakowania do torby. - Najlepszy sposób na marnowanie pieniędzy oraz czasu? - przeczytała z kartki, i przeniosła wzrok na przyjaciółkę.
- Pójście z przyjaciółmi na zakupy...
- Oj, daj spokój.
- Dobrze, zakupy. Czasami marnuje swój czasu oraz pieniądze na zakupach. Kupuję wiele niepotrzebnych rzeczy, których później nie używam.
- Pójście do klubu na imprezę.
- Dla mnie to pójście na zakupy.
- Brak mi słów. - wymruczał Altair.
- Najbardziej denerwujące nawyki ludzi?
- Jest tego bardzo wiele. - stwierdził chłopak, myśląc intensywnie. - Jedną z tych głównych to gadanie ludzi o głupotach. Nie chcę tego słuchać, a oni ciągle gadają o bzdurach.
- Jak ja to znam. - przyznała Leora. - Czasami mam ochotę po prostu wyjść, ale nie mogę ponieważ tak nie wypada. Jesteś na balu arystokratów, i nie możesz tak sobie pójść.
- Niestety. Musisz siedzieć, i słuchać tego głupiego gadania. - mruknął z obrzydzeniem. - Kolejne to stanie przy półce sklepowej, i szukania nie wiadomo czego, kiedy ty chcesz tam podejść, a nie możesz ponieważ ta osoba tam stoi.
- Rany tak! - zgodziła się Nicole. - Ja to nigdy nie podchodzę ponieważ to dziwne. Zawsze kiedy ta osoba odchodzi, to podchodzę do półki, i biorę co chcę i spierdalam szybko.
- Wyrażaj się. - upomniał ją. - Dawaj następne ponieważ będziemy tak wymieniać bez końca.
- Jakie jest najbardziej irytujące pytanie jakie usłyszałeś lub mógłbyś usłyszeć?
- Wszystko dobrze, jak się czujesz, co u Ciebie, i coś się stało.
- W punkt!
- Lepiej bym tego nie ujęła. - zgodziła się Nicole, i sięgnęła po kolejną kartkę. - Co każdy powinien zrobić chociaż raz w życiu?
- Zjeść sernik, napić się alkoholu, pójść na imprezę, odwiedzić muzeum bohaterów* oraz pojechać na wakację.
- Zgadzam się z tym, ale dodałabym jeszcze zakochać się w kimś, i nie musieć udawać kogoś innego. -
- Jestem załamany. - odpowiedział chłopak, zażenowany.
- Dla mnie to by było jeszcze przeżyć wakacyjny romans. Taki bez zobowiązań, totalny luz oraz relaks. - odparła Leora. - Jesteś z kimś na wakacje, i żegnajcie się bez żalu.
- Patrzcie, smocze perły.
- A co to? - spytała zaciekawiona Nicole, patrząc na piękny kamień.
- Po jej połknięciu użytkownik może zmienić swoją postać w dowolne stworzenie, które żyje. Perły posiadają jednak jednorazowe działanie, a po użyciu rozpuszczają się w ciele. - wyjaśnił chłopak, patrząc na małe, błyszczące perły. - Bardzo przydatne.
- Jednak nie dla mnie. - stwierdziła Nicole, patrząc na piękne kamienie. - Są piękne, jednak mi się nie przydadzą, Altair.
- Okay, jak chcesz. - odpowiedział obojętnie, i schował pudełko do torby. - Zawsze trzeba być ubezpieczonym.
- Czym jest dla Ciebie śmierć? - wyczytała z kartki.
- Jest nieuniknionym fragmentem życia ludzkiego. Żyjemy oraz umieramy. Śmierć to coś, czego większość chcę uniknąć, ale jest to nieuniknione w wielu przypadkach.
- Dla mnie nie ma czegoś takiego, jak śmierć jestem nieśmiertelna, ale też myślę, że nikt nie umiera naprawdę. Żyjemy po śmierci, ale nie w swoim ciele oraz umyśle. - odpowiedziała Leora. - Wierzę w życie po śmierci oraz to że możemy spotkać kogoś ponownie w innym życiu oraz w innym czasie.
- Dla mnie, śmierć to coś strasznego, i niesprawiedliwego. - zaczęła Nicole. - To czegoś, czego nikt nie chciałby doświadczyć. Wyobrażam sobie, że to jakby świat przestał istnieć, a my z nim. Nie mam pojęcia, co jest za śmiercią, ale to, co wiem na pewno, to że nie chcę się tam znaleźć. W końcu życie jest piękne oraz warto w nie wierzyć. Żyć.
- Zobacz. - wymruczał Altair, i wziął do ręki piękny amulet. - Kryształowy amulet doskonałości. Zwiększa moc oraz zdolności magiczne, czarodziejów którzy go noszą. - wyjaśnił chłopak, przyglądając się kryształowi. - Niezwykły amulet o bardzo silnych mocach.
- O, to super! - krzyknęła Nicole, chowając amulet do torby. Altair również schował pudełko. - Co uważasz za najważniejsze w życiu?
- Poczucie bezpieczeństwa. Czuję się dobrze wśród znajomych, więc to też jest dla mnie ważne. - zaczął Altair. - Ważne jest dla mnie uczucie spełnienia, kiedy pracuję oraz kiedy rywalizuje. Ważne są dla mnie relację oraz wiara.
- Najważniejsze w życiu? Ironia losu, ale powiem miłość. - wyszeptała Leora. - To właśnie relacje i interakcje nadają głębi naszej egzystencji, pozwalają na wymianę doświadczeń i uczuć, nawet jeśli sama nie doświadczam ich w sposób ludzki. To ona sprawia, że nawet niekończące się wieki mogą wydawać się znośne.
- Ja uważam, że najważniejsze w życiu jest znalezienie swojego celu, i pasji. - zaczęła. - Nie chodzi tylko o znalezienie pracy, czy kariery, ale o to, czego pragniemy najbardziej w sercu, co nas napędza do działania oraz sprawia, że czujemy się spełnieni. To nasze pasje, i cele powinny być naszym napędem, motywacją do ciągłego rozwoju, i pracy nad sobą. Warto też pamiętać, że w życiu nie chodzi tylko o nas, ale o nasze relacje z innymi ludźmi, i nasze wpływanie na świat. Zmienianie go na lepszy. Ważne jest by żyć w zgodzie z własnymi wartościami oraz być dobrym człowiekiem dla innych, nieść pomoc, i wsparcie tym, którzy nas potrzebują. - zakończyła Nicole.
- Zgadzam się.
- Wreszcie. - mruknęła z uśmiechem brunetka. - Co oznacza dla Ciebie wolność?
- To możliwość robienia tego, co chcę, kiedy tylko chcę, bez obaw o konsekwencje. To szansa na przeżywanie przygód, na popełnianie błędów i uczenie się na nich. - wyjawiła Leora. - Wolność dla mnie oznacza możliwość bycia sobą, bez ograniczeń narzuconych przez społeczeństwo czy naturę.
- Czuję się wolny, kiedy mogę robić, to co lubię, a nikt nie wtrąca się do tego. Bycie wolnym jest jednym z najlepszych uczuć, jakich może doświadczyć każdy, chociaż niekiedy jest to odbierane. - wymruczał Altair. - Wolność to pojęcie, które każdy uważa, za coś innego. Jednak to ważna część naszego życia. Chcemy wolności, nie lubimy żyć pod presją. Każdy z nas powinien móc żyć, tak jak on chcę oraz pragnie.
- Wolność dla mnie oznacza możliwość wyrażania swojego zdania, i podejmowania własnych decyzji, i również odpowiedzialność za swoje czyny. Oznacza to również, że mogę robić to, co chcę oraz rozwijać swoje pasje, i zainteresowania. Wolność daje mi poczucie niezależności od innych ludzi, a także możliwość podróżowania, i odkrywania świata. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że wolność jest związana z odpowiedzialnością, ale też konsekwencjami moich wyborów. - mówiła z pasją Nicole. - Dlatego staram się działać rozważnie, i przemyślanie, aby móc cieszyć się pełnią wolności.
- Wow, chciałem mieć tą księgę. - wyszeptał Altair, kiedy zauważył piękna księgę na półce. - „Księga Zaklęć Zapomnianych”. Bardzo przydatna księga, zawierająca wiele zapomnianych zaklęć.
- Serio? A myślałam, że to książka o kotach.
- Również bardzo droga. - mruknęła Nicole. - Kosztuję dwadzieścia mondev.
- Widzę. - mruknął chłopak zirytowany, chwytając księgę. Marzył o niej od lat. Nigdzie nie mógł jej dostać, a teraz miał ją w ręku. Teraz poczuł się szczęśliwy. - Będzie wspaniałą księgą do mojej kolekcji.
- Jednak jest bardzo droga. Jesteś bogaty, ale naprawdę chcesz ją mieć?
- Tak. - potwierdził Altair bez zawahania, chowając księgę do torby, i udał się do kasy. - Witam, panie Hove.
- Dzień dobry, panie Sang. - przywitał się z uśmiechem właściciel. - Jak sprawy w Rosdag?
- Bardzo dobrze. - mruknął. - Od bardzo dawna nie było, aż tak dobrze ponieważ liczba turystów, która do nas przyjechała jest dwa razy większa niż w ciągu ostatnich trzech lat.
- Niesamowite. - mruknął z podziwem. - Wiadomo czemu, aż tyle ich przyjechało?
- Powstało wiele nowych, ciekawych rzeczy, więc czarodzieje sami chcieli to zobaczyć. Nie zamierzamy na to narzekać, panie Hove.
- To by było idiotyczne, panie Sang. To będzie trzydzieści cztery mondev. - oznajmił mężczyzna.
- Do zobaczenia, wkrótce. - pożegnał się chłopak, i ruszyli do wyjścia, kiedy dziewczyny zapłaciły za swoje zakupy.
- Dobrze, a gdzie teraz prowadzi nas przygody, kapitanie?
- Leora, przestań. - warknął zirytowany chłopak, nawet na nią nie patrząc. - Udamy się do marketu.
- Ooo, rodzinny obiad! Słodko, słodko.
- Skończ. - warknął zły, wyprzedzając je.
Uczniowie zmierzali w stronę jednego z większych marketów na ulicy prostokątnej. Było to bardzo popularne miejsce, gdzie czarodzieje robili codzienne zakupy spożywcze. Sklep był wielkości dwóch boisk piłkarskich. Miał dwa piętra. Na pierwszym można było kupować artykuły spożywcze, a na drugim robić pozostałe zakupy. Był tam dział obuwniczy, meblowy, czy nawet samochodowy. Była to mniejsza galeria gdzie mieścił się jeden sklep oraz parking.
We trójkę weszli do „Pod gryfem”. Był to duży supermarket z mnóstwem regałów, na których ustawiono przeróżne pyszności. Od magicznych przekąsek po słodkości mundan. Można było tutaj kupić produkty z całego świata. Był to jeden z niewielu supermarketów, który oferował tak duży wybór. W pomieszczeniu bardzo wiele było czarodziejów, którzy tak jak oni postanowili zrobić zakupy.
Trójka młodych czarodziejów zaczęła omijać ich, i kierować się do odpowiedniego działu, prowadzeni przez Altair'a. Wiele kupujących dosyć głośno komentowali pojawienie się tutaj chłopaka. Sam magik nic sobie z tego nie robił, i nadal kontynuował swoją drogę do regału z mlekiem.
- Jebani debile. - syknęła wściekła Nicole w stronę czarodziejów.
- Zachowuj się. - upomniał ją chłopak.
- Ja? A oni?
- Ich mam gdzieś, a Ciebie nie.
- Wow! Czyżby Altair Sang zmienił nagle o mnie zdanie? - spytała zaskoczona. - Jestem pod wrażeniem.
- Nie, ale ty jesteś moją przyjaciółką od wielu lat, i zależy mi na tobie, Nicole. Jesteś dla mnie, jak siostra.
- Wiem, jednak czemu to mnie bardziej denerwują ich słowa albo wzrok niż Ciebie?
- Po latach przestajesz zwracać uwagę na nich, Nicole. - zaczął cicho. - Idziesz obok nich, i musisz mieć gdzieś, to co mówią, co myślą. Nawet jeśli Cię obrażają, a ich słowa dotykają Ciebie oraz twoich bliskich. Obojętność.
- Ja nie lubię takich sytuacji. wyszeptała cicho. - Jestem wściekła ponieważ znam Cię, i denerwuje mnie to, Altair.
- Nie bierz tego do siebie, Nicole. Masz swoje życie oraz swoich przyjaciół, rodzinę i to na nich powinnaś się skupiać.
- Łatwo Ci mówić.
- Nicole, mówiłem Ci tyle razy. Musisz nauczyć się panować nad swoim zachowaniem. Nie mogą ponosić Cię emocję. - przypomniał jej. - To tylko ludzie. Ich słowa nie mają znaczenia. Są nikim.
- Ty masz wyjebane, a ja nie potrafię tak żyć. Nie potrafię obojętnie patrzeć oraz słuchać tego.
- To zacznij mieć, Nicole. - odpowiedział chłopak, i włożył pistacjowe mleko do wózka sklepowego.
- To jedyna opcja, Nicole. - wymamrotała Leora, wrzucając ser do wózka. - Oni są nikim. Chcą tylko rozgłosu. Być blisko, jednak tylko udają troskę. Są fałszywi.
- Pamiętasz, jak jako dzieci robiliśmy z niego budyń?
- Pamiętam. - potwierdziła z uśmiechem. - Budyń o smaku pistacji jest najlepszym, co tylko może istnieć.
- Lucy robiła z nich ciasteczka mleczno - pistacjowe...
- Czemu nigdy ich nie jadłam?
- Były robione dla mnie, a nie dla Ciebie, Rimet. To były moje ciastka. - mruknął zirytowany chłopak, i przewrócił oczami. ~Altair Sang nie dzieli się słodyczami.~
- Jaki z Ciebie jest chuj jebany. - stwierdziła zła, również przewracając na niego oczami. - Znamy się przecież tyle lat. Jak możesz być tak podły dla mnie?
- Ktoś musi. - odparł krótko, i wyciągnął z lodówki mleko migdałowe. - Lubisz?
- Stosują ją do pielęgnacji skóry...
- Nie wychodzi? Ała. Nie bij mnie. - syknął wściekły brunet. - Co ty sobie wyobrażasz?
- Wyglądam pięknie, jebany chuju! - warknęła wściekła Nicole. - Mleko migdałowe jest najlepsze do skóry oraz włosów. Jakbyś nie wiedział, to często wykorzystuje się to mleko do produkcji kosmetyków.
- Wiem. - potwierdził. - Gdybyś nie wiedziała, to Claire wykorzystuje mleko migdałowe do swoich eliksirów oraz kosmetyków.
- Już się nie popisuj, smoczku.
- Nie robię tego. - zaprzeczył, i prychnął pogardliwie, i wyciągnął z półki mleko bakaliowe. - Jadłaś lody z tego mleka?
- Nie.
- Żałuj, Nicole. W Nelseb w każdej kawiarni albo restauracji można kupić takie lody. Są one tam niezwykle popularne. - wyjaśnił jej. - Jak mogłaś ich nie jeść?
- Rzadko bywam w tych miastach. Częściej chodzę do butików niż na zwiedzanie albo na zakupy do cukierni.
- A randki? Przecież zwiedzanie miasta nocą albo nocna przejażdżka jest świetnym pomysłem na randkę. Zawsze udane.
- Wow, porady randkowe od Altair'a Sang'a. - wyszeptała pogardliwie Leora, rozglądając się po półkach sklepowych. Dziewczyna trzymała się w lekkiej oddali od przyjaciół. Nie chciała uczestniczyć w kłótniach oraz nie zamierzała zwracać uwagi czarodziejów na siebie.
- Moi byli nie zabierali mnie do takich miejsc. Typowe miejsca to restauracja albo kino. Jebani idioci. - wyznała i, aż się zagotowała kiedy o nich pomyślała. - Nie wiem czemu zawsze trafiam na takich dupków. Przyciągam ich?
- Nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego zadajesz się z takimi ludźmi, Nicole. Przecież oni kompletnie do Ciebie nie pasowali.
- Wiem to, ale lepiej Ci niż inni. - wymruczała, przyciszonym głosem. - Oni nie byli tacy najgorsi. Nie potrafili albo nie mieli pomysłu na dobrą randkę, a poza tym to dobre chłopaki.
- Jednak powinni starać się bardziej. - wymruczał cicho, i schował mleko pekanowe do wózka sklepowego. - Sernik z mlekiem pekanowym oraz z różnymi serami pleśniowymi, co?
- Smak dzieciństwa, Altair.
- Dokładnie. - zgodził się chłopak, i udali się do regału z olejami. - Olej z pestek słonecznika, papryki, dyni. - wyliczał brunet, i chował szklane butelki do wózka. - awokado oraz mango.
- Najlepsze to z awokado.
- Najzdrowsze.
- Co dalej? - zapytała Nicole, i spojrzała przez ramię na jego listę. Była niska, więc nic nie mogła ujrzeć, dlatego spojrzała na niego wyczekując na odpowiedź.
- Warzywa. Jednak Lucy napisała, aby kupić je na targu, a nie w sklepie ponieważ tam będą zdrowsze.
- Czyli kasa?
- Nie. - zaprzeczył chłopak. - Soki oraz alkohol.
- Wreszcie.
- Widziałeś się z chłopakami? - zagadnęła Nicole, chłopaka po drodze do odpowiedniego działu.
- Tak, będą na kolacji, więc możesz z nimi porozmawiać. Dosyć wiele się u nich działo przez ten czas.
- Dobrych czy złych rzeczy?
- Trochę tego, i trochę tamtego. Jak to oni. - odparł wymijająco.
- A u Ciebie jakieś poważne zmiany albo przemyślenia? - zapytała Leora.
- Zaczęłam pisać z takim jednym chłopakiem z francuskiej szkoły. - wyszeptała z uśmiechem, i lekkim rumieńcem na twarzy. - Bardzo go lubię, i on mnie chyba też lubi.
- Był rok temu w szkole?
- Tak, jest starszy od nas o rok. Jest niezwykle miły oraz przystojny. Poza tym jego inteligencja oraz poczucie humoru jest urzekające. - mówiła, uśmiechając się przy tym coraz bardziej. - Jednak nie wiadomo na czym to stanie. Przyjaźń, a może coś więcej.
- Spotkałaś się już z nim na żywo? Byliście na randce?
- Jeszcze nie. Teraz piszemy, poznajemy się nawzajem. Kilka razy rozmawialiśmy przez kamerkę, ale nie widzieliśmy swoich profili. On działa powoli, i z niczym nie chcę się spieszyć. - wyjaśniła. - To coś nowego dla mnie.
- Nie lubisz tego.
- Czasami warto na coś czekać, Altair i później czerpać pełną satysfakcję z tego. Sama nie chcę teraz się spieszyć ponieważ zawsze to się szybko kończyło.
- Czyli możesz na niego czekać kilka miesięcy?
- Aż tyle nie, ale tygodnie już tak. On nie jest warty takiego czekania. Jest przystojny, zabawny oraz mądry, ale nie ma takiej cechy, która odróżnia go od reszty. - odparła brunetka. - Nie czekała bym na niego dłużej niż trzy tygodnie.
- Jest przeciętny. - stwierdził Altair. - Wnioskuje, że zależy Ci na seksie z nim, tak?
- Jestem tego ciekawa, ale to czekanie jest pociągające. Jest taki niedostępny dla mnie, a mimo to otwarty.
- Idę kupić jakieś przekąski na wieczór, kupcie mi coś dobrego. - odparła Leora, odchodząc od przyjaciół.
- Trochę to dziwne, ale niech Ci tam będzie. Zawsze coś nowego, Nicole. - odpowiedział obojętnie, i stanęli przed wielką półką z sokami, napojami, koktajlami oraz wodami smakowymi.
- Co bierzemy?
- To co lubimy najbardziej. - stwierdził chłopak, i włożył do wózka szklane butelki z sokiem Chova. Był to sok z daktyli, jagód oraz limonki.
- Jeśli tak mówisz, to ja biorę Pomvy. - orzekła po zastanowieniu, i wsadziła kilka butelek do wózka. Sok był wykonany z czereśni, pomarańczy oraz marakui.
- Dlaczego wolisz kwaśne soki?
- Są bardziej orzeźwiające, a słodkie są dla mnie zbyt słodkie.
- To nie pij tego ponieważ on jest bardzo słodki, Nicole. - poradził jej, i schował Gue do wózka. Sok ten wykonany był z babaco, tuna oraz mango. - Teraz alkohol. Jaki chcesz wypić dzisiaj do obiadu? - zapytał Nicole, i wskazał na półkę, na której mieściły się alkohole różnego rodzaju. - Nie krępuj się. Wiemy wszyscy, że chcesz.
- Wezmę Capo. - stwierdziła dziewczyna, a chłopak wpakował zgrzewkę piwa do wózka.
- To jest dla Lotar’a, a dla Ciebie?
- Fluv. Uwielbiam to owocowe wino.
- Według mnie bardziej dominuje w nim owoce oraz słodycze zamiast alkoholu, ale mimo to jest smaczne. Jednak delikatne.
- To jest wino, a nie wódka, czy whisky, i nie musi zawierać wiele alkoholu.
- Niech Ci będzie. - przewrócił oczami. - Co dla reszty?
- Kir oraz Can, i może drink GRP?
- Niech będzie. - zgodził się, i wkładał odpowiednie zgrzewki z szklanymi butelkami do środka ich wózka. - Teraz kupimy jakieś przekąski na wieczór. Leora pewnie kupiła same słodycze. - powiedział, jak kierowali się do działu z przekąskami. - Będą chłopaki, więc wieczorem razem coś obejrzymy, jesteś za?
- Bajkę?
- Nie będę tego oglądać, i oni również. Obejrzymy coś gdzie jest wiele akcji...
- Nie chcę nic brutalnego ani strasznego, Altair. Nie możemy obejrzeć czegoś, co nam wszystkim będzie pasować?
- Możemy. Horror?
- Powiedziałam nic strasznego! - mruknęła zła dziewczyna, i utkwiła wzrok na regale ze słonymi przekąskami. - Ja biorę rogi jednorożca, a dla Lotar’a te jego pieprzone piekło w gardle. Nie rozumiem, i nigdy nie zrozumiem, jak można to jeść. Mi jeden taki chips wypalił gardło.
- To nie powinno Cię dziwić, patrząc na skład tych chipsów.
- Masz rację, ale tylko ktoś taki, jak Lotar Arit może to lubić. On zjada to, i nic mu nie jest. Jest jakimś pierdolonym dziwakiem.
- Czasem tak już bywa, Nicole. - odpowiedział chłopak, i włożył do wózka; Serowy Raj, Keis oraz Her.
- Leora, jaki film obejrzymy wieczorem? - zapytał Altair, gdy dziewczyna podeszła do nich.
- Władca Pierścieni.
- Niech będzie.
- Mi pasuje. - zgodziła się Nicole. - Wszystko?
- Tak. - potwierdził chłopak, i we trójkę udali się do kasy.
- Dzień dobry, panie Sang, witam panienki. - przywitała ich młoda kasjerka, i machnęła różdżką nad ich wózkiem. - 6 jabłek, 9 ananasy, 3 truskawki, 9 winogron oraz 20 arbuza. - powiedziała dziewczyna patrząc na swój monitor, i ponownie machnęła różdżką nad wózkiem. Wszystkie zakupy zaczęły pakować się do zielonych toreb z logiem oraz nazwą sklepu.
- Do widzenia. - odpowiedział chłopak, jak pozostawił wyliczone pieniądze na blacie.
- Naprawdę? Panienki? - prychnęła Nicole, jak tylko wyszli na zewnątrz. - Co to ma znaczyć? Wiem, że to ty, ale ja również pochodze z wpływowej rodzinny.
- Nicole, nie zaczynaj. Idziemy do...
- Idźcie, ja jeszcze pożegnam się z przyjaciółmi.
- Do zobaczenia na miejscu, Leora. - mruknął Altair.
~Może w końcu się pogodzą? Ich kłótnia jest dziecinna. Diodor Arit został skazany na dożywocie ponieważ zabił, gwałcił oraz torturował czarodziejów, i ludzi. Były podejrzenia, że pracował dla księcia. Niedawno razem z innymi więźniami uciekł. Altair chciał, aby Diodor schował się w bezpiecznym miejscu, ale on chodził po mieście, tak jakby sytuacji nie było. Wiele ryzykował, ale nigdy nikt go nie złapał. To była jedna z rzeczy, o których się kłócili. Altair nie chciał, aby wychodził, a on to robił. Mężczyzna był bardzo mądry oraz sprytny, więc nie dało się go złapać, ale każdy z nas bał się o niego. Zwłaszcza Arit. Byli bardzo zżyci, a jego brak bardzo przybił chłopaka. Teraz Lotar nie chcę stracić go ponownie.~
~Altair zaprowadził nas na tyły jakiegoś sklepu, i teleportował nas do domu Aritów. Pojawiliśmy się na ciemnej, brudnej oraz śmierdzącej ulicy. Po moim ciele przeszły dreszcze strachu. Nie lubiłam tu przebywać. Bałam się tej okolicy. Chłopak zaczął prowadzić mnie uliczkami, i po kilku minutach stanęliśmy pod wielkim budynkiem. Nigdy nie lubiłam Worcester. Nie wiedziałam dlaczego, ale nigdy nie czułam się tutaj bezpiecznie. Było tutaj wiele wspaniałych atrakcji, ale nigdy nie potrafiłam się do niego przekonać. Wiem, że miasto ma złą sławę, ale mnie to nie odstraszało. Było tak dlatego, że żyło tutaj wiele czarodziejów, którzy czynili zło. To było miejsce, gdzie oni żyli. Łatwo było wtopić się w tłum.~
~Chłopak uniósł różdżkę w górę, i wypowiedział słowa przysięgi. Wiele czarodziejów tak chroniło swój dom w świecie mundan. Nie musieli bać się, że ktoś ich znajdzie. Po słowach chłopaka ukazały się czarne drzwi, prowadzące do domu. Ruszyliśmy w tamtym kierunku. Brunet otworzył ciężkie, skrzypiące drzwi, i przeszliśmy przez próg. Poczułam chłód na swoim ciele. Zaklęcia sprawdzające.~
~Za każdym razem, kiedy odwiedzam ten dom czuje się dziwnie. Ten dom jest straszny. Wiele razy Altair musiał używać zaklęć, aby odgonić duchy albo inne straszne magiczne istoty. Ten dom byłby idealny na Halloween.~
~Korytarz był długim oraz ciemnym pomieszczeniem. W holu unosił się zapach starych ksiąg i magicznych ziół. Wszędzie gdzie tylko spojrzałam mogłam ujrzeć stare obrazy sprzed kilkunastu wieków, które zdawały się poruszać w świetle księżyca. Były mimo to utrzymane w nienagannym stanie, ale nie pasowały do dzisiejszej kultury. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to tylko złudzenie czy też faktycznie te obrazy żyły własnym życiem. Wszystko wydawało się tak realne, tak pełne magii. Gdy przemierzałam korytarze tego tajemniczego domu, czułam, jak energia magiczna przepływała przez moje ciało.~
~Nagle usłyszałam dźwięk delikatnego szelestu, który przeniknął ciszę. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak książki same otwierają się i zaczynają unosić w powietrzu. Strony zaczęły się przewracać, a słowa wychodziły z nich jakby miały własną wolę. Zaklęcia sprawdzające były tu na porządku dziennym. Dom był pełen pułapek i zabezpieczeń, które miały na celu chronić jego mieszkańców. Moje serce zabiło mocniej, zdając sobie sprawę, że muszę uważać na każdy krok. Dom był pełen pułapek i zabezpieczeń, a moje bezpieczeństwo zależało od tego, czy potrafię uniknąć naruszenia któregoś z zaklęć. Niebezpieczeństwo czaiło się na każdym kroku, dlatego musiałam zachować ostrożność.~
~Dom różnił się od dawnego ponieważ przeszedł generalny remont. Wcześniej nikt tutaj nie przebywał ponieważ rodzina Lotar’a miała złe wspomnienia z tym miejscem. Poza tym posiadają piękny dom, i nie potrzebowali tutaj mieszkać. Dobrze, że Diodor zdecydował się na remont. Teraz dom wyglądał na czysty oraz schludny. Wcześniej bałam się tutaj przebywać. Przerażało mnie to miejsce. Teraz to miejsce jest jego domem oraz jedyną kryjówką. Nikt nie wie o nim ponieważ tylko Ród Arit ma do niego dostęp, i oni wpuszczają tutaj gości, więc Diodor jest tu bezpieczny oraz chroniony. Weszliśmy do kuchni.~
~Kuchnia była urządzona nowocześnie, i w jasnych barwach. Podłoga wykonana z jasnego drewna podobnie, jak meble tylko one nieco w ciemniejszych barwach. Na środku stał duży szklany stół oraz krzesła wykonane z czarnego kamienia. W rogu pomieszczenia ustawiono wszystkie niezbędne rzeczy do przyrządzania jedzenia, takie jak lodówki, czy piekarniki. Kuchnia znajdowała się w piwnicy, ale było to bardzo przyjemne miejsce ponieważ Diodor całą piwnicę oraz schody ozdobił lampkami, i nie musiałam się tutaj bać ciemności, wilgoci oraz chłodu, jaka panowała wcześniej.~
~Na końcu stołu siedział Alpi Dedo. Był bledszy niż zawsze oraz nabawił się nowszych blizn. Miał on siwiejące, włosy oraz nieduże, zielone, oczy. Był on wilkołakiem, więc nie byłam tym zdziwiona. Koło niego na krześle z uśmiechem siedział John Pleon. Pochylali się nad jakąś książką, i cicho rozmawiali o niej z zaintrygowaniem na swoich twarzach. To raczej mnie nie dziwiło. Oboje byli mądrzy oraz lubili czytać książki.~
~Przesunęłam wzrok dalej. Na początku stołu siedział przystojny mężczyzna. Diodor Arit. Był to mężczyzna o intensywnym, poważnym wyrazie twarzy. Miał silne, zarysowane cechy twarzy; ostra linia żuchwy, wyniosłe kości policzkowe, lekko zmarszczone czoło. Jego oczy były ciemne, a spojrzenie szalone oraz nieobliczalne. Jego włosy są ciemnobrązowe, lekko faliste, ułożone z luzem, w stylu mętnej fryzury, która opada z czoła. Był ubrany bardzo elegancko, co było do niego podobne. Ubrał czarny garnitur z białą koszulą. Krawat ozdobiony był herbem rodu. Całkowicie nie wyglądał na kogoś, kto uciekł z więzienia. Jednak Diodor od najmłodszych lat przykuwał uwagę, nie tylko dobrym wyglądem, ale swoją inteligencją oraz byciem buntownikiem. Był czarną owcą w rodzinie. Niedaleko nich siedział Rocha Arit. Posiadał on jasnobrązowe, gęste włosy, małe, zielone oczy, bardzo jasną karnację, ostre linie szczęki oraz kilkudniowy zarost na twarzy. Był to wysoki, szczupły, dobrze zbudowany mężczyzna z umięśnionymi ramionami. Rocha siedział przy stole, i z zainteresowaniem czytał popołudniową gazetę. Rocha również był przystojny, ale to jego brat był uważany za tego ładniejszego. To Diodor przyciągał uwagę, Rocha zawsze mu tego zazdrościł. Tej pewności siebie w rozmowach z czarodziejami albo z kobietami. On był nieśmiały, zamknięty w sobie oraz spokojny. Diodor od najmłodszych lat był duszą towarzystwa. Bawił gości, śpiewał, tańczył oraz robił dobre wrażenie na wszystkich. To o nim zawsze mówili czarodzieje. Pośrodku nich siedział Lotar Arit. Siedział na krześle, i obracał w ręce różdżkę. Był znudzony, i zły, że musi tu siedzieć.~
- Witajcie. - powiedział chłopak. Wszystkie głowy się podniosły.
- Altair! - krzyknął Lotar z uśmiechem, który jako pierwszy otrząsnął się z szoku. Wstał z krzesła, i podbiegł przytulić chłopaka. Do dziewczyny podszedł John.
- Tęskniłam. - powiedział brunetka, i przytulił go mocno do siebie.
- Ja również. - odparł cicho. ~Objął mnie mocniej. Kiedy każdy z nas się przywitał usiedliśmy przy stole. Altair, i Diodor usiedli daleko od siebie. Nawet na siebie nie patrzyli.~
- Jak w pracy? - zapytał Altair, i spojrzał na Rocha. Pracował w Departamencie Praw oraz Obowiązków Czarodzieja w urzędzie Praw Czarodziejów. Był on kierownikiem tego działu, i doradcą w Leli.
- Dobrze, dziękuję. - odparł krótko, i wrócił wzrokiem do gazety. Rocha jako czarodziej czystej krwi nie lubił się przemęczać oraz brudzić. Dlatego wybrał spokojną pracę za biurkiem. Kierował on czarodziejami. Rocha był bardzo inteligentny, sprytny, bystry oraz ambitny. W pracy go szanowali. Sam wprowadził kilka poprawek w prawach czarodziejów albo pomógł skazywać więźniów. Lubił swoją pracę. Jednak nie był tym najważniejszym w swoim dziale. Zawsze do tego dążył, ale nigdy mu się nie udawało. Drzwi do kuchni otworzyły się z hukiem. Weszła przez nie Diana Arit, czyli matka Lotar’a, który gdy tylko ją zobaczył wyprostował się, jak struna. Czuł respekt przed swoją matką.
- Co wy tutaj robicie, panowie? - spytała kobieta, i spojrzała na nich po kolei. - Altair! Nicole! Już jesteście? Chodźcie tutaj. - zwróciła się do nich, i przytuliła ich mocno do siebie. - Dobrze wam minęły wakacje?
- Tak, pani Arit. - odpowiedzieli.
- Tutaj mam zakupy na wieczór. - odparł Altair, i podał kobiecie pomniejszone torby.
- Dostałeś wiadomość, że warzywa oraz owoce już kupiliśmy?
- Tak, dostałem.
- Dobrze. - mruknęła kobieta z uśmiechem. ~Zawsze lubiłam Dianę. Jest to przemiła, i niezwykle dobra kobieta. Poza tym jest jedną z właścicieli sklepu z biżuterią, więc zawsze mam biżuterii pod dostatkiem. Diana to kochana kobieta.~ - Lotar zabierz przyjaciół do siebie, a reszta zajmie się przygotowaniami do kolacji.
- Oczywiście, matko. - zgodził się od razu, i wstał z krzesła. - Idziemy. - mruknął do przyjaciół chłopak.
- Lotar, chyba nie muszę mówić kto wychodzi pierwszy?
- Starsza pani?
- Kobieta, idioto. - warknęła wściekła Nicole, przechodząc obok niego obrażona.
- Diodor, ty zostajesz. Pomożesz przy kolacji.
- Taki miałem plan.
~Poszliśmy na górę do pokoju Lotar’a. Jakoś nie miałam ochoty na rozmowę o polityce, która zapewnie zaraz by się pojawiła. Są wakacje, i jedyne o czym myślę to żeby odpocząć oraz dobrze spędzić czas wśród moich przyjaciół. Nie widzieliśmy się od zakończenia roku. Bardzo za nimi tęskniłam. Pisaliśmy do siebie, ale to nie to samo, jak spotkanie na żywo. Twarzą w twarz. Zwłaszcza teraz, w tych trudnych czasach. On wrócił. To oznacza jedno. Wojnę. Słyszałam, i czytałam wiele o poprzedniej wojnie, a zapowiada się, że ta będzie o wiele cięższa niż tamta.~
Dom Aritów miał pięć pięter. Komnaty dla rodzin mieściła się w prawym skrzydle na trzecim piętrze. Dla przyjaciół w lewym skrzydle, również na trzecim piętrze. Natomiast dla gości na drugim piętrze. Na parterze mieściła się kuchnia, a obok osobne pomieszczenie na jadalnię, salon oraz wyjście do ogrodu. Na pierwszym była biblioteka, pokój gier oraz pokój, w którym powieszone zostały portrety rodu Arit. Dom nie miał windy, a było to dosyć popularne wśród czarodziejów.
Lotar’a pokój był typowym męskim pokojem. Było to duże, i przestronne wnętrze. Miało ciemnozielone ściany oraz brązową, drewnianą podłogę. Pod dwoma dużymi oknami stało duże łóżku z trawiastą pościelą oraz czarnymi poduszkami. Na przeciwko stało drewniane, czarne biurko oraz krzesła, i kilka szarych foteli. Na ścianach powieszone były plakaty domu sroki, Drave, motorów bądź samochodów. Typowy Lotar. Nicole usiadła na łóżku z John’em. Arit na fotelu natomiast Altair na parapecie.
- W tym pokoju brakuje tylko zdjęć gołych kobiet. - mruknęła z obrzydzeniem Nicole. ~Dobrze pamiętałam, jak pierwszy raz odwiedziłam jego rodziny dom. W jego pokoju na jednej ze ścian powieszone były plakaty gołych kobiet. Oczywiście Diana wiele razy powtarzała mu, że ma go zdjąć. On jednak nic sobie z tego nie robił ponieważ on taki był. Kiedy się na coś uparł, to musiał to mieć.~
- Jeśli chcesz mogę powiesić twoje zdjęcia.
- Altair!
- Ares. - warknął Altair, i spojrzał na niego zimno.
- Przepraszam. - powiedział Lotar, i przewrócił oczami.
- Macie jakieś plany? - zapytał John, aby załagodzić sytuację.
- Nie.
- To może coś wymyślisz, Arit?
- Czemu jesteś dla mnie taka niemiła? - zapytał zaskoczony chłopak.
- Denerwujesz mnie, a poza tym ty też jesteś taki dla mnie. - odpowiedziała wściekła Nicole. John objął ją ramieniem.
- Masz może. No wiesz. - odparł niepewnie, i podrapał się po karku.
- Nawet jeśli nie będę Ci się spowiadać. Jesteś takim idiotą...
- Uspokójcie się. Nie jesteśmy małymi dziećmi. Wyluzujcie. - mruknął do nas John. - Jakie są plany na resztę wakacji?
- To może pójdziemy do klubu? - zaproponował Arit.
- Imprezowałeś całe wakację. Mało Ci?
- Nie z wami. - uśmiechnął się chłopak. - Jeszcze został mi miesiąc. Chcę korzystać z niego w pełni. Wakacje są tylko raz w roku. - stwierdził z uśmiechem. - Czemu nie chcesz iść na imprezę? Rozerwiesz się tam. - mruknął w stronę dziewczyny z uśmiechem. - Przecież zawsze chodzimy na imprezę, i nie robisz z tym problemu.
- Chcę spędzić z wami czas. Nie mieliśmy dla siebie czasu w tę wakacje, i tęsknie za wami. Chce tylko spędzić z wami resztę wakacji. - poinformowała cicho. - Dobrze wiemy co dzieję się na zewnątrz. Nie wiadomo ile mamy czasu. Być może za rok nie będziemy mogli tak spędzać czas. Chcę teraz pobyć z wami. Wykorzystać być może ostatnie chwilę jakie mamy razem.
- Nicole ma rację. - zgodził się Altair. - Spędźmy razem ten czas. Jest wojna, a tak naprawdę to zaraz się zacznie, i to wszystko się z nią zakończy. Teraz potrzebujemy takiej sytuacji z bliskimi. Czasu z przyjaciółmi.
- Gdzie jest Ariel? - zapytała dziewczyna.
- Na wakacjach we Włoszech.
- Przecież miał wrócić kilka dni temu.
- Miał, ale poznał dziewczynę, i zostanie jeszcze trochę. - odparł Altair.
- Nie możecie do niego napisać, żeby wrócił? To ma być czas dla nas wszystkich.
- Zajmę się tym. - powiedział Altair. - Gramy w pytanie, i odpowiedzi. - oznajmił chłopak, i położył pustą butelkę oraz karty na podłodze. Wszyscy usiedli obok siebie, a Nicole chwyciła za butelkę.
- O co się obecnie martwisz? - zapytała, i spojrzała na John’a.
- Martwią mnie egzaminy...
- Zaraz oszaleje. - stwierdził Arit, i wyciągnął zgrzewkę capo ze swojej lodówki, która schowana została w szafce. - Co?
- Twoja matka wie, że tam chowasz alkohol?
- Wie, ale oboje udajemy, że nie. - odpowiedział z uśmiechem. - Kręć, John ponieważ zaraz będę wymiotował tymi gadkami o egzaminach.
- Hejka. - przywitał się Yann Dedo. Był to wysoki chłopak o stalowych, krótkich, kręconych włosach oraz małych błękitnych oczach. Miał on trójkątną twarz oraz mleczną cerę.
- Yann. - mruknął Altair, i przywitał się z przyjacielem. - Jak tam wakacje?
- Bardzo dobrze. - mruknął z szerokim uśmiechem. - Wybrałem się na wycieczkę po magicznej Ameryce Północnej, i spodobało mi się.
- Ciekawe atrakcje?
- Bardzo oraz spotkałem bardzo wiele niesamowitych czarodziei oraz stworzeń. Jednak jest tam o wiele mniej czarodziejów niż nas tutaj, co mnie zdziwiło. - odparł. - Jak raz wybrałem się na rynek do Rosdag, to trudno było znaleźć wolne miejsce, a tam niemal pustki.
- To bogaty kraj, ale zmaga się z tym, że niewiele rodzi się dzieci. - objaśnił Altair. - Co tam masz, Yann? - spytał, i wskazał na jego kubek.
- Kirerd. Jest to napój amerykański produkowany z jabłek, wiśni oraz truskawek. Dla was też kupiłem. - oznajmił niebieskooki, i przywołał dla nich kubki. - Kupiłem też kanapki z bawar.
- A co to?
- Bawar to magiczne stworzenie Ameryki Północnej. Jego mięso smakuje bekonem oraz indykiem. - wyjaśnił Altair. - U nas bardzo mało osób o nim słyszało ponieważ nie jest tutaj, aż tak popularne, jak w Ameryce. Jedzą to mięso bardzo często. W każdym barze są kanapki z niego albo jest jedzony na obiad.
- A co znajduje się w środku?
- Mamy tam plastry bawar, pokrojone warzywa oraz chleb orłów.
- Jakie warzywa?
- Tapar, pover szmaragdowy oraz wodar.
- Nie ma żadnego sosu?
- Nie. - zaprzeczył Dedo. - Kanapka zawiera wiele smaków, i nie jest to potrzebne. Można zamówić sos, ale wole jeść bez, wtedy lepiej mi smakuje. - dodał niebieskooki. - Sami spróbujcie.
- Jebanie kwaśny wodar. - stwierdził Lotar z obrzydzeniem. - Amerykanie dodają coś do niego, aby był jeszcze kwaśniejszy?
- Dodają sól morską oraz kilka kropel caba. Wodar jest jeszcze bardziej kwaśny, ale ma o wiele ładniejszy kolor, i dłużej utrzymuje świeżość. - objaśnił Altair. - Jednak tutejsi czarodzieje nie lubią, aż tak kwaśnego smaku.
- Lecimy dalej. - zaproponował John. - Chciałbyś zdać prawo jazdy na samochód, czy motor?
- Motor. - odparł pewnie Arit, i zakręcił butelką. - Zabić wampira, czy wilkołaka?
- Wampira. - oznajmił po chwili Altair. - Jakie zwierzę byłoby słodsze, gdyby pomniejszyć je?
- Smok. - stwierdził Yann. - Wiem, że jesteś smokiem, ale naprawdę niektóre są przerażające. - zwrócił się do Altair’a.
- Kręć. - rzucił zimno Altair.
- Dlaczego nikt nigdy tego nie zrobił? Przecież taki mały smok wyglądałby słodko.
- Można zmniejszyć każde zwierzę albo przedmiot, ale smok to zwierzę, które cechuje się wielką siłą, dlatego to by było coś złego dla nich. Straciliby swoją dumę.
- Altair, a ty co o tym myślisz?
- Mam w herbie smoka, ale byłbym zadowolony posiadając mniejszego smoka ponieważ mógłbym z nim gdzieś wyjść albo pobawić się, jak z kotem. Z wielkim smokiem ciężko jest tak robić. - zaczął chłopak. - Jednak gdybym chciał, to mógłbym to zrobić. Izar, gdy byliśmy dziećmi rzucał takie zaklęcia.
- Super! Zróbmy tak kiedyś.
- Właśnie. - poparł Nicole, Yann i zakręcił. - Dla kogo starasz się być uprzejma?
- Dla większości ludzi w szkole, którzy mnie wkurwiają, i samym sobą potrafią doprowadzić mnie do prawdziwego szaleństwa.
- Dlaczego to robisz? - spytał zdziwiony Arit. - Ja jeśli kogoś nie lubię, to tego nie udaje. To nie ma sensu bycia miłym, jak ktoś mnie wkurwia.
- Jednak czasami lepiej jest ominąć gówno niż w nie wejść, Arit. - odparła dziewczyna, i zakręciła. - Co sprawia, że przewracasz oczami?
- Za dużo się uczysz oraz po co czytasz te książki skoro jesteś już taki mądry.
- Ej! Jak tak mówię. - syknął Ares zły, i uderzył blondyna w kolano. - To według Ciebie zasługuje na przewracanie oczami?
- Tak ponieważ ja lubię zwiększać swoją wiedzę, i twoje słowa nie sprawią, że nie będę tego już robić, Lotar. - powiadomił go ze spokojem John. - Jakie mityczne zwierzę chciałbyś posiadać?
- Jednorożec! - krzyknął od razu z uśmiechem Yann. - Nie przesadzam?
- To, że jesteś gejem, i chciałbyś posiadać jednorożca nie jest przesadą. - oznajmił Altair, a Nicole wybuchła śmiechem.
- To nie przesada ponieważ ja też chcę jednorożca. Wyglądałabym z nim pięknie. Wyobrażacie to sobie, ja tak! - krzyknęła brunetka, klaszcząc w dłonie. - Chcę go mieć!!
- Jednorożec to bardzo bogaty wydatek, Nicole. Kosztuje wiele, a jest też ciężki w wychowaniu, utrzymaniu oraz przystosowaniu do ludzi. - wyjawił Altair. - Lepiej kup sobie kota.
- Zamknij się, Arit!! - warknęła brunetka, jak chłopaki wybuchli śmiechem. - Ile kosztuje?
- Zależy czy dorosły czy dziecko. Również rasa ma znaczenie.
- Tak ogólnie, to ile?
- 190 arbuza. #103170zł.
- Wiele. - stwierdziła dziewczyna po przeanalizowaniu swojej sytuacji. - Rodzice pewnie by się zgodzili, ale jakoś tego nie widzę.
- Nie sądzę, aby twoi rodzice chcieli wydać tyle pieniędzy na jednorożca.
- Niby dlaczego, Arit? - syknęła zła Nicole, patrząc na chłopaka. - Nie jestem biedna, a moi rodzice ciężko pracują na to co teraz mamy. Poza tym pochodzę z bogatego rodu, który ma pieniądze.
- Mają, ale nawet dla moich rodziców byłby to zbyt duży wydatek. Trzeba kupować dla niego jedzenie, które kosztuje mniej więcej sześć tysięcy euro tygodniowo. - odezwał się Ares. - To tylko twoja zachcianka, Nicole. Musisz też mieć miejsce, aby go trzymać. Zwierzęta potrzebują czasu oraz opieki. Nie jest tak, Altair?
- Jest. - potwierdził brunet. - Jednorożec jest duży. W twoim pokoju nie może mieszkać. Potrzebuje ruchu oraz latania. Wolności. - odparł. - Grajcie dalej, a nie kłócicie się.
- Nie kłócę się tylko tłumacze...
- Pytanie do Ciebie. - mruknął Yann, a Lotar zamilkł od razu. - Jakiego pierwszego zaklęcia nauczyłeś się?
- Zaklęcie przywołujące. Nauczył mnie go Rocha, gdy miałem z pięć lat.
- Udało się rzucić go poprawnie?
- Za trzecim razem. - mruknął, i zakręcił. - Jaką mądrą rzecz robią zwierzęta, co mogliby wykorzystać ludzie?
- Nie używanie wody do kąpieli oraz spanie całymi dniami. - odrzekł Altair.
- Jak ludzie mieliby sami się myć?
- Mamy zaklęcie, a nie marnujemy wodę, tak jak mundan. Oni mają wiele problemów z klimatem albo z dostawą surowców, a my nie ponieważ mamy magię. - stwierdził Altair. - Można byłoby bardziej dopracować takie zaklęcia, i czarodzieje nie musieliby korzystać z kąpieli tak często.
- Nam jest łatwiej ponieważ mamy tą magię, i to nam pomaga, a oni nie mają tak dobrze, więc to, że jeszcze nie zniszczyli swojego świata jest pocieszające.
- Niby tak, John jednak codziennie ją niszczą, i to wcale nie jest dobre. Dla nich oraz nas ponieważ my również mamy tam swoje biznesy oraz bierzemy od nich produkty.
- Jest tak, Yann jednak bez tego sobie poradzimy, a jeśli mundan zniszczą swoją planetę to zginą, a my nie. Bez ich produktów oraz biznesów jesteśmy w stanie przetrwać, i zrobić coś, aby samemu to produkować. - ocenił Altair. - Mundan nie mają drugiego wyjścia. Nie mają zastępczej planety. Jeśli nie uratują tej, to zginą. Taka jest ich rzeczywistość. Czarodzieje mogą przenieść firmy tutaj albo stworzyć jakąś wyspę, gdzie będą zarabiać.
- Mają. - sprzeciwił się John. - Mogą zacząć dbać o planetę, a nie o samych siebie.
- Dokładnie. - zgodził się brunet. - W jaki mądry sposób można spędzić dzień?
- Zagrać w gry, pójść na wykład magiczny. - wyliczała dziewczyna. - do muzeum albo teatru. Na spacer, wyjść na zewnątrz, i zagrać w coś.
- Przeczytać mądrą książkę albo obejrzeć ciekawą wystawę. - dorzucił John.
- Jakim magicznym stworzeniem chciałbyś być?
- Wampirem. - stwierdził Yann. - Ogólnie wampiry lubię, poza tym zawsze chciałem posiadać superszybkość oraz nie lubię jakoś szczególnie słońca, i życie w cieniu jest dla mnie do przyjęcia. Poza tym, dobrze być nieśmiertelnym.
- Jednak wiele wampirów jest źle traktowana przez czarodziejów oraz nie mają żadnych praw. Takie życie jest niezwykle ciężkie, Yann. - powiedział Lotar. - Naprawdę chciałbyś tego dla siebie?
- Wiem, ale posiadają oni dodatkowe moce, które ułatwiają życie oraz ucieczkę.
- Jednak nie będę z tego korzystać ponieważ przez to zostaną złapani przez Ministerstwo. Doskonale o tym wiesz, Yann.
- Wiem Altair. - potwierdził chłopak, i chwycił za butelkę. - Jakim zwierzęciem magicznym chciałbyś być?
- Dogop. Lubię wilki oraz psy, więc chciałbym nim być. - mruknął Lotar, i zakręcił. - Jakie masz dziwne nawyki?
- Papier toaletowy rozwijam na zewnątrz, nie lubię jeść chleba, gdy ma on suchy brzeg oraz etykiety muszą być w przodzie. - wyliczył John. - Mam tego więcej, ale tyle wystarczy.
- Zapytaj John’a o jego nawyki, a czujesz się tak jakbyś otworzył puszkę Pandory.
- Nie przesadzaj, Altair. - mruknął John, i ponownie zakręcił. - Co...
- Chłopaki, Nicole, czas już się zbierać. - mruknęła Diana, wchodząc do środka. - Kolacja czeka.
~Naprawdę nie lubię rodzinnych balów. Pełno jest tam gości, z którymi trzeba rozmawiać, i być miłym. Oni mnie nie obchodzili, a i tak musiałem udawać, że ich lubię, czy szanuje. Po co? Nie mogą być, aż tak głupi, i zdają sobie sprawę, że ich nie lubię oraz nigdy nie polubię. Idę tam tylko, dlatego aby porozmawiać z Rocha.~
~Lucy już naszykowała dla mnie strój w moim pokoju. Tyle dobrego. Nie musiałem przynajmniej niczego szukać. W środku był już team, który miał zająć się moją fryzurą oraz innymi bzdurami. Organizowaliśmy bal magiczny, choć bardziej spotkanie dla czarodziejów, aby przekazać pieniądze na szczytne cele. Nie wiem, jeszcze na co, ale będzie to coś związanego z dziećmi bądź magicznymi zwierzętami. Tak przeważnie robiliśmy, dlatego tam chodziłem. Chciałem pomagać im.~
~Spojrzałem na swój strój. Był to piękny strój, wykonany z najwyższej jakości materiałów. Był to czarny, długi płaszcz, z szmaragdowym kołnierzem, a z tyłu miał postać smoka. Był wiązany przez gruby, biały pasek. Kolejną częścią był ciemnozielony garnitur. Miał cztery guziki, każdy z nich reprezentował inny żywioł magii. Spodnie były w odcieniu grafitowym. Idealnie dopasowane do mnie ze złotym paskiem. Buty był na podwyższeniu o białym kolorze. Całość stroju dopełniały naszyjniki, bransoletki oraz pierścienie. Po prawej stronie marynarki wyszyty był herb rodu Sang.~
~Gdy ubrałem strój przygotowany przez Lucy, spojrzałem w lustro. Podobałem się sobie. Prezentowałem się bardzo dobrze z włosami, które opadały mi na czoło w postaci lekkiego podkręcenia. Lubiłem, gdy moje włosy były kręcone. Wtedy prezentowały się jeszcze lepiej. Westchnąłem cicho. Czas wychodzić.~
Młody przystojny, chłopak opuścił swoją sypialnię. Udał się w kierunku salonu. Jego krok był pewny siebie, stał się jeszcze bardziej, gdy mijał kolejnych czarodziejów, i widział, jak zawieszają na nim wzrok. To właśnie podobało mu się najbardziej. Sam czuł się dobrze, ale chciał by inny też o tym mówili. Lubił to uczucie.
Altair stanął przed jednym ze swoich asystentów. Powiadomił go, że musi jeszcze udać się na ściankę medialną, i udzielić wywiadu. Przewrócił oczami, i westchnął ciężko. Tego nie lubił najbardziej, jednak tego wymagał bal. Był miejscem medialnym. Zawierało się tam wiele interesów oraz poznawało wpływowych czarodziejów. Nie był to bal, aby tylko pomóc.
Altair poprawił swoje włosy, i stanął przed paparazzi. Nie lubił ich, ale oni zapewniali im klientów. Media uwielbiały ród Sang, a zwłaszcza Altair’a Sang’a. Wszystkie aparaty zwróciły się w jego stronę, mimo iż było tam trzech innych czarodziejów. Jednak o nich nie mówiły media ani nikt. Paparazzi wiedzieli, że wiele zarobią na zdjęciach chłopaka, dlatego ich aparaty szalały, gdy go zobaczyli. Poczuł ból w oczach, od ich wystrzałów, dlatego zszedł ze ścianki. Asystent zaprowadził go do zaufanego dziennikarza. Odpowiedział na pytania o zbliżający się jego trzeci rok w Mentha, co myśli o wyborze sędziów czarodziejów, którzy mieli zostać Ministrami oraz na jaki wykład magiczny warto pójść, a także swoich przypuszczeniach dotyczących wyników meczów.
Altair po wszystkich obowiązkach związanych z mediami, wreszcie mógł udać się do salonu, a raczej sali balowej. Kiedy spacerował po korytarzach dworku, wspomnienia coraz bardziej napływały do jego głowy. Ciężko było mu chodzić po tych korytarzach. Nie było go tu od dawna. Już tutaj nie bywał. Nie miał miejsca, w którym bywał dłużej. Mieszkał w wielu miejscach, w wielu krajach, czy wymiarach. W Nowym Jorku, czy Londynie. W Rosdag, bądź w Kubbez. W Mentha. Nie miał jednego domu.
Altair przystanął niedaleko wejścia do sali balowej. Spojrzał na obraz swojego pradziadka. Wspomnienia zalały jego umysł. Nie mógł odwrócić wzroku od niego. On również mógł zmieniać kolor swoich oczu. Miał takie, jak on teraz szmaragdowo-grafitowe. Wydawało mu się, że patrzy na swoje odbicie. Przypominał z wyglądu swojego pradziadka. Zamknął oczy ponieważ poczuł napływające łzy. Za nim tęsknił najbardziej. Każdego dnia. Altair westchnął przeciągle, i ruszył na bal. Wielkie wrota otworzyły się przed nim. Wszyscy zgromadzeni goście odwrócili wzrok w jego stronę, i odprowadzili go wprost do ściany, o którą się oparł. Chwycił za kielich z whisky oraz wódką, upijając łyk. Czarodzieje zaczęli szeptać o nim, jednak Altair nie przejmował się nimi. Miał ich gdzieś. Byli nikim w jego oczach.
- Już zaczynasz imprezowanie. - rzuciła ironicznie Nicole z uśmiechem na ustach, podchodząc do niego bliżej.
- Dobrze wiesz, że nie. - mruknął chłopak w odpowiedzi, podając jej kieliszek wina.
- Masz może plan, jak się stąd wyrwać?
- Nie. Zostajemy. - wymruczał Altair, patrząc na jej ubiór. Suknia miała długi, obszerny spód, który unosił się lekko za dziewczyną, kiedy ta się poruszała. Ogromny dekolt, odkrywający co najmniej jedno ramię, a cała góra sukni była bogato obszyta koronką, która wykonana została ręcznie. Rękawy wyciągały się ku dołowi z zakończeniem w formie dzwonu, również pokryte koronką. Dekoracyjny pas, ozdobiony kamieniami szlachetnymi, ciągnął się wokół talii, dodając jeszcze bardziej do efektu wspaniałości. - Dobrze wiesz, że musimy.
- Jednak czasami się wymykaliśmy, i szliśmy na imprezę, więc może teraz...
- Nie. - warknął chłodno Altair, i udał się w kierunku braci Aritów. - Rocha, Diodor.
- Altair. - przywitali się, skinając głowami. Diodor został ukryty pod zaklęciami oraz magicznymi przedmiotami, dlatego tylko Sang’owie mogli zobaczyć jego prawdziwe oblicze. Inni widzieli kogoś zupełnie innego.
- Jakieś nowe informacje od Lorda?
- Planuję zaatakować kilka wiosek niedaleko szkoły przed końcem wakacji. - odparł Diodor. - Jednak planuje trochę odpocząć, kiedy zacznie się szkoła, i prawdopodobnie zaatakuję w grudniu.
- Rozumiem...
- Jest jednak coś jeszcze. - wtrącił Rocha, zwracając jego uwagę. - Zaczął interesować się panienkom Vesp.
- To znaczy? - zapytał zaskoczony Altair, kierując ziemne spojrzenie na mężczyznę. - W jaki sposób się interesuję? Próbował przecież ją zabić. To za małe zainteresowanie?
- Jednak chodząc plotki wśród ludzi Lorda, że uratowałeś ją. - mruknął Diodor. - To przyciągnęło jego większą uwagę na dziewczynę. Chcę wiedzieć dlaczego została uratowana.
- Wypytuje o nią oraz jej rodzinę. Wie bądź podejrzewa, gdzie się wychowała oraz planuje to później wykorzystać. - wyjaśnił drugi mężczyzna. - Wie również to, że jest ona wampirem...
- Od kogo?
- Jeden z wampirów od niego mu powiedział. - wtrącił się Gator, wujek Altair’a. - Wiesz doskonale, że taka informacja wyjdzie prędzej, czy później. Musisz zadbać o jej bezpieczeństwo w Mentha. Nie można pozwolić, aby ona trafiła do Oddziału Volpul, czy Mroków, czy do jego syna. Zajmij się tym.
- Mam gdzieś ją. Nie obchodzi mnie ona. Niech robią, co zechcą...
- Nie bądź głupi, chłopcze. - zaczął Malen, a jego zielone oczy wyrażały gniew. - Już zapomniałeś, że złożyłeś przysięgę? Masz bronić magicznych stworzeń, a ona nią jest. Bez wyjątku. Twoje odczucia odchodzą zawsze na bok.
- Dlaczego mam niby to robić? Wiesz, co zrobił jej ród?
- Altair, masz ją bronić. Chronić. - powtórzył wyraźnie Gator. - Masz swoje obowiązki, jak każdy z nas. Ja również nie chcę wykonywać niektórych zadań, ale robię to. Jeśli chcesz być królem, to zacznij zachowywać się, jak przyszły król. - mruknął zimno Malen, odchodząc od nich. Altair obserwował tył jego bogato zdobionego garnituru. Jego słowa były prawdziwe, ale nie chciał tego robić.
- Altair. - wymruczał przez zęby Izar Sang. Chłopak w milczeniu podążył za swoim ojcem. Zaprowadził go do kuchni. Byli już tam jego brat oraz jego wujek, Spica. Skinął głową, i oparł się o blat. Każdy z mężczyzn miał piękny garnitur, widać było, że są oni z najbogatszego rodu czystej krwi na świecie.
- Dlaczego tu jesteśmy? - zapytał Spica, przerywając ciszę.
- Do Ministerstwa Magii wpłynął wniosek o to, aby opiekę nad Emmą Vesp przejął Leonid...
- Co? - spytał zaskoczony Altair, uderzając pięścią w blat. - To przecież jest niemożliwe? On nie może.
- Może, Altair. Dyrektor ma duże poparcie w Ministerstwie, więc mogą przyjąć jego wniosek, i będzie jej opiekunem. - odparł spokojnie Izar. - Teraz już wiesz, dlaczego masz się nią zająć?
- Tak. - wywarczał chłodno Altair. - Co mam niby zrobić? Chodzić za nią krok w krok?
- Zapewnij jej opiekę. Sposób jest dowolny. Możesz sam wybrać. - odparł Izar, bacznie przyglądając się synowi. - Jednak to ty za nią odpowiadasz. Vesp to bardzo ważny ród, który będzie nam potrzebny. Nie możesz tego zepsuć. Ród Vesp będzie nam potrzebny, i doskonale o tym wiecie.
- Dlaczego miałbym? - spytał gniewnie, podchodząc do ojca. Ribes złapał go za ramię. Spojrzał wściekły na brata, a później przeniósł wzrok na ojca. - Uważasz, że nie dam rady jej upilnować?
- Altair, ciągle zajmujesz się imprezami oraz sypianiem z dziewczynami. - zaczął ze spokojem Izar. - Masz już prawie osiemnaście lat, i chciałbym abyś przejął różne obowiązku jako członek rodu Sang. Nasz ród potrzebuje kogoś, takiego jak ty. Jednak musisz przestać robić, to co robiłeś. Musisz dorosnąć. Stać się bardziej odpowiedzialny za swoje czyny. - powiedział z pewnością, a Altair patrzył na niego chłodno. - To wy jesteście przyszłością naszego rodu. - zwrócił się do synów, Izar. - Musicie rozwijać nasz ród. Wiecie dobrze, jaką mamy historię. Musicie zdawać sobie sprawę jaka presja spoczywa na was. To nie jest zabawa.
- Wiem. - potwierdził chłopak. Wiedział, że ojciec miał rację, jednak ciężko było mu porzucić swój tryb życia. Z drugiej strony chciał tego. Chciał przejąć obowiązki od ojca oraz rozwijać ród. - Zajmę się tym. Zlecę to komuś. Będzie miała opiekę.
- Dalia się z nią zadawała. - zaczął Izar, wzdychając cicho. - Znają się, więc możesz wykorzystać ją do tego. Dziewczyna jest nieufna. Nie zna tego świata, i boi się. Dalia jej pomoże. Potrzebuje kogoś kogo zna. Dalia nadaję się do tego idealnie.
- Dobrze. - zgodził się Altair. - Mogę już iść? Czy do tego też potrzebuję zgody? - spytał zimno Altair, kierując się do wyjścia. Chłopak nie chciał wracać na przyjęcie, ale nie miał wyjścia. Musiał tam pójść.
------------
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania