Poprzednie częściRozdział 1, Prolog.

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Rozdział 4; Surm.

Rozdział 4; Surm.

 

---------------

 

Drake Pugmal;

 

~Dziś rano dostałem informację od ludzi Surma, że wybiorę się do zamku treningowego. Tam odbywały się sesję szkoleniowe jego ludzi. Musiałbym skłamać mówiąc, że nie byłem zachwycony. Bardzo chciałem uczuć się czegoś od nich. Znali się na magii, byli w niej mistrzami. Nie wiedziałem, jak mam przygotować się do takiej wizyty. Ubrać się elegancko, czy może wygodniej. To tylko bardziej zwiększyło mój stres. Usłyszałem dzwonek telefonu. Wiadomość była krótka; "Wyjdź na zewnątrz." Tak też zrobiłem. Czekało na mnie czwórka ludzi oraz czarny samochód.

 

- Pugmal. - przywitał się mężczyzna na przodzie, przyglądając się mi. - Zapraszam. - warknął, a kolejny otworzył drzwi samochodu. Pokiwałem nieświadomie głową, wchodząc do środka. Dwójka mężczyzn usiadła obok mnie, a kolejna dwójka z przodu. - Zamknij pasy. Ruszamy.

 

- Jasne. - zdążyłem tylko odpowiedzieć, a samochód ostro wystartował w powietrze. Mocno chwyciłem się pasu, boją się o swoje życie. Wiele razy latałem samochodem, ale nigdy nie z taką szybkością. Przez całą podróż panowała kompletna cisza, przerywana przez muzykę z radia. Próbowałem skupić się na muzyce zespołu, jednak byłem zbyt zdenerwowany, aby się skupić. Poczułem jak samochód schodzi w dół, a szyby odsłaniają się. Jechali teraz po kamiennej drodze, która kołysała ich samochód w każdą stronę. Drake jednak spoglądał na piękny krajobraz. Duże, piękne lasy, jeziora, rzeki, czy góry. Otoczenie napawało go spokojem. Było tutaj cicho oraz pięknie. Zauważył wiele magicznych stworzeń, które spacerowały po okolicy bądź jadły. Spostrzegł też kilku młodych czarodziejów, którzy bawili się ze stworzeniami. W oddali zauważył walkę na miecze, czy pojedynki. Przez chwilę przeszło mu przez myśl, że to pewnego rodzaju szkoła. Samochód jechał szybko, przemierzając kolejne piękne miejsca. Wszystko pochłaniało duży obszar ziemii. Po około dwudziestu minutach Drake zaczął widzieć zarys zamku. Zamek zbudowany na odludziu za rzekami, górami oraz lasami. Wyglądał, jak forteca. Naprawdę, jak zamek nie do zdobycia, chroniony przez grube oraz wysokie mury. Droga do zamku nie należała do najłatwiejszych. Najpierw mijało się gęsty oraz piękny las, gdzie wydawało mi się, że drzewa sięgają do samego nieba. Były niezwykle blisko siebie, co przyciągnęło mój wzrok. Ciężko byłoby przedrzeć się piechotą obok tych drzew, a sama droga była dość wąska. Później było droga kamienna, która utrudniała nam przejazd, i dodatkowo śliska. Myślałem, że będziemy musieli wyjść, ale gdy tylko poczułem chłód powietrza na swojej skórze od razu zrezygnowałem z tej myśli. Jakby ktoś kontrolował całą drogę do zamku, jednak dalej było gorzej. Później czekała na nas pagórki, samochód raz gwałtownie jechał w dół, a później w górę. Musiałem chwycić się krzesła ponieważ myślałem, że wylecę z samochodu albo zwrócę zaraz śniadanie. Nagle samochód wjechał wprost do bagna. Nie było tak głębokie, dlatego mogliśmy po chwili wyjechać. Nagle zaczął padać deszcz, zmywając całe błoto. Co najdziwniejsze tylko na nasze auto. Jednak już po chwili nastąpiło oberwanie chmury. Samochód zaczął jechać tak wolno, że nawet żółw byłby teraz szybszy niż my. Zobaczyłem dwa piękne wodospady zaraz za mostem, który powoli zaczął opuszczać się. Z jednego leciała woda, a z drugiego ogień. Zauważyłem, że ogień dociera do nas, spaliłby nas, ale już jechaliśmy po moście, a ogień zniknął, nie zostawiając po sobie ani śladu ani zapachu. Poczułem jedynie niesamowite gorąco. Ogarnął mnie pot oraz duszności, jak na pustyni, co było poniekąd prawdą. Zaklęcie iluzji. Trwało tylko trzy minuty, jednak bardzo ciężko było złapać oddech. Kierowca nagle przyspieszył, i gwałtownie zaparkował pod wejściem. Mężczyzna w białym garniturze otworzył drzwi, patrząc na mnie. Najpierw wyszedł mężczyzna obok mnie, a później ja.

 

- Zapraszam za mną, Pugmal. - powiedział chłodno. Chłopak pokiwała głową, stając obok mężczyzny, gdy tylko się odwrócił nie było już śladu po samochodzie. Drake jednak ruszyła za mężczyzną w garniturze. Nie mógł się rozejrzeć po bogato zdobionych wnętrzach ponieważ mężczyzna szedł szybkim krokiem. Po kilku minutach zatrzymał się przed złotymi drzwiami. - Panie, chłopak już przyjechał. - mruknął, udając się w dalszą drogę. Chłopak patrzył jeszcze przez sekundę na niego, a później weszł do środa. Wchodząc do pomieszczenia, natychmiast można poczuć potężną aurę magicznej energii, która wibruje w powietrzu. Wszystko w tym pomieszczeniu jest bogato zdobione, i odzwierciedla potęgę i majestat rodu. Ściany ozdobione są haftowanymi tapetami z wizerunkami smoków unoszących się nad płomieniami albo wężami, które wydają się pełzać po ścianie. Na suficie wisi olbrzymi żyrandol z kryształów, które delikatnie migoczą, emanując magicznym światłem. Na podłodze rozciąga się dywan z misternie wykonanymi wzorami, które przypominają ruchy płomieni. Na każdym z bocznych ścian stoją starożytne kandelabry z magicznie płonącymi świecami, które nie gasną nigdy i emanują ciepłem i światłem. Na wszystkich meblach znajdują się rzeźbione zdobienia przedstawiające magiczne symbole i skomplikowane runy, a lustra zawieszone na ścianach odbijają migoczące światło świec, które unoszą się po całym pomieszczeniu. W narożniku stoi wysoka biblioteczka wypełniona skórami z zaklęciami i magicznymi księgami, a obok niej znajduje się stolik ze srebrnym kufrem, w którym przechowywane są magiczne eliksiry i mikstury albo magiczne wywary. Na wysokim marmurowym stole pośrodku pokoju leży starożytna pergaminowa mapa krainy, na której znaczone są najważniejsze punkty mocy i magii. Na półkach rozmieszczone są magiczne artefakty, takie jak kryształy mocy, zaklęte zwoje pergaminów, eliksiry i mikstury, a także zbroje i bronie opancerzone runami. Dziewczyna zaczęła bardziej rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegając coraz więcej przedmiotów. Na jednej z półek stał kryształowy kielich przepojony siłą magii, który wydawał delikatne dźwięki wiatru i rozświetlał pomieszczenie migoczącymi światłami. Obok kielicha leżała złota korona zdobiona rubinami, która wydawała się mieć własny, pulsujący rytm. Dziewczyna spostrzegła piękny kryształ ukryty za szybą. Był to wielki kryształ o nieprawdopodobnej czystości, który odzwierciedlał całą paletę kolorów i promieniował mocą samego smoka. Patrzyła na niego, jakby zahipnotyzowana. Był, jak najczystsze piękno, któremu nie mogła się oprzeć.

 

- Witam, Pugmal. - wymruczał Surm, znad dokumentów.

 

- Panie. - wyszeptał, szybko opuszczając głowę.

 

- Zostaniesz tutaj na całe wakacje. Musisz rozpocząć treningi oraz wdrożyć się w nasz system działania. - mówił, dalej uzupełniając dokumenty. Drake nie próbował nawiązać kontaktu wzrokowego z nim. Za bardzo się bał. - Każdy z nowicjuszy otrzymuje swojego przewodnika. Kogoś z wyższej rangi. Jednak Azaroth nalegał aby Cię oprowadzić. Możesz liczyć na ulgę tylko w tej kwestii. Każdy z was jest na równym poziomie, i tak jesteście traktowani. Pytania?

 

- Czego dotyczą zajęcia?

 

- Są bardzo zróżnicowane. Więcej dowiesz się później. Wejść. - mruknął, gdy usłyszał pukanie.

 

- Surm. - powiedział Azaroth, klękając przed mężczyzną. - Nowicjusze są teraz na treningu siłowym.

 

- Dobrze, weź teraz Pugmal'a, i pokaż mu to co ważne. Wyjdźcie.

 

- Surm.

 

- Panie.

 

- Jak się czujesz, Drake? - zapytał mężczyzna, jak tylko zamknął za nimi drzwi.

 

- Zaskakująco dobrze. Nie boli mnie już tak mocno, i mogę trenować.

 

- Tak, wiem. Twoje wyniki są obiecujące. - mruknął, kiwając głową. - To będą ciężkie wakacje, Drake. Nie będzie taryfy ulgowej dla nikogo. Jeśli chcesz przetrwać, to nie wpadaj w kłopoty.

 

- Jakie kłopoty?

 

- Nowicjusze to młodzi czarodzieje, uczniowie. W wieku szkolnym, jak ty. Każdy z was chcę wykazać się na jakiś sposób. - wyjaśnił. - Jeśli zrobisz jakąś głupotę możesz później gorzko zapłacić za swój błąd. Nie pakuj się w kłopoty.

 

- Dlaczego chciał ze mną rozmawiać? - zapytał, jak mijali kolejne korytarze sal lekcyjnych. - To chyba nie jest częste, tak?

 

- Ma dla Ciebie pewną misję. Nie wiem jaką, jednak doskonale zdajesz sobie sprawę, że to jest ważne. To może być kluczowe w twoim dalszym etapie bycia u Surm'a.

 

- Może mnie wyrzucić?

 

- Zabić. - sprecyzował go, a Drake stanął na korytarzu przerażony. - Zdajesz sobie sprawę z tego. To nie jest już zabawa. To walka. Jesteś po stronie wygranych bądź przegranych. Jednak gdy wygrasz, to będziesz miał wolność. O to walczyć warto?

 

- Tak, warto. - potwierdził Drake. - Nie chcę wpakować się w kłopoty, jednak znasz moją historię. Nie będzie mi tu łatwo.

 

- Nie powiedziałem, że będzie łatwiej. Masz uważać przez to bardziej. - odpowiedział Azaroth, ruszając w dalszą drogę. - Pokazałem Ci, gdzie odbywają się lekcję w klasach, a teraz pokaże Ci jak to wygląda na zewnątrz.

 

- Jak wiele jest zajęć?

 

- Wystarczająco. - krótko odpowiedział, i wskazał dłonią na miejsce treningów. Było to miejsce przypominające murawę boiska, jednak wyjątkiem były sprzętu magiczne do pojedynków. Na kolejnym boisku odbywały się treningu walki wręcz, a jeszcze dalej treningi na broń magiczną, różnego rodzaju. Kolejnym miejscem była strefa odpoczynku. Znajdowały się tam napoje, jedzenie, masażyści albo lekarze, którzy leczyli złamania. - To tylko część naszych zasobów. Jednak nowicjusze zaczynają tutaj, a resztę poznasz z czasem.

 

- Wow. To robi wrażenie. - przyznał z uznaniem chłopak. - Mają talent. - wyszeptał, kiedy rozglądali się po trenujących czarodziejach.

 

- Niedaleko znajduję się strefa relaksu. - mruknął Azaroth, kiedy ruszyli w drogę. - Jest tam plaża, morze, leżaki. Wszystko, aby odpocząć przed treningami. To częste miejsce spotkań. Powinieneś również znajdować sobie sojuszników. Są oni niezbędni, Drake.

 

- Wiem, jednak nie wiem czy to się uda. - wyszeptał cicho chłopak.

 

- Zrób by się udało. - odpowiedział, zatrzymując się przed budynkiem. - Tutaj śpią nowicjusze. Twój pokój pokaże Ci ktoś inny. Uważaj na siebie. - mruknął mężczyzna, odchodząc pośpiesznym krokiem. Chłopak westchnął tylko cicho za nim, wchodząc do środka budynku. Przypominał mu hotel.

 

- Ty jesteś Pugmal? - zapytał, młody chłopak.

 

- Tak, to ja. - odpowiedział.

 

- Chodź, szybko. - mruknął, i zaczął wspinać się po schodach. - Za niecałą godzinę będzie zbiórka w sali spotkań. Nie możemy się spóźnić.

 

- Jasne, rozumiem. - wymruczał Drake. - Mam przebrać się? Macie szaty, a ja takich nie otrzymałem.

 

- Masz wszystko w pokoju. Jednak nie musisz ubierać się na galowo. Wystarczy schludny ubiór. Nie wiadomo kto będzie na spotkaniu. - odparł chłopak. - To tutaj.

 

- Wow, ładnie. - powiedział Drake, rozglądając się po całym pokoju. ~Pokój zrobił wrażenie na mnie. Był bardzo w nowoczesnym stylu, i zachował minimalizm w dodatkach. Na środku mieścił się mały dywan, który oddzielał nasze strony. Mi przypadła lewa. Pod oknem mieściło się łóżku, a obok biurko, szafa, i drzwi do łazienki. Mieliśmy osobną.~

 

- Jeśli będziesz miał ochotę, to możesz powiesić jakieś plakaty albo jakieś dekoracje. - odparł chłopak, wskazując na swoje ozdobienia. - Jest również wyjście na balkon, jednak palenie oraz picie jest zabronione na terenie budynku.

 

- Jasne, rozumiem. - odpowiedział Drake, powiększając swoje bagaże.

 

- Jest mała kuchnia na każdym piętrze. Znajdziesz tam napoje bądź przekąski. - mówił. - Posiłki jemy w jadalni na terenie zamku. Jeśli się spóźnisz, to czekasz na kolejny.

 

- Będę pamiętać.

 

- Leo Nigrum.

 

- Drake Pugmal. - odpowiedział, ściskając jego wyciągniętą dłoń. - Zbieramy się?

 

- Tak, już czas. - potwierdził Leo. Bez słowa opuścili ich pokój, a później cały budynek. Jego współlokator prowadził go do zamku. Drake ponownie rozejrzał się szybko po wnętrzach ponieważ sala spotkań mieściła się zaraz obok wejścia głównego. Była to duża, prosta sala. Posiadała kilka dużych okien oraz obrazy magicznych stworzeń na ścianach. Na początku sali znajdował się podest, gdzie już sali kilko czarodziejów.

 

- Oni wszyscy to nowicjusze? - spytał szeptem Drake, jak tylko znaleźli wolną przestrzeń.

 

- Tak, każdy z nich. - potwierdził Nick, również spoglądając na nowicjuszy. - Dzielimy się na grupy, aby było łatwiej trenować. Nowicjuszy jest trzy tysiące.

 

- Ile zostanie?

 

- Ciężko stwierdzić. Mogę nawet większość, jeśli nie spełnią warunków.

 

- A co później? Po treningach?

 

- To zależy. Dalsza nauka dla młodszych, a starsi będą szkolić się w terenie. - mruknął Leo. - Jednak ciężko jest stwierdzić. Nie wiadomo jakie kto dostanie polecenie bądź zadanie. Głównie opiera się one na naszych indywidualnych umiejętnościach. Jeżeli radzisz sobie dobrze z eliksirami oraz zaklęciami medycznymi, to zostaniesz lekarzem, i mniej wychodzisz w teren.

 

- Jasne, to zrozumiałe. - potwierdził Drake. - Wielu jest medyków?

 

- Brakuje ich. Dlatego teraz dostaliśmy więcej zajęć medycznych. Surm oraz jego ludzie wciąż szukają lekarzy. - wyjawił. - To problem, dlatego że większość pracuję w szpitalach, i nie zawsze są dostępni...

 

- Zebrać się! - krzyknął mężczyzna, który dopiero co wkroczył do pomieszczenia. Za nim weszły dwie młode kobiety oraz starszy mężczyzna. - W dwóch rzędach po obu stronach!! - wykrzyknął, a na sali zapanował chaos. Nowicjusze przepychali się, chcąc znaleźć dobre miejsce. Wreszcie po kilku minutach stanęli w dwóch rzędach po obu stronach. - Dastin Vilin. Na wasze nieszczęście to mnie Surm wybrał za waszego głównego trenera. To mój zespół. Maev Grim, będzie pomagać w medycynie oraz na eliksirach oraz Aurora Frost, która zajmuję się zaklęciami. - zaczął, wskazując na dwie kobiety po lewej stronie. - Magnus Varion, będzie nauczał pojedynków oraz czarną magię. Ja natomiast zajmę się głównie waszym wytrzymanie fizycznym oraz psychicznym. Pod nieobecność Surm'a dowodzenie przejmuję Aria Malen. - powiedział, co wywołało spore zaskoczenie zebranych. - Zaczniemy od pojedynków, tak jak stoicie. - odparł, machając różdżką. Pomiędzy nowicjuszami pojawił się podest.

 

- Nie wiem, czy dam radę. Nie chcę wyjść na słabeusza. - powiedział cicho, chłopak z pary Leo.

 

- Jeśli tam nie wyjdziesz, to wtedy będziesz słabeuszem. - wymruczał chłopak z pary Drake'a.

 

- Pierwsza para, przedstawcie się.

 

- Bloxi Maher.

 

- Są tutaj czarodzieje oraz magiczne stworzenia?

 

- Tak. - potwierdził chłopak z pary Drake'a. - Luca Torm, hej.

 

- Drake Pugmal. - przyjął wyciągniętą rękę ciemnowłosego, przystojnego chłopaka. Kojarzył go ze szkoły, a jego nazwisko było mu znane. Pochodził z bogatego hiszpańskiego rodu.

 

- Zaraz twoja kolej. - mruknął do Drake'a, Leo. - Dasz radę? Luca to trudny przeciwnik.

 

- Wiem, nie mam pewności czy dam radę. Z pewnością zna o wiele więcej zaklęć niż ja.

 

- Pamiętaj by nie przegrać za szybko. To źle wygląda dla trenerów. - doradził mu Leo. - Idź, twoja kolej. Powodzenia.

 

- Dzięki. - wyszeptał cicho chłopak, wchodząc na podest. Chłopaki ukłonili się przed sobą, wyciągając różdżki. Drake nie patrzył na swojego przeciwnika, potrzebował się skupić oraz ochłonąć. Wiedział, że jest silniejszy od niego. - Igful. - rzucił szybko Drake, gdy tylko rozpoczął się pojedynek.

 

- Forgis. - mruknął Luca, a niewidzialna tarcza wchłonęła czar chłopaka. - Venale. - wymruczał czarnowłosy, a silny podmuch wiatru, wyrzucił drugiego na koniec podestu. - Igful!

 

- Flaego!! - wykrzyknął Drake, leżąc na ziemi, a ognista bariera ochroniła go przed atakiem. Chłopak chciał zaatakować, ale nie zdążył nawet ruszyć różdżką, jak oberwał od Luca.

 

- Tenbaw. - powiedział szybko, ciemne, eteryczne pazury, przebiły się przez obronę przeciwnika, zadając głębokie rany chłopakowi. Drake krzyknął głośno z bólu, wypluwając krew z ust. Nieśpiesznie do chłopaka podeszła Maev, klękając obok obolałego chłopaka. Nagle drzwi otworzyły się, i do pomieszczenia weszła Aria Malen. Kobieta od razu ruszyła do rannego.

 

- Zabrać go do medyka. Już! - krzyknęła kobieta, a Maev podniosła ciało Drake'a w górę, i skierowała się do szpitala. - Torm, nie musiałeś atakować go tak groźnym zaklęciem. Wiedziałeś doskonale, że dopiero wyszedł z obrażeń. Czemu to zrobiłeś?

 

- To miał być chrzest przejściowy. - wymruczał cicho brunet. - Każdy z nas taki musiał przejść.

 

- Jednak chłopak został groźnie raniony. Mogłeś poczekać z tym. - powiedziała kobieta, spoglądając na niego. - Wracajcie do ćwiczeń.

 

- Słyszeliście! - wykrzyknął Dastin, kiedy Aria opuszczała już pomieszczenie. - Następni, już!! Na podest!!!

 

~Pierwszy dzień jako nowicjusz u Surm'a, nie poszedł po mojej myśli. Trafiłem do szpitala, i prawdopodobnie stałem się pośmiewiskiem wśród reszty. Nie tak miał wyglądać mój dzień. Jednak już nic nie mogłem zrobić. Decyzja już zapadła, i muszę wywiązać się z tego. Chcę należeć do załogi Surm'a. Może mi pomóc w wielu przypadkach. Przetrwam to. Postaram się to zrobić.~

 

- Wstawaj. - wymruczał Leo. - Zaraz zacznie się trening poranny. Początek o 7:30.

 

- Już idę. - wyszeptał cicho Drake, ociągając się z wstaniem z łóżka. Medycy bardzo szybko go poskładali. Wieczorem już mógł wrócić do pokoju. Drake wrzucił na siebie dresy, i zaczął kierować się za Leo. Nie miał siły na trening, wciąż czuł się lekko obolały po wczorajszym dniu.

 

- Hej, Pugmal. - zawołał go Luca, jak tylko wyszli na boisko. - Jak się czujesz?

 

- Trochę obolały.

 

- Wczoraj to tylko test przejściowy. Nic osobistego do Ciebie. - wyjaśnił. - Chodzi o to, aby nikt nie czuł się lepszy od innych.

 

- Myślisz, że tak się czuję?

 

- Wiesz, zacząłeś później niż my, a dodatkowo byłeś u Lorda. - przypomniał mu. - Oboje chcieli Cię mieć w swojej grupie. Dlatego nie myślę, że jesteś lepszy. Tutaj każdy musi starać się od początku.

 

- Ja również chcę dołączyć do Surm'a. Jego wizja świata oraz spojrzenie na magię jest mi bliższe niż Lorda.

 

- To czemu dołączyłeś do Lorda?

 

- Mój ojciec był tam szpiegiem. Lord dowiedział się o jego zdradzie, i zmusił mnie do tego. - poinformował go. - Nie miałem innego planu.

 

- A czemu twój ojciec nie pomógł Ci?

 

- Został zaatakowany. Leżał przez tydzień w śpiączce. - wyjaśnił. - Nie miałem kontaktu do nikogo od Surm'a. Dlatego pomyślałem, że mogę być szpiegiem, tak jak ojciec. Jednak Lord miał inne plany do mnie.

 

- Co Ci zrobił...

 

- Zbiórka, w dwóch rzędach!! - krzyknął Dastin, stając przed nimi. - Dzisiaj zaczniemy od rozgrzewki. Truchtem przez całe boisko.

 

- Lord torturował Cię? - spytał Luca, podbiegając do Drake'a.

 

- Tak, jednak torturował każdego. Nie było u niego wyjątków. Czasami nawet za nic dostawało się zaklęciem. Taka była jego metoda. - powiedział chłopak. - Było ciężko jednak nie zamierzam wracać do tego już. Musiałem tam być, ale teraz jestem wolny.

 

- Nie boisz się, że będzie chciał zemścić się? - spytał Leo.

 

- Jest to możliwe. Jednak ja nigdy nie byłem częścią jego grupy. Byłem tylko chłopakiem od czarnej roboty albo kimś na kim można poćwiczyć zaklęcia. Nie byłem wtajemniczony w szczegóły jego działalności. - odpowiedział. - Jednak Lord mści się na wszystkich, więc i na mnie również.

 

- Ustawcie się w cztery osoby. - powiedział Dastin, kiedy podbiegli do niego. - Będziecie ćwiczyć teraz szybkie ataki oraz bronienie. Ma to być pojedynek, jednak uważajcie na zaklęcia jakich używacie. To są ćwiczenia!!

 

- To mój przyjaciel, Marco Ricci. - powiedział Luca, wskazując na młodego chłopaka. Ma ciemne, kręcone włosy, głębokie brązowe oczy i oliwkową cerę. Jego atletyczna budowa ciała jest wynikiem intensywnych treningów sportowych, które uwielbia. Drake znał go ze szkoły. Był on o rok starszy. Był popularny w szkole. Grał w drużynie, dobrze radził sobie w szkole, i dodatkowo był przystojny. Jednak nie pochodzi z znanego rodu. Był półkrwi, ale niesamowicie uzdolniony magicznie.

 

- Ciao, miło was poznać. - odparł z uśmiechem, ustawiając się po przeciwnej stronie do Leo oraz Drake'a.

 

- Na mój sygnał... Atak!! - wykrzyknął Dastin, a różnokolorowe zaklęcia wystrzeliły z różdżek czarodziejów. Nie wszystkie znalazły drogę do celu, a tylko kilka z nich. - Pamiętajcie by skupić się!! Podczas prawdziwego ataku, nie będzie przerw. Musicie wiedzieć co chcecie zrobić, i jak to zrobić. To pole walki. Nie wygracie tylko atakując. Najlepszym atakiem jest obrona!!! - wykrzyknął mężczyzna, przechadzając się obok nich. - Musicie myśleć o następnych ruchach oraz jak reagować na ataki. Pojedynki w grupach to najtrudniejsza forma. Jesteście wśród wielu czarodziejów, i nigdy nie wiesz skąd nadejdzie zaklęcie.

 

- Jaka jest najlepsza taktyka na pojedynki grupowe? - zapytała dziewczyna z tłumu.

 

- Nie atakować całą siłą, należy zmęczyć przeciwnika. Atakować go takimi zaklęciami, które wymagają czasu bądź specjalnego zaklęcia obronnego. - wyjaśnił. - Jeśli skupi się na tym, to wtedy można zaatakować drugiego. Pamiętajcie, że jeśli działacie w grupie, którą znacie to jest wam lepiej oraz łatwiej.

 

- Dlatego właśnie ćwiczymy w grupach? - dopytywała się dziewczyna. - Surm często atakuję parami.

 

- Dokładnie. Atakujemy w dużych grupach. Od trzech do sześciu czarodziejów. Wtedy przeciwnikowi jest trudniej. - potwierdził. - To daję nam szansę na wygranie oraz zaskoczenie przeciwnika. Czasami wystarczy zwykłe szczęście by wygrać bądź lepszy plan ataku.

 

- To był ciężko trening. - wymruczał Drake, leżąc na trawie. ~Byliśmy już po treningach z Dastin'em. To były wymagające treningi. Przez ponad godzinę ćwiczyliśmy pojedynki. Późno po dziesiątej wysłał nas na prysznic oraz na śniadanie. Byłem tak zmęczony, że ledwo mogłem się ruszyć. Jednak czekało nas jeszcze kilka zajęć.~ - Jest to pierwszy trening, i nie mam sił.

 

- Przyzwyczaisz się. - mruknął Leo. - Na początku tak jest, a później nabierasz wprawy. Chodźmy na zajęcia. Nie chcemy się spóźnić, Drake. Mamy teraz eliksiry.

 

- Wow, będzie ciężko. - potwierdził Luca, szybko wstając. Drake spojrzał tylko na chłopaków, leniwie podnosząc się ze swojego miejsca. ~Razem z resztą udałem się do podziemi zamku, a potem do szatni by przebrać się w coś wygodniejszego. Założyłem czarny podkoszulek, a na nogi czarne spodnie oraz sportowe buty. Na wszystko założyliśmy fartuchy, podobny do lekarzy, czarna zapaska, białą czapkę oraz rękawiczki ochronne. Przebrani weszliśmy do klasy. Było to duże, kwadratowe pomieszczenie. W prawym rogu były umywalki. Na końcu były drzwi do schowka na składniki. Podszedłem do ostatniego stolika po prawej, i usiadłem na krześle. Każdy z uczestników czekał na rozpoczęcie zajęć.~ Uczniowie siedzieli w całkowitej ciszy, czekając na przyjście nauczycielki. Drzwi otworzyły się dopiero po kilku minutach. Claire Vigier, miała dziś ich nauczać. Kobieta podeszła do swojego stanowiska, rozglądając się po uczniach.

 

- Witam, zaczynamy zajęcia. Decoctum Mortem. To nasz dzisiejszy eliksir. - powiadomił klasę, czarnowłosa. - Pugmal, opisz jak działa eliksir.

 

- Zabija od środka. Zabija organy. Śmierć następuje po dwudziestu minutach. - opisał niezgrabnie chłopak.

 

- Pominąłeś szczegóły, jednak zgadza się. - potwierdziła, czerwonooka. - Czy istnieje antidotum?

 

- Tak. - potwierdziła dziewczyna z przodu. - Należy sporządzić ognisty napój. Jest to napój składający się z kamieni węgla, kamieniu ognia oraz butanol.

 

- Dokładnie. Wszystko należy wymieszać w misce ziemskiej, i natychmiast podać. Nie można kupić antidotum na ten eliksir, trzeba go sporządzać od razu. - objaśniła kobieta. - Jednak napój ognisty działa na wiele innych eliksirów, dlatego będziemy ćwiczyć jego sporządzenie. Jest to antidotum, które sporządza się od zaraz po zatruciu, więc nie można się pomylić.

 

- Jak sprawdzić skuteczność eliksiru? Skoro eliksir sporządza się po zatruciu? - zapytał Luca. - Użyjemy eliksiru na kimś?

 

- Napój ognisty jest bardzo popularnym eliksirem wśród czarodziejów, jednak produkty są ciężko dostępne. - zaczęła kobieta. - Jednak można go testować na sobie. Jeżeli język osoby pijącej zmieni się na niebieski, to znaczy że się udał.

 

- Jakie są jeszcze inne jego zastosowania?

 

- Dodaje siły, wytrzymałości oraz regularne spożywanie pomaga w odporności na trucizny. Jednak musicie wiedzieć, że wypicie go powoduje palenie organizmu, pali wszystkie trucizny. Niektórzy mówią, że jest jak feniks. Rodzisz się na nowo po jego spożyciu. - objaśniła brunetka. - Jednak składniki są trudno dostępne oraz niezwykle drogie.

 

- Jednak w kranie są one bardzo łatwe do zdobycia. Praktycznie w każdym sklepie z eliksirami można kupić te składniki. - powiedziała dziewczyna z przodu. - Tylko na Ziemii jest z tym problem.

 

- Tak, to prawda. - potwierdziła. - Jednak pamiętajcie, że warunki są zupełnie różne, i dlatego tutaj jest im trudniej zdobyć niektóre składniki. - zakończyła kobieta. - Zaczynamy produkcję eliksiru...

 

- Co to za ludzie? - zapytał szeptem Drake, wskazując na dziewczynę na początku sali oraz na chłopaka obok niej.

 

- To rodzeństwo Antje i Bodo Eule. Są jednymi z najbardziej uzdolnionych, najsilniejszych oraz najbardziej groźnych przeciwników. - zaczął Leo, szeptem. - Niezwykle zdolni. Nieoficjalnie mówi się, że mają już miejsce u Surm'a.

 

- Wyglądają na groźnych. - mruknął cicho Drake.

 

- I są. - potwierdził chłopak. - Antje jest niepokonana na pojedynkach, a za nią jej brat. Ciężko będzie osiągnąć ich poziom bądź zbliżyć się do nich.

 

- To dziwne, że o nich nie słyszałeś. - zaczął Marco, jak wychodzili z klasy po zajęciach. - Antje z bratem przenoszą się do Mentha. Chodzili do Deyzi, jednak tam poziom był dla nich za niski...

 

- To była słaba szkoła. - wymruczała ostrym tonem dziewczyna. - Jednak nie dlatego się przenosimy. Mamy tam misję od Surm'a.

 

- Słyszałem niedawno, że w Mentha mają być nowi uczniowie. Jeden podobno jest z Deyzi. - mruknął Leo, wychodząc na przeciw Antje. - Surm chcę abyście byli szpiegiem chłopaka.

 

- Tak. - potwierdził chłopak. - Znamy go, i kilka razy rozmawiałem z nim. Surm chcę go przyjąć do siebie. Jest świetnym czarodziejem.

 

- Czemu więc nie zdobędzie go?

 

- Olivier ma duże znajomości, i może być u kogoś innego. Surm chcę mieć pewność po której jest on stronie. - objaśnił chłopak. - Poza tym wrogów trzymaj bliżej. - wymruczał, patrząc na Drake'a, a później odszedł z siostrą.

 

- Chodźcie. - mruknął Marco, klepiąc chłopaka po ramieniu. - Nie zwracaj na nich uwagi. Oni lubią takie zagrywki. Próbują zbić Cię z równowagi. Skup się na następnych zajęciach...

 

- Ruszcie się. Surm ma dla was zadanie. - mruknął Azaroth, patrząc na czwórkę chłopaków. - Już! Na co czekacie.

 

- Jakie? - spytał szybko Luca z uśmiechem.

 

- Zobaczycie. Za mną. - warknął mężczyzna, prowadząc chłopaków do drugiego zamku. Był to mniejszy zamek gdzie trzymano samochody, samoloty, i inne środki podróżne. - Wsiadajcie.

 

- Wow. - wyszeptał oniemiały Drake. ~Słyszałem o tym statku. Był on niezwykły. Zbudowany z najmniej dostępnych materiałów we wszechświecie. Posiadał on dziesięć punktów, z których mogły atakować rakiety. Statek z zewnątrz był złoty. Jednak w środku robił wrażenie. Posiadał kilka pomieszczeń. Dla personelu, dla żołnierzy, na odpoczynek oraz z bronią.~ - Niemożliwe, że będziemy nim lecieć. To najnowszej generacji statek wojenny.

 

- To jest najlepszy dzień mego życia. - wyszeptał, ledwo słyszalnie Luca. - Ten statek jest niesamowity. Ma najlepsze, co tylko jest dostępne. Prawdziwy raj.

 

- Ma tutaj punkt ataku. - zaczął wyjaśniać Azaroth, wskazując na dwanaście miejsc. - Statek ma wmontowane rakiety ognia, zwykłe, wody oraz błyskawic bądź piorunów. - tłumaczył. - Jest nie tylko statkiem atakującym, ale także obronnym. Jest odporny na ataki. Jak twierdza.

 

- Surm ma ich tylko dziesięć, tak?

 

- Tylko dziesięć jest na świecie, i wszystkie nasze. Zbudowano go w krainie, jednak materiałów szukano na całym świecie. - zaczął mężczyzna. - Ponad stu czarodziejów budowały pierwszy taki statek. Przeprowadzono tysiące testów by mieć pewność, że jest odporny na wszystko, czym można by zaatakować.

 

- Trwają pracę nad kolejnym? - dopytał Marco z zainteresowaniem. - Moja rodzina pomagała przy budowaniu tych statków.

 

- Tak, trwają przygotowania. - potwierdził mężczyzna po chwili. - Chcą teraz aby był szybszy oraz mógł pomieścić więcej pomieszczeń oraz więcej broni. Chcą stworzyć zamek na statku. Teraz może pomieścić tysiąc żołnierzy oraz cztery razy tyle broni od każdego. Surm chcę zwiększyć te liczby.

 

- Jak szybki jest teraz?

 

- Teraz możemy polecieć ze Szkocji do Afryki w ciągu dwóch godzin. My lecimy teraz do Eswatini. - wyjawił im mężczyzna. - Mamy tam ludzi, którzy wydobywają dla nas potrzebne materiały, i trzeba je odebrać oraz spotkać się z nimi.

 

- Po co my tam potrzebni?

 

- Bycie u Surm'a to nie tylko walka, to także takie zdania. To ważne dla nas. Dzięki temu stajemy się silniejsi. - powiedział. - Musicie zobaczyć jak to działa z każdej strony, to nie tylko walka oraz treningi. Gromadzisz materiały oraz szukasz wsparcia w odległych miejscach. Macie możliwość poznać inne oblicze magii oraz przygotowywanie do walk.

 

- Surm może nas wysłać tam podczas lub po wojnie?

 

- Być może, Drake. - potwierdził Azaroth. - Surm chcę rozwijać takie miejsca. Mało uczęszczane oraz takie o jakich nie wiedzą czarodzieje. Dzięki takim miejscom mamy możliwość rozwoju kraju. To potrzebne ponieważ inne państwa mogą chcieć nas zaatakować. Trzeba mieć czym się bronić oraz chronić.

 

- Jednak większość chcę walczyć.

 

- Walka to jedno, a obrona oraz plan to kolejne, Marco. Najważniejsze jest planowanie. - odparł mężczyzna, upijając łyk wina. - Silny kraj potrzebuje najlepszych środków oraz władcy, który myśli o przyszłości.

 

- Co tam właściwie jest? - spytał zaciekawiony Luca. Chłopak przez większość rozmowy był cicho. Chciał poznać lepiej plany Surm'a, i tym samym swoje szanse u niego. - Co tam jest cennego dla nas?

 

- Głównie materiały budowlane bądź potrzebne do walki. To daję nam możliwości tworzenia broni bądź materiałów obronnych. - odparł. - To miecze, tarcze, kule, lasery, broń palna, i wiele więcej. Wszystko, co przydaje się do walki, a także do budowy.

 

- A gdzie tworzy się ta broń?

 

- Surm chcę podbić wyspę. Wyspa jest bardzo dobrze zaopatrzona oraz często atakowana. Brakuję im siły na obronę oraz ludzi. - zaczął Azaroth. - Są tam niezwykle cenne dla nas zasoby. Pola dla żywności, góry, rzeki, kopalnia. Surm chcę stworzyć tam zamek, gdzie będzie powstawała broń, a także zamek szkoleniowy dla przyszłych wojowników. To byłaby wyspa szkoleniowa oraz miejsce, gdzie tworzona jest amunicja. Wyspa nie do zdobycia.

 

- Jak chcę przejąć wyspę? Zaatakować ją?

 

- Najpierw dialog, a później siła. Surm uważa, że jeśli można odejść od rozlewu krwi, to należy tak postąpić. - odparł. - Jednak jest gotowy na walkę oraz poświęcenie. Wyspa jest nam potrzebna. Musimy rosnąć w siłę. Potrzebujemy stałego miejsca na rozwój.

 

- My również tam będziemy ćwiczyć?

 

- To będzie miejsce na stałe. Z możliwością zamieszkania. Każdy kto tam dołączy będzie walczyć, jednak nie tylko. - zaczął, wstając z kanapy. Chłopaki od razu podążyli za nim. - Będzie tam szkoła również dla lekarzy. Surm potrzebuję ich, więc chcę kilku zabrać ze świata mundan. Wielu naszych jest rannych podczas walk bądź treningów, dlatego potrzebujemy medyków.

 

- Co to znaczy "zabrać." - dopytał Drake.

 

- Zamierzamy porwać kilku lekarzy ze świata mundan, i rozwijać ich tu. Dostaną magiczne moce, dzięki czemu będą mogli leczyć czarodziejów. - wyjawił. - To pomoże nam ponieważ brak nam lekarzy, a wojna to wiele ofiar. Surm też planuje stworzyć tam laboratorium dla badaczy oraz odkrywców by tworzyli nowe eliksiry lecznicze bądź przedmioty ochronne.

 

- Wow, to byłoby miejsce idealne na wojnę. - przyznał Leo. - Jednak potrzeba wiele czasu na zbudowanie takiego miejsca, i jeszcze by zapewnić pełną ochronę.

 

- Zbliżamy się. Przygotujcie się. Tu zmieńcie ubranie na coś odpowiedniego. - odparł Azaroth, wskazując na pokój.

 

- Chciałbym tam dołączyć. - wyznał Leo, jak zamknął drzwi pokoju. - To dla mnie szansa. Mogę walczyć oraz uczyć się. Rozwinąć się.

 

- Jesteś za młody. Masz talent, jednak to wciąż za mało. - mruknął Marco. - Możesz nawet tam się dostać, jednak jak pokonasz starszych od siebie? Silniejszych oraz z większą wiedzą?

 

- Liczą się umiejętności, Marco. Mogę doskonalić swoje zdolności tam, tak samo jak tutaj. - odparł chłopak, ubierając czarną szatę oraz złotą maskę. Była to prosta maska, która odsłaniała tylko oczy. Jednak maska dawała możliwość zmiany ich koloru by nie zostać rozpoznanym. - Chodźmy.

 

- Surm już jest na miejscu. Ruszać się! - krzyknął Azaroth, a żołnierze ustawili się w dwóch rzędach. Nowicjusze stanęli za nimi. - Równo! Nie zróbcie mi wstydu!!

 

- Tak jest!!! - wykrzyknęli, wychodząc równym im tempem. Każdy z nich uklęknął przed Surm'em, który czekał na dole.

 

- Wstańcie. - rzekł spokojnie. - Ostatnio nasi zwiadowcy powiadomili mnie, że wrogowie kręcą się po naszym terytorium. Dlatego bądźcie czujni. Nie dajcie się zaskoczyć.

 

- Tak jest!!

 

- Zapraszam. - mruknął Azaroth do nowicjuszy. Udali się do jednej z jaskini. - Tutaj wydobywają najbardziej przydatny kamień do tworzenia broni. Wytwarza się z nich miecze bądź tarczę. Niezwykłe silne. - tłumaczył wskazując na skały. Była to wielka, ciężka skała, na której było setki robotników. Każdy z nich miały mały młotek, który sukcesywnie wbijał w skałę. Aby dostać się do cennego kamienia, należało wbić się ponad tysiąc razy. Dopiero wtedy ukazywał się mały kryształ. Był bardzo kruchy, dlatego do jego wydostania korzystano ze specjalnego zaklęcia.

 

- Ten kamień da nam również wsparcie murów wokół zamków. - dodał Surm. - Można stworzyć z nich tarczę, która ochroni mury zamku. Wzmocniona przez smoczy ogień, sprawi że nie będzie można jej spalić. Na wyspie, o której wspomniał Azaroth również znajduję się ten kamień. Dlatego nie będzie potrzeby latania tutaj tak często.

 

- Kolejnym ważnym elementem jest kamień ognisty. Daję niezwykłe możliwości. - mruknął Azaroth, kiedy dalej przemierzali jaskinie. - Wydobywał się go z podziemi jaskiń. Bardzo ciężko jest zdobyć kamień. Jeden tylko kamień, daje nam możliwość stworzenia tarczy ognistej.

 

- Co to jest? - zapytał cicho Drake. Chłopak nie wiedział wiele na temat możliwości wojennych oraz jak tworzona jest amunicja. Myślał, że liczy się tylko magia.

 

- To tarcza, podobna jak z zaklęcia. Najpierw kowal tworzy zwykłą tarczę, a później rozpuszcza ją w kamieniu. Stawia się ją na polach bitewnych. Ogień płonie cały czas z dużym zasięgiem rażenia, a co kilka minut strzela z niej kula ognia. - objaśnił Surm, chłopakowi. - Posiadanie tarczy ognistej przydaje się podczas walki. Bardzo ciężko jest ją ominąć bądź pokonać. Jest bardzo przydatna.

 

- Władca wyspy chcę rozmawiać, teraz. - wyszeptała kobieta obok Surm'a.

 

- Zaraz tam się udam. Azaroth, dopilnuj by wszystko zostało zabrane. - powiedział Surm, szybko wychodząc z jaskini.

 

- Pokaże wam jeszcze pola uprawne. - wymruczał, i zaczął, prowadzać ich do wyjścia. - Surm dzięki nim zapewnia miastu pożywienia oraz pieniądze. Mogą handlować z innymi państwami. - odparł, wskazując na dziesięć pół uprawnych. - Tutaj również mamy swoją armię, która pilnuje porządku oraz strzeże wszystkich.

 

- Surm zdobędzie wyspę? - zmienił temat Leo, spoglądając na pełne obfitości pola z warzywami bądź owocami, niedaleko również było miejsce na zwierzęta. - Jak daleko może się posunąć?

 

- Surm zrobi wszystko, aby postawić na swoim. Wie jak ważna jest wyspa dla naszej przyszłości. - rzekł pewnie mężczyzna. - Surm ma pewien plan, i zamierza go zrealizować. Tylko to się dla niego liczy.

 

- Co ogólnie tutaj robi się? - spytał Drake. - Pracują w jaskini, na polach, czy ćwiczą?

 

- Wszystko co jest potrzebne. Praca daje nam siłę oraz wytrzymałość. - powiedział Azaroth. - Czas zabrać się do pracy. Każda skrzynia ma trafić do statku. Zaklęcia unoszące bądź przenoszące. Uważajcie ponieważ to cenne skrzynię...

 

- Surm zdobył wyspę!!! - wykrzyknął mężczyzna, i wszyscy zaczęli głośno wiwatować. - Mamy wyspę!!!Mamy wyspe...

 

- Surm, jak zamierzasz zacząć pracę? - zapytał Nick, rozglądając się po prawie całej spalonej wyspie, która kompletnie była zniszczona. - Odbudowa wyspy zajmie kilka miesięcy. A chcemy już zaczynać. Jak?

 

- Mamy najlepszych ludzi, Nick. Obyś miał tego świadomość. Nigdy nie pomniejszej naszej siły. Starty są niczym w porównaniu z tym, co możemy zyskać. - pouczył go. - Teraz należy znaleźć ludzi, którzy jeszcze żyją, a jeszcze dziś zaczniemy pracę. Przyślij dwa statki powietrzne do pomocy oraz dwa statki morskie.

 

- Oczywiście.

 

- Ruszać się! Mamy zadanie do wykonania. Czas się liczy!! - wykrzyknął Surm, samemu zaczynając poszukiwania ocalałych.

 

- Kto zaatakował wyspę? - spytał Alex, kiedy Surm podszedł do niego.

 

- Otrzymałem wiadomość w sprawie pomocy. Król powiedział, że ktoś nagle zaczął atak. Nie mogli się bronić. Przybiliśmy, jednak nasze szanse były słabe. Nie wiemy kim był wróg. - odpowiedział Surm. - To łatwe do stwierdzenia, że mamy nowego gracza na planszy. Z silną armią.

 

- Jakie masz podejrzenia.

 

- Trolle. Oni sieją podobne zniszczenia. Poza tym ktoś rozsiewa plotki, że miała tutaj być panienka Vesp.

 

- Emma Vesp?

 

- Tak, jej opiekunowie nie żyją, a rodzina posiadała tutaj dom. - zaczął. - Trolle chcą śmierci na panience Vesp za jej ród oraz co robili ich członkowie.

 

- Miała tutaj być?

 

- Ta wyspa jest ciągle atakowana, tylko głupiec by ją tu wysyłał. Jest w bezpiecznym schronieniu. Tam nikt jej nie będzie szukał.

 

- W swoim domu?

 

- W moim zamku. - odparł Surm. - Trolle oraz Lord nie podejrzewają tego. Tam będzie bezpieczna. Nikt jej nie znajdzie. - wyjaśnił. - Nie wie nic na temat magii, więc dostanie trenera, który jej pomoże. To najlepsze, co możemy jej zaoferować w tym momencie.

 

- Chcesz by dołączyła do nas?

 

- Już jest u nas, Alex. To wampir, tylko ja zapewnie jej schronienie oraz bezpieczeństwo. Trolle chcą ją zabić. Musi być chroniona. - odpowiedział Surm, zatrzymując się przy spalonych ciałach. - Używali bardzo wielu rodzai broni. To musieli być trolle. Jeśli tu są, mogą zacząć atakować mundan. To nasza szansa.

 

- Jaka szansa?

 

- Zdobycia w oczach czarodziejów. Ministerstwo ich nie obroni. Doskonale to wiemy. - wyjaśnił Surm. - My znamy trolle. To trudny przeciwnik, jednak jest w naszym zasięgu. Jestem pewny, że ich pokonamy.

 

- Będzie to trudne, jednak kto jak nie my? - mruknął Nick, zbliżając się do chłopaków. - Trolle umocniły się, a pokonanie ich będzie wymagało więcej siły oraz świetnego planu. Jednak to akurat mamy.

 

- Czego szukają trolle? Po co atakują wyspę?

 

- Wiedzą, że chcieliśmy tą wyspę, więc chcieli ją zniszczyć, aby utrudnić nam zadanie. - wyjaśnił Surm. - Jednak to nas nie powstrzyma. Trolle zginą, i nic tego nie zmieni.

 

- Bierzmy się do pracy. - mruknął Nick. - Jeśli chcemy zacząć już budować zamek.

 

- Zaraz będą tu nowicjusze. Pomogą sprzątać oraz przy pierwszych pracach. - poinformował. - Azaroth będzie za dwie godziny. Przywiozą potrzebne materiały. Przyśle już budowlańców, i jeszcze jeden statek. Im więcej tym szybciej pójdzie.

 

- Zostanę tu, przypilnować prac. - powiedział Nick, i pożegnał się z mężczyznami.

 

- Alex, przeszukaj jeszcze teren. Ja muszę udać się jeszcze w kilka miejsc. - powiedział Surm, udając się do swojego statku.

 

- Lecimy teraz na wyspę Lefair. - powiadomił ich Azaroth, kiedy ponownie usiedli na kanapie w statku. - Surm chcę abyśmy pomogli posprzątać po ataku. Musimy też przenieść materiały.

 

- Dobrze. - wymruczał Drake. ~Lefair to bardzo piękna oraz większej wielkości wyspa. Leży ona w obrębie miasta Solmar. Jednak przywódca miasta, Digra Malen nie chciał walczyć o wyspę. Nie mieli szans na obronę, a i tak stracili wielu ludzi oraz pieniędzy. Poddał wyspę, chcąc komuś innemu oddać pełną władzę nad wyspą. Wyspę chcieli japońscy władcy. Lefair to doskonałe miejsce na zbudowanie laboratorium, czy też wzmacnia kraju w amunicję, czy żywność. Japończycy jednak przegrali z trollami, którzy zabili ich wojska. Jednak oddział Surm'a zdobył wyspę tylko dlatego, że nie miała władcy, a Japończycy polegli. Zdobyli ją bez żadnych wysiłków. Trolle utrudnili zadanie niszcząc wyspę, jednak to nie problem. Dlaczego Lefair jest taka ważna? Wyspa sama w sobie broni się przed atakami. Dostać można się tam tylko drogą morską. Nie wybudowano tam jeszcze miejsca na statki, ale Surm planuję to zrobić. Można dostać się tam tylko poprzez morze, co utrudnia atak, a obrońca ma dużo czasu by przygotować się do ataku. Wyspa posiada również świetne warunki, aby produkować żywność oraz broń. Ma jaskinię pełne cennych skarbów, góry, i też wyśmienite pola, na których można trenować oraz budować. Surm zdobywają wyspę zyskał przewagę.~ - Kiedy wrócimy do treningów?

 

- Surm chcę byście zostali tutaj do końca tygodnia. Potrzebna jest każda pomoc. - odpowiedział mężczyzna, wychodząc ze statku. - Nick, jak sytuacja? W czym mamy pomóc? - wymruczał, witając się z przyjacielem.

 

- Idźcie do Przylądku Altic. Tam potrzebna jest każda pomoc. - odpowiedział Nick, lecząc ocalałych mieszkańców wyspy.

 

- Szybko, ruszamy!! - krzyknął Azaroth, i cały jego zespół zaczął biec do wskazanego miejsca. Mijali dostrzeganie zniszczone miejsca. Wszędzie unosił się dym oraz krzyki bólu. Trolle atakowali z największą agresywności. Zakopywali ludzi żywcem, burzyli bądź palili mieszkania wraz z mieszkańcami. Widok nie był przyjemny, jednak Przylądek Altic był w jeszcze gorszym stanie. Niegdyś to było jedno z piękniejszych miejsc wyspy. Od pięknych kwiatów, drzewa, widowiskowe pokazy laserowe, wodne czy ognia, a także piękny krajobraz, park, czy też historyczne budowle. Teraz to miejsce było kompletnie zniszczone, przykryte krwią oraz dymem ognia, a także unosił się tu nieprzyjemny zapach. Trolle podłożyli tu bomby śmierdziele. Była to mieszanka najbardziej obrzydliwych zapachów we wszechświecie. Wielu czarodziejów wymiotowało nie mogąc znieść tego zapachu. Ekipa Azaroth założyła maski ochronne, i ruszyła do pracy.

 

- Kurwa! - krzyknął Drake, wymiotując kiedy bomba śmierdziel wybuchła zaraz obok niego. ~To chore podkładać takie bomby. Nie widzę w tym sensu, jednak musiałem się skupić. Nick powiedział, że jest ich pięćdziesiąt, i każda trzeba rozbroić. Jeżeli tego nie zrobimy to będą śmierdzieć tu cały czas. Wyspa Lefair wielkością przypomina Norwegię. Jest średniej wielkości w porównaniu do innych wysp, niekiedy wyspy dorównują wielkości miast. Przylądek Altic jest wielkości taki, jak Słowenia. To tylko komplikuję całą sprawę. Rozbrojenie bomby śmierdziel nie jest takie trudne. Należy tylko przekręcić mały punkt, który znajduje się z tyłu, i szybko docisnąć. Bomba ma kształt kwadratu, więc nie jest to trudne, jednak jest dosyć niewielka, i jeżeli nie zrobi się tego dość szybko, to wtedy wybuchnie. Używa się do tego rękawic ochronnych, które chronią przed zapachem bomby. Zapach utrzymuje się przez kilka dni, i należy używać specjalnych kosmetyków by zmyć ich zapach całkowicie.~ - Nie sądziłem, że będę rozbrajać bomby śmierdziel, kiedy dołączę do Surm'a.

 

- Ja się cieszę. Mamy okazję pomóc przy czymś, co będzie dla nas ochroną oraz producentem sprzętów do wojny. - odparł Marco. - Słyszałeś co tutaj zbuduje Surm? To miejsce będzie jednym z najbardziej najważniejszych podczas wojny, a my pomagamy w jego odbudowie.

 

- Wiem o tym, tylko sam fakt tego, co robimy. Sprzątany śmierdzące bomby. - sprecyzował Drake, patrząc na chłopaków. - To jest szczyt twoich marzeń u Surm'a?

 

- Doskonale znasz odpowiedź. Chcę robić więcej, aby to zrobić, zaczynam od zera. - powiedział Ricci, rozwalając kolejną bombę. - Wojna jest jeszcze bliżej nas niż sądzimy. Jesteśmy młodzi, utalentowani oraz stoimy po właściwej stronie, dlatego będę robić nawet najbardziej absurdalne rzeczy, abyśmy wygrali wojnę.

 

- Pugmal, zabierz się do pracy. - powiedział Leo, spoglądając na niego krótko. - Kolejne miejsca czekają. Będziemy tu cały tydzień.

 

- Jasne. - powiedział chłopak, cicho wzdychając. Drake nie zaczynał ponownie żadnego tematu. Przez cały dzień rozwalali tylko bomby. Czuł się z tym źle, jednak słowa Ricci miały sens. Wiedział to, jednak Drake pragnął działać w pierwszej linii.

 

- Drake. - przywitał go Azaroth, kiedy następnego ranka pojawił się na wyspie. Noc spędzili na statku. Nie mieli innych miejsc do spania. - Dziś czeka was sprzątanie całej wyspy. Nie będzie tutaj już mieszkańców...

 

- A co z tymi, którzy tu mieszkali?

 

- Zabici bądź sami opuścili wyspę. Wyspa będzie działać teraz jako wyspa szkoleniowa. Będą dwa miejsca. Jedno tylko dla naszych ludzi, a drugi dla szkolenia cabtor. - powiedział. - Rząd tylko w taki sposób wyraził zgodę na całkowite przejęcie wyspy.

 

- Cabtor nie jest organizacją rządową?

 

- Nie, nie podlegają oni rządowi. To żołnierze broniący czarodziejów, jednak nie odpowiadają na żądania rządu. - wyjaśnił. - Tylko Cefeusz nimi zarządza, i on oraz jego zarząd podejmują decyzję komu pomogą.

 

- Jednak ich baza jest w Rosdag? Sang'owie wyrazili zgodę?

 

- Tak. Będą również mieli z tego pożytek. Cabtor ma wyśmienitych czarodziejów, którzy będą bronić wyspy oraz dziesięciu z nich trafiło do Surm'a.

 

- Dziesięciu? Dlaczego tak mało?

 

- To pięciu trenerów oraz pięciu zasłużonych żołnierzy. Pomogą w treningach oraz samej organizacji bazy. - poinformował go. - Potrzebni są ludzie z doświadczeniem. Surm próbuje zdobyć jeszcze czterech innych trenerów.

 

- Zróbcie obchód po mniej zniszczonych częściach wyspy. Szukajcie bomb albo czegoś podobnego. Później odpoczniecie. - powiadomił chłopaków, Azaroth gdy podeszli bliżej niego. - Musimy szybko sprzątnąć wyspę. Surm nie chcę dłużej czekać. Mamy trzy tysiące ludzi, więc pójdzie sprawnie.

 

- Powinieneś cieszyć się, że Surm wybrał właśnie nas spośród wszystkich jego ludzi. - zaczepił Leo, Drake'a po drodze. - Surm ma sporo o wiele bardziej doświadczony zespół. Jednak my mamy okazję zdobyć u niego plusa. To nie spełnienie marzeń, ale coś co zapamięta.

 

- Wiem, jednak wyobrażałem to sobie w zupełnie inny sposób, Leo. - odparł chłopak. - Jednak wiem, że nasza wczorajsza rozmowa miała wiele sensu. Byłem po prostu wkurzony. - mruknął, spoglądając na resztę chłopaków.

 

-------------------

 

Surm pojawił się przed mundan klubem. Często odwiedzał to miejsce ze znajomymi. Właściciel to jego dobry znajomy. Często załatwiał to jakiś interesy albo pomagał przyjacielowi w szemranych sprawach. Klub był bardzo popularny, a mówiło się o nim, że wszystko można tam otrzymać jeśli dobrze się zapłaci. To było prawdą, a Surm dbał o to.

W środku panowała już impreza oraz spory tłok. Czuć było pot, smród, alkohol oraz papierosy. Ściany miał kolor zieleni, natomiast podłoga została wykonana z jasnego brązu. Kanapy były czarne, a fotele szare. W pomieszczeniu nie było zbyt dużego światła, co bardzo odpowiadało klubowiczom, którzy tańczyli do granych piosenek. Surm rzucił tylko na nich okiem, udając się do stolików. Po lewej stronie było bardziej ciszej oraz spokojnie. Mieściły się tam stoliki, gdzie można było napić się oraz porozmawiać, a niedaleko znajdowały się schody do piętra VIP-ów. Surm nie szedł na górę, to na dole byli jego przyjaciele oraz impreza. Na górnej części było ciszej. Surm przywitał się z przyjaciółmi, i zaczęli imprezować. Na początku głównie jedli oraz pili. Jednak z każdym drinkiem ich humory były coraz lepsze.

Dwie godziny później byli już pijani. Falcon ledwo trzymał się na nogach. Lynx całował się z piękną blondynką, natomiast Fox rozmawiał z pięknymi brunetkami. Każdy z nich świetnie korzystał z towarzystwa dziewcząt. Jednak Surm nie rozmawiał z żadną. Olewał wszystkie, które zjawiały się obok niego. Surm wstał z czarnej kanapy, przy pomocy ochroniarza. Minął tańczących ludzi, i ruszył do górnej części. Tam było ich jeszcze więcej. Duża grupa bawiła się do granych przebojów, nie zwracając uwagi na swój niezbyt trzeźwy ruch. Surm ruszył do baru, niezbyt pewnym krokiem. Gdyby nie ochroniarz, nie byłby w stanie zrobić kroku. Skrzywił się od potu, i zapachu papierosów oraz narkotyków. Kilka dziewczyn chciało go zaczepić, lecz on minął je bez słowa. Podszedł do baru, i zamówił whisky z dodatkiem wódki. Ochroniarz podał mu eliksir na kaca. Miał spowodować, że będzie mógł wypić więcej, i wróci mu chwilowa trzeźwość umysłu.

Eliksir pozwolił mu rozejrzeć się po sali, trzeźwym wzrokiem. Piętro VIP-ów było bardzo bogato zdobione, jednak to nikogo nie dziwiło. Mieścił się tu barek na całą ścianę oraz kilkunastu wyśmienitych barmanów oraz kelnerów. Samo pomieszczenie było dużo większe, zapewniając lepszą zabawę. Jednak większość ludzi przychodziła tutaj by skorzystać z drinków, a nie żeby tańczyć. Na kanapie zauważył piękną dziewczynę. Z tej odległość ocenił, że była niska. Miała długie, brąz, włosy, które opadały jej falami na plecy. Zauważył jeszcze jasno, brązowe oczy. Ubrana była w krótki czerwony top oraz czarne, obcisłe spodnie. Dobrała do tego czerwone szpilki. Mógł zauważyć jej odsłonięty brzuch oraz zgrabne nogi. Na pierwszy rzut oka spodobała mu się. Jednak dziewczyna siedziała za daleko. Tłum ludzi utrudniał mu zadanie patrzenia na nią. Wypił alkohol za jednym zamachem, i ruszył w stronę pięknej dziewczyny.

    Była w jego typie. Niska, zadbane włosy, lekki makijaż, nie za chuda. Jej kształty mu odpowiadały. Miała kobiece. Piersi, które pasowały do siebie, i mieściły się w dłoni. Wyczuł, że ładnie pachniała. Zapach był ważny dla niego. Pasowały mu też kolor jej włosów. Podobały mu szatynki. Wiele jego kochanek miały takie włosy. Ale teraz liczył tylko na seks. Chciał ją mieć nawet na kanapie pośród tych wszystkich ludzi. Pociągała go. Nic innego. Jednak cieszyło go, że znalazł kogoś w swoim typie. Jej oczy miały bardzo ładny odcień brązu. Już wiedział, że spędzi z tą dziewczyną więcej czasu niż tylko ta noc. Zaciekawiła go. 

 

- Mogę prosić panią do tańca? - zapytał z pewnym siebie głosem. To nie było pytanie, Surm nie przewidywał sprzeciwu. Jej koleżanki zachichotały cicho. Ale on patrzył tylko w jej brązowe oczy. 

 

- Tak. - zgodziła się nieśmiało. Surm uśmiechnął się demonicznie. Uwielbiał nieśmiałość u dziewczyn. Uwielbiał słyszeć, jak bije im serce na jego widok. To było, jak uzależnienie. Lubił zdobywać to co chciał, a chciał jej.

 

Zaprowadził ją na parkiet. Zaczęli tańczyć w rytm muzyki. Była wolna. Podniósł rękę, i przeczesał jej włosy. Były przyjemne w dotyku. Delikatne. Teraz gdy tańczyli zauważył jaka była niska. Ale to tylko bardziej mu odpowiadało. Zachęciła go do siebie. Lubi górować nad ludźmi, nad dziewczynami. Patrząc na nią z bliska zauważył, że nie była jakoś bardzo w jego typie. Miała trójkątną twarzy, a nie za bardzo to lubił. Bardziej wolał owalną, czy diamentową. Okrągłe twarze nie pasowały mu do kobiet, jakie lubił. Chciał, aby dziewczyny miały kobiece rysy. Twarz, która mieściła się w dłoniach. Taka, która była dobra do pocałunków. Mogła być mała, ale większa też jest odpowiednia. Lubił również delikatne rysy twarzy. Kobiece. Podkreślone delikatnym makijażem bądź bez. Lubił piękno naturalne. Najlepiej bez makijażu, aby mógł patrzeć na jej twarz. Niewinne. Nie lubi dziewczyn, które malowały się wyzywająco, i zbyt wiele go używały. Drażniły go. Pod maskami z makijażu, nie kryło się coś, co chciał zbadać, czy odkryć. Zwykle okazywało się, że ten makijaż nie krył niczego interesującego. Dlatego tak szybko tracił nimi zainteresowanie. Ale najważniejszym był dla niego charakter. Choć to wszystkich dziwi, taka była prawda. Chciał znaleźć kogoś z kim będzie mógł rozmawiać, i miło spędzać czas. Oddać swoje życie. Sprawić by wiedziała, że jest wszystkim. Jednak takich osób było niewiele. Większość dziewczyn nie odpowiadała mu charakterem. Był wybredny, jednak nie miał wyjścia. Ktoś z jego pozycją musiał być.

Mógł pieprzyć się z modelkami, ale jako partnerkę życiową chciał mieć mądra oraz rozważną kobietę. Miłą, przyjazną, troskliwą, opiekuńczą oraz dobrą. Liczył się też inne cechy, ale teraz nie jest to istotne. Teraz potrzebował seksu. Nie interesowało go teraz nic więcej. Nie interesowała go ta dziewczyna. Potrzebował tylko jej, by spełnić swoje fantazje oraz pragnienia. Niczego nie potrzebował od niej więcej.

    Schylił się lekko, i pocałował ją w szyję. Jęknęła cicho, więc kontynuował swoją czynność. Muskał delikatnie jej szyję, a dziewczyna wydawała ciche jęki aprobaty. Zszedł pocałunkami na jej obojczyk. Lekko wygryzał się w jej skórę zostawiając ślady swoich działań. Dziewczyna rękami błądziła po jego ciele, a także nieco niżej brzucha. Surm czuł jej pewność siebie oraz brak zahamowań. Wiedział, że dziewczyna chciała tego, co on.

Chwycił ją za jej małą dłoń, i poprowadził w kierunku wyjścia na zaplecze. Przeszli przez mały korytarz by później wspiąć się na schody. Na górze było kilka pokoi. Głównie dla pracowników, którzy byli zmęczeni po pracy, i mogli tam spokojnie się wyspać albo mieszkali tam na stałe. Klub działał do wczesnych godzin porannych, i często pracownicy woli przespać się tu albo nie było stać ich na mieszkanie.

  Otworzył drzwi, i przepuścił ją pierwszą. Zamknął cicho za sobą pokój na klucz. Odwrócił się w stronę dziewczyny, która upijała łyk drinka z uśmiechem. Odwzajemnił spojrzenie, podchodząc bliżej niej. Prawą ręką przeczesał jej włosy, jędrne piersi, a dłużej zatrzymując się na zgrabnych pośladkach. Przysunął się bliżej niej, i przycisnąć ją do ściany. Drink opadł głucho o podłogę. Pocałował ją brutalnie. Dziewczyna nie była mu dłużna, owijając nogi wokół jego biodrach. Chwilę powalczyli na pocałunki, by później skupić się na swoich ubraniach. Kiedy byli już w bieliźnie, przeniósł dziewczynę na łóżko. Drzwi do pokoju otworzyły się cicho. Do środka weszło jeszcze dwóch mężczyzn. Pierwszym z nich był Fox, który postawił alkohol na stole. Furie wszedł jako drugi, rzucił torbę obok łóżka, i zaczął się rozbierać. 

 

+18!

 

- Co tu robicie? - warknął wściekły Surm, i spojrzał na przyjaciół zły. 

 

- Dawno tego nie robiliśmy. - wymruczał Fox, i ściągnął koszulkę, a później spodnie. - Tak jak kiedyś to robiliśmy, pamiętasz? 

 

- Tak. - potwierdził Surm, i rzucił na pokój zaklęcie wyciszające oraz zamknął drzwi na hasło. - Tak jak dawniej. 

 

- Tak jak dawniej. - potwierdził Furie, i poprawił swoje białe włosy. Podszedł do szatynki, i zrzucił ją z łóżka na dywan. Rozerwał jej białą bieliznę. 

 

- To nie tak miało... 

 

- Zamknij się, kurwa! - warknął Furie, i uderzył jej policzek. - Ja zaczynam. - wymruczał czarnoskóry mężczyzna, a reszta skinęła głową. Surm oraz Fox zrobili sobie drinka, obserwując poczynania kolegi. Furia uklękną przed dziewczyną na dywanie. Białowłosy odwrócił ją do siebie przodem, i wsunął dwa palce do jej łechtaczki, zaczął nimi brutalnie poruszać, by sprawić jej jak najwięcej bólu. Dziewczyna szarpała się, ale Surm złapał ją za ręce, i mocno przyłożył do białego dywanu. – Jaka mokra, spójrz, Fox! 

 

- Mundan. Ludzka dziwka. – warknął z obrzydzeniem, i splunął na drewnianą, ciemną podłogę. - Dwa palce, i już się podnieca... 

 

- Przestań pluć! – krzyknął wściekły Surm. - To nowa podłoga!!

 

- Możecie się uciszyć!? - spytał wściekły białowłosy, i wszedł w dziewczynę gwałtownie. Zrobił to tak boleśnie, i szybko, że dziewczyna głośno krzyknęła z zaskoczenia, a później wygięła się z bólu. Jej pierwsza łza ozdobiła policzek, a następna podążyła w jej ślady. Fox zaśmiał się głośno z jej reakcji oraz zadowolenia Furii. Penis był ogromny, i wypełnił ją całą. Dziewczyna czuła tylko ból. Bała się, że jak mężczyzna wsunie się głębie, to rozerwie ją od środka. Gdyby tak było, to ból by się zakończył. Przez chwilę myślała, że właśnie o to chodziło. Cały pokój wypełniły jęki białowłosego oraz głośne krzyki szatynki. Z każdym pchnięciem krzyk rosną na sile, tak jak jęk. Surm zasłonił jej dłońmi usta, przez co zaczęła się dusić. Dziewczyna zaczęła szarpać się, a penis raz po raz wsuwał się głębiej w jej ciało. Po kilku sekundach dłonie platynowłosego powróciły na jej nadgarstki. Szatynka głośno oddycha, by złapać trochę oddechu. Dziewczyna poczuła, jak coś wypełnia ją od środka, a później jak penis znika. Furie opuścił wzrok, i patrzył jak jego sperma wypływa z niej. Wypełniła ją całkowicie. Dywan był cały brudny od potu oraz spermy. Na twarzy czarnoskórego mężczyzny pojawił się uśmiech zadowolenia. Uniósł różdżkę, i machnął nią nad dziewczyną. Pozbył się spermy. Była gotowa na kolejnego. 

 

- Odsuń się. - wywarczał Fox, i uklęknął nad szatynką. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, ale chłopak wsunął jej penisa do gardła, i odebrał dostęp do oddechu. Dziewczyna zaczęła dławić się, i odpychać go rękami, które zostały uwolnione. Jednak Fox nic sobie z tego nie robił, a jedynie głębiej pchał swojego penisa w jej gardło. Centymetr po centymetrze. Dziewczyna dławiła się, a jej twarz robiła się bledsza z każdym centymetrem. Fox westchnął zły, i wyjął jej penisa z gardła. Dziewczyna pomyślała, że to koniec jej cierpienia.  Niespodziewanie podniósł ją z dywanu, i związał jej ręce o mały hak, który znajdował się na ścianie. Szatynka ręce miała wysoko w górze, podobnie jak twarz, a nogi lekko zwisały ku dołowi. Wisiała w powietrzu nie mogąc ruszać rękami oraz nogami, które mężczyźni przypięli. Surm zawiązał jej oczy opaską. Dziewczyna nie mogła nic zobaczyć ani usłyszeć ponieważ muzyka grała dość głośno. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak jej serce pulsowało z każdą sekundą. Bała się co wymyślą. Fox opuścił jej ciało, tak aby głową była skierowana w stronę jego penisa. Dziewczyna zacisnęła mocno szczękę, spodziewając się jego planu. Otworzył jej buzie siłą, i znów wsunął jej penisa głęboko w gardło. Dziewczyna poczuła mocne uderzenie w pośladek. Później kolejne, i kolejne. Surm oraz Furia na zmianę uderzali jej pośladki, zostawiając czerwone ślady. Coś mokrego wsunęło się jej w odbyt. To był palec. Poruszał się w prawo, i w lewo. Zrobił kółko, i wyjął palec. Zamiast palca poczuła penisa, który z każdą sekundą był coraz głębiej w niej. Surm działał rytmicznie. Szybko, i gwałtownie. Nie było tutaj miejsca na nic innego. Pieprzył ją boleśnie. Wiedziała, jak jej piersi trzęsą się, i podskakują od jego siły oraz agresywności. Jedną z nich trzymał mocno Surm. Był on bezwzględny. Podobnie jak Fox, nie zostawiał jej możliwości na odpoczynek. Dziewczyna nie potrafiła ustać, ale jej pozycja nie dawała jej możliwości stania. Z tego akurat się cieszyła. Szatynka chciała krzyczeć, ale penis w jej ustach nie pozwalał jej na to. Nie mogła szarpać się ponieważ jej ręce były związane, a każdy inny ruch byłby tylko bardziej bolący dla niej samej. Obaj przyjaciele poruszali się szybko. Po kilku sekundach złapali wspólny rytm pieprzenia jej. Szatynka poczuła kolejne palce w sobie, a później penisa. Teraz trójka mężczyzn pieprzyła ją na wszelkie możliwe sposoby. Czuła ból ponieważ poruszali się coraz szybciej. Fox co jakiś czas wyjmował penisa, i dusił ją. Była sina na twarzy. Z jej oczu cały czas spadały jej łzy, jednak na nikim nie robiło to wrażenia. Fox wyciągnął penisa, i spuścił się na jej twarz oraz włosy. Dziewczyna wykrzywiła się z obrzydzenia. – Zlizuj! - krzyknął głośno, i podstawił jej pod usta palec ze spermą. Odsunęła głowę.

 

- AA!! – krzyknęła przerażona, kiedy Furia wsunął korek od wina w jej łechtaczkę. Ten moment sprytnie wykorzystał Fox, który wsunął cały palec ze spermą do jej ust. Zdejmował spermę z jej twarz, i wsuwał w jej usta. Szatynka wszystko połykała. Wiedziała, że nie ma wyjścia. Ostatni skończył Furia. Zadbał o to, aby cała sperma była w niej. Surm odsunął się od nich. Ręcznikiem owinął swoje biodra. Ruszył do torby. Wyciągnął z niej magiczną wódkę. Była trzy razy mocniejsza niż polska wódka. Otworzył przezroczystą butelkę, i wypił dużego łyka. Skrzywił się, gdy ostry alkohol wypełnił jego usta. Nie wybierał często tego trunku ponieważ był bardzo mocny, jednak potrzebował tego. Surm podszedł do niej, i rozwiązał jej ręce, zrzucił na podłogę. Szatynka zaczęła szybko oddychać, ściągając opaskę. Łapała z trudem każdy oddech, krztusząc się przy tym. Jej oczy oraz włosy, wciąż miały na sobie spermę. Miała spermę wszędzie. Była cała w niej. Surm skrzywił się. Łzy oraz sperma zasłaniały jej widok. Chłopak przechylił butelkę alkohol nad jej ciałem. Oblał jej piersi oraz buzię. Całą. Dziewczyna skrzywiła się, a później głośno krzyknęła. Alkohol był zimny, jakby wyciągnięty z lodówki.

 

- Tak jak kiedyś. - stwierdził z uśmiechem na ustach Furia. - Trochę wam tego brakowało, co? 

 

- Po tobie widać, że brakowało. - wymruczał Fox, i wskazał na penisa, który wciąż stał. Mężczyzna prychnął. - Nie spuściłeś się, czy podnieciłeś się... 

 

- Dobrze wiesz... 

 

- Zamknijcie się oboje! - warknął Surm, i otworzył butelkę whisky. – Usunięcie jej pamięć. Działamy tak, jak zawsze. 

 

- Coś nie... 

 

- Nie umiesz zrobić tego co mówię?! - krzyknął wściekły Surm, i zaklęciem rzucił czarnoskórego na ścianę. Furia widział po jego twarzy wściekłość. Furię. Dawno taki nie był. Wiedział, że mógłby teraz zrobić z nim wszystko. Zabić. - Masz robić to co mówię, Furia. Ja mówię, a ty robisz! Czy to jasne?! Takie to jest dla... 

 

- Surm... Już, spokojnie. - wyszeptał Fox cicho, owijając ramiona wokół niego, i zabrał przyjaciela od białowłosego, który upadł na ziemię, i złapał się za gardło. Surm mocno przydusił go do ściany. Nie potrafił oddychać. - Co jest? 

 

- Jeśli przestańcie mnie wkurwiać, to przestaniesz pytań. - warknął zimno, i zniknął z pokoju. Fox spojrzał zdziwiony na miejsce, w którym stał Surm. Nie pamiętał go takiego ostatnio. Westchnął ciężko, i zaczął robić, to co chciał Surm, a po chwili dołączył do niego Furia.

 

~Obudziłam się w dobrym nastroju. Poniekąd. Moi opiekunowi zostali zabici, więc musiałam zamieszkać w obcym dla mnie miejscu. To było tylko chwilowe ponieważ miałam dostać nowych opiekunów. Minęły już tydzień od ich śmierci. Wciąż wracam do tamtego miejsca oraz domu. Teraz mieszkam w zamku. Mieścił się on w lesie, daleko od jakiekolwiek cywilizacji. Mieszkała tu tylko służba, która powiedziała, że zostanę tu do końca wakacji ze względu bezpieczeństwa, a później udam się do szkoły. To mądre ponieważ ktoś planował morderstwo na mnie. Czułam się bardzo samotna. Rozmawiałam tylko z lekarzem o moim zdrowiu oraz o tym co chcę zjeść z kucharzem. Nie byli oni chętni do rozmowy. Zamek był spory, więc zwiedzałam różne ciekawe pomieszczenia, chodziłam po ogrodach albo czytałam. Czułam się niesamowicie dziwnie. Nie miałam nawet dostępu do telefonu, co utrudniało mi kontakt z znajomymi. To jeszcze bardziej mnie dobijało. Moi opiekunowie giną, a ja znikam. Mieli mnóstwo pytań. Usłyszałam pukanie do drzwi. Do środka wszedł kamerdyner. Lubiłam go emanował spokojem oraz dobrocią.~

 

- Panienko Vesp, gość czeka w jadalni. Po kąpieli proszę zejść, panienko. - powiadomił dziewczynę, kładąc czyste ręczniki na komodzie. - Śniadanie również będzie już czekało.

 

- Dobrze, dziękuję Ci, Louise. - odpowiedziała z uśmiechem, udając się do łazienki. ~Mężczyzna bardzo niechętnie opowiedział mi o okolicy oraz sobie. Dowiedziałam się, że zamek leży w małym miasteczku oraz jest własnością bogatego czarodzieja. To niewiele ponieważ wszystkiego można było się domyślić. Przeciętnego obywatela nie stać na taki zamek. Jednak teraz interesował mnie gość w jadalni. Miałam nadzieję, że od niego dowiem się trochę więcej o całej tej sytuacji oraz co dalej ze mną.~ Dziewczyna po kilkunastu minutach wyszła z łazienki. Udała się schodami do salonu głównego, a później do jadalni, która mieściła się w piwnicy. Było to często stosowane przez czarodziejów. W pomieszczeniu czekał już przystojny mężczyzna.

 

- Surm. - przedstawił się chłodno, podchodząc do dziewczyny bliżej.

 

- Emma. Vesp. - wyszeptała cicho z rumieńcem, ściskając jego dłoń. Poczuła prąd rozchodzący się po jej ciele. Oczy mężczyzny raz ciemniały raz jaśniały, kiedy głęboko spoglądali sobie w oczy. Dziewczyna nie potrafiła przerwać kontaktu ani odsunąć się od niego. Zrobił na niej wrażenie.

 

- Miło wreszcie Cię poznać. Nie sądziłem, że tak późno. W takich okolicznościach. - wymruczał, przysuwając się do niej jeszcze bliżej. Mogła poczuć jego męski zapach perfum, które owinęły się wokół niej. - Przykro mi z powodu twoich opiekunów. Ich śmierć była niepotrzebna.

 

- Dziękuję. Byli dla mnie jak rodzina. - wyszeptała, a w oczach pojawiła się łza.

 

- To trudne, wiem to doskonale. - powiedział, dłonią ścierając jej łzę. - To może sprawić, że będziesz tylko silniejsza. Ja zadbam o twoje bezpieczeństwo. Gdziekolwiek będziesz. Ze mną nic Ci nie grozi.

 

- Dlaczego?

 

- Dlatego, że zasługujesz na to, panno Vesp. - odparł, całując jej dłoń. Zaprowadził ją do stołu, samemu siadając na przeciwko. - Dziś na śniadanie wybrałem gofry. Dodatki wybierz sama.

 

- Nie zrobisz tego za mnie? - spytała ironicznie. Widziała po nim chęć bycia władcą. To on podejmował decyzje, i trzeba było się dostosować. Nie spodobało się to dziewczynie.

 

- Bita śmietana oraz truskawki. - powiedział chłodno, a wszystkie inne dodatki zniknęły. - Nie drażnij mnie ponieważ nie masz żadnych szans, a jedynie może stracić.

 

- Co to za miejsce? - zapytała, by załagodzić sytuację.

 

- To mój zamek, który jest teraz twoim jedynym bezpiecznym miejscem. Wiele groźnych czarodziejów chcę dopaść Cię, by zemścić się za twój ród. - zaczął wyjaśniać. - Tutaj jesteś chroniona. Twoje pojawienie się po tylu latach zbudziło ciekawość wśród czarodziejów, dlatego bezpieczniej jest abyś została w zamku.

 

- Co gdy będę w szkole? Tam coś mi grozi?

 

- Może tak się stać. W Mentha jest wielu przyjaciół, ale także wrogów. - wymruczał, nalewając jej kawę. - Nie można tego zmienić, jednak możesz zapobiec swoim zachowaniem.

 

- Dlaczego nie mogę opuszczać murów zamku? Nie jestem więźniem? - zapytała niepewnie, nie będąc tego taka pewna. - Chcę spotkać moich przyjaciół oraz pożegnać wujków.

 

- Teraz to niemożliwe. Po mieście ciągle krążą wrogowie oraz wypytują o twoje miejsce pobytu. To zbyt niebezpieczne. - odpowiedział ze spokojem, rzucając na nią krótkie spojrzenie. - Na to przyjdzie pora w innym terminie. Skup się na ważniejszych sprawach. Poznawaj magię oraz zwyczaje, historię. To wszystko jest ważne.

 

- Będę mogła utrzymywać z nimi kontakt?

 

- Nie. - odparł krótko. - Teraz najważniejsze jest twoje przygotowanie do Mentha oraz bezpieczeństwo. Skup się na tym.

 

- Kto rządzi światem magii?

 

- Magiczną Wielką Brytanią rządzi Minister Magii Jason. - zaczął. - Wybory są organizowane co siedem lat. Jednak sąd ma prawo zwołać wybory specjalne jeśli Minister łamie prawo, szkodzi kraju albo szkodzi w inny sposób. Decyzję o tym podejmuję sąd oraz najwyższy zespół sędziów.

 

- Jednak może ich przekupić?

 

- Nie. Sędziowie Specjalnie działają pod przysięga śmierci. Jeżeli ich decyzja jest podjęta pod wpływem pieniędzy, przekupu albo niezgodna z prawdą oraz prawem umierają. - objaśnił mężczyzna. - Nie dają się przekupić. To sędziowie sprawiedliwości, dlatego to oni mają dużą władze.

 

- Jak wygląda wybór Ministra Magii? - zapytała Emma, i napiła się herbaty. Miała bardzo intensywny aromat, jednak słodko-kwaśny smak. Była jej ulubioną chociaż nie wiedziała, co to za herbata.

 

- Wybory wstępne odbywają się przez sąd. Oni mają tydzień na przedstawienie swoich kandydatów na Ministrów. - wyjaśniał chłopak. - Po tym czasie odbywają się wybory właściwe. Głosują przedstawiciele ważnych rodów, honorowi czarodzieje albo czarodzieje, którzy pracują jako kierownicy w Ministerstwie albo inne ważne stanowisko. Także prawo głosu mają bohaterowie wojenni bądź honorowi obywatele kraju.

 

- Okay, dalej nie kumam. - zaczęła zdezorientowana Emma. - Co to znaczy, że sąd wybiera? Sędzia wybiera kandydatów?

 

- W Brytyjskiej Lidze Magicznej jest dziewięciu sędziów. Każdy z nich dobiera sobie jeszcze jednego czarodzieja z Ministerstwa, i ta osiemnastka wybiera swoich kandydatów. - wyjaśnił. - Muszą być oni pełnoletni oraz muszą oni być też obywatelami Wielkiej Brytanii Magicznej bądź mieć obywatelstwo poprzez ślub.

 

- A kim są Ci sędziowie? Kto ich wybiera?

 

- Muszą to być czarodzieje, którzy ukończyli studia. Są oni wybierani przez Boga, który zostaje zesłany przez niebiosa.

 

- Co? - spytała zaskoczona Emma. - Jak to niby możliwe?

 

- To świat magii.

 

- Mój ród jest czystej krwi?

 

- Tak.

 

- Inni wiedzą, że jesteśmy wampirami? 

 

- Nie. - zaprzeczył od razu. - Wiele rodów ukrywało takie rzeczy. Za coś takiego można trafić do więzienia.

 

- Serio?

 

- Tak, dlatego w szkole musisz się ukrywać. To niebezpieczne. - powiedział wolno. - Czy to jasne? To poważna sprawa. Więzienie to nie zabawa.

 

- Jasne, rozumiem. - powiedziała, spinając się trochę. Nie pomyślała, że świat magii może być taki surowy oraz dziwny.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania