Rozdział 5. Mentha.
~myśli, perspektywa bohater~
~~Bohater.
----------------------
~Dziś wstałam o ósmej rano by spokojnie przygotowywać się do wyjazdu. Wczoraj spakowałam potrzebne rzeczy do walizek. Miałam ich kilka. Wyjeżdżałam na cały rok szkolny, więc musiałam spakować się tak, aby niczego mi nie zabrakło. Czyli wszystkie swoje rzeczy.~
~Postanowiłam wziąć prysznic. Po wykopaniu się, wysuszeniu i rozczesaniu włosów, zaczęłam się ubierać. Wybrałam: zieloną spódniczkę przed kolano do tego białą bluzkę i buty sportowe. Postanowiłam zobaczyć swój efekt w lustrze. Tam zobaczyłam ładną siedemnastolatkę. Niskiego wzrostu z jasnobrązowymi włosami oraz brązowymi oczami. Dobra Emma koniec z lizaniem sobie dupy. Masz na to przecież jeszcze wiele czasu. To zapewne przez stres jaki towarzysz mi od samego rana. Jestem cała roztrzęsiona. Denerwuje się pierwszym dniem szkoły ponieważ to nie jest zwykła szkoła. To szkoła gdzie uczy się magii. To coś wielkiego dla mnie. Muszę się opanować.~
~Dziś jest ten dzień. Mój wyjazd do Mentha! Nie mogę nawet opisać jak bardzo się cieszę, pomimo mojego wielkiego strachu. Nie byłam w stanie zjeść nawet śniadania. Zmusiłam się do zjedzenia czegoś tylko dlatego, aby nie zemdleć i zająć czymś myśli. Tak bardzo się cieszę. Jednak miałam cieszyć się z tego z moimi wujkami. Brakowało mi słów wsparcia oraz zwykłej rozmowy.~
~Czekałam na łóżko nie mogąc doczekać się godziny dziesiątej. Kamerdyner poinformował mnie, że ktoś zabierze mnie. Tylko kto? Wybiła 10. Usłyszałam pukanie do drzwi. Jak punktualnie. To John? On jest bardzo punktualny. Moje serce biło jak oszalałe. Wszyscy zapewne mogą teraz je usłyszeć. Wdech i wydech. Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna. Miał długie brązowe włosy oraz okrągłe jasnoniebieskie oczy. Był dość przystojny. Jednak jak dla mnie był za stary. Był dobrze zbudowany, miał trójkątną twarz oraz wydatne kość policzkowe. Mężczyzna posiadał kilkudniowy zarost. Posiadał tatuaż słońca na prawej dłoni oraz węża na szyi.~
- Dzień dobry. - przywitał się oschle. - Chwyć mnie za ramię. - polecił nawet nie czekając na moją odpowiedź, i machnął różdżką. Moje rzeczy się zmniejszył. Mężczyzna schylił się, i schował pudełko do kieszeni ciemnego płaszcza. Wstałam z łóżka, i chwyciłam go za lewę ramię. Poczułam dziwne uczucie. Jakby moje ciało skurczyło się w małą kropkę, i zostało brutalnie pociągnięte. Wirowało przez chwilę w przestrzeni, by uderzyć moim ciałem głucho o ziemię. Czułam, że zaraz puszczę pawia. Otworzyłam oczy. Staliśmy niedaleko pociągu, który swoją drogą był piękny. Upadłam na kolana, i wyrzygałam swoje śniadanie. Szatyn zaśmiał się szyderczo.
- Co to było? - spytałam zaciekawiona, gdy już trochę się uspokoiłam.
- Tak przemieszczają się czarodzieje. Przyzwyczaj się. - mruknął tylko, i sięgnął do swojego czarnego płaszcza. Wyjął dziwną fiolkę. - Wypij to. - polecił. Wzięłam ją do ręki. Była specyficzna. Stworzona w kształcie litery „S” , grafitowa fiolka, szara zakrętka, przezroczysta. Więc mogłam zobaczyć jej kolor. Jasnozielony. Zauważyłam jeszcze jakieś litery. AESS. Dziwne. Odkręciłam korek. Miała ładny zapach. Chyba konwalii. - Pij - warknął zły. Wypiłam. Miała smak truskawki. Bardzo lubię truskawki. To najlepszy owoc na świecie. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią truskawek.
- Co to? - spytałam.
- Poczujesz się po tym lepiej. Nie będziesz miała już zawrotów głowy, czy wymiotów. Polecam to pić gdybyś miała podobne problemy po teleportacji. - doprecyzował.
- Super sprawa. Dzięki. - mruknęłam cicho. Spojrzałam na mężczyznę. Patrzył gdzieś w dal. Uśmiechnął się drwiąco. Gdy ja tam spojrzałam nie widziałam nic specjalnego. Choć wyczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze. Znów się odwróciłam, ale nie zastałam tam nikogo.
- Idź już do pociągu. - rzucił mężczyzna, i zniknął z trzaskiem.
~Wstałem o godzinie dziesiątej obudzony przez krzyk mojej ciotki. Co za kobieta? Zawsze musi tak panikować rano, kiedy jadę do szkoły. Przewróciłem oczami, i wstałem z łóżka. Udałem się do łazienki, aby wziąć prysznic. Muszę obudzić się ponieważ ta wczorajsza impreza z chłopakami rozwaliła mnie totalnie. Nie chcę po raz kolejny brać eliksiru na kaca. Dzisiaj wybieram się do szkoły, i muszę wyglądać jak arystokrata, a nie jak jakiś Damazy. To nie przystoi komuś takiemu jak ja. To ja tutaj pokazuje kto jest ważniejszy. Poza tym może spotkam kogoś, i chciałbym wyglądać jak najlepiej, a nie jak na jeszcze pijanego. W moim świecie wygląd oraz prezentacja ma bardzo dużą wartość oraz znaczenie.~
~Zakręciłem kurki, i wyszedłem z kabiny prysznicowej. Stanąłem przed lustrem, unosząc wzrok na swoją zmęczoną twarz. To jakiś koszmar. Czym prędzej chwyciłem za swój krem, i zaczęłem poprawiać swoje niedoskonałości nieprzespanej nocy. Krem był produkcji Clare. Działał bardzo odżywczo na skórę oraz na jej niedoskonałości. Potrafił również zwalczać problemy skórne. Dla mnie był kremem by pozbyć się zmęczenia oraz nieprzespanej nocy. Następnie użyłem płynu odżywiającego. Po samej nazwie można jasno stwierdzić, że krem odżywa skórę, przywracając jej blask. Bardzo ważny w moim życiu. Ostatnią rzeczą był puder do włosów. Nadawał odpowiedniej delikatności oraz pozwalał łatwo stylizować fryzurę. Dawał również świeżość na włosach. To ważne, gdy nie miało się czasu na odpowiednie zadbanie o swoje włosy. Ponownie uniosłem wzrok na lustro. Teraz wyglądam tak jak zawsze czyli idealnie. Ubrałem zieloną bieliznę, czarne spodnie oraz grafitową koszulę w szmaragdową kratę, do tego jeszcze czarny płaszcz ponieważ robi się już zimno. Założyłem na szyję szmaragdowo-grafitowy szalik. Dobrałem odpowiednią biżuterię, i byłem gotów na kolejny rok szkolny. Wyszedłem z łazienki, i schowałem wszystkie potrzebne rzeczy do kieszeni. Opuściłem swój pokój, i udałem się schodami do salonu. Tam już przy kominku czekali na mnie wszyscy. Już wiedziałem, że zaraz się zacznie.~
- Ile można na Ciebie czekać, Altair? - zaczęła już od ataku na moją osobę Claire. - Stroisz się dłużej od Dali.
- Mam jeszcze wiele czasu. Spokojnie. Teleportacja na stację to tylko kilka sekund. Zdążę. Wiesz, doskonale jak nienawidzę spóźniania się, Claire. Mam to pod kontrolą. - oznajmiłem, i spojrzałem na brunetkę ze spokojem.
- Wiem, ale tyle raz powtarzam Ci abyś przestał tyle imprezować. - mruknęła Lucy. Przewróciłem oczami na blondynkę. - Masz dziś szkołę, więc powinieneś myśleć o tym w pierwszej kolejności.
- Inni w moim wieku codziennie chodzą na imprezę. Ja potrafię mieć zahamowanie. Potrzebuje czasami się rozluźnić, i wyjść, gdzieś z moim przyjaciółmi. Miałem ciężkie wakacje, i jakoś odpoczywam podczas imprez.
- Tylko ty codziennie pijesz alkohol, Altair. Tutaj właśnie jest problem. - odparła matka. - Jesteś jeszcze nastolatkiem. Musisz przystopować ponieważ to tylko prowadzi do uzależnienia, i wielu poważnych konsekwencji.
- Nie jestem...
- Jesteś...
- Wystarczy już. - warknął Izar, przerywając naszą rodziną kłótnie. - Dobrze wiemy ile ten młody chłopak ma na głowie. Jeśli czasami pójdzie z kolegami na imprezę aby się odstresować, relaksować to nie jest żaden problem. On tego potrzebuję. Ja gdy chodziłem do szkoły również tak robiłem i teraz wyszedłem na ludzi. Dojrzałem. Koniec tematu. - powiedział. - Zbieraj się do szkoły, Alt. Widzimy się w weekend. - powiedział Izar z lekkim uśmiechem, klepiąc moje ramię. - Uważaj na siebie.
- Jasne, dzięki. Do zobaczenia. - mruknąłem zadowolony, że temat skończony. Po pożegnaniu się z nimi, teleportowałem się na stację.
- Hej. Co tak późno? - zapytał John, który już czytał książkę. Ten chłopak codziennie zaskakuje mnie czymś nowym. Nawet na stacji musi czytać książkę. Wariat.
- Dzień dobry, John. Jak zwykle Lucy oraz Claire musiały kręcić awanturę. - oznajmiłem, i przewróciłem oczami. - Im nigdy nie jest mało. Zawsze znajdą pretekst.
- Alkohol oraz imprezy?
- Tak. Stały pakiet. - potwierdziłem. - Te kobiety czasami tak bardzo denerwują mnie tym swoim gadaniem. Ja doskonale wiem, że nie mam żadnego problemu, więc o czym tu rozmawiać?
- Martwią się o Ciebie. To normalne. Rany Merlinie. Ile tutaj jest osób. Oni się mnożą przez tę wakacje, czy jak? - zapytał sam siebie John, gdy tylko weszliśmy na główną stacje. Było tak bardzo wiele czarodziei, że ciężko było dostać się do pociągu bądź cokolwiek usłyszeć przez harmider. Gdzie tylko spojrzałem zauważyłem starszych bądź młodszych czarodziei.
- Raczej nie, ale z nimi wszystko jest możliwe. Zakładaj odznakę i chodźmy. Mam nadzieję, że przepuszczą nas jako prefektów.
- Ciebie tak ponieważ jesteś tym Altair’em Sang'iem, a ja to tylko John Pleon. - mruknął żartobliwie.
- Nie przesadzaj, John. Jesteś tutaj ze mną. Ewentualnie zostawię Cię na dworcu byś skończył czytać książkę. - odparłem cicho. - Rozejść się, zrobić miejsce dla prefekta. No już, odsuńcie się. Każdy chcę już zająć miejsce. - zacząłem przepychać się przez tłum, aby zrobić nam miejsce. Na całe szczęście ludzie zaczęli się odsuwać. Takie życie to ja rozumiem. Nie obyło się bez pokazywania palcami oraz szeptania za plecami. Typowe. Nie mogłem z tym walczyć. Paparazzi, którzy robili zdjęcia oraz ludzi szpecącymi za plecami. Chciałem poczuć się obojętny, byłem częścią ich wyobrażeń, a nie człowiekiem. Weszliśmy do pociągu. John odwrócił się do mnie, lekko kiwnąłem głową. Oboje wiedzieliśmy, że kłamie. Droga do wagonu zajęła nam więcej niż bym chciał. Wiele uczniów zaczepiało mnie, i wypytywali o praktycznie wszystko. Omijaliśmy ich bez słowa, a nawet spojrzenia. Nie widziałem sensu rozmowy z nimi. Byli ohydni. Po kilku minutach dotarliśmy do przedziałów, gdzie siedzieli nasi przyjaciele. - Hej wszystkim. - przywitałem się, a moja chłodna obojętność lekko opadła.
- Altair! John! - krzyknęła jak łatwo się domyślić Nicole. - Tęskniłam za wami. Macie teraz to swoje zebranie? - spytała jak tylko odłożyliśmy nasze rzeczy.
- Tak. - potwierdził John. - Zaraz tam idziemy, jednak najpierw chcieliśmy przywitać się. Zapewne czeka nas długi wykład od Chloe.
- Już nie mogę się doczekać. - zażartowałem. - Nie ma jak zacząć szkołę od godzinnych wykładów.
- Nie przesadzaj, Altair. Musimy znać nasze obowiązki.
- John przecież ty oddałeś swoją odznakę. Po co ty im tam jesteś potrzebny? - zapytał Lotar, i odłożył na stół czytaną gazetę sportową. Po nim bardziej spodziewałem się piwa.
- Pani profesor powiedziała, że nie będę prefektem, ale jako jeden z najlepszych uczniów będę pomagał młodszym w nauce albo robił takie podobne rzeczy.
- Czyli będziesz takim psem na ich posyłki?
- Jeśli chcesz tak możesz to nazwać, Ariel.
- Dalia i Ribes są tutaj z wami?
- Nie. - zaprzeczył Yann. - Poszli zapewne do swoich znajomych. Dalia powiedział, że odwiedzi Cię dzisiaj wieczorem. - poinformował mnie. Skinąłem głową.
- Zbierajmy się ponieważ zaraz się spóźnimy. Do potem, ekipo. - powiedział John, i poszliśmy do wagonu nauczycielskiego.
~Mieścił się on zaraz na początku pociągu, więc mieliśmy trochę do przejścia, dodatkowo musieliśmy przepychać się przez tłum dzieci. Oszaleję w tym pociągu. Wagon dla nauczycieli podzielony został na poddziały. Dla każdego po jednym, dodatkowo jeszcze jest jeden służący jako jadalnia, i to tam właśnie się udaliśmy. Po drodze witaliśmy się z wieloma nauczycielami. Ostatnio witałem tyle osób podczas balu zorganizowanego przez Izara. Nienawidziłem tego, tak jak tu.
Na samym środku mieścił się okrągły stół dla wszystkich zgromadzonych. Byli tam już niektórzy prefekci. Usiedliśmy bliżej okna, tak aby obserwować każdego. Spojrzałem na jadalnie. Urządzona była w iście królewskim stylu. Złocisto-pomarańczowe ściany, niczym jesienne liście, podłoga marmurowa błyszcząca tak, że dało się w niej przyglądać. Dodatkowo piękne obrazy na ścianach, delikatna muzyka w tle oraz piękno zdobiony stół. Biało – czerwony obrósł z złotą zastawą. Po środku stołu postawione zostały piękno kolorowe róże. Całości tworzyło niesamowity klimat. Chciało się tutaj zostać na dłużej.
O równej jedenastej drzwi otworzyły się, i weszli przez nie opiekunowie domów. Septym Petiot, Chloe Nine, Hostus Cato i Gul Lumi. Za nimi weszła kolejna dwójka. Wszyscy zmarszczyli brwi zdziwieni. Tego się nie spodziewałem.~
- Dzień dobry, moi drodzy. - przywitała nas Nine, siadając po środku stołu. - Witam wszystkich nowych jak i tych, którzy są już z nami od dawna. Na samym początku przedstawie wam nowych nauczycieli, którzy w tym roku będą nam pomagać. Rose Wang, Fabien Walsh oraz Jack Carson. Pani Rose będzie waszą nauczycielką magii w eliksirach, a Fabien będzie uczyć obrony przed czarną magią, natomiast Jack będzie pomagał na lekcjach obronny bądź właśnie nam, gdy będzie potrzebna jego pomoc. - wyjaśniła. - Wszystko jasne?
- Tak, pani profesor.
- Znakomicie. - odparła zadowolona, i każdy z nauczycieli zajął swoje miejsce. - Jak dobrze wiecie Leonid postanowił w tym roku, że będziemy mieć młodszych prefektów naczelnych. Tę dwie osoby jakie wybrał nasz dyrektor to Altair Sang oraz Selin Dern. - oznajmiła wskazując na nas. Spojrzałem na dziewczynę. Foka, na moim roku, moja dobra przyjaciółka. Będzie dobra zabawa w tym roku. Już nie mogę się doczekać. - Czeka nas jeszcze jedna zmiana. Pan Pleon zrezygnował z stanowiska prefekta, dlatego teraz będzie dowodził prefektami, którzy zajmą się pomaganiem młodszym uczniom, organizowaniem imprez w szkole, dbaniem o dekoracje i takimi sprawami organizacyjnymi. Teraz wymienie takich prefektów. John Pleon...
- Szykuje się całkiem ciekawy rok, prawda? - spytał się mnie jeden z prefektów srok. Spojrzałem na niego jak na robaka. Po co on do mnie mówi? Po co w ogóle się odzywał.
- To prawda. - potwierdziłem, i powstrzymałem westchnienie. - Wiele zmian, które są całkiem dobre. Będzie przynajmniej wiadomo kto czym się zajmuję. Co o tym myślisz, Stephen? - zapytałem starszego kolegi, udając przy tym, że słucham profesor.
- To są dobre zmiany. - zgodził się Stephen. - Rok temu prefekci robili dosłownie wszystko. Jeszcze ten turniej był, i my musieliśmy to wszystko organizować. Teraz przynajmniej będziemy mieć jakąś pomoc.
- Racja...
- ... Dobrze myślę, że wszystko już wiecie na ten moment. - stwierdziła Nine. - Wasze dokładne obowiązki, dyżury oraz inne rzeczy wymienimy sobie na zbliżającym się zebraniu. Teraz zapraszam do patrolowania pociągu. Gdyby były problemy zapraszam do nas. Możecie iść.
- Do widzenia. - pożegnaliśmy się, i wyszliśmy z jadalni nauczycieli.
- Pugmal, Pugmal. - zawołałem, kiedy zobaczyłem sroke. - Zaczekaj.
- Sang. Czego chcesz? - warknął wściekły.
- Czemu od razu zaczynasz mnie atakować? Nie wiem czy wiesz, ale jest nowa w szkole. Idź do niej, i wytłumacz różne ważne rzeczy ponieważ ona nic nie wie o magii. Możliwe, że trafi do nas. Chyba lepiej byłoby gdyby ktoś ze srok się nią zajął niż z innego domu. Mam rację? - spytałem retorycznie.
- W sumie racja. - zgodził się chłopak. - Żegnam. - syknął i odszedł.
- Hejka, Al. - przywitała się Selin. - U was w przedziale jest alkohol?
- Oczywiście, że jest. Selin nie zadawaj głupich pytań.
- Jasne. Chodź. - odpowiedziała blondynka z uśmiechem. - Nie powinniśmy pilnować korytarzy?
- Taa, jasne. - odparłem, patrząc na jej morskie oczy, wywołując jej śmiech. - Nie jesteśmy od pilnowania rozwydrzonych dzieciaków.
- Dlaczego wysłałeś do niej Pugmala? - zwrócił się do mnie John.
- Taki jest plan. Pilnuj się go, John.
~Koło mnie pojawiły się walizki oraz kot. A jeśli o niego chodzi. Dostałam go na urodziny. Tylko nie wiem od kogo. To jest strasznie dziwne. Jednak już pewnie nie dowiem się kto sprawił mi taki miły prezent, dając mi tego kotka. Wzruszyłam ramionami, i skierowałam się do pociągu. Koło pociągu było wiele uczniów oraz rodziców. Chciałam odnaleźć wzrokiem John’a, ale nigdzie go nie widziałam. Nawet nie było to możliwe przy takim tłumie.
Nie patrząc dłużej na tłum ludzi ruszyłam do pociągu znaleźć wolny przedział. Jeśli to w ogóle jest możliwe. Po drodze słyszałam jak uczniowie szeptali za moimi plecami. Myślą, że jestem głucha? Rozczaruje was ponieważ nie jestem. Poza tym jako wampir mam wyśmienity słuch oraz węch. Znalazłam wolny przedział. Wpakowałam walizkę, i klatkę na górę, siadając pod oknem. Wyciągnęłam z kieszeni mojej skórzanej kurtki telefon. Pociąg ruszył po kilkunastu minutach. Za oknem widziałam piękny widok. Ta podróż zabiera mnie do lepszego życia. Taką miałam nadzieję.
Po około godzinie drzwi przedziału się rozsunęły. Szlag. Liczyłam na samotną podróż. Był to dość wysoki, szczupły chłopak. Posiadał ułożone białe włosy, które idealnie współgrały z jego porcelanową karnacją. Posiadał małe, intensywnie ciemnoniebieskie oczy, i równie ciemnoczerwone usta. Miał złoty łańcuszek na szyi. Chłopak posiada tatuaże: na szyi widoczny jest tatuaż w kształcie roślinnego motywu, a na ręce ma wytatuowanego dużego ptaka, natomiast na palcach pierścień z ptakiem oraz z herbem, a w uszach kolczyki.~
- Mogę? - spytał chłopak, siadając na przeciwko mnie, nie oczekując na odpowiedź. - Co to? - spytał, i wskazał na komórkę. On jest jakiś głupi czy jak?
- Telefon. - odpowiedziałam, i spojrzałam na niego jak na idiotę. Serio? On jest taki głupi? Mam nadzieję, że zaraz sobie pójdzie. Nie zniosę jego towarzystwa przez całą podróż. To niewykonalne zadanie.
- Tele co? - zapytał nie rozumiejąc, i zrobił śmieszną minę. Cofam poprzednie pytanie, on serio jest tępy.
- Urządzenie do rozmów czy pisania. Ułatwia kontakt z innymi ludźmi. - wyjaśniłam tak jakbym rozmawiała z dzieckiem. - Można grać w gry albo robić wiele przydatnych rzeczy.
- Mundan. - spytał, a ja pokiwałam głową. - Ameni! - wrzasnął, i szybko wstał jakby go poraziło.
- Jestem czystej krwi. - warknęłam. Usiadł. Lecz patrzył wciąż na mnie zimno. Jakiś dziwny tym. To niezbyt normalna reakcja. Może jest chory? Nie znam jeszcze tego świata. - Uspokój się.
- Drake Pugmal. - przedstawił się, i wyciągnął prawą dłoń, na której dumnie gościł złoty sygnet. Spodobał mi się. Taki sygnet i ja mogłabym nosić. Muszę taki albo podobny kupić. John wspominał kiedyś o tym, że każdy czystej krwi ma takie sygnety, aby podkreślić przynależność do danego rodu albo domu w Mentha.
- Emma Vesp. - mruknęłam cicho, i lekko uścisnąłam jego rękę. Dziwny typ. W książce od John’a było coś o jego rodzinie. Chyba, że są bogaci i ważni w tym świecie. Jednak niewiele z niej zapamiętałam. To było zbyt wiele informacji. Nie mam głowy do nauki. Po jego słowach oraz zachowaniu sądzę, że jest czystej krwi. Musi bardzo cenić sobie tę ich wszystkie zasady oraz reguły. Zachowuje się jak typowy arystokrata. Mam nadzieję, że inni w szkole są bardziej wyluzowani.
- Na którym jesteś roku? - zapytał.
- Trzecim, a ty?
- Również. Jesteś zapewne jedną z tych nowych osób, które miały do nas dołączyć. - stwierdził, a ja pokiwałam głową. - Jesteś zadowolona, że trafiłaś do szkoły? - zapytał przyjaźnie. Nagle taki miły? Coś musi kombinować.
- Tak. Czytałam trochę o tej szkole, i chętnie poznam ją bardziej. Wydaje się być ciekawa oraz interesująca. - zaczęłam. - Jednak wiele rzeczy są wciąż dla mnie nowe oraz niezrozumiałe.
- Szkoła z pewnością zrobi na tobie wrażenie. Jak na każdym. - zapewnił białowłosy. - To jedna z najlepszych szkół dla czarodziejów w Europie oraz na świecie. Poziom nauki stale idzie w górę. Udało nam się rok temu wygrać turniej oraz kilka innych konkursów. - pochwalił szkołę chłopak. - Będziesz się stresować na początku, jednak później przyzwyczaisz się...
- Witam, czy wszystko w porządku? - zapytała dziewczyna, otwierając drzwi naszego przedziału.
- Tak, możesz iść dalej. - mruknął Drake z obojętnością, patrząc na szatynkę. Dziewczyna skinęła głową, opuszczając nasz przedział. - To jeden z prefektów. Pilnują, aby podróż była bezpieczna.
- Okay. - wyszeptałam. - Czytałam coś...
- Chcecie coś do zjedzenia? - zapytał mężczyzna, wskazując na swój wózek.
- Bułkę z owocowym nadzieniem oraz ciastka kruche o smaku matcha oraz kawę pistacjową zimną.
- Ja poproszę kawę toffi oraz ciastka czekoladowe z karmelem. - odparłam po chwili zastanowienia. Mężczyzna po kilku sekundach podał nam nasze zamówienie. - Dziękuję. Nie płacimy?
- Jedzenie oraz napoje w pociągu jest darmowe. Naukę w szkole jest płatna, więc już zapłaciłaś.
- Nie wiedziałam, że się płaci. Myślałam, że to szkoła darmowa. - mruknęłam zaskoczona.
- Jest, pieniądze biorą z skrytki bankowej. Zajmują się tym dorośli. - powiedział, rzucając na mnie wzrokiem. - Smakuję? Jadłaś magiczne jedzenie?
- Trochę, jednak niewiele. Wszystko co próbowałam było bardzo pyszne. Mam nadzieję, że spróbuję jeszcze więcej w szkole. - odpowiedziałam. - Pociąg jest podzielony na działy? Widziałam różne kolory na pociągu.
- Tak, teraz jesteś w domu sroków. Nowi uczniowie siedzą w pierwszym wagonie. - mruknął. - Jednak lepiej, że jesteś tutaj, i nie musisz siedzieć z dzieciakami.
- Tak, dobrze wybrałam. Siedzenie z dzieciakami to nie spełnienie moich marzeń. - potwierdziłam. - Czytałam coś o domach, i żywiołach w szkole. Z jakiego ty jesteś? - spytałam. Domyśliłam się tego, ale chciałam podtrzymać naszą rozmowę. Może dowiem się od niego czegoś ciekawego. Warto spróbować. Chodził do szkoły, i wiedział o niej o wiele więcej niż ja.
- Dom sroki, żywioł ziemi. - odparł z dumą. - Ty zapewne też tam trafisz.
- Też tak myślę. Jednak nie wiem czy ten dom będzie dla mnie odpowiedni. Mam mętlik. - wyznałam szczerze. - Podoba Ci się tam?
- Tak. - potwierdził z uśmiechem. - To wspaniały dom. Inni różnie o nas mówią, ale my zawsze siebie wspieramy. W naszym domu na pewno znajdziesz bezpieczeństwo oraz spokój. Jesteś nowa, więc każdy u nas Ci pomoże. Bronimy, i dbamy o swoich. W nauce bądź innych rzeczach. Jesteśmy jak rodzina. Zawsze możesz na nas liczyć. Tam nikt Cię nie zdradzi. Jesteśmy wierni. - poinformował mnie, i wypiął dumnie pierś. Widać było, że mówił szczerze.
- To bardzo miłe. - odparłam zaskoczona. Nie spodziewałam się takich słów po nim. Teraz jeszcze bardziej chcę tam trafić. - Czy są jakieś specjalne wydarzenia w ciągu roku szkolnego?
- Bale pór roku, Święto Zaklęć; jesienią, uczniowie prezentują swoje umiejętności w zaklęciach przed nauczycielami, i innymi uczniami. - wymienił. - To jedne z moich ulubionych.
- Są zajęcia pozalekcyjne?
- Tak, są jednak nie obowiązkowe. Chodzisz, jeśli chcesz. - odpowiedział białowłosy. - To skąd to masz? - zapytał, i wskazał na telefon.
- Ze sklepu z sprzętem elektronicznym. - odpowiedziałam spokojnie. On poczerwieniał na twarzy. Tak, lubię go denerwować. Uśmiechnęłam się lekko do siebie. - Nie znałeś telefonu?
- Nie jestem głupi. Czarodzieje czystej krwi nie wiedzą co to jest tewon. - syknął zły. - Nie używamy takich rzeczy.
- Telefon. - poprawiłam go, i przewróciłam oczami.
- Przecież tak powiedziałem. Tewon. - odparł zły, a ja tylko przewróciłam ponownie na niego oczami. Jest nawet zabawny. - Gdzie chodziłaś wcześniej do szkoły? - zapytał zainteresowany, i uniósł brwi czekając na odpowiedź.
- To jest jeszcze inna szkoła magii? - zapytałam zaszokowana. W książkach, które podarował mi John nie był o żadnej innej szkole mowa. Chłopak westchnął ciężko, i zaczął opowiadać. Nie był to nudny wykład nauczyciela tylko ciekawa, miejscami nawet zabawna rozmowa dwóch rówieśników. Pugmal opowiedział mi kilka ważnych rzecz o świecie czarodziejów, i samej szkole. Dowiedziałam się również, że najprawdopodobniej będę miała dodatkowe lekcję by nadrobić materiał. Było to raczej normalne. Drake coś tam wspomniał o egzaminach, jednak to teraz obchodziło mnie najmniej. Pociąg zatrzymał się na stacji w mieście Pinus, jak wspomniał Drake. Wyszliśmy z przedziału, i zaczęliśmy przeciskać się przez tłum uczniów domu srok. Na moje nieszczęście, wzrok uczniów skupiał się na mnie. Słyszałam jak pokazywali na mnie, zastanawiając się kim jestem. Minus bycia wampirem. Jednak dopiero na peronie zaczął robić się tłok oraz harmider. Wszyscy się przepychali, głośno rozmawiali bądź witali się. Nigdy nie lubiałam takich tłoków. Boję się takich sytuacji.
- Musisz udać się z pierwszakami na ceremonię przydziału. Jak coś usiądź ze mną, i moimi przyjaciółmi. - mruknął do mnie. - Idź, tam. Tam udają się nowi uczniowie.
- Dzięki. - powiedziałam, kiedy odprowadził mnie do grupy pierwszaków. Denerwowało mnie to, że byłam niewiele wyższa niż oni. Westchnąłam. Każdy pierwszoroczny do szkoły dociera na smoku - łódce, który porusza się po rzecze. Magiczny środek transportu w kształcie smoka jest niezwykłym zjawiskiem. Jego ciało jest pokryte łuskami, które błyszczą w świetle księżyca, przypominając tęczę. Wysokie, smocze skrzydła rozpościerają się na boki, gotowe do lotu. Na jego grzbiecie znajduje się wygodne siedzenia dla pasażerów, wykonane z miękkiej tkaniny. Smok ma długą szyję, i głowę z oczami, które świecą jak diamenty. Kiedy rusza, unoszą się fale wody, a smocze skrzydła poruszają się harmonijnie, napędzając go do przodu. To magiczne stworzenie jest nie tylko środkiem transportu, ale także żywym dziełem sztuki.
- Witam, panienkę Vesp. - przywitał się mężczyzna, podchodząc do mnie z lekkim uśmiechem. - Eldrin Valthor, nauczyciel zielarstwa oraz magii żywiołów. Witamy w Mentha.
- Dobry wieczór, Emma. - odpowiedziałam zestresowana.
- Może panienka udać się do statku, ruszamy za kilka chwil. Będziesz ostatnia w ceremonii, panienko Vesp. Rzeczy osobiste będą czekać już w pokoju wraz z kotem. - poinformował mnie. - Zapraszam.
- Dziękuję. - wyszeptała, wchodząc do statku. Udało mi się to przy pomocy kapitana statku oraz jego pracowników. Nie podróżowałam w taki sposób nigdy, i trochę czułam wstyd. Jednak nie byłam jedyna, co trochę poprawiało mi humor. Usiadłam zaraz na początku, a obok mnie usadowił się Eldrin. Poczułam się dziwnie w towarzystwie profesora. Trochę mniej zdenerwowana byłabym gdybym siedziała obok ucznia. Towarzystwo profesora mniej peszy. Trzeba uważać na swoje słowa. Po chwili mężczyzna stanął pośrodku statku.
- Uwaga, uwaga. - powiedział głośno, i wszyscy zamilkli. - Droga do szkoły zajmie kilka minut. Proszę nie wychylać się ani nie biegać po statku. Smok może was wyrzucić za złe zachowanie. Po podróży odbędzie się ceremonia przydziału do czterech domów. - mówił, a ja uniosłam wzrok na mężczyznę. Eldrin to wysoki mężczyzna o smukłej sylwetce, mierzący około 1,85 m. Jego długie, falujące włosy w kolorze ciemnego brązu sięgają ramion, a na skroniach zaczynają pojawiać się srebrne pasma, co nadaje mu mądrego, i doświadczonego wyglądu. Twarz Eldrina jest owalna, z wyraźnie zarysowanymi kośćmi policzkowymi, i głębokimi, zielonymi oczami, które zdają się przenikać do duszy. Jego skórę pokrywa delikatny zarost, a na szyi nosi amulet w kształcie liścia, symbolizujący jego przynależność do rodu. - Spokojnej podróży.
~Ruszyliśmy. Statek poruszały się dosyć wolno. Mogliśmy podziwiać widok miasta oraz jego mieszkańców. Niektórzy nawet machali do nas z uśmiechami, życząc nam powodzenia. To było miłe uczucie. Wiele pierwszaków była podobnie zestresowana, co ja. Jednak w tym strachu było uczucie zainteresowania nowym miejscem. Podniosłam wzrok, i zauważyłam piękny zamek. Był piękniejszy niż w książkach. Zrobił wrażenie na mnie.~
Mieścił się za wzgórzami oraz górami. Za długą rzekami, i gęstymi lasami. Tak jakby był wyciągnięty z bajki. Niedaleko niego płynęła zielona rzeczka, pod którą pierwszoroczni na statkach docierali do szkoły, i łączyła się z rzeką Pinus.
Zamek zbudowany był głównie z ciemnego marmuru. Był niezwykle masywny oraz rozciągał się na wiele cali szerokość oraz wysokości. Nie można było porównać go z niczym innym. Miał niezwykle wysokie wieże, których było niezliczenie wiele. Otaczało go głębokie jezioro, przez które można było dostać się do zamku ponieważ nad nią zbudowany został kamienny most. Inną drogą była przejazd autem albo powozami kwiatową drogą, którą docierali starsi uczniowie. Rosły tam niezwykle piękne kwiaty, których nie dało się ściąć. Sam zamek dla zabezpieczenia został otoczony wysokim murem z kamienia. Na przemian z czarnego oraz białego. Brama w zamku była magicznie zaczarowana, aby nie dostali się do niej nieodpowiednie osoby. Zaraz obok niej rosły magiczne kwiaty, które poruszały się przy najmniejszym podmuchu wiatru. Nawet trawa poruszała się w jej tempie. Za zamkiem znajdował się piękny ogród z roślinami oraz kwiatami. Można tam było usiąść, i obserwować niebo ponieważ tylko tam najlepszy był widok na księżyc ponieważ nie miał dachu, a nigdy nie wpadał do niego śnieg oraz deszcz. Na dziedzińcu zamku mieściły się owocowe drzewa. Uczniowie mogli zrywać z nich owoce, i jeść kiedy tylko mieli na to ochotę ponieważ zerwany owoc wyrastał na nowo. Na dachu zamku był najpiękniejszy widok ponieważ można było z niego zobaczyć panoramę miasta. Najlepiej nocą kiedy wszystkie lampki fruwają wokół całego miasta, oświetlając go, co tworzyło niesamowity widok. Poza tym kiedy wychodziło się na dach, miało się wrażenie, że można dotknąć nieba. Było niezwykle blisko.
Po prawej stronie zamku mieścił się las niezbadanych drzew. Nikt nigdy go nie zbadał ani nie przeszedł całego ponieważ wydawało się, że on nie ma końca. Rosły tam niesamowicie piękne drzewa, krzewy, kwiaty, które potrafiły mówić, jednak nie robiły tego zbyt często. Były zamknięte w sobie, ale chętne do pomocy. Tam mieszkańcy albo uczniowie lubili chodzić. Było to miejsce wyciągnięte z baśni. Mimo, że żyli w magicznym świecie, to tam czuło się jeszcze bardziej magicznie. Czuło się tam magię, jakiej nie było nigdzie indziej na świecie.
Po lewej stronie był kolejny las. Las mroku. Nazwa wzięła się od tego, że były tam niebezpieczne stworzenia oraz ciemne drzewa i rośliny. Wszystkie były niebezpieczne, i mogłby bez problemu zabić. Nawet trawa, rzeki, jeziora były w ciemnych kolorach. Tam nigdy nie pojawiało się słońce, dlatego ludzie bali się tam chodzić ponieważ uważali, że tam chowają się wampiry i inne groźne stworzenia. Wymyślili wiele legend. Było to jedno z najbardziej przerażających miejsc w magicznym świecie. W lesie można było spotkać upadające drzewa, które zabijają od razu, bezlistne drzewa, które lubią wypluwać korę i rzucać nią w ludzi. To dosyć niebezpieczne ponieważ wdaje się zakażenie i może to doprowadzić do bardzo powolnej i bolesnej śmierci. Mieszkały tam zwierzęta bez oka, ptaki bez skrzydeł, zwierzęta bez nóg czy rąk albo ogromne pająki wielkość sześciu piłek do piłki nożnej. W lesie płynęła rzeka krwi lub trupów wypełniona różnymi częściami ciała człowieka albo zwierzęcia. Znajdowały się tam miejsca nieodkryte przez czarodziejów, którzy bali się tego lasu oraz ich mieszkańców. To była tylko ich strata, gdyż las skrywał wiele tajemnic. Jednak ich strach był większy.
~Wyszliśmy ze statków, i zaczęliśmy kierować się do szkoły. Droga była długa, ale można było podziwiać piękne widoki. Szkoda, że statek nie stawał bliżej zamku. Weszliśmy do szkoły. Była ogromna i bardzo piękna. Na ścianach wisiały magiczne obrazy, które oceniały nasz wygląd, dosyć głośno. Krytykowali każdego. Z sufitu zlatywały kolorowe lampiony, ale po chwili rozpływały się w powietrzu. Tworzyło to bardzo piękny widok.
Zaczęliśmy wspinać się po masywnych oraz szerokich schodach na górę. Panowała kompletna cisza. Każdy tylko patrzył w swoim kierunku, obserwując zamek. Jakaś babka zaczęła coś gadać o zasadach, i takich bzdetach. Nie słuchałam jej ponieważ zbyt zajęta byłam podziwianiem widoków. Szkoła w środku miała raczej ciekawy, czasami i nawet mroczny wygląd. Wiele było tam posągów, rzeźb albo zbroi rycerskich. Nad salą, do której weszliśmy zauważyłam dwa miecze połączonych ze sobą. To był dziwny widok ponieważ czułam się jakoś inaczej, gdy patrzyłam na nie. Wreszcie mogliśmy wejść do środka. Czekałam na to! Czułam na sobie spojrzenia innych uczniów. Nie byłam jakoś specjalnie wysoka, ale wyróżniałam się z tłumu małych dzieci. Chociaż tyle. Wyglądałam na starszą od nich. Słyszałam różne dziwne tekst od strony chłopaków. Debile. Stanęliśmy przed długim stołem, za którym siedziało grono pedagogiczne. Czułam stres.
Rozejrzałam się po sali.
Za nami stały cztery długie stoły, które rozciągały się na całą długość pomieszczenia. Czyli każdy dom ma swój stół. Drake siedział koło swoich przyjaciół. Pokazał mi, że zajął mi miejsce. To miłe. Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. Podczas tej rozmowy w pociągu zmieniłam o nim zdanie. Był całkiem miłym chłopakiem. Odwróciłam głowę kiedy usłyszałam głos profesor. Zaczął się przydział. Czułam na sobie czyjś wzrok. Było to bardzo dziwne uczucie. Jakby ktoś wywiercał mi dziurę w plecach. Przeszły mnie dreszcze. Zignorowałam jednak to uczucie. Pewnie mi się przewidziało, i tyle. Jednak to drugi raz dzisiejszego dnia. Czy to paranoja?~
- Emma Vesp. - usłyszałam głos kobiety po kilkudziesięciu minutach. Wszyscy już zostali przydzieleni, i czas na mnie. Ruszyłam w stronę krzesła, i starej czapki, która została nałożona mi na głowę. Zauważyłam również, że wszystkie oczy był skierowane na mnie. Przeraziło mnie to. Emma, ogarnij się!
- Nie jestem starą czapką! - usłyszałam zirytowany głos w swojej głowie. Przewróciłam oczami. Ktoś tu chyba jest przewrażliwiony. - Jestem kapeluszem prawdy. - odparła z dumą. Powiedziała to tak jakby była jakąś szychą. Jesteś czapką, a nie prezydentem! Już mi podniosła ciśnienie. Emma, spokojnie. - Złośliwa. Tak to twoja cecha - zaczęła mi dogryzać. - Ambitna, sprytna, wierna, szczera, dbasz o bliskich, mądra lecz nie za bardzo rzecz jasna. - rzuciła wrogim głosem. Powtórzę się. Ktoś tu jest przewrażliwiony! - Gdzie Cię umieścić? Myślę, że to będzie dobry wybór. Ale pamiętaj kieruj się w życiu sercem. Zawsze mniej nadzieję, i nie poddawaj się. Walcz. Dom Sroki!!! - wrzasnęła na całą salę. O mało z krzesła nie spadłam. Głupia, brzydka czapka. Dostałam brawa od mojego, nowego domu. Dumnym krokiem ruszyłam w stronę Pugmal’a. Tak się cieszę, że będę w tym domu. Przynajmniej kogoś znałam.
- Gratuluję, sroko. - powiedział Drake, i uśmiechnął się lekko. Skinęłam głową, nadal będąc oszołomiona tym, co się wydarzyło. Przedstawił mi swoich przyjaciół. Nie za bardzo docierało do mnie słowa innych. Myślami byłam już daleko. Byłam oszołomiona tym wszystkim. Ludźmi, gadającymi obrazami, dziwnymi rzeczami, które dla mnie były zaskakujące, a dla innych całkiem normalne. - Wszystko spoko, Emmo? - spytał szeptem, a ja pokiwałam głową.
- Witam wszystkich uczniów! - powitał nas dyrektor, kiedy podszedł do mównicy. - Czeka nas kolejny niesamowity rok. - mówił mężczyzna z uśmiechem, ale nie słuchałam go. Byłam zajęta myśleniem o innych rzeczach. Przerażało mnie to. Nowe miejsca, ludzie oraz wszystko inne. Kiedy Leonid skończył mówić na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Nigdy nie widziałam na raz tyle jedzenia na raz. Od smakowitych mięs, po niezwykle pachnące ryby. Równie pyszne warzywa, a także sosy. Były tam chyba wszystkie możliwe potrawy. Nawet te, które jadłam na co dzień albo czarodziejskie.
Podczas posiłku prowadziliśmy ciche rozmowy. Ja nie mówiłam nic, a tylko słuchałam reszty uczniów. Mówili o jakiś sportach albo o innych rzeczach, o których ja nie miałam pojęcia. Czułam się dziwnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Szukałam John’a. O jest sroką! Bardziej stawiałam na inny dom, ale cieszy mnie fakt, że byliśmy w tym samym domu. Pozory mylą. Przyjrzałam mu się uważnie. Jego blond, włosy były lekko roztrzepane. Jakby nie miał czasu ich układać. Szare oczy były skupione na sylwetce dyrektora. Był blady, ale wyglądał lepiej niż jak widzieliśmy się ostatnio. To dobrze. Teraz wygląda na wypoczętego. Wakację pozwoliły mu na odpoczynek. Cieszy mnie to ponieważ polubiłam go. Rozmawiałam z nim dwa razy, a i tak jestem w stanie mu zaufać. Ma coś w sobie. Coś takiego dobrego.
Koło niego siedział kolejny przystojny chłopak. Miał trochę dłuższe niż John, czarne włosy. Był raczej średniego wzrostu, dobrze zbudowany, szczupły. Miał pociągłą, prostokątną, śniadą twarz. Posiadał osadzone głęboko, czarne oczy o wyrazistym spojrzeniu oraz wąskie, zaciśnięte usta. Był przystojny, ale nie mój typ. Rozmawiał z jakimś przystojnym chłopakiem.
Miał on ciemno brązowe, krótkie włosy, wyraziste, niebieskie oczy. Był dosyć szczupły oraz umięśniony. Miał opaloną, trójkątną twarz oraz ciemną oliwkową karnację. Wąskie usta, mały nos. Całkiem, całkiem, ale to nie to.
Po jego prawej stronie siedział kolejny chłopak. Anioł i demon w jednym. Z tej odległość mogłam ocenić, że był wysoki, najwyższy z nich wszystkich. Miał wysportowaną, umięśnioną sylwetkę, co mogłam zobaczyć przez jego koszulę. Wysokie kości policzkowe, gładkie czoło, mały nos, drobne uszy, czarne wąskie brwi, i długie rzęsy jakie trudno było szukać u chłopaka. Oliwkowa cera, ostra linia szczęki, smukła szyja oraz długie, smukłe palce, na których były piękne sygnety. Umięśnione ramiona. Pełne, czerwone, seksowne usta, idealne do całowania. Lśniące, czarne włosy, układające się w falę, jednak kilka niesfornych kosmyków opadało na czoło, czym tworzyły kontrolowany nieład. Jego oczy. Szmaragdowo-grafitowe oczy, o lodowatym spojrzeniu. Był idealny. Anioł i Bóg w jednym. Demon oraz Anioł. Boże. Patrzył gdzieś w dal, a jego wzrok wciąż był zimny, tak zimny, że mógłby gasić nim pożar. Miał nałożoną maskę arystokraty, dlatego trudno było odczytać jego myśli. Niesamowite jaki on jest tajemniczy. Jakby myślami był daleko stąd. To był mój typ. Anioł i demon w jednej osobie. To niemożliwe żeby ktoś tak doskonały siedział kilka krzeseł dalej. Spostrzegłam, że chłopak o dłuższych włosach żywo gestykulował oraz opowiadał coś z szerokim uśmiechem. Wielu uczniów słuchało go, i śmiało się z jego żartów. Szatyn obok pięknego schylił się do niego, i wyszeptał coś do jego ucha. Chłopak lekko skinął głową, i sięgnął po swój kielich, wypijając solidnego łyka soku truskawkowego, który został na jego ustach. Językiem przejechał po dolnej wardze, pozbywając się śladu po soku. Poczułam jak robi mi się duszno, rumieniec wstąpił na moje policzki. Dobrze, że mam makijaż. Osobiste podziękowania dla tego co stworzył makijaż. Poczułam uderzenie w ramie. To Pugmal. Nie, zabije go. Myślałam, że go lubię, i uda nam się zaprzyjaźnić. Myliłam się. To bolesna prawda, którą przyszło nam znieść. Lepiej napisz teraz mowę pożegnalną, Pugmal!
- Co chcesz? - warknęłam wściekła, i spojrzałam na niego takim wzrokiem, że aż się biedaczek odsunął. Trzeba było mnie nie zaczepiać!
- Nie jesz? - zapytał cichym głosem. Serio się bał. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Patrzenie na chłopaka, pochłonęło mnie całkowicie. Nałożyłam sobie coś co miałam pod ręką. Okazało się, że była to sałatka warzywno-mięsna. Teraz będę musiała wyciągać cebule, którą zauważyłam. Świetnie. Do pucharku nalałam soku winogronowego. Chciałam sięgnąć po truskawkowy, jednak moja drżąca ręka nie pozwoliła mi na to. Co się dzieję? - Wszystko...
- No, no widzę, że Vesp już przygląda się naszym przystojniaką. - zaczął Edwin z uśmieszkiem wypisanym na twarzy. Uważaj kochanietki ponieważ jutro od tych uśmieszków rozboli Cię buzia. Kurczę jaka ja jestem dla innych miła. - Deos. Tak, to największe ciacha w całej szkole. Każdy chce się z nimi zadawać. - poinformował mnie z uśmiechem. Zmarszczyłam brwi. - Jednak nie każdemu to się udaje. Są bardzo popularni, i nie przyjaźnią się z byle kim. - zakończył chłopak, i skupił się na swoim talerzu zapiekanki ziemniaczanej.
- Kto? - zapytałam zdziwiona.
- John Pleon, Lotar Arit, Ariel Vister oraz Altair Sang. - wymieniła Larissa.
- Altair? Ten, który pokonał istoty burzowe? - spytałam, szybko przypominając sobie.
- Tak, jednak to jedno z wielu jego osiągnięć. Chłopak jest bardzo popularny w świecie magii, a także ma dużą wiedzę magiczną oraz umiejętności. - powiedziała Adele. - Jest popularny w szkole, i chyba każda dziewczyna chciałaby chodzić z nim.
- Czemu tak się nazywają?
- John to Atena, Lotar to Ares, Ariel to Hades, a Altair to Zeus. - wymieniła. - Lubią robić sobie żarty z innych uczniów bądź nauczycieli. Robią najlepsze imprezy w szkole. Trudno zdobyć ich sympatię. Każda dziewczyna leci na nich. Mają każdą dziewczynę, jaką tylko chcą. Większość marzy, aby dostać zaproszenie na ich imprezę. - wyjaśniła Larissa. - Oni jednak nie rozdają ich byle komu, niezwykle ciężko dostać zaproszenie jednak imprezy są legendarne w historii szkoły. Bardzo trudno jest zaprzyjaźnić się z nimi, i zdobyć ich sympatie oraz zaufanie.
- Lepiej będzie dla Ciebie jeśli nie będziesz zadzierać z nimi ponieważ to prawdziwi królowie szkoły oraz jesteśmy w jednym domu i nie warto jest marnować czasu na jakiejś kłótnie. – poinformowała Larissa. Zauważyłam, że pan piękny wstaję z gracją. Reszta również. Zrobiłam to samo.
- Musimy iść do profesora Hostusa. - zagadnął Drake, jak zamierzaliśmy z tłumem uczniów do wyjścia.
- Co? - zapytałam zdziwiona. Anioł zniknął mi gdzieś w tłumie. Ale rozglądałam się na boki licząc, że pojawi się zaraz obok mnie. Marzenia. Jednak byłoby miło, gdyby tak się stało. - Po co?
- Słuchałeś trochę wykładu dyrektora? - zapytał gdy wyszliśmy z pomieszczenia.
- Nie. - zaprzeczyłam szybko. Nie miałam na to czasu. Drake nie rozumiesz? Byłam zbyt zajęta wpatrywaniem się w anioła. Po co miałam słuchać jakiejś pogadanki o zasadach? Chłopak westchnął, i zaczął prowadzić mnie korytarzami. Ja pierdole ile ich było. To dopiero jedno piętro. Będę potrzebowała mapy albo przewodnika, aby poruszać się po tej szkole. Najlepiej windy. Drake, kochanie ty wyglądasz na chętnego. Tego dnia Drake Pugmal oficjalnie został moim przewodnikiem. Rola jego życia. Po kilkunastu minutach weszliśmy do gabinetu Hostusa.
- Dzień dobry, profesorze. - przywitał się Drake. Również też coś cicho mruknęłam. Sama nie wiedziałam co to dokładnie było. Profesor totalnie nas olał. Wydawało mi się, że on chciałby aby nas tutaj nie było. Ja również wolałabym patrzeć teraz na demona, ale życie jest ciężkie, i nigdy nie dostajemy tego czego pragniemy dostać. Spojrzałam też na jego gabinet. Słabo oświetlony, sprawiał wrażenie ponurego miejsca. Przy ścianach stały regały, na których ustawione były różne dziwne słoiki wypełnione czymś dziwnym. Natomiast pod lewą ścianą ustawione były książki. Było ich bardzo wiele. Biurko stało przy dość dużym oknie. Niedaleko niego zbudowany został duży kominek, który dodawał trochę ciepła pomieszczeniu.
- Wybierz z kim chcesz dzielić pokój. - rozkazał. Zmarszczyłam brwi. Pokój? Jaki kurwa pokój? Spojrzałam na białowłosego. - Pugmal? Niech będzie... - przerwał ponieważ usłyszeliśmy pukanie. Odwróciłam się w kierunku drzwi. I to był błąd. Do środka wszedł Anioł. Drake trzymaj mnie bo zemdleje! Z tej odległość jest jeszcze ładniejszy. A jak pachnie!! Dzięki Ci Boże, że stworzyłeś takie piękno. Dobra robota. Zajebiście dobra robota.
- Dobry wieczór, profesorze. - zaczął mówić. Mów! Mów i nie przestawaj. Miał taki seksowny głos. Tacy ludzie naprawdę istnieją? To raczej jest sen. To wręcz nierealne. - Dyrektor chcę się z panem widzieć, profesorze. Powiedział, że to pilne, i żeby jak najszybciej Pan się u niego zjawił. - dodał, kiwając głową.
- Dobrze, dziękuję. Zaprowadź ich do pokoju, Altair. - odparł, i wskazał na nas i szybko wyszedł. Anioł odwrócił się do nas. Kpiącym spojrzeniem spojrzał na Drake’a.
- Za mną. - warknął oschle, i wyszedł. Poszliśmy w jego ślady. Szedł szybko, za szybko dla mnie. Próbowałam trzymać wzrok w górę, jednak ciągnęło mnie w dół. Głowa do góry... Och to na nic. Był pierwszy więc mogłam powiedzieć, że miał zgrabne pośladki. O czym ty myślisz, Emma? Jednak nie potrafiłam się powstrzymać, aby na niego nie zerkać. Szlag! Muszę jak najszybciej przestać to robić. To niebezpieczne zachowanie. Niebezpieczna gra. Nigdy czegoś takiego nie przeżylam. Totalnie nie wiem o czym myśleć. Muszę się skupić, aby nie powiedzieć czegoś głupiego. A to potrafię najbardziej. - Skóra węża. - powiedział chłopak, i otworzyło się przejście w ścianie. Jego oczy, i moje się spotkały. Moje bicie serca słyszał chyba cały kraj. Prychnął pod nosem, i podszedł blisko mnie. Blisko. Jednak musiałam unieść głowę by móc spojrzeć w jego oczy. Poczułam jego zapach. Róża. Piekielnie dobrze pachniała. - Emma Vesp. - wywarczał przez zaciśnięte zęby, i przerwał moje myśli. - Nowa uczennica, a już prywatny pokój. Interesujące. Bardzo. - mruknął chłopak, i przeskanował moje ciało od stóp do głów. Poczułam dreszcz na całym ciele. Ten wzrok powodował dreszcze. Nie tylko wzrok. Jego głos był gładki jak jedwab, a zimny jak kamień. Jego oczy też były zimne, a jednocześnie tak piękne. Przeszły mnie dreszcze, ponownie. Przyjemne.
- Zostaw ją, Sang. - warknął Drake. Ten spojrzał tylko na niego, jak na robaka. Teraz jego wzrok, i uwaga skupiła się tylko na nim. Czemu? Pugmal, prosisz się o wpierdol! - Przestań się jej czepiać. Nic Ci nie robi, Sang.
- Nie sądzisz, że to dziwne, Pugmal? Nowa, i już ma swój pokój. - powiedział z zaciekawieniem w głosie. - Nie było wcześniej takich przypadków. Nie zastanawia Cię dlaczego tak jest?
- Nie. - odpowiedział. Widać było zmieszanie na jego twarz. Głos miał niepewny. Dla niego to również było dziwne. - Tak postanowiono, i tyle. Dyrekcja tak zdecydowała.
- Oprowadzisz ją jutro po szkole, Pugmal. Ja nie mam czasu na zajmowanie się takimi małymi dziećmi. - stwierdził zimno, spoglądając na mnie ponownie. - Jesteś do niego taka podobna, Vesp. - zwrócił się do mnie, i spojrzał zimno. Poczułam chłód oraz dreszcz na moim ciele. – Ciekawe jak bardzo. Petit Traître. - powiedział i odszedł.
- Co? - zapytałam cicho, i odwróciłam się do białowłosego.
- Nie wiem. - odparł chłopak, i wzruszył ramionami. - Chodź.
Weszliśmy do pomieszczenia. Był to salon. Już na pierwszy rzut oka bardzo mi się spodobał. Było tutaj tak ciepło oraz przytulnie. Wiem, że chcę spędzać tutaj wiele czasu. Pomieszczenie miało ciemną podłogę w odcieniach szarości, ciemno – zielone ściany. Na samym środku mieściły się dwie kanapy koloru czarnego oraz cztery fotele, koloru jasnego drewna, a pomiędzy nimi drewniany stolik kawowy. Pod prawą ścianą, niedaleko dużych okien, mieścił się kominek zbudowany w starym stylu, a koło niego rozrzucone kolorowe pufy, a niedaleko ustawiono dwa regały na książki, koloru orzechowego.. Na lewej ścianie powieszono kilka obrazów. To były jakieś cytaty. Chyba po łacinę. Obok sofy mieściły się trzy drewniane szafy. Światło dawały trzy bogato zdobione żyrandole, zwisające z białego sufitu. Niedaleko mieściła się kuchnia, a także wejście do naszych pokoi. Mój po prawej, a chłopaka po lewej. Nad wejściem wpisano nasze imiona.
- Kim oni są? - spytałam zaciekawiona, jak usiedliśmy na kanapie. Była wygodna. Spojrzał na mnie jak na idiotkę. - Deos.
- Zacznę od początku. John Jim Pleon. - powiedział z jadem w głosie. - Ten, z którym byłaś na zakupach. Jego ojciec jest zawodnikiem w...
- Wiem.
- Nie przerywaj. - zirytował się Pugmal. - Evan Pleon to kapitan Dragr z Wafr. Matka Sophie Pleon pracuje w Departamencie Nauk jako pracownik urzędu Wynalazków. Nie ma on rodzeństwa. - wymienił chłopak. - Ten koło niego to Lotar Elmar Arit. Ojciec, Rocha to pracownik Ministerstwa. Jest też doradzcom Leli, sąd dla czarodziei - wyjaśnił widząc mój wzrok. - Diana, matka prowadzi sklepy z biżuterią. Ten trzeci to Ariel Justin Vister. Ojciec, Justin jest szefem Departamentu Praw oraz Obowiązków Czarodziejów. Emily, matka specjalista w oddziale chorób zakaźnych, doradca w Departamencie Zdrowia. - poinformował mnie, i westchnął wycieńczony.
- A ten chłopak? - spytałam ze świecącymi oczami. To mnie najbardziej interesowało. Muszę spróbować ukryć moje zainteresowanie nim. To będzie misja bardzo, ale to bardzo trudna. Niewykonalna. Teraz to wiem. Ciężko jest przejść koło niego obojętnie. Ma coś w sobie, co każe na niego patrzeć, i podziwiać.
- Altair Eltanin Sang. - powiedział powoli. Z wrażenia zakryłam usta dłonią. Czytałam o nim, i naprawdę był świetnym czarodziejem. Widać to było po nim. Wręcz wyczuwało się od niego magię. - Sangowie bardzo wiele ukrywają. To znana, szanowana, bogata i tajemnicza rodzina. - wyjaśnił. - Izar, ojciec pracuje jako starszy sekretasz Ministra Magii. Lucy to projektantka mody. Stworzyła jedną z najbardziej znanych, szanowanych i drogich butików na świecie. „Baki”. - mruknął białowłosy, i wziął oddech. - Ma on dwójkę rodzeństwa. Starszego brata, Ribes’a oraz Dalię, która jest na naszym roku. Obydwoje są w domu sroki.
- Ma siostrę bliźniaczkę? - spytałam zaskoczona. Chciałam dowiedzieć się więcej o chłopaku. Fascynował mnie. Nigdy tak nie miałam. Tylko od kiedy spojrzałam w jego oczy wiedziałam, że chcę go poznać. Skrywa w sobie jakąś tajemnicę. Ten chłopak nie da mi o sobie zapomnieć. Zawsze będzie gdzieś w mojej głowie.
- Nie. - zaprzeczył białowłosy. - U czarodziejów ciąża wygląda trochę inaczej. Nie wiem dlaczego tak się dzieje ponieważ nigdy nie interesowałem się takimi rzeczami. Musisz zapytać o to kogoś innego ponieważ ja nie mogę Ci powiedzieć.
- A co wiesz o jego rodzinie? - spytałam.
- Jest to najstarszy ród na świecie oraz najbogatszy ród na świecie. Nigdy nie ożenili się z nieczystą krwią. Tylko czysta krew. - wyjawił. - Krążą pogłoski, że gdy dziecko kończy trzy lata dostaje smoka. W ich herbie jest smok. Każdy Sang jest bardzo związany ze smokiem i różą. - odparł chłopak, i wziął oddech. - Podobno on sam ich wybiera. Potrafią się dogadać oraz smok przyleci, gdy dzieje się krzywda ich panu. Jednak to tylko plotka. - mruknął zachwycony. - Jest to ród, który ma bardzo dziwne kolory oczów. Co z resztą widziałaś. Grafit i szmaragd? Niespotykane. Każdy w tej rodzinie umie dobrze magię umysłu. Są w niej lepsi niż ktokolwiek inny. Są także bardzo dobrymi czarodziejami, o wielu umiejętnościach, o których marzą czarodzieje. Więcej rzecz nie wiem ponieważ wiele ukrywają. - zakończył chłopak, i machnął różdżką. Na stoliku pojawiła się butelka wina. Zaczyna się przyjemnie. - Napijesz się? - zapytał.
- Naprawdę pytasz? - spytałam, i zaśmialiśmy się. Drake nalał alkoholu do wyczarowanych szklanek. - Nasze zdrowie. Za dobry rok. - oznajmiłam, i stuknęliśmy się szklankami.
- Za dobry rok. - odparł, upijając łyk wina. - Opowiedz mi coś o sobie, Emmo. Cokolwiek. - poprosił. Westchnęłam. Nie lubię mówić o sobie. To ciężki temat, opisać siebie. Jestem w tym słaba. - Cokolwiek.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytałam, żeby ułatwić sobie zadanie. Nawet nie wiedziałam od czego zacząć.
- Kiedy masz urodziny?
- 27 sierpnia.
- Ja 22 maja. - odpowiedział, i napił się. - Ulubiony kolor?
- Zielony, grafitowy, szary, czarny, niebieski, pistacjowy i błękit. - wymieniłam. - Mam ich wiele, ale te są w mojej czołówce.
- Mój to czarny i szary. Może jeszcze trochę zielony. Ulubione książki? - zadał kolejne pytanie.
- „Niewidzialny człowiek”, „Opowieść podręcznej”, „Duma i uprzedzenia” oraz „nostalgia anioła”. - wymieniłam. - Niektóre fragmenty znam na pamięć. Czytałam je po kilkadziesiąt raz, i nigdy mnie nie znudziły. - odpowiedziałam po chwili namysłu.
- Masz specyficzny gust. Moje to; „Krótka historia czasu”, „Długie pożegnanie”, „Życie Pi” oraz „Człowiek w poszukiwaniu szczęścia”. Lubię też komiksy.
- Lubisz literaturę ludzi? - spytałam zdziwiona.
- Tak. Mają ciekawe książki.
- Nie pomyślałabym, że chciałbyś na nie spojrzeć. A co dopiero czytać. Zaskoczyłeś mnie tym. To takie niepodobne do osób czystej krwi. - odparłam zdziwiona.
- Tak wiem. To dziwne. Lubię też książki autorstwa czarodziei.
- Ulubione filmy? - spytałam po zastanowieniu. - Jeśli wiesz co to. - dodałam szybko.
- Wiem co to. - odpowiedział i zaśmiał się. - Lubię; „Superman II”, Poszukiwacze zaginionej arki” wszystkie części, „Cobra” oraz wszystkie filmy o superbohaterach.
- Moje to wszystkie filmy o piątku trzynastego, „Lśnienie” oraz „Człowiek słoń”. - wymieniłam. - Jak to możliwe, że znasz ludzkie rzeczy?
- Moja matka pokazała mi kilka filmów. Zabrała mnie też do księgarni ponieważ lubię czytać. Spodobało mi się tam. - wyznał z uśmiechem. - Od tamtej pory spędziłem wiele godzin na poznawaniu mundan literatury bądź filmów. Bardzo mi się to podoba.
- Twój ojciec wie?
- Nie. Gdyby się dowiedział mielibyśmy kłopoty. On nie akceptuję niczego co mundan. Według mnie telefony są szybsze w komunikacji niż listy. - stwierdził chłopak.
- Czekaj. Ty wiesz co to telefon?
- Tak. - potwierdził z uśmiechem. - Musiałem udawać. Nikt nie może się dowiedzieć, że spadkobierca tak ważnego rodu zna, i lubi mundan rzeczy. To byłby wielki skandal. Nawet nie chcę wiedzieć, co powiedziałby wtedy ojciec.
- Jasne, nikt się nie dowie. Możesz być pewny tego, Drake. - obiecałam.
- Dzięki, Emma. - odpowiedział, i uśmiechnął się z ulgą.
- Dlaczego tak bardzo boisz się jego reakcji?
- Jest moim ojcem, i to on wybierze mi żonę. Muszę go słuchać. Tutaj żyję się inaczej niż w twoim dawnym świecie. Mamy magię, ale jest gorzej.
- Jeśli nie chcesz mieć żony nie musisz jej poślubić, Drake. - odparłam. - Nikt nie może Cię zmusić. To wolny kraj. - odpowiedziałam, a chłopak zaśmiał się do swojego kieliszka. Wypił całą za jednym zamachem, i dolał nam alkoholu. Był to śmiech bólu. W tamtej chwili zrobiło mi się go żal.
- Muszę to zrobić. W moim świecie każdy czystej krwi musi poślubić innego czarodzieja. Nie jestem ponad prawem. Nie mam wyjścia. Będę musiał robić to, co będzie chciał mój ojciec. Nie mogę sprzeciwić się jemu.
- Czekaj. Każdy?
- Tak. - potwierdził.
- Czyli ja również muszę mieć męża? - spytałam pełna obaw. Nie jestem na to gotowa.
- Tak. Wybierze Ci go twój opiekun prawny lub ktoś z rodziny. - poinformował mnie Drake.
- Nie mam nikogo takiego. - odparłam cicho, i to teraz ja wypiłam cały kieliszek wina. - Jeśli kogoś takiego nie mam, to oznacza, że nie muszę mieć męża na siłę. - stwierdziłam.
- Gdzie się wychowałaś?
- W sierocińcu. - powiedziałam, i westchnęłam. Chłopak trochę się zmieszał się. - Adoptowano mnie, i mieszkałam z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Jednak zostali zabici przez ludzi, pragnący mojej śmierci.
- Przepraszam. Nie powinienem pytać. - odpowiedział, i spojrzał na mnie przepraszająco.
- Nie masz za co przepraszać. Zachowaj to dla siebie. Nie chcę, aby inni w szkole o tym się dowiedzieli. - poprosiłam cicho.
- Oczywiście. - zgodził się od razu. - Jeśli nie masz opiekuna na pewno przydzielą Ci kogoś wkrótce. To nieuniknione. - powiedział, i chciał jeszcze coś dodać, ale drzwi się otworzyły. Białowłosy machnął różdżką, i butelka zniknęła. Do pokoju wszedł Altair. Machnął ręką, i przywołał alkohol. Uniosłam brwi ze zdziwienia. To tak można?
- Pierwszy dzień, a ty już łamiesz regularmin, Pugmal. Niedobrze. - zaczął i spojrzał na chłopaka z nienawiścią, co białowłosy odwzajemnił. - Gdybym był prefektem innego domu miałbyś miesięczny szlaban. Masz szczęście. Bardzo duże szczęście. Miej tego świadomości.
- Czego chcesz znowu, Sang? - spytał gniewnie białowłosy, i wstał. - Będziesz tak tu teraz wchodził, kiedy będziesz miał ochotę? - zapytał wściekły. Był niższy oraz nie był tak umięśniony, jak brunet. Ale zapału nie można mu odmówić. Brunet podszedł do niego z drwiną wypisaną na przystojnej twarzy.
- Jaki odważny. - zaszydził. - Pugmal, nie znałem Ci od tej strony, i raczej mnie to nie interesuje. Nie przyszedłem do Ciebie. - odparł, i podszedł do mnie. Stanął przede mną. Uniosłam wysoko głowę. Skubany był wysoki. Spojrzałam na jego piękne oczy. Grafit i szmaragd. Były jeszcze piękniejsze z bliska. Jak to możliwe? - Na górę. - powiedział, wyciągając dłoń w moją stronę. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak przyjęłam jego dłoń. Stanęłam przed nim, patrząc w jego oczy, nie mogąc odwrócić wzroku. Chłopak skinął głową, i skierował się po schodach na górę. Spojrzałam na Drake’a nie rozumiejąc o co mu chodzi. Ten tylko wzruszył ramionami. Poszłam na górę, z pełnym zaciekawieniem na twarzy. Weszłam przez próg, i stanęłam blisko ściany, opierając się o nią. Altair stał pod oknem, i przyglądał się miastu. - Jesteś nowa, Vesp. - zaczął chłopak, i odwrócił się do mnie powoli. - Będziesz miała ze mną korepetycje. Środy, i soboty po kolacji. Nie spóźnij się ponieważ tego nie lubię. - powiedział wyraźnie. - Będą w moim...
- Emma!! - krzyknęła jakaś dziewczyna, i rzuciła mi się w ramiona.
- Co ty tu robisz, Dalia? - syknął brunet wściekły.
- Dalia? - spytałam zaskoczona jej widokiem. - Nie wiedziałam, że jesteś czarodziejką. Matko, o co tu chodzi?
- Nie mogłam Ci powiedzieć...
- O co tu chodzi? Znasz ją? - spytał zaskoczony brunet, i wskazał na mnie. - Skąd?
- Tak. Raz wybrałam się na spacer, i zauważyłam Emmę...
- To długa historia. - przerwałam jej, co przykuło jego uwagę. Szlag.
- Tak, długa historia. - potwierdziła dziewczyna z uśmiechem.
- Jasne. - mruknął Altair, i wywrócił oczami. - Będą w moim apartamencie. Nie spóźnij się. – dokończył chłopak. Pstryknął palcami, i na łóżko pojawiły się książki. - Przeczytaj to wszystko na kolejną lekcję. - warknął. - Będziesz na Wrześniowym Balu Mentha? - zapytał siostrę.
- Tak. - potwierdziła Dalia, a chłopak wyszedł bez słowa. - O co chodzi?
- Będę miała z nim lekcję.
- Nieźle. - wymruczała Dalia, i posłała mi współczujące spojrzenie.
- Co to ten bal?
- Aaa! - krzyknęła z uśmiechem. - To bal na rozpoczęcie roku szkolnego. Musisz być! Jest świetne jedzenie oraz można napić się alkoholu. To tradycja. Bal odbywa się każdego roku. - wyjaśniła z uśmiechem. - Muszę już iść przygotować się, ale musimy się spotkać. Do zobaczenia. - powiedziała Dalia, i wyszła.
- Czego chciał? - spytał Drake, jak usiadłam na kanapie obok niego.
- Będę się z nim uczyć. - powiedziałam. Chłopak gwizdnął. - Co?
- Sang jeśli chodzi o naukę jest specyficzny. Raz jakaś sroka poprosił go o pomoc. Wrócił po pięciu godzinach. Powiedział tylko, że był gorszy niż Hostus. - odparł, i wzruszył ramionami.
- Dał mi dziesięć książek, i poprosił mnie, żebym przeczytała je na środę. - wyżaliłam się. - Jak tak można?
- Kazał. Przeczytać. Nie prosił. - poprawił mnie chłopak powoli akcentując każdą literkę. Nie wiem czemu to robi. Głupia nie jestem. - Lepiej je przeczytaj. - poradził mi, i napił się alkoholu.
- Nie lubię czytać. - odpowiedziałam. Drake zaśmiał się do kieliszka.
- Musisz polubić. To świat magii. Tu są ciekawsze książki niż w mundan. Nie chciałem żeby tak to zabrzmiało. - odparł i zmieszał się lekko.
- Daj spokój. - powiedziałam i machnęłam ręką.
- Jasne. Chodź będę tak jeszcze robił. - mruknął. - Skąd znasz Dalię Sang?
- Bardzo długa historia. Kiedyś to wyjaśnię.
- Okej. Poczekam.
- Co to Bal Wrześniowy? - zapytałam, aby zmienić trochę temat.
- To coroczny bal organizowany z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. - zaczął. - Każdy uczeń świętuje na błoniach zamku. Gra muzyka na żywo, są świetne przekąski, alkohol oraz świetna impreza. Bal ma zjednoczyć nowych uczniów. Pozwolić poznać się lepiej. - wyjaśnił. - Wiele uczniów również bierze udział w pojedynkach, by pokazać nowe umiejętności oraz wiedzę.
- Wow, pójdziemy?
- Pewnie. - potwierdził. - Ubieramy się w szaty uroczyste domów Mentha. Balowe. Są one projektowane przez matkę Sangów, i co roku są inne.
- Jasne. - odparłam, podchodząc do paczki leżącej na stoliku. W środku znalazłam czarną, długą szatę z wyszytym moim nazwiskiem po lewej, i herbem rodu po prawej. Do tego jeszcze szare spodnie, i koszula w kolorze malachitowym z złotymi elementami. - Wygląda świetnie. Wow.
- Chodźmy się przebrać. - powiedział, udając się do swojego pokoju. Ja wybrałam łazienkę ponieważ była bliżej. Przyjrzałam się w lustrze. Wyglądałam dobrze, jednak miałam kosmetyczkę, z której skorzystałam. Trzeba się jakoś pokazać. Poprawiłam swoje włosy, a także makijaż. - Dobrze wyglądasz.
- Dzięki. - mruknęłam z uśmiechem. Chłopak zaprowadził nas do wyjścia z zamku, a później na błonia.
Miejsce wyglądu, jakby wyciągnięte z bajki. Atmosfera była wyśmienita. Po niebie latały kolorowe lampiony, a także magiczne stworzenia. Na samym środku mieścił się parkiet do tańca, co przyciągnęło wielu uczniów bądź nauczycieli. Po prawej stronie mieściły się przekąski oraz napoje, a po lewej stoliki, aby odpocząć, i porozmawiać. Nad jeziorem zbudowany został podest, na którym miały toczyć się pojedynki. Podest wyglądał jakby unosił się nad wodą. Z tyłu zamku puszczane były fajerwerki w kształtach magicznych stworzeń. Po całych błoniach ustawione były fontanny wodne bądź ogniste. Natomiast za jeziorem była strefa zabaw. Park rozrywki. Karuzele, które sięgały samego nieba, kolejki górskie, szybowały z największą szybkością, zjeżdżalnie, zbudowane aby mogły sięgać chmur, strzelnice czarodziejskie, trampolina, lot balonem nad miastem oraz szkołą, i wiele więcej. Było to miejsce inspirowane mundan parkami rozrywki, i cieszyły się ogromną popularnością.
Emma nie chciała iść do parku rozrywki. Nie była w nastroju do zabawy. Drake powiedział, że idzie po napoje, a ona stanęła koło drzew, obserwując bawiących się uczniów. Sama nie potrafiła wczuć się w imprezowy nastrój.
- Proszę. - wyszeptał chłopak, dziewczyna odwróciła się do znajomego głosu. - Nie próbuje Cię otruć, Vesp. Jesteśmy na szkolnym balu wśród nauczycieli oraz uczniów.
- Dzięki. - wyszeptała ledwo słyszalnie. Dziewczyna nie spodziewała się takiej reakcji na chłopaka. Nie mogła nawet mówić. - Co to?
- To szampan czarodziejów o smaku truskawkowym. - wyjaśnił jej, opierając się o drzewo. - Poznałaś już Pugmal'a? Innych uczniów srok?
- Drake'a najbardziej. Z resztą tylko trochę rozmawiałam na kolacji. Jednak nie trwało to długo. - odpowiedziała, odsuwając się od niego. Wiedziała, że przebywanie przy nim jest niebezpieczne. Zwłaszcza przy alkoholu. - Czemu tak mówicie do siebie. Ty i Drake? Nie lubicie się?
- Nie jesteśmy w przyjacielskich relacjach. Traktuje go, jak innego ucznia domu srok. - zaczął. - Czasem przymykam oczy na jego zachowanie, podobnie jak na zachowanie innych srok. Jesteśmy w jednym domu, dlatego go toleruje.
- Tak, dzięki. - wyszeptała dziewczyna. - Jesteś prefektem?
- Tak, dyrektor od tego roku dał mi oraz innej uczennicy więcej obowiązków oraz władzy. - wytłumaczył chłopak. - Stresujesz się? Dziwnie się zachowujesz.
- Po prostu to nowe miejsce, i wszystko. Poza tym dowiedziałam się trochę o tobie, i nie chcę powiedzieć niczego głupiego. - odpowiedziała szczerze. - To stresujące. Słyszałam o tobie rzeczy, które mnie wprawiają w zakłopotanie.
- Nie musisz się stresować. Byłem dla Ciebie nieprzyjemny, jednak to nie twoja wina. - wymruczał chłopak. - Poniekąd trochę twoja...
- Czemu moja? - zapytała szybko dziewczyna.
- Ktoś próbował Cię zabić, a opowiadasz obcemu chłopakowi o sobie, pijąc z nim? Masz pewność, że niczego by nie dosypał? - zapytał brunet. - To był ktoś całkowicie obcy dla Ciebie. Twoje zachowanie jest niezwykle nieodpowiedzialne.
- Tak, mam pewność. - odpowiedziała Emma. - Drake nie jest taki. Widzę po nim, że jest dobrym chłopakiem, i chcę poznać go lepiej. Ty też jesteś obcy.
- Nie tak obcy, jak Ci się wydaje. - wymruczał, upijając łyk alkoholu. Emma miała okazję przyjrzeć mu się bliżej. Ubrany był w elegancki kostium z białą koszulą ze złotymi guzikami oraz czarnymi spodniami ze złotym pasem w stylu vintage. Miał po lewej stronie herb, a po prawej herb domu sroki.
- Co masz na myśli?
- Uważaj na siebie. - wymruczał, podchodząc bliżej niej. - W szkole jest wiele fałszywych osób. Tych, którzy tylko udają, że chcą Ci pomóc. Być twoimi przyjaciółmi. Nie daj się oszukać...
- Czekaj...
- O czym rozmawiacie? - zapytała Dalia, podchodząc bliżej, jednak Altair zdążył już zniknąć.
- Był dziwny. Najpierw zaczyna rozmawiać, a później rzuca dziwny tekst, i idzie. - wymruczała Emma, szukając wzrokiem chłopaka. - Dlaczego tak się zachowuje?
- Mój brat taki jest. - machnęła ręką Dalia. - Nie zwracaj uwagi na niego. On musi tak robić. Nie potrafi inaczej. Najpierw jest niemiły, a później miły, i ciągle tak w kółko. Taki jest.
- Dlaczego wcześniej nie wspomniałaś o nim? O wszystkim? O sobie? - spytała Emma, spoglądając na rzekę. Pływało w niej wiele magicznych stworzeń, co podobało się dziewczynie. Nie znała żadnego, jednak to wcale jej nie przeszkadzało. - Po co wszystkie tajemnice? Przecież wiesz kim jestem.
- To nie była moja decyzja. Nie mogłam Ci powiedzieć. To decyzja od góry, i nie mogłam nic poradzić. A próbowałam, uwierz. - zaczęła. - To twój pierwszy dzień, więc wszystko dowiesz się z czasem. Nie psuje sobie imprezy. Swojego pierwszego dnia.
- Chcę się dowiedzieć...
- Czas na najważniejsze wydarzenie tej imprezy!! Pojedynki!! - wykrzyknął chłopak. - Na pierwszy ogień niepokonany od swoich narodzin, utalentowany oraz niezwyciężony Altair Sang!!!! - krzyknął, powodując okrzyki wśród uczniów dopingujących zawodników.
- Altair!! Altair!! Altair!! Altair!! - krzyczeli wspólnie.
- Co to jest? - spytała zdziwiona Emma.
- Pojedynki czarodziejskie. To mały turniej między domami. Każdy wystawia po trzech przedstawicieli z różnych klas. - opisywała, spoglądając na kolejnych zawodników. - Za każdy wygrany jest dwadzieścia punktów. Wygrany dom otrzymuję pięćdziesiąt punktów.
- Mamy szansę wygrać?
- Tak, mamy dobry skład. - odparła. - Dlaczego wybrałaś Drake'a?
- To było zaskoczenie dla mnie. Nie spodziewałam się tego. - zaczęła szybko Emma. - Chciałabym wybrać Ciebie, jednak nie wiedziałam, że Cię tu spotkam...
- Mogłaś dać sobie czas...
- Ten profesor brzmiał tak jakbym miała wybierać od razu. Jakby od tego zależał mój pobyt tu. - obroniła się. - Tak wybrałabym Ciebie, jednak nie miałam pojęcia.
- Nie mam żalu. - odpowiedziała Dalia, przytulając dziewczynę. - Tak będziemy się widywać, a mieszkanie z dziewczynami bywa ciężkie.
- Masz rację... - nie dokończyła ponieważ zauważyła Altair'a, który spoglądał w jej stronę.
- Idź. Porozmawiajcie. - powiedziała Dalia, całując jej czoło. - Nie daj się mu wkręcić. Uwielbia to.
- Pa. - wymruczała Emma, podchodząc do chłopaka. Miejsce było oddalone od reszty, i dawało wiele prywatności oraz ciszy. - Wygrałeś?
- Tak, spodziewałaś się czegoś innego? - spytał, biorąc dwa kieliszki od kelnera. - Pojedynki są bardzo trudne, i sama się później przekonasz.
- Kiedy zacznę lekcję? - zapytała, upijając łyk szampana. Bardzo jej posmakował. Idealne połączenie alkoholu oraz truskawki. - Zdążę nadrobić materiał z dwóch lat?
- Bez problemu, jeśli się przyłożysz. Jeżeli potraktujesz to lekceważąco, to nie zrobisz postępu.
- Wiem. - wyszeptała cicho. - Będziesz surowym nauczycielem? Drake trochę coś wspominał o twoich naukach innych.
- Bycie dobrym nauczycielem to bardzo trudne zadanie. Wielu polega ponieważ traktują każdego ucznia jednakowo, i to ich błąd. Dlaczego? Dlatego, że każdy z nas jest inny. - mówił brunet. - To tak jakby oceniać każdego człowieka na podstawie jednej osoby. Każdy z nas jest inny, i należy każdego traktować inaczej. Jedni przyswajają wiedzę szybciej, a inni potrzebują więcej czasu, co jest zrozumiałe. - wyjaśnił mi, a Emma skinęła głową. Miał rację. - Nie będę tylko sam Cię uczył. Będzie czasem też tak, że moi przyjaciele będę Cię uczyć, jeśli nie będę miał wystarczająco dużo czasu. - wyjaśnił. - Jestem zajęty, i nie zawsze znajdę czas. Jednak nic nie stracisz, a zyskasz. Mam znajomych, którzy zainteresują Cię światem magii.
- Dlaczego Dalia nie mogła powiedzieć mi prawdy o sobie oraz o mnie? - spytała ponieważ wiedziała, że on zna prawdę. - Po co te wszystkie kłamstwa?
- Dla bezpieczeństwa. Byłaś na zakupach, czarodzieje Cię widzieli, a później zabili twoich opiekunów. - wymruczał cicho. - Byłaś bezpieczna żyjąc bez wiedzy o magii. Zobaczyli Cię, i znaleźli. Masz szczęście, że nie zaatakowali Ciebie, tamtego wieczora.
- Jednak czemu nie mogłam ćwiczyć zaklęć? W czasie wakacji? Wtedy nie musiałabym nadrabiać zaległości.
- Mogli namierzyć Cię przez magię. Każdy czarodziej ma pewną sygnaturę, i jeżeli czaruje można go zlokalizować. To byłoby niebezpieczne. - wyjaśnił. - Życie w niewiedzy było bezpieczniejszym wyjściem dla Ciebie. Miałaś szansę na normalne życie bez ukrywania się. Bez uciekania.
- To wszystko ma plusy i minusy. - wymruczała tylko, rzucając okiem na tańczących czarodziejów. - Jak dużo osób wie?
- Nikt. To ukrywana informacja. Nie musisz się tego obawiać. - wyszeptał. - Nieoficjalnie masz opiekuna dla bezpieczeństwa, jednak tak naprawdę to otrzymasz go wkrótce.
- Będą ponownie atakować? W szkole? - spytała, opierając się o drzewo, patrząc daleko w las. - Tutaj również spróbują mnie zabić? Dlatego wspomniałeś o sytuacji z Drake'm?
- Poniekąd. Nie znasz tych ludzi, więc musisz być czujna...
- Ciebie też nie znam. Poznałam Cię dziś. Dlaczego mam wierzyć w twoje słowa? Może to też kłamstwa.
- Nie skrzywdzę Cię nigdy. - powiedział, chwytając jej podbródek, zmuszając by patrzyła w jego oczy. - To nie mnie powinnaś się obawiać, panno Vesp. Jesteś bezpieczna przy mnie. Zawsze Ciebie obronie. - wyszeptał w jej oczy. - Już późno. Jutro zwiedzisz trochę zamek oraz okolice. Odprowadzę Cię.
- Okay. - mruknęła dziewczyna. Dwójka nastolatków podążała w całkowitej ciszy w drogę powrotną. Emma chciała zerkać na mijające miejsca, jednak chłopak nie pozwalał jej na to. Musiała wręcz gonić go. Kiedy dotarli po drzwi poczuła lekkie zmęczenie.
- Wszystkie rzeczy czekają w pokoju. Nie spóźnij się na śniadanie. Pugmal Cię zaprowadzi. - wymruczała chłopak, odchodząc od niej szybkim krokiem.
- A hasło?! - zawołała za nim. Dziewczyna zła odwróciła się do drzwi, które były już otwarte. Rozejrzała się na boki, wchodząc do środka. Salon był pusty. Dziewczyna od razu skierowała się na schody.
~Otworzyłam czarne, drewniane drzwi. Pokój był mały, ale przytulny. Miał drewnianą, jasną, podłogę, szare ściany, na których ustawione były obrazy z jakimś stworzeniami. Pod lewą ścianą stało łóżko z zieloną pościelą. Po prawej stronie była duże biurko w kolorze dębu truflowego. Koło niego dwa drewniane krzesła. Na przeciwko ustawiona były dwie duże szafy, wykonane z dębu czarnego. Otworzyłam ją. Była z dwoma drążkami, dwoma wewnętrznymi regałami z półkami, sześcioma głębokimi szufladami oraz dodatkową szufladą na biżuterie i akcesoria. W środku były już moje ubrania. Magia. Na moim łóżku spała Bella. Uśmiechnęłam się zadowolona. Jest taka piękna.
Weszłam do łazienki. Była średniej wielkości. Białe ściany i czarne meble. Wykąpałam się i ubrałam piżamę. Czarne, krótkie spodenki oraz zielona bluzka na ramiączkach. Postanowiłam pójść spać. Byłam zmęczona tym dniem. Zasnęłam myśląc o ładnookim chłopaku.~
~Razem z przyjaciółmi siedzieliśmy u mnie w salonie. Jako prefekt mam swój własny apartament. Pewnie Lucy projektowała wnętrze mieszkania. Izar nie zna się na tym. Ja tylko trochę.~
- Ciekawie jacy będą Ci nowi. - zaczął Arit. W dłoni obracał kieliszek z białym winem, w drugiej ręce miał ciastko orzechowe. - Ten gości wygląda na takiego, który zna się na rzecz. - mruknął, i napił się łyka wina. - Wygląda mi też na silnego.
- Nie oceniaj ludzi po wyglądzie. - upomniał go John znad książki do eliksirów. Pił piwo, i jadł ciastka czekoladowe. Prychnąłem cicho. John i jego zasady. Bzdury jak ich mało.
- Nie przesadzaj. - zbył go machnięciem dłoni. - Tak wygląda, i tyle. Nawet go nie obraziłem.
- Jak było u Pugmal’a, i tej nowej lasce? - spytał ciekawski Ariel. Jest moim najlepszym przyjacielem. Od razu, gdy go poznałem, zostaliśmy przyjaciółmi. Ufam mu. Jak nikomu. Jesteśmy jak bracia.
- Vesp. Emma Vesp. - poprawił go zirytowany John, i przewrócił oczami.
- Pugmal trochę się stawiał, ale był spokój. Oczywiście pili alkohol. - wyjawiłem im. Chciałem odjąć punkt, ale Hostus chcę wygrać puchar. Nie chcę z nim później dyskutować. Też zależy mi na wygranej.
- Głupi gnojek. - wściekle odpowiedział John, i przewrócił zły kartkę książki prawie ją rozrywając. Pleon z nas wszystkich najbardziej nienawidził chłopaka. Zaczęło się to jeszcze przed pójściem do szkoły; na jednym z przyjęć dla czarodziejów. Kilka razy pobili się albo spędzali czas w szpitalu ponieważ pojedynkowali się.
- Wyluzuj to tylko Pugmal. Mała niegroźna biedronka. Idiota. - odparł spokojnie Ariel. Pokiwałem głową zgadzając się z nim.
- Widzieliście Teo? - spytał Lotar. Przyjaźnili się. To było raczej dziwne. Arit, który lubił sport oraz imprezy, bycie w centrum uwagi. A z drugiej strony Albu. Cichy, spokojny, wycofany chłopak, lubiący czytać książki. Tak, to dziwna przyjaźń. Napiłem się drinka. Słodki napój alkoholowy rozalał się po moim gardle. Lubię tak spędzać czas. Z przyjaciółmi oraz z dobrymi alkoholem.
- Był jeszcze dziwniejszy niż zawsze. - zaczął Ariel, a Arit spojrzał na niego z nienawiścią. - Siedział wśród starszych klas. Słyszałem jak inni mówili, że są mrokami. To podejrzane zachowanie. Nigdy nie był jakoś bardzo towarzyski. Nie sądzę żeby taki ktoś jak on chciałby zadawać się z nimi. - odparł, i napił się whisky.
- Po co mu Albu? - spytał zdziwiony Lotar.
- Mnie pytasz. - warknął Ariel, i wzruszył ramionami.
- Mógł przecież dołączyć do jakieś grupki. Albu ma dziwny charakter.
- To nie jest dobry pomysł. Mógł pójść do Surma...
- Myślisz, że chciałby mieć u siebie kogoś kto nie zna się na magii?
~Oparłem głowę o kanapę, i wyłączyłem swoje myśli. Nie miałem sił, aby słuchać kłótni moich przyjaciół. Kolejnej. Dobrze, że nie ma Nicole. Nie wiedziałem skąd Dalia zna Vesp. To niszczy wiele planów. Jestem ciekawy, czy ona wie, że dziewczyna jest wampirem. Raczej tego nie wiem, ale muszę wiedzieć skąd się znają. Nie mogę czytać z Dali ponieważ umie się obronić przed tym. Jednak z Vesp już mogę. Tylko to zbyt proste rozwiązanie. Bardziej chciałbym dowiedzieć się tego od niej. To będzie nasza gra. Dziewczyna z pewnością powie. Nie wydaje się to być jakąś tajemnicą. Sekret za sekret.
Pstryknąłem palcami. Obok mnie pojawił się pergamin, i pióro. Zacząłem pisać listy do rodziny. Kiedyś w drugiej klasie Lucy go nie dostała, więc wysłała do mnie list z groźbą, że jeśli sytuacja się powtórzy naśle na szkołe Ministerstwo w celu znalezienia mnie. Była nadopiekuńcza. Bardzo. Wiem, że martwi się o mnie, ale czasami trochę to denerwujące. Głównie jednak alkohol pozwala mi zapomnieć o jej paranoi. Czasami mnie to denerwuję, ale wiem, że całą swoją miłości, i uwagę przelewa na mnie i moje rodzeństwo. Jednak najbardziej na mnie ponieważ to ja jestem tym, na którym skupia się największa uwaga. Ribesowi, i Dali jest to całkowicie na rękę. Mają spokój oraz mogą robić co tylko chcą. Ja nie, i to doprowadza mnie do szału. Zrezygnowała nawet z pracy aby zając się nami, gdy byliśmy dziećmi. Później wróciła do pracy, ale martwiła się cały ten czas. Jednak nasze relacje są bardzo specyficzne.~
- Jak w pracy u Izara? - spytał John, aby uspokoić się po kłótni z Lotar’em. Ariel natomiast uśmiechał się zadowolony.
- Dobrze. Dużo pracy. Wiecie nowy minister i ataki. Jest dużo zamieszania. Ludzie coraz bardziej się boją więc trzeba ich trochę uspokoić. - odpowiedziałem i dokończyłem list. Nowy minister ma być wybrany w październiku. To będzie bardzo ciężki miesiąc wyborczy. Przyleciał mój piękny kruk, Hatik. Schowałem list do zaczarowanej paczki, zawieszając zawartość na jej szyi. Hatik napił się wody, i wyleciała przez otwarte okno.
- Co to było? - spytał John, jak usłyszał przerażający grzmot.
- Nie wiem. To coś dziwnego. - odparłem zdziwiony, i podszedłem do okna. - To krwawy deszcz.
- Co? Merlinie. - mruknął Ariel, patrząc na krople z krwi.
- To coś złego, prawda?
- Tak, nawet bardzo.
- Było kiedyś coś takiego wcześniej?
- Było. - potwierdziłem. - Lepus raz opowiadał mi, że działo się tak przed pierwszym atakiem Księcia oraz powstaniem Królowej strachu. - wyjaśniłem. - To trzeci taki przypadek, który nie oznacza nic dobrego.
********
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania