Poprzednie częściRozdział 1, Prolog.

Rozdział 6. Lekcję.

Rozdział 6.

 

Lekcję.

 

********

 

~~Emma.

 

Obudził mnie irytujący dźwięk budzika. Wyłączyłam go zła. Westchnęłam ciężko, tak jakbym przebiegła jakiś szalony maraton, a ledwo co zdążyłam się obudzić, i otworzyć swoje oczy. Szkoła trwa już ponad miesiąc. Przez ten miesiąc nauczyłam się wielu przydatnych rzeczy o magii. Poznałam wiele interesujących przedmiotów oraz rzeczy. Poznałam zaklęcia, ważyłam swój pierwszy eliksir oraz poznawałam lepiej świat czarodziejów. Wszystko to było totalnie magiczne oraz niesamowite. Całkowicie nowe. Lekcję z Altair’em były ciężkie, męczące, i wyczerpujące mnie fizycznie oraz psychicznie, ale pożyteczne ponieważ uczyłam się coraz to nowych rzeczy. Ciągle mi dogryza, i mówi, że nic nie potrafię. Tak jest od początku roku. Nie wiem dlaczego. Nasza rozmowa z imprezy wskazywała na coś innego. Nic mu nie zrobiłam. Byłam dla niego miła. Pytałam oraz interesowałam się światem magii, ale on mimo wszystko mnie olewał, i obrażał. To boli. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że zależy mi na nim, ale nic z tym nie zrobię. Zostawię to tak, jak jest ponieważ nic zrobić nie mogę. Nie potrafię podejść do niego, i powiedzieć, że podoba mi się. Może kiedyś miałabym tę odwagę, ale teraz nie umiem jej w sobie odnaleźć. Nie potrafię zdobyć się na odwagę. Z drugiej strony to chodzi o niego. Niego! On nie jest taki, jak reszta. Jak ludzie z mojej szkoły albo chłopaki z tej szkoły. Jest inny. Lepszy. Ma coś w sobie. Wiem to od samego początku. Odkąd zobaczyłam go na rozpoczęciu roku, i spojrzałam w jego oczy. Oczywiście nie w złym znaczeniu. Nie wiem dokładnie co to oznacza, ale chcę go poznać. Nie miałam zbyt wiele okazji aby z nim móc porozmawiać, tak normalnie jak koledzy z jednego domu. Na naszych lekcjach raczej skupiamy się na nauce niż rozmowie. Oczywiście wyjaśnia mi jakieś niezrozumiałe dla mnie tematy z lekcji, jeśli go o to spytałam. Bardzo mi to pomaga. Jest mądry, i potrafi mi to wytłumaczyć tak, że rozumiem o co w tym chodzi. Jego pomoc jest dla mnie ważna ponieważ bez niego nie umiałabym niczego.

 

Jednak nie potrafię pojąć o co chodzi w eliksirach. Nie ważne ile spędzimy nad nimi czasu. To dla mnie niezrozumiały przedmiot. Nawet jeśli robię wszystko zgodnie z instrukcją coś wychodzi źle. Zawsze. Nie rozumiem totalnie dlaczego tak jest. Staram się. Chcę pokazać, że potrafię. Tylko ciągle mi nie wychodzi. Czasem myślę, że staram się za bardzo. Tylko wiem, że ten przedmiot jest ważny, i potrzebny w przyszłości. Znajomości eliksirów może uratować mi życie lub moim bliskim. Nauka wymaga czasu, i poświecenia. Nie można załamywać się po kilku nieudanych próbach. Jednak ciężko jest mi tak myśleć, jeśli ciągle coś wychodzi źle. Altair mówi, że jeśli będę się przykładać uda mi się wykonać poprawnie dany eliksir. Tylko przez cały czas to robię, i kończy się porażką. Ten przedmiot nie bez przyczyny jest taki trudny. Może czas najwyższy na otworzenie książki, i przeczytać czegoś o tych eliksirach.

 

Drake. Z tym chłopakiem jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Przez ten miesiąc poznawaliśmy się. Cieszy mnie to, że mam kogoś takiego obok siebie. Powiedziałam mu, że jestem wampirem. Trochę się przestraszył na samym początku, ale teraz mnie wspiera i akceptuję. To było dla mnie ważne, aby wyznać mu prawdę. Nie lubię mieć tajemnic przed przyjaciółmi. Jest dobrym przyjacielem. Polubiłam też jego przyjaciół. Można powiedzieć, że jesteśmy dobrymi znajomymi. Zobaczymy co będzie później. Jestem jednak dobrej myśli. Na początku myślałam, że mnie nie polubią, ale myliłam się. Na całe szczęście. Jestem zadowolona, że mogę tutaj być razem z nimi. Wszyscy są dla mnie mili oraz pomocni. Zaskoczyło mnie to trochę. Myślałam na początku, że reszta srok jest zimna, i wrogo nastawiona do innych, ale to błąd. Duży błąd. Są mili i serdeczni. Tylko trzeba usiąść, i porozmawiać z nimi. Czuję się wśród nich jak w rodzinie, której nie mam. Nie żałuje ani jednej sekundy, którą spędziłam na poznawaniu ich. Lepszej szkoły, i życia nie mogłam sobie wymarzyć. Jest kilka rzeczy, które chcę zmienić, ale mimo wszystko jest dobrze. Nie mogę oczekiwać cudów. Cuda są dla dzieci.

 

Jeśli chodzi o John to jesteśmy przyjaciółmi. Pomaga mi w zadaniach. Często rozmawia z Altair’em, żeby trochę odpuścił mi w lekcjach. Ten tylko prycha, i mówił, że ma się nie wtrącać. Nie chcę aby przeze mnie pokłócili się. Są przyjaciółmi. Muszę po prostu bardziej przyłożyć się do nauki. Każdy coś poświęca, aby mi pomóc. Jestem dla nich obcą osobą, a mimo tego robią to wszystko. Ci ludzie są niesamowici.

 

Dalia. Jestem zadowolona, że mam ją tutaj. Poznałam ją raczej w młodym wieku, i bardzo zależy mi na tej przyjaźń. Ona to najmilsza dziewczyna oraz bardzo dobra osoba. Jest aniołem. W sierocińcu działy się różne złe rzeczy, a ona była moim wsparciem wtedy. Czasami wydaję mi się, że dzięki niej jeszcze żyje na tym świecie. Dalia pomagała mi, kiedy tego potrzebowałam. Jest cudowna. Bez niej nie umiałbym przetrwać dnia. Wspiera mnie, i nie ocenia. Jesteśmy dla siebie ważne. To moja jedyna przyjaciółka. Czasami myślę, że jest dla mnie jak ktoś z rodzinny.

 

Jednak najbardziej denerwuje mnie kłótnia John’a z Drake’em. Jest taka bez sensu. Kiedy chciałam żeby John przyszedł do nas, i pomógł mi z transmutacją to ten odparł, że jest tam Pugmal, i nigdzie nie pójdzie. Zachowują się czasami jak małe dzieci. Spytałam raz Altair'a czy zrobi coś z tym. Stwierdził, że nie jest ich niańką, i swoje problemy muszą rozwiązywać sami. Zdenerwował mnie tym. Powinien próbować załagodzić ten konflikt. John to jego przyjaciel. Zachowuje się jak dorosły, a jeśli trzeba to pokazać to on umywa ręce. Denerwujące. Czasami myślę, że robi to specjalnie. Mógłby coś zrobić, ale bardziej woli mnie wkurzać.

 

Nie rozumiem tego chłopaka. Trudno go rozgryźć. Chowa się za tak wieloma maskami, że czasem zastanawiam się co jest prawdziwe. Czy jego słowa są na prawdę? Czy to tylko gra, w którą pogrywa? To są pytania na, które odpowiedzi mi brakuje. Jednak nie chcę teraz ich poznawać. Nie wiem czemu, ale wydaję mi się, że jak na tą chwilę tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Żyć w niewiedzy. Ja również mam tajemnicę, i nie chcę, aby ktoś ją poznał. Nie czuję się gotowa na wyznawanie prawdy. Dzień prawdy oraz odkrywania tajemnic jeszcze nie nadszedł. Chowa się za drzewami, i czeka na swoją kolej. Już teraz wiem, że to będzie trudny dzień.

 

Kiedy zastanowię się nad tym czy ufam Drake’u mogę powiedzieć, że tak. Jednak znam go dopiero miesiąc. To bardzo krótki okres czasu. Potrzebuję poznać go bardziej, i wtedy wyznać mu prawdę o sobie i swoim życiu. Doskonale też wiem, że i on ma jakieś sekrety. Jak widać chcę postąpić tak jak ja i poczekać na odpowiednią chwilę. Czasami myślę, że rozumiemy się bez słów. Jednak ciekawość jest niezaspokojona. Chcę poznać go, i wiedzieć o nim wszystko. Próbuje ją uspokoić, ale łatwo nie jest, ale pójdę na kompromis, i będę czekać w spokoju.

 

W pierwszy weekend w Mentha, przyszli do nas przyjaciele Drake'a. Rozmawialiśmy przez całą noc. Następnego ranka w sobotę musieliśmy coś wymyślić żebym mogła pójść do Altair’a na lekcję. Inni nie wiedzieli, że je mam. Nie wiedziałam dokładnie dlaczego, ale teraz nie interesuje mnie to. Chcę znów zorganizować takie spotkanie. Dziewczyny opowiedziały mi wiele ciekawych rzeczy o uczniach bądź profesorach. To był naprawdę ciekawa noc.

 

Westchnęłam. Wstałam z łóżka, i poszłam wykonać poranną toaletę. Ubrałam granatowy top, czarne spodnie oraz czerwone szpilki. Oczywiście wykonałam swój poranny makijaż. Nie pokażę się tak ludziom. Ubrałam jeszcze szatę oraz wzięłam torbę z książkami, i zeszłam na dół. Drake siedział pod drzwiami. Był zły. Nie lubił czekać na mnie, ale codziennie to robił. Przywitałam się z nim, ale on olał mnie całkowicie. Wyszedł z salonu nawet na mnie nie patrząc. Tak było prawie każdego dnia, gdy przychodziłam później niż się umawialiśmy. Rozumiem go, jednak to nie powód na takie obrażanie. Jesteśmy dorośli prawie, Drake.

 

Udaliśmy się do WS. Po drodze spotkaliśmy kilkoro dzieci. Starsi pewnie jeszcze śpią. Też tak chcę! W środku było wiele uczniów. Najwięcej u fok, a najmniej u nas. Standard. Niektórych rzeczy nie da się zmienić. Było teraz dużo ciszej niż na uczcie powitalnej. Cieszy mnie to. Teraz spokojnie można pomyśleć, i zebrać myśli. Usiedliśmy na końcu naszego stołu. Czyli tam gdzie zawsze.

 

Nałożyłam na talerz sałatkę. Nie byłam głodna. Trudno jest mi ostatnio coś zjeść. Bardziej zmuszam się do jedzenie. Wcześniej też nie jadłam wiele, ale zawsze było to śniadanie bądź porządny obiad. Teraz mam z tym duże problemy. Jednak nie pójdę z tym do lekarza bądź pielęgniarki szkolnej. Po pierwsze; nie lubię lekarzy. Po drugie; nie chcę robić hałasu wokół mojej osoby. Wole żyć w cieniu. W poprzedniej szkole byłam popularna, dlatego teraz wole spokojniejsze życie. Drake zaczął rozmawiać z przyjaciółmi. Rozejrzałam się po Sali. Przy naszym nie było Altair’a. Często opuszcza posiłki. Pewnie je u siebie. Taką mam nadzieję. Nie chcę, aby chodził głodny. Jego przyjaciele rozmawiali o jednym z artykułów z proroka. Tak jak większość osób w Sali. Przerzuciłam swój wzrok na stół rysi.

 

Nicole Rieul. Przyjaciółka Altair’a. Choć niektórzy mówili, że dziewczyna czy kochanka. Są blisko za blisko, jak dla mnie. Jej długie, czarne włosy opadały jej na plecy. Zielone oczy utkwione były w Bain. Rozmawiały o zadaniu domowym. Serio? Trzeba jej przyznać, że umie się malować. Miała ładny delikatny makijaż. Koło niej siedział przystojny chłopak. Był nowy jak ja. Nawet go nie zauważyłam. A był dość wysoki. Miał ciemno, brązowe włosy oraz takie same oczy. Miał mocne rysy twarzy. Zauważyłam, że dogaduje się z Altair’em. Pewnie poznali się przez Nicole. Westchnęłam zła. Czemu ze mną tak się nie dogaduję? Jestem sroką. Powinniśmy znaleźć wspólny język. On jest rysiem. Nasze domy nie dogadują się. Więc dlaczego nam nie wychodzi? Staram się być dla niego miła. Jednak on olewa moje próby kontaktu. My sroki powinniśmy trzymać się razem. Inni nas nie lubią, ale my ich nie potrzebujemy. Jesteśmy samo wystarczalni. To jest to co bardzo lubię w tym domu. Każdy z nas wydaję się mierzyć z podobnymi problemami, ale jesteśmy inni i to nas łączy. Akceptujemy siebie ponieważ nie mamy nikogo kto by to zrobił.

 

- Słyszałam, że wczoraj wieczorem Olivier przyszedł do Sang’a. - zagadnęła nas Larissa, i napiła się swojego owocowego soku.

- Skąd wiesz?

- Emma w tej szkole trzeba mieć swoich ludzi, którzy wiedzą wszystko, mają uszy oraz oczy dookoła głowy. - zaczęła z uśmiechem. - Plotki rozchodzą się tutaj z maksymalną prędkością. Jeśli coś się dowiedzą musisz wiedzieć kto to rozpowiada.

- Najprawdopodobniej będziesz to ty, Lari. - mruknął Edwin znad omletu. Chłopcy zaśmiali się zadowoleni. Przewróciłam na niego oczami. W plotkach nie ma niczego złego. O ile są prawdziwe, a nie jakoś bardzo zmyślone. Blondynka zmierzyła go wzrokiem zabójcy.

- Czyli jest tak, jak w każdej szkole, Lar. Każdy plotkuje. - stwierdziłam, i wzruszyłam ramionami. Tak jakby sytuacja z Olivier mnie nie zabolała. - Wszędzie ktoś plotkuje. To naturalny odruch człowieka. - dodałam, kończąc temat. - Ty masz takich ludzi od plotek? Informatorów? - spytałam zaciekawiona, i odsunęłam swoje śniadanie na bok. Nie miałam siły ani ochoty na jedzenie. Od kilku dni nie mam apetytu na nic. Nie rozumiem czemu. Rano nie mam zbyt wiele apetytu, ale to trochę dziwne. Pewnie to nerwy oraz stres.

- Mam. - potwierdziła blondynka. - Kilka w każdym domu. Tobie też radzę kogoś takiego znaleźć. Jesteś nowa, i już krążą różne plotki o tobie. Powinnaś mieć kogoś kto Ci je przekaże oraz powie swoją prawdę.

- Mogę mieć Ciebie i Adele. Będziemy mieć z tego korzyści.

- Jakie? - spytała zainteresowana dziewczyna, i spojrzała ciekawsko na mnie swoim orzechowymi oczami.

- Jestem popularna. W tej szkole wiele osób mnie lubi. Więc mogę przedstawić Cię pewnym osobą bądź zdradzić Ci kilka plotek. Przysługa za przysługę. Obie będziemy coś z tego mieć, Lar. Każdy zyskuje. - zaproponowałam.

- Zgoda. - zgodziła się od razu dziewczyna. - Sang organizuję imprezę dzisiaj, więc liczę na zaproszenie. Ty mi je załatwisz. Ja natomiast powiem, że nie masz chłopaka ani nie jesteś lesbijką.

- Co? - spytałam zaskoczona. - O czym ty mówisz?

- Jesteś...

- Nie, nie jestem lesbijką, Edwin. - odpowiedziałam szybko. - Nie mam nikogo ponieważ nie chcę mieć. To mój wybór.

- Inni tak gadają. - zaczęła Lar. - Jesteś blisko z Drake’em, i chodzą takie plotki. Wiesz, po prostu uczniom się nudzi, i muszą znaleźć temat do rozmów. To totalni idioci. Żal ich słuchać.

- Dzięki. Drake to tylko mój przyjaciel. Nic więcej. Przyjaciel. - odparłam, a chłopak skinął głową.

- Wiem. Widać to zresztą po was. Ja tak ma z Teo.

- A ja? - spytał urażony Edwin. - Nie masz tak ze mną?

- Ty mnie denerwujesz, ale jesteś do przeżycia. Akceptuję Cię z bólem. - stwierdziła Larissa. - Mogłam trafić gorzej.

- Jakie jeszcze chodzą o mnie plotki? - spytałam, i spojrzałam na dziewczyny. Nie wiem czy chcę to wiedzieć, ale zawsze warto. Ciekawe co myślą o mnie uczniowie, którzy mnie w ogóle nie znają ani nie rozmawiali ze mną.

- Kilka osób widziało Cię jak wchodzisz do pokoju Sang’a, i powstały różne plotki. - zaczęła cicho dziewczyna. - Jednak on wytłumaczył, że pożyczył Ci kilka książek o eliksirach oraz jako prefekt szkoły wyjaśniał Ci kilka rzeczy.

- Tak, to prawda. - potwierdziłam od razu. - Nie radzę sobie z nimi. Eliksiry to jakaś pieprzona czarna magia dla mnie.

- Mi pomaga trochę Teo. Jest całkiem niezły z nich.

- Gdzie on jest? - zapytał Edwin, włączając się w dyskusję. - Zawsze jest na czas.

- Pewnie już w klasie. Zrobił się z niego kujon w tym roku. Ciągle tylko książki oraz nauka. Wcześniej taki nie był. Lubił czasem zejść do nas, i pogadać. Teraz olewa wszystko i mówi, że nie ma na to czasu. Nie rozumiem go. - wyznała Adele smutna, postępowaniem swojego przyjaciela. - Bardzo zmienił się przez lato. Jakby był innym Teo.

- Masz jakieś podejrzenia dlaczego tak robi? - spytałam, i napiłam się soku owocowego.

- Mam. Tylko bardzo chcę, aby okazały się tylko kłamstwami, i moją rozwinięta wyobraźnią. Teo mógł dołączyć do wiesz kogo. - oznajmiła szeptem.

- Lord? - wyszeptałam cicho.

- Wydaję mi się, że tak. Boję się o niego. Może zginąć. - wyznała przerażona. - Zapewne już go torturują. On nie poradzi sobie z tym. Nie jest tak silny psychicznie, jak myśli, że jest. To jeszcze dzieciak, które wiele przeszedł w swoim życiu. Będzie lepiej jeśli odpuść sobie zgrywanie wojownika, i wielkiego bohatera. To nie jest czas na głupoty. To wojna.

- Może dorósł przez ten czas?

- Nie sądzę. Od początku roku jak wrócił do szkoły jest inny. Bardziej zamknięty w sobie. To nie jest normalne. Coś musiało się stać podczas wakacji. Jestem tego pewna. Niekoniecznie może chodzi o wiesz kogo. To może być grubsza sprawa. Czuję to.

- Lar, lubisz czytać kryminały? - zapytałam z ciekawości.

- Lubię. Czarodzieje mają kilka ciekawych tytułów. Najbardziej lubię „W podróży za miłością i zbrodnią." - zdradziła dziewczyna z uśmiechem na twarzy. - Czemu pytasz?

- Mogłabyś sama pisać kryminały. - stwierdziłam. - O czym jest ta książka?

- Młoda dziewczyna przeprowadza się z dużego miasta do małej miejscowości. - zaczęła. - Tam zatrudnia się w komisariacie, gdzie zgłasza się młody mężczyzna ponieważ ktoś włamał mu się do domu. Dziewczyna zaczyna śledztwo. Po kilku tygodniach on znika bez śladu. Zaczyna go szukać. Okazuję się, że mężczyzna jest szefem gangu. Jednak ona tego nie wie. Spotyka go w Paryżu, i tam wpadają w romans. Dziewczyna po kilku miesiącach dowiaduję się prawdy. Wybacza mu, i dalej są razem. Jednak ich szczęście nie trwa długo. Dziewczyna ginie podczas ataku na ich dom. Porachunki gangów.

- Wow. Masz tą książkę przy sobie?

- Mam. Chcesz?

- Pewnie.

- Pożyczę Ci ją dzisiaj. Przyjdź do nas, jak znajdziesz czas

- Jasne. Dzięki.

- Idziemy? - spytał Drake znudzony. Skinęłam głową nie patrząc na niego. Reszta ruszyła z nami. - Czy coś się stało? - zapytał cicho, jak zamierzaliśmy do klasy od transmutacji.

- Nie, dlaczego pytasz? - spytałam zdziwiona.

- Nie zjadłaś praktycznie śniadania, i jesteś bardzo zamyślona, rozkojarzona. Od kilku dni bardzo mało jesz, Emmo. - powiedział chłopak, i posłał mi zmartwione spojrzenie. - Coś jest na rzeczy?

- Nie masz się czym martwić. Mam się dobrze. - skłamałam, i wymusiłam uśmiech. Pokiwał głową nieprzekonany. Przewróciłam oczami na jego troskę. Nawet jeśli chcesz mi pomóc, Drake to nie potrafisz tego zrobić. - Masz pomysł, jak wkręcić Lar na imprezę do Altair’a? - zapytałam aby jak najszybciej zająć czymś jego myśli.

- Po co?

- Przysługa za przysługę.

- Nie mam pojęcia. To praktycznie nierealne. Sang raczej się nie zgodzi. Tam przychodzą tylko ludzie, którzy oni sami wybiorą. Elita.

- Cudowny z Ciebie przyjaciel, Drake. Zawsze wspaniale mi doradzisz.

- Wiem to. - odpowiedział z dumnym uśmiechem na ustach, i wypiął w górę pierś.

- Idiota.

- Przystojny idiota, Emma.

- Masz rację. Walnięty idiota, ale jednak trochę przystojny. - zgodziłam się, i zaśmialiśmy się. Uwielbiam tę nasze rozmowy o niczym. Wtedy po prostu jesteśmy sobą. Ludźmi udającymi, że nie mają żadnych problemów ponieważ tak czasami trzeba robić. Udawać.

 

Uczniowie weszli do klasy lekcyjnej. Przede wszystkim króluje tam piękno oraz magia. Na ścianach klasy znajdują się ręcznie malowane malowidła przedstawiające różne sceny związane z transmutacją. Można tam też zobaczyć trofea, takie jak wygrane przez uczniów turnieje transmutacyjne, czy rzadkie skarby, które udało się zdobyć podczas podróży pełnych niebezpieczeństw. Cała klasa jest zaopatrzona w potrzebne narzędzia, i materiały do nauki magii. W jednym z rogów stoi zbiór różdżek znanych oraz zasłużonych czarodziejów, natomiast na końcu klasy znajdują się stoły, na których leżą księgi z starymi zaklęciami oraz zwoje z tajemniczymi formułami, które z łatwością pozwalają na opanowanie magii oraz zrozumienie transmutacji. Na półkach, i w szafkach skrywają się składniki do magicznych mikstur, a między stołami widać skrzynie z różnymi przyborami, takie jak szklane kule, perły oraz kryształowe kule, które pozwalają na wywołanie sił kosmicznych. Zarówno sufity, jak i ściany klasy są pełne ukrytych magicznych przegród, które kryją w sobie wiele tajemnic, i warte są poznania przez uczniów. Pomieszczenie pełne jest światła dzięki lśniącym kryształom, których promienie odbijają się po całym pokoju, dodając mu dodatkowej magii oraz aury niezwykłości. W klasie panuje specyficzny zapach dzikich kwiatów, który według legend ma pobudzać wyobraźnię, i dać mocne wrażenie. Fotele oraz ławki w klasie wykonane są z cienkiego, lecz wytrzymałego drewna, i posiadają wystarczającą ilość miejsca dla uczniów. Na każdym miejscu znajduje się poduszka z kolorowymi wzorami, aby uczniom było wygodnie, i mieli odpowiednie podparcie podczas notowania lub rzucaniu zaklęć.

 

Usiedliśmy pod ścianą w siódmej ławce. Wyciągnęłam „Podstawy transmutacji część trzecia” oraz piórnik, i zeszyt. Pod oknem usiadły sowy, a sroki pod ścianą. Zauważyłam, że Altair usiadł w drugiej ławce z John’em. Ubrany był w szmaragdowa koszulę, czarny sweter oraz czarne spodnie. Nie nosił szaty, jak inni uczniowie. Natomiast na szyi miał szmaragdowy szalik. Ciekawe czemu? Zimno mu? Pewnie myśli, że jest prefektem, i wszystko mu wolno. Typowe. Muszę przemyśleć, jak zapytać go o zaproszenie. Zapewne nic z tego nie wyjdzie. Brunet albo mnie oleje albo powie, że nie interesuję go moje zdanie. Tak jak zawsze. Trzeba coś wymyślić. Tylko nie wiem co. Może najpierw zbadam grunt? Zapytam go o coś, a potem przejdę do sedna sprawy? To dobre rozwiązanie problemu. Może dla siebie, i Drake’a też znajdę miejsce. Trochę rozluźnienia każdemu się przyda. To super pomysł. Moje przemyślenia dotyczące zaistniałej sytuacji przerwała profesor wchodząca do klasy.

 

- Dzień dobry. - przywitała się profesor. Odpowiedzieliśmy jej. Choć bardziej brzmiało to, jak nieudany występ chóru. - Dziś nauczymy się, jak sprawić by zwierzę za pomocą magii zniknęło. Możecie otworzyć podręcznik na 16 stronie. Przeczytajcie tekst uważnie. - powiedziała. Tak też zrobiłam.

- „Zaklęcie, dzięki któremu zwierzę znika, nosi nazwę „Anilerap”, i zostało wynalezione przez Eliasa Root'a w roku 1827. Zaklęcie to działa poprzez rozproszenie cząstek ciała zwierzęcia na poziomie subatomowym, co skutkuje całkowitym zniknięciem zwierzęcia z pola widzenia.” – rozpoczął się tekst. Już zaczęła się czarna magia. – „Historia powstania zaklęcia jest ciekawa, ponieważ Elias Root był znany ze swoich nieustannych eksperymentów z czarami ochronnymi. Jego obserwacje zwierząt w ogrodzie botanicznym zaprowadziły go do pomysłu, że takie zaklęcie mogłoby uratować wiele istnień zwierzęcych. Po wielu próbach i błędach, Eliasowi w końcu udało się wynaleźć odpowiedni czar. Od tamtej pory, zaklęcie to stało się nieodłącznym elementem szkolenia uzdolnionych młodych czarodziejek oraz czarodziejów.” – zakończył autor tekstu. Jednak nie wyjaśniło mi to za wiele. Profesor kazała jakiejś dziewczynie rozdać zwierzęta, a Lar wypracowania. Dostałam czwórkę. Dzięki John! Gdyby nie on dostałabym gorszą ocenę. Na naszej ławce dziewczyna położyła mysz. Mam nadzieję, że nie zrobimy mu krzywdy.

- Umiesz to? - zapytałam cicho Drake’a.

- Będziecie teraz przez całą godzinę ćwiczyć zaklęcia. - mruknęła profesor. - Zaklęcie nie jest trudne, i nie powinno sprawiać wam żadnych problemów.

- Powiedzmy. - wymruczał niemrawo chłopak, i uniósł różdżkę. - Anilerap. - wypowiedział cicho. Z różdżki wystrzeliły jakieś iskry. Nic się nie stało. Uśmiechnęłam się do niego chcąc go pocieszyć. Jednak chłopak był zły. Jako Pugmal musi robić wszystko najlepiej. Nie rozumiałam tego totalnie. Po co się tak stresować? Życie jest za krótkie na takie rzeczy.

- Drake, to nic. To nowe zaklęcie...

- Nie radzimy sobie, co Pugmal? - spytał Altair, stając za nami. Spięłam się. Dzisiaj mamy mieć lekcję razem. Myślę, że to odpowiednia chwila, aby spytać czy zaprosi nas na imprezę. Jednak trzeba pokazać trochę wiedzy. Chcę zdobyć jego aprobatę. Pokazać, że nasze lekcję przydają się. Nie chcę, aby ich zakończył. Podczas nich mam szanse być z nim sama. Wtedy całą swoją uwagę poświęca tylko mi. Mogę wyobrazić sobie, że jest tylko mój wtedy. Uwielbiam to uczucie.

- Czego chcesz? - warknął zły białowłosy. Ścisnął mocniej swoją różdżkę. Lekko poklepałam go po kolanie. Musi być dla niego miły dzisiaj. Drake zrozumiał aluzję, i trochę się uspokoił. Całe szczęście. - Sam chyba masz rzucać zaklęcia.

- Profesor powiedziała, że mam pomóc innym uczniom, którzy nie radzą sobie. Wybrałem was ponieważ jesteście tacy zabawni w swej niewiedzy oraz byciu. - poinformował. Podniósł swoją różdżkę, i skierował ją na mysz. - Anilerap. - powiedział brunet, i w ostatniej chwili podniósł różdżkę lekko w górę. Brunatne iskry uderzyły w mysz, która zniknęła. Wow. To było coś cudownego. - Widziałeś? - spytał zimno, i spojrzał na chłopaka.

- Tak. - potwierdził chłopak, i pokiwał zły głową. Oby tylko nie zaczynał kłótni.

- Twoja kolej, Vesp. - zwrócił się do mnie, i odwrócił głowę w moją stronę. Wiedziałam, że zaraz zacznie rzucać swoje teksty. Że nic nie umiem, że marnuję swój cenny czas na kogoś takiego jak ja. Westchnęłam, i uspokoiłam się. W nerwach na pewno mi się nie uda. Rzuciłam zaklęcie, ale nic się nie stało. - Jeszcze raz. - zachęcił mnie miłym tonem. Czy to, aby na pewno prawdziwy Altair?

- Anilerap. - powiedziałam cicho. Altair lekko chwycił moją dłoń, i podniósł ją do góry. Przeszły mnie dreszcze. Udało się! - Widziałeś? - zapytałam szczęśliwa.

- Tak. Gratuluję. - pochwalił mnie Drake z lekkim uśmiechem na ustach.

- Nie udałoby Ci się bez mojej pomocy. - powiedział zimno Altair, patrząc w moje oczy. Na chwilę świat stanął w miejscu. Tę oczy. Nie potrafię myśleć ani oddychać, jak na nie patrzę. Są dla mnie najpiękniejsze na świecie. Mogę patrzeć na nie godzinami. Uwielbiam go. Z każdą sekundą spędzoną obok niego coraz bardziej. - Jeszcze raz. Sama. - podkreślił wyraźnie, i machnął różdżką, a na stole pojawiła się mysz.

- Anilerap. - rzuciłam cicho, i w ostatniej chwili uniosłam różdżkę w górę. Zniknęła. - I co teraz powiesz, co? - spytałam zadowolona, i spojrzałam na niego z uśmiechem na twarzy, i świecącymi oczami. Boże, sama się siebie wstydzę. - Zrobiłam to sama.

- Uczę Cię dlatego Ci się udało. Jestem świetnym nauczycielem, Vesp. - oznajmił dumny chłopak. - Nie musisz się mnie bać. Nie zrobię Ci krzywdy, Vesp. Wiesz to. - wyszeptał mi do ucha, kiedy schylił się nade mną. Po moim ciele przeszły dreszcze. Zacisnęłam zęby, aby nic nie powiedzieć. Przecież mogłam palnąć, że mi się podoba albo jakąś inną głupotę. Oddychaj!! - Pugmal, twoja kolej. - odparł głośniej, i skierował wzrok na białowłosego. Zauważyłam, że do Drake’a podchodził z mniejszą cierpliwością niż do mnie. Trochę mnie to zdziwiło. Czyżby zmienił o mnie zdanie? - A ty co się tak cieszysz? - warknął. Wrócił stary Altair! Nie mogę zaprzeczyć, że tęskniłam za tym.

- Mam dobry dzień. - mruknęłam, i uśmiechnęłam się na potwierdzenie mych słów.

- Skończy Ci się po kolacji. - zapewnił mnie, i wyszedł z klasy. Lekcja się skończyła. Dzisiaj bardzo podobała mi się ta godzina. Byłam dumna z faktu, że rzuciłam poprawienie nowo poznane zaklęcie. Teraz na kolejnej lekcji trzeba powtórzyć mój sukces. Udaliśmy się do klasy od zaklęć.

 

Klasa była na trzecim piętrze. Świetnie. Przecież ja uwielbiam wspinać się po schodach. Czujecie ten sarkazm, prawda? Po drodze mijaliśmy spory tłum uczniów, którzy tak jak my udawali się do swoich klas. Chciałabym wiedzieć ile dokładnie jest studentów w Mentha. Każdego dnia, i z każdą kolejną lekcją wydaję mi się, że jest ich coraz więcej. To niemożliwe, ale czyżby faktycznie było tak wiele uczniów w szkole? W mojej szkole nie było ich tak wiele. Może w czarodziejskim świecie jest ich więcej. Poza tym to jedyna szkoła czarodziejów w Wielkiej Brytanii. To zastanawiające czemu jest tylko jedna szkoła magii na każdy kraj. To dziwne. Czemu nie zrobią kilku? Przecież to dziwne. Tak jakby każdy kraj miał jedną szkołę na każdy kraj. To byłoby niemożliwe. Może czarodziejów jest mniej Weszliśmy do środka klasy, i usiedliśmy w ławce. Wyjęłam „Poznając magię, i zaklęcia, stopień 3” autorstwa Boris’a Boban’a.

 

Ściany klasy są pokryte mistycznymi wzorami, które przypominają starożytne zaklęcia. Podłoga jest wykonana z czarnej marmurowej posadzki, na której znajdują się nazwy różnych zaklęć. Na środku klasy znajduje się stół, wykonany z czerwonego drewna mahoniowego, na którym leżą magiczne przedmioty. Magia w klasie jest wszędzie obecna, a jej potęga jest widoczna na każdym kroku. Drzwi prowadzące do klasy są wykonane w kształcie łuku trufialnego, wykonanego z szmaragdowej kryształowej ściany z ornamentami, które przypominają liście dębu, wykonane z białego złota. Nad drzwiami znajduje się napis „Potęga magii płynie w każdym z nas”, a wykonany został z minerałów: ametystu, cytrynu, i szafiru. W klasie można spotkać wiele magicznych przedmiotów. Są to między innymi: pozłacane zwierzęta, takie jak smoki, jednorożce, hipogryfy lub feniksy, które służą jako dekoracje, ale również mają moc pomóc w walce z ciemnymi siłami, grzmotnice, które wykorzystywane są do wywoływania gromu i błyskawic, czy także tajemnicze globusy, których pojawienie się oznacza, że coś złego się wydarzy.

 

Do sali wszedł Septym Petiot. Lubiłam go. Jego lekcję były luźno prowadzone, co bardzo mi odpowiadało. Mogłam spokojnie porozmawiać z innymi. Jednak nie był to Drake ponieważ jemu bardzo zależało na ocenach. Wydaję mi się, że robi to bardziej dla ojca niż siebie. Nie może żyć tak, jak chcę, a tylko jak jego ojciec. Moim zdaniem to nie jest dobre rozwiązanie. Martwię się o niego. Słowa dziewczyn, że Teo jest mrokiem wzbudziły u mnie strach. Jeśli Drake też będzie nim, i sobie nie poradzi, co ja wtedy zrobię? Zależy mi na nim, i nie chcę aby robił coś czego nie chcę. Podobno on przyjmuję ludzi z czystej krwi, więc takich jak ja.

 

- Witajcie. - przywitał się, i uśmiechnął szeroko mężczyzna. - Dzisiaj poćwiczymy zaklęcia z poprzednich lat abyście byli dobrze przygotowani do egzaminów. Pamiętajcie, aby uczyć się wszystkiego na bieżąco. - poinformował profesor, i machnął różdżką. Przed każdym pojawiły się białe piórka. - Dzisiaj poćwiczycie takie zaklęcia. - odparł, a przed nami pojawił się pergamin. Było na nim z dwadzieścia zaklęć. - Możecie również ćwiczyć w dormitorium. Zachęcam was do regularnej nauki. Nie zdążycie później nadrobić całego materiału. Jest tego bardzo wiele. - zakończył. Dobra dziadek koniec gadania, i przechodzimy do działania. Chwyciłam za różdżkę.

- Glachi. - mruknęłam, i wykonałam ruch wahadłowy, i wskazałam na piórko, pełna nadziei. Uśmiechnęłam się z dumy. Udało mi się za pierwszym razem! Mogę być z siebie zadowolona. Dzisiaj idzie mi naprawdę dobrze. Jestem zaskoczona tym faktem. Pewnie zaraz coś pójdzie nie po mojej myśli. Spojrzałam na listę. Tabluc. Lekko wykrzywiłam wargi w uśmiechu. To było pierwsze zaklęcie jakie nauczył mnie Altair. Kilka razy mi nie wyszło, ale później radziłam sobie całkiem nieźle. Uniosłam głowę w poszukiwaniu czarnowłosego. Brąz, i szmaragd się spotkał. Patrzył na mnie przez cały czas. Jego wzrok mówił, że bardzo bawiła go ta sytuacja. Pewnie chcę sprawdzić ile już umiem ponieważ wszystkie pokazywał mi na naszych lekcjach. Zaraz na początku września. Odwróciłam głowę. Muszę się skupić. Wzięłam kilka wdechów by uspokoić się. Jednak myśl, że patrzy na mnie nie ułatwia mi tego. Jego wzrok mnie peszył. Powodował, że po moim ciele przechodziły przyjemne dreszcze. Myśl, że teraz patrzy tylko na mnie nie ułatwiła mi tego. Dobra Emma, weź się w garść! Pokaż, że potrafisz.

- Tabluc. - wyszeptałam cicho, i z różdżki wystrzeliło przezroczyste światło. Udało się. Idzie mi coraz lepiej. Spojrzałam na Drake’a. Radził sobie całkiem nieźle. W końcu to on. Na mojej ławce pojawiła się biała świeca. Spojrzałam na swoją listę. Zaklęcia zapalające, i kończące. To raczej nie będzie takie trudne.

- Aancan. - mruknęłam, i zapaliłam świece. Idzie mi naprawdę dobrze. Wiem, że reszta uczyła się tego na pierwszym roku, ale ja dopiero jestem tutaj miesiąc. Mam prawo tego nie wiedzieć oraz nie umieć. To normalne.

- Blucan. - wyszeptałam, i świeca zgasła, a później zniknęła. Kolejne na liście były zaklęcia otwierające i kończące.

- Abipad. - wyszeptałam, i kłódka zaczęła powoli się otwierać. To zaklęcie było proste, ale bardzo przydatne.

- Uraock. - wypowiedziałam cicho, i kłódka zamknęła się, aby później zniknąć. Teraz zajmę się tym zaklęciem, którego nienawidzę. Najchętniej nigdy bym z niego nie korzystała, ale wiem, że to przydatny czar, którego nie wypada nie znać. Westchnęłam. Zaklęcie unoszące. Mogę stwierdzić, że nie lubimy się. Pamiętam jak z Drake’em nie spaliśmy całą noc ponieważ próbował nauczyć mnie tego zaklęcia. Wtedy książka lekko się uniosła, ale tylko tyle. Nigdy nie udało mi się wykonać tego zaklęcia poprawnie.

- Survav. - powiedziałam cicho, i wykonałam odpowiedni ruch różdżką. Nic się nie stało. Gdyby piórko miało oczy, i umiało by mówić spytałoby czy robię sobie jakieś żarty. Tragedia. Jak mam niby zdać egzaminy? Muszę wziąć się do roboty.

- Źle to robisz, Vesp. - usłyszałam za sobą spokojny głos Altair’a. Ten głos potrafi mnie uspokoić. Jest jak lekarstwo na zły dzień. Uniosłam spojrzenie by móc spojrzeć na niego z bliska. Poczuć jego zapach. Kurwa to brzmi jakbym była walnięta. Naprawdę muszę się leczyć. - Patrz na różdżkę, skarbie. Chcę Ci coś pokazać. - mruknął. Szybko przeniosłam tam swój wzrok. Skarbie? O co mu chodzi? Rany boskie. Dzisiaj jest jakiś pojebany dzień. - Musisz to zrobić tak. - wyszeptał cicho, i złapał mnie za dłoń. Znów dreszcze. Matko, co się dzieje? Wykonał odpowiedni ruch ręką, i piórko uniosło się w górę. - Widzisz? To proste. Wiesz, jak to zrobić? - spytał delikatnie, i zabrał dłoń. Poczułam chłód w tamtym miejscu. Czemu ją zabrał? Niech zostanie tam jeszcze chwilę. Taką dłuższą chwilę, która trwa wieczność.

- Tak. - potwierdziłam szeptem. Bałam się swojego głosu, który mnie zawodził. - To niby proste, ale trudne. - powiedziałam po chwili milczenia.

- Spróbuj jeszcze raz. Sama. - powiedział cichym, i spokojnym głosem. Był taki seksowny, i pociągający. Czułam jak się czerwienie. Muszę zacząć nad tym panować. Pewnie pomyśli, że jest coś ze mną nie tak. Może tak jest, ale trzeba to ukryć. Musi myśleć o mnie, jak o miłej, nieśmiałej dziewczynie, a nie walniętej idiotce. Zależy mi na tym. Podniosłam różdżkę, i westchnęłam. Uda Ci się. Tylko się skup!Zanim mogłabym coś zrobić usłyszałam trzask oraz głośny huk. Uniosłam głowę. Jakiś uczeń fok rzucił zaklęcie, i podpalił książki swoje oraz swoich towarzyszy. Nagle koło mnie wystrzelił strumień wody, który zagasił ogień. Spojrzałam na Altair’a. Wyglądał na znudzonego. Podszedł do profesora, i wymienili kilka zdań. - Eza, zabierz Corga do szpitala. - zarządził Altair. Malen szybko pokiwał głową, i zabrał drugiego blondyna pod ramię.

- Corg Vingo. - zaczęła Larissa, która siedziała obok Drake’a. - Czysta krew, pomocnik w fouboa. Głupi idiota, i tyle… - wypowiedź dziewczyny została przerwana przez profesora.

- Na dzisiaj już kończymy. Powtórzcie w domu zaklęcia. - powiedział profesor, i pożegnał się z uczniami. Po klasie przeszły zadowolone mruknięcia. Również uśmiechnęłam się pod nosem.

 

Wyszliśmy z klasy, i zaczęliśmy kierować się na błonia zamku. Mieliśmy teraz przerwę, a potem zielarstwo. Usiedliśmy pod drzewem. Byliśmy oddaleni od reszty uczniów. To pozwala na spokojne rozmowy. Nie mam siły na krzyczenie, aby Drake mnie usłyszał. Na błoniach było bardzo głośno. Dzisiaj była bardzo ładna pogoda, i wiele osób postanowiły spędzić ten czas na zewnątrz. To zrozumiałe. Przez to panował tam hałas. Niezbyt mi się to podobało. Nie lubię odpoczywać w takich warunkach. Nie mogę odpocząć w takich warunkach. Jak, skoro każdy się drżę. Uczniowie biegali, grali w jakiś sport czarodziejów bądź głośno rozmawiali. Nawet nie mogę skupić się na swoich myślach. A mam o czym myśleć. Jednak teraz skupiłam się na patrzeniu na piękny park.

 

Drzewa magiczne miały wyjątkowe kształty, i kolory. Niektóre z nich przypominały plątaninę pni oraz gałęzi, wyrastających w różnych kierunkach, inne z kolei miały korony w formie ogromnych liści. Liście te miały niezwykłe wzory oraz kolory, a każde drzewo miało na nich wyryte swoje imię magicznymi literami. Kwiaty w parku kwitły cały rok, i miały przeróżne kolory: od pastelowych, po jaskrawe, czy neonowe. Były to rośliny o niespotykanych kształtach, i budowie. Niektóre z nich miały płatki okrągłe jak słońce, inne z kolei przypominały lśniące krople wody. W samym centrum parku stanęła Wierzba Proroków. Drzewo, które posiada zdolność przepowiadania przyszłości. Wokół niej rosły inne drzewa, nazywane Dębami Mądrości. Pod nimi uczniowie mogli odpocząć, i studiować magię, a te drzewa także posiadały niezwykłe właściwości wpływające na inteligencję oraz kreatywność. Na obrzeżach parku zobaczyć można niewielki staw z wodospadem. Woda w stawie miała magiczną moc, i potrafi pobudzać wyobraźnię oraz dodaje energii. Niedaleko wyjścia z parku mieści się Wieża Marzeń, jeden z piękniejszych obiektów w całym parku, z widokiem na całe miasto czarodziejów. Wieża ta używana jest do organizowania różnych uroczystości, spotkań z nauczycielami oraz uroczystych bankietów. Jedną z najpiękniejszych, i najbardziej magicznych atrakcji w parku jest fontanna, która jest naprawdę imponująca. Fontanna ta składa się z kilku poziomów, a na każdym znajdują się unikalne elementy, takie jak kaskady wody, rzeźbione figurki aniołków, skomplikowane wzory z kamieni, i krystalicznie czyste baseny wody. Zarówno w dzień, jak i w nocy, fontanna ta emanuje pięknem, i magicznym światłem, a woda tańczy w rytm muzyki, przyciągając uwagę wszystkich, którzy na nią patrzą. To idealne miejsce do relaksu, i kontemplacji, szczególnie wieczorem, gdy wróżki tańczą wesoło wokół niej.

 

Dziwi mnie zachowanie Altair’a. Przez cały wrzesień mnie olewa, i nagle jest taki milutki? Coś musi być na rzeczy. Może to Dalia? Powiedziała mi ostatnio, że ma dość takiego zachowania swojego brata, i zrobi coś z tym. Jak widać nie żartowała. To dobrze ponieważ miałam już dosyć jego zachowania. Kto dałby radę wytrzymać ciągle obrażanie oraz wyzywanie? Na całe szczęście Dalia jest moją przyjaciółką, i obroniła mnie.

 

Spojrzałam na uczniów, którzy siedzieli na trawię oddaleni od nas. Kilka osób miało wesołe uśmiechy na ustach, niektórzy czytali książki bądź uczyli się na sprawdzian. Podobnie było z Filon’em, który czytał jedną z książek o eliksirach. Był na tym samym roku co ja. To wybitnie uzdolniony chłopak o bardzo szerokiej wiedzy oraz umiejętnościach magicznych. Przyjrzałam mu się bliżej. Posiadał dłuższe, czarne włosy, małe piękne, jasne, niebieskie oczy. Filon jest wysoki, jak na swój wiek. Ma kwadratową twarz, i delikatne rysy twarzy. Nie wiem o nim zbyt wiele, ale na pierwszy rzut oka wydaję mi się, że jest nieśmiały. Jego wiedza czasami mnie peszy.

 

- To prawda, że Filon Viden wygrał ostatnio jakiś konkurs? - zapytałam, i przeniosłam wzrok na białowłosego, który tak jak ja przyglądał się uczniom. Czas na plotki! Szkoda, że nie ma tutaj Adele albo Lar. One mają wiedzę o uczniach, i chętnie się nią dzielą.

- Tak. - potwierdził chłopak. - Wygrał konkurs, który organizowała Rose w ostatni weekend.

- Wow. To wielki sukces, prawda?

- Raczej nie. - zaprzeczył od razu. - Nie było tam silnych konkurentów. Pleon oraz Sang odmówili, co mówi jasno co to był za konkurs. Miał tylko kilku kujonów fok. Nic wielkiego, Emmo. Dla niego to pestka.

- Dlaczego nie chcieli wziąć udziału w tym konkursie?

- Nie był jakoś specjalnie trudny. Krótki test na dwie godziny, a później zrobienie trzech eliksirów różnej trudności. - wyjaśnił, wzruszając ramionami. - Sang, gdy to usłyszał wybuchnął śmiechem. A Pleon uznał, że nie będzie marnował swojego czasu na konkurs pierwszaków. - wyjaśnił mi. - Rozumiem ich. To konkurs dla amatorów, a będąc szczerym z tobą, Emmo to wiesz że nie należą do takiej grupy.

- To nie jest trudne? - spytałam zaskoczona. - Test oraz trzy eliksiry?

- Nie, jeśli umie się eliksiry.

- Ty umiesz. - stwierdziłam. - Nie chciałeś wziąć udziału? Bałeś się, że przegrasz?

- Nie. - zaprzeczył chłopak, i przewrócił oczami. - Jestem Pugmal, i niczego się nie boję. Ten konkurs był tylko organizowany w szkole. Jego wyniki niczego nie zmienią. Gdyby to był międzyszkolny konkurs, wziąłbym udział. Nie będę marnował swojego czasu na takie konkursy.

- Jak myślisz Rose będzie pytać? - spytałam zainteresowana, i spojrzałam na Drake’a z nadzieją na negatywną odpowiedź. Chłopak zaczął szukać czegoś w swoim plecaku. Oby to było jedzenie. Zjadłabym coś, to jest przerwa więc trzeba coś zjeść na następne lekcję.

- Jeśli tak to rysi. - odparł tylko, i zaczął jeść. Ta odpowiedź była nawet pozytywna. Otworzyłam opakowanie, i spojrzałam na kartę. Drake podał mi paczkę słodkiej przekąski. W środku były kilka kostek czekolady, każda o innym smaku, a także magiczne karty kolekcjonerskie. Można było dostać znane postacie, miejsca, stworzenia ze świata magii, a także zniżki do sklepów, bilety na koncert bądź mecze.

- Wejściówka na koncert Dario Darko? Kto to jest? - spytałam zaskoczona, i spojrzałam na chłopaka chcąc poznać odpowiedź.

- Dario Darko to piosenkarz. Śpiewa najczęściej pop albo jazz. Jest dosyć popularny wśród muzyków w naszym kraju.

- Ma ciekawe piosenki?

- Ja niezbyt go lubię. Niektóre piosenki są ciekawe, a niektóre beznadziejne.

- Jakie znasz?

- Poczekaj. Zaraz zobaczysz. - stwierdził chłopak, i sięgnął do swojego plecaka. Przeszukiwał go chwilę. Wreszcie wyciągnął jakiś dziwny sprzęt. - To magiczny odtwarzacz/aplikacja do muzyki. Wpisujesz wokalistę bądź tytuł piosenki. - wyjaśnił mi, i tak zrobił. Odtwarzacz wyglądał jak mniejszy telefon. Działał też dosyć podobnie.

- [Verse 1)

I woke up to the sound of the rain,

Each drop whispers stories of lost refrain,

As shadows dance, they cover the dawn,

I search for solace but daylight feels gone.

But here in the stillness, my heart knows the tune.

[Chorus]

I'm overwhelmed, standing in the storms,

Waiting for all the lights to fade with me,

Yes, life keeps spinning, and I'm drowning in silence,

I need a spark to give me hope.

[Verse 2]

Every glance in the mirror reveals regret,

Pictures of memories we’d like to forget,

Yet I hear jazz notes playing soft and low,

In the distance, a melody that helps me grow.

So I cradle the silence, and sways with the night.

[Chorus]

I'm overwhelmed, standing in the storms,

Waiting for all the lights to fade with me,

Yes, life keeps spinning, and I'm drowning in silence,

I need a spark to give me hope.

[Outro]

Take me, hold me, just give me a sign,

In this melancholic dance, I'll make you mine.

- Świetna piosenka. - stwierdziłam z uśmiechem, kiedy piosenka się skończyła. - Czyli lubisz Darko, co?

- Może być. - mruknął, i wzruszył ramionami obojętnie.

- A ty co masz?

- 65 procent zniżki do sklepów Lucy Sang.

- Daj mi!

- Nie ma sprawy. Nie zbieram tych kart. - mruknął chłopak, i spojrzał na karty jakby były skażone, a każde jej dotknięcie groziło śmiercią. Przewróciłam oczami. Przyzwyczaiłam się już do jego dziwactw. Trzeba nauczyć się je ignorować, i zamieniać w coś pozytywnego. Takie rzeczy z nim to norma. Dzień bez wyzywania ludzi, czy uczniów to dla Drake’a dzień stracony. Schowałam karty do torby, i zaczęłam jeść czekoladki. Była całkiem dobra. Lubię czekoladę. Nawet bardzo. Z czekoladą życie bywa łatwiejsze. Pomaga w problemach. A mam ich dzisiaj zbyt wiele. Podniosłam głowę, i rozejrzałam się po błoniach zamku. Zauważyłam jeden z moich problemów. Pod jednym z drzew stał Altair oraz jego przyjaciele. Wszyscy palili papierosy, i pili ze szklanych butelek. Raczej piwo bezalkoholowe to nie było. Humor ewidentnie im dopisywał. Patrzyli na Arit’a, który żywo coś opowiadał, i gestykulował.

- ... wtedy machnął różdżką, i podpalił książki. Idioci obok niego krzyknęli, i szybko wstali jakby ten ogień miał ich zaraz spalić. - powiedział Arit, a reszta zaśmiała się z jego słów. Tylko Altair stał, i nic nie mówił. Tak jakby go zaczarowano. - Był to tylko mały płomień, który zaraz Zeus zgasił. - dodał Lotar, i wskazał głową na przyjaciela.

- Ja na twoim miejscu trochę bym ich potrzymał w tym strachu. - stwierdził Lars Hamil. Ten chłopak na pewno przyciągał uwagę swoim wyglądem. Miał wysoką posturę, i dobrze zbudowane ciało, co w połączeniu z kwadratową twarzą oraz ostrymi liniami sprawiało, że wyglądał zdecydowanie męsko, i pewnie. Charakterystyczny, krzywy nos dodawał mu dodatkowego uroku, i indywidualności. Jednak to oczy przyciągały najwięcej uwagi; duże, niebieskie oczy, które świeciły nieodpartym urokiem. Krótkie, czarne włosy idealnie pasowały do charakteru chłopaka. Wyglądał zdecydowanie, na osobę praktyczną oraz dbającą o siebie. Jego jasna karnacja, dobrze zarysowana szczęka, i wyraźne kości policzkowe sprawiały, że wyglądał na zdrowego oraz pełnego energii. Z pewnością wiele osób zwracało na niego uwagę, a jego uśmiech rozjaśniał twarze innych. Lars był zawodnikiem naszego domu oraz kapitanem drużyny. Był brutalnym zawodnikiem. Często faulował innych. Altair wypuścił dym papierosowy, i spojrzał na niego znudzony.

- Jestem prefektem naczelnym, Hamil. Nie mogę tego robić. - mruknął chłodno, i napił się z butelki. Nie widać było po nim, że dobrze się bawi. Jednak jako arystokrata potrafił to ukryć.

- Dlaczego tak właściwie zostałeś prefektem naczelnym domów? - spytał chłopak zainteresowany, i utkwił w nim swoje ciekawskie, niebieskie oczy.

- Dyrektor chciał wprowadzić jakieś zmiany. Szkoła istnieje tyle czasu, i chcę coś w niej zmienić. Szaleje trochę na stare lata. - zaczął. - W tym roku będzie ich jeszcze więcej. Niektóre ciekawe, a inne beznadziejne. Jednak zmiany są potrzebne. - dodał chłopak, i przewrócił oczami. Przerwałam połączenie. Jako wampir umiem takie rzeczy. Taka dodatkowa umiejętność. Szkoda, że nie potrafię wykorzystać tego podczas sprawdzianów.

- Kto tym razem? - spytał rozbawiony Drake.

- Altair.

- Co? Sang. Oszalałaś? Pewnie już się skapnął. Jest bystry. - stwierdził, i ostatnie zdanie wypowiedział bardzo cicho. - Wiesz, jak bardzo ryzykujesz?

- Nie przesadzaj. - stwierdziłam obojętnie, i machnęłam ręką. - Myślisz, że on nie wiem tego, że mogę robić takie rzeczy?

- Nie wiem tego, ale doskonale wiesz, że jest mądry więc pewnie się domyśli. Dlatego uważaj, Emma. Sang może to wykorzystać przeciwnko tobie. Bądź ktoś się dowie, i będzie problem.

- Chodź lepiej na zajęcia. - mruknęłam, i wstałam. Choć nie chciałam tego robić. Było tak ładnie dzisiaj. Wolałabym zostać dłużej na świeżym powietrzu.

 

Drake spojrzał na mnie, a później zmarszczył brwi zły, że go zbyłam. Wstał, otrzepał szatę, i ruszyliśmy do cieplarni. Przynajmniej obyło się bez komentarzy. Po drodze minęli nas Deos. Wzrok mój, i jego spotkał się na kilka sekund. Potem prychnął pod nosem, i odszedł szybkim krokiem. Nie wiem o co mu chodzi? Czemu nie może podejść, i ze mną porozmawiać? Jeszcze kilka minut temu potrafił to zrobić. Jak mam niby zrozumieć tego chłopaka? Zachowuje się totalnie niezrozumiale. Raz jest miły, a później traktuje mnie, jak swojego wroga. I tak w kółko.

 

Weszliśmy do środka klasy. Usiadłam z Dra na końcu klasy. Zauważyłam, jak Deos siada na samym środku. Dalia usiadła obok swojego brata, i zaczęła pogawędkę z John’em o nowej książce. Dziewczyna lubi się uczyć, ale jej przychodzi to z łatwością. Była świetną uczennicą, i czasami korzystałam z jej pomocy. Dalia zresztą zawsze ją oferowała. To świetna przyjaciółka. Zawsze mogłam liczyć na jej wsparcie w lekcjach bądź w każdym innym temacie. Dalia miała jedną wspaniałą cechę. Nie oceniała, a starała się zrozumieć. To uwielbiałam w niej. Mogłam zwierzyć się, i nie czuć się oceniana przez nią.

 

W pomieszczeniu znajdowała się już Holly Lehtonen. Uśmiechnęłam się do blondynki, i przywitałam się z kobietą. Lubiłam ją ponieważ jej lekcję zawsze były ciekawe oraz jeszcze ani razu nie nudziło mi się na nich. Była jedną z najlepszych nauczycielek w szkole.

 

W klasie zielarstwa znajduje się wiele różnych ziół w doniczkach, na półkach, i w szufladach. W klasie jest dużo miejsca na przechowywanie książek oraz notatek, które uczniowie używają do nauki. W klasie znajdują się również narzędzia, takie jak noże, tarki czy młynki, które uczniowie mogą używać do rozdrabniania, i mieszania ziół podczas przygotowywania mikstur leczniczych. Na ścianach klasowe wiszą plakaty z różnymi ziołami, i ich właściwościami leczniczymi, aby uczniowie mogli się do nich odnosić podczas nauki. Klasa zielarstwa jest jasna oraz przestronna, z dużymi oknami, przez które wpada naturalne światło. W klasie panuje przyjazna, i spokojna atmosfera, która sprzyja skupieniu oraz pomaga zwiększyć koncentracje w nauce. Wszystkie materiały potrzebne do nauki są łatwo dostępne, i zorganizowane w taki sposób, aby uczniowie mogli je łatwo znaleźć oraz wykorzystać podczas przygotowywania ziół leczniczych.

 

- Witajcie uczniowie. - rzekła wesołym tonem profesor. - Na dzisiejszej lekcji porozmawiamy o Belfuch. - zakomunikowała kobieta. - Ktoś mógłby coś o niej powiedzieć? Pani Sang. Świetnie, prosimy.

- Roślina osiąga 50 cali wysokości. Kwiat tej rośliny jest w kolorze jasnego szarego, liście mają fukusjowy kolor oraz są zakończone kolcami, które są bardzo niebezpieczne. Pędy są lekkie oraz niezwykle delikatne, silniejszy dotyk może je zniszczyć. - wyjaśniła Dalia z lekkim uśmiechem.

- Doskonale. - pochwaliła ją profesor. - Kiedy kwitnie?

- Kwitnie przez cały rok. Potrzebuje szklanej donicy oraz bardzo dużej ilości wody. Należy obficie podlewać ją codziennie. - odpowiedziała Dalia. - Jednak najbardziej lubi słoneczne klimaty. Dlatego najlepiej trzymać ją w słońcu albo przy zapalonej lampce.

- Jakie mają zastosowania?

- Bardzo wiele. - mruknęła. - Są składnikiem eliksirów. Czterodniowe liście można wykorzystać jako napar na przeziębienie, owoc jest natomiast trujący. W środku zawiera bardzo wiele małych nasion, które zabijają. Wyleczyć to może tylko łodyga tej rośliny.

- Znakomicie, Dalia. Plus dziesięć punktów dla domu srok. - powiedziała Holly. Wszyscy z naszego domu zaklaskali zadowoleni. Ja również. Spojrzałam na dziewczynę z uśmiechem, co odwzajemniła. - Roślina jest bardzo piękna, ale i niebezpieczna. Ktoś wie dlaczego?

- Podczas całkowitego zaćmienia słońca roślina wytwarza trujący sok. Jest on niezwykle groźny dla człowieka. - zaczął spokojnym głosem Ariel. - Po wypiciu nawet kropli soku, dochodzi do powolnego obumiera narządów wewnętrznych. Umiera się po pół roku, niesamowitego bólu.

- Człowiek przechodzi przez okropny ból, kiedy spróbuje choćby kropli soku. - przejął wyjaśnianie Altair. - Przez cały czas czuję się zimno na całym ciele oraz stopniową gorączkę, co kilka godzin. Działa to jak kołowrotek. Raz wysoka gorączka, a później niesamowite zimno. Po około tygodniu następuje omdlenie. Po miesiącu występują wymioty krwią, biegunka oraz krwawienie z uszu. Podobne dolegliwości występują przez kolejne miesiące. Po dwóch miesiącach obumiera nerka, a następnie kolejne organy po kolei. - wyjaśnił Altair. Jego głos był tak zimny, że poczułam chłód na swoim ciele. Powiedział to bez żadnych emocji w głosie, jakby mówił o czymś bardzo nieistotnym.

- Dokładnie tak, panie Sang oraz panie Vister. - potwierdziła profesor. - Kolejne piętnaście punktów dla srok. - oznajmiła kobieta, i w klasie ponownie rozbrzmiały brawa oraz gratulacje od uczniów naszego domu. - Belfuch to bardzo ruchliwa roślina, która lubi uciekać. Dlatego musicie ją złapać, i zasadzić. Do roboty.

- Świetnie. Będę biegał, jak idiota za jakąś roślinką. - mruknął Drake, i przewrócił oczami. Zaśmialiśmy się cicho. Nie myślałam, że będę biegać za rośliną, ale kiedyś trzeba zacząć wariować.

- Łapcie je za łodygi. - doradziła nam nauczycielka. Machnęła różdżką, i z szklanych doniczek wyleciały piękne rośliny. Zaczęły biegać, jak oszalałe po całej cieplarni. Patrzyłam na to tak samo zdziwiona, jak reszta uczniów w pomieszczeniu.

- Ał! Co za skur.. Roślinka! - krzyknął Lotar, i złapał się za bolący palec. Parsknąłam śmiechem pod nosem.

- Zapomniałam dodać, że one gryzą, jednak nic wam po tym nie będzie. - dodała profesor.

- Nie dość, że biegają to jeszcze gryzą? Zajebiście. I co jeszcze? Plują? - spytał Drake wściekle, i przewrócił oczami zdegustowany.

- Nie przesadzaj. - wymamrotała Adele, i zaczęła swoją gonitwę za rośliną. Jednak nie wychodziło jej to za dobrze.

- Jesteśmy w drużynie szkolnej, więc pokażmy kto jest lepszy. - oznajmił Edwin, i on również zaczął biegać po całej klasie. Jemu wychodziło to trochę lepiej niż innym uczniom. Widać, że często trenował oraz był wysportowany.

- Chodź. - wyszeptałam do chłopaka, i zaczęłam biec za rośliną. Mi szło tak, jak Adele czyli nie szło w ogóle. - Czemu ona musi być taka szybka?

- Żebyś nie mogła jej złapać. - oznajmił Altair, kiedy stanął obok mnie.

- Ty swoją złapałeś. Jak? - zapytałam wściekła oraz zainteresowana. Czemu jemu zawsze musi się coś udawać, a mi nigdy?

- Jestem czarodziejem, który myśli, Vesp oraz potrafi z tego korzystać. - poinformował chłopak, i odszedł do swoich przyjaciół.

- Glachi. - rzuciłam, kiedy wyciągnęłam różdżkę, i roślina znalazła się w mojej wyciągniętej dłoni. Uśmiechnęłam się zadowolona, i usiadłam na krześle. Spojrzałam w stronę Deos. Altair z ironicznym uśmieszkiem klaskał, przestał jednak kiedy dostał cios w ramię od swoje siostry. Zaśmiałam się cicho, i spojrzałam z wdzięcznością na Dalie. - Załapałeś. Brawo. - pogratulowałam chłopakowi, jak usiadł obok mnie.

- Paskudne rośliny. - syknął Drake, i zaczął naprawiać swoją szatę, która cała była poszarpana.

- Nie przejmuj się tym, że inni o tobie gadają. - szepnęła do mnie Adele, gdy tylko usiadła obok mnie. - Oni nie mają co robić, i wygadują jakieś brednie. O Deos pełno jest takich plotek, a jakoś się tym nie przejmują.

- To znaczy? - spytałam zaciekawiona, i odwróciłam głowę w jej stronę. Zaciekawiła mnie.

- O Johnie pełno jest plotek, że choruje na jakąś nieuleczalną chorobę ponieważ czasami jest blady oraz miał różne blizny bądź unika innych ludzi. Ma też różne zmiany nastroju. - zaczęła. - Czasami znika w różnych okolicznościach, i pojawia się w szkole wyczerpany oraz słaby. Zdarza się, że opuszcza lekcję. - szeptała z coraz większym podnieceniem Lar. Widać było, że to uwielbia. - To dziwne, ale on zawsze mówi, że źle się czuję albo jest wyczerpany magicznie ponieważ ciężko pracuje. Niektórzy mówili nawet raz, że bierze udział w nielegalnych walkach.

- To prawda. John często znika. - potwierdziłam po chwili zastanowienia. - Jednak Altair, czy też inni uczniowie również czasem znikają. Było kilka razy tak, że znikali z lekcji ponieważ mieli jakieś obowiązki związane z rodziną. - odparłam, przypominając sobie takie sytuacje. Nawet Drake raz bądź dwa ominął lekcję. Jeśli jesteś czystej krwi to masz jakieś zobowiązania wobec rodu. - To raczej normalne, że źle się czujesz. Każdy z nas może źle się czuć.

- Wiem, jednak ludzie opowiadają różne historię, które sami zmyślają, aby być przez chwilę w centrum uwagi. - wtrąciła Adele . - Mówią, że nie ma dziewczyny ponieważ boi się wyznać prawdy, że jest chory. Niektórzy wymyślili nawet teorię, że ma jakąś chorobę nieuleczalną mundan. Jest jakimś samotnikiem, który wieczorami morduje ludzi albo krzywdzi ich w inny sposób.

- Czego już ludzie nie wymyślą. - rzekłam zdegustowana, i przewróciłam oczami. - Co mówią o innych? Podobne rzeczy?

- O Lotarze to, że jest jakimś szaleńcem, tak jak reszta jego rodziny. Chodzą różne plotki na temat jego rodu. Podobno niektóre z nich oni sami wymyślili.

- Co takiego mówią?

- Jedna z jego krewnych wierzyła, że zakochała się w niej jej różdżka...

- Różdżka?! - krzyknęłam trochę za głośno. - Przepraszam. - rzuciłam w stronę profesor, która skinęła głową. - Różdżka? Co? - powtórzyłam ciszej, zaskoczonym głosem. - Jak niby?

- Szaleni. - mruknęła Lar. - Sam Lotar podgrzewa to wszystko. Według mnie jego wszystko to bawi. Sam lubi wymyślać takie plotki o sobie oraz swoim rodzie. Lotar to ktoś kto nie myśli o tym, co mówią inni.

- W jaki sposób?

- On raz przyszedł na lekcję w ubraniu więziennym, a Altair ubrał się tak, jak ludzie ze szpitala psychiatrycznego. - mruknęła Adele. - Dostali szlaban, a ludzie plotkowali tygodniami o tym. To był temat numer jeden. Oni zrobili to, aby odwrócić uwagę od tego, że jego wujek uciekł z więzienia.

- Czytałam o tym. Podobno później próbowali tego inni, ale nie udało im się...

- Później uciekli inni wyznawcy księcia. Było ich z dwudziestu. Ministerstwo szuka ich do dnia dzisiejszego, ale niczego nie mają.

- Podejrzewają, że ktoś musiał mu pomagać. - wtrącił się Edwin. - To bardzo prawdopodobne. W więzieniu jest wiele osób, które podlegają Księciu Mroku albo komuś innemu. Teraz mogą chcieć dołączyć do jego syna.

- On był...

- Nie wiem. - odparła Lar. - Czy był czy jest, ale musiał mieć kogoś, kto mu pomógł. Nie zaplanowałby tego wszystkiego na własną rękę. Są tam strażnicy, ludzie z Ministerstwa oraz pełno tam zaklęć ochronnych, i to byłoby ciężkie wyjść tak po prostu z celi.

- Ludzie nie dawali mu pewnie spokoju w szkole, prawda?

- Lotar cierpiał, ale razem z chłopakami odwracał to w żart. Jednak prawda jest taka, że czarodzieje mówili o tym bez przerwy. - potwierdziła Adele. - Nie przejmowali się tym, że on jest młody, i ich słowa mogą go zaboleć. Lotar był zżyty z wujkiem, i to wszystko musiało go boleć. - odpowiedziała dziewczyna.

- A o innych?

- O Arielu mówią, że żartuje dlatego, aby ludzie nie mówili, że oszalał. Widział śmierć swojego dziadka, jak był małym dzieckiem. Byli ze sobą bardzo blisko. Dziadek był dla niego ważny ponieważ jego rodzice wiele pracują, i on zastępował ich.

- Biedny. - wyszeptałam cicho, i odwróciłam głowę do Ariel'a. Rozmawiał wesoło z Dalią.

- To prawda, ale on niewiele o tym mówi. - mruknęła dziewczyna. - Praktycznie wcale. Odciął się od tego tematu.

- Jednak najwięcej mówili o nim rok temu. Podobno miał romans z hiszpańską księżniczką, Aleta Ortiz. - zaczęła Lar. - Ariel bardzo często bywa w Hiszpanii, i na jednym z przyjęć dla czarodziejów poznał ją. Byli widziani kilka razy, ale nigdy nie potwierdzono ich związku. To tylko spekulację, jednak sama widziałam ich na rozmowie na przyjęciu bożonarodzeniowym. Wyglądali, jakby dobrze czuli się ze sobą.

- O Altairze mówi się najwięcej. Jego historia jest nieznana, dlatego ludzie wiele sobie dopowiadają...

- Jak widzę wszyscy już mają roślinę. - stwierdziła profesor. - Teraz włożycie je do szklanej donicy, zasypcie solidnie ziemią, i wlejcie dużą ilość wody. Dużą. - poinformowała kobieta. Westchnęłam zła. Chciałam dokończyć rozmowę z dziewczynami, ale może będzie kiedyś jeszcze okazja. Włożyłam roślinkę do donicy, a później postąpiłam tak jak poradziła profesor. - Możecie się już zbierać. Dziękuję wam za dzisiaj.

- Do widzenia. - odpowiedziała klasa, i skierowaliśmy się na kolejne zajęcia.

 

Teraz czas na eliksiry. Spakowałam swoje rzeczy, i udałam się z resztą do klasy. Mijałam bardzo wiele uczniów. To co mnie zdziwiło najbardziej to to, że nie było tu nauczycieli. Nie wiem, czy nie mieli dyżurów, ale było to dziwne. Co by się stało, gdyby ktoś zaczął się pojedynkować, ale po prostu bić? Albo chociażby dusić? Kto miałby zareagować? Inni uczniowie? Prefekci? Bardzo to jest dziwne, ale może to magia jakoś chroni uczniów? Tu jest jej pełno. Jednak temat jest interesujący. Muszę spytać kogoś o to. Jeżeli to spotka mnie, to chciałbym wiedzieć, czy jestem jakoś chroniona.

 

Pod salą czekali już rysie. Będzie ciekawie. Spojrzałam na Nicole. Rozmawiała z Bain. Altair podszedł do nich. Moja zazdrość osiągnęła nowy poziom. Zaraz rozwalę ją wzrokiem. Wdech oraz wydech. Właśnie tak. Jesteś pieprzonym motylkiem, który frywa wokół tego, i nie przejmuję się tym. Motylek. Niezbyt mi to wychodziło. Jestem zazdrosna, i nie panuję nad tym. Czy da się nad tym zapanować? Nie. Zazdrości to bardzo zła cecha. Nie lubię jej u siebie.

 

- Hej. - przywitał się chłopak, i oparł o ścianę, patrząc na Nicole.

- O! Altair! - krzyknęła szczęśliwa, i rzuciła mu się na szyję. Zacisnęłam pięści. Odpierdol się od niego. Chłopak lekko ją odsunął. Bardzo dobrze! Od razu mój humor poprawił się. Tak powinien postępować. Brawo!! - Nie było Cię na śniadaniu rano. - zauważyła, i spojrzała na niego dociekliwie. - Czy coś się stało, Altair? - spytała zmartwiona. Cieszy mnie, że zadała to pytanie ponieważ również się o niego martwię. Nie chcę, aby chodził głodny. Żałuje, że brakuje mi odwagi, aby zapytać go o to. Jednak teraz Rimet wyręczyła mnie.

- Nie, nic się nie stało, Nicole. Zjadłem u siebie. - odparł obojętnie, i wzruszył ramionami. No, ciekawe. Nie wydaję mi się to być prawdą. - Zrobiliście na dzisiaj referat z eliksirów? - spytał chłopak, i spojrzał na Sophie.

- Oczywiście. - odpowiedziała, jakby urażona Bain. Kujon! Drake mówi, że jej nie lubi, a świetnie by się dogadali w tym temacie. Obydwoje lubią się uczyć. To dopiero jest pojebana cecha. Uwielbiać się uczyć? Psychiatra potrzebny od zaraz!

- Dzisiaj znów nam coś zada. - mruknęła Nicole zła. Zgadzam się z nią. Też jestem zła z tego powodu. Zero czasu dla siebie. To więzienie czy szkoła? Chyba oba. - Kiedy ja mam mieć czas na odpoczynek, czy zakupy?

- W tym roku są przecież... - ktoś siłą wyrzucił mnie z głowy Nicole. Co jest? Nigdy mi się to nie zdarzyło.

- Mówiłem, że tak będzie. - odparł białowłosy z zarozumiałym uśmieszkiem na ustach. Przewróciłam na niego oczami. - Emma, ostrzegałem Cię jakke to niebezpieczne. Sang już to wie, i twój plan się nie uda. - powiedział, jakby nagle zyskał jakąś niesamowitą wiedzę o świecie. Jego tak oświeca z kilka razy dziennie. Jednak jeśli to Altair wieczorem będę mieć problem.

- Vesp. - usłyszałam. Pomyłka. Teraz będę mieć problem.

- Tak? - spytałam niewinnie, i odwróciłam się do niego. Stanęłam twarzą w twarz z Altair’em Sang’iem. Trochę przesadziłam. Nawet w szpilkach jestem niższa. Pieprzę mój wzrost krasnala! Spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem. Takim jak zawsze. Jego głos też był zimny, jak lód. Nawet Drake takiego nie ma, a zapewne by chciał. Dobrze, że przynajmniej byliśmy oddaleni od reszty.

- Możesz mi powiedzieć co to jest? - spytał zimno, i przeniósł wzrok na moje buty.

- Oczywiście, że mogę, prefekcie. To są szpilki, panie prefekcie. - odpowiedziałam z uśmiechem.

- Czy wiesz, że takie obuwie jest zakazane? - spytał gniewnie, i uniósł wyzywająco brew do góry.

- Nie. - zaprzeczyłam krótko. Zakazują nawet takie rzeczy? Koszmar!

- Zeus, odpuść. - zaczął John, gdy podszedł bliżej nas. Może uda nam się porozmawiać. Dzisiaj nie miałam ku temu okazji. - Jest z naszego domu. To sroka. - powiedział cicho. Tak, aby nie usłyszeli tego rysie. - Możesz to jej wybaczyć dzisiaj...

- Nie wtrącaj się, John. To nie jest twoja sprawa, Atena. - warknął do niego, i podszedł bliżej mnie. Szlag. - Szlaban. Jutro o 16. Nie spóźnij się lepiej, Vesp. - powiedział chłodno, i odszedł. Pstryknął palcami zmieniając moje szpilki na sportowe buty. Zacisnęłam zęby, żeby nie narobić sobie większych problemów. Nie chcę żeby coś się między nami zniszczyło. Nawet nie wiem co jest między nami. Jednak nie chcę go denerwować. Zwłaszcza, że mam z nim lekcje, szlaban oraz muszę zdobyć wejście na imprezę. Jak? To teraz wręcz niewykonalne.

- Jak on mógł? - zapytałam wściekła, i odwróciłam się do reszty. - Przecież to tylko buty. Co mu przeszkadzają?

- Już raz Cię upominał. - przypomniała mi Adele. Skinęłam głową. To było gdzieś na początku września, też chyba przed eliksirami. Chłopak wkurzył się o to, podobnie jak dziś. Zawsze się musi czepiać. - Nie chcę, abyś dostała ujemne punkty. Tu chodzi też o inne sroki.

- Dobra, ale mnie to denerwuje. - odparłam szeptem. Profesor otworzył drzwi, wpuszczając nas do środka. Teraz go polubiłam. Nie chciałam o tym wszystkim myśleć. To tylko sprawia mi ból. Wydaję mi się, że lubię karać siebie samą. Altair nie spuszczał ze mnie wzroku. Spięłam się pod jego wzrokiem. Przecież nie mam już szpilek!

- Mieliście przygotować referat o olejkach magicznych na dzisiaj. - rzekł na wstępie swoim zimnym głosem Matej Peta. Był on zastępca Rose, wtedy kiedy jej nie było w szkole to on był naszym nauczycielem eliksirów. Był on bardzo wrogim profesorem. Uczniów traktował, jak zło konieczne. Bałam się go, i wiedziałam, że nie przesadzam. Machnął różdżką, i wszystkie pracę wylądowały na jego biurku. - Na początku krótkie pytania. - warknął zirytowany, i po sali przeszły głosy niezadowolenia ze mną na czele. - Cisza. - warknął profesor zimno, a wszyscy zamilkli. Matej rozejrzał się po klasie. W swojej głowie modliłam się, żeby mnie nie wybrał. Nie można mieć, aż takiego pecha w jednym dniu. Błagam, nie ja!! - Albu oraz Bain. Zapraszam. - stwierdził po chwili zastanowienia. Uśmiechnęłam się delikatnie do siebie. Uratowana! Oby tak było dalej. Dziewczyna wstała z takim uśmiechem jakby dostała Nobla. Idiotka. Jak można się cieszyć z takich rzeczy? W ciągu tego miesiąca nie polubiłam jej. Była taka przemądrzała. Zawsze zależało jej na jak najlepszych stopniach. Jak zauważyłam ubierała się w przypadkowe rzeczy. Nie zwraca uwagi na wygląd tylko na książki. To dziwne oraz niepokojące. Była jedną z najlepszych uczennic w szkole. - Na co pomaga eliksir Pellis?

- Pomaga na świąd, łuszczycę, pękanie skóry, i jej krwawienie. - odpowiedział Albu z pewnością w głosie.

- Jaki on ma kolor?

- Beżowy.

- Zapach?

- Pachnie różami.

- Na jakie ludzkie chorby pomaga?

- Brodawki wirusowe, kiłe oraz krwotoczna wysypka skórna.

- Skąd drzewo różane?

- Peru. - powiedziała dziewczyna, zanim Albu mógłby otworzyć usta.

- To nie było pytanie do Ciebie, panno Bain. Minus dwadzieścia punktów. - warknął Matej, a rysie jęknęli zgodnie. Sroki zaśmiały się cicho z ich cierpienia. Też mnie to ucieszyło.

- Przepr...

- Brzoza karłowata, skąd pochodzi, Bain?

- Rumunia.

- Zastosowania, Albu?

- Działa moczopędnie, przeciwreumatycznie. Odtruwa układ krwionośny.

- Właściwości kozierdka?

- Na choroby górnych dróg oddechowych, zapalenia stawów, czyraki, obrzęków, stłuczeń, i siniaków.

- Siadać. Dzisiaj zrobicie ten eliksir. Ruszać się. Czas do końca lekcji. - poinformował nas, i udał się na swoje miejsce. Na tablicy był numer strony. Otworzyłam książkę, i spojrzałam na recepturę eliksiru.

1. Wlej do rubinowego kotła dwie szklanki wody z rzeki Jadro.

2. Wrzuć do kociołka posiekaną korę drzewa różanego.

3. Zamieszaj eliksir siedem razy w lewo.

4. Posiekaj trzydzieści pięć kozieradka pospolitego.

5. Zamieszaj eliksir dwa razy w prawy, a później osiem zgodnie z wskazówkami zegara.

6. Wrzuć do garnka stalowego dziewięć kwiatów fiołka trójbarwnego i zalej go kubkiem olejku różanego. Gotuj napar przez piętnaście minut. Rzuć zaklęcie „sana cute”. Powoli wlej napar do kociołka.

7. Postaw kociołek na ogniu.

8. Pokrój wątrobę zmiennobarwmego i upiecz ją w 180 stopniach przez pięć minut. Dorzuć wszystko do kociołka.

9. Zamieszaj eliksir w lewo, a później zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

10. Eliksir powinien mieć barwę fioletową.

11. Wrzuć do kotła trzy zęby trójoka.

12. Sproszkuj kamień szafiru i gotuj eliksir na wolnym ogniu. Gotuj przez dziewięć minut i zdejmij z ognia.

13. Posiekaj kwiat tygodnika i wrzuć go, gdy eliksir przestygnie.

14. Dorzuć osiem liści brzozy.

 

Po dwóch godzinach wyszliśmy z podziemi zamku, i skierowaliśmy się do jadalni na obiad. Byłam bardzo zmęczona. Boli mnie głowa. Od kilku dni tak się czuje. Może to jakaś choroba? Jeśli sytuacja będzie się powtarzać pójdę do pielęgniarki. Usiadłam przy stole obok Drake'a, i nałożyłam na talerz trochę makaronu z warzywami. Nie miałam nawet sił na jedzenie.

 

- Stało się coś? - spytał białowłosy, jak siedzieliśmy w naszym salonie.

- Nie ,Drake. - odparłam cicho, i poczułam silny ból głowy. Krzyknęłam. - Kurwa!!

- Emma?! Widzę, że coś się... - reszty nie usłyszałam bo zapadłam się w ciemność.

 

------------------

 

~~Drake.

 

Biegłem jak oszalały po korytarzach szkoły. Uczniowie patrzyli na mnie dziwnie. Nie każdego widuję się przecież biegnącego Pugmal’a. Pugmal’owie nigdy nie biegają jak jacyś mundan. Chodzą dostojnie, i pewnie jak przystało na ród czystej krwi. Teraz jednak musiałem się poświęcić. Są rzeczy ważne, i ważniejsze. Emma jest dla mnie najważniejsza. Zrozumiałem to kilka tygodni temu. Wszystko między nami potoczyło się w zawrotym tempie. Zaufałem jej po niespełna miesiącu znajomość. To szalone, i niepodobne do mnie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem oraz nie czułem. To zupełnie nowe uczcie. Nieznane, ale prawdziwe. Liczy się dla mnie bardziej niż ja. Stawiam ją na pierwszym miejscu. Zawsze kochałem tylko siebie, ale teraz w moim sercu jest też miejsce dla niej. Bardzo mnie to cieszy ponieważ wiem, że jest wyjątkowa oraz niesamowicie dobra. To niesamowite ile jest w niej dobroci. Trochę nie pasuję to do sroki, ale czas na łamanie reguł uważam za otwarty.

 

Emma zemdlała, i wiedziałem, że jedyną osobą, która jej pomoże to mój wróg. Sang. Już na samą myśl czuję ogromną wściekłość. Cato zadawałby niepotrzebne pytania. Dodatkowo może z tym pójści do dyrektora oraz zabierze ją do pielęgniarki. Dowiedzą się o tym w Ministerstwie, a tego raczej chcemy uniknąć. Nikt nie może dowiedzieć się kim ona jest. Poza tym pokłóciłem się trochę z profesorem. Chciałem do niego pójść, i wyjaśnić sytuację, ale moja duma nie pozwała na taki ruch. Zatrzymałem się przed portretem Lepus’a Sang’a.

 

Miał on czarne włosy oraz seledynowe oczy. Był dziadkiem Altair’a. Są nawet do siebie podobni. Obaj mają małe nosy, umięśnione ramiona, wysokie kości policzkowe. Lepus miał na sobie zieloną szatę. Był twórcą zaklęć oraz eliksirów. Niesamowitym mistrzem w swojej dziedzinie. Większość z nich to czarno magiczne czary. Dlatego są zakazane, i nieznane, jednak były bardzo przydatne w czasie wojny. Lepus stworzył kilka eliksirów ochronnych oraz leczniczych bądź zaklęć właśnie by bronić się w wojnie, a także atakujących. Był bohaterem wojennym. Jego książka o czarnej magii kosztuje 30 mondev. Drogo się liczy ten dziadek. Był również podróżnikiem, i autorem wielu książek o magii. Bardzo chciałbym móc przeczytać jego księgi. Jednak matka mówi, że jestem na nie za młody. To nie jest prawda. Kiedyś wybiorę się po tą książkę, i ją kupię. Nie wiem tylko dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej. Zależy mi ma matce, i staram się jej słuchać. Robi wszystko dla mojego dobra. Pugmal nie jesteś dzisiaj sobą.

 

- Hasło? - spytał zirytowany. Nawet głosy mieli podobne. To jednak prawda, że Sang'owie są bardzo do siebie podobni.

- Przebiegły we wszystkim co robi, czyni oraz mówi. - odpowiedziałem, i Lepus otworzył przejście. Przeszedłem przez niewielki korytarz, i otworzyłem kolejne drzwi, które prowadziły do salonu.

- Co Cię do mnie sprowadza, Pugmal? - zapytał czarnowłosy nie przerywając pisania wypracowania. Zauważyłem na jego stole w połowie pustą szklankę whisky oraz nie zjedzony obiad. Gdyby Emma to widziała byłaby zła oraz zmartwiona. Jej słabość do niego jest śmieszna. Totalnie idiotyczna.

- Emma! - krzyknąłem roztrzęsiony. Podniósł brwi nie rozumiejąc o czym mówię. Sam bym siebie nie zrozumiał. - Emma zemdlała nagle ...- zacząłem, ale Sang wstał z krzesła zanim zdążyłem dokończyć swoje zdanie. Dotarliśmy w bardzo szybkim tempie do naszego pokoju. Nawet nie wiedziałem, że tak można. Widać dlaczego jest tak dobrze zbudowany. Wypowiedział hasło, i weszliśmy do środka. Emma leżała pod fotelem nieprzytomna. Czarnowłosy podszedł do niej, i chwycił za jej głowę, a później przeniósł palce na jej skronie. Zamknął oczy.

- Pugmal, przytrzymaj jej głowę. - rozkazał. Moja duma już tak była na dnie, więc co mi tam. Właśnie teraz skończył się pewien etap Drake’a Pugmal’a. Szybko zrobiłem to co powiedział. Chłopak zaczął rzucać jakieś zaklęcie. Unosił różdżkę w górę, i w dół. Na końcu narysował małe koło. Czerwone promienie uderzały w pierś Emmy za każdym razem. - Zaraz powinna się wybudzić. - poinformował mnie. Skinąłem głową patrząc z niepokojem na dziewczynę. Boję się o nią. Mimo iż znamy się niecały miesiąc jest moją najlepszą przyjaciółką. Ufam jej bardziej niż innym sroką. To szalone tempo jakie sobie narzuciliśmy. Jednak w całości mi odpowiada. Ta dziewczyna jest niesamowita pod każdym względem. Chcę poznawać ją bardziej z każdym kolejnym dniem. Mam nadzieję, że Emma myśli podobnie. Po kilku sekundach dziewczyna zaczęła się budzić. Odetchnąłem z ulgą. Nie stracę jej. Jeszcze nie.

- Emma! - krzyknąłem, i mocno ją przytuliłem. Tak bardzo się cieszę. Jednak muszę wziąć się w garść. Jestem Pugmal'em!

- Dra? - spytała zachrypniętym głosem. - Co się stało? - zapytała, i spojrzała na mnie przestraszonymi oczami. Otworzyłem usta żeby coś powiedzieć, ale przerwał mi zimny głos za nami. Typowe.

- Ktoś próbował zaatakować twoją głowę, Vesp. - odparł spokojnie, jakby opisywał pogodę na zewnątrz.

- Ktoś? - spytałem i wstałem. - Czemu niby ktoś miałby to robić? - zapytałem i podszedłem do niego z wyzwaniem w oczach. Chłopak nic sobie z tego nie robił, i dalej bawił się swoim zegarkiem wykonanym z szmaragdu.

- Może dlatego, że Vesp jest wampirem. - odparł ze spokojem w głosie.

- Ty wiesz? - spytałem cicho.

- Tak, wiem. - potwierdził i podszedł do niej. Przyłożył jej dłoń do czoła. - Masz gorączkę, Vesp. Twój organizm jest osłabiony. - stwierdził i cofnął dłoń, wracając na swoje miejsce koło kominka.

- Umiesz jej pomóc? - spytałem z nadzieją.

- Tak. - potwierdził i ponownie zaczął obracać w dłoni zegarek.

- Pomożesz? - wyszeptałem cicho. Jakby prosząco. Och, Pugmal niżej upaść nie mogłeś!

- Tak. - potwierdził. - Gdybym nie mógł Ariel zna też to zaklęcie, ale nie rzuci go z taką mocą jak ja. - poinformował. Czemu on zawsze musi się przechwalać? - Dostałaś w ostatnim czasie jakieś prezenty, przedmioty? - spytał. Przeniósłem na nią wzrok. Spuściła głowę zawstydzona. Emma!

- Tak.

- Co to było?! - warknąłem zły. Jak można być tak nieodpowiedzialnym? Ta dziewczyna swoim zachowaniem wpędzi mnie do grób lub zawału. Świat nie może stracić kogoś tak pięknego, jak ja. To by była tragedia dla wszystkich. Ludzie wpadli by w rozpacz. Takich rzeczy nie można robić.

- Kota oraz kilka listów. - wyszeptała. Sang machnął różdżką, i wszystkie wspomniane przedmioty pojawiły się na stoliku.

- Coś jeszcze? - spytał powoli. Zaprzeczyła ruchem głowy. Chociaż tyle.

- Trzeba sprawdzić czy nie ma w tych przedmiotach czarnej magii. - stwierdziłem, gdy stanąłem blisko bruneta.

- Bystry z ciebie gość, Pugmal. - zadrwił chłopak, i zaczął sprawdzać rzeczy. Trzeba mu przyznać, że zna się na rzeczy. Nie powiem, że trochę mu zazdroszczę. Też chciałby znać takie zaklęcia. Cała otoczka jaka towarzyszyła sprawdzaniu przedmiotów była niesamowita. Tak jakby magia zagościła w tym pokoju. Wydawało mi się, że mogłem dotknąć przezroczystych liń jakie otaczały przyniesione rzeczy. Czysta magia. Coś pięknego. Dla takich chwil uczę się magii. - Nic nie ma. Są niegroźne. - stwierdził po kilkunastu minutach. Odetchnąłem z ulgą. Chociaż jedna dobra wiadomość. - Powinnaś odpocząć. - mruknął Sang, i odwrócił się do Emmy. - Podam Ci kilka eliksirów, które poprawią twoje samopoczucie. Zalecam również sen. Odzyskasz siły, i to naturalny sposób na odzyskiwanie energii magicznej. Musisz teraz odpoczywać. - powiedział zimno. Miał rację. Zawsze lepiej dobrze się wyspać niż zażywać eliksiry. Dziewczyna chciała wstać, ale przerwał jej wściekły Sang. - Oszalałaś? Jesteś osłabiona. W każdej chwili możesz ponownie zemdleć, i coś sobie zrobić. Nie powinnaś chodzić. - warknął z jadem w głosie.

- Zaniosę Cię do pokoju. - powiedziałem, i nim zdążyłem zrobić kroku przerwał mi Sang.

- Ja to zrobię. - odparł chłodno, a ja spojrzałem na niego zszokowany. Co on kombinuję? - Poradzę sobie z tym, Pugmal. Vesp jest mała i szczupła. Podam jej eliksiry. - powiedział zimno, i podszedł do Emmy. Wziął ją w ramiona, jak pannę młodą. Dziewczyna położyła mu dłoń na ramionach. Była zawstydzona, i to bardzo. Coś tu nie gra. Czemu tak reaguję? Przecież to tylko San... A! O kurwa! Ma przejebane. Ja też. Czemu nie powiedziała wcześniej? Może jeszcze sama nie jest pewna? Jednak jako postronny obserwator swoje widzę, i wiem. Kurwa. Ten rok będzie odjebany w kosmos. I to bardzo.

 

-------------

 

Emma;

 

Drake poinformował mnie dzisiaj, że będę zwiedzać zamek. Cieszyło mnie to. To mój drugi dzień tutaj, więc muszę trochę poznać Mentha. Dowiedziałam się, że będzie tam również Dalia. Cieszy mnie to. Wreszcie będzie możliwość na dłuższą rozmowę. Mój humor trochę się poprawił.

 

- Gotowa? - spytała z uśmiechem Dalia, gdy tylko dziewczyna zeszła na dół.

- Tak, tak. - potwierdziła z trochę większą pewnością.

- Chodźmy, najpierw pokaże Ci, gdzie ćwiczą wojownicy.

- Właśnie. Kim oni są? - spytała zainteresowana szatynka. ~Słyszałam o nich kilka razy, jednak nawet nie zdałam pytania. Teraz przyszła pora.~

- To tacy jakby mundan żołnierze, ale w magicznym wydaniu. - zaczęła brunetka. - Potrafią walczyć na broń, różnego rodzaju, jednak posiadają mniejsze umiejętności magiczne.

- Pojedynki? To w czym walczył Altair wczoraj?

- Nie, Altair walczył w pojedynku na magię, a oni walczą na miecze, pięści, a także inne bronie mundan bądź czarodziejskie. - wyjaśniła Dalia, a Emma skinęła głową. - Mieszkają oni w osobnym miejscu niż reszta uczniów by mieć bliżej do swojej bazy treningowej.

- To tu trenują?

- Tak.

- Wow. - wyszeptała tylko oniemiała Emma. Baza treningowa wojowników mieściła się na tyłach zamku, zaraz obok lasu niezbadanych drzew. Sama baza była wielkości trzech boisk piłkarskich. Na samym środku płynęło jezioro, a nad nim zbudowano most, na którym trenowali uczniowie. Mógł on pomieścić z kilkaset wojowników, zapewniając im miejsce do treningu oraz przestrzeń. Po lewej stronie ustawione były tarcze, gdzie ćwiczono swoją celność. Miały one różne kształty bądź magicznie latały na różnych wysokościach, i szybkości. Natomiast po prawej znajdował się budynek dla uczniów, gdzie wypoczywali, obok kolejny dla trenerów, a kolejny budynek treningowy, gdzie była siłownia, basen, i inne miejsca potrzebne do treningów, a w ostatnim znajdowały się samochody bądź inne pojazdy oraz wszelkiego rodzaju broń bądź sprzęt potrzebny do treningów. Wszystkie budynki były chronione zaklęciami.

- Chcesz zobaczyć...

- Co to? - zapytała zdziwiona Emma, słysząc głośny dźwięk.

- To wezwania na odprawę. Wydarzyło się coś ważnego. - wyjaśniła. - Chodźmy to sprawdzić. To musi być coś pilnego. - powiedziała Dalia, i szybko udały się do trzeciej bazy, i pokoju odpraw. W środku było już siedem wojowników oraz trenerzy. Emma spięła się cała. Nie wiedziała, czy mogą tutaj być, czy lepiej byłoby zostać tam gdzie były.

- Witajcie. Dostaliśmy wezwanie, że w wiosce, a dokładniej w lesie wydarzyło się coś niepokojącego. Nie dostałem więcej informacji. - zaczął główny trener wojowników. - Sześć jednostek uda się na miejsce. Bierzcie sprzęt, do roboty!! Tempo!!!

- Co...

- Co tu robicie? - spytał Altair, podchodząc do dziewczyn. Chłopak wyglądał na zdenerwowanego.

- Pokazuje Emmie zamek. Zaczęłam od wojowników.

- Niezbyt dobry pomysł. - mruknął chłopak. - Zabierz koleżankę...

- Altair, niech jedzie. - powiedział trener. - Każda pomoc jest przydatna. Dziewczyna musi znać zagrożenie. Jest nowa, i musi być świadoma.

- Dobrze. - zgodził się chłopak. - Dalia?

- Ja zostanę, muszę i tak uzupełnić szpitalną apteczkę. Obiecałem im to. - odpowiedziała brunetka. - Idź, nic się nie stanie. Będziesz bezpieczna.

- Dobrze. Do później?

- Tak, pokaże Ci Mentha, jak wrócisz. - obiecała Dalia z uśmiechem, przytulając dziewczynę. - Idźcie, szybko.

- Chodź. - mruknął Altair do dziewczyny. - Załóż to.

- Co to? - zapytała, spoglądając na czarną kamizelkę.

- Zapewni Ci ochronę. - mruknął tylko, samemu wkładając taką samą. - Dostosowuje się ona do każdego z osobna. Nie ściągaj jej. Wchodź.

- Rozumiem. - powiedziała dziewczyna, wchodząc do samochodu. Chłopak usiadł na przeciwko niej. Emma zauważyła jeszcze kierowcę oraz kobietę obok niego. - Co tutaj robiłeś? Nie jesteś wojownikiem?

- Nie, jednak czasami pomagam im w takich sytuacjach bądź trenuje z nimi. - wyjaśnił chłopak, rozglądając się po okolicy. - Jestem prefektem, więc to jest jedno z moich obowiązków. Czarodzieje oraz wojownicy często współpracują razem. Tak jesteśmy silniejsi.

- Czemu nie chciałeś bym jechała?

- Jesteś tu drugi dzień. To niebezpieczne dla Ciebie oraz dla nas. Nie wiem, co tam się stało. - odparł, rzucając krótkie spojrzenie na dziewczynę. - Jednak masz teraz okazję zobaczyć, że świat magii jest niebezpieczny. To nie tylko piękny świat, jaki widziałaś wczoraj.

- Widziałam o tym już. - wyszeptała cicho, patrząc daleko w dal. - Gdzie jedziemy?

- Niedaleko szkoły znajduję się miasteczko mundan. Mieszkają tam głównie ludzie. - zaczął chłopak. - To tam wezwał nas jeden z czarodziejów. Nie powiedział zbyt wiele ponieważ nie wiedział nic.

- Uczniowie odwiedzają to miasteczko?

- Niezbyt. Zbudowano je by czarodzieje mogli więcej zarobić. Niektórzy uczniowie nie chcą odwiedzać miejsca, gdzie żyją mundan. - poinformował ją brunet. - Jesteś pewna, że chcesz tam jechać? Może to być nieciekawy widok.

- Dam radę. - wyszeptała cicho dziewczyna, a między dwójką uczniów nastała cisza. Emma wpatrywała się w mijający, piękny krajobraz, a chłopak spoglądał w mapę. - Pinus jest blisko tego miasteczka?

- Pinus jest w przeciwnym kierunku. - odparł, pokazując jej mapę. - Po wschodniej stronie mieści się Solaro, miasto mundan, i tam właśnie zmierzamy. Na środku mieści się Mentha, a po zachodzie Pinus, miasto czarodziejów. - wskazywał na mapę. - Uczniowie mogą odwiedzać oba tę miasta, odbywają się również wyjścia do nich, co kilka tygodni. Niedaleko Pinus mieści się również Dolina Rowhro, to wieś gdzie mieszkają czarodzieje. Dla uczniów jest to miejsce rozrywki, gdzie mogą odpocząć po zajęciach.

- Często dzieją się takie sytuacje, jak teraz?

- Od ataków Lorda, coraz częściej. Jednak daleko od terenów szkoły.

- To może być on?

- Czarodziej, który nas wezwał nie wspomniał nic o tym. Nie sądzę by to była jego sprawka. - mruknął brunet. - Lord lubi atakować miasta bądź mniejsze miasteczka, a teraz zaatakowano w lesie. To nie może być jego atak...

- Jesteśmy niedaleko. - poinformowała ich kobieta, wychodząc z samochodu. Altair wyszedł jako pierwszy, pomagając Emmie wyjść. - Pełne skupienie! Nie wiem, co tam będzie. - powiedziała kobieta, wyciągając miecz.

- Chodź, trzymaj się blisko. - wymruczał brunet do dziewczyny, która skinęła głową. Dziewczynie przeszedł dreszcz strachu. Nie spodziewała się tak dużego strachu, jednak nie żałowała. Była częścią świata czarodziejów, więc powinna znać każdy jego fragment. - Uważaj, patrz pod nogi. - upomniał ją, gdy omal nie przewróciła się.

- Wiem... Co to jest? - spytała, wskazując dłonią na zamarznięte miejsce. - To chyba dziwne...

- Nebra, uwaga!! - wykrzyknął ktoś z przodu, a po chwili wystrzelił potężny pocisk wody. Altair pociągnął dziewczynę na ziemię, zasłaniając ją.

- Infdra. - rzucił Altair, powodując, że z nieba spadły potężne ogniste błyskawice, niszcząc wszystko na swojej drodze, jednak stwór pozostał niewzruszony, atakując kolejną potężna falą wody. - Ogniste strzały, teraz!! - krzyknął Altair, a wojownicy wystrzelili z łuków. - Fouer. - wypowiedział Altair, podpalając strzały. - Masz, rzucaj daleko.

- Co to? - zapytała Emma, spoglądając na worek z małymi kulkami.

- To kula ognia. Rzucaj je w nebra. - wyjaśnił szybko brunet. - Tam, teraz. - powiedział, wskazując na niebieskiego stwora. Emma wzięła zamach rzucając małą kulką, która wybuchła, tworząc głośny dźwięk, i silny ogień. - Jeszcze raz, dwie.

- Starzały!! - wykrzyknęła kobieta, i po raz kolejny płonące strzały ugodziły w stwora. - Ogień!! Z całych sił.

- Ifrvie. - rzucił Altair, tworząc potężny wir z ognia, który skierował w stronę stwora, który został otoczony z dwóch stron.

- Enaego. - rzucił jeden z mężczyzn, tworząc ścianę ognia wokół potwora.

- Chowajcie się!!! - krzyknęła kobieta z ich samochód, a za sekundę fala wody zmieniła ją w posąg lodu. Altair utrzymywał zaklęcie, jednocześnie chroniąc dziewczynę przed uderzeniem. Nebra otoczony zaczął atakować na oślep, jednak tylko niektóre strzały były celne.

- Uważaj! - krzyknęła Emma, popychając chłopaka w prawo, pocisk lodu przemknął obok, uderzając w drzewo. - Al...

- Chowaj się. Vesp!! - krzyknął chłopak, chowając się za drzewo. - Ifrvie. - powiedział Altair, ponownie tworząc wir ognia. Emma była oddalona od chłopaka, chowając się za drzewem. Co chwilę widziała pociski wodne, latające niedaleko niej. Jej serce biło coraz szybszym rytmem. Nie była pewna, czy wyjdzie z tego cała. Emma pierwszy raz była w takiej sytuacji. Czuła, że mogła zginąć w każdym momencie. - Infdra. Ifrvie. - rzucił Altair, wzmacniając swoje zaklęcia.

- Ogień!!

- Strzały!! - krzyczeli wojownicy, atakując raz po raz stwora, który nie był im dłużny. - Strzały!!!

- Enaego. - rzucił Altair, otaczając stwora tarczą ognia. - Enaego. - wzmocnił swój czar Altair.

- Kurwa! - krzyknęła Emma, gdy płomień lodu, uderzył w jej rękę. - Ja pierdole. - wyszeptała, łapiąc się za zamrożoną rękę.

- Vesp!! Vesp!! - krzyknął chłopak. - Wytrzymaj. Wytrzymaj.

- Boli, kurwa jak boli. - wyszeptała dziewczyna, a pierwsze łzy, popłynęły z jej oczu. Emma leżała pod drzewem, zasłaniając swoją rękę ciałem. - Aaa!!

- Vesp!! Ve...

- Trzymaj pozycję!!! - wydarł się trener, gdy chłopak zrobił krok w jej stronę. - Atak z całych sił.

- Enaego!!!! Ifrvie!!! - wykrzyknął chłopak z całych sił. Z każdej strony ogień mieszał się z wodą. Coraz więcej czarodziejów padało na ziemię, jednak nikt nie chciał opuścić pola walki bez wygranej. Nebra z sekundy na sekundę robił się coraz słabszy. Czarodzieje rzucali wszystkie zaklęcia ognia, jakie tylko znali, zdając jak najwięcej ciosów. Wydawało się, że stwór nie chcę się poddać, jednak pod siłą oraz ilością ciosów, padł na ziemię.

- Dobić go!!! ATA...

- Vesp. - mruknął Altair, szybko zjawiając się obok dziewczyny. - Muszę stopić...

- Nie...

- Inaczej umrzesz, Vesp. - powiedział, chwytając jej rękę. - Będzie bolało. Bardzo...

- Alt... AAAA!! - wykrzyknęła Emma, kiedy poczuła płomień, który wypalał jej rękę. Chłopak utrzymywał zaklęcie, aż lód stopił się od jego zaklęcia. - Nie, nie noga... NIE!!!!

- Już, jedźmy do szpitala. - powiedział, kończąc zaklęcie. Altair podniósł Emmę z ziemii, i zaniósł do samochodu. - Spokojnie, będzie dobrze. Nic się nie stanie. Vesp, słyszysz? - zapytał, kiedy dziewczyna zaczęła płakać. Altair kucnął obok niej, przytulając do siebie. Dziewczyna wtuliła się w jego bezpieczne ciało, wylewając łzy na jego ramię.

 

*******

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania