Rozdział I

Budzi mnie blady blask księżyca przemykający zza ciemnych i gęstych chmur, który spowija moje ciężkie powieki. Mrugając ospale dostrzegam jego potęgę, która przygniata mnie jak ciężki głaz.

W oddali słyszę pohukiwania nocnego stworzenia jakim jest sowa. Szum lasu koi me uszy, niczym piękna melodia. Chłód wiatru przenika w głąb mojej białej koszuli nocnej, wywołując ciarki na calym moim ciele. Wstaje do pozycji siedzącej, rozglądając się dookoła. Widzę tylko, że znajduje się na polanie, pośród trawy i polnych kwiatów, które mnie sobą okalają. Czuje ich delikatny zapach, oprószony ranną rosą. Tylko tyle mogę dostrzec pośród tej całkowitej ciemnicy. Cóż ja tu robie? - Pytam samą siebie nie znając rzecz jasna odpowiedzi. Czy to sen? Podnoszę się na moje bose stopy. Czuje zimno trawy. Idę przed siebie szukając drogi wyjścia spośród porośniętych, wysokich drzew. Z daleka wydają się być ciemnymi postaciami, chcącymi mnie pożreć doszczętnie.

Boje się.

Czuje jak małe włoski na karku, zaczynaja się stroszyć. W końcu udaje mi się wydostać z zarośli, na ścieżkę prowadząca do mojego domu. Kroczę wolno po twardej ziemi, pocierając dłońmi o ramiona, by się ocieplić. Pod stopami czuje jak malutkie kamyki wbijają się w moja delikatną skórę, powodując przeszywający ból i okaleczenie.

Gwiazdy na ciemnym niebie, migoczą, jak gdyby malutkie diamenciki pomiędzy koronami bujnych drzew. Słyszę trzask gałęzi rozchodzący się z oddali. Odwracam głowę, jednakże mój wzrok niczego nie dostrzega. Serce zaczyna mi przyspieszać, ze strachu, który mnie właśnie przepełnił. Oddech staje się być płytszy. Czyżby mnie ktoś śledził? - znowu zadaje sobie pytanie.

Nie - mówię sama do siebie - przecież to tylko

sen. A czymże jest sen, jak tylko ludzką wyobraźnią? Mającą bezgraniczność. To nie dzieje się na

prawdę. - zapewniam się w myślach - Nie może.

Jednak zaczynam szybciej mknąć przez ten mroczny i pełen niewiadomych las. Zapach wilgoci lasu wnika w moje nozdrza. Ostra, wystająca

gałąź rozrywa skrawek mojej koszuli. Moje nogi same, coraz szybciej stawiają kroki, obawiając się tego co może mnie dopaść wśród ciemności w jakiej na moje nieszczęście się znalazłam. Biegnę przed siebie ileż tchu mam i siły, by wydostać się z tej okropnej niedoli. Z tego okropnego snu, który zaskarbił moj umysł i pochłonął w całości.

Jednakże im bliżej jestem swojego domu, tym czuje jak moje nogi robią się z każdym stąpnięciem miękkie, niczym puch z płatków kwiatów.

Ciało robi się lekkie, jakby unosiło się w powietrzu niczym gęsta mgła.

Co się ze mną dzieje? Czy moj koniec zbliża się tak szybko? Czyż nie jest mi dane, nacieszyć się jeszcze mą młodością? Życiem?

Boje się. Panicznie się boje. Jednakże próbuje się uspokoić. Uśpić w sobie ten lęk i strach, który mną zawładnął. To sen - przypominam sobie. Nic mi się nie stanie. To tylko sen. Nie mi się nie stanie. - powtarzam w kółko w myślach. A co, jeśli to nie sen? Mój wzrok zaczyna widzieć rzeczy, które są niedorzeczne. Tworzy rozmaite kształty wyłaniające się z pobliskich krzewów.

Czuje się jak stłamszona przez ogromne i ciężkie

łańcuchy nie mogąc uciec. Moje ciało robi się coraz lżejsze. Czuje to. Czuje to, až zanadto. Jak gdyby to działo się na prawdę. I nagle przed mymi oczami zapada ciemność. Powieki opadają, jakby przyciśnięte ciężkim brzemieniem. Nogi uginają się wreszcie, a moje włosy rozsypują się po

wilgotnej ziemi. Ciało zastyga.

***

Zrywam się z łóżka w trwodze, zroszona zimnym potem. Mymi niemrawymi oczami wpatruje się wprost na uchylony balkon, z którego powiewa chłodne powietrze kolysząc delikatnie firanami, tym samym mnie rozbudzając. Swiatło dnia otula różany ogród, ukazując ostatnie chwile ich czystego piękna. Spoglądam na swe wątłe dłonie i obracam je, licząc każdy palec w zamyśle czy nadal śnię. Nie śnie. - a przynajmniej tak mi się wydaje. Wróciłam do żywych - jakże się cieszę.

Przeokropny koszmar, który mnie trawił w nocy dobiegł końca. To był tylko sen - uśmiecham się do siebie. Wtem postanawiam stanąć na nogi i jedną ręką chwytam za miękką kołdrę i odsłaniam się spod jej ciężaru. Nie, to niemożliwe- mówię na głos, kiedy spoglądam na swoją rozdartą koszule nocną. Do moich nozdrzy wkrada się ziemisty zapach. Wzrokiem przesuwam na swe bose stopy, które skąpane są w jakże ciemnej i lepkiej mazi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania