,,ojca dogonił kombajn'' - tu nie obeszło się bez parsknięcia
Twoje poczucie humoru jest rozbrajające. Tym samym opowieść Bernarda nabrała dodatkowego smaczku :) Biedny Barry,tyle szedł, by teraz musiał wracać, ale skoro ma to uratować świat przed zagładą, to gra warta jest świeczki. Świetna robota, 5 zostawione, pozdrawiam :)
"Pamiętam, że był dwudziesty trzeci maja i niech mnie kutas opluje, jeśli to pierwsza dwudziestka trójka w moim żywocie." - 23!
"Podjechało wojskowym Hammerem, koloru piachu." - koloru piachu <3 No przecudne określenia. Wciągam na listę ulubionych, niestandardowych określeń. :> Okropny kiedyś napisał - dźwięk jakby ktoś szczał na blachę. :D
Kot Pan Kwadrat xD Jeszcze lepsze niż pies o imieniu Pies :D
"Też zapierdalał po minach, ale przynajmniej był na tyle lekki, że nie wybuchał." xDDD
"Poruszają się przy tym sztywno, jakby byli na grillu u generała." - to też warte skopiowania
Mroczna wersja Pinokia też do mnie przemawia :D
"Możesz udawać, że jest ci smutno, jesteś nieszczęśliwy i chcesz się zabić. Możesz łazić bez celu i mamrotać, jakie to życie jest niesprawiedliwe i bezcelowe. Ewentualnie utopić się we wspomnianym tutaj wcześniej spirytusie. Jeżeli jednak ktoś grozi ci śmiercią, szybko zaczynasz dostrzegać te dobre strony.
Ja je, kurwa, dostrzegłem momentalnie." :D
"- On jest światłem, które nie może zabłysnąć – Tak mówi blondas. – Jest księgą, która nigdy nie powinna być przeczytana. Heretykiem, skalpem grzechu, ostatnią zadrą." - no kurde no, nie mogła się oprzeć:)
"Wtedy zrozumiałem, że jest już w zasadzie po rozmowie i modliłem się tylko o to, by był śmiertelny." - chyba zaraz przekopiuje całość, będzie prościej:D
"Mógłbym tam siedzieć do zstąpienia samego Chrystusa, co patrząc na bieżące wydarzenia, nie było takie wcale niedorzeczne." - ekhm, to też musiałam, wspaniale mieszasz w jego opowieści, to co dzieje się wokół z daną sceną/sytuacją, doprawiając ironią i poczuciem humoru, ach!
"On chwilę czeka, by się upewnić, że żadna wątpliwa mądrość nie przestąpi progu moich ust i wznawia." :>
"Wyglądali jak właśni dziadkowie z walk sprzed stu lat." - myślę, że "własni" ale kto to wie
" Najbliższy może zbliżył się na sto metrów, kiedy jego tylna część głowy wyszła na spacer. Tak, Barry. Nikt nie dobiegł bliżej. Penetrujące pociski robią bałagan większy niż ślepa gosposia." :D
"Teraz się uśmiechnąłem. Niewdzięcznie, zgryźliwie i szczerze." :D
" Chcesz, by wszyscy przejmowali się tobą i twoim losem, jakbyś był jedynym płonącym zwierzęciem w całym lesie. Ale nie jesteś. Cały las już się pali." - po drodze tam jeszcze coś bylo, ale już lecę po wazniejszych, a to porównanie przednie
"- W tej historii byłbyś najwyżej Golumem. Już widzę, jak pedałujesz za uciekającą butelczyną, wykrzykując: Skarb. Mój skarb." xDDD
"Bóg chyba bardzo chce, bym w niego wierzył, bo zrobił pierwszy przyjazny krok od czasu, kiedy ukończyłem siedem lat. Wtedy, gdy się dowiedziałem, że ojca dogonił kombajn i już nigdy nie będzie ganiał matki z kanistrem."- nie no to jest Twoje ma najlepsza część, w sensie nie ten fragment, tylko cała ta część. Przezacna!
Wracam znowu, przynajmniej na chwilę, bo nie wiem, jak będzie u mnie z internetem w najbliższych dniach, ale skoro jeszcze mogę, to warto zajrzeć, tym bardziej że dawno mnie tu nie było. Część przyjemnie mi się czytało, w dodatku było tyle ciekawych i zabawnych wyrażeń, i krótszych, i dłuższych, że nie dało się nie uśmiechnąć mimo przecież poważnej sytuacji. Jeszcze teraz, jak widzę powyżej fragment komentarza Rithy, która te fragmenty wypisywała, od razu pojawiają mi się absurdalne czasami obrazy w głowie, jak z tym porównaniem do Golluma (którego właściwie pisze się przez dwa ,,l", a niżej o tym nie wspomniałam...). No ale nie przeciągam na razie, to może później uda mi się jeszcze do następnej części zajrzeć :)
,,Świat nie rozumiał jeszcze, że musi zginąć (przecinek) albo rozumiał i nie umiał się z tym pogodzić” ― tu przecinek przez to wtrącone zdanie podrzędne;
,,Po pierwszym szoku i strachu przyszedł okres ufności i wielkiej wiary. Taki pozytywizm u kresu dziejów” ― ,,pozytywizm” jest to nazwa epoki albo nurtu filozoficznego i tu nie chodzi raczej o żadną z tych definicji. W każdym razie z pozytywnością ma to niewiele wspólnego;
,,Podjechało wojskowym Hammerem, koloru piachu” ― bez przecinka;
,,Więc przejeżdżam, jak najszybciej przez pokój i z kosza na parasolki biorę obrzyna” ― bez przecinka, bo nie ma tu dla niego uzasadnienia. ,,Jak” nie wprowadza zdania podrzędnego;
,,- Jest u ciebie, Barry Moosey? – tak się pyta” ― bez przecinka, bo tu imię i nazwisko bohatera nie występuje jako apostrofa, nie jest zwrotem do Barry’ego;
,,Przepraszam cię (przecinek) kolego, ale wtedy zupełnie nie zrozumiałem, o kogo chodzi” ― przecinek przed bezpośrednim zwrotem;
,,On jest światłem, które nie może zabłysnąć – Tak mówi blondas” ― jeśli narrację piszesz z wielkiej litery, to po wypowiedzi musi być kropka;
,,Nie zwiedziesz mnie chęcią współpracy, spisku-urwisku – Tak mi powiada” ― jak wyżej;
,,Jesteś niczym fałszywy poplecznik Cezara, co lewą dłonią klepie po plecach, gdy prawa za ostrze już chwyta” ― tu błędu nie ma, ale skopiowałam, bo… hm… efekt wypowiedzi mężczyzny wyszedł trochę... zabawny? Niby i tak jakby trochę poetyckie ciągoty miał, jak wyszukiwał co raz to nowe określenia na Barry’ego, ale później, gdy tu groził, moją uwagę zwróciła inwersja. To przerzucenie czasownika na koniec zdania swoje robi. No chyba że efekt był zamierzony.
,,Nie ignoruj swego wroga, bo zerżnie cię środek dupy” ― tu chyba brakuje ,,w”...;
,,- Pamiętasz tego małego, żółtawego sukinsyna, otoczonego, niczym królik, przez stado wilków?” ― w znaczeniu przenośnym ,,otoczony niczym królik przez stado wilków” pisze się bez przecinka, a wtrącenie ,,niczym królik” sugeruje bardziej na dosłowność otoczenia przez wilki;
,,na pewno jestem lepszym rozmówcą, niż ten jego kwadratowy kocurek” ― bez przecinka, bo ,,niż” nie wprowadza zdania podrzędnego;
,,On chwilę czeka, by się upewnić, że żadna wątpliwa mądrość nie przestąpi progu moich ust (przecinek) i wznawia” ― to długie zdanie od pierwszego do tego dodanego przeze mnie przecinka jest jednym wtrąconym zdaniem podrzędnym;
,,Wyglądali jak własni dziadkowie z walk sprzed stu lat” ― no cóż, Ritha trochę niepewnie zasugerowała Ci zmianę w tym zdaniu, a ja powiem, że słownik języka polskiego byłby za poprzednią wersją, dlatego jednak ,,właśni”;
,,Ci, którzy lecieli na Niemca z bagnetem (w) dłoni”;
,,- Więc, co było dalej? U ciebie, a nie u Czu?” ― ten przecinek po ,,więc” jest zbędny;
,,Piekielnie durnie” ― ,,piekielne”;
,,Czuje się jak Święty Jerzy przed samym sparingiem ze smokiem” ― ,,czuję”;
,,Mam ci dokończyć tę historię, czy nie?” ― przecinek zbędny, bo ,,czy” występuje raz i nie wprowadza zdania podrzędnego;
,,Czwarty kula w łeb. Z beretty, którą miałem w szufladzie” ― podejrzewam, że miało być ,,czwarta”;
,,Teraz nie jestem w ogóle pewny (przecinek) czy to byli ludzie” ― no a tu już ,,czy” wprowadza zdanie podrzędne;
,,zza wentylacyjnej klatki wyciągnąłem kilka granatów, typu M67” ― zbędny przecinek;
,,Jak małe zębate małże, otwierające i zamykające się na przemian” ― ten przecinek też zbędny;
,,Potem wybrzęczał coś a’la, „eeee”, przekrzywiając przy tym mordę” ― tu ,,eeee” nie jest przytoczeniem i nie rozumiem, dlaczego miałoby być wtrącone, więc byłabym za usunięciem przecinków przed i po;
,,Przecież gdybym dał im tylko cień szansy, to ja bym teraz kwiczał, jak zarzynany” ― bez przecinka przed ,,jak”, bo to frazeologizm;
,,Podjechałem jeszcze dwa metry, tak, że wychylając się z wózka, mógłbym go dotknąć” ― tym ,,tak” to przecinek wystarczy jeden, przed albo po, ale który wybierzesz, to już zależy od Ciebie;
,,Blondas
Dwóch w drzwiach
Jeden od beretty.
Dwóch od granatów
Jeden ponownie od beretty.
Wychodzi siedem.” ― w co drugiej formie zdaniowej jest kropka na końcu, a w co drugiej nie…;
,,Dlaczego nazywacie go, Czu” ― bez przecinka, bo tu nie ma bezpośredniego zwrotu do adresata wypowiedzi;
,,Dlaczego nie, Mi-Penk albo, Kij-Wong?” ― tu żaden z tych dwóch przecinków nie jest potrzebny;
,,- Aaaa - Rozpromienia się. – Wzięło się od jąkającego Eddiego” ― kropka po pierwszej wypowiedzi, skoro dalej narracja jest z wielkiej litery.
Zostawiam 5, mimo że było tym razem co wypisywać, w końcu treść najważniejsza.
Ritha, z Twojej wypowiedzi i tak wynikało, że pewna nie byłaś, ale błąd sam w sobie nie jest bardzo ,,straszny", to znaczy, łatwo go popełnić, bo gdyby odmienić przymiotnik ,,własny", ,,s" na ,,ś" zamienia się tylko w pierwszej i trzeciej osobie liczby mnogiej, w pozostałych jest ,,s".
Ritha, nie ma nic złego w tym, że ,,na czuja", tak naprawdę od niego zawsze wszystko się zaczyna, a później można ewentualnie sprawdzić, jak się komuś chce :D
,,Czwarty kula w łeb. Z beretty, którą miałem w szufladzie” ― podejrzewam, że miało być ,,czwarta”; - tutaj on wylicza jak poginęli, więc chyba czwarty.
Hmm... Skoro tak, to sugerowałabym może dać pomiędzy ,,czwartym" a ,,kulą" pauzę albo coś... Nie zaszkodziłaby ona czytelnikowi, bo i tak w takim wypadku pauza oddechowa by była, a nie byłoby tak łatwo się pomylić. W innej sytuacji jeszcze kontekst mógłby podpowiedzieć, ale gdy taka wypowiedź jest na początku i nic jej nie poprzedza, trudniej domyślić się tego znaczenia.
Czytam sobie komentarze i myślę, że nie jestem i nie będę dzieckiem internetu. Nienawidzę programów, które poprawiają coś za mnie, tak jak nienawidzę tłumacza gugle (oj, będzie ban sieciowy), bo nie tłumaczy, tylko robi wodę z mózgu. Nie używam autokorekty, bo szlag mnie trafia, jak maszyna robi ze mnie debila, wolę robić debila z siebie na własny rachunek. Ufam swoim oczom, a jak coś przepuszczę, to będzie to wyłącznie moja wina, a nie jakiego darmowego, czy (o zgrozo!) płatnego oprogramowania.
Co do tekstu, zastanawia mnie to twoje "()()()()()()()", jakbym widział rząd "toj-tojek" ;)))) Nie wiem, czy to zasadne, bo ani nie przenosisz akcji do innego miejsca, ani w czasie, takie tam czepielstwo poranne.
Poza tym mamy zwrot w postrzeganiu Barry'ego, w istocie prawie Frodo syn Droga. Postać kumpla na wózku dobrze przedstawiona, choć to tylko monolog, ma swój charakter.
No i muszę kończyć, bo czas budzić potomka do przedszkola.
Pozdrawiam
Ano Pozdro. Tojtojki nie mają większego sensu, ani nic. Są bo są. Bo były. Zrodziły się chyba z kaprysu. Nie pamiętam.
Ja całość przepuszczam od jakiegoś czasu przez LanguageTool, ale korektę na własny rachunek też uprawiam.
"W tej historii byłbyś najwyżej Gollumem. Już widzę, jak pedałujesz za uciekającą butelczyną, wykrzykując: Skarb. Mój skarb." - jeśli czytam i wybucham śmiechem, heh, wspaniałe! Chociaż do tych "skarbów" dodałabym, hehe, [...!]
Hej, Can.
"- Nie wierzymy ciiiii. – O tak. Dokładnie." - lol, wyobraziłam sobie jak gość to mówi i zaczęłam się śmiać do siebie jak głupi do sera.
"- Zgadza się, Barry. Zgadza. " - zgadza... się ? Samo zgadza brzmi dziwnie.
"Zapiekło mnie w gardle na jej widok i to nie dlatego, że była urodziwa, a przecież była." - ni chuja nie łykam tego zdania. W sensie końcówki. 'była urodziwa, a przecież była.' Może, jakby zamiast 'a' dać 'choć'... nie wiem. Dziwne to to.
"- Dlatego, że jeżeli tu zostaniemy, to doznamy wątpliwie przyjemnych wrażeń, jakie daje powolne umieranie. Dobry powód?" - hehe, najs one
"Jeżeli się nam uda tego dokonać, świat się sam uratuje z biegiem czasu." - a może '(...) świat sam się uratuje (...)' ? Luźno.
"Wkoło od groma mięsa." - odnoszę wrażenie, że trochę nadużywasz tego określenia w stosunku do ciała, flaków itp. Ale to może taka cecha charakterystyczna typa na wózku.
No i koniec seansu.
Było spoko, ale ten typ, opowiadacz, zaczyna mnie już wkurwiać. Pod koniec cisnęłam tekst na siłę.
Lece dalej.
Dziękuję. Prężni, barwie i radośnie łodkomentuję jutro albo tam zaraz, co jest obok jutra. Tera idę.
Dziękuję.
Tak na szybko - to z "się" dalej ze startu zasadne.
Ja pierdolę, tu jest cała masa zajebistych tekstów. To chyba twój najlepszy kawałek jaki czytałem. A do tego jakże charakterystyczny dla ciebie koniec. Cóż mogę powiedzieć... Dla mnie tak lekko 8/10 ale cóż skala tu jest za mała.
Canulas Nie!!! W 5 stopniowej masz 5. Z tym 8 przesadziłem, bo rze4czywiście wychodzi 4, ale pisałem w pracy na tempa. Tekst jest znakomity, choć klimaty nie moje i pewnie dlatego tak mi się podoba.
Komentarze (34)
Twoje poczucie humoru jest rozbrajające. Tym samym opowieść Bernarda nabrała dodatkowego smaczku :) Biedny Barry,tyle szedł, by teraz musiał wracać, ale skoro ma to uratować świat przed zagładą, to gra warta jest świeczki. Świetna robota, 5 zostawione, pozdrawiam :)
"Podjechało wojskowym Hammerem, koloru piachu." - koloru piachu <3 No przecudne określenia. Wciągam na listę ulubionych, niestandardowych określeń. :> Okropny kiedyś napisał - dźwięk jakby ktoś szczał na blachę. :D
Kot Pan Kwadrat xD Jeszcze lepsze niż pies o imieniu Pies :D
"Też zapierdalał po minach, ale przynajmniej był na tyle lekki, że nie wybuchał." xDDD
"Poruszają się przy tym sztywno, jakby byli na grillu u generała." - to też warte skopiowania
Mroczna wersja Pinokia też do mnie przemawia :D
"Możesz udawać, że jest ci smutno, jesteś nieszczęśliwy i chcesz się zabić. Możesz łazić bez celu i mamrotać, jakie to życie jest niesprawiedliwe i bezcelowe. Ewentualnie utopić się we wspomnianym tutaj wcześniej spirytusie. Jeżeli jednak ktoś grozi ci śmiercią, szybko zaczynasz dostrzegać te dobre strony.
Ja je, kurwa, dostrzegłem momentalnie." :D
"- On jest światłem, które nie może zabłysnąć – Tak mówi blondas. – Jest księgą, która nigdy nie powinna być przeczytana. Heretykiem, skalpem grzechu, ostatnią zadrą." - no kurde no, nie mogła się oprzeć:)
"Wtedy zrozumiałem, że jest już w zasadzie po rozmowie i modliłem się tylko o to, by był śmiertelny." - chyba zaraz przekopiuje całość, będzie prościej:D
"Mógłbym tam siedzieć do zstąpienia samego Chrystusa, co patrząc na bieżące wydarzenia, nie było takie wcale niedorzeczne." - ekhm, to też musiałam, wspaniale mieszasz w jego opowieści, to co dzieje się wokół z daną sceną/sytuacją, doprawiając ironią i poczuciem humoru, ach!
"On chwilę czeka, by się upewnić, że żadna wątpliwa mądrość nie przestąpi progu moich ust i wznawia." :>
"Wyglądali jak właśni dziadkowie z walk sprzed stu lat." - myślę, że "własni" ale kto to wie
" Najbliższy może zbliżył się na sto metrów, kiedy jego tylna część głowy wyszła na spacer. Tak, Barry. Nikt nie dobiegł bliżej. Penetrujące pociski robią bałagan większy niż ślepa gosposia." :D
"Teraz się uśmiechnąłem. Niewdzięcznie, zgryźliwie i szczerze." :D
" Chcesz, by wszyscy przejmowali się tobą i twoim losem, jakbyś był jedynym płonącym zwierzęciem w całym lesie. Ale nie jesteś. Cały las już się pali." - po drodze tam jeszcze coś bylo, ale już lecę po wazniejszych, a to porównanie przednie
"- W tej historii byłbyś najwyżej Golumem. Już widzę, jak pedałujesz za uciekającą butelczyną, wykrzykując: Skarb. Mój skarb." xDDD
"Bóg chyba bardzo chce, bym w niego wierzył, bo zrobił pierwszy przyjazny krok od czasu, kiedy ukończyłem siedem lat. Wtedy, gdy się dowiedziałem, że ojca dogonił kombajn i już nigdy nie będzie ganiał matki z kanistrem."- nie no to jest Twoje ma najlepsza część, w sensie nie ten fragment, tylko cała ta część. Przezacna!
Ale błąd znalazłaś. Super. Przyzwyczaj się.
Fajnie. Przyjdę do chałupy, to poprawię.
,,Świat nie rozumiał jeszcze, że musi zginąć (przecinek) albo rozumiał i nie umiał się z tym pogodzić” ― tu przecinek przez to wtrącone zdanie podrzędne;
,,Po pierwszym szoku i strachu przyszedł okres ufności i wielkiej wiary. Taki pozytywizm u kresu dziejów” ― ,,pozytywizm” jest to nazwa epoki albo nurtu filozoficznego i tu nie chodzi raczej o żadną z tych definicji. W każdym razie z pozytywnością ma to niewiele wspólnego;
,,Podjechało wojskowym Hammerem, koloru piachu” ― bez przecinka;
,,Więc przejeżdżam, jak najszybciej przez pokój i z kosza na parasolki biorę obrzyna” ― bez przecinka, bo nie ma tu dla niego uzasadnienia. ,,Jak” nie wprowadza zdania podrzędnego;
,,- Jest u ciebie, Barry Moosey? – tak się pyta” ― bez przecinka, bo tu imię i nazwisko bohatera nie występuje jako apostrofa, nie jest zwrotem do Barry’ego;
,,Przepraszam cię (przecinek) kolego, ale wtedy zupełnie nie zrozumiałem, o kogo chodzi” ― przecinek przed bezpośrednim zwrotem;
,,On jest światłem, które nie może zabłysnąć – Tak mówi blondas” ― jeśli narrację piszesz z wielkiej litery, to po wypowiedzi musi być kropka;
,,Nie zwiedziesz mnie chęcią współpracy, spisku-urwisku – Tak mi powiada” ― jak wyżej;
,,Jesteś niczym fałszywy poplecznik Cezara, co lewą dłonią klepie po plecach, gdy prawa za ostrze już chwyta” ― tu błędu nie ma, ale skopiowałam, bo… hm… efekt wypowiedzi mężczyzny wyszedł trochę... zabawny? Niby i tak jakby trochę poetyckie ciągoty miał, jak wyszukiwał co raz to nowe określenia na Barry’ego, ale później, gdy tu groził, moją uwagę zwróciła inwersja. To przerzucenie czasownika na koniec zdania swoje robi. No chyba że efekt był zamierzony.
,,Nie ignoruj swego wroga, bo zerżnie cię środek dupy” ― tu chyba brakuje ,,w”...;
,,- Pamiętasz tego małego, żółtawego sukinsyna, otoczonego, niczym królik, przez stado wilków?” ― w znaczeniu przenośnym ,,otoczony niczym królik przez stado wilków” pisze się bez przecinka, a wtrącenie ,,niczym królik” sugeruje bardziej na dosłowność otoczenia przez wilki;
,,na pewno jestem lepszym rozmówcą, niż ten jego kwadratowy kocurek” ― bez przecinka, bo ,,niż” nie wprowadza zdania podrzędnego;
,,On chwilę czeka, by się upewnić, że żadna wątpliwa mądrość nie przestąpi progu moich ust (przecinek) i wznawia” ― to długie zdanie od pierwszego do tego dodanego przeze mnie przecinka jest jednym wtrąconym zdaniem podrzędnym;
,,Wyglądali jak własni dziadkowie z walk sprzed stu lat” ― no cóż, Ritha trochę niepewnie zasugerowała Ci zmianę w tym zdaniu, a ja powiem, że słownik języka polskiego byłby za poprzednią wersją, dlatego jednak ,,właśni”;
,,Ci, którzy lecieli na Niemca z bagnetem (w) dłoni”;
,,- Więc, co było dalej? U ciebie, a nie u Czu?” ― ten przecinek po ,,więc” jest zbędny;
,,Piekielnie durnie” ― ,,piekielne”;
,,Czuje się jak Święty Jerzy przed samym sparingiem ze smokiem” ― ,,czuję”;
,,Mam ci dokończyć tę historię, czy nie?” ― przecinek zbędny, bo ,,czy” występuje raz i nie wprowadza zdania podrzędnego;
,,Czwarty kula w łeb. Z beretty, którą miałem w szufladzie” ― podejrzewam, że miało być ,,czwarta”;
,,Teraz nie jestem w ogóle pewny (przecinek) czy to byli ludzie” ― no a tu już ,,czy” wprowadza zdanie podrzędne;
,,zza wentylacyjnej klatki wyciągnąłem kilka granatów, typu M67” ― zbędny przecinek;
,,Jak małe zębate małże, otwierające i zamykające się na przemian” ― ten przecinek też zbędny;
,,Potem wybrzęczał coś a’la, „eeee”, przekrzywiając przy tym mordę” ― tu ,,eeee” nie jest przytoczeniem i nie rozumiem, dlaczego miałoby być wtrącone, więc byłabym za usunięciem przecinków przed i po;
,,Przecież gdybym dał im tylko cień szansy, to ja bym teraz kwiczał, jak zarzynany” ― bez przecinka przed ,,jak”, bo to frazeologizm;
,,Podjechałem jeszcze dwa metry, tak, że wychylając się z wózka, mógłbym go dotknąć” ― tym ,,tak” to przecinek wystarczy jeden, przed albo po, ale który wybierzesz, to już zależy od Ciebie;
,,Blondas
Dwóch w drzwiach
Jeden od beretty.
Dwóch od granatów
Jeden ponownie od beretty.
Wychodzi siedem.” ― w co drugiej formie zdaniowej jest kropka na końcu, a w co drugiej nie…;
,,Dlaczego nazywacie go, Czu” ― bez przecinka, bo tu nie ma bezpośredniego zwrotu do adresata wypowiedzi;
,,Dlaczego nie, Mi-Penk albo, Kij-Wong?” ― tu żaden z tych dwóch przecinków nie jest potrzebny;
,,- Aaaa - Rozpromienia się. – Wzięło się od jąkającego Eddiego” ― kropka po pierwszej wypowiedzi, skoro dalej narracja jest z wielkiej litery.
Zostawiam 5, mimo że było tym razem co wypisywać, w końcu treść najważniejsza.
pomoże jako pomóc,
pomorze jako region,
language nie poprawi; Czy pomorze mi pani?
bo zinterpretuje to jako region, a nie od słowa pomóc :P
To są niuanse językowe, na które nie pomoże żaden program :P Więc nie przejmuj się tak.
Jutro odkurzę pod opkiem
Co do tekstu, zastanawia mnie to twoje "()()()()()()()", jakbym widział rząd "toj-tojek" ;)))) Nie wiem, czy to zasadne, bo ani nie przenosisz akcji do innego miejsca, ani w czasie, takie tam czepielstwo poranne.
Poza tym mamy zwrot w postrzeganiu Barry'ego, w istocie prawie Frodo syn Droga. Postać kumpla na wózku dobrze przedstawiona, choć to tylko monolog, ma swój charakter.
No i muszę kończyć, bo czas budzić potomka do przedszkola.
Pozdrawiam
Ja całość przepuszczam od jakiegoś czasu przez LanguageTool, ale korektę na własny rachunek też uprawiam.
"- Nie wierzymy ciiiii. – O tak. Dokładnie." - lol, wyobraziłam sobie jak gość to mówi i zaczęłam się śmiać do siebie jak głupi do sera.
"- Zgadza się, Barry. Zgadza. " - zgadza... się ? Samo zgadza brzmi dziwnie.
"Zapiekło mnie w gardle na jej widok i to nie dlatego, że była urodziwa, a przecież była." - ni chuja nie łykam tego zdania. W sensie końcówki. 'była urodziwa, a przecież była.' Może, jakby zamiast 'a' dać 'choć'... nie wiem. Dziwne to to.
"- Dlatego, że jeżeli tu zostaniemy, to doznamy wątpliwie przyjemnych wrażeń, jakie daje powolne umieranie. Dobry powód?" - hehe, najs one
"Jeżeli się nam uda tego dokonać, świat się sam uratuje z biegiem czasu." - a może '(...) świat sam się uratuje (...)' ? Luźno.
"Wkoło od groma mięsa." - odnoszę wrażenie, że trochę nadużywasz tego określenia w stosunku do ciała, flaków itp. Ale to może taka cecha charakterystyczna typa na wózku.
No i koniec seansu.
Było spoko, ale ten typ, opowiadacz, zaczyna mnie już wkurwiać. Pod koniec cisnęłam tekst na siłę.
Lece dalej.
Dziękuję.
Tak na szybko - to z "się" dalej ze startu zasadne.
Tak, Człowiek-armatka jest wkurwiający.
Lubię ten odcinek. Ten na wózku, tu poleciał grubo z opisem ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania