Sama do siebie
Świecie, ty mkniesz do przodu niczym petarda.
Na ludzkie słowa odporna, i charda.
Ile bym dała, by stać się nieczuła na chwilę.
By z mych oczu nie płynęły, dopływy lazurowego morza goryczy.
Bo chociaż życia nie znam, żyję tylko chwilę.
To jednego dnia widziałam, szczęście narodzin, i czerń śmierci.
Jednego dnia za rogiem spotkałam miłość.
Poto tylko, by przez jeden mały błąd ją stracić.
A ty wietrze mój spowiedniku, zanieś tych kilka słów memu ukochanemu.
Powiedz że wolę nie żyć wogóle, niż żyć bez niego.
I co dzień palić się z miłości, i kazać sercu być dzielnym.
A ty gwiazdo wieczna wędrowniczko, dziś jesteś bliżej mnie niż blisko.
Każesz mi się nad tym zastanowić.
Bo przecież skoczyć, w bezkresne ciemności mogę zawsze.
Lecz już nie zdąże z niej wyskoczyć.
Więc mam dwa wyjścia, paradoks prawda.
Chciałam być już morską pianą, a staję się twarda.
Jak ty świecie, chartowany ogniem ludzkich uczuć.
Dlatego wrócę do domu, zasnę w księżyca pełni.
Wieżąc, że mój los też się wypełni.
Komentarze (4)
Tekst ten trochę kojarzy mi się z modlitwą do...losu? Dobrze odczytałam? Bo jak inaczej nazwać to, co znajduje się wokół nas? Czasami ładnie dobrane w niebanalne słowa, czasami trąci banałem, dużo w tym emocji i wzruszenia. Wyobraziłam sobie dziewczynę wpatrującą się w gwiazdy z tęsknoty i szepcącą te słowa... Też czasami tak robię, gdy nie ma już sił, bo zrobić coś innego... :) cztery ode mnie, za emocjonalność zawartą w tym tekście, nad formą popracuj troszkę, :)
Dzięki. No tak to jest taka modlitwa do losu.
ode mnie pięć
Dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania