Ścieżki przeciwnych światów - Rozdział 2: Spotkanie w cukierni (część 2)
"Dzień dobry... przepraszam..."
Tata Inamury wyjmujący właśnie ciasta zza lady, uniósł wzrok i spojrzał na stojącą przed ladą klientką.
Niska, wystraszona dziewczyna z czerwono-żółtym parasolem w ręku spoglądała niepewnie na dorosłego.
"Czy... czy mogę prosić Pana Inamurę?!"
"Ja jestem Inamura." Dorosły uśmiechnął się.
Dziewczyna słysząc to wyraźnie się zdziwiła.
"Nazywam się Wojciech Inamura" Rzekł, próbując przekonać niedowierzającą w to dziewczynę.
Dorosły ponownie się uśmiechnął. Wtedy w jego głowie pojawiła się zadziwiająca myśl.
"Chyba, że... czyżby chodziło Ci Rouna?
--- --- ---
"Rewolucja neolityczna polegała na świadomej... nieświadomej...Ach! Jak ja nienawidzę historii!" Zawołał Roun.
Jednak spróbował zacząć się uczyć.
Jego próba wyglądała jednak wyjątkowo marnie.
"Co za głupstwo!" Myślał szukając w książce odpowiedniego tematu. "I pomyśleć, że jutro mam z tego kartkówkę! Znowu nic nie będę umiał..."
"Roun!" Rozległo się nagle wołanie. "Roun, słyszysz?!"
"Co się stało tato!" Zawołał Roun spoglądając w stronę drzwi.
"Możesz... możesz pozwolić tu na chwilę?!" Odparł rodzic niepewnym głosem.
"Co się stało?!" Odparł Inamura. Był zdzwiony zachowaniem dorosłego.
"Co się stało... dobre pytanie." Rzekł tata Rouna, a chłopak ledwie to usłyszał.
"Ktoś do ciebie przyszedł!"
Inamura nieświadomie upuścił książkę, którą trzymał w rękach. Przedmiot upadł na biurko z lekkim chałasem.
Roun nawet tego nie zauważył. Wyszedł z pokoju i schodził na dół otoczony, sam nie wiedział, czy bardziej zdumieniem, czy niepokojem.
"Ktoś chce ze mną rozmawiać? Ale kto?" Myślał. "Przecież ani Ksawery, ani Artur, ani nawet Szymon nie wie, że jestem synem cukierników. Nie przyszliby więc tutaj. W zasadzie... nikt by nie przyszedł. Nikomu z liceum nigdy nie powiedziałem, że moi rodzice prowadzą cukiernie. Raz w życiu zrobiłem to tylko w podstawówce i popełniłem największy błąd życia." Roun zatrzymał się. "Ha! Ale... chyba nie przyszedłby nikt z podstawówki" Chłopak ruszył dalej. "Przecież nie znają nawet adresu."
Roun ciągle się zastanawiał, a czas w którym przemierzył zaledwie kilka stopni, dłużył mu się jak kilka godzin.
Będąc już prawie na samym końcu schodów dostrzegł brązowe budy czekającej na niego osoby. Nic mu to dalej nie mówiło.
"Może to tylko ktoś z liceum?" Myślał wykorzystując ostatnie sekundy nim stanie na dole. "Może powiedziałem coś przypadkiem, Szymon to usłyszał i przybiegł natychmiast dowiedzieć się czy faktycznie tu mieszkam?"
Szymon był jedyną osobą jaką Roun podejrzewałby o przyjście.
Jakież więc zdziwienie, gdy Inamura stanął obok lady i zdał sobie sprawę, że czekająca na niego osoba, to ta sama dziewczyna, którą widział wczoraj w cukierni.
"Dzień... dzień dobry." Rzekł niepewnie.
"Witam!" Odparła jeszcze bardziej zestresowana dziewczyna. "Ja... zapraszam na ciasto!"
--- --- ---
"To wszystko to chyba jakiś niedorzeczny sen." Myślał chłopak siedząc przy stole na przeciwko zupełnie szczupłej dziewczyny, która pochłaniała właśnie kolejne kawałki ciasta. "Biedny, głupi ja, będę myślał, że to jawa do puki się wreszcie nie obudzę."
Chłopak spojrzał na dziewczynę.
Zauważył, że jedzenie ciast sprawiało jej jakąś niesamowitą i niepojętą radość.
Roun oparł głowę o rękę, co było bez wątpienia jego ulubioną pozą. Gdy siadał tak jednak na lekcji z Gustawem Makoto, dyrektorem szkoły, dorosły prawie zawsze zwracał mu uwagę. Uważał, że to postawa lekceważąca wobec nauczyciela.
Dziewczyna spojrzała na Inamurę. Chłopak natychmiast się wyprostował.
"Może coś w tym jednak jest..." Pomyślał przypominając sobie słowa Makoto. "Lepiej żeby nie myślała, że ją lekceważę, bo jeszcze sobie pójdzie za nim zdążę ją przeprosić."
Pani Mizuri nie przeszkadzała chyba postawa chłopaka. Wyglądała raczej tak, jakby chciała zacząć rozmowę ale nie koniecznie wiedziała jak.
"Może powinienem coś powiedzieć?" Zastanawiał się chłopak. "Nigdy nie byłem dobry w rozmawianiu. Ludzie ode mnie uciekają, dzieci tym bardziej. A może... może wcale nie powinienem nazywać jej dzieckiem! Przecież nie wiem ile ma lat, choć wygląda jakby miała góra dwanaście." Chłopak wbił wzrok w stół nagle bardzo się stresując. "I co ja mam zrobić, żeby nie wyjść na głupka?!"
"Jeśli chodzi o wczoraj..." Zaczęła nagle dziewczyna. "Cóż ja... ja bardzo Pana przepraszam! Naprawdę nie chciałam Pana trafić tym ciastem! To był... wypadek...
"Oczywiście! Nic się nie stało..."
Roun zwrócił wzrok na położony przed nim talerz z kawałkiem ciasta.
"Dlaczego mówi do mnie 'pan'?!!" Pomyślał. "Wyglądam aż tak staro?"
Chłopak położył ręce na stole.
"Dlaczego mnie przeprasza? To ja powinienem przeprosić ją!"
Roun spojrzał w stronę dziewczyny.
"Dlaczego się mnie... nie boi?"
--- --- ---
"Czy mogę spytać, jak ma Pan na imię?" Rzekła nagle dziewczyna.
"Roun Inamura!" Odparł podnosząc widelec i nerwowo ściskając go w dłoni.
Dziewczyna słysząc to spojrzała na Rouna. Po chwili wstała, wyglądając jakby przepełniała ją jakaś niezwykła radosć.
"A ja jestem Karin Mizuri!" Zawołała i opierając się rękami o stół wychyliła się w jego stronę. "Jak już pewnie Pan zauważył, uwielbiam jeść ciasta! W tej cukierni są wyjątkowo pyszne! Często tu przychodzę i na pewno polecałabym innym to miejsce..." Dziewczyna niespodziewanie przerwała i ponownie usiadła. "Gdybym tylko znała kogoś, kto lubi ciasta równie mocno, co ja..."
"Jasne... bardzo się cieszę, że smakują Pani moje ciasta." Mówił chłopak."
Dziewczyna spojrzała na Rouna z iskrą zachwytu.
"Robi Pan ciasta?"
"Tak... znaczy nie! Oczywiście, że nie! Nie moje ciasta! Nasze ciasta! Nie... jakie nasze...! Ciasta... ciasta moich rodziców! Dokładnie!" Zawołał Roun uderzając delikatnie pięścią w stół. "Ciasta moich rodziców."
"Tak rozumiem. Nie musi Pan tłumaczyć." Rzekła, uśmiechając się, Mizuri.
Dziewczyna spojrzała na talerz. Gdy zobaczyła, że jest pusty znacznie posmutniała. Przez kilka chwil bacznie śledziła wzrokiem talerz, jakby w wielkiej nadziei na to, że magicznie pojawi się na nim kolejna porcja.
Roun widząc to podsunął swój talerz z ciastem w stronę Karin.
Był tak zestresowany, że i tak nic by nie przełknął.
Dziewczyna uniosła głowę i spojrzała na Rouna.
"Ale to... to miało być dla Pana! Jako moje przeprosiny!" Mówiła wymachując przecząco rękoma.
Niepewnie spoglądała na leżące blisko ciasto a potem na Rouna. Powtarzając ten sposób nieskończenie wiele razy stwierdziła, że pokusa jest zbyt wielka. Już chciała sięgnąć po ciasto... jednak się powstrzymała.
"Nie powinnam. To przecież dla Pana."
"Nic nie szkodzi. Proszę spróbować. Jest naprawdę dobre. Tak myślę..." Rzekł Roun a w jego oczach pojawiła się iskra nieznanej mu dobroci.
"Cóż... przekonał mnie Pan!" Zawołała sięgając w końcu po talerz i zaczynając jesć kolejny kawałek ciasta.
Roun uśmiechnął się lekko.
--- --- ---
Poprzednia część:
https://www.opowi.pl/sciezki-przeciwnych-swiatow-rozdzial-2-a130614/
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania