Sen Boga — Rozdział 2 — Kapitan Lara

KAPITAN LARA

 

Z czasem nauczyłem się rozpoznawać rytm statku, choć nie potrafiłem wyjaśnić, na czym polegał. Nie słyszałem silników. Nie czułem drgań. Czasem złote pasma w ścianach rozjaśniały się i gasły, a otaczająca mnie przestrzeń zdawała się zmieniać oddech. Nie wiedziałem, czy statek poruszał się przez pustkę, czy korzystał z praw, o których na Ziemi nie mieliśmy pojęcia.

 

Pomieszczenia, do których Lyra zaprowadziła mnie po przebudzeniu, stały się miejscem, do którego wracałem po kolejnych wędrówkach po statku. Ich rozległość wciąż wydawała mi się nie na miejscu. Nie rozumiałem, dlaczego przeznaczono dla mnie tyle przestrzeni, i nie pytałem o to ponownie. Lyra nie wracała do tematu. Z czasem zacząłem poznawać układ przejść, choć ich skala nadal budziła niepokój. Drzwi otwierały się bez dotyku, a powierzchnie reagowały na obecność, której nie umiałem rozpoznać. Wszystko wyglądało na zaprojektowane z myślą o istotach znacznie większych od ludzi — a jednak niektóre przejścia, siedziska i uchwyty pasowały do mojego wzrostu z niepokojącą dokładnością.

 

Najbardziej dziwiła mnie załoga.

 

Mijałem członków załogi o ludzkich twarzach i sylwetkach. Różnili się od siebie odcieniem skóry, budową ciała i szczegółami, których nie potrafiłem nazwać, ale każdy poruszał się z opanowaniem kogoś, kto zna to miejsce od lat. Gdy tylko mnie dostrzegali, przerywali rozmowę. Niektórzy opuszczali głowy, inni odsuwali się na bok. Nikt nie odzywał się pierwszy.

 

Na początku uznałem, że to zwykła ostrożność wobec obcego. Później zrozumiałem, że ich zachowanie wykracza poza uprzejmość. Traktowali mnie tak, jakby każde słowo skierowane do mnie mogło być przekroczeniem granicy. Nie czułem się zaszczycony. Czułem się jak ktoś, kogo obecność może sprowadzić nieszczęście.

 

— Dlaczego nikt ze mną nie rozmawia? — zapytałem Lyrę, gdy kolejny członek załogi zatrzymał się w pół kroku, skłonił głowę i odszedł bez słowa.

 

— Nie chcą okazać ci braku szacunku.

 

— Przez milczenie?

 

— W ich rozumieniu to bezpieczniejsze niż powiedzieć coś niewłaściwego.

 

— A co takiego o mnie wiedzą?

 

Lyra spojrzała na mnie, jakby oceniała, ile może mi powiedzieć.

 

— Wystarczająco dużo, by się ciebie obawiać. Zbyt mało, by zrozumieć, kim jesteś.

 

Nie była to odpowiedź, której potrzebowałem, ale przestałem naciskać. Coraz częściej odnosiłem wrażenie, że na tym statku każde pytanie odsłania jedynie krawędź większej tajemnicy.

Pewnego dnia Lyra zatrzymała się przy wejściu do obszernej sali. Po drugiej stronie przezroczystej przegrody widziałem stanowiska, których przeznaczenia nie znałem. Kilka osób pracowało w ciszy. Na końcu pomieszczenia stała kobieta o wyprostowanej sylwetce, ubrana w ciemny, prosty strój. Rozmawiała z dwoma członkami załogi, a jej gesty były oszczędne i pewne. Nie musiała podnosić głosu, by inni zwracali na nią uwagę.

 

Kobieta zauważyła nas. Jej rozmówcy natychmiast zamilkli.

 

— To kapitan Lara — powiedziała Lyra. — Dowodzi tym statkiem.

 

Przyjrzałem się kobiecie. Nie wyglądała na osobę, która przywykła do unikania trudnych rozmów. Miała spokojną twarz, lecz jej spojrzenie zdradzało napięcie. Kiedy nasze oczy się spotkały, zrobiła krok w moją stronę.

 

Przez chwilę wydawało mi się, że zaraz przemówi. Jej usta rozchyliły się, ale nie usłyszałem żadnego słowa. Zamiast tego spojrzała na Lyrę, a jej dłoń zacisnęła się na krawędzi stołu.

 

— Chce ze mną porozmawiać? — zapytałem.

 

— Wygląda na to, że tak — odparła Lyra.

 

W jej głosie pojawiła się ostrożność, której nie potrafiłem zrozumieć.

 

Kapitan skinęła głową. Następnie wskazała niewielkie pomieszczenie po drugiej stronie sali. Lyra przez moment obserwowała ją w milczeniu, po czym ruszyła w tamtym kierunku. Poszedłem za nią.

 

Sala, do której weszliśmy, była znacznie mniejsza od pozostałych pomieszczeń na statku. Ściany miały jaśniejszy odcień, a wzdłuż jednej z nich biegła wąska linia złotego światła. Nie było tu niczego, co przypominałoby ziemskie urządzenia do komunikacji. Tylko stół, trzy miejsca do siedzenia i drzwi, które zamknęły się za nami bezgłośnie.

 

Lara stanęła naprzeciwko mnie. Lyra zajęła miejsce nieco z boku, tak abyśmy mogli widzieć się nawzajem.

 

— Czy kapitan może rozmawiać ze mną bezpośrednio? — zapytałem.

 

— Obowiązuje zasada, zgodnie z którą tylko ja mogę prowadzić z tobą rozmowę — wyjaśniła Lyra. — Kapitan może przekazać mi swoje słowa, a ja mogę powtórzyć je tobie.

 

— Dlaczego?

 

Lyra nie odpowiedziała od razu.

 

— Takie są ustalenia dotyczące tej podróży.

 

— Czy wszyscy muszą ich przestrzegać?

 

— Tak. To mój dom.

 

Spojrzałem na Larę. Jej twarz stężała, jakby sama odpowiedź potwierdziła coś, czego się obawiała. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.

 

Przez kilka sekund słyszałem jedynie cichy szum pomieszczenia. Jej usta poruszały się, ale głos nie nadchodził. Spróbowała ponownie, tym razem z widocznym wysiłkiem. Mięśnie jej szyi napięły się, a palce zacisnęły w pięści. Z gardła wydobył się tylko urwany, bezdźwięczny oddech.

 

Zrobiłem krok w jej stronę.

 

— Co ona próbuje mi powiedzieć?

 

Lyra patrzyła na kapitan. Jej twarz pozostawała spokojna, lecz palce zacisnęły się na materiale ubrania.

 

— Nie wiem. Nie wypowiedziała słów, które mogłabym powtórzyć.

 

Lara gwałtownie pokręciła głową. Uderzyła dłonią w stół. Nie był to gest gniewu skierowany przeciwko mnie. Przypominał raczej rozpacz kogoś, kto widzi zbliżające się niebezpieczeństwo, lecz nie może ostrzec człowieka stojącego tuż obok.

 

W tej samej chwili złote światło na ścianie przygasło.

 

Kapitan znieruchomiała. Spojrzała w stronę drzwi, a potem powoli cofnęła rękę. Przez jej twarz przemknął cień strachu, którego nie zdołała ukryć.

 

— Czy ona próbuje mnie ostrzec? — zapytałem.

 

Lyra odwróciła ku mnie głowę.

 

— Nie mogę tego stwierdzić. Mogę jedynie powiedzieć, że kapitan uważa tę rozmowę za ważną.

Lara spojrzała Lyrze prosto w oczy i powoli pokręciła głową, jakby odpowiedź była niewystarczająca. Potem przyłożyła dwa palce do ust i wskazała na mnie. Nie rozumiałem znaczenia tego gestu, ale widziałem, że próbuje znaleźć choćby jeden sposób, by przekroczyć granicę, która ją powstrzymywała.

 

— Czy możesz pozwolić jej powiedzieć mi to, co chce powiedzieć? — zapytałem Lyrę.

 

— Nie ode mnie zależy, co może zostać wypowiedziane — odpowiedziała.

 

Po raz pierwszy usłyszałem w jej głosie coś, co przypominało żal.

 

Kapitan zacisnęła powieki. Przez chwilę wyglądała, jakby walczyła z bólem. Gdy znów na mnie spojrzała, w jej oczach było coś, co trudno było pomylić z obojętnością. Chciała, żebym zrozumiał. Nie mogła mi jednak dać ani jednego słowa.

 

— Nie mogę obiecać ci, że wszystko na Atherii potoczy się tak, jak oczekujesz — powiedziała Lyra.

 

Spojrzałem na nią.

 

— To twoje słowa czy słowa kapitan?

 

Lyra zawahała się.

 

— Moje.

 

Lara gwałtownie odwróciła głowę w jej stronę. Przez krótką chwilę patrzyły na siebie w milczeniu. Nie wiedziałem, co próbowały sobie przekazać, ale odniosłem wrażenie, że między nimi istnieje porozumienie, do którego nie miałem dostępu.

 

— A czego powinienem się spodziewać? — zapytałem.

 

Żadna z nich nie odpowiedziała.

 

Cisza stawała się coraz bardziej nieznośna. Patrzyłem na kapitan, próbując znaleźć w jej twarzy choćby wskazówkę. Nie wyglądała na osobę, która chciała mnie skrzywdzić. Przeciwnie — jej bezradność była zbyt wyraźna, by uznać ją za grę. A jednak nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ktoś dowodzący tak ogromnym statkiem nie mógł powiedzieć mi tego, co uważał za ważne.

 

W końcu Lara odwróciła się i ruszyła ku wyjściu.

 

Przy drzwiach zatrzymała się jeszcze na moment. Nie spojrzała na mnie, tylko na Lyrę. Jej usta poruszyły się bezgłośnie. Potem drzwi rozsunęły się i kapitan wyszła.

 

Przez chwilę stałem bez ruchu.

 

— Co chciała mi powiedzieć? — zapytałem.

 

Lyra spuściła wzrok.

 

— Nie wiem.

 

Tym razem nie brzmiała, jakby ukrywała odpowiedź. Brzmiała tak, jakby sama bała się tego, czego nie potrafiła nazwać.

 

Wróciliśmy do moich pomieszczeń. Nie zadawałem więcej pytań. Nie dlatego, że przestałem chcieć znać odpowiedzi, lecz dlatego, że zacząłem podejrzewać, iż nawet Lyra nie była tak wolna, jak wcześniej sądziłem.

 

Później nikt nie wspomniał o spotkaniu. Ani Lara, ani członkowie załogi, ani sama Lyra. Nie było aluzji, pytań ani prób powrotu do tematu. Jakby rozmowa nigdy się nie odbyła.

 

Tylko raz, wiele godzin później, zobaczyłem kapitan na końcu korytarza. Szła w towarzystwie dwóch członków załogi. Kiedy mnie dostrzegła, na moment zwolniła. Pomyślałem, że podejdzie, że tym razem znajdzie sposób, by przekazać mi choć jedno zdanie.

 

Nie podeszła.

 

Odwróciła się, zanim nasze spojrzenia się spotkały, i zniknęła za zakrętem.

 

Zostałem sam pośród cichych ścian statku. Nadal pamiętałem każdy szczegół naszego spotkania, każdy gest Lary i każde zawahanie Lyry. Nie wiedziałem jednak, czy milczenie było zwyczajem, rozkazem, czy dowodem, że ktoś potrafił usunąć z pamięci nawet samą możliwość rozmowy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania