Pokaż listęUkryj listę

Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 2: Pieczeń, proszę pani?

Gatunek: Fanfiction / Romans / Komedia / Dramat Psychologiczny / Przygoda

Poprzedni rozdział - https://www.opowi.pl/serce-wielkiego-gala-rozdzial-1-a127746/

 

Streszczenie:

Zdemaskowana, młoda konspiratorka działająca przeciw Imperium Rzymskiemu przybywa do wioski Galów bez domu i niemal bez poczucia własnej tożsamości.

Obelix natomiast zawsze był pewien swojego miejsca w wiosce: być silnym, użytecznym i chronić tych, na których mu zależy. Ale co, jeśli pewnego dnia także ta pewność się rozsypie? Co jeśli ma już do stracenia więcej niż sam sobie zdaje sprawę?

Trochę poważniejsze spojrzenie na uniwersum Asteriksa - z przygodą, romansem, wzruszeniem i humorem, który nadal pozostaje częścią galijskiego życia.

 

Rozdział 2 - Pieczeń, proszę pani?

 

Wiadomości w wiosce Galów roznosiły się zwykle w piorunującym tempie. Do tego zdążył już przywyknąć Maurix, choć mieszkał w wiosce dopiero od kilku miesięcy, pracując jako kołodziej.

Maurix był postawnym brunetem o kręconych włosach, a jego twarz zdobiły wywinięte ku górze wąsiki – maleńkie jak na galijskie standardy.

Zjednał sobie zaufanie kilku mieszkańców, a szczególną życzliwość okazywały mu kobiety. Wciąż czuł, że musi zapracować sobie na odpowiednią reputację. Starał się nikomu nie wadzić, cierpliwie poznawał ludzi i pomagał, gdy tylko nadarzyła się okazja.

Podczas jednej z wizyt w warsztacie szwalniczym usłyszał od pracujących tam kobiet — a właściwie przede wszystkim od Nessy — o nowej przybyszce: przybyła z daleka, Aira przyjęła ją pod swój dach, jest bardzo urocza, podobno też umie szyć, i tak dalej, i tak dalej…

Z Nessą Maurix rozmawiał zawsze chętnie. Wszystko wydawało się dla niej interesujące i to od niej najszybciej dowiadywał się najświeższych ciekawostek. Tym razem to, co mu opowiedziała, zachęciło go, by przeszedł się w stronę chatki Airy.

Przemierzając wioskowe ścieżki, w końcu znalazł się niedaleko domu staruszki. Dostrzegł tam młodą kobietę, zrywającą sosnowe gałązki i układającą je w niewielki pęk. Pomarańczowa suknia o jasnożółtych haftach ładnie korespondowała z zielenią. Na jej widok zwolnił.

„Chyba tym razem Nessa nie przesadzała…” – pomyślał Maurix, po czym odezwał się:

– Witaj. Czy to ty jesteś tą nową mieszkanką naszej wioski?

Nieznajoma odwróciła się do niego. Przez krótką chwilę wyglądała na zaskoczoną, lecz zaraz jej twarz rozjaśnił pogodny uśmiech.

– Mieszkanką to może zbyt wielkie słowo. Zostałam tu mile ugoszczona… Tymczasowo – dodała, wpatrując się w niego.

Nie zastanawiając się długo, Maurix podszedł bliżej plecionego płotu.

– Jednak sądzę, że niezupełnie tymczasowo. Każdy, kto tu przybywa, po jakimś czasie pragnie zostać na dłużej. Tak jak ja.

– Może… – odparła, zerkając w stronę odleglejszych domostw.

Widząc, że się zamyśliła, na moment przyjrzał się jej uważniej. Jej uroda była subtelna, co mało pasowało do jej pełnego czujności spojrzenia. Zastanowił się chwilę nad słowami.

– Kiedy o tobie usłyszałem, od razu pomyślałem, że chciałbym cię bliżej poznać. – Oparł się ramieniem o drzewo, a gdy dziewczyna zorientowała się, że stanął jeszcze bliżej, rzuciła mu pełne zaciekawienia spojrzenie. Nie speszyła się tak, jak się początkowo spodziewał. – Chyba miałem dobre przeczucie – dodał, uśmiechając się ciepło.

– W to nie wątpię. Nie wyglądasz na kogoś, kto mógłby kiedykolwiek się mylić.

Maurix parsknął śmiechem. A więc tak… Flirtowała.

– Spostrzegawcza jesteś! Dlatego właśnie zostałem tutaj. Wiadomo: swojskie jedzenie, życie toczy się pełną parą, piękne Galijki, ale ty… Ty, poza urodą, masz w sobie coś jeszcze bardziej wyjątkowego. Jakąś tajemnicę.

– Bo jestem Germanką! – odparła żywo, choć Maurix zauważył pewien mikroskopijny szczegół: po ostatnim słowie ledwo zauważalnie drgnęła jej twarz, jakby za późno ugryzła się w język.

– Jak daleko! – zawołał, otwierając oczy prowokacyjnie szeroko. – Jak więc się tutaj znalazłaś?

Machnęła ręką.

– To bardzo długa, nudna historia.

Maurix uśmiechnął się łobuzersko.

– No, no, znam te numery. Zapewne gdybyśmy zaczęli o tym rozmawiać, godzinami nie mógłbym oderwać się od słuchania i ciągle dopytywałbym o więcej.

– Więc lepiej nie zaczynać – odpowiedziała nieznajoma, unosząc teatralnie palec.

Maurix poczuł się przez chwilę zmieszany. Szybko jednak odzyskał rezon.

– Jednak wierzę, że kiedyś zasłużę na to, by móc dłużej z tobą porozmawiać.

– Też jestem ciekawa, czy tak będzie.

– Mam na imię Maurix – kontynuował. – Mieszkam w tej wiosce od paru miesięcy. Urodziłem się na pograniczu Galii i jestem w połowie Rzymianinem. Moja matka była Galijką, a mnie zawsze bliżej było do Galów.

– Na pewno? – wtrąciła zadziornie. – Przecież Rzymianie naprawdę dają się lubić! Tacy obyci i dostojni… Całkiem tak jak ty, Maurix.

Maurix chciał coś odpowiedzieć, ale nagle się zaciął. Spojrzał na nią zdumiony, a po chwili machnął ręką.

– Zostawmy Rzymian w spokoju. Powiedz lepiej, jak masz na imię.

– Livia.

– To imię nie brzmi jak z twoich stron – zauważył.

Livia uniosła lekko kącik ust.

– Tak samo jak nie wyglądają twoje wąsy.

Parsknął śmiechem i odruchowo pogładził małe, podkręcone końcówki.

– Jedyne w swoim rodzaju, co?

– Podobnie jak ja.

– Nie wątpię. – Uśmiechnął się szerzej.

Nie miał wątpliwości. Livia podobała mu się. Chętnie sprawdziłby, dokąd mogłaby zaprowadzić ich dalsza taka gra. Niemniej jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jej osobliwy sposób rozmowy był w pewnym stopniu wyuczony, choć nie zraziło go to. Wydawała mu się przez to tylko bardziej tajemnicza.

***

– Nie, Obelix, nie! – zawołał impulsywnie Asterix na widok przyjaciela, który próbował dogrzebać się do wnętrza sprawionego i oczyszczonego dzika.

Obeliksa wyróżniało nie tylko potężna budowa i opasły brzuch, ale również ognistorude wąsy i włosy splecione pod hełmem w warkoczyki.

– No co znowu, Asterix? Idefix chciał tylko kostkę – powiedział Obelix z pretensją w głosie, po czym zwrócił się do swojego małego, futrzanego przyjaciela, biorąc go na ręce: – Prawda, mój malutki?

Idefix zamerdał ogonem i szturchnął swego pana nosem w brodę, po czym czule ją polizał.

– Ale tym razem powinieneś trochę poczekać! – zawołał niemal błagalnie, po czym przybrał bardziej stanowczy ton. – Po pierwsze, Idefix wciąż ma mnóstwo starych kości wokół swojego legowiska…

– No, ty byś mu żałował takiej świeżutkiej, pachnącej! – wtrącił Obelix, gładząc pieska z czułością.

– …a po drugie! – Asterix wyraźnie nie znosił, gdy przerywano mu wpół słowa. – Dziś dołączy do nas gość, rozumiesz? Może pozwólmy dzikom dotrwać do uczty w przyzwoitym stanie?

– Asteriksie, dzik jak to dzik! – upierał się Obelix. – Zawsze smakuje wyśmienicie, z jedną kostką więcej czy mniej.

– Obelix, nie bądź uparty i posłuchaj starego przyjaciela. Dziś jedzenie musi prezentować się wyjątkowo porządnie.

– A kto nas właściwie odwiedza? Czy to jakiś książę, czy może sama Kleopatra, że ten dzik musi wyglądać tak przesadnie zgrabnie?

– Książę, Kleopatra… Niech będzie i parobek! – Lekko zirytowany Asterix machnął ręką. – Dziś po prostu postaraj się bardziej niż zwykle i nie rób głupot. A skoro mowa o kościach Idefiksa – uprzątnij je w końcu. Zaczynają już tak pachnieć, że zaraz odechce mi się dziczyzny do końca moich dni!

Rzuciwszy to na odchodnym, wyszedł, aby udać się do chatki Airy po Livię.

Obelix zmarszczył brwi i pokręcił głową. Nachylił się i począł posłusznie zbierać kości.

– No widzisz, Idefix – zwrócił się czule do swego pupila. – A on chciał, żebyś ty to jadł, biedaku.

Kiedy w końcu dokończył porządki, pochwycił dziki pod pachy i udał się w stronę ogniska na placu wioski.

„Ciekawe, kto ma się pojawić?” – rozmyślał.

Kiedy Asterix zbliżał się do chatki Airy, dostrzegł sylwetki rozmawiających ze sobą kobiety i mężczyzny. Maurix wpatrywał się z podziwem w Livię, która odświeżona i ubrana w nowy strój, prezentowała się atrakcyjnie i powabnie. Widać było, że jest wypoczęta.

– Dzień dobry, Livio. Dzień dobry… panu – zwrócił się do Mauriksa z rezerwą i cieniem niechęci.

Livia podeszła do Asteriksa z subtelnym uśmiechem.

– Witaj, Asteriksie. Wspaniale cię widzieć! – powiedziała, ujmując jego dłonie na powitanie.

W pierwszej chwili Asteriksa zmieszała ta nagła zmiana nastawienia w porównaniu z poprzednim dniem.

– Nie mógłbym się oprzeć pokusie, by osobiście nie poznać tak intrygującej osoby, Asteriksie – stwierdził uprzejmie Maurix.

– Oczywiście, to jak najbardziej zrozumiałe! – odparł Asterix, siląc się na równie wielką uprzejmość. Po chwili znów zwrócił się do dziewczyny: – Przyszedłem cię poinformować, że biesiada zacznie się za około dwie godziny. Wciąż chcesz dołączyć?

– Naturalnie! – odparła tak żywo, że Asterix wzdrygnął się lekko. – Już nie mogę się doczekać! – Uniosła zebrany pęk iglastych gałązek. – Wrócę z tym do Airy, może będzie potrzebowała mojej pomocy. Ale obiecuję, że będę gotowa na czas!

Kiedy Livia schowała się w chatce, Asterix został sam z Mauriksem. Mężczyzna odprowadzał ją wzrokiem, jakby intensywnie analizował każdy jej ruch i szczegół sylwetki. Asteriksowi zrobiło się niedobrze na ten widok.

– Mauriksie – zaczął, przerywając mu rozmyślania. – To miłe, że dotrzymałeś Livii towarzystwa. Obawiam się jednak, że zanim spoufali się z tobą tak, jak tego oczekujesz, potrzebuje więcej czasu na oswojenie się z nowym otoczeniem.

– Co masz na myśli? – spytał podejrzliwie Maurix, marszcząc brwi.

– Daj jej odetchnąć, zanim zaczniesz na cokolwiek naciskać. Do następnego razu!

Asterix rzucił te słowa stanowczo, nie dając Mauriksowi szansy na odpowiedź. Ruszył przed siebie, udając, że bardzo się spieszy.

Mężczyzna odprowadził go spojrzeniem, po czym wzruszył ramionami i poszedł w swoją stronę.

Tymczasem Livia weszła do chatki i ujrzała staruszkę siedzącą na posłaniu. Wyraz twarzy Airy zdradzał głęboki niepokój. Kobieta wpatrywała się w nieokreślony punkt przed sobą, a kąciki jej ust opadały bezwładnie.

– Wszystko w porządku, Airo? – spytała Livia z troską. Podeszła bliżej i położyła dłonie na jej ramionach. – Airo, czy mnie słyszysz?

– Słyszę… – odpowiedziała staruszka z trudem.

– Źle się czujesz? Co mogę dla ciebie zrobić? Może przygotuję jakiś napar? Albo chcesz wyjść na zewnątrz? – dopytywała Livia, wyraźnie przejęta.

Po chwili do chatki cicho zapukał Asterix, powoli uchylając drzwi.

– Czy można w czymś pomóc? – zapytał, zastawszy młodą kobietę podtrzymującą staruszkę za ramiona. Ciało Airy wydało mu się dziwnie zdrętwiałe.

Spojrzenie staruszki powoli stawało się przytomniejsze.

– To ty, kochany Asteriksie. Jak to dobrze, jak to dobrze… – przemówiła z ulgą.

– Przepraszam was, drodzy. Zdarza mi się czasem tak zastygać. Livio, czy mogłabyś podać mi laskę? Wypadła mi z rąk pod ścianę.

– Naturalnie, już podaję. – Livia od razu zerwała się z miejsca, ale wyprzedził ją Asterix.

– A co się tym razem stało? Zobaczyłaś coś szczególnego, Airo? Może jakiegoś ducha? – W jego głosie nie było słychać żartu.

Livia przyjrzała się staruszce z niepokojem.

– Coś wyczuwałam, Asteriksie – odparła kobieta, powoli wstając. – Ale nie sądzę, żeby nadal mnie to prześladowało. Zdało się, że tego już tu nie ma. – Zrobiła kilka kroków w stronę stołu. – Proszę, usią… Ach, Livio, czy to ty przygotowałaś? Cóż za wspaniale zastawiony stół! Zupełnie się tego nie spodziewałam.

– To drobnostka, Airo. Chciałam odwdzięczyć się za twoje dobro.

Wtem Aira weszła jej gwałtownie w słowo:

– Dziecko, nie mogłam postąpić inaczej! Bałaś się i ledwo stałaś na nogach. Teraz proszę, usiądźcie ze mną oboje. Ta babka wygląda smakowicie, a sama wszystkiego nie zjem. Zrobię wam tylko trochę naparu z pokrzywy. Proszę, zjedzcie choć trochę.

– Może troszkę spróbujemy – rzekła Livia, na której policzki wypłynął lekki rumieniec.

– Dobrze powiedziane, Livio, że „troszkę”. W końcu wiesz, na co się dziś wybieramy – zauważył Asterix. – Zobaczysz, jak wyglądają prawdziwe galijskie biesiady. Tam nie da się opędzić od jedzenia, a Obelix – to dopiero mistrz apetytu! Zapowiedziałem już twoje przybycie.

Gdy Asterix opowiadał o Obeliksie i jedzeniu w tak entuzjastyczny sposób, Livia zachichotała. Samo słuchanie jego opowieści wprawiało ją w nieco lepszy nastrój. W pewnym momencie zwróciła się do staruszki:

– Airo, czy wybierzesz się z nami?

– Kochanie, mnie od dawna nie bawią już tak huczne biesiady – powiedziała spokojnie i z pełnym przekonaniem. – Wybiorę się czasem na jakieś ważniejsze święto, ale to wszystko. Wolę ciszę i spokój. Taka już jestem. – Uśmiechnęła się ciepło.

Połączenie kaszy z bobem wydawało się intrygujące. Asterix, częstując się przyrządzoną przez Livię babką, zastanawiał się, co na taki jarski przysmak powiedziałby tak wprawiony smakosz dziczyzny jak Obelix. Nie dawało mu jednak spokoju to, że coś było nie tak w jej zachowaniu. Gdy go spotkała, wydawała się przerażona i rozmawiała bez ogródek. Z Mauriksem z kolei sprawiała wrażenie beztroskiej i pewnej siebie. Przy Airze stawała się autentycznie troskliwa i łagodna.

Cała trójka siedziała teraz przy stole, rozmawiając ze sobą. Aira mówiła o swojej wielkiej pasji do ziół i roślin, a Livia, dopytywana przez Asteriksa, opowiadała o urokach rodzinnych stron; o zielonych pastwiskach, trzodzie chlewnej, a nawet o dawnej przyjaciółce z dzieciństwa, Werze – jak nazwała pewną mućkę. Dopiero wtedy Asterix zauważył, że Livia znów staje przejrzysta; jakby wspomnienia porządkowały jej tożsamość.

Kiedy nadszedł czas pożegnania, Livia objęła Airę, a ta przytuliła ją mocno i szepnęła:

– Wiem, że pragniesz odzyskać dawną siebie. Ale nie wyzbywaj się ostrożności – nie każdy, kto wydaje się życzliwy, ma dobre intencje. – Nagle skierowała wzrok na Asteriksa. – To ciebie pierwszego spotkała, więc póki co pilnuj jej jak siostry.

***

To była typowa galijska biesiada – pełna śmiechu, pieśni i obfitego jadła. Jak zawsze centralnym punktem uczty była pieczona dziczyzna, czyli ulubione danie mieszkańców wioski, a szczególnie Obeliksa. Siłacz z entuzjazmem doglądał pieczeni nad ogniskiem, podlewając ją obficie wytopionym tłuszczem.

Gdy Livia ujrzała to zbiegowisko, od razu poczuła radosną, swojską atmosferę. Każdy niecierpliwie wyczekiwał wybornego mięsa, które zaczynało już obłędnie pachnieć i smakowicie się rumienić.

Powszechnie znanym faktem było to, że nikt w osadzie nie dorównywał w sztuce przyrządzania dzików Dobrominie – żonie wiejskiego wodza. Tym razem jednak to Obelix pilnował rusztu ze szczerą nadzieją, że dorówna mistrzyni.

W tłumie biesiadników to właśnie on najbardziej rzucał się w oczy. Jego wyjątkowa siła fizyczna, o której opowiadał Asterix, była widoczna na każdym kroku. Wszystko, czego się chwycił, wydawało się w jego dłoniach lekkie niczym puch.

Livia zawiesiła na nim wzrok na dłużej, zaintrygowana tą niezwykłą aparycją i potęgą, która jednocześnie przyprawiała ją w znacznym stopniu o niepewność.

Obelix wprawdzie nie zauważył jej od razu, ale szybko zorientował się w sytuacji, gdy Asterix postanowił ich ze sobą zapoznać.

Z bliska siłacz wydawał się jeszcze potężniejszy, co zupełnie oszołomiło Livię. Chłód przeszedł po jej plecach. Zwilżyła usta i przybrała pogodny, pewny siebie wyraz twarzy.

Na jej widok olbrzym z wrażenia niemal upuścił wielką drewnianą łyżkę.

– Obelix, to jest Livia – oznajmił Asterix, po czym dodał nieco ciszej: – Jest Germanką. Rzymianie dowiedzieli się, że działa przeciwko nim, więc musi na razie u nas zostać.

Obelix poczuł, że nagle zabrakło mu języka w gębie.

Livia z szerokim uśmiechem wyciągnęła do niego rękę.

Spojrzał na dłoń z zaskoczeniem, a gdy dziewczyna uścisnęła mu prawicę, w jego oczach malowało się już kompletne zagubienie.

– Miło mi cię poznać, Obeliksie. Słyszałam już wiele o twojej sile i odwadze. Chyba nie ma w całej Galii drugiego takiego jak ty – powiedziała z widocznym uznaniem, próbując nie myśleć o walącym z nerwów sercu.

Obelix nie wierzył własnym uszom. Czy naprawdę usłyszał komplement? W jego głowie wszystko się pomieszało, a oddech zaczął drżeć. Siłacz, który bez mrugnięcia okiem roznosił w pył rzymskie garnizony, w obecności atrakcyjnej i pewnej siebie młodej kobiety poczuł się nagle jak bezradne dziecko.

– Eee… tak… ja… no, jestem… – próbował coś wykrztusić, ale tylko mocno się zaczerwienił i spuścił wzrok.

Jego reakcja była autentyczna. Livia od razu zrozumiała, że ten potężny wojownik w rzeczywistości jest niezwykle wrażliwy i nieśmiały. Pierwszy raz w życiu pożałowała, że przybrała maskę. Jej spojrzenie wyraźnie złagodniało, a twarz przybrała czulszy wyraz.

Asterix przyglądał się zaintrygowany sytuacji. Zazwyczaj reakcje innych kobiet w obliczu niezdarności Obeliksa były pełne rozbawienia i dystansu. Livia natomiast wydawała się być tym poruszona.

Obelix próbował jakoś rozwinąć rozmowę, ale z jego ust wychodziły tylko urwane zdania. Livia odezwała się do niego z pełną sympatią:

– Cudownie pachnie przy tym ognisku. Ty już zapewne przywykłeś.

Obelix w końcu sklecił pełne zdanie.

– Yyy… to pieczeń… lubisz pieczeń? – zapytał, niemal natychmiast żałując swojego pytania.

Livia roześmiała się, ale jej śmiech był radosny i spontaniczny, bez cienia drwiny.

– Oczywiście. Uwielbiam pieczeń! – odpowiedziała.

Asterix, próbując nieco bardziej rozluźnić atmosferę, wtrącił:

– No, Obelix! Nie martw się, Livia na pewno będzie pod wrażeniem twoich dzików. Jak my wszyscy!

Po tych słowach skinął porozumiewawczo głową i poprowadził Livię dalej, aby mogła poznać resztę biesiadników.

Obelix z kolei uśmiechnął się niepewnie, spoglądając za nią, i wrócił do polewania i obracania pieczeni.

Ku uldze Livii, większość biesiadników witała ją bez awersji – przynajmniej tak się jej wydawało. Autorytet Asteriksa najwyraźniej robił swoje. Co więcej, wojownik uznał, że bez wchodzenia w zbędne szczegóły warto zaprezentować ją jako osobę, która miała swój wkład w pomoc ludom celtyckim.

– Livio, witaj, kochana! – rozbrzmiał nagle wesoły kobiecy głos.

Dziewczyna odwróciła się i spostrzegła Edanę oraz Nessę, które zapamiętała z poprzedniego dnia. Edana była młodą, bardzo wysoką i wręcz nazbyt smukłą kobietą o podłużnej twarzy i jasnobrązowych włosach ściętych równo do ramion. Choć tym razem na jej ustach gościł dyskretny uśmiech, na twarzy wciąż malował się ten charakterystyczny, zrzędliwy wyraz. Nessa z kolei stanowiła jej całkowite przeciwieństwo. Niska i pyzata, witała wszystkich łobuzerskim, ciepłym uśmiechem. Musiała szczerzyć się niemal bez przerwy, bo wokół jej oczu wyraźnie odznaczały się głębokie kurze łapki.

– Drogie dziewczyny! Jak cudownie was widzieć! – zawołała Livia.

– Ach, Livio, jak pięknie leży na tobie ta suknia! – westchnęła zachwycona Nessa.

Asterix, widząc, że nie ma się już czego obawiać, uznał, że czas wrócić do Obeliksa. Skinął Livii porozumiewawczo głową i zostawił dziewczęta samym sobie.

– …i nie uwiera cię nigdzie? – dopytywała Nessa.

– Ależ skąd, jest niezwykle wygodna. Dziękuję wam z całego serca raz jeszcze! – odpowiedziała Livia.

Wtem Edana wtrąciła z lekką surowością w głosie: – A kto, jeśli można wiedzieć, tak długo poprawiał te twarde, kanciaste wykończenia, mimo że upierałaś się jak baran, żeby zostawić je w spokoju? – spytała Nessę względnie opanowanym tonem.

– No tak, racja – przyznała Nessa. – Powiedzmy, że uszyłyśmy ją dla ciebie wspólnymi siłami. Nasza współpraca zawsze była owocna – dodała, klepiąc Edanę po ramieniu.

– No tak. Co ja bym bez ciebie zrobiła, geniuszu… – odparła Edana z przekąsem, krzyżując ręce na piersi.

Gdy wszyscy zasiedli już do posiłku, Livia zajęła miejsce przy podłużnym stole. Nessa usiadła obok niej, a naprzeciwko nich ulokowała się Edana. Livia ochoczo przyjęła solidną porcję mięsa, podaną przez samego wodza wioski – Asparanoiksa. Wódz uwielbiał pieczoną dziczyznę prawie tak mocno jak Obelix. Asparanoix należał nielicznego grona osób bardziej szczegółowo wtajemniczonych przez Asteriksa w sytuację Livii. Nie mógł więc oprzeć się okazji, by osobiście ugościć nową przybyszkę.

– Livio, czuj się u nas jak w domu! – oświadczył uroczyście.

– Dziękuję – odpowiedziała z szerokim uśmiechem.

Dziczyzna była wyborna – krucha, soczysta, z wyraźną nutą jałowca i rozmarynu.

Livia, gawędząc przy stole, w pewnym momencie zaczęła się jednak nieco rozkojarzać. Kiedy po raz kolejny zerknęła w stronę Obeliksa, ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że zdążył już skonsumować całego dzika!

– Co się tak zawiesiłaś, Livio? – spytała Nessa, szturchając ją lekko w ramię.

– …ale że tak… – zawahała się Livia. – Tak całego dzika? Czy może coś przeoczyłam?

Edana odpowiedziała bez namysłu:

– W sensie kto? Obelix? No, jeszcze ze dwa i powinien być z grubsza usatysfakcjonowany – rzuciła nonszalancko.

Mina Livii była tak bezcenna, że Nessa szczerze się uśmiała.

– Niech się spokojnie naje – powiedziała. – Przy tej jego nadprzyrodzonej sile tyle właśnie potrzebuje. Wiesz, że jako dziecko wpadł do kotła z…

– Do pioruna, Nessa! – skarciła ją Edana z ustami pełnymi jedzenia, uderzając dłonią o drewniany blat. – Czy ty naprawdę musisz być taką paplą?! – Kilka przeżutych kawałków pieczeni aż wystrzeliło na środek ławy.

– Już, już, w porządku – Livia uniosła ręce w pojednawczym geście, chcąc uspokoić sytuację. – Nie będę dalej dociekać. Przyjmuję to. Obelix je tyle, ile potrzebuje, i już.

Dziewczyna utwierdziła się jedynie w przekonaniu, że wioska skrywa jakąś wielką tajemnicę. Nie zamierzała jednak naciskać na wyjaśnienia. Sama zaczęła się coraz bardziej irytować. Gwar, mnogość nowych twarzy oraz konieczność pilnowania własnych słów i min sprawiły, że przez chwilę żałowała nawet, że zgodziła się przyjść. Wydarzenia poprzedniego dnia wciąż trzymały ją w napięciu. W pewnej chwili przestała nawet słuchać. W swym rozkojarzeniu niespodziewanie przypomniała sobie ujmującą reakcję Obeliksa na słowa uznania. Narastała w niej chęć, aby raz jeszcze podejść i powiedzieć mu coś miłego. Przy nim dziwnie trudno było prowadzić wyuczoną rozmowę.

Obelix siedział przy stole obok Asteriksa, zajadając się już drugą pieczenią, ale mimo to sprawiał wrażenie nieco nieobecnego, jakby zatopionego w myślach. Kiedy spojrzał w stronę Livii i dostrzegł, że ta bacznie go obserwuje, natychmiast zastygł z kawałkiem mięsa w dłoni.

– Niedługo znów do was dołączę, dziewczyny – oznajmiła Livia, po czym wstała od stołu i udała się w jego kierunku.

– Obeliksie, to była najlepsza pieczeń, jaką w życiu jadłam. Naprawdę masz ogromny talent.

Spojrzał na jej twarz o ciepłych, łagodnych rysach i zastygł z bezwładnie rozchylonymi ustami. Asterix, który bacznie obserwował całą scenę, dyskretnie szturchnął przyjaciela kolanem pod stołem, po czym szybko otarł wierzchem dłoni dolną część jego twarzy, ubrudzoną tłustym sosem. Wtedy Obelix oprzytomniał. Pośpiesznie dokończył wycieranie policzków i przełknął trzymany w ustach kęs.

– Dz… dziękuję ci – odparł odrobinę zmieszany, ale tym razem zdobył się na uśmiech. – Cieszę się, że mogłem… że mogłaś… że jesteś… – znów mocno się zaczerwienił, wyraźnie zły na własną nieporadność.

– Proszę, Obeliksie, nie denerwuj się tak. Bardzo się cieszę, że Asterix nas sobie przedstawił. Mam szczerą nadzieję, że ty także.

W jego spojrzeniu zagościła teraz wdzięczność.

Livia dostrzegała, że Obelix różni się praktycznie pod każdym względem od wszystkich mężczyzn, jakich dotąd w życiu spotkała. Niemniej jednak polubiła go.

***

Maurix był tym typem mężczyzny, który przyciągał płeć przeciwną nie tyle prezencją, co ogładą i elokwencją. Niedługo po rozpoczęciu biesiady i on dotarł na miejsce. Uprzejmie witał biesiadników, a do kobiet odnosił się ze szczególnym taktem.

– Maurix we własnej osobie – skomentowała Edana z udawaną obojętnością, po czym natychmiast wróciła wzrokiem do swojego kufla napełnionego piwem.

– Edano, mam nadzieję, że miło spędzasz czas przy tym orzeźwiającym napoju? – zwrócił się do niej z uśmiechem.

– Może być – odparła. – Niestety, zdążyło już trochę skapcieć i jest ciepłe – dodała, przełykając kolejny łyk.

– Za chwilę przyniosę ci zimniejsze – zaproponował, po czym zerknął na Nessę, która natychmiast się zarumieniła. – Czy ty również sobie życzysz?

– Och, Maurix, jesteś taki miły i pomocny… Dziękuję ci za ten gest.

Maurix udał się na zaplecze tutejszej gospody, mijając po drodze Livię, której uwadze wyraźnie umknął. Dziewczyna była zbyt zajęta gawędzeniem z Asteriksem i Obeliksem, którzy w najlepsze zajadali się dziczyzną. Poczuł lekkie rozczarowanie.

Tymczasem Asterix, chcąc bardziej rozluźnić atmosferę, zaproponował strzelanie z łuku.

– Tylko ostrożnie, Obeliksie – uprzedził go Asterix. – Nie chcemy, żebyś nieopatrznie cisnął strzałę aż do któregoś z rzymskich obozów warownych. Nikt nie będzie jej tam potem szukał!

Obelix spojrzał na niego, szczerze zdziwiony.

– Dlaczego? Dla mnie to żaden problem. Z chęcią bym po nią poszedł. I przy okazji może upolowałbym coś jeszcze.

Asterix pokręcił głową, parskając śmiechem.

– Tak, tak, a po drodze nie oprzesz się pokusie spuszczenia Rzymianom małego łomotu. Już ja cię za dobrze znam!

Livia przysłuchiwała się tej wymianie zdań, szczerze rozbawiona.

Pole do ćwiczeń było długie i wąskie. Między dwoma drewnianymi filarami rozciągała się gruba, okrągła tarcza obciągnięta baranią skórą, która nosiła już ślady licznych trafień. Rozpoczęli rozgrywkę, ale szybko wyszło na jaw, że prawdziwą wprawą wykazywał się jedynie Asterix.

– Coś wam chyba dzisiaj nie idzie – stwierdził wódz Asparanoix, który podszedł bliżej, by obserwować zmagania towarzyszy.

– No widzisz, Obeliksie – zaczęła Livia z udawaną urazą. – Teraz już wiadomo, czemu Asterix tak bardzo namawiał nas do tej gry. Chciał po prostu mieć powód, by się z nas naigrywać podczas biesiady!

Ku jej uciesze Obelix wyraźnie ożywił się pod wpływem tego komentarza.

– Phi! Ze mnie to Asterix żartuje sobie niemal bez przerwy! – odparł, po czym wypuścił strzałę. Pocisk poleciał prosto na dach oddalonej o jakieś dwieście metrów stodoły, odbił się od niego koślawo i poszybował w zupełnie nieokreślonym kierunku.

– Dobrze, że cały dach nie wyleciał w powietrze – skwitował Asterix.

Livia z kolei, zamaszystym ruchem wypuściła strzałę. Chybiła, posyłając ją prosto w pobliski pień. Asterix westchnął ciężko.

– Z bliższej odległości potrafiłabyś nieźle kogoś uszkodzić – zwrócił się do niej, kręcąc głową z udawaną powagą.

– On jest taki mądry, bo bawi się w to od dzieciaka – obruszył się Obelix. – Zawsze wiedziałem, że są ciekawsze zajęcia niż rzucanie patykami w kawałek martwej skóry.

– Głowa do góry. – Livia obdarzyła go rozbrajającym uśmiechem. – Zawsze raźniej być obiektem szyderstw we dwoje niż samemu, prawda?

– Hej, nie martwcie się! Wszystkiego można się nauczyć – zawołał do nich raźno Asterix. – Najlepiej bez pociągania za sobą ofiar w ludziach, ale jeszcze zobaczymy, na ile to w waszym przypadku możliwe.

Tymczasem Maurix obserwował Livię z oddali, która na chwilę odstąpiła od dwójki towarzyszy, chcąc sięgnąć po swój kufel – po wesołej zabawie poczuła bowiem wzmożone pragnienie.

– Witaj ponownie, Livio – zaczął Maurix, kłaniając się lekko, gdy dziewczyna dostrzegła go u swego boku.

– Ach, to ty, Maurix! – zawołała przyjaźnie, z szerokim uśmiechem. – Cieszę się, że cię widzę.

– Ja tym bardziej. Muszę przyznać, że twoja obecność dodaje temu miejscu zupełnie nowego uroku. Jakby brakowało cię tu od zawsze.

Livia uśmiechnęła się nerwowo, lekko rumieniąc się pod wpływem tego śmiałego komplementu, ale szybko wzięła się w garść.

– No nie opowiadaj. A myślałam, że ta wioska i bez tego ma już w sobie aż nadto uroku. Czy masz na myśli coś konkretnego?

– Wyróżniasz się tutaj. Jesteś subtelna i elegancka.

Livia uniosła brwi i roześmiała się.

– Staram się. Dobrze, że ktoś zauważył.

– Po biesiadzie wybieram się na ryby. Łowiłaś już kiedyś? Może zechciałabyś dołączyć do mnie na chwilę?

Livia zamyśliła się i rozejrzała wokół. Jej wzrok ponownie padł na Obeliksa, który właśnie dostrzegł ich z oddali. Na ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały. Obelix, widząc Livię w towarzystwie Mauriksa, wyraźnie spochmurniał.

– To jedno z najpiękniejszych miejsc w okolicy – namawiał dalej Maurix. – Warto je poznać. Woda w rzece jest krystalicznie czysta. Znam jeszcze więcej takich urokliwych zakątków.

– Z chęcią, Mauriksie – odparła wymijająco, choć pogodnie. – Dziś jednak obiecałam już, że pomogę przy sprzątaniu po biesiadzie.

– Ale koniecznie innym razem, dobrze?

– Oczywiście. Daj mi tylko znać, kiedy będziesz się wybierał.

Dla Livii Maurix wydawał się życzliwy, a jego intencje szczere. Coś jednak wywoływało w niej wewnętrzny alarm. Może to był tylko lęk przed czymś, czego od dawna do siebie nie dopuszczała? Może lęk przed świadomością, że znowu może stać się dla kogoś kimś ważnym… A może bała się, że kogoś rozczaruje?

W jej głowie utkwił ten wyraz twarzy Obeliksa. Pod wpływem impulsu zaczęła rozglądać się za nim w tłumie.

Spostrzegła, że dojada olbrzymi kawał mięsa, wydając się być zupełnie odcięty od otoczenia.

Już miała ruszyć w jego kierunku, gdy nagle rozbrzmiała skoczna muzyka. Wszyscy biesiadnicy jak jeden mąż poderwali się do tańca wokół ogniska. W tym samym momencie do Livii podbiegła Nessa. Chwyciła ją pod ramię i wciągnęła do roztańczonego korowodu, który tworzyli podskakujący, trzymający się za ręce ludzie. Asterix i Obelix również zamierzali dołączyć do zabawy. Livia już wyciągała dłoń w stronę idącego blisko siłacza, gdy w tej samej chwili jej rękę ujął Maurix. Zacisnęła wargi.

Obelix stał i patrzył przez chwilę, po czym oddalił się.

 

***Notka od autora***

Na pewno będę dodawać kolejne rozdziały. :) Jak myślicie, z kim Livia nawiąże najważniejsze relacje, biorąc pod uwagę, że jest osobą, która musi na nowo nauczyć się ufać innym, ale też samej sobie? A jeśli sama nie zasłuży na pełne zaufanie?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania