Skała

(Legenda rymowana)

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 27

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • Keraj 15.04.2020
    Historia napisana z klasą, starej daty nauczyciele historii niech się uczą. Widzę że elita intelektualistów III RP ponownie dała wysokie noty. Pozdrawiam
  • bogumil1 15.04.2020
    Dzięki Jarku, często przejeżdżałem koło tej Skały Kmity, ciekawe miejsce w Tęczyńskim Parku Krajobrazowym nad Rudawą na południowy - wschód od Krzeszowic. Taka podkrakowska dziura rozciągnięta na parę kilometrów wzdłuż drogi. Cała skała zapisana jest wierszami i tekstami, a jak na złość na poboczach są mokradła i nie ma się gdzie zatrzymać, żeby przeczytać. W końcu poszukałem info o tym w sieci. Tam obok jest taki bar urządzony w stylu westernowym, a po przeciwnej stronie drewniana wioska indiańska dla dzieci. Prawdopodobnie z parkingu tego baru jest szlak wyjściowy na szczyt tej skały. Planuję kiedyś w czasie wolnym się tam wybrać ale jak na złość mieszkam prawie 300 kilometrów od tego miejsca, a jak przejeżdżam służbowo to nie mam czasu się zatrzymywać i penetrować okolicy.

    Dzięki za przeczytanie, może kogoś to zainteresuje. Nie będę rozwijał tematu elity intelektualnej, bo wczoraj pewien człowiek tekst mojego komentarza próbował poddać pod sąd kapturowy, na szczęście jego pomysł nie wypalił:)))
  • befana_di_campi 15.04.2020
    Kmita porwał swoją ukochaną, przeczytałam w Legendach Krakowskich Heyduka. O tragicznej miłości obojga młodych wspomniał też kiedyś w swoich krakowskich kazaniach - pogadankach z okna św. JP II [już jako papież]. Wracając do tragicznej historii: rycerz słysząc zbliżający się tętent odsieczy, rzucił się z panną i koniem w przepaść.
  • befana_di_campi 15.04.2020
    Zob.:

    https://lubimyczytac.pl/ksiazka/116023/legendy-i-opowiesci-o-krakowie

    autor Bronisław Heyduk
  • bogumil1 16.04.2020
    Befano, niestety dysponuję tylko informacjami wyrytymi na skale i wierszu W. Pola jest mowa tylko o samym Kmicie, nie ma wspomnienia, że zginęli wspólnie. Za to w sieci znalazłem trzy inne wersje tej legendy, dotyczące panny Olimpii. Według jednej, o której tu napisałem z rozpaczy poszła do klasztoru, bo nie chciała zgodzić się na kandydata przeznaczonego jej przez ojca. Według drugiej Seweryn Boner wywiózł córkę do zamku w Ogrodzieńcu, który obecnie jest przepiękną ruiną, byukryć ją tam przed Kmitą i ona skoczyła z okna wieży. Według trzeciej jednak wyszła za maż, jak podaje wikipedia, za marszałka koronnego Jana Firleja.
    Generalnie to w tej legendzie nie zgadzają mi się daty, bo Olimpia, która w rzeczywistości nosiła imię po matce Zofia, urodziła się dopiero w 1515 roku, czyli w tym samy, w którym Kmita rzucił się w przepaść. Trudno zakładać, że zrobił to z miłości do noworodka:))) Czyli coś tu się nie zgadza. Niestety nie dysponują książką, o której piszesz. Zakończenie tej historii według Heyduka jest najbardziej optymistyczne, bo obydwoje zakochani giną:))

    Dziękuję za przeczytanie i uwagi.
  • Bożena Joanna 15.04.2020
    Lubię stare opowieści, pewnie sięgnę po książkę wskazaną przez Befi. Piąteczka!
  • bogumil1 16.04.2020
    Dziękuję Bożenko za ocenę i czytanie, cieszę że się spodobało.
  • LeeaThorelli 16.04.2020
    Bardzo ciekawe i dobrze napisane! Kiedyś pracowałam w Zabierzowie, ładna okolica. :) Ale nigdy nie słyszałam o tej skale. Taką historię lubię. :)
  • bogumil1 16.04.2020
    To jest w tej części Zabierzowa, która leży najbliżej Krakowa, obecnie jest tam jakaś biedronka, skręca się w prawo w kierunku Szczyglic, Rząski i lotniska w Balicach. Bodajże w 2012 gmina odnowiła napisy na tej skale, są bardzo dobrze widoczne szczególnie jak się jedzie od strony Zabierzowa, bo lico tej skały jest lekko zwrócone w tym kierunku. Na górze, gdzie się rzucił w przepaść Kmita stoi podobno na pamiątkę krzyż, ale tam na górę niestety nie wchodziłem.
  • Ozar 16.04.2020
    Akurat nie znam tej historii więc fajnie że ja opisałeś. To taki kolejny akt rozpaczy w naszej historii. jednak jak sam piszesz są nieścisłości co mnie nie dziwi, bo czasami ludzie dopisują historię do faktów, nawet wtedy gdy same fakty temu przeczą. 5
  • bogumil1 16.04.2020
    Sam już zgłupiałem widząc ile jest wersji tej samej legendy i ile osób ją opisywało. Dziwnie że nikt na żadnym portalu nawet nie zwrócił uwagi na to, że kiedy Kmita rzucił się w przepaść Zofia, która rzekomo nazywała się Olimpią, dopiero się urodziła. Chyba, że coś pomylono już u zarania, bo podobno Stanisław Kmita sam miał na tej skale umieścić taki napis, zanim rzucił się w przepaść.

    Nie do uwierzenia, ale powstało na ten temat w ciągu pięciuset lat kilkadziesiąt tekstów i wierszy, najwięcej chyba w dobie romantyzmu, gdy temat był najbardziej nośny. Ja niniejszym dorzucam swój kamyczek, może też przejdzie do historii.
  • bogumil1 16.04.2020
    Tutaj jest legenda na stronie ABC Kraków, w tej wersji Kmita pochodził ze Śląska:

    Za króla Zygmunta Starego żył sobie waleczny rycerz Kmita. Pochodził on ze Śląska. Lecz jak to czasem bywa, na skutek licznych wojen, chorób i innych tragedii, ród jego podupadł...Wyruszył więc z domu szukać szczęścia. Wędrował po wielu krainach mniej i więcej chwalebnych, aż pewnego dnia dowiedział się, że w grodzie Kraków, na Wawelu odbędzie się turniej rycerski, na który zaprasza się wszystkich walecznych mężów...

    Kmita postanowił wziąć udział w owych zawodach i skierował swe kroki do królewskiego miasta. Jednakże wygląd Kmity nie wzbudził zbytniego zaufania i entuzjazmu u marszałka Wolskiego, który przed turniejem przyjął wędrowca... Pochwalił on męstwo rycerza, lecz w wątpliwość poddał jego strój, ogólną prezencję i wartość oręża. Kmita jednak nie ustąpił, więc marszałek wobec tak stanowczej postawy skłonił głowę i dopuścił rycerza do walki.

    Następnego dnia Kmita stanął w szranki na piaszczystym dziedzińcu wawelskiego zamku. Jednak choć turniej toczył się już od kilku godzin i coraz to nowi pokonani rycerze wycofywali się z walki, rękawica Kmity leżała na piasku nietknięta; nikt jej nie podejmował. Nikt nie chciał walczyć z ubogim rycerzem. Wstyd palił policzki młodzieńca. Zrozumiał teraz przed jakim wyzwaniem chciał go ochronić marszałek Wolski. Pojął też, że miedzy możnymi tego świata marną zajmuje pozycję...

    W końcu marszałek czuwający nad przebiegiem zawodów kazał wypuścić dzikie zwierzęta, aby to w walce z nimi Kmita okazał swą waleczność i odwagę. Rycerz i jego rumak nie bali się krwiożerczych bestii. Kmita zwyciężył, choć koń jego padł rozszarpany a on sam odniósł rany głębokie... Honor jego rodu został jednak uszanowany.

    Dzielnego, rannego rycerza przeniesiono do komnat zamkowych. Tam też pod czułą opieką jednej z dwórek królowej dochodził do zdrowia. Pielęgnowała go panna młoda i bardzo piękna, a przy tym zaprawdę czuła i troskliwa. Czuła opieka przerodziła się w czułe uczucie...

    I tak rycerz wracał do zdrowia. Każdego dnia stan jego się poprawiał, lecz z kolei serce tego dzielnego, zaprawionego w wielu trudach męża stawało się coraz słabsze. Miłość wypełniła je do głębi.

    Niestety panna była jedyną córką zamożnego bankiera Bonera i nie trudno się było domyślić, iż ojciec innego kawalera dla swej jedynaczki szykował. Ubogi rycerz z podupadłego rodu był zatem bez szans. Ponieważ i Bonerówna pokochała uczciwego, dobrego i przystojnego Kmitę, postanowił ojciec rozdzielić parę zakochanych. Mieli zatem pożegnać się i nigdy więcej nie zobaczyć... W czas pożegnania postawił rycerz przed ukochaną kosz z jednym pocztowym gołębiem. To ostatni gołąb, który pozostał z dwunastu jakie posiadał, kiedy wyruszył z rodzinnego gniazda, aby szukać szczęścia w świecie dalekim. I tymi słowami wyjaśnił dlaczego owego gołębia ofiaruje:

    - Wędrowałem przez wiele krain, walczyłem, głodowałem, próbowałem odgadnąć swe przeznaczenie. Co jakiś czas wysyłałem do matki mej gołębia z wiadomością o moim zdrowiu. Tego ostatniego chciałem wypuścić z Krakowa. Zdarzy się jednak inaczej. Dziś, kiedy los nas rozdziela; pozostawiam ostatniego gołębia tobie, ukochana moja. Nie dane mi było walczyć w Krakowie z innymi rycerzami, nie otrzymałem nagrody królewskiej, odniosłem rany... lecz wydarzyła się rzecz najcudowniejsza; poznałem ciebie...Wiem i rozumiem, że twój ojciec nigdy nie zgodzi się abym ciebie poślubił. Cóż więc mogę uczynić? Ty sama musisz wybrać. Wracam teraz na Śląsk, skąd pochodzę. Gołębia jak rzekłem, zostawiam. Będę oczekiwał listu od ciebie, kiedy taki się zjawi przybędę i choćby przemocą wyrwę cię z pałacu i uciekniemy. Jeżeli jednak serce twe znajdzie innego, jeżeli pośród rozrywek dworskich, balów, przyjęć zapomnisz o mnie, wtedy zabij ptaka, niech nie wraca do mnie.

    Przyjęła Bonerówna gołębia, pocałunek rycerzowi przesłała i kareta powiozła ją do rodzinnego pałacu, który stał pod Krakowem. Kmita zaś wrócił do tak długo opuszczonego swego domostwa. I wyczekiwał ptaka, który miał zadecydować o jego losie.

    Tak jak przewidział rycerz, ojciec jego ukochanej otoczył ją szczególną opieką. Spełniał każdą zachciankę córki. W pałacu Bonerów bawiono się co dzień hucznie. To bale, to turnieje, koncerty i liczne uczty wystawne. Aż serce nie nadąża za taką ilością zdarzeń.

    A jednak... wszystko na próżno. Zakochana panna nie może zapomnieć swojego rycerza. Jak ptak w złotej klatce więziony tęskni coraz bardziej bardziej. Już wie, że Kmita jest miłością jej życia. Wie też, że nic nie powinno ich dzielić. Jest świadoma, że ani pałac, ani posag, ani zbytkowne stroje nie są w stanie zastąpić uczucia. Pisze zatem list do ukochanego. List czuły i pełen obietnic. W słoneczny świt, w niebo błękitne i czyste odlatuje gołąb wraz z listem, który przesądzi o losie dwojga zakochanych. Listem w którym zawarte słowa mają moc decydowania o życiu i śmierci.

    A jednak przypadek sprawił, że w ten sam dzień z zamku królewskiego wyruszono w okolice pałacu Bonerów na polowanie. Tresowane sokoły rozszarpały pięknego gołębia niosącego tak ważną wiadomość. A list Bonerówny dostał się w ręce jej ojca.

    Kmita nie otrzymał wieści o ukochanej i próżno wypatrywał powracającego gołębia. Tęsknota zakochanych rosła. Nie mając żadnych wiadomości od siebie, oskarżając się wzajemnie o zapomnienie – pogrążali się w coraz głębszej rozpaczy. W końcu Kmita nie mogąc już wytrzymać w domu rodzinnym postanowił ponownie go opuścić i wyruszyć dokąd oczy poniosą... Męka rozstania może bowiem lżejszą się okaże, gdy znów otoczą go nowe wyzwania, krainy, spotkania. Droga jego ponownie wiodła przez Kraków. Czy to przypadek czy los znów zaczął pisać w księdze życia zakochanych, cóż, zdarzyło się, że gdy mijał okolice pałacu Bonerów pogoda gwałtownie się pogorszyła. Kmita zmuszony był szukać noclegu w przydrożnej karczmie.. Na miejscu dowiedział się, że wokół owego pałacu dniem i nocą czuwają straże. I pilnie strzegą doń dostępu. Kmita zapytał z jakiegoż to powodu, choć serce zabiło mu mocniej, cóż to za skarb ów pałac zawiera. Odpowiedziano mu, że to jedynaczka, której ojciec strzeże, bo zakochana jest ponoć wbrew woli ojca w jakimś śląskim rycerzu, i uciec planuje.

    Kmita nie znał przyczyny dla której nie otrzymał listu, zrozumiał jednak, że list został wysłany, a serce Bonerówny dalej jest mu wierne. Nie zważając na rozpoczynającą się ulewę, ruszył w stronę pałacu. A nawałnica, siekący deszcz i świt wichury były jego sprzymierzeńcami. Zmylił straże, osłabione w takich warunkach. Dostał się do wnętrza pałacu, na rękach wyniósł ukochaną, i odjechał konno, trzymając dziewczynę przed sobą w siodle.

    Nad ranem burza ucichła. I spostrzeżono ślady. Ruszyła szybka pogoń, którą prowadził sam Boner. W tym momencie kapryśny los znów odwrócił się od zakochanych. Koń Kmity, podwójnie obarczony ciężarem poślizgnął się na mokrej po ulewie drodze i okaleczył nogę. Nie mógł już tak szybko biec. Pogoń przybliżała się coraz bardziej.

    Rycerz nie chciał już więcej rozstawać się z ukochaną. Oszalały z żalu i rozpaczy wjechał na wysoką skałę, która stromo urywała się nad pobliską rzeką. Spiął konia ostrogami i runął w dół, trzymając w objęciach swą ukochaną. Zginęli wszyscy, w odmętach rzeki, która w tym miejscu dzika i spieniona była.

    Nieopodal Balic i Zabierzowa wznosi się dziś skała. Nosi nazwę Skały Kmity. Do dziś pamiętamy historię nieszczęśliwej miłości i tragicznej śmierci zakochanych.
  • Anubis 18.04.2020
    Pierwszy raz spotykam się z tą opowieścią. Napisałeś to bardzo dobrze i nie rozumiem tak niskiej oseny.
    Ode mnie piątka ;)
  • bogumil1 18.04.2020
    Dziękuję za pozytywny odbiór tekstu.
    Co do ocen, każdy ocenia jak tam sobie uważa za słuszne, żyjemy w wolnym kraju.
  • Targówek 18.04.2020
    Dość mam na serio tego, jak mnie ci traktują na opowi. Ja staram się dla nich być miły, przyjacielski, a oni co?
  • bogumil1 18.04.2020
    Tomku z szamba jeszcze nikomu nie udało się zrobić perfumerii;)) opowi próbują przejąć różne złe postacie z bajek. Starsza siostra Kopciuszka, Baba Jaga, wilk w ptasiej skórze i parę podobnych osobników.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania