#

Kiedy myślisz, że jesteś bezpieczny, dopadają cię bezszelestne istoty, które zwiastują stos trupów. Jedna rada: – "Uciekaj!"

Księga Wieczystych Cieni; z odnalezionych skalistych murków

 

Portal, w którym spędziłem, jak też mi się wydawało całe wieki, wyrzucił mnie w inny wymiar. Jedyne, co dorzuciły Skaliste Cienie: – Pora nauczyć się latać. – Po czym zaśmiały się i zwinęły w kłębek, rozpływając się w powietrzu.

Nie musiałem się długo zastanawiać nad tym, co też miały na myśli. Narastająca panika sprawiła, że krzyknąłem. Gęsia skórka wstrząsnęła ciałem. Poczułem, jak pierwsze krople potu spływały po czole, po policzkach, zahaczając o wargi – wpadały wprost do ust, dając posmak soli. Powiew wiatru nie przynosił ulgi. Myślałem, że zaraz się spalę. Było tak gorąco, a zarazem wydawało mi się, że serce zatrzymało się z powodu niedowierzania i rozpadło się jak lód na kilka części.

Cząsteczki, niczym puzzle, układały się w jedność, ale po chwili traciłem wyrazisty obraz. W pierwszej chwili nic nie docierało: ani miejsce, w którym się znalazłem ani aktualna sytuacja, jakże beznadziejna i krytyczna. Spadając przez pierwsze białe obłoki, wydawało mi się, że właśnie tam się zatrzymam. Tylko, że wzrok lubił płatać figle, które jakże dekoncentrowały człowieka. Stąd nie wiedziałem, czy miejscem docelowym będzie niebo, które może wcale nie byłoby złym rozwiązaniem, a może ziemia, w której twarda nawierzchnia nie napawała szczęśliwym zderzeniem. Wcale nie należało to do czegoś przyjemnego, kiedy skupianie się graniczyło z cudem i szczerze mówiąc było wręcz niemożliwe. Ale jedno było pewne – pomyliłem się, gdyż przebiłem się przez warstwy chmur, a ciało obracało się, tworząc teraz przeróżne akrobacje powietrzne. Siła oporu się nie zmniejszała. Napór energii uderzał w twarz, niczym tysiące wbijających się strzał, stąd zamknąłem oczy i zdałem się na los. Odmawiałem w ciszy modlitwę, błagając bogów o to, aby to co się działo, okazało się snem, a może po prostu zwykłą iluzją.

Gdyby ktoś spojrzał w niebo, z pewnością zastanowiłaby go spadająca gwiazda, która zamiast zniknąć w mgnieniu oka, nabierała kształtów i wyrazistości. Zbyt daleka plamka była zwinięta, jak na ironię tworzyła kulę. Dopiero przy bliskości z ziemią wydobywała krzyki i głośne wołanie o pomoc. Ale z tego wychodził tak naprawdę wielki niezrozumiały bełkot słów, którego nikt nie potrafiłby zrozumieć. Teraz owa postać miała rozprostowane ręce przypominające te podobne do lotu ptaka, a nogi pod dziwnym kątem zgięte, jakby właśnie startowały na dystans tysiąca metrów, przepływając wodne niebo stylem żabki. Ostatecznie można było dojść do wniosku, że to ani kometa ani zwierzę, tylko chłopak, któremu życie było może niemiłe, pechowe, rozczarowujące... I może postanowił się zabić.

Nic z tych rzeczy. To nadal ja, Tyki. I nie był to czas na umieranie.

"Za jakie grzechy muszę to być właśnie ja?"

Martwy w niczym się nie przydam. – Tylko, co teraz? – Do gardła, w którym zaschło, podskoczył mi strach i odliczałem, kiedy koniec miał nadejść. Skaliste Cienie wystawiły mnie, bez danego spadochronu skazały na śmierć. "Jeszcze się z nimi rozliczę – pomyślałem."

Zobaczyłem przez kilka sekund pod sobą las, więc prędko skuliłem głowę i zasłoniłem ją rękami. Pierwszy wstrząs okazał się torturą. Odbijałem się z jednej gałęzi na drugą. W efekcie gęste, rozgałęzione drzewa uratowały przed mocnym upadkiem i połamaniem kości. A może coś złamałem, tylko ból jeszcze z tych emocji nie doszedł? Wciąż czułem przypływ adrenaliny, który zachęcał do dalszych wyczynów ekstremalnych. – Nie, w życiu, po moim trupie! – Z tych obaw nie sprawdzałem jeszcze swoich ran. Zanim postanowiłem wstać, bo obecnie leżałem wbity twarzą prosto w ziemię, trochę mi zleciało, aby zebrać energię i się ruszyć. Brakowało mi oddechu, a klatka piersiowa unosiła się gwałtownie, domagając się tlenu. Na domiar tego kręciło się w głowie, a wszystko wokół wirowało.

"Właśnie przeżyłem upadek!"

Żadnych oklasków, które zachęcałyby do bycia dumnym z tego, że zrobiłem coś na miano zasłużonego złotego medalu. – Ale lepiej zatrzymam to dla siebie – pomyślałem. W końcu nie chciałem, aby ktoś uznał mnie za wariata i psychola. Takie skoki nie należały do normalnych.

Chociaż takie lądowanie przyjemnością nie było, pocieszałem się myślą, że zawsze mogło być gorzej. Czy był to początek problemów? Któż wiedział. Musiałem zdać się na swoje szczęście, które dało szansę i pozwoliło mi żyć, cieszyć się tą krótką chwilą.

Ubranie, które wcześniej można było uznać za dość przyzwoite, teraz całe ubrudzone od błota, potargane przez gałęzie, a szalik gdzieś zawisł na drzewie. Powiewał wraz z kolejnym mocniejszym podmuchem wiatru, robiąc za chorągiewkę.

"No to świetnie".

Tylko to mi przyszło do głowy. Kiedy wstałem, ból w plecach był niemiłosiernie paskudny, że czym prędzej zaczerpnąłem powietrze i wysyczałem. Ściągałem koszulę i obejrzałem wpierw klatkę piersiową, potem palcem przejechałem niżej, gdzie pojawiły się pierwsze zaczerwienione ślady na brzuchu, a z dłoni i z kolan schodziła skóra. Kolejne drobne czerwone kreski, które po chwili zaczynały szczypać i swędzieć. – Muszę odszukać rzekę – szepnąłem. Wiedziałem bowiem, że zadrapania nawet jeśli nie wyglądały na groźne, to w każdej chwili mogło się w nie wdać zakażenie. O dziwo wszystkie części ciała nie zmieniły swojej lokalizacji, za co byłem niezmiennie wdzięczny. Tylko nie mogłem sprawdzić pleców, w których ból był upierdliwy i nie dający spokoju. Przypominał o sobie znak za każdym, najdrobniejszym skrętem.

Kiedy tylko ogarnąłem czuprynę, gdzie włosy postanowiły przysłaniać pół twarzy, nadszedł czas na rozejrzenie się. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, a czego wcześniej nie zauważyłem, to las otoczony przez liczne brzozy i kasztanowce. Znawcą drzew nigdy nie byłem, ale te podstawowe potrafiłem rozróżniać, które fascynowały swoimi barwnymi listkami i kolorami. Gdzie tylko bym się nie obrócił, otaczały mnie góry. Szczyty te chociaż dalekie, wydawały mi się na wyciągnięcie ręki. – Dziwne uczucie – stwierdziłem. Na jednej z nich zobaczyłem przez jedną sekundę żółty błysk, po czym zniknął i więcej się nie pokazał. Czy było to tylko złudzenie, wywołane wstrząsem mózgu? Jako, że nie wiedziałem, gdzie powinienem się udać, bo miejsce obce i nieznane, postanowiłem pójść za tym światłem, jedynym jak dotąd sygnałem, że mogli tam przebywać ludzie tego świata.

"Chwila, a co jeśli na tej wyspie ludzie nie tolerowali obcych?"

Pojawiły się wątpliwości, które stawały się coraz bardziej przekonywujące. Jednak, aby nie dać się zastraszyć, wziąłem kilka głębszych oddechów i spróbowałem się wyciszyć. Innego wyboru nie miałem. Przecież nie chciałem stać się szybką ofiarą dla tutejszych zwierzyn, a panika była mi najmniej potrzebna. Ślady wielkich łap nie wróżyły niczego dobrego. – Czyżby grasowały tu niedźwiedzie?

Kiedy doszedłem do pierwszej skały, od razu pojawił się strumień wody. Zdziwiony i zaskoczony tym, co się wyłoniło zza gęstych splotów gałązek, z nieufnością podszedłem bliżej.

"Woda, czysta prawdziwa woda".

Ściągnąłem ubrania i czym prędzej pozwoliłem sobie, aby rany się oczyściły, a popękane usta nawilżyły. Słońce paliło w ramiona i twarz, dlatego woda była wybawieniem. Kiedy wszelkie zabrudzenia zniknęły, ubrałem się i skierowałem w górę.

Do uszu dobiegł krótki, ale wyraźny szelest, więc jak oparzony zwróciłem się w tamtym kierunku. Nie ruszałem się i skupiłem wzrok na jednej z brzóz. Ruch skrzydeł gotowych do lotu, unosiły błękitnego ptaka o czarnych oczach. Skierował się w moją stronę, ale w ostatniej chwili skręcił i leciał w przeciwnym kierunku. – Zawału dostanę. – Odetchnąłem z ulgą.

Słońce obróciło się i teraz zamiast padać na twarz, grzały plecy. – Ile jeszcze? Czy ktoś tu w ogóle mieszka? – Bałem się, że nikogo nie znajdę, a noc była coraz bliżej.

"Niech to szlag!"

Zaczynałem tracić nadzieję. Zdesperowany kopałem w kamienie, które zamiast polecieć dalej, roztrzaskały się o coś niewidzialnego. Przetarłem oczy i ze zdumieniem powtórzyłem czynność. Stało się to samo. Kamuflaż, który przy fali uderzenia zafalował, rozpłynął się w powietrzu. Najwidoczniej natrafiłem na siłę, która w efekcie dotknięcia wszystko niszczyła. Ostrożnie cofnąłem się, ślad po śladzie. Nie wiedziałem, gdzie bariera się rozciągała, więc zachowałem ostrożność. Ale wtedy spojrzałem w dół i ukazała mi się czerwona linia, która chyba najprawdopodobniej była ostrzeżeniem, aby w żaden sposób jej nie przekraczać.

Ciekawość niestety, ale wygrała. Nie mogłem tak szybko się poddać i nie dowiedzieć się, co też było po drugiej stronie. Myślałem nad tym, jaki mógłby być słaby punkt tego miejsca. Jakaś dziura, szczelina w ziemi, ale nic nie zobaczyłem, co by się rzuciło w oczy i pozwoliło mi się przedostać.

Myślałem intensywnie, że nawet nie poczułem, jak coś lub ktoś stanął za mną. Najpierw oplotły ręce, a następnie całe ciało. Zapiszczałem i próbowałem się wyrwać, ale nie dałem rady. Sparaliżowany strachem, bałem się odwrócić. Kątem oka zauważyłem, że było ich więcej. Zjawy pojawiły się znikąd. Mnożyły się, a ja nie miałem dokąd uciec.

"Nie, przecież oni mnie zabiją".

Bez własnej woli zrobiłem krok do przodu.

– Jak, co tu się wyprawia? Kim jesteście? Zostawcie mnie! – krzyczałem, ale domyślałem się, że to na nic się zda. Zrozumiałem, co chciały zrobić. One właśnie nakazały mi iść wprost na pole magnetyczne. Wciąż miałem przed oczami miażdżone na kawałki kamienie. "Co będzie ze mną? – szepnąłem." Obrazy w głowie pokazywały jak leżę martwy, pokrojony.

"Nie, nie, nie".

Kolejny krok, a łamane gałązki pod stopą zamieniały ciszę w strach.

– Kim jesteście? – zawołałem. Postać pojawiła się przed mną, przylegając do lewego policzka i dopiero wtedy uzmysłowiłem sobie, że te istoty: bez oczów, nosów, całe owinięte w czarną maź nie były ludźmi. – Więc, co to za stwory? – pomyślałem.

Zbliżałem się do czerwonej linii, do której nie chciałem za żadne skarby się zbliżać. "To koniec..." Zamknąłem oczy, a ciemne postacie wrzuciły mnie w otchłań. Jedna myśl: "Stamtąd już żywy nie wyjdę".

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Antoni 24.07.2017
    Może byśmy gdzieś razem kiedy wyskoczyli, lubisz kino? :)
  • Tanaris 24.07.2017
    Ano lubię lubię ;D
  • Antoni 25.07.2017
    Tanaris No to nie widzę przeciwwskazań
    Maleńka ;)
  • Tina12 24.07.2017
    Fajnie, że jest kolejny rozdział.
    5 pozdrawiam.
  • Tanaris 25.07.2017
    I mnie ten fakt cieszy :D
  • pasja 25.07.2017
    To musi być straszne uczucie, kiedy nie widzisz kto czy co ciebie atakuje. Chłopiec jednak dobrze myśli, trzeba uciekać. Strach jest najgorszym doradcą, jednak w tej sytuacji może okazać się jedynym. Pozdrawiam 5
  • Tanaris 25.07.2017
    Dzięki :*
  • Ritha 25.07.2017
    "Uciekaj!" - bardzo dobra rada XD

    "Do gardła podskoczył mi strach, w którym zaschło i odliczałem, kiedy koniec miał nadejść." - tu jest cosik nie tak, bo wychodzi, że zaschło w strachu, nie w gardle ;) Może: "Do gardła, w którym zaschło, podskoczył mi strach i odliczałem...."

    "Właśnie przeżyłem upadek!"
    Żadnych oklasków, które zachęcałyby do bycia dumnym z tego, że zrobiłem coś na miano zasłużonego złotego medalu. - :D

    "O dziwo wszystkie części ciała nie zmieniły swojej lokalizacji, za co byłem niezmiennie wdzięczny." - wplatasz humor, gut

    "Ślady wielkich łap nie wróżyły niczego dobrego." - zaciekawiasz, również gut

    Niech sobie zrobi piłkę z twarzą namalowaną krwią, dla towarzystwa, jak ten rozbitek z tego filmu, ten, ten, no ten, którego nazwy nigdy nie pamietam ;p Chociaż w zasadzie musiałby mieć najpierw piłkę, hm.

    "Kolejny krok, a łamane gałązki pod stopą zamieniały ciszę w strach." - zdanie wymagające wyróżnienia ;)

    No fajnie, reasumując - podoba mi się. "te istoty: bez oczów, nosów, całe owinięte w czarną maź nie były ludźmi", zaciekawiasz na koniec i czekam na kolejną część :) 5 :)
  • Tanaris 25.07.2017
    Ooo jaki komentarz. :D Dzięki śliczne. Kolejna część pewnie w przyszłym tygodniu. A już myślałam, jak zobaczyłam taki długi twój wpis, że zaś narobiłam błędów i ach! A tu taka niespodzianka. :p
  • Desideria 29.07.2017
    "któremu życie byłe może niemiłe..." - literówka się wkradła było*

    I przeczytałam! Taki mój mały sukces ♥
    Było dość dużo wyjaśnień, ale to dobrze w końcu to dla nas nowy świat i trzeba go poznać na spokojnie. Muszę przyznać, że od pierwszych części Twój styl bardzo się poprawił i te ostatnie były najlepsze.
    Podobało mi się jak przedstawiałaś postacie, bo można było je poznać, zobaczyć jak myślą i co robili przed "przełomem".
    (I sklerotycy jak ja mogli imiona zapamiętać ha!)
    I w końcu zaczyna się prawdziwa akcja :)
    Na pewno będę czytać dalej i cieszę się, że zabrałam się za to opko :)
    Zostawiam 5
  • Tanaris 29.07.2017
    Kurczę, to opowiadanie było pisane spontanicznie, bez przemyśleń, a tu już tyle części powstało. Sama nie wiem jak tego dokonałam. Ale na pewno będę kontynuować. Fajnie, że wyłapałaś błąd. Zaraz go poprawię. Jestem Ci wdzięczna, za każdy pozytywny komentarz. Dziękuję. Pozdrawiam. :)
  • Paradise 29.07.2017
    No nie próbujesz zabić Tykiego? Jak możesz xD świetny rozdział, jak zawsze z resztą :) lecę szybko do następnego, bo taki koniec wzmaga ciekawość jeszcze bardziej :D oczywiście zostawiam 5 :)
  • Tanaris 29.07.2017
    Hejko, co tam u F i K? xD Mam nadzieję, że szybko dodasz jakiś rozdział. :P
  • Paradise 30.07.2017
    No hej :D postaram sie szybko dodać, mam napisaną 1/4 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania