#

Ucieczka

Byłem na granicy wyczerpania. Pot i strach nieustannie mi towarzyszył. Serce biło mi z niezmierną szybkością. Szedłem wąską uliczką, po lewej stronie rozprzestrzeniał się ogromny las. Po prawej zaś napotykałem niewielkie, drewniane domy.

Szczerze, nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że życie mogło mieć różne odcienie barw. Teraz tylko widziałem szarą rzeczywistość, która mnie otaczała. Wraz z tą myślą, przystanąłem na chwilę, wpatrując się w głębie lasu. Wydawało mi się, że zobaczyłem tam świecące oczy. – Może kocie? – Zastanawiałem się. Czym bardziej skupiałem wzrok w jednym punkcie, tym mniej widziałem. Pokręciłem głową i swoje myśli skupiłem na czymś innym. – Ciekawe, gdzie kończy się ten las... – Westchnąłem i ruszyłem dalej.

Minąłem żółte barierki oddzielające chodnik od drogi. Następnie nie wiedzieć czemu, skierowałem się w stronę rynku. Wszedłem na plac głównego miasta, gwałtowny wiatr rozwiał moje sięgające do szyi kasztanowe włosy. Jeszcze parę sekund temu były schowane pod kapturem. Było mi zimno. Cóż się dziwić. Był to okres niesamowitej, mroźnej zimy. – Szkoda, że jesień tak szybko mija. – Na dodatek nie zaopatrzyłem się wystarczająco w ciepłe ubranie. Miałem na sobie kurtkę sportową, coś średnio ocieplaną od wewnątrz oraz szalik owinięty wokół szyi, tak wąsko jak tylko się dało. Jednak nie spodziewałem się, że noc przysporzy mi tyle problemów. – To dopiero początek – stwierdziłem. Nie było co narzekać, bo przecież sam wybrałem taki okres pory roku, no i noc na moją ucieczkę. I jak się okazało, za słabo to wszystko zaplanowałem.

Dzień stawał się niezmiernie krótki, a ciemność przerażała, nie dodawała mi odwagi ani optymizmu. Wszystko dookoła było pokryte puchową bielą. Każdy mój krok po śniegu wydawał dźwięczne skrzypienie. Wszędzie były ciemne, szerzące się cienie, które raz wydłużały się, to znikały wraz z napotykaną co jakiś czas latarnią.

Gdzie tak dążyłem? Czy w mojej ucieczce był jakiś cel? Gdzie tam. Postanowiłem pozostawić to losowi. Nie miałem zielonego pojęcia, gdzie mógłbym pójść. Moja najbliższa rodzina? Słabo znałem, jakoś specjalnie nie utrzymywaliśmy z nimi kontaktu. Przyjaciół także nie miałem. Nie będę okłamywać. Nie miałem ani jednego. Ale to nic dziwnego, rzadko kiedy można było spotkać naprawdę wiernego kumpla, któremu mógłbym powierzyć sekrety. Może także dlatego stałem się taki samotny? Już się do tego stanu przyzwyczaiłem. Nawet zacząłem czerpać korzyści, w tym delektując się ciszą. Nie gnało mnie, by tlić się wraz z tłumem wśród gwaru i hałasu w naszym brudnym mieście Petoring. Chyba byłem jakiś nie ten teges. Wiecie, młodzież chyba powinna czerpać z życia, imprezować, urządzać spotkania, oglądać się za dziewczynami... W każdym bądź razie taki nie byłem.

Teraz jedno było pewne. Nie miałem zamiaru wrócić do domu. Byłem jednym słowem w kropce. Jak na razie szedłem przed siebie. Wielki mój plan, ot tak. Totalnie beznadziejny.

Odkąd zamieszkaliśmy w tym mieście, dokładniej na jego obrzeżach, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji zdałem sobie sprawę, że nasza rodzina była w trybie jego rozpadu. Na domiar tego po raz kolejny nie zapytali mnie w tak ważnej kwestii, jakim była przeprowadzka. I przez to także nigdy im nie powiedziałem, jak się z tym czułem. Woleli mnie olać, tak po prostu. Ostatnio nawet zauważyłem, że zaczynało być mi to obojętne. Nie było sensu dokładać sobie kolejnych problemów. A i tak miałem już ich wiele.

Dom nasz był biały, dwupiętrowy, położony w gęstwinie drzew i krzewów. Oczywiście nie mogło zabraknąć ogrodu, w tym ziołowy zakątek mamy o którego bardzo dbała. Zaś niedaleko naszego podwórka, na lekkim wzniesieniu znajdowała się przepiękna, marmurowa rezydencja. I co z tego, że budynek był lekko zaniedbany, od okien po sam dach wiły się pnącza zieleni. Teraz liści nie było, zostały tylko drewniane łodygi. Rzadko kogo można tam było zobaczyć. Uważałem jednak, że budynek miał w sobie jakiś magiczny urok piękna. Ktoś od czasu do czasu podziwiał, robił zdjęcia itp. No ale nie o tym miałem pisać. Omijając więc szerokim łukiem rezydencję (tak jakby wszystko wokół niej się kręciło, ach!) można było przez las dojść do morza. To tam zawsze spędzałem wolne chwile. Widok morskich fal działał na mnie kojąco i usypiająco. Był to mój jedyny kątek w tym przeklętym miejscu.

Moja ucieczka była spowodowana właściwie jednym czynnikiem, a była nim moja rodzina. Od zawsze wyczuwałem, że mieli przede mną tajemnice. Ale dało się je jakoś przeżyć. Najgorsze, że wydawało mi się, jakby ukrywali się przed kimś. Pomału zaczynałem nawet sam w to wierzyć, że ktoś nas ścigał. Nigdy jednak nie zdradzali mi szczegółów. Byli tak samo rozmowni jak ja, czyli wcale.

Mama o imieniu Anna, to kobieta bardzo szczupła, kiedyś zadbana, uśmiechnięta, o białych zębach, z piegami na szyi oraz policzkach. Miała przepiękne, kasztanowe włosy jak moje. Przyjęliśmy takie określenie, zamiast mówić, że włosy były rude. Zajmowała się sprzedażą naturalnych produktów, które sprowadzała zza granicy. Na tyle pracowała, by móc nas wyżywić i zaopatrzyć w potrzebne rzeczy. Zaś tata nazywał się John. Mężczyzna o barczystych ramionach, umięśnionej sylwetce, prawie łysy, bowiem z tyłu miał tylko kitkę w kolorze blond, o mocnym wyrazie twarzy. Niestety, zamiast dbać o siebie, z dnia na dzień wyglądał coraz gorzej. Praktycznie w ogóle go nie widywałem, ponieważ przesiadywał w barze. Ten stan pogłębił się od naszej piątej przeprowadzki. Tak, nie pomyliłem się. Nie wiedziałem, co go tak zmieniło. Jaki był tego główny powód, że nagle zaczął pić. W moich oczach stracił miano ojca. Stał się żałosną roślinką. Nie mogłem tego znieść. Bywały ciągłe kłótnie, awantury o byle co. Był agresywny, kiedy wracał do domu. Wprawdzie nigdy nie uderzył nikogo, ale kto to wiedział, kiedy coś mu odwali. Nie chciałem stać się taki, jak on. Więc uciekałem z nadzieją, że tak będzie najlepiej.

A przecież kiedyś tak nie było...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (20)

  • Paradise 24.04.2017
    o jestem pierwsza? :D super rozdział, no nie spodziewałam się, że John się tak stoczy, ale cóż.. sama chętnie poszłabym na plażę i popatrzyła na fale :D czekam z niecierpliwością na kolejne części :D oczywiście 5 :)
  • Tanaris 24.04.2017
    Chyba domyślasz się czemu, najwidoczniej ciągłe uciekanie dało mu popalić... Dziękuję i czekam aż i ty coś dodasz <3
  • Paradise 26.04.2017
    Tanaris mam już napisane 3/4 rozdziału także jutro powinnam dodać, bo została mi jedna narracja do napisania :D mam nadzieję, że mi się to uda :)
  • pasja 24.04.2017
    Historia zatoczyła koło, tak jak kiedyś Anna uciekła, tak teraz jej syn. Nie dziwię się, z dala od ludzi i cywilizacji czuł się samotny. Ocieplenie też, dlatego topił smutki w barze. Nikt nie liczył się z uczuciami chłopca. Dlatego wybrał tę drogę. Ciekawa jestem, czy zabrał że sobą misia. Pozdrawiam serdecznie 5
  • Tanaris 24.04.2017
    Zatoczy koło i to niejedno :D
  • Szymon Skolarus 24.04.2017
    Fajne! Czekam aż rozwinie się akcja między światami:)
  • Tanaris 24.04.2017
    Do tego jeszcze troszeczkę :D
  • Mrocznaa 28.04.2017
    Czekam na dalsze ;) 5
  • Tanaris 28.04.2017
    W sobotę może coś dodam, w ogóle nie miałam internetu i jestem do tyłu z opowi, przepraszam -_- Ale postanawiam poprawę, jeśli tylko będzie czas i internet oczywiście <3
  • Mrocznaa 28.04.2017
    Tanaris Czekam z niecierpliwością. Spokojnie nie twoja wina ze internetu nie mialas <3
  • katharina182 28.04.2017
    Bardzo dobry rozdział. Jesteś naprawdę mocna w opisywaniu odczuć bohaterów.
    Kolejna 5 ode mnie
  • Tanaris 29.04.2017
    Właśnie przeczytałam u ciebie i szkoda mi Trzy, naprawdę. :/
  • Tina12 29.04.2017
    Widzę, że historia nabiera tępa.
    5
  • Tanaris 29.04.2017
    Num, masakra wiesz? :D Coraz trudniej i trudniej, a zarazem tyle radości :D
  • Tina12 29.04.2017
    Tanaris
    Znam to uczucie. Też mam problem z wymyślaniem cd moich opowiadań.
  • Tanaris 29.04.2017
    Tina12 num, a teraz nie mam jak dodać kolejnego opka :/ ładowarkę zapomniałam u chłopaka, a dopiero będzie u mnie za tydzień. Masakra jakaś. Ale może uda się coś temu zaradzić. Oby! Bo kolejna część napisana, ale laptop bez ładowarki długo nie pociągnie. Jakiś pech chyba wisi nade mną. :/
  • Ritha 10.05.2017
    Chciałabym się móc do czegoś przyczepić, żeby może doradzić czy coś, ale nie bardzo do tej pory miałam do czego. Tu rzuciło mi się w oczy takie stwierdzenie "Z pewnością zastanawialiście się, gdzie tak dążyłem", a potem "wiecie..." i w zasadzie nie jest to niepoprawne, ale jeżeli mam wyrazić swoją subiektywną opinię, to ja nie przepadam (w tekstach będących stricte opowiadaniem jakiejś historii) za takimi zwrotami do czytelnika, po prostu nie lubię. Powtarza się też "gdzie tam", dość potoczne, i raz spoko, ale przy drugim powtórzeniu już mi zgrzyta. Chociaż sama stosuje często powtórzenia i to takie perfidne i perfidnie zamierzone, więc w zasadzie nie powinnam się czepiać (Ritha hipokrytka o.o).
    Tu mi też coś mi się rzuciło w oczy:
    "Zacznę może od tego, że mieszkałem (bo oczywiście teraz uciekałem, więc nie miałem zamiaru powracać) od czterech lat, z dala od miasta, od jakiejkolwiek cywilizacji w miejscu, gdzie rodzice postanowili zamieszkać." - to wyjaśnienie w nawiasie, często ułatwiasz czytelnikowi, tłumaczysz, wyjaśniasz, dajesz na tacy i w zasadzie dobrze, bo zaraz były by tu komentarze, że niespójne i nie wiadomo co z czym, i o co chodzi, ale ja myślę, że z fabuły powinna wynikać sytuacja wymagająca wyjaśnienia. Jeśli się tylko da, to z przebiegu wydarzeń, rozmów itp. Powiedzenie wszystkiego wprost, w narracji, pozbawia tej nutki tajemniczości i radości odkrywania różnych faktów w miarę czytania ( i to nie tylko a propo tego fragmentu, tylko ogólnie zauważyłam, że lubisz zawsze naświetlić wszystko dokładnie). Tam na przykład ten rozdział, kiedy chłopczyk dostał misia był bardzo dobry właśnie dlatego, że nie było wszystko do końca wyjaśnione, a wiele można było się domyślić. Nom, nie można też oczywiście przesadzić w drugą stronę i zagmatwać tak, że czytelnik już kompletnie nie wie o co chodzi. Krążysz wokół kompromisu, ale czasem napiszesz jedno, dwa zdania za dużo i ja czuję, że w zasadzie może niepotrzebnie aż tak dosłownie. Nom, to tyle jeśli chodzi o jakieś uwagi, które sobie przemyślałam miedzy czasie bo opowiadanie nadal mi się bardzo podoba :)
  • Tanaris 13.05.2017
    Tak, zdecydowanie zbyt wiele podałam na tacy, następnym razem ugoszczę go wodą i chlebem :D
  • Desideria 28.07.2017
    Chłopakowi musiało być ciężko ciągle zmieniać otoczenie, ale pewnie to co przyjdzie będzie gorsze. Może sam będzie chciał dalej uciekać?
    Ja miałam w klasie kolegę (od 5 kl do 2 gim), co był rudy i w drugiej klasie mu trochę pociemniał ten kolor i cały czas upierał się, że to był kasztanowy xD Tak apropo kasztanowego :D
  • Tanaris 28.07.2017
    Naprawdę? Hahah to by się zgadzali xD

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania