Skradziony liryk
Ktoś mój świat podwędził i podrzucił wrogi -
taki obcy i zimny. Nie da się przytulić.
Próbuję go odnaleźć w labiryntach ulic,
w kafejkach pełnych ludzi, na poboczach drogi,
w wyżłobieniach kolein. Ciemno - reflektory
pędzących samochodów nie wiadomo dokąd,
oślepiają. Przecieram, chyba tylko po to,
by łzawiły i piekły. Do nich mówię: - Sorry
za tę miękkość pod mostkiem. Może tam wciąż żyje
bicie fal o filary - twoje, moje, niczyje...
Komentarze (10)
Przepiękne.
Bardzo dziękuję :)
Pozdro
Ty to masz lekkość wpisaną w klawiaturę. :) Brawo!
A żebyś wiedział, że w klawiaturę. By coś napisać muszę mieć otwartą edycję. Gdy biorę kartkę i długopis, nic się nie klei. :)
Dzięki :)
Muszę i ja przypomnieć sobie zabawę z rymem... dawno tego nie robiłam. Nastroiłaś mnie... lirycznie.
Super wiersz 6
Chętnie poczytam Twoje nowe w rymowanej lirycznej odsłonie.
I dzięki za dobre słowo :)
TseCylia, ale to potrwa... kiedy to ja ostatni raz? Nie pamiętam nawet... xD
Grafomanka, szybko odświeżysz :)
Do poczytania więc :)
Bardzo ładnie i płynnie. Ostatnia strofa - cudo :)
Dzięki bardzo:))
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania